Wyróżnione

Zasadnicze powody organizacyjne i psychologiczne, które nigdy nie pozwolą wygrać opozycji w powszechnych wyborach korespondencyjnych organizowanych przez PiS

1.Wyborcy opozycji intuicyjnie zrozumieli, że nie ma szans na uczciwe wybory i że, po wrzuceniu karty wyborczej dotyczącej kandydata opozycyjnego ze skrzynki pocztowej wyłoni się Duda. Dlatego masowo zaczęli odmawiać udziału w farsie wyborczej.

Zdecydowana większość wyborców opozycji ma świadomość, że rządząca Polską pisowska mafia polityczna nie może dobrowolnie oddać władzy, bo wie, że czekają ją procesy karne i konfiskata majątków.  Mandat wyborczy nie daje prawa do bezprawnego i bezkarnego łamania Konstytucji, kodeksu karnego i cywilnego. A także innych ustaw.

O ile wybory tradycyjne, dają sporą możliwość zapobieżeniu sfałszowaniu wyborów, nawet pod rządami tej przestępczej mafii, to wybory korespondencyjne takiej szansy nie dają. Zresztą już w sieci pojawiły się wzory kart do głosowania z pieczątkami, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności i informacje o wycieku pakietów wyborczych (nie można wykluczyć tzw. ustawki pisowskich służb i urzędników, żeby ci mieli  okazję zrzucić fałszerstwa na tzw. nieznanych sprawców).

Daje temu wyraz, nawet Państwowa Komisja Wyborcza, gdzie w jej nowym składzie jest siedmiu (na dziewięcioosobowy skład) przedstawicieli PiS.

PKW dwukrotnie, w komunikatach, stwierdziła, że organizowanie wyborów w maju z powodu epidemii koronawirusa nie da się przeprowadzić, a jeśli się odbędą to nie będą odzwierciedlały woli Polaków.

W dniu 28 kwietnia 2020 roku podczas wystąpienia w Senacie, przewodniczący PKW sędzia Sylwester Marciniak zaznaczył, że z jego punktu widzenia jest tyle zastrzeżeń wobec wyborów korespondencyjnych, że obawia się, iż w pełnym zakresie nie uda się przeprowadzić wolnych wyborów.

2.Opozycja nie ma praktycznie żadnej kontroli nad swoimi oddanymi głosami i to przynajmniej z dwóch powodów:

1)PiS, na podstawie ustawy z 6 kwietnia 2020 roku (jeszcze nie weszła w życie, i może nie przejść w sejmie po sprzeciwie Senatu, o ile sprzeciwią się temu posłowie Jarosława Gowina) odebrał uprawnienia do organizowania głosowania od Państwowej Komisji Wyborczej (tylko ogłosi wyniki) i zlecił organizację wyborów, między innymi: formalnie Jackowi Sasinowi szefowi Ministerstwa Aktywów Wyborczych, a w rzeczywistości karty wyborcze i ich wydruk nadzoruje Mariusz Kamiński Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, koordynator służb specjalnych.

Tak więc karty wyborcze po wydrukowaniu będą przez pewien czas wyłącznie w rękach urzędników PiS i nie będziemy wiedzieli ile ich sobie zostawią, tak, żeby mogli, nawet przy pełnej, bezprecedensowej, mobilizacji zwolenników opozycji, „wyprodukować” głosy poparcie dla Dudy.

 Podczas normalnych wyborów w każdej komisji wiadomo, ile dostarczono kart do głosowania, ile z nich wykorzystano, ile zostało niewykorzystanych. Z każdej brakującej karty trzeba się tłumaczyć i to pod obstrzałem członków komisji i mężów zaufania należących do różnych ugrupowań. Kilkakrotnie byłem członkiem komisji obwodowych, w tym jako przewodniczący.

Tutaj, nie znamy liczby kart, do głosowania które pozostaną w rękach zaufanych urzędników pisowskich i/lub służb cywilnych i wojskowych związanych z PiS.

Te karty wypełnione ze wskazaniem na Dudę mogą być dostarczone do gminnej/dzielnicowej komisji w przypadku dużej mobilizacji wyborców związanych z kandydatami opozycyjnymi.

Pamiętajmy, że tych skrzynek do których ma się wrzucać pakiety będą pilnowały służby związane z PiS.

2) I dochodzimy do Poczty Polskiej SA, której szefem, przed wyborami korespondencyjnymi, został wiceminister Obrony Narodowej związany z PiS. Należy pamiętać, że jest to jednoosobowa spółka Skarbu Państwa i w przypadku różnych zagrożeń jedna z pierwszych do zmilitaryzowania.

Poczta Polska SA to nie tylko jednolity wystrój, generalnie młodzi i uprzejmi pracownicy, książki, prasa, słodycze itp.

To także sortownie, tajne kancelarie

To uprawnienia urzędów skarbowych, celnych, policji, służb cywilnych i wojskowych do przeglądania przesyłek. Jeżeli ktoś sądził, że to skończyło się z okresem PRL to jest mocno naiwny.

Do przeglądania przesyłek listowych przygotowane jest również wojsko, bo w przypadku konfliktu możliwość korzystania przez żołnierzy frontowych z telefonów komórkowych zostanie mocno ograniczona.  Bo czym to grozi, przekonali się Ukraińcy w Donbasie  gdy świetny elektroniczny wywiad rosyjski rozpoznawał, na podstawie rozmów przez komórki położenie jednostek ukraińskich, a informacje żołnierzy ukraińskich przekazywane rodzinom, a następnie rozpowszechnione,  powodowały masowe dezercje z jednostek ukraińskich mających udać się na front.

3. Tajność wyborów, a zgnojona mentalnie i zastraszona – epidemią i rygorami – znaczna część polskiego społeczeństwa.

Formalnie jest zapewniona tajność wyborów, że względu na dwie oddzielne koperty i rozdzielenie, dla komisji gminnych/dzielnicowych, danych personalnych od   głosu na kandydata, ale w jednym pakiecie jest zarówno oddany głos jak i dane personalne głosującego.

Obywatele mogą się obawiać, że bezkarnie łamiąca prawo pisowska mafia polityczna może wybiórczo kontrolować takie pakiety wyborcze. A że nie wiadomo kogo mogą skontrolować, to większość się boi, i dla spokoju, jeżeli już poszłaby głosować to prawdopodobnie zagłosuje na Dudę.

A że, mają czego się bać, bo widzą jak postępuje pisowska mafia, niech świadczy to, co przygotowano przy okazji tzw. Tarczy 3.0.

Żeby zniszczyć do końca niezależnych prokuratorów, PiS dołączył do Tarczy 3.0 przepisy, bez żadnego logicznego uzasadnienia, bo te Tarcze dotyczą zupełnie czegoś innego, praktycznie całkowicie niszczące, i tak już bardzo kaleki, samorząd prokuratorów >>https://oko.press/ziobro-pod-oslona-wirusa-robi-zamach-na-samorzad-prokuratorow/

Czy ktoś na poważnie sądzi, że pisowska mafia, przeprowadzi uczciwe wybory korespondencyjne?

4. PROPOZYCJE DLA OPOZYCJI PARLAMENTARNEJ W WYBORACH KORESPONDENCYJNYCH

Opozycja partii parlamentarnych wspólnie powinna:

  1. Wycofać swoich kandydatów z wyborów korespondencyjnych
  2. Wydać oświadczenie, że nie będzie respektować się wyboru Dudy na Prezydenta RP
  3. Wystąpić do UE (a także władz poszczególnych państw) oraz władz USA, żeby nie uznawali korespondencyjnego wyboru Dudy na prezydenta RP. Dodatkowo, kanałami dyplomatycznymi USA powinny być powiadomione, że w przypadku uznania wyboru Dudy i udzielenia azylu politycznego kierownictwu grupy pisowskiej, opozycja nie będzie importowała broni amerykańskiej i gazu skroplonego.

Dokona też resetu stosunków dyplomatycznych z Rosją z pełnymi tego konsekwencjami.

W przypadku Chin, Polska otworzy się na Nowy Jedwabny Szlak, i to wbrew działaniom USA, które chcą w Polsce zablokować bardzo ważną jego odnogę.

 4. Utworzyć wspólny Komitet Koordynacyjny i we współpracy z opozycyjną częścią Senatu RP uzgadniać wspólnie projekty ustaw, poprawki do sejmowych ustaw pisowskich.

 5. Przedstawiciele Komitetu Koordynacyjnego powinni uczestniczyć w protestach społecznych i współpracować z przywódczyniami/przywódcami strajków.

 6. Komitet Koordynacyjny powinien wydać komunikaty skierowane do:

a) wojska i służb porządkowych, że w przypadku tłumienia protestów społecznych skierowanych przeciwko rządom PiS zostaną pozbawieni emerytur i majątków. Szczególnie mocny przekaz powinien pójść do WOT.

b) sędziów i prokuratorów związanych z PiS z przekazem jak wyżej.

c) posłanek i posłów PiS oraz władz regionalnych PiS, że w przypadku wystąpienia przeciwko grupie Kaczyńskiego, nie będą pociągani do odpowiedzialności karnej i nie nastąpi konfiskata majątków.

Reklama

Serge Halimi: Sztuka prowokacji

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Le Monde diplomatique – edycja polska”.
http://lewica.pl/?id=32147&tytul=Serge-Halimi:-Sztuka-prowokacji

******************

 

 

 32147

Na zdjęciu lotniskowiec USS Harry S. Truman w Zatoce Omańskiej; fot. Wikimedia Commons

Czy państwo wypowiadające bez rzeczywistego powodu międzynarodowe
porozumienie rozbrojeniowe, które samo długo negocjowało, może następnie
zagrozić agresją wojskową innemu państwo – sygnatariuszowi tego porozumienia?
Czy może nakazać innym państwom, aby podzieliło jego kapryśne i wojownicze
stanowisko grożąc, że jeśli tego nie uczynią, to zostaną objęte drakońskimi sankcjami?

Kiedy chodzi o Stany Zjednoczone, to odpowiedź na te pytania brzmi:
tak (polecam artykuł:   https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2019/06/25/thierry-meyssan-ue-musi-uczestniczyc-w-amerykanskich-wojnach/ )

W sumie absolutną stratą czasu byłoby studiowanie racji, na które powołuje się
Biały Dom, aby usprawiedliwić swoją eskalację wobec Iranu. Łatwo sobie
wyobrazić, że John Bolton, doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego
prezydenta Donalda Trumpa, i Michael Pompeo, sekretarz stanu, powierzyli
dyplomatom i wywiadowi zadanie w rodzaju: „Szukajcie pretekstów, wojnę
bierzemy  na siebie.”

Boltonowi nie brakuje doświadczenia i ciągłości pomysłów. W 2015 r., kiedy jego
fanatyczne poparcie dla inwazji na Irak osłabiło wpływy, jakimi się cieszył,
opublikował w New York Times artykuł zatytułowany: „Aby zastopować irańską
bombę, zbombardować Iran”. Stwierdził w nim, że Iran nigdy nie zgodzi się
negocjować swojego programu jądrowego, i zakończył go słowami: „Stany
Zjednoczone mogą wykonać gruntowną robotę destrukcyjną, lecz tylko Izrael
może uczynić to, co konieczne (…) w celu doprowadzenia do zmiany reżimu w
Teheranie.” [1]

Trzy miesiące później wszystkie wielkie mocarstwa ze Stanami Zjednoczonymi
włącznie podpisały z Iranem porozumienie jądrowe. Zdaniem Międzynarodowej
Agencji Energii Atomowej Iran skrupulatnie go przestrzega. Bolton jednak nie
ustępuje. W 2018 r., ścigając się w podżeganiu do wojny z rządem izraelskim i
monarchią saudyjską, uparł się bardziej niż kiedykolwiek przy swojej „zmianie
reżimu”. „Zadeklarowaną polityką amerykańską musi być zakończenie rewolucji
islamskiej 1979 r. w Iranie przed jej 40. rocznicą. (…) Uznanie nowego reżimu
irańskiego w 2019 r. zmyje hańbę, jaką było kiedyś oglądanie naszych
dyplomatów przetrzymywanych przez 444 dni w charakterze zakładników. Byli
zakładnicy mogą przeciąć wstęgę podczas otwarcia nowej ambasady USA w
Teheranie.” [2]

Obecny prezydent Stanów Zjednoczonych prowadził swoją kampanię wyborczą
przeciwko polityce „zmian reżimów”, tzn. agresywnych wojen amerykańskich.
Najgorsze nie jest zatem pewne, lecz pokój musi być bardzo kruchy, jeśli, jak się
wydaje, zależy od zdolności Trumpa do utrzymania w ryzach swoich wściekłych
doradców i ministrów. Władze w Waszyngtonie, dławiąc gospodarczo Iran przy
udziale zachodnich kapitałów i wielkich firm (tych, które ustępują pod przymusem
i tych, które robią to w akcie potulnej uległości), twierdzą, że zaprowadzone przez
nich embargo zmusi władze w Teheranie do kapitulacji.

W rzeczywistości jednak Bolton i Pompeo dobrze wiedzą, że taka sama strategia wojny ekonomicznej poniosła fiasko w przypadku Korei Północnej i Kuby. Liczą więc raczej na reakcję irańską, którą będą mogli następnie przedstawić jako agresję i wezwać do amerykańskiej „riposty”.

Propagandowe zatruwanie umysłów, fałszerstwa, manipulacje, prowokacje: po
Iraku, Libii i Jemenie neokonserwatyści wskazują swoją nową ofiarę.

Serge Halimi

tłum. Zbigniew M. Kowalewski

[1] J. Bolton, „To Stop Iran’s Bomb, Bomb Iran”, The New York Times, 26 marca 2015 r.
[2] J. Bolton, „Beyond the Iran Nuclear Deal”, The Wall Street Journal, 15 stycznia 2018 r. Dziewięć miesięcy po zwycięstwie
rewolucji islamskiej, 4 listopada 1979 r., rewolucyjni studenci irańscy okupowali
ambasadę USA w Teheranie i przetrzymywali dyplomatów amerykańskich jako
zakładników. Operacja komandosów amerykańskich, którzy mieli odbić
dyplomatów, poniosła fiasko. Studenci uwolnili dyplomatów 20 stycznia 1981 r.

 

Bloger Adnovum o tym jak kompradorskie środowiska pisowskie podnoszą Polskę z kolan. Na przykładzie Domu Polskiego we Lwowie

Pisowskie kompradorskie środowiska polityczne oskarżały PO , że za ich rządów Polska jest na kolanach.

I obiecywały , że za ich rządów Polska wstanie z kolan. Jak wygląda to wstawanie z kolan w stosunku do USA i Izraela wszyscy wiemy.

Mamy też świadomość, że ambasada USA w Warszawie staje się jednym z ośrodków -nieformalnym – władzy w Polsce.

Ale nie wszyscy zdaja sobie sprawę jak to wygląda w relacjach z Ukrainą.

Kompradorskie środowiska pisowskie są bezradne wobec działań środowisk ukraińskich na Ukrainie przesiąkniętych nacjonalizmem i którzy publicznie gloryfikują zbrodniczą UPA.

*************************

„Otwarcie Domu Polskiego we Lwowie jest planowane na rok 2021”– poinformowali prawie dwa tygodnie temu podczas wizytacji tego obiektu szef kancelarii Senatu RP minister Jakub Kowalski i prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Dariusz Piotr Bonisławski.

Rozpoczęta pod koniec 2015 roku budowa Domu Polskiego we Lwowie miała być ukończona w listopadzie 2018 roku, czyli w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Niestety nie udało się to. Przesunięto wtedy datę oddania do użytku tego obiektu na 2020 rok, kiedy to miał być ostatecznie przygotowany do otwarcia jest planowane zakończenie budowy obiektu. Obecnie okazuje się, że ten dzierżawiony tylko na 49 lat z łaski ukraińskich włodarzy Lwowa, a którego orientacyjny koszt na obecną chwilę wzrósł grubo o ponad dwa razy od początkowych założeń na poziomie 17 mln złotych, ostatecznie ustalono go na 42-43 mln złotych, ma być oddany do użytku dopiero w 2021 roku. A więc jak dobrze pójdzie- trzy lata po setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Niezłe tempo. Może wreszcie na początku kadencji Sejmu uda się tą jakże istotną dla prestiżu Polski inwestycję dokończyć. Polacy na Ukrainie czekają na to z niecierpliwością.

Przypomnę, że Polska otrzymała od Rady Miasta Lwowa teren pod budowę Domu Polskiego w 2013 roku. W przyszłości miejsce to ma być siedzibą stowarzyszeń polskich, centrum kultury polskiej i miejscem dialogu polsko-ukraińskiego.

Dom Polski we Lwowie ma składać się z dwóch części: starej, czyli dawnych koszar wojskowych i nowej, która jest w budowie. W nowym skrzydle swoją siedzibę będą miały organizacje polskie, znajdzie się tam również sala widowiska, z której prawdopodobnie będzie korzystał między innymi Teatr Polski. Dawne koszary zamienią się w hotel i restaurację. Projekt jest wzorowany na Domu Kultury Polskiej w Wilnie, w który od 2001 roku odbywają się polskie koncerty, wystawy, imprezy czy spektakle teatralne.

Pomimo tych bardzo ambitnych planów budowa Domu Polskiego ww Lwowie idzie jak po grudzie.

Ponad 6 lat temu w grudniu 2013 roku lwowski samorząd przekazał miejscowym Polakom symboliczne klucze do długo oczekiwanego i dla wielu wymarzonego Domu Polskiego. Niestety, choć decyzja o inwestycji zapadła z jej realizacją od początku były problemy. Prace ostatecznie ruszyły wiosną 2016 roku. Ale już kolejny rok rozpoczął się gwałtownym zwolnieniem prac. Bo przez kilka miesięcy nie wiadomo było kto i ile za nie zapłaci. Już w lipcu było wiadomo, że harmonogram prac stał się nieaktualny i dopiero jesienią prace znowu nabrały tempa dzięki ponad 4 milionom przekazanym przez polski senat. W zeszłym roku roku pieniędzy było już dwa razy więcej bo w sumie ponad 10 mln złotych ale sytuacja niestety się powtórzyła. Między innymi w związku ze zmianą projektu i całkiem nowym pozwoleniem na budowę, ale nie tylko, jest też nowy wykonawca.

Opóźnienie budowy Domu Polskiego wynikało z trudności czynionych przez administrację Lwowa.

Chodzi o to, że kiedy inwestor przejął już działkę w celu rozpoczęcia budowy, okazało się, że jej warunki dzierżawy nie są takie same jak w dokumencie przekazania działki. Zamiast 49 lat, Ukraińcy zaoferowali tylko pięcioletni okres dzierżawy.

Pretekstem do tak drastycznego ograniczenia terminu dzierżawy, który nota bene całkowicie zmieniał jej warunki, co praktycznie robiło z tej inwestycji zamysł nieopłacalny.

Pretekstem do zmiany okresu dzierżawy było zdaniem lwowskich władz to, że część działki przylegająca do ulicy podlega innym przepisom niż działka, na której znajdują się obiekty, które docelowo mają służyć celom Domu Polskiego. Co ciekawe, działka ma ok. 5 tys. metrów, a tylko 700 metrów kwadratowych objętych jest ograniczeniami użytkowania. Nieruchomość stanowi jednak spójną całość.

Kłody rzucane przez włodarzy Lwowa dotyczące sprawy budowy Domu Polskiego są tylko czubkiem góry lodowej.

I tak, Rada Miejska w Przemyślu w dniu 05.12.1994 r. podjęła uchwałę dotyczącą podpisania umowy o współpracy między Przemyślem i Lwowem. 10 czerwca 1995r. w Przemyślu nastąpiło uroczyste podpisanie umowy między miastami. Współpraca się rozwijała……. ale tylko jednostronnie. Radcy z Przemyśl obdarowywali Ukraińców wszystkim tym czego tylko oni sobe zażyczyli, np.: gmach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, zespół budynków Szkoły przy ul. Basztowej, Ukraiński Dom Ludowy, itd. W tym samym czasie Ukraińcy ze Lwowa odwrotnie, najwyżej obiecywali.

Przykładowo- tak postępuje strona polska w stosunku do społeczności ukraińskiej mieszkającej w Przemyślu, 21 marca 2011 roku Prezydent Miasta Przemyśla Robert Choma podpisał akt notarialny przenoszący prawo własności budynku przy ul. Tadeusza Kościuszki 5 w Przemyślu, którym jest Ukraiński Dom Ludowy na Związek Ukraińców w Polsce (ZUwP). Zgodnie z wnioskiem ZUwP, za zgodą wojewody Podkarpackiego, zbycie nastąpiło z 99% upustem. Piotr Tyma, prezes Zarządu Głównego Związku Ukraińców w Polsce zapewnił, że też popiera sprawę Domu Polskiego we Lwowie, na zasadzie wzajemności.

A jak w sprawie problemu Domu Polskiego we Lwowie postąpiła Rada Miejska Lwowa?

Wyglądało to tak: nie oddano żadnego budynku polskiego na placówkę kulturalną by służyła podtrzymaniu kultury, języka i tradycji Polaków żyjących we Lwowie. Zamiast tego w 2013 r. samorząd Lwowa przekazał miejscowym Polakom symboliczne klucze do starego budynku kiedyś należący do wojska, który musi przed tym jednak zostać gruntownie wyremontowany bo nie nadaje się do użytku, dlatego obok ma powstać nowy budynek . Obydwa mają być połączone przeszklonym patio. Obiekt przekazano po wielkich bojach tylko na 49 lat, w Przemyślu oddawane są budynki na stałą własność i bardzo często wyremontowane.

Trzeba dodać, że nawet w kwestii przekazania symbolicznych kluczy na przyszły Dom Polski, było to postępowanie cyniczne i zaplanowane szyderstwo z Polaków, które to zostały uroczyście złożone w ręce przedstawicieli Polonii w dawnym polskim Domu Katolickim, przemianowanym przez ukraińskie władze na Teatr im. „Łesi Ukrainki” (https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81esia_Ukrainka).

Trzeba postawić pytanie, ile są warte zapewnienia prezesa ZUwP Piotra Tymy, który obiecywał spełnić oczekiwania Polaków ze Lwowa w sprawie przekazania im budynku na otworzenie Domu Polskiego, po to tylko aby wyłudzić w tym samym czasie od władz miasta Przemyśla Ukraiński Dom Ludowy.

Podobnie przedstawia się sprawa z posłem Markiem Rząsą (PO), który także zobowiązywał się do osobistej interwencji u władz miasta Lwowa, by na zasadzie wzajemności oddano budynki społeczności polskiej mieszkającej we Lwowie. Jednak poseł Rząsa ograniczył się tylko do interwencji w polskim MSZ mimo to, że obiecywał iż załatwi tą sprawę bezpośrednio z władzami Lwowa. Dodatkowo, żadne lokalne władze z Podkarpacia nie wsparły działań społeczności polskiej we Lwowie w kwestii odzyskania polskiego mienia, w tym władze przemyskie i parlamentarzyści z regionu podkarpackiego, jak też Małgorzata Chomycz- wojewoda Podkarpacki, która osobiście uczestniczyła przy przekazaniu Domu Ludowego dla społeczności ukraińskiej. W sprawie tego Ukraińskiego Domu Ludowego był w Przemyślu nawet osobiście były prezydent Ukrainy- Wiktor Juszczenko.

Dodam, że odnosi się to również do hierarchów naszego kościoła, którzy także nie wspierają wiernych rzymskokatolickich we Lwowie celem odzyskania swoich świątyń. Jeżeli nie znają drogi lub boją się pielgrzymować do Lwowa w sprawach misyjnych np. celem zażegnania ostatnich gdzie dochodzi ciągle na tym tle do różnych incydentów i awantur, np. grekokatolicy z parafii pw. Ofiarowania Pańskiego, korzystającej z dawnego rzymskokatolickiego kościoła Matki Bożej Gromnicznej, nie wpuszczają rzymskich katolików do ich świątyni na Pasterkę. Łacinnikom nie pozwala się też odprawić tam Mszy Św. w Boże Narodzenie, to przecież często bywają w Watykanie i tam u papieża mogą interweniować. Niestety, ale tego nie robią chowając głowy w piasek.

W tym samym czasie, władze Lwowa, w ramach swoiście pojętej przyjaźni z Lachami, decyzją Lwowskiej Rady Obwodowej, rok 2019 został ogłoszony rokiem Stepana Bandery i Organizacji Ukraiński Nacjonalistów. Czyli tych, którzy podżegali, organizowali i uczestniczyli w fali zbrodni ludobójstwa dokonanego na Polakach w Galicji Wschodniej i na Wołyniu, w wyniku czego mogło zostać zabitych nawet ponad 200 tys. naszych Rodaków.

Nie dość tego, decyzją centralnych władz Ukrainy, polscy naukowcy nie mogą przeprowadzić obiektywnych i rzetelnych badań na temat dokonanej na Polakach zbrodni, zabraniając im dokonywania ekshumacji oraz lokalizacji miejsc pochówku ofiar i ich upamiętnienia.

Zaprzeczają również oficjalnie popełnienia przez Ukraińców tej potwornej zbrodni na swych sąsiadach- Polakach, gloryfikując jednocześnie zbrodniarzy i ideologię ukraińskiego nazizmu, która do niej doprowadziła.

Niszczeją także celowo pozostawione bez żadnej opieki ostatnie ślady tysiącletniej kultury polskiej i polskości tych ziem.

To są prawdziwe przyczyny opóźnień budowy Domu Polskiego oraz niesymetrycznie wdrożonych warunków pojednania między Polską a Ukrainą, na których to Polska traci a Ukrainy tylko zyskuje. Czyli, że Ukraińcy są przez polskie władze nagradzani za swe zbrodnie dokonane na Polakach i ich obecny stosunek do mniejszości polskiej na Ukrainie.

https://adnovumteam.wordpress.com/2019/03/27/wojna-domowa-na-ukrainie-27-03-2019r-1389-dzien-od-nowego-rozejmu/

Martine Bulard: Dokąd doprowadzi eskalacja? (pogłębiona refleksja na temat skomplikowanych relacji chińsko-amerykańskich z Le Monde diplomatique – przypis K.Mróź)

logo-30_pl6

https://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=1_4 

 W swojej krucjacie przeciwko importowi Donald Trump grozi podwyżką ceł na wszystkie wyroby chińskie. Ma nadzieję stworzyć z Europą wspólny front przeciwko Chinom. Chiny starają się uwolnić od zachodnich wpływów na swoją gospodarkę, przyspieszając modernizację i znajdując nowe rynki zbytu.

Amerykanie i Chińczycy wykopali (handlowe) topory wojenne i nie wydaje się, aby cokolwiek mogło ich powstrzymać. Donald Trump zaczął od gróźb pod adresem tych, którzy „nas okradają” (18 kwietnia 2017 r.), czym ściągnął na siebie ostrzeżenie Xi Jinpinga: „Nikt nie powinien oczekiwać, że Chiny przełkną upokorzenie ze szkodą dla swoich interesów” (18 października 2017 r.) [1]. Od eskalacji werbalnej szybko przeszli do sankcji celnych. W Waszyngtonie podniesiono taryfy (z 10 do 25%) na szereg importowanych z Chin towarów. Chiny ripostowały.

Serial zaczął się wiosną, trwał całe lato i grozi, że będziemy oglądali go jeszcze wiosną przyszłego roku. W końcu sierpnia br. produkty chińskie (stal, aluminium, chemia, tekstylia, elektronika) na sumę 100 mld dolarów obłożono podwyższonym cłem przy wwozie do Stanów Zjednoczonych; posunięcie to szybko spowodowało podniesienie taryf celnych na produkty amerykańskie (soja, wieprzowina, samochody…) wartości 50 mld dolarów. Szykują się kolejne posunięcia represyjne. Ze strony amerykańskiej sporządzono listę 1300 towarów, których wartość może wynosić 200 mld dolarów (wartość całego importu z Chin w 2017 r. wynosiła 505,6 mld dolarów). Po stronie chińskiej sporządzono listę 150 towarów amerykańskich, których wartość może wynosić 60 mld dolarów (wartość całego importu z USA wynosiła w 2017 r. 128 mld dolarów).

Jeśli wierzyć członkom pewnych kół w Pekinie i Hongkongu, którzy powstrzymują się od publicznych wypowiedzi, „wydaje się, że władze w Pekinie zaskoczył blitz protekcjonistyczny Trumpa i nie doceniły one wzrostu nastrojów antychińskich w elicie amerykańskiej” [2]. Cytują oni byłego amerykańskiego doradcę politycznego, który powiedział: „Aby zrozumieć politykę amerykańską, Pekin za bardzo liczy na Wall Street i elitę polityczną”, w tym na Henry’ego Kissingera, który przyczynił się do otwarcia w stosunkach między tymi dwoma państwami, „to znaczy na ludzi, którzy nie wywierają żadnego wpływu na Trumpa.”

Trump zastopował porozumienie

Faktycznie, na to wygląda, ponieważ negocjatorzy chińscy, prowadzeni przez Liu He, męża zaufania prezydenta, myśleli, że w maju br. doszli z Amerykanami do porozumienia, obiecując zwiększyć zakupy energii i produktów rolnych, a ponadto zaoferować przedsiębiorstwom zagranicznym – zwłaszcza, rzecz jasna, amerykańskim – możliwość uzyskania większościowych udziałów w spółkach chińskich. Za mało i za późno. Zdaniem amerykańskiej agencji finansowej Bloomberg „Trump zastopował porozumienie”. Przekonało to władze w Pekinie, że prezydent amerykański „nie zrezygnuje, dopóki nie udaremni wzlotu Chin” [3].

Pogląd ten podziela się na szeroką skalę w elicie chińskiej. Debata (bardzo wyciszona) dotyczy zasadniczo tego, jak postępować z amerykańskimi przyjaciółmi. Niektórzy, jak np. dyrektor Centrum Studiów Amerykańskich na Uniwersytecie Renmin w Pekinie, Shi Yinhong, uważają, że konfrontacja ta „to w dużej mierze wina Chin, które przez wiele lat nic nie zrobiły” [4] i doradzają ostrożność. To fałszywy problem, czytamy na łamach bardzo oficjalnego Global Times. „Na krótką metę Stany Zjednoczone nie zrezygnują ze swoich intencji powstrzymania Chin. [Konfliktu] nie można więc zażegnać wysiłkami z naszej strony polegającymi na tym, że będziemy cicho siedzieć i dopasowywać do tego naszą postawę dyplomatyczną i publiczną” [5]. W dzienniku tym czyni się bezpośrednio aluzję do doktryny ojca reform, Deng Xiaopinga, który zalecał, aby „kryć się ze swoimi talentami i czekać na swój czas”. Przeciwnie, obecny prezydent wybrał afirmację na arenie międzynarodowej jako „wielkiego kraju” numer jeden – to jego własne słowa – z którym Ameryka powinna rozmawiać jak równy z równym.

Dyskusji całkowicie nie przerwano. W końcu sierpnia br. delegacja pod przewodnictwem wiceministra handlu Wang Shouwena udała się do Waszyngtonu. Nikt nie spodziewał się, że wizyta ta odniesie jakiś skutek i nie odniosła. Oficjele amerykańscy nazwali Wanga „handlowym łobuzem”, co do dialogu nie zachęca…

Już nie tylko chodzi o handel

Jednemu z doradców ekonomicznych chińskiej kancelarii prezydenckiej, Yifanowi Dingowi, agresywność amerykańska przypomina ofensywę administracji Ronalda Reagana w latach 80. „przeciwko Japonii, która była wtedy drugą gospodarką świata”. Stany Zjednoczone zaprowadziły wtedy olbrzymie cła (dochodzące do 100% na telewizory i magnetowidy) i doprowadziły do wzrostu japońskich stóp procentowych, toteż Japonia musiała się „ugiąć” i popadła w depresję, z której do dziś nie wydostała się do końca… Jest to scenariusz, którego Chińczycy się nie boją. „Nie chcemy wojny handlowej. Możemy jednak jej sprostać, jeśli do niej dojdzie”, zapewnia Yifan.

Podobnie jak wczoraj władze w Tokio, władze w Pekinie stawiają na eksport, który przez długi czas był motorem wzrostu gospodarczego Chin. Aby wyjść ze stagnacji i zamknięcia się w sobie, które cechowały okres maoistowski, w końcu lat 70. przywódcy chińscy posłużyli się narzędziami, jakie mieli do dyspozycji: liczną, wykwalifikowaną i wykształconą, zdyscyplinowaną i nisko opłacaną siłą roboczą, kapitałami zagranicznymi poszukującymi nowych rynków, instytucjami międzynarodowymi starającymi się odryglować gospodarki starego świata.

„Chiny wahały się, czy przystąpić w 2001 r. do Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO)”, przyznał w styczniu 2017 r. w Davos prezydent Xi. „Doszliśmy jednak do wniosku, że należy odważnie popłynąć w wielkim oceanie rynków światowych i nauczyliśmy się pływać” [6] – tak dobrze i tak szybko, że Chiny wyprzedziły gospodarkę francuską, brytyjską, niemiecką, a następnie japońską. Ich PKB wyniósł w 2016 r. 11 200 mld (11,2 bln) dolarów, a amerykański PKB – 18 569 mld (18,56 bln). Obecnie niektórzy uważają, zwłaszcza w Waszyngtonie, że Chiny mogą wyprzedzić USA.

W swoim dobrze znanym wyszukanym języku Trump oświadczył: „Ci wszyscy imbecyle, którzy skupiają się na Rosji, lepiej zrobiliby, gdyby zajęli się Chinami” [7]. Zdobył punkt uchwaloną (również przez większość demokratów) w sierpniu br. ustawą o obronie narodowej. Czyni ona z Chin i ze „stawienia czoła ich wpływom” „główny priorytet Stanów Zjednoczonych”, który „wymaga zintegrowania rozmaitych elementów, zwłaszcza dyplomatycznych, ekonomicznych, wojskowych i wywiadowczych” [8]. Nie ma już mowy tylko o handlu…

Ameryka gra na zastraszenie

Przewaga amerykańska we wszystkich tych dziedzinach (technologicznej, ekonomicznej, dyplomatycznej i wojskowej) jest niewątpliwa i choć Państwo Środka odnotowuje szybki wzrost gospodarczy, to jego PKB na jednego mieszkańca nie osiąga nawet 15% amerykańskiego. Na razie Ameryka gra na zastraszenie. Natomiast Chiny biją rekord, jeśli chodzi o nadwyżkę handlową: wynosi ona 276 mld dolarów, tzn. 35-40% zagranicznej amerykańskiej faktury handlowej. „Nasz przemysł był od lat, nawet od dziesięcioleci, celem nielojalnych ataków handlowych”, peroruje Trump. „Spowodowało to u nas zamknięcie fabryk, zwolnienia milionów pracowników, zdziesiątkowało nasze społeczności” [9].

Dezindustrializacja zaczęła się wiele lat przed wkroczeniem Chin na scenę światową, ale to nie wywołuje dyskusji. Rozpacz i gniew społeczeństw sprawia, że zwracają się one coraz bardziej ku autorytarnym politykom i prawicowym radykałom, zarówno w USA, jak i w Europie i Azji. Nie należy jednak stawiać błędnej diagnozy. To nie „nielojalne praktyki” są źródłem chińskich sukcesów – choć one mają miejsce, jak o tym świadczą apelacje do WTO.

Chiny, które lubią chwalić się swoimi osiągnięciami (takimi jak wyprowadzenie 800 mln Chińczyków ze skrajnego ubóstwa), wykorzystały reguły narzucone przez najpotężniejsze państwa ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Nic jednak nie zmuszało przywódców zachodnich do otwarcia swoich krajów na wszystkie wiatry handlowe, do zachęcania do delokalizacji i do likwidowania po kolei instrumentów interwencjonizmu gospodarczego pod presją przedsiębiorstw wielonarodowych, które rzuciły się na terytorium chińskie. Nawet dziś ponad cztery importowane produkty „chińskie” z dziesięciu (42,6%) to wyroby zainstalowanych w Chinach przedsiębiorstw zagranicznych, które kontrolują całą linię produkcyjną tych wyrobów (od zaprojektowania do sprzedaży) i ciągną maksimum zysków. Najbardziej znany przykład to iPhone Apple’a, montowany w Chinach, ale udział chiński to tylko 3,8% wartości dodanej, natomiast udział amerykański stanowi 28,5% wartości dodanej.

Chiny rozwijają swoje technologie

Oczywiście przywódcy chińscy nakłonili przedsiębiorstwa zagraniczne, aby przeniosły do Chin część swoich technologii i know how. Tak jest zwłaszcza w przypadku przemysłu lotniczego, elektroniki, przemysłu samochodowego, produkcji pociągów szybkobieżnych, energii jądrowej itd. Lecz przedsiębiorstwa wielonarodowe wcale temu się nie opierały, gdyż były zachwycone, że będą wyzyskiwać tanią siłę roboczą i nie będą oglądać się na ekologiczne skutki swojej działalności gospodarczej.

Można narzekać na to, że władze chińskie nie wykazały się gorliwością w sferze ochrony swojego społeczeństwa przed rosnącymi nierównościami i zanieczyszczeniami środowiska, ale jak wiadomo, skargi na to nie figurują w litanii oskarżeń wysuwanych pod ich adresem przez Trumpa i jego przyjaciół. Tym, co ich martwi, jest fakt, że „handel nie oswoił Komunistycznej Partii Chin. Państwo partyjne nadal sprawuje silną kontrolę nad gospodarką chińską”, stwierdza ekonomista Brad W. Setser [10]. Innymi słowy olbrzymy kapitalizmu nie mogą robić tam interesów tak, jak im to się podoba.

Dotyczy to nie tylko tradycyjnych gałęzi przemysłu, takich jak hutnictwo, ale również olbrzymów internetowych, takich jak Google, Amazon czy Facebook. Apple to jedyny z bandy GAFA, który wychodzi z tego obronną ręką. Z Alibabą, Tencentem, Weibo, WeChatem… Chiny potrafiły bowiem rozwinąć swoje technologie. Oczywiście, władze komunistyczne korzystają z nich po to aby cenzurować opozycjonistów, ale 802 mln internautów (57,7% ludności) i ich metadane pozostają w dużej mierze poza zasięgiem GAF, co czyni z Chin jedno z rzadkich miejsc na świecie, które wymyka się spod kontroli.

To dlatego bardzo modna Dolina Krzemowa – bastion demokratów – robi wspólny front z bardzo starym Rust Belt, Pasem Rdzy – twierdzą amerykańskiego prezydenta – i z olbrzymami przemysłu hutniczego. „Pozostają one w ścisłych związkach z wieloma wysokimi urzędnikami” administracji Trumpa, a w tym z reprezentantem Stanów Zjednoczonych do spraw handlu Robertem Lightizerem, który był już obecny w ekipie Reagana w latach 80., o czym przypomniano na łamach New York Times [11]. Chodzi jednak o to, aby bronić interesów akcjonariuszy, a nie gniewnych robotników, nawet jeśli niektórzy z tych ostatnich mogą skorzystać z walki z importem tanich towarów.

Dane nie potwierdzają fanfaronady

Oczywiście wolny handel, który niemal wszyscy – z Xi włącznie – wychwalają, wyrzucił na bruk miliony pracowników najemnych na całym świecie i spowodował bezprecedensowe szkody ekologiczne, lecz uprawiany przez Trumpa protekcjonizm służący w całości ochronie zysków nic nie zmieni na korzyść olbrzymiej większości obywateli amerykańskich. Grozi, że na wojnie handlowej zyska niewielu… a nawet nikt.

Dla naczelnego doradcy gospodarczego Białego Domu, Lawrence’a Kudlowa, nie ulega wątpliwości, że Chiny w końcu ustąpią pod presją prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem gospodarka chińska stoi na skraju eksplozji. „Handel detaliczny i inwestycje się załamują”, stwierdził podczas gabinetowej dyskusji sfilmowanej za zgodą Trumpa przez dziennikarzy amerykańskich [12]. Tymczasem żadne dane nie potwierdzają tej fanfaronady. Import chiński nadal rośnie – od lipca 2017 do lipca 2018 r. wzrósł o 27,3% – co świadczy o dobrze rozkręconej działalności gospodarczej. Jeśli chodzi o eksport, to również nadal rośnie – wolniej, ale w budzącym respekt tempie 12,2% rocznie.

Starcie z pewnością nie będzie dla Chin bezbolesne. Sprzedaż do Stanów Zjednoczonych to 20% ogółu eksportu. Drastyczna redukcja przełoży się siłą rzeczy na spadek produkcji w przemyśle elektronicznym czy włókienniczym, jak również w takich sektorach, jak przemysł hutniczy i chemiczny, w których występuje nadwyżka mocy produkcyjnych. Powinno to przyspieszyć przeprowadzane już restrukturyzacje, kiedy na horyzoncie rośnie widmo ruchów społecznych, czego skutki mogą być nieobliczalne.

Poza tym w końcu sierpnia br. premier Li Keqiang obiecał uruchomić środki pomocowe na sumę 100 mld dolarów dla przedsiębiorstw poszkodowanych przez restrykcje handlowe. Synchronizacja restrukturyzacji z planowanym przez rząd przestawianiem się na bardziej wykwalifikowaną gospodarkę może okazać się groźniejsza niż bezpośredni wpływ tych restrykcji na wzrost gospodarczy, który zgodnie ze studiami amerykańskimi spadnie z tego powodu o 0,1-0,2%.

Chińskie pola manewru

Na razie Chiny afiszują się swoim wzrostem gospodarczym, który w drugim kwartale 2018 r. wyniósł 6,7% – więcej niż oficjalnie przewidywano (6,5%). Te bardzo polityczne dane świadczą przede wszystkim o tym, jaki jest poziom wzrostu, który pozwala wchłaniać siłę roboczą napływającą na rynek pracy i unikać wszelkiego konfliktu społecznego na większą skalę. Tymczasem eksport już od dawna nie służy gospodarce chińskiej za lokomotywę. Zastąpiły go spożycie wewnętrzne i inwestycje (odpowiednio 43,4% i 49% PKB). Jeśli sprawy przybiorą zły obrót, prezydent ma środki na to, aby machinę puścić ponownie w ruch.

Nie może powtórzyć zagrania z 2007-2008 r., kiedy to, w chwili kryzysu, jego poprzednik odkręcił do końca krany budżetowe za cenę przerażającego marnotrawstwa i niepokojących zadłużeń, które władza obecna stara się wchłonąć. Dysponuje jednak polem manewru. W odróżnieniu od Japonii lat 80. „mamy rynek w postaci 1,3 mld mieszkańców, który trudno będzie zniszczyć Trumpowi i jego doradcom”, zaznacza pewien ekonomista chiński.

Xi i jego ekipa dysponują również drugim orężem, które pozwala stawić czoło spowolnieniu wzrostu gospodarczego: planem Made in China 2025, wylansowanym trzy lata temu po to, aby zapewnić rozwój bardziej innowacyjnego przemysłu i uzyskać samodzielność w sześciu sektorach (w tym w teleinformatyce, ale również w robotyce, przemyśle lotniczym i kosmicznym, inżynierii oceanicznej, pojazdach elektrycznych, biomedycynie, nowych materiałach, energii…). Publiczne i prywatne wydatki na badania rozwojowe przekraczają obecnie 2,3% PKB. Oczywiście władze chińskie liczyły na skrócenie terminów uzyskiwania technologii przyszłości poprzez wykupy przedsiębiorstw za granicą. Tymczasem władze amerykańskie to zawetowały, a niektóre rządy europejskie, takie jak niemiecki, wprowadziły na tym polu restrykcje.

Jest jednak dość rezerw finansowych na to, aby można było dokonać tego w samych Chinach. Nie ma żadnych zapowiedzi przy dźwiękach fanfar, ale jak wyjaśnia Yifan, nie uciekając się do żadnej gry słów, „embargo amerykańskie na wyroby elektroniczne było sygnałem dla naszych przywódców, że trzeba założyć słuchawki, ponieważ Chiny to pierwszy rynek chipów amerykańskich. Wkrótce będą je wytwarzać przedsiębiorstwa chińskie… i będą to robić taniej.”

Made in China 2025

Poza ożywieniem swojej własnej gospodarki przywódcy chińscy chcą osiągnąć dwa cele: mieć wolne ręce i pozyskać partnerów na świecie, zwłaszcza w krajach rozwijających się. Wykorzystanie przez Trumpa technologii na licencjach amerykańskich i „olbrzymiego przywileju, jaki stanowi dolar” – jak określił to w 1964 r. Valéry Giscard d’Estaing – do stosowania sankcji wobec przedsiębiorstw współpracujących z Iranem i wymuszania, aby współpracę tę zerwały, musiało w końcu przekonać Chińczyków, że należy wyjść z pułapki zależności. Dali zresztą do zrozumienia, że Chiny nadal będą handlować z Iranem, używając juana, w ramach dwustronnych porozumień finansowych.

„Byłoby to niemożliwe, gdybyśmy nie prowadzili polityki umiędzynarodowienia naszej waluty”, podkreśla pekiński ekonomista specjalizujący się w badaniach stosunków międzynarodowych, który woli zachować anonimowość [13]. Większość wielkich banków chińskich operuje jednak nadal dolarami. Jeśli chodzi o produkty eksportowane do państw, z którymi Stany Zjednoczone mają złe stosunki, to nie mogą one zawierać żadnego komponentu amerykańskiego, gdyż w przeciwnym razie podlegają trumpowskim sankcjom.

Grupa telefoniczna Zhongxing Telecommunication Equipment (ZTE), przez pewien czas zakazana w Stanach Zjednoczonych, ponieważ handlowała z Koreą Północną i Iranem, musiała ustąpić; obecnie władze w Waszyngtonie bardzo jej pilnują [14]. Taka forma ograniczonej suwerenności jest trudna do przełknięcia dla nacjonalistów z Zhongnanhai, gdzie w cieniu Zakazanego Miasta ma siedzibę rząd.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa realizacja planu Made in China 2025 ulegnie przyspieszeniu, choć figurował w katalogu pretensji amerykańskich. Amerykanie upatrują w nim niebezpieczną „wolę samowystarczalności”, twierdzi Elizabeth C. Economy, dyrektorka spraw azjatyckich w nowojorskim Council on Foreign Relations, a nawet „nową rewolucję”, która „zmierza do rzucenia wyzwania promowanym przez Stany Zjednoczone wartościom i normom międzynarodowym” [15].

Potencjał partnerstwa regionalnego

Tu też jesteśmy daleko od zwykłej wojny handlowej. Dyrektor Szkoły Studiów Międzynarodowych na Uniwersytecie Pekińskim, Wang Yon, kontestuje taką wizję. „Argument, że chiński model rozwoju i jego filozofia rzucają wyzwanie Stanom Zjednoczonym, nie ma sensu. Chiny nie szerzą swojej ideologii na zewnątrz i kładą nacisk na prawo każdego kraju do podążania swoją własną drogą rozwoju.”

Chiny faktycznie nie mają żadnych ambicji mesjanicznych i ich model polityczny to nie żadna atrakcja. Nie znaczy to jednak, że godzą się z regułami podyktowanymi nazajutrz po II wojnie światowej pod egidą Stanów Zjednoczonych, Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Prezydent Xi tego nie ukrywa. „Chcemy aktywnie uczestniczyć w reformie sytemu światowego”, oświadczył on kadrom partii komunistycznej na centralnej konferencji poświęconej sprawom pracy dyplomatycznej [16] w czerwcu br. W tym celu Chiny tkają swoją sieć.

Jest to zresztą ich trzeci oręż służący stawieniu czoła amerykańskiemu embargo: należy opierać się na swoich partnerach, a przede wszystkim na sąsiadach. Większość z nich obawia się chińskiej potęgi i apetytów gospodarczych, ale potrzebuje rynków zbytu, a handel wewnątrzazjatycki stanowi 43% handlu krajów regionu [17]. Prezydent amerykański, wymierzając gorączkowo kary, zadarł ze swoimi historycznymi sojusznikami – Japonią i Koreą Południową – również podnosząc im cła (stal, samochody itd.).

Chiny mogą skorzystać z okazji i ożywić Wszechstronne Regionalne Partnerstwo Ekonomiczne (RCEP) – porozumienie o wolnym handlu wymyślone przez Chiny przeciwko Partnerstwu Transpacyficznemu, zainaugurowanemu przez Baracka Obamę z myślą – już wtedy – o powstrzymaniu Chin, a wyrzuconemu do śmieci przez Trumpa. Poza 10 państwami Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) [18] wspomniane partnerstwo obejmuje Japonię, Australię, Nową Zelandię, Indie i Koreę Południową.

Chińskie delokalizacje i jedwabne szlaki

Dyrektor Centrum Badań Australia-Japonia na Australijskim Uniwersytecie Narodowym, Shiro Armstrong, widzi w tym „naturalną okazję, aby przystąpić do budowy koalicji azjatyckiej. (…) Grupa skupia niektóre najważniejsze i najbardziej dynamiczne gospodarki świata.” Cytuje pewne studium australijskie, w którym dowodzi się, że „nawet jeśli cła wzrosłyby na świecie o 15% (jak podczas Wielkiej Depresji), to i tak kraje Wszechstronnego Regionalnego Partnerstwa Ekonomicznego mogłyby kontynuować swoją ekspansję gospodarczą, znosząc cła między sobą.”

Nie ma jednak pewności, że wszystkie byłyby na to gotowe. Na przykład Australia wygnała grupę ZTE, która miała zainstalować technologię mobilną piątej generacji 5G. Toczą się jednak dyskusje. Pekin i Tokio nawiązały dialog. Seul szuka punktów oparcia w swoich rokowaniach z Koreą Północną. Indie starają się zachować równowagę między Pekinem a Waszyngtonem…

Przedsiębiorstwa chińskie zaczęły się delokalizować, aby skorzystać z jeszcze niższych płac – w Bangladeszu, Wietnamie czy Afryce Południowej – oraz aby… obejść embargo i wysokie cła: wyroby zamawiane przez grupy chińskie będą zametkowane made in Bangladeshmade in Vietnammade in South Africa i unikną ceł amerykańskich.

„Chiny ugną się jak Meksyk”

Co więcej osławione „jedwabne szlaki”, które pozwalają dotrzeć drogą lądową do Europy przez państwa środkowoazjatyckie i Rosję lub drogą morską dookoła Afryki, również powinny służyć rynkom zbytu, zwłaszcza przy budowie infrastruktur. Prezydent chiński bardzo zręcznie uczynił z tych mitycznych szlaków wielostronny projekt, tworząc Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB). Ma on 57 założycieli, w tym Niemcy, Wielką Brytanię, Francję, Indie, Koreę Południową. Pozwala to uniknąć izolacji finansowej i dyplomatycznej. Chiny najbardziej obawiają się zamknięcia w dwustronnej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi, do czego dopuścił Związek Radziecki.

Na razie stawiają na represje handlowe w stosunku do wyrobów amerykańskich. Represje te mają pokazać, że Chiny się nie ugną. W Stanach Zjednoczonych posunięcia te godzą w farmerów, którzy w związku z podwyżką ceł doświadczają spadku sprzedaży, zwłaszcza zbóż, wieprzowiny, wołowiny… Trump obiecał im spore środki pomocowe (12 mld dolarów), ale wypłaca się je po kropelce i zdaniem Wall Street Journalnarasta niepokój. „Patriotyzmem nie spłaca się rachunków”, mówi jeden z nich [19]. Władze w Pekinie zniosły przy tym zupełnie cła na soję importowaną z Bangladeszu, Indii i Korei Południowej oraz robią zakupy w Brazylii (zboża i mięso) czy w Australii. Wiadomo zaś, że straconego klienta trudno jest odzyskać.

W Stanach Zjednoczonych krucjata Białego Domu przeciwko chińskiemu najeźdźcy wywołuje raczej zadowolenie. W administracji wielu uważa, że Chiny się ugną, tak jak uczynił to Meksyk, który zgodził się na pewne restrykcje, a przede wszystkim na płacę minimalną w wysokości 16 dolarów (13,60 euro, w porównaniu z 9,88 euro we Francji) w niektórych przedsiębiorstwach eksportujących samochody [20]. Porozumienie o wolnym handlu nigdy nie zawierało klauzuli socjalnej; teraz tak się stało, choć ma ona ograniczone zastosowanie.

Inaczej rzecz ma się z olbrzymami dystrybucji, takimi jak Walmart, który zaopatruje się w 80% po drugiej stronie Pacyfiku, jak również z niektórymi przedsiębiorstwami przemysłowymi. Ich przedstawiciele zebrali się w połowie sierpnia br. w Waszyngtonie i uznali, że „cła te spowodują spustoszenia finansowe w [ich] gałęziach i wyrządzą szkody konsumentom amerykańskim” [21]. Jest to klasyczny argument, gdy chodzi o przeciwstawienie się wszelkiemu protekcjonizmowi, co nie znaczy, że nie jest prawdziwy.

Aby posunięcia te były skuteczne, musiałby towarzyszyć im poważny wzrost siły nabywczej Amerykanów, co, jak się wydaje, nie stoi na porządku dziennym, a przede wszystkim – co jest jeszcze bardziej nieprawdopodobne – przemysł musiałby powrócić na ziemię amerykańską. Zdaniem agencji Bloomberg np. przedsiębiorcy w przemyśle włókienniczym i odzieżowym orientują się już na inne kraje: Wietnam, Kambodżę itd. [21]. Niektóre sektory przemysłowe, jak np. te, które używają stali specjalnej, uzyskały już zwolnienia od ceł i mogą swobodniej importować.

Stracą na tym zwykli obywatele

W Ameryce, podobnie jak w Chinach, z pewnością najbardziej stracą na tym konflikcie zwykli obywatele. O ile otoczenie Trumpa liczy, że Pekin się ugnie, o tyle Xi chce wierzyć, że po wyborach amerykańskich przypadających w połowie kadencji, a zatem w listopadzie br., władze w Waszyngtonie powrócą do stołu rokowań. Tymczasem, jak zauważa An Gang, badacz z chińskiego think-tanku Pangoal Institution, starcie chińsko-amerykańskie wychodzi daleko poza ramy handlu. „Zatarg ma teraz implikacje wojskowe i strategiczne.” Chińskie koła kierownicze obawiają się, aby zatarg ten nie odbił się na sytuacji na Morzu Południowochińskim i na Tajwanie, gdzie napięcia nigdy nie były tak silne jak obecnie.

Jedno jest pewne: model internacjonalizacji i specjalizacji produkcji, który obowiązywał w ostatnich dziesięcioleciach, rozpada się zarówno na Zachodzie, jak i w Chinach. Tymczasem nie widać żadnego zarysu modelu alternatywnego – ani wśród adeptów „komunizmu” na modłę chińską, ani wśród tych, którzy schlebiają kapitalizmowi na modłę amerykańską, nawet zaprawioną protekcjonizmem. Toruje to drogę wszelkim możliwym licytacjom.

tłum. Zbigniew M. Kowalewski

[1] „Texte intégral du rapport de Xi Jinping au 19e Congrès national du PCC”, Xinhua en français, 3 listopada 2017 r., na http://french.xinhuanet.com.

[2] W. Wu, K. Huang, „Did China Think Donald Trump Was Bluffing on Trade? How Beijing Got It Wrong”, South China Morning Post, 27 lipca 2018 r.

[3] „China, Unsure How to Handle Trump, Braces for «New Cold War»”, Bloomberg News, 17 sierpnia 2018 r.

[4] Tamże.

[5] Artykuł wstępny, Global Times, 15 lipca 2018 r.

[6] Przemówienie Xi Jinpinga na Forum Ekonomicznym w Davos, CGTN, 17 stycznia 2017 r.

[7] Twitter, 18 sierpnia 2018 r.

[8] „John S. McCain National Defense Authorization Act for Fiscal Year 2019″, Kongres, Waszyngton, 13 sierpnia 2018 r., na http://www.congress.gov.

[9] Twitter, 1 marca 2018 r.

[10] Cyt.: G. Watts, „China Caught Off Guard As US Trade War Highlights Beijing’s Dilemma”, Asia Times, 31 lipca 2018 r.

[11] J. Tankersley, „Steel Giants With Ties to Trump Officials Block Tariff Relief for Hundreds of Firms”, The New York Times, 5 sierpnia 2018 r.

[12] „Transcript of 8/16 Trump Cabinet Meeting: Economic Policies Matter”, RealClear Politics, 16 sierpnia 2018 r., na http://www.realclearpolitics.com.

[13] Zob. Ding Yifan, „Wkrótce juan w każdej kieszeni?”, Le Monde diplomatique – edycja polska, lipiec 2015 r.

[14] R. Loukil, „L’équipementier chinois ZTE placé sous tutelle américaine”, L’Usine nouvelle, 17 lipca 2018 r.

[15] E.C. Economy, „China’s New Revolution”, Foreign Affairs, maj-czerwiec 2018 r.

[16] „Xi Urges Breaking New Ground in Major Country Diplomacy with Chinese Characteristics”, Xinhua, 24 czerwca 2018 r., na http://www.xinhuanet.com.

[17] „Examen statistique du commerce mondial 2018″, Międzynarodowa Organizacja Handlu, Genewa, na http://www.wto.org.

[18] Birma, Brunei, Indonezja, Kambodża, Laos, Malezja, Filipiny, Singapur, Tajlandia i Wietnam.

[19] J. Newman, H. Haddon, „US To Pay Farmers $4,7 Billion To Offset Trade-Conflict Losses”, The Wall Street Journal, 28 sierpnia 2018 r.

[20] 40% wartości produkcji samochodu musi być wytworzone w przedsiębiorstwach, w których płaca wynosi co najmniej 16 dolarów.

[21] O. Churchill, „US Trade Panel Hears Harsh Criticism of Proposed New Tariffs – and Praise for Chinese Craftsmanship”, South China Morning Post, 21 sierpnia 2018 r.

[22] „Fashion Retailers Turn to Cambodia and Vietnam As Tariffs Hit China”, Bloomberg News, 20 sierpnia 2018 r.

[23] „China, Unsure How to Handle Trump, Braces for «New Cold War»”.

 

 

Wybory w Donieckiej Republice Ludowej i Ługańskiej Republice Ludowej w dniu 11.11.2018r.

W dniu 11 listopada 2018 roku w Donieckiej Republice Ludowej (DRL) i Ługańskiej Republice Ludowej (ŁRL) odbyły się wybory przywódców republik i parlamentów (rad ludowych) tych republik.  

W DRL w głosowaniu wzięło udział 80% uprawnionych do głosowania a w ŁRL – 77%.

Denis Piszlin  zwyciężył w wyborach na Szefa Prezydium Rady Najwyższej  Donieckiej Republiki Ludowej uzyskując około 61% głosów a  Leonid Pasiecznik został Przewodniczącym Rady Najwyższej Ługańskiej Republiki Ludowej (około 68% głosów).

W DRL w wyborach parlamentarnych w DRL wygrało ugrupowanie  Republika Doniecka (72% glosów0 a w ŁRL ruch Pokój Ługańszczyżnie (74% głosów)

 

Obie Republiki ogłosiły w maju 2014 roku niepodległość ponieważ ich ludność nie chciała byc mordowana  przez uzbrojone bandy neobanderowców szkolonych za pieniądze USA i przez instruktorów   części państw NATO.

Wyrazili tym samym sprzeciw przeciwko faszyzacji Ukrainy, bo USA wydały większość pieniędzy z ogólnej sumy 5 mld USA nie na szkolenie obrońców praw człowieka, propagowania wiedzy o demokracji – lecz na masowe szkolenie  różnego rodzaju szumowin neobanderowskich i skrajnie nacjonalistycznych.

Ludność Donbasu zbrojnie wywalczyła niepodległość rozbijając , przy pomocy instruktorów  z Rosji,  skorumpowane wojska ukraińskie i banderowców szkolonych przez instruktorów NATO

USA postawiły  na zbrojne obalenie prezydenta Janukowycza, żeby postawić na czele Ukrainy swoje  marionetki.

Chcę w ty miejscu obalić jedno z wielkich kłamstw które  media funkcjonujące na terenie Polski utrwaliły – niestety – w świadomości znacznej części polskiego społeczeństwa.

Ten cały Euromajdan był  przygotowywanym  przez służby natowskie przewrotem mającym odsunąć od władzy prezydenta Janukowycza.

Przeciwnicy Janukowycza byli świetnie uzbrojeni i przeszkoleni, a także finansowani przez cześć państw natowskich.

Podczas gdy siły Berkutu nie używały ostrej broni, to strona neobanderowska bez wahania strzelała do Berkutu oraz  cywilów manifestujących na Majdanie. Potrzebne były ofiary >>>  https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1068304,Kto-kazal-strzelac-snajperowi-na-Majdanie-Wyciekla-rozmowa-dyplomatow

Gdyby prezydent Janukowycz  okazał sie bezwzględny, jak przypisywały mu tzw. obiektywne,  inspirowane przez natowska propagandę, media UE to rządziłby Ukrainą do chwili obecnej.

Ale prezydent Janukowycz zawierzył dyplomatom unijnym którzy naciskali na niego, żeby nie wykazywał zdecydowania w rozpędzeniu tego całego „Majdanu Godności” przy okazji korumpując jego otoczenie polityczne, czy to groźbami czy obietnicami.

Oczywiście dyplomacja unijna była „ślepa” na działania neobanderowców i skrajnie prawicowych szumowin którzy dążyli do fizycznej likwidacji prezydenta Janukowycza – który uciekł z Ukrainy, żeby uratować życie.

Mieszkańcy Donbasu nie byli tak naiwni jak prezydent Janukowycz i z bronią w rękach rozbili bezradne i skorumpowane wojska ukraińskie  oraz zbrodnicze oddziały neobanderowców.

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/08/03/piotr-ciszewski-ipn-kontra-dabrowszczacyhistoria-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/07/28/bydgoszcz-debata-ipn-inkwizycja-xxi-wieku/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

LIST DO POLAKÓW na 100 lecie niepodległości, gdzieś wam zapodziało się 45 lat PRL-u!!!!! (Tekst z ze strony od sanacji do  III RP) https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

. A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”, Dlaczego mnie nikt nie prześladował choć manifestowałem i podpisałem petycję antyrządową?

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

 

.

 

Bloger Adnovum o tym, jak kompradorskie środowiska PIS w dużej mierze rezygnują z offsetu przy zakupie wyrzutni rakietowych HOMAR

Rząd PiS kolejny już raz łamie wcześniej wypracowane zasady ze szkodą dla interesów Polski. Natomiast polityka ta świetnie wpisuje się w pogłębianiu naszej wasalnej pozycji wobec światowego hegemona.

Tym razem chodzi o „zmianę formuły i przyśpieszenie programu ‚Homar’”– oczywiście pretekstem do tego ma być mityczne zagrożenie agresją dokonaną na nasz kraj przez podstępnego wroga ze Wschodu.

Jak uzasadniono, w komunikacie biura prasowego MON, decyzja podjęta przez szefa resortu obrony Mariusza Błaszczaka, ma na „celu przyspieszenia dostawy dywizjonowych modułów ogniowych wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych HOMAR”.

W związku z tym, jak napisano dalej w komunikacie biura prasowego MON, „Ministerstwo Obrony Narodowej postanowiło zakończyć postępowanie prowadzone według przyjętej w 2015 roku procedury i natychmiast rozpocząć negocjacje z amerykańską stroną rządową.

Determinacja kierownictwa PiS jest tak wielka w zakresie realizacji niespełnionego jak dotąd planu modernizacji polskiej armii, że jeszcze w tym tygodniu do USA udaje się delegacja MON pod kierunkiem wiceministra Sebastiana Chwałka. Oczywiście ten „sukces” potrzebny jest PiS-owi po to, aby stanowił on jakiś tam atut propagandowy przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi.

Zaś realna miara tego „sukcesu”, jeśli oczywiście umowa na zakup „Homarów” zostanie podpisana, jest dokładnie taki sam jak rozmowy- podczas ostatniego szczytu NATO- Dudy z amerykańskim prezydentem

W efekcie tej przyśpieszonej próby zakupu dywizjonowych modułów ogniowych wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych „Homar”, PiS złamał zasady, które mu przyświecały w zakresie dbania o polski interes narodowy, i które to w oczach Polaków miał odróżniać tą formację polityczną od „złodziejskiej PO”. Chodzi o to, że przyśpieszenie zakupu „Homarów”, które dziwnie się składa ma miejsce tuż przed wyborami na poziomie samorządowym, jest możliwe (i zawsze oczywiście było) dzięki rezygnacji z programu offsetowego, jakim zakup ten był obwarowany. Podobnie zresztą sprawa wyglądała z zakupem helikopterów „Caracal”, który wg. PiS za słabo uwzględniał udział polskiego przemysłu zbrojnego, co było pretekstem do zerwania finalizowanej już umowy ich zakupu. Tak więc wtedy offset wg. kierownictwa (prezesa Kaczyńskiego) PiS był za mały, ale dziś te samo kierownictwo uznało, że w przypadku zakupu „Homarów”, offset już polskiemu przemysłowi nie jest potrzebny.

No i oczywiście usiłuje, PiS-owska totalitarna propaganda, wmówić nam, że jest to kolejny sukces tego rządu.

Tym sposobem, aby uniknąć spornych kwestii w negocjacjach dotyczących pozyskania systemu „Homar”, które dotyczyły przede wszystkim wartości kontaktu oraz transferów kluczowych technologii objętych ścisłą reglamentacją ze strony amerykańskiego rządu, po prostu ten problem usunięto.

W efekcie uproszczenie przez MON procedury negocjacyjnej w istotny sposób ograniczają zakres udziału w tym programie polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Ten kolejny przykład dowodzi, jak na prawdę wygląda praktyka rządzenia przez PiS, a która to podporządkowana jest nie dobru Polski, ale wyłącznie interesom partyjnym (a w zasadzie służą prywacie liderów PiS) tej formacji politycznej, czyli utrzymania się jak najdłużej przy władzy. Koszty państwa, utrata prestiżu na arenie międzynarodowej, czy też łamanie i naginanie prawa na swoją korzyść, ich po prostu nie obchodzą. Celem w samym sobie jest władza i płynące z niej profity.

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/zmiana-formuly-i-przyspieszenie-programu-homar-x2018-07-20/,

https://www.defence24.pl/zmiana-procedury-programu-homar-ruszaja-negocjacje-w-sprawie-systemu-himars-komentarz,

http://www.rp.pl/Sluzby-mundurowe/180719642-Gen-Roman-Polko-Polska-armia-jest-silna-tylko-na-papierze.html.

https://adnovumteam.wordpress.com/2018/07/21/wojna-domowa-na-ukrainie-21-07-2018r-1140-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-111894

Thierry Meyssan: Prawo międzynarodowe przestanie działać?

Wojna na Wielkim Bliskim Wschodzie powinna zakończyć się w ciągu sześciu miesięcy, czyli po wycofaniu się wojsk amerykańskich. Jednakże nic nie wskazuje na to, że w każdym z zaatakowanych krajów nastąpi pokój. Dzisiaj mamy do czynienia z próbą położenia kresu prawu międzynarodowemu. Czy skończy się to podziałem świata na dwie części, lub też powszechnym konfliktem?

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 10 KWIETNIA 2018

Czy Zachód zamierza przestrzegać reguł prawa międzynarodowego? Takie pytanie zostało postawione przez rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Sergiusza Ławrowa na moskiewskiej konferencji w sprawie bezpieczeństwa międzynarodowego [1].

W ciągu ostatnich kilku lat Waszyngton trzymał się koncepcji „jednostronności”, w ramach której prawo międzynarodowe i ONZ powinny przestać działać, a Stany Zjednoczone pozostały by jedyną siłą.

Owa koncepcja wynika z historii Stanów Zjednoczonych, gdzie koloniści przybyli do Ameryki chcieli wzbogacić się i żyć tak, jak im się podobało. Każda wspólnota ustanawiała swoje własne prawa i nie dopuszczała do ingerencji władzy centralnej w sprawy lokalne. Prezydent i członkowie Kongresu byli odpowiedzialni tylko za obronę i politykę zagraniczną, lecz – tak samo jak i inni obywatele – nie uznawali nad sobą żadnej władzy.

Bill Clinton zaatakował Jugosławię z pogwałceniem prawa międzynarodowego. George Bush młodszy zrobił to samo z Irakiem, a Barack Obama rozpoczął wojnę przeciwko Libii i Syrii. Jeśli chodzi o Donalda Trumpa, to nigdy nie ukrywał on swojej pogardy dla międzynarodowych reguł.

Mając na uwadze doktrynę Cebrowskiego-Barnetta [2], Sergiusz Ławrow oświadczył: „Tworzy się nieodmienne wrażenie, że Amerykanie starają się utrzymywać na tej ogromnej geopolitycznej przestrzeni stan kontrolowanego chaosu, licząc na wykorzystywanie go do uzasadniania swojej bezterminowej obecności wojskowej w regionie oraz promowania swoich jednostronnych rozstrzygnięć”.

Wielka Brytania z prawem międzynarodowym też się nie patyczkuje. W zeszłym miesiącu oskarżyła ona Moskwę o otrucie Skripala, nie mając na to żadnych dowodów i próbując zwołać Zgromadzenie Ogólne ONZ w celu wykluczenia Rosji z Rady Bezpieczeństwa. Oczywiście, „anglosasom” byłoby wtedy łatwiej dyktować prawo i nie brać pod uwagę opinii tych, którzy się z nimi nie zgadzają.

Moskwa nie wierzy, że ta inicjatywa wyszła od Londynu. Moskwa uważa, że za tym wszystkim stoi Waszyngton.

Globalizacja wartości „anglosaskich” doprowadziła do podziału państw na lepsze i gorsze. Jednakże, nie należy łączyć tego problemu z istnieniem prawa weta. Potwierdzając równość między państwami, niezależnie od tego, czy są one silne czy słabe, ONZ kieruje do Rady Bezpieczeństwa pięciu swoich członków z prawem weta. Ówże „dyrektoriat”, składający się z głównych zwycięzców w II wojnie światowej, jest niezbędny do utrzymania zasady nadrzędności prawa ponadnarodowego. Jeżeli „dyrektoriat” nie może zaproponować wspólnego rozwiązania, to Zgromadzenie Ogólne może wypracować swoją decyzję. Teoretycznie, bo przecież jeśli małe państwa zagłosują przeciwko dużym, to spotkają się z krokami odwetowymi tych ostatnich.

„Anglosasi” nie znają pojęcia honoru, dla nich istnieje tylko zysk, a więc wartość propozycji tego czy innego kraju ocenia się teraz według kryterium rozwoju gospodarczego danego kraju. W ciągu długiego okresu czasu jedynie trzem państwom udało się uzyskać to, że wysłuchano ich propozycji bez względu na stan ich gospodarek, a były to: Iran Mahmuda Ahmadineżada (znajdującego się dzisiaj w areszcie domowym w swoim własnym kraju), Wenezuela Hugo Chaveza i Stolica Apostolska.

Zamieszanie spowodowane przez eksport „anglosaskich” wartości doprowadziło do powstawania organizacji pozarządowych, tworzonych przez osoby fizyczne lub organizacje „non-profit”. Ale z jednego wynika i drugie. Na przykład, państwa członkowskie Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU) zrezygnowały z prawa zawierania transakcji i oddały je prywatnym operatorom łączności, którzy stworzyli swój „Komitet Doradczy”.

Łączność, albo: systemy telekomunikacyjne, będące środkami propagandy, stały się częścią stosunków międzynarodowych. W miejsce kłamstw – począwszy od [kłamstw] sekretarza stanu USA, wymachującego probówką z białym proszkiem, aż do [kłamstw] brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych, zapewniającego o rosyjskim, jakoby, pochodzeniu użytej w Salisbury bojowej substancji trującej „Nowicjusz” („Новичок”) – próbuje pojawić się prawda, ale mało kto w nią już wierzy.

W pierwszych latach swojego istnienia ONZ próbowała nie dopuścić do wojny informacyjnej, ale dzisiaj prowadzą ją wszyscy stali członkowie Rady bezpieczeństwa.

Najgorsze stało się w 2012 roku, gdy Waszyngtonowi udało się obsadzić stanowisko drugiej osoby w ONZ-cie przez jednego ze swoich najbardziej radykalnych jastrzębi, Jeffreya Feltmana [3]. Odtąd wszystkie wojny planowane są w Nowym Jorku w instytucji powołanej do tego, by im zapobiegać.

Rosja jest dziś zaniepokojona zachodnimi zamiarami zablokowania [działania] ONZ. Jeśli do tego dojdzie, będzie ona musiała stworzyć organizację alternatywną, ale wymiana poglądów między [poróżnionymi] blokami stanie się wówczas niemożliwa.

Jeżeli prawo międzynarodowe przestanie działać, to społeczeństwa pozbawione praw będą popadać w coraz większy chaos, w którym człowiek dla człowieka będzie wilkiem, a świat stanie się wówczas polem bitwy.

Tłumaczenie
Grzegorz Grabowski
Polski blog 

 

[1] “Sergey Lavrov’s remarks at the 7th Moscow Conference on International Security”, by Sergey Lavrov, Voltaire Network, 5 April 2018.

[2] “The US military project for the world”, by Thierry Meyssan, Translation Pete Kimberley, Voltaire Network, 22 August 2017.

[3] „Niemcy i ONZ przeciwko Syrii”, Thierry Meyssan, Tłumaczenie Euzebiusz Budka, Al-Watan (Syrie) , Sieć Voltaire, 2 lutego 2016. “Feltman confirmed at the UN”, Translation Anoosha Boralessa, Voltaire Network, 16 February 2017.

 

Thierry Meyssan: Czego nie wiecie o porozumieniach między Stanami Zjednoczonymi a Iranem

 

Bez tego artykułu z 2015 roku, trudno  czytelnikowi zrozumieć, dlaczego  obecnie Trump zerwał porozumienie z Iranem

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 11 MAJA 2015 

************

Od dwóch lat Stany Zjednoczone prowadziły tajne negocjacje z Iranem w sprawie regionalnego zawieszenia broni. Kiedy strony doszły już do porozumienia, ogłosiły rozwiązanie spornych kwestii programu nuklearnego i sankcji ekonomicznych, będące owocem wielostronnych rokowań, które ciągnęły się od 2003 r. Thierry Meyssan, który jako jeden z nielicznych miał dostęp do treści negocjacji, ujawnia, o co tak naprawdę w tym dyplomatycznym koglu-moglu chodzi i jakie porządki Waszyngton zamierza zaprowadzić w Lewancie i rejonie Zatoki Perskiej na najbliższe 10 lat.

1-5228-e3bc7-4-b06c6

John Kerry i Mohammad Dżawad Zarif byli współautorami tajnego, wstępnego i dwustronnego porozumienia politycznego. Do porozumienia doszli także publicznie, w ramach wielostronnych negocjacji w formacie 5+1.

Tajne rokowania dwustronne

Od marca 2013 Stany Zjednoczone rozmawiały z Iranem cichaczem. Kontakt nawiązano w Omanie. Ze strony Irańczyków, przytłoczonych warunkami gospodarczego i finansowego oblężenia bez precedensu w Historii, nie było mowy o ustępstwach wobec imperializmu, a chodziło jedynie o kilkuletnie zawieszenie broni, które pozwoliłoby im na odzyskanie sił. Dla Stanów Zjednoczonych, które pragną przenieść swoje wojska z Bliskiego Wschodu na Daleki, takiej niepowtarzalnej okazji musiały jednak towarzyszyć precyzyjnie sformułowane gwarancje, że Teheran nie zechce jej wykorzystać do dalszego poszerzenia swoich wpływów w regionie.

Zespołowi amerykańskiemu przewodzili dwaj niezrównani negocjatorzy: Jake Sullivan i William Burns. Pomińmy skład delegacji irańskiej. Pan Sullivan był jednym z kluczowych doradców sekretarza stanu Hillary Clinton, choć nie podzielał ani jej ślepego poparcia dla Izraela, ani fascynacji Braćmi Muzułmańskimi. Brał udział w organizowaniu wojen przeciwko Libii i Syrii. Kiedy pani Clinton została odwołana przez prezydenta Obamę, Sullivan został doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego wiceprezydenta Bidena i w tej funkcji podjął się rokowań z Iranem. Pan Burns, z kolei, jest zawodowym dyplomatą i ma opinię jednego z najlepszych w swoim fachu w Stanach Zjednoczonych. W rozmowach uczestniczył w funkcji asystenta sekretarza stanu Johna Kerry’ego.

Na gruncie tych rokowań podjęto przynajmniej dwie decyzje. Po pierwsze Najwyższy Przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei miał dopilnować, żeby Esfandijara Rahima Maszajiego – byłego naczelnika wywiadu Gwardii Rewolucyjnej, oraz szefa gabinetu i powinowatego Mahmuda Ahmadineżada – odsunięto od kandydowania w wyborach prezydenckich. Dzięki temu Iran odszedłby od konfrontacyjnego tonu w wystąpieniach na arenie międzynarodowej. W zamian Stany Zjednoczone miały wymóc analogiczną zmianę w wypowiedziach swoich anty-irańsko nastawionych sojuszników, tym samym odblokowując drogę do negocjacji w formacie 5+1 nad kwestią nuklearną i zniesieniem sankcji.

I rzeczywiście – ku ogólnemu zaskoczeniu Rada Strażników Konstytucji (której połowa członków jest mianowana przez ajatollaha Chameneiego) zdyskwalifikowała kandydaturę Esfandijara Rahima Maszajiego, mimo iż wyniki sondaży wskazywały na jego zwycięstwo już po pierwszej turze. Dzięki podziałom w łonie Gwardii Rewolucyjnej, umiejętnie podtrzymywanym przez Najwyższego Przywódcę, na prezydenta został wybrany szejk Hasan Rouhani. Ten nacjonalista i duchowny po raz kolejny został mężem opatrznościowym. W latach 2003-2005 był głównym negocjatorem w sprawie programu nuklearnego Iranu. Zanim został odwołany przez Mahmuda Ahmadineżada z chwilą przejęcia przez niego władzy, zdążył przyjąć wszystkie żądania Europejczyków. Wcześniej, kiedy jeszcze pracował nad doktoratem z prawa konstytucyjnego w Szkocji, był pierwszym irańskim kontaktem Izraela i Stanów Zjednoczonych w sprawie Irangate. Podczas próby przeprowadzenia kolorowej rewolucji, którą w 2009 r. podjęła CIA przy pomocy ajatollahów Rafsandżaniego i Chatamiego, przyłączył się do stronnictwa prozachodniego, stając tym samym w opozycji do prezydenta Ahmadineżada. Skądinąd jego przynależność do kleru pozwala mułłom myśleć o przejęciu władzy, której ster trzyma obecnie Gwardia Rewolucyjna.

Ze swojej strony Stany Zjednoczone poinstruowały swoich sprzymierzeńców saudyjskich, żeby spuścili z tonu i z przychylnością powitali nowe władze Iranu. Przez kilka miesięcy Rijad i Teheran wymieniały między sobą uśmiechy, a prezydent Rouhani nawiązywał w tym czasie osobisty kontakt ze swoim odpowiednikiem amerykańskim.

Plany Białego Domu

Zamysł Białego Domu polegał na przejściu do porządku dziennego nad sukcesami Iranu w Palestynie, Libanie, Syrii, Iraku i Bahrajnie, oraz na pozwoleniu, żeby Teheran dalej cieszył się wpływami w tych krajach, w zamian jednak rezygnując z eksportu Rewolucji na inne obszary. Porzuciwszy ideę podzielenia się wpływami na Bliskim Wschodzie z Rosjanami, Waszyngton postanowił, że przed wycofaniem swoich wojsk rozdzieli region pomiędzy Arabię Saudyjską a Iran.

Zapowiedź takiej redystrybucji wpływów wywołała lawinę religijnych interpretacji wydarzeń na Bliskim Wschodzie – że są one wyrazem konfliktu między sunnitami (Saudyjczycy) a szyitami (Irańczycy). Są to jednak interpretacje absurdalne, jako że religie, które wyznają poszczególni przywódcy często nie pokrywają się z tymi ich podwładnych.

Promowany obecnie podział przywróciłby stan z okresu istnienia Paktu Bagdadzkiego [1], czyli z czasów zimnej wojny – z tą jednak różnicą, że miejsce ZSRR zająłby Iran. Inny byłby też układ stref wpływów.

Pomijając to, że w obecnym stanie rzeczy podział taki może tylko drażnić Federację Rosyjską, przywróciłby on też Izrael do epoki, w której nie rozpościerał się nad nim parasol ochronny USA. W związku z tym program ten jest nie do przyjęcia dla Binjamina Netanjahu, zwolennika rozciągnięcia kraju „od Nilu do Eufratu”. Obecny premier Izraela użyje więc wszelkich dostępnych mu środków, żeby sabotować dalsze jego postępy.

Dlatego też, kiedy na początku 2014 r. strony doszły w Genewie do porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego, negocjatorka ze strony Stanów Zjednoczonych, Wendy Sherman, w odpowiedzi na żądania izraelskie postanowiła nagle podnieść stawkę. Stwierdziła, iż Waszyngtonu nie zadowalają gwarancje Iranu, uniemożliwiające mu produkcję broni jądrowej i zażądała dodatkowego zapewnienia, że Teheran zrezygnuje także z programu dotyczącego pocisków balistycznych. Ten zaskakujący wymóg został odrzucony przez Chiny i Rosję, które oceniły, że nie ma on podstaw w Układzie o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i przekracza kompetencje grupy 5+1.

Ta wolta świadczy też o tym, że bomba atomowa nigdy nie była głównym zmartwieniem USA w tej sprawie, mimo że użyły jej jako pretekstu do poddania Iranu straszliwemu oblężeniu gospodarczemu i finansowemu. Zresztą sam prezydent Obama potwierdził to implicite w swoim przemówieniu z 2. kwietnia, powołując się na fatwę Najwyższego Przywódcy, zakazującą tego typu broni [2]. W rzeczywistości Islamska Republika Iranu zamknęła swój wojskowy program nuklearny wkrótce po deklaracji ajatollaha Chomejniego w sprawie broni masowego rażenia w 1988 r. Od tamtej pory Teheran prowadzi badania tylko nad zastosowaniem energii jądrowej w celach cywilnych, chociaż ich beneficjentem może być też wojsko, jak w przypadku napędu atomowego okrętów wojennych. Stanowisko ajatollaha Chomejniego stało się prawem wraz z fatwą, którą wydał ajatollah Chamenei 9. sierpnia 2005 r. [3].

Tak czy owak, Waszyngton uznał Binjamina Netanjahu za „histerycznego fanatyka”, a rok 2014 minął na poszukiwaniu porozumienia z Siłami Obronnymi Izraela. Stopniowo wyklarowała się myśl, że w ramach proponowanego podziału wpływów między Arabię Saudyjską a Iran musi istnieć system ochrony kolonii żydowskiej. Stąd, z kolei, wyniknął pomysł stworzenia czegoś na kształt nowego Paktu Bagdadzkiego, czy miejscowego NATO, oficjalnie pozostającego pod przywództwem saudyjskim – tak żeby był do przyjęcia dla Arabów – ale w rzeczywistości dowodzonego przez Izrael; podobnie jak faktycznym przywódcą Paktu Bagdadzkiego były Stany Zjednoczone, które nie były jego sygnatariuszem. Projekt ten został ogłoszony przez prezydenta Obamę w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego 6. lutego 2015 r. [4].

Porozumienie w sprawie programu nuklearnego i sankcji odłożono więc na później. Waszyngton zorganizował tymczasem rewoltę Sił Obronnych przeciwko Binjaminowi Netanjahu w przekonaniu, że ten nie utrzyma się u władzy. Niemniej jednak, mimo utworzenia Commanders for Israel’s Security i apeli prawie wszystkich byłych dowódców wojskowych, żeby na Netanjahu nie głosować, premierowi udało się przekonać elektorat, że jest jedynym człowiekiem, zdolnym obronić kolonię żydowską. Został wybrany na następną kadencję.

Jeśli chodzi o Palestynę, Waszyngton i Teheran zgodziły się zamrozić sytuację Izraela i utworzyć Państwo Palestyńskie zgodnie z literą porozumień z Oslo. Pan Netanjahu, który nakazał szpiegować nie tylko negocjacje 5+1, ale i wcześniejsze, tajne rokowania dwustronne, zareagował na to żywiołowo, oznajmiając, że Izrael pozwoli na uznanie Państwa Palestyńskiego, ale „po jego trupie”. Tym samym złożył deklarację, że Tel Awiw nie będzie respektował swojego podpisu pod umową z Oslo, a z Autonomią Palestyńską prowadził od ponad dwudziestu lat rokowania tylko po to, żeby zyskać na czasie.

Wspólne Arabskie Siły Zbrojne

Chcąc sprawy zakończyć jak najprędzej, Waszyngton i Londyn postanowiły wykorzystać powstanie w Jemenie. Były prezydent Hadi, którego dymisję wymogli i uzyskali szyici Huti w sojuszu z wojskami wiernymi poprzedniemu prezydentowi Salihowi, nagle rozmyślił się. Prawdę mówiąc, od dawna nie ma on ani prawnych, ani faktycznych podstaw do sprawowania władzy. Jego kadencja została przedłużona w oparciu o deklaracje, których nie zamierzał dotrzymać. Ani Stany Zjednoczone, ani Wielka Brytania nie faworyzowały dotąd w sposób szczególny któregokolwiek z konkurujących ze sobą obozów, raz wspierając jeden, a raz drugi. Pozwoliły więc Arabii Saudyjskiej rozgłosić, że rewolucja jemeńska to zamach stanu i spróbować po raz kolejny dokonać aneksji tego kraju. Londyn zorganizował operację wsparcia wojskowego dla Adenu za pośrednictwem pirackiej Republiki Somalilandu. Jednocześnie, pod pretekstem kryzysu jemeńskiego Liga Państw Arabskich dokonała odsłonięcia arabskiej części nowego, miejscowego NATO – Wspólnych Arabskich Sił Zbrojnych.

Trzy dni później upubliczniono porozumienie grupy 5+1, które wynegocjowano już rok wcześniej [5]. W międzyczasie sekretarz stanu John Kerry i jego irański odpowiednik Mohammad Dżawad Zarif spędzili cały dzień na ponownym przeglądzie wszystkich dyskusyjnych zagadnień politycznych. Zdecydowali, że w ciągu trzech najbliższych miesięcy Waszyngton i Teheran przyczynią się do złagodzenia napięć w Palestynie, Libanie, Syrii, Iraku i Bahrajnie, a porozumienia z Genewy zostaną podpisane pod koniec czerwca i obowiązywać będą przez 10 lat, o ile obie strony dotrzymają ich warunków.

Konsekwencje

 Jest prawdopodobnym, iż pan Netanjahu spróbuje ponownie, w trakcie tych trzech miesięcy storpedować plan amerykański. Będzie więc można spodziewać się z jego strony asysty przy „bezpańskich” zamachach terrorystycznych czy zabójstwach politycznych, odpowiedzialnością za które obarczy się Waszyngton albo Teheran, tak żeby nie doszło do przewidzianego na 30. czerwca 2015 r. podpisania porozumień. W związku z tym Biały Dom będzie zachęcał Izrael do ewolucji politycznej, zmierzającej do ograniczenia uprawnień premiera. Przez ten pryzmat trzeba patrzeć na bardzo ostre przemówienie prezydenta Re’uwena Riwlina, kiedy ostatnio wręczał panu Netanjahu misję tworzenia rządu.

 W trakcie rozmów dwustronnych sprawy Jemenu nie poruszono ani razu. Jeżeli dojdzie do podpisania porozumienia, kraj ten może pozostać jedynym ogniskiem zapalnym w regionie na najbliższe 10 lat.

 Podczas gdy Waszyngton zawiera porozumienie z Teheranem i promuje sojusz wojskowy, zjednoczony wokół Arabii Saudyjskiej, jednocześnie prowadzi odwrotną politykę wobec społeczeństw zainteresowanych państw. Z jednej strony wzmacnia państwa i podziały między nimi, a z drugiej – rozbija społeczeństwa za pomocą terroryzmu; niedawno nawet stworzył terrorystyczne prawie-państwo – Państwo Islamskie („Daesz”).

 Początkowo Stany Zjednoczone zakładały, że Wspólne Arabskie Siły Zbrojne zostaną utworzone przez państwa Zatoki Perskiej oraz Jordanię, a w dalszej kolejności Maroko i wyobrażenie to jest spójne, jeśli chodzi o charakter zainteresowanych rządów. Tymczasem Oman trzymał się dotąd na uboczu, mimo że jest członkiem Rady Współpracy Zatoki Perskiej, a Arabia Saudyjska usiłuje wykorzystać swoje wpływy, aby do sojuszu włączyć zarówno Egipt, jak i Pakistan, który przecież nie jest krajem arabskim.

Jeśli chodzi o Egipt, Kair nie ma możliwości manewru i musi pozytywnie odpowiadać na wszystkie żądania, unikając jednak zaangażowania aktywnego. Kraj ten nie ma środków do samodzielnej egzystencji i może wyżywić swoją ludność tylko dzięki pomocy międzynarodowej, czyli – dzięki Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonym Emiratom Arabskim, dzięki Rosji i Stanom Zjednoczonym. Egipt został uwikłany w interwencję wojskową w Jemenie po stronie Południa – podobnie jak miało to miejsce w latach wojny domowej w tym kraju (1962-1970), z tą różnicą, że dawni komuniści stali się członkami Al-Ka’idy, a Kair stoi teraz po stronie monarchii saudyjskiej. Jasnym jest, że Egipt powinien próbować wycofać się z tego grzęzawiska jak najprędzej.

 Wykraczając poza Lewant i Zatokę Perską, ewolucja w obrębie regionu będzie oznaczała też kolejne wyzwania dla Rosji i Chin. Dla Moskwy, o ile dziesięcioletnie zawieszenie broni jest dobrą wiadomością, o tyle konieczność porzucenia swoich ambicji na korzyść Iranu tylko z tego powodu, że odbudowa sił po rozwiązaniu ZSRR ciągnęła się tak długo, jest bez wątpienia gorzką pigułką, którą trzeba przełknąć. Dlatego też Federacja Rosyjska podpisała z Syrią porozumienie o rozbudowie bazy zaopatrzeniowej w Tartusie. Rosyjska marynarka wojenna powinna na stałe odzyskać pozycję na Morzu Śródziemnym, instalując się jednocześnie w Syrii i na Cyprze.

 Jeśli chodzi o Chiny, rozejm amerykańsko-irański szybko przełoży się na transfer żołnierzy amerykańskich z rejonu Zatoki na Daleki Wschód. Pentagon już planuje budowę największej bazy wojskowej świata w Brunei. Dla Pekinu modernizacja armii, która dotąd była wyścigiem z czasem, musi nabrać tempa sprinterskiego – Chiny muszą być gotowe stawić czoła Imperium USA zanim będzie ono w stanie zaatakować.
Euzebiusz Budka

Przypisy:      

[1] Organizacja Paktu Centralnego (CENTO), albo „Pakt Bagdadzki” była sojuszem regionalnym, sterowanym najpierw przez Londyn, a następnie przez Waszyngton, chociaż Stany Zjednoczone nie były państwem członkowskim. Jej celem było tak powstrzymanie wpływów radzieckich, jak zabezpieczenie interesów zachodnich. Pakt został podpisany w 1955 r., a przestał de facto istnieć w 1974., wraz z wybuchem wojny turecko-cypryjskiej. Oficjalnie został rozwiązany w 1979 wskutek rewolucji irańskiej. W skład CENTO wchodziły: Irak, Iran, Pakistan, Turcja i Wielka Brytania.

[2] “Barack Obama on Framework to Prevent Iran from Obtaining Nuclear Weapons”, by Barack Obama, Voltaire Network, 2 April 2015.

[3] Pełne studium kryzysu nuklearnego wokół Iranu można znaleźć w artykule: « Qui a peur du nucléaire civil iranien ? » [„Kto się boi cywilnego programu nuklearnego Iranu?”], Thierry Meyssan, Sieć Voltaire, 30. czerwca 2010.

[4] “Obama wznawia zbrojenia”, Thierry Meyssan, Tłumaczenie Jan Kobayashi, Sieć Voltaire, 20 lutego 2015.

[5] “Parameters for a Joint Comprehensive Plan of Action regarding the Islamic Republic of Iran’s Nuclear Program (summary)”, Voltaire Network, 2 April 2015.

 

Bloger Adnovum o tym, że kompradorskie środowiska polityczne PiS chcą zwiększenia w Polsce kontyngentu wojsk USA

**********************

Przedwczoraj amerykański Kongres przegłosował uchwałę nr. 447 skierowaną przeciwko Polsce, a dzień później szef MON Mariusz Błaszczak udał się do Waszyngtonu, aby tam zabiegać o zwiększenie kontyngentu amerykańskich wojsk rozlokowanych w naszym kraju.

Zwiększenie liczby wojsk amerykańskich w Polsce oraz programy związane z modernizacją techniczną sił zbrojnych– to tematy , jakie szef MON będzie poruszał podczas swojej dwudniowej wizyty w Waszyngtonie. Obejmie ona spotkania w Pentagonie, Białym Domu i Kongresie USA.

Na spotkaniu z dziennikarzami przed odlotem do USA, które zorganizowano na Lotnisku Chopina w Warszawie Błaszczak poinformował, że podczas wizyty spotka się w czwartek z doradcą prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Johnem Boltonem oraz następnego dnia z sekretarzem obrony gen. Jamesem Mattisem. Poza tym w planach wizyty jest przewidziane spotkanie z kongresmen Mac Thornberry-przewodniczącym komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów oraz z przedstawicielami podobnej komisji w Senacie.

„Będę przedstawiał nasze propozycje związane ze zwiększeniem liczby żołnierzy Stanów Zjednoczonych służących w Polsce. Deklaracja z naszej strony jest jednoznaczna – jesteśmy gotowi, żeby przyjąć większą liczbę żołnierzy”– powiedział Błaszczak.

Szef MON, dopytywany przez dziennikarzy powiedział, że konkretna liczba żołnierzy jest sprawą do dyskusji. Dodał jednak, że Polska jest gotowa partycypować w kosztach stacjonowania wojsk amerykańskich.

Nie wiem skąd on zamierza na to wziąć pieniądze, ale w świetle ogólnej sytuacji budżetu państwa niemiłosiernie drenowanego na programy socjalne PiS, będzie trudno wysupłać choćby kilka marnych milionów dolarów. Na co dowodem jest np. ujawniony od kilku dni brak środków pieniężnych na pomoc dla dzieci niepełnosprawnych, czy też bankructwo Wojskowego Biura Projektów Budowlanych, które jest spółką należąca do MON od miesięcy nie płacącą wynagrodzeń swoim pracownikom (http://www.gloswielkopolski.pl/wiadomosci/poznan/a/wojskowe-biuro-projektow-budowlanych-upadnie-spolka-nalezaca-do-mon-od-miesiecy-nie-placi-swoim-pracownikom,13124888/).

Pomimo to Błaszczak jadąc do USA przekonywał dziennikarzy, że:

„Kupujemy nowoczesną broń, nawiązuję tu do kontraktu podpisanego 28 marca z rządem Stanów Zjednoczonych i firmami amerykańskimi dotyczącą wyposażenia polskich sił zbrojnych w baterie Patriot. To jest rzeczywiście wydarzenie przełomowe. (…) Trwają rozmowy na temat drugiej fazy programu Wisła, a więc kolejnej partii baterii Patriot, które będziemy kupować”.

I znowu pojawia się pytanie: Za co?

Wojsko nie ma nowoczesnego sprzętu, brakuje umundurowania i podstawowego uzbrojenia. W efekcie szuka się oszczędności gdziekolwiek, w wyniku czego cierpi kluczowy program modernizacji Polskich Sił Zbrojnych, a więc zakup helikopterów, okrętów podwodnych, czołgów i samolotów wojskowych. A jednocześnie Błaszczak, wzorem swojego poprzednika, mami nas zakupem za dziesiątki miliardów dolarów amerykańskiego sprzętu drugiego sortu z demobilu. Na co zresztą nie ma już pieniędzy, bo zostały one roztrwonione.

Nie wiem w jakim celu on to robi, bo żadnego logicznego uzasadnienia taka postawa nie ma, poza oczywiście daniem pokarmu dla PiS-owskiej propagandy sukcesu.

Bloger Adnovum o tym, jak PiS systematycznie finansuje amerykański przemysł zbrojeniowy

Proces wasalizacji Polski wobec światowego hegemona pod obecnym rządem PIS nadal się pogłębia.

https://twitter.com/JacekCzarnecki1/status/983996300931805184

Otóż okazuje się, że wielozadaniowe śmigłowce „Black Hawk” produkowane dla armii USA będą służyć w polskiej policji. Nie dość tego Polska negocjuje prócz tego zakup kolejnych dwóch maszyn.

Przypomnę, że na przełomie ubiegłego i obecnego roku pojawiła się informacja, że policja szuka dostawcy trzech śmigłowców. Do udziału w postępowaniu zostały wówczas dopuszczone firmy Bell Helicopter Textron z Fort Worth Inc., Heli sp. z o.o. z Warszawy oraz lubelska fabryka PZL Świdnik.

W międzyczasie poza wszelkimi procedurami przetargowymi MSWiA prowadziło negocjacje na dostawę dwóch większych śmigłowców również na potrzeby Policji. Informacja była ukrywana zarówno przed opinią publiczną jak i przedstawicielami sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Zaś wyszła na jaw po zamieszczeniu przez amerykańskiego producenta śmigłowców Lockheed Martin ogłoszenia o pracę dla serwisanta maszyn UH60/S70 w Polsce.

No i jak to się ma do deklarowanej przez rząd PiS kwestii wspomagania polskich firm, po przez składanie tylko u nich zamówień rządowych na zakup sprzętu?

Pamiętamy wszyscy te głośno rozpropagowane za pośrednictwem wiodących mediów odwiedziny premier Szydło wraz z towarzyszącym jej Macierewiczem w kluczowych zakładach produkujących na potrzeby wojska, kiedy to tak ona jak i szef resortu obrony obiecywali, tak dyrekcjom jak i pracownikom odwiedzanych przez nich zakładów, o tym, że polski rząd od teraz będzie ich wspierał dzięki czemu mogą się one rozwijać mając zapewnioną przyszłość. Oczywiście wszystko to z korzyścią dla Polski i Polaków.

No i co się teraz okazuje?

Otóż, poza wszelkimi procedurami z ubiegania się o kontrakt na zakup nowych śmigłowców dla polskiej policji został wyłączony producent, który jak żaden inny ma doświadczenie w dostawach tego typu śmigłowców. Zdecydowana większość obecnie użytkowanych maszyn przez policję śmigłowców, a więc „Kania” oraz „Sokół” została wyprodukowana w zakładach lotniczych w Świdniku, więc tutejsze zakłady miały niezbędne doświadczenie i kompetencje do realizacji tego kontraktu.

Przy tej okazji wychodzi kolejny raz obłuda liderów rządzącej formacji PiS, którzy co innego obiecują mamiąc Polaków, a co innego de facto robią.

Tym sposobem polski podatnik będzie sponsorował amerykański przemysł zbrojeniowy- podobnie jak już to miało miejsce przy poprzednich podpisanych oraz zrealizowanych dużych kontraktach na zakup sprzętu dla wojska. Kiedy to bez żadnej wyraźnej przyczyny nagle zakupiono dla VIP-ów luksusowe amerykańskie samoloty oraz bardzo przepłacając dwie baterie- za cenę ośmiu, amerykańskich rakiet systemu „Patriot”.

Na zakończenie dodam, że jest to tylko czubek góry lodowej, tego co robi rząd PiS, a co jest ukryte przed opinią publiczną.

http://www.defence24.pl/policyjne-lotnictwo-wyjdzie-z-zapasci-mswia-planujemy-zakup-czterech-smiglowcow,

http://www.defence24.pl/trzy-nowe-smiglowce-dla-policji.

***

https://adnovumteam.wordpress.com/2018/04/17/wojna-domowa-na-ukrainie-17-04-2018r-1145-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-111338

Syria po agresji trzech państw zachodnich: utrata ośrodka badawczego, zwycięstwo we Wschodniej Gucie

Ze strony Strajk.pl  https://strajk.eu/syria-po-agresji-trzech-panstw-zachodnich-utrata-osrodka-badawczego-zwyciestwo-we-wschodniej-gucie/#comment-164241

****************

Gumowe rękawiczki, maski medyczne, szczątki drobnego sprzętu laboratoryjnego widzieli wczoraj zachodni dziennikarze, którzy wraz z mieszkańcami Damaszku poszli wczoraj obejrzeć zburzony przez amerykańską rakietę trzypiętrowy budynek ośrodka badawczego w dzielnicy Barze. Według amerykańskiego generała Kennetha McKenzie, znajdowało się tu „centrum syryjskiego programu broni chemicznych”. Byli pracownicy ośrodka pukają się w głowę.

AFP_c2c44d1e1611d66d6bddf3cda22f34247439229b-300x200

Ruina „syryjskiego centrum broni chemicznych” w Barze. sana

Z ruiny ośrodka nie unoszą się żadne opary, ni gazy, nic, oprócz woni spalenizny. „To było laboratorium, gdzie testowaliśmy produkty chemiczne używane w artykułach spożywczych, lekach i zabawkach dla dzieci. Oprócz tego, produkowaliśmy tu lekarstwa przeciw rakowi i odtrutki przeciw ukąszeniom skorpionów i węży” – mówił Said Said, inżynier zatrudniony w ośrodku.

Ośrodek był wcześniej szczegółowo sprawdzany przez ekspertów Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznych (OZBC), którzy potwierdzili, że nie produkuje się tam żadnych broni chemicznych. Trzy państwa, które zaatakowały wczoraj Syrię, chciały „ukarać” ten kraj, za domniemane użycie toksycznego gazu we Wschodniej Gucie pod Damaszkiem, okupowanej przez Armię Islamu. Jedynie Francja twierdziła, że ma dowody na zaistnienie tego ataku. Wczoraj szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian wyjaśnił, że prezydent Macron miał na myśli filmik i zdjęcia umieszczone na portalach społecznościowych.

Dżihadystowska Armia Islamu, która liczyła na tradycyjną pomoc NATO, nazwała bombardowanie zachodnie „farsą”. Mohammed Alusz, współzałożyciel Armii Islamu ostro skrytykował akcję trzech państw, która „trwała krócej, niż przemówienie Trumpa”. Oprócz zburzenia ośrodka w Barze, państwa NATO próbowały uszkodzić fabryczkę płynu do zmywania naczyń i opuszczone bazy wojskowe. Syryjczykom udało się zestrzelić 70 proc. pocisków wystrzelonych przez Stany Zjednoczone, Francję i Wielką Brytanię.

Wczoraj wojsko syryjskie ogłosiło całkowite opanowanie Wschodniej Guty, okupowanej przez pronatowskich dżihadystów od pięciu lat. Zgodnie z zawartym w końcu porozumieniem bojownicy Armii Islamu zostali przewiezieni na północ kraju, do prowincji Idlib okupowanej przez Al-Kaidę, w zamian za zaprzestanie artyleryjskiego ostrzału Damaszku, który dręczył mieszkańców od miesięcy.

Wyzwolenie Dumy i Wschodniej Guty umożliwi śledztwo ekspertów OZBC, którzy na zaproszenie rządu syryjskiego zbadają, czy doszło tam do jakiegoś ataku chemicznego.

Thierry Meyssan: Czy przejęcie Krymu jest pierwszym z długiej serii?

Tekst z portalu VOLTAIRENET.ORG 26 MARCA 2014   http://www.voltairenet.org/article183939.html

Poza  emfatycznymi okrzykami Zachodu przed wstąpieniem Krymu do Federacji Rosyjskiej [FR], prawdziwym problemem jest to, czy jest to sieroce zdarzenie, czy też zapowiada zwracanie się Europy Wschodniej w kierunku Moskwy. Mając do zaoferowania tylko zniewolenie przez brukselską biurokrację, Bruksela obawia się, że jej obecni klienci mogą dać się przyciągać wolności i pieniądzom Moskwy.

Scena radości w Semferopolu z powodu wstąpienia Krymu do FR1-4347-80a3d-3-19bee-88b6b

Zachód pohukuje krytykując „militarne przejęcie” Krymu przez Rosję. Uważa, że wracając do „doktryny Breżniewa” Moskwa zagraża suwerenności wszystkich państw, które były członkami nie tylko byłego ZSRR, ale także Paktu Warszawskiego, i zamierza dokonać ataku jak w przypadku Węgier w 1956 i Czechosłowacji w 1968.

Czy to prawda? Oczywiście, ten sam Zachód nie jest przekonany co do bliskiego zagrożenia. Mimo że zrównuje „aneksację” Krymu przez Putina do Sudetenland przez Hitlera, to nie uważa by to mogło doprowadzić do III wojny światowej.

Co najwyżej, wprowadził teoretyczne sankcje wobec pewnych rosyjskich liderów — w tym przywódców krymskich – blokując ich konta w przypadku gdyby chcieli otworzyć takie w zachodnich bankach, lub zakazując im podróżowania tam, na wypadek gdyby pragnęli to zrobić. Prawdą jest, że ​​Pentagon wysłał 22 myśliwce do Polski i krajów bałtyckich, ale w tej chwili nie zamierza zrobić więcej.

Co dokładnie się dzieje? Od upadku Muru Berlińskiego 9 listopada 1989, i później spotkania na Malcie 2-3 grudnia, Stany Zjednoczone systematycznie zdobywały poparcie, i pogwałcając swoje obietnice, wchłonęły wszystkie kraje wschodnio-europejskie – oprócz Rosji – do NATO. Proces ten rozpoczął się kilka dni później, w Boże Narodzenie 1989, obaleniem Ceaucescu w Rumunii i zastąpieniem go innym komunistycznym dygnitarzem, nagle nawróconym na liberalizm – Ionem Iliescu. Po raz pierwszy CIA zorganizowała zamach w świetle dnia, inscenizując go jako „rewolucję” dzięki nowemu kanałowi TV, CNN International. To był początek ich długiej serii.

Potem 20 kolejnych celów, często równie oszukańczymi metodami: Albania, Niemcy Wschodnie, Azerbejdżan, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Estonia, Gruzja, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Serbia, Słowacja, Słowenia, Rep. Czeska i Ukraina.

Na spotkaniu maltańskim nie podpisano żadnego dokumentu, ale prezydent Bush Sr, korzystając z rad Condoleezy Rice, zobowiązał się werbalnie, że żaden członek Paktu Warszawskiego nie zostanie przyjęty do NATO. W rzeczywistości, przyjęto Niemcy Wschodnie dzięki prostemu połączeniu z Niemcami Zachodnimi. I trzymając otwarte drzwi, teraz 12 byłych krajów-członków ZSRR i Paktu Warszawskiego już dołączyły, a inne czekają by dołączyć do sojuszu.

Ale „wszystko co dobre się kończy”. Potęga NATO i jego cywilny partner, Unia Europejska, chwieją się na nogach. Choć sojusz nigdy nie był tak liczny, to jego armie są nieskuteczne. Jest bardzo dobry w małych teatrach działań, takich jak Afganistan, ale nie może iść na wojnę z Chinami, czy z Rosją, nie mając pewności że nie przegra, co widzieliśmy latem w Syrii.

I wreszcie Zachód jest zdumiony rosyjską szybkością i skutecznością. Podczas olimpiady w Soczi, Putin ze stoickim spokojem nie wypowiadał się na temat wydarzeń na Majdanie. Ale kiedy miał wolne ręce – zareagował. Każdy mógł zobaczyć kiedy grał w przygotowane przez siebie w czasie długiej ciszy karty. W ciągu kilku godzin prorosyjskie siły zneutralizowały krymskie siły pro-kijowskie, kiedy organizowano rewolucję w Semferopolu by doprowadzić do władzy pro-rosyjski zespół. Nowy rząd zarządził referendum o samostanowieniu, które pokazało ogromną falę pro-rosyjską, łącznie z populacją tatarską. Następnie oficjalne siły rosyjskie przejęły żołnierzy ze sprzętem nadal lojalnych wobec Kijowa. To wszystko odbyło się bez jednego wystrzału, z wyjątkiem pro-NATOwskiego ukraińskiego snajpera, którego aresztowano w Semferopolu po zabiciu jednej osoby z każdej strony.

Dwadzieścia lat temu, ci sami Krymczanie na pewno głosowaliby przeciwko Rosji. Ale dzisiaj, wolność lepiej zapewnia Moskwa niż Kijów, gdzie 1 / 3 rządu wróciła do nazizmu, a 2 / 3 reprezentowały oligarchów. Ponadto ich zbankrutowana gospodarka została natychmiast zagwarantowana przez Bank Rosji, chociaż mimo IMF i pożyczek z USA i UE, Kijów jest skazany na długi okres biedy. Nie trzeba było mówić po rosyjsku by dokonać wyboru, i pomimo zachodniej propagandy, muzułmańscy Tatarzy zrobili to również jako rosyjsko-języczni. Taki był także wybór 88% ukraińskich żołnierzy stacjonujących na Krymie, którzy dogadali się z Moskwą o zamiarze sprowadzenia swoich rodzin i otrzymania rosyjskiego obywatelstwa. Taki był też wybór 82% ukraińskich marynarzy na morzu, bardzo szczęśliwych że stali się Rosjanami, bo dogadali się z Moskwą o statkach bez wymuszania na nich czegokolwiek.

Wolność i dobrobyt które sprzedawali na zachodzie przez prawie 70 lat, zmieniły strony.

To nie znaczy że Rosja jest idealna, ale warto zauważyć, że dla Krymczan i w rzeczywistości dla większości Europejczyków, to jest bardziej atrakcyjne niż obóz zachodni.

To dlatego niepodległość Krymu i jego wejście do FR zaznaczyło powrót wahadła. Po raz pierwszy byli sowieccy ludzie z własnej woli zdecydowali się uznać władzę Moskwy. Zachód obawia się, że to wydarzenie jest pod względem skutku porównywalne z upadkiem Muru Berlińskiego, ale w odwrotnym kierunku. Dlaczego mielibyśmy nie zobaczyć pośród państw-członków NATO – jak Grecja – albo po prostu w Unii Europejskiej – jak Cypr – tych którzy pójdą tą samą drogą? Obóz zachodni wtedy się rozpadnie i zatonie w głębokiej recesji – jak Rosja Jelcyna.

Ponadto nieuchronnie pojawi się kwestia przetrwania USA. Ale rozwiązanie ZSRR powinno spowodować to, że jego wróg i mimo to partner, te dwie superpotęgi istniałyby jedynie po to by ścigać się ze sobą. Ale tak się nie stało. Pozbawiony swojego rywala Waszyngton, rozpoczął podbój świata, zglobalizował ekonomię i zainstalował nowy porządek. Rozwiązanie się po upadku Muru Berlińskiego zabrało Związkowi Sowieckiemu 2 lata i 2 miesiące. Czy wkrótce zobaczymy rozwiązanie się USA i UE na kilka bytów, jak teoretyzował Igor Panarin z moskiewskiej Akademii Dyplomatycznej? Ten upadek byłby jeszcze szybszy, skoro Waszyngton zredukował swoje dotacje dla sojuszników i brukselskich Funduszy Strukturalnych.

Nikt nie powinien obawiać się atrakcyjności Rosji, bo jest potęgą imperialną, ale nie imperialistyczną. Jeśli Moskwa ma tendencję do lekceważenia małych krajów które chroni, to nie zamierza rozszerzać swojej hegemonii siłą. Jej strategią wojskową jest „odmowa dostępu” na swoje terytorium. Jej armie są pierwsze na świecie pod względem obrony przeciwlotniczej i morskiej. Mogą zniszczyć floty bombowców i lotniskowców, ale nie są przystosowane do podbicia świata, czy rozmieszczone w bazach zewnętrznych.

Szczególnie dziwne jest kiedy słyszy się, że Zachód potępia przynależność Krymu do Rosji, jako sprzeczne z prawem międzynarodowym i Konstytucją Ukrainy. Czy to nie oni rozczłonkowali ZSRR i Układ Warszawski? Czy to nie oni złamali porządek konstytucyjny w Kijowie?

Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier ubolewa nad rzekomą wolą Rosji „przecięcia Europy na pół”. Ale Rosja pozbyła się sowieckiej dyktatury biurokratycznej i nie zamierza odbudowywać żelaznej kurtyny. To Stany Zjednoczone chcą podzielić Europę na dwie części by uniknąć rozlewu na wschód. Nowa dyktatura biurokratyczna nie jest w Moskwie, ale w Brukseli, i nazywa się Unia Europejska.

Dlatego Waszyngton próbuje zwerbować sojuszników do swojego obozu. Poszerza pokrycie rakietowe na Polskę, Rumunię i Azerbejdżan. Już nie jest żadną tajemnicą to, że jego „tarcza” nigdy nie miała być przeciwko irańskim rakietom, ale do ataku na Rosję. Próbuje również wymóc na europejskich sojusznikach nałożenie sankcji gospodarczych, co sparaliżuje kontynent i zmusi kapitał do ucieczki. . . do Stanów Zjednoczonych.

Wielkość tych zmian jest taka, że Pentagon bada możliwość przerwania swojej „osi na Daleki Wschód”, to znaczy przeniesienia swoich wojsk z Europy i Bliskiego Wschodu, by ulokować je na wojnę z Chinami. W każdym razie, każda zmiana w tej długoterminowej strategii zakłóci jego armie, nawet w krótkim i średnim okresie. Moskwa nie prosiła o tak wiele, i lubieżnie obserwuje reakcje populacji wschodniej Ukrainy, i, dlaczego nie, Naddniestrza.

 

Bolesław K. Jaszczuk: Polsko-izraelski dialog ślepego z głuchym

Z portalu lewica.pl http://www.lewica.pl/?id=31815&tytul=Boles%B3aw-K.-Jaszczuk:-Polsko-izraelski-dialog-%B6lepego-z-g%B3uchym- data publikacji : 2018-03-14 22:44:22

 

Mimo tego, że upłynął już ponad miesiąc od momentu uchwalenia przez Sejm nowelizacji ustawy o IPN, to w środowisku politycznym i medialnym wciąż wrze. Sama ustawa jak również jej konsekwencje są dyżurnym tematem większości prasowych publikacji i dyskusji telewizyjnych. Skoro tak, to i ja postanowiłem zabrać głos przedstawiając własny punkt widzenia. Przyglądając się bowiem samej ustawie oraz obserwując reakcje polskich, izraelskich a także wielu innych polityków oraz mediów odnoszę wrażenie, że mamy tu do czynienia z jakąś gigantyczną paranoją. W sposób trafnie dosadny ujął to naczelny rabin Polski Michael Schudrich mówiąc na antenie TVN24, iż jest mu smutno, że musi „słuchać takich głupot z dwóch stron”.

Zacznijmy od samej ustawy. Można zrozumieć intencje zapisów mających na celu zwrócenie uwagi na pojawiające się tu i ówdzie kłamliwe wypowiedzi o polskich obozach koncentracyjnych. Co do ich kłamliwości nie powinien mieć wątpliwości każdy, kto ma blade nawet pojęcie na temat II Wojny Światowej i zbrodni popełnianych przez hitlerowców. Natomiast wysoce wątpliwym, jeśli wręcz nie absurdalnym, wydaje się sam pomysł karania za słowa. Skoro nie ma cenzury, to każdy, nawet kompletny idiota, może wygadywać co chce, co też wielu z nich czyni. Uważam, że ze słowem należy walczyć też słowem zwłaszcza, gdy posiada się solidne argumenty. Natomiast stosowanie kar jest cechą państwa represyjnego a mnożenie zakazów to ostatnio modny trend nie tylko w Polsce. 

Przyjmując rzeczoną ustawę polscy parlamentarzyści skopiowali izraelskie prawo nakazujące karanie za negowanie holokaustu. Jednakże skutki tej prawne izraelskiej ustawy były dość mizerne w porównaniu z efektem propagandowym. Ukarano jedynie kilka pomniejszych rybek, które akurat pojawiły się w Izraelu. Bezkarny natomiast pozostał choćby Mahmud Ahmadineżad, który będąc prezydentem Iranu otwarcie i publicznie twierdził, że holokaust jest wymysłem i nigdy nie miał miejsca.

Partactwo jako norma

Przygotowując ustawę obóz rządzący jak zwykle spartolił sprawę i puścił w obieg kolejnego gniota co staje się już jak gdyby polską normą. Otóż Art. 55a. 2. znowelizowanej ustawy mówi, iż „ jeżeli sprawca czynu (…) działa nieumyślnie, podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności” w odróżnieniu od tego, kto działa umyślnie i którego należy obowiązkowo zapuszkować. Ponieważ karanie ma objąć również obywateli innych państw, to oprócz wszczęcia procedury ekstradycji należałoby nająć psychologów, którzy mieliby za zadanie stwierdzić umyślność czy też nieumyślność czynu. Dozwolone będzie natomiast rozpowszechnianie kłamstw nie tylko „w ramach działalności artystycznej” lecz także naukowej. Wygląda na to, że autorom ustawy najzwyczajniej popieprzyło się kłamstwo oświęcimskie z zakazem publicznego obnoszenia się z symboliką faszystowską, której wolno używać w celach artystycznych i naukowych. Tymczasem kłamstwo w postaci pracy naukowej w dodatku opatrzonej podpisem osoby o stosownym naukowym tytule zyskuje większą rangę niż publiczne chlapnięcie jakiegoś dziennikarza z podrzędnego pisemka. W oczach nieoczytanego, wierzącego w naukowe autorytety pospólstwa nadaje mu walor wiarygodności, co w sposób oczywisty ośmiesza sens ustawowego zapisu.

W Rzeczypospolitej Partackiej intelektualnej miałkości obozu rządzącego dorównuje indolentna parlamentarna opozycja. Główny zarzut wysuwany przez kręgi związane z PO jest taki, że ustawa ta doprowadziła do konfliktu z Izraelem, który do tej pory był jednym z nielicznych sojuszników polskiego państwa. Argumenty sprowadzają się do tezy, iż z Izraelem należy współpracować a nie drażnić a tym bardziej krytykować, choć krytykować byłoby za co. Przede wszystkim za rasizm wobec ludności palestyńskiej oraz przymusowe wysiedlanie uchodźców z krajów afrykańskich. Patrząc z czysto racjonalnego punktu widzenia, powinno się utrzymywać poprawne lub w miarę poprawne stosunki z każdym krajem, zwłaszcza gdy w grę wchodzi współpraca gospodarcza czyli mamona. Tak już jest urządzony świat o czym wie każdy racjonalnie myślący polityk. Tak robią Rosjanie i Chińczycy, którzy handlują sobie z Izraelem nie ukrywając jednak różnic zdań choćby w sprawie palestyńskiej czy stosunków z Iranem. Natomiast sytuowanie rasistowskiego Państwa Izrael na pozycji jednego z najważniejszych, strategicznego sojusznika jest niewłaściwe nie tylko z humanitarnego lecz także pragmatycznego punktu widzenia, gdyż w naturalny sposób osłabia pozycję Polski wśród większości świata arabskiego oraz w oczach wspomnianego już odgrywającego coraz większą rolę na Bliskim Wschodzie Iranu.

Izrael – zaplanowana histeria

Zastanawiać może skąd się wzięła tak wściekła reakcja ze strony Izraela. Do tej pory w Tel Awiwie reagowano w sposób histeryczny na każdą krytykę pod jego adresem traktując ją jako przejaw antysemityzmu. Zgodnie z tą logiką antysemitami są również krytycznie odnoszący się do izraelskich poczynań wobec ludności palestyńskiej Żydzi zamieszkali w Izraelu i poza jego granicami. Jednak tym razem komuś kto przeczytał treść ustawy wydaje się być całkowicie niezrozumiałe czegóż to się w tym Izraelu czepiają skoro nie ma tam żadnych antysemickich akcentów. Wszak ustawa wyraźnie mówi o (pisownia oryginalna) „przypisywaniu Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności” za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę. Wskazuje zatem na niedopuszczalność odpowiedzialności zbiorowej całego narodu za pogromy czy poczynania szmalcowników. Ustawa zatem, niezależnie od intencji jej autorów, zezwala na publiczne ujawnianie przypadków haniebnych poczynań niektórych konkretnych Polaków wobec niektórych konkretnych Żydów. 

Jak widać, jednak nie wszyscy umieją czytać tekst ustawy bądż też udają, że nie umieją. Być może otrzymali błędne tłumaczenie, co jest mało prawdopodobne, gdyż w Izraelu jest od groma osób znających biegle język polski. W tym przypadku władze Izraela przyjęły wygodną dla siebie interpretację uznając, iż rzeczona ustawa a priori neguje jakikolwiek udział Polaków w holokauście. A wystarczyło umieścić w treści Art. 55a. 2. wyraźne odniesienie, że chodzi tu o „polskie obozy koncentracyjne” w okresie drugiej wojny (nie mylić z polskim obozem koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej za czasów sanacji). Nie byłoby wówczas argumentów do krytyki ustawowych zapisów. Być może takie wyraźne stwierdzenie otworzyłoby też oczy niektórym choćby Amerykanom uważającym, że wszystko co znajduje się bądź znajdowało na terenie Polski jest polskie. Wnioskując logicznie: polska jest ambasada USA w Warszawie.

Wracając do Izraela. Wydaje się, że w tel Awiwie oczekiwano na stosowny moment aby przywalić Polsce za odradzający się antysemityzm. Najwyraźniej przegapiono takie wydarzenia jak publiczne spalenie kukły Żyda czy prohitlerowskie wygłupy grupki kilku tępaków. Ustawa mająca w mniemaniu Izraela na celu wybielanie tych Polaków, którzy dopuścili się czynów niegodnych stanowiła tu znakomitą okazję odgryzienia się za polskie przejawy antysemityzmu. W izraelskich szkołach już zaczęto wprowadzać lekcje o polskim antysemityzmie choć jest on u nas jednak mniej widoczny w porównaniu z islamofobią czy antyrosyjskością, które to zjawiska zyskują oficjalny glejt ze strony władzy. Wygląda zatem na to, że izraelska histeria była z góry zaplanowana a jej motywów możemy się tylko domyślać. Być może chodzi tu o zwykłą grę przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Jak twierdzi publicysta Krytyki Politycznej Michał Sutowski, aby utrzymać się u władzy premier Binjamin Netanyahu nakręca nacjonalistyczną histerię. Zapewne z dwóch powodów. Po pierwsze, aby zaprezentować się jako jeszcze większy „patriota” niż choćby lider partii Jest Przyszłość Jair Lapid, który oświadczył, iż Polska była współwinna eksterminacji Żydów. Po drugie, po to, by odwrócić uwagę od wysuwanych przeciwko niemu oskarżeń o korupcję. 

Przy okazji warto zwrócić uwagę na aspekt czysto prawny. Otóż Izrael nie ma formalnego prawa do oprotestowywania polskich ustaw ponieważ nie dotyczą one ich obywateli, podobnie jak nie dotyczą Żydów amerykańskich, francuskich, ukraińskich czy marokańskich. Prawem i obowiązkiem każdego państwa jest bowiem obrona własnych obywateli – w przypadku Izraela posiadających jego obywatelstwo Żydów i Arabów. Warto też przypomnieć, że w okresie holokaustu nie istniało jeszcze państwo Izrael a eksterminowani Żydzi byli obywatelami innych krajów. Jednak państwo ze stolicą w Tel Awiwie, a według Trumpa w Jerozolimie, uzurpuje sobie prawo do reprezentowania całej rozsianej po świecie żydowskiej diaspory. Czy reprezentantem mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie ma być RFN? 

Przy odkłamywaniu „polskich obozów koncentracyjnych” znika z pola widzenia jedna bardzo istotna kwestia. Na świecie utrwalana jest bowiem opinia, że to Żydzi byli jedynymi ofiarami eksterminacji i jedynymi więźniami obozów zagłady. Nie mówi się natomiast o tym, że Polacy a także ludzie innych narodowości byli zsyłani do tych obozów. Sprawa ta umyka uwadze polskich władz skoncentrowanych jedynie na odkłamywaniu jednego kłamstwa. W tej sytuacji naprawianiem, jak to się mówi, narracji historycznej zajmują się obcokrajowcy. W tym moja mieszkająca w Stanach Zjednoczonych kuzynka-Mulatka, która będąc w Polsce nakręciła film dokumentalny o polskich i żydowskich więźniarkach i więźniach obozu w Auschwitz, za co w USA otrzymała nawet nagrodę. 

Reasumując: dialog, o ile można to tak nazwać, polsko-izraelski przypomina rozmowę ślepego z głuchym, gdzie strona polska jest ślepa nie widząc skutków przyjmowania nie przemyślanych i niedopracowanych aktów prawnych, zaś strona izraelska jest głucha na wszelkie nie odpowiadające jej argumenty. 

Thierry Meyssan: Zimna wojna w cztery dni

Artykuł ze strony SIEĆ VOLTAIRE http://www.voltairenet.org/article200282.html

**************

Ubiegły tydzień był wyjątkowo bogaty w wydarzenia. Ale żadne media nie mogły o tym poinformować, bo wszystkie celowo ukryły niektóre z nich, aby ochronić bajdy, które serwują ludziom ich rządy. Londyn próbował wywołać poważny konflikt, ale przegrał z Rosją, prezydentem Trumpem i Syrią.

DSC02271

Pomimo tego, że Zjednoczone Królestwo ma czwartą co do wielkości armię na świecie, to jednak nie może rzucić wyzwania Rosji bez wsparcia sojuszników. Dlatego musi ono wynaleźć casus belli dla zmuszenia swoich partnerów do reakcji i doprowadzenia ich do tego, by stanęli obok niego.

Rząd brytyjski i niektórzy jego sojusznicy, w tym sekretarz stanu USA Rex Tillerson, próbowali rozpocząć zimną wojnę przeciwko Rosji.

Ich plan polegał na jednoczesnym sfabrykowaniu ataku na byłego podwójnego agenta w Salisbury [południowa Anglia] i ataku chemicznego na „umiarkowanych rebeliantów” w Gucie [przedmieście Damaszku]. Spiskowcy zamierzali wykorzystać do swoich celów wysiłki Syrii podejmowane dla wyzwolenia przedmieść jej stolicy oraz odwrócenie uwagi Rosji spowodowane tamtejszymi wyborami prezydenckimi. Gdyby te manipulacje zadziałały, to Wielka Brytania wymusiła by na Stanach Zjednoczonych bombardowanie Damaszku, w tym tutejszego pałacu prezydenckiego, i zażądała by wykluczenia Rosji z Rady Bezpieczeństwa przez Zgromadzenie Ogólne ONZ.

Jednakże, syryjskie i rosyjskie służby specjalne dowiedziały się w jaki sposób intryga została skonstruowana. Zrozumiały, że agenci amerykańscy w Gucie, którzy przygotowywali atak [chemiczny] na Gutę, nie pracowali dla Pentagonu, lecz dla innej agencji amerykańskiej.

Wiceminister spraw zagranicznych Syrii Fejsal Mikdad zorganizował 10 marca nadzwyczajną konferencję prasową w Damaszku,, aby ostrzec swoich rodaków. Moskwa ze swej strony próbowała w pierwszej kolejności skontaktować się z Waszyngtonem na drodze dyplomatycznej. Wiedząc jednak, że ambasador USA [w Moskwie] John Huntsman młodszy jest dyrektorem firmy Caterpillar, która dostarczała dżihadystom materiały do budowy tuneli, by mogli oni zbudować swoją sieć umocnień, Moskwa postanowiła obejść zwykłe kanały dyplomatyczne.

Oto jak wszystko przebiegło:

12 marca 2018 roku

Armia syryjska zajęła dwa laboratoria broni chemicznej: pierwsze 12 marca w Aftrisie, a drugie następnego dnia w Czifonii. W tym czasie dyplomaci rosyjscy spowodowali, że Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) włączyła się do śledztwa w Salisbury.

Występując w Izbie Gmin, premier Wielkiej Brytanii Teresa May oskarżyła brutalnie Rosję o spowodowanie ataku w Salisbury. Według niej, były podwójny agent Sergiusz Skripal i jego córka zostali otruci bojowym gazem paralityczno-drgawkowym typu „opracowany przez Rosję” pn. „Nowicjusz” (ros. Новичок – Nowiczok). Ponieważ Kreml traktuje tych obywateli rosyjskich, którzy zdradzili, jak swoje potencjalne cele, to najprawdopodobniej zlecił on to przestępstwo.

O „Nowicjuszu” wiemy to, co ujawniły dwie sowieckie postaci: Lew Fiodorow i Wil Mirzajanow. W lipcu 1992 roku naukowiec Fiodorow opublikował w rosyjskim tygodniku „Совершенно секретно” („Ściśle Tajne”) artykuł, w którym ostrzegał przed bardzo niebezpiecznym charakterem tego produktu i przestrzegał przed wykorzystaniem przez mocarstwa zachodnie tej starej sowieckiej broni do zniszczenia środowiska naturalnego w Rosji i uczynienia go bezużytecznym. W październiku 1992 r. Fiodorow opublikował drugi artykuł w dzieniku „Московские новости” („Wieści z Moskwy”), w którym członek władz kontrwywiadu Mirzajanow potępiał korupcję poszczególnych generałów i handel „Nowicjuszem”, w którym oni uczestniczyli. Jednakże, [autorzy artykułu] nie wiedzieli komu mógł być sprzedany ten produkt. Mirzajanow został początkowo aresztowany za zdradę, a potem został uwolniony. Fiodorow zmarł w Rosji w sierpniu ubiegłego [2017] roku, a Mirzajanow mieszka na emigracji w USA, gdzie współpracuje z amerykańskim Ministerstwem Obrony.

200226-2-7-d0564

Były rosyjski kontrwywiadowca Wil Mirzajanow przeszedł na stronę USA. Mając teraz 83 lata, komentuje sprawę Skripala z Bostonu.

„Nowicjusz” był produkowany w sowieckim laboratorium w Nurus, należącym obecnie do Uzbekistanu. W czasach rozpadu Związku Radzieckiego został zniszczony przez amerykańską grupę specjalistów. Dlatego Uzbekistan i Stany Zjednoczone w razie potrzeby dysponują próbkami tej substancji i mogą ją badać. Oba te kraje są w stanie ją produkować.

Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Borys Johnson wezwał ambasadora Rosji w Londynie Aleksandra Jakowienko. Wręczył mu ultimatum z 36-godzinnym terminem na sprawdzenie, czy jakiś „Nowicjusz” nie zginął z rosyjskich zapasów. Ambasador odpowiedział, że nic nie zaginęło bez wieści, ponieważ Rosja zniszczyła całą broń chemiczną, jaką otrzymała w spadku po Związku Radzieckim, o czym może zaświadczyć Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), która sporządziła z tego uwierzytelniony raport.

Następnie, po rozmowie telefonicznej z Borysem Johnsonem, sekretarz stanu USA Rex Tillerson potępił Rosję za zamach w Salisbury.

Tymczasem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ odbywała się debata na temat sytuacji w Gucie. Stały przedstawiciel USA Nikki Haley oświadczyła: „Około rok temu, po użyciu przez reżim syryjski sarinu w Chan Szajchun, Stany Zjednoczone ostrzegły Radę. Mówiliśmy, że widząc systematyczną bezczynność społeczności międzynarodowej, państwa niekiedy zmuszone są działać na własną rękę. Rada Bezpieczeństwa nie zareagowała i Stany Zjednoczone zbombardowały bazę lotniczą, z której Asad rozpoczął [wówczas] swój atak chemiczny. Dzisiaj powtarzamy to samo ostrzeżenie”.

Rosyjskie służby specjalne rozprowadziły dokumenty z amerykańskiego sztabu. Dowodziły one, że Pentagon jest gotów zbombardować pałac prezydencki i syryjskie ministerstwa, podobnie jak to zrobił podczas zajmowania Bagdadu (3-12 kwietnia 2003 r.).

Komentując oświadczenie Nikki Haley, rosyjski minister spraw zagranicznych (który nazywał zawsze atak [chemiczny] w Chan Szajchunie „manipulacją Zachodu”) dowiódł, że fałszywa informacja, która wprowadziła w błąd Biały Dom i spowodowała zbombardowanie bazy lotniczej Esz-Szajrat [38 km na południowy-wschód od miasta Homs], w rzeczywistości pochodziła z brytyjskiego laboratorium, które nigdy nie ujawniło skąd dostało swoje próbki.

13 marca 2018 roku

Minister spraw zagranicznych Rosji opublikował komunikat prasowy, w którym potępił możliwą interwencję USA i ogłosił, że jeżeli w jej wyniku obywatele rosyjscy doznają szkód w Damaszku, to Moskwa odpowie na to proporcjonalnie, ponieważ prezydent Rosji ponosi konstytucyjną odpowiedzialność za bezpieczeństwo swoich obywateli.

Obchodząc oficjalne kanały dyplomatyczne, szef rosyjskiego Sztabu Generalnego gen. Waleriusz Gierasimow skontaktował się ze swoim amerykańskim kolegą, gen. Józefem Dunfordem, by poinformować go o swoich obawach przed atakiem chemicznym pod tzw. fałszywą flagą w Gucie. Dunford poważnie potraktował tę informację i ostrzegł sekretarza obrony USA Jima Mattisa, który przekazał tę kwestię prezydentowi Donaldowi Trumpowi. W związku z tym, że Rosja obstawała przy tym, że ta część nieuczciwej gry była przygotowywana bez wiedzy Pentagonu, Biały Dom poprosił dyrektora CIA Mike’a Pompeo, żeby zidentyfikował tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za ów spisek.

Nie znamy wyniku tego wewnętrznego dochodzenia, ale prezydent Trump uzyskał pewność, że jego sekretarz stanu Rex Tillerson był w to zamieszany. Natychmiast poproszono sekretarza stanu o przerwanie oficjalnej podróży do Afryki i powrót do Waszyngtonu.

Teresa May napisała do Sekretarza Generalnego ONZ, oskarżając w swym piśmie Rosję o zlecenie ataku [chemicznego] w Salisbury i zwołała nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa. Nie czekając na nie, wydaliła 23 rosyjskich dyplomatów.

200226-3_arton_-6-0edb0

Książka Amy Knight opublikowana na półtora miesiąca przed atakiem w Salisbury, prezentuje coś, co powinno było stać się tezami MI5. Autorka sama stwierdza, że nie posiada najmniejszego dowodu na to, co twierdzi.

Na wniosek przewodniczącej Komisji Spraw Wewnętrznych Izby Gmin Wielkiej Brytanii Yvette Cooper, brytyjska ministerka spraw wewnętrznych Amber Rudd ogłosiła, że MI5 (Military Interior Secret Services – Wojskowe Wewnętrzne Służby Specjalne) zamierza wznowić 14 dochodzeń w sprawie przypadków śmierci, które – według źródeł amerykańskich – zostały zlecone przez Kreml.

Tym samym rząd brytyjski nonilitował teorię profesor Amy Knight. Ta amerykańska sowietolożka opublikowała 22 stycznia 2018 r. bardzo dziwną książkę pt. „Rozkazy zabijania – reżim Putina i morderstwo polityczne”. Autorka, która jest „ekspertem” w sprawach b. KGB, stara się wykazać, że Włodzimierz Putin jest seryjnym mordercą odpowiedzialnym za dziesiątki morderstw politycznych, począwszy od zamachów terrorystycznych w Moskwie w 1999 r. do ataku na maraton w Bostonie w 2013 r., w tym przypadki śmierci Aleksandra Litwinienki w Londynie w 2006 r., czy Borysa Niemcowa w Moskwie w 2015 r. Jednakże, autorka sama przyznaje, że nie posiada absolutnie żadnych dowodów na potwierdzenie swoich zarzutów.

Następnie ruszyli do walki europejscy liberałowie. Były premier Belgii Guy Verhofstadt, który przewodniczy ich grupie w Parlamencie Europejskim, wezwał Unię Europejską do uchwalenia sankcji przeciwko Rosji. Jego odpowiednik stojący na czele brytyjskiej partii liberalnej, sir Vince Cable, zaproponował europejski bojkot mistrzostw świata w piłce nożnej. A Pałac Buckingham ogłosił już, że rodzina królewska odwołała swoją wycieczkę do Rosji.

Państwowy brytyjski Urząd Komunikacji (Office of Communications, Ofcom) ogłosił, że w ramach środków odwetowych może zablokować kanał Russia Today, chociaż RT ani razu nie złamała brytyjskiego prawa.

Rosyjski minister spraw zagranicznych wezwał ambasadora Wielkiej Brytanii w Moskwie, aby poinformować go, że wkrótce zostaną podjęte adekwatne kroki w odpowiedzi na wydalenie dyplomatów rosyjskich z Londynu.

Prezydent Trump ogłosił na Twitterze, że zwolnił swojego sekretarza stanu, z którym nawet się nie skontaktował. Zastąpił go Mike Pompeo, były dyrektor CIA, który poprzedniego dnia wieczorem potwierdził prawdziwość rosyjskich informacji, przekazanych generałowi Dunfordowi. Po przybyciu do Waszyngtonu, Tillerson otrzymał potwierdzenie swojego zwolnienia od szefa personelu Białego Domu Johna Kelly.

200226-4-7-12368

Były dyrektor generalny największej międzynarodowej firmy na świecie – ExxonMobil, uważał się za nietykalnego. Ale, ku swemu wielkiemu zdziwieniu, Rex Tillerson został brutalnie zwolniony przez Donalda Trumpa. Ten pierwszy uważał, że służy anglosaskiemu światu, a drugi – że jest on zdrajcą swojego kraju.

Były sekretarz stanu Rex Tillerson jest produktem teksaskiej klasy średniej. On i jego rodzina działali w ruchu amerykańskich skautów (The Boy Scouts of America), którego był on zwierzchnikiem w l. 2010-2012. Kulturowo zbliżony do Anglii, nie tylko nie zawahał się (gdy był już prezesem mega-wielonarodowego Exxon-Mobil w l. 2006-16) przed prowadzeniem „poprawnej politycznie” kampanii na rzecz przyjmowania młodych gejów do harcerstwa, ale i werbował najemników w Gujanie Brytyjskiej. Jest on, jak mówią, członkiem Pilgrims Society – Towarzystwa Pielgrzymów, czyli najbardziej prestiżowego anglo-amerykańskiego klubu, na którego czele stoi królowa Elżbieta II, a wielu jego członków wchodziło w skład administracji prezydenta Obamy.

W czasie pełnienia funkcji sekretarza stanu dobrze wykształcony Tillerson zapewniał Donaldowi Trumpowi łączność z amerykańskimi wyższymi sferami, traktującymi swego prezydenta jak błazna. Nie zgadzał się on z Trumpem w trzech głównych kwestiach, które pozwalają na określenie ideologii spiskowców:

 podobnie jak Londyn i tzw. głębokie państwo w USA myślał on, że byłoby dobrze diabolizować Rosję w celu skonsolidowania władzy anglosasów w obozie zachodnim;

 podobnie jak Londyn uważał on, że dla zachowania zachodniego kolonializmu na Bliskim Wschodzie należy zaoferować wsparcie prezydentowi Iranu szejkowi Rouhani w walce z najwyższym przywódcą rewolucji islamskiej ajatollahem Chamenei. Dlatego popierał umowę 5+1.

 Podobnie jak amerykańskie tzw. głębokie państwo uważał on, że kurs Korei Północnej wobec Stanów Zjednoczonych musi pozostać tajemnicą i może być wykorzystany do uzasadnienia rozwijania wojsk, co byłoby skierowane w rzeczywistości przeciwko Chińskiej Republice Ludowej. Dlatego opowiadał się za oficjalnymi rozmowami z Phenianem, ale przeciwko spotkaniu szefów dwóch państw.

14 marca 2018 roku

Dopóki Waszyngton był w szoku, Teresa May ponownie wystąpiła przed Izbą Gmin, by rozwinąć swoje oskarżenia, podczas gdy na całym świecie brytyjscy dyplomaci rozmawiali z licznymi organizacjami międzyrządowymi w celu wysyłania odpowiednich komunikatów. Odpowiadając swojej pani premier, poseł Chris Leslie (zwolennik polityki Blaira) nazwał Rosję „państwem zbójeckim” i zażądał jej usunięcia z Rady Bezpieczeństwa ONZ. Teresa May zgodziła się rozważyć tą kwestię, podkreślając jednocześnie, że decyzja w tej sprawie może być podjęta tylko przez Zgromadzenie Ogólne, aby uniknąć rosyjskiego weta.

Na wniosek Zjednoczonego Królestwa Rada Północnoatlantycka NATO (ang. North Atlantic Council, NAC) odbyła posiedzenie w Brukseli. Przedstawiciele 29 państw członkowskich ustalili związek między użyciem broni chemicznej w Syrii i atakiem w Salisbury. Zdecydowali oni, że Rosja „prawdopodobnie” ponosi odpowiedzialność za te dwa wydarzenia.

200226-5-8-a9c45.jpg

Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO i Sara MacIntosh, stała przedstawicielka Wielkiej Brytanii w Radzie Północnoatlantyckiej. Jest ona b. dyrektorem ds. obrony i wywiadu brytyjskiego MSZ, który to urząd przekazała Jonathanowi Allenowi, obecnemu chargé d’affaires w ONZ.

W Nowym Jorku stały przedstawiciel Rosji Wasyl Niebenzja zaproponował członkom Rady Bezpieczeństwa przyjęcie deklaracji potwierdzającej ich wspólną wolę wyjaśnienia ataku w Salisbury i przekazania dochodzenia OPCW w poszanowaniu międzynarodowych procedur. Wielka Brytania odmówiła rozpatrywania jakiegokolwiek tekstu, który nie będzie zawierał stwierdzenia, że Rosja jest „odpowiedzialna” za ten atak.

W trakcie debaty publicznej, która nastąpiła, Wielką Brytanię reprezentował jej chargé d’affaire Jonathan Allen. Jest on agentem MI-6, który stworzył brytyjską służbę propagandy wojskowej i aktywnie wspiera dżihadystów w Syrii. Oświadczył on: „Rosja już ingerowała w sprawy innych krajów, Rosja już naruszyła prawo międzynarodowe na Ukrainie, Rosja gardzi życiem cywilów, o czym świadczy atak rosyjskich najemników na samolot pasażerski [lecący] nad Ukrainą, Rosja broni używania broni chemicznej przez Asada (…) Państwo rosyjskie ponosi odpowiedzialność za to usiłowanie zabójstwa”. Stały przedstawiciel Francji Franciszek Delattre, który przeszedł szkolenie w Departamencie Stanu USA, podkreślił, że jego kraj wystąpił z inicjatywą, aby położyć kres bezkarności tych, którzy używają broni chemicznej. On miał na myśli to, że inicjatywa, początkowo ukierunkowana na Syrię, może być również skierowana przeciwko Rosji.

Ambasador Rosji Wasyl Niebenzja zaznaczył, że sesja Rady Bezpieczeństwa została zwołana na wniosek Londynu, ale na prośbę Moskwy ma ona jawny charakter. Podkreślił, że Wielka Brytania narusza prawo międzynarodowe, rozważając przedmiotową kwestię w Radzie Bezpieczeństwa i nie zezwalając przy tym na dochodzenie OPCW. Zauważył on, że jeżeli Londyn był w stanie zidentyfikować „Nowicjusza”, to dlatego, że posiada tę formułę [chemiczną] i może zrobić swój własny [preparat tego typu]. Zaznaczył, że Rosja jest chętna do współpracy z OPCW z uwzględnieniem międzynarodowych procedur.

15 marca 2018 roku

Wielka Brytania opublikowała wspólną deklarację, która została podpisana w przeddzień wieczorem przez Francję i Niemcy, a także przez Rexa Tillersona, który w tym momencie był jeszcze sekretarzem stanu USA. W tekście powtarzają się podejrzenia Brytyjczyków. Potępiono w nim używanie „czynnika neurotoksycznego wojskowej jakości i rodzaju, opracowanego przez Rosję” i potwierdza się, że „jest bardzo prawdopodobne, że to Rosja ponosi odpowiedzialność za atak”.

The Washington Post” opublikował artykuł redakcyjny Borysa Johnsona, podczas gdy minister finansów USA Steven Mnuchin zarządził nowe sankcje przeciwko Rosji. Są one związane nie z aktualną sprawą, ale z twierdzeniami o rosyjskiej ingerencji w życie społeczne Stanów Zjednoczonych. Tym niemniej, w rozporządzeniu Mnuchina jest mowa o ataku w Salisbury jako dowodzie tajnych metod Rosji.

Brytyjski minister obrony, młody Gavin Williamson, oświadczył, że po wydaleniu dyplomatów Rosja powinna „zamknąć się i odejść” (sic!). Po raz pierwszy od czasu zakończenia II Wojny Światowej przedstawiciel jednego ze stałych członków Rady Bezpieczeństwa użył takiego słownictwa w obecności innego członka Rady. Sergiusz Ławrow skomentował to następująco: „to uroczy młody człowiek. On musi pragnąć zapewnić sobie miejsce w historii dzięki szokującym oświadczeniom (…) Być może brakuje mu wykształcenia”.

200226-6-7-05c50

W całej swojej długiej historii Anglia nigdy nie wahała się kłamać i łamać swoje przysięgi w imię obrony swoich interesów. Oto jak zdobył swój francuski przydomek „perfidny Albion” (łacińska nazwa Anglii).

Wniosek

W ciągu czterech dni Wielka Brytania i jej sojusznicy położyli podwaliny nowego podziału świata – zimnej wojny.

Jednakże, Syria to nie Irak, a ONZ to nie G8, z której to grupy Rosja została wykluczona z powodu jej złączenia się z Krymem i poparcia dla Syrii. Stany Zjednoczone nie zamierzają zniszczyć Damaszku, a Rosja nie będzie wykluczona z Rady Bezpieczeństwa. Po wyjściu z Unii Europejskiej, a następnie po odmowie podpisania chińskiej deklaracji o „jedwabnym szlaku”, Wielka Brytania postanowiła polepszyć swój status poprzez wyeliminowanie konkurenta. Wyobraziła sobie, że dzięki tej brudnej robocie zyska nowy wymiar i stanie się „globalną Wielką Brytanią”, zapowiedzianą przez panią May. Lecz tym, co zrobiła – zniszczyła swój autorytet.

Zob. także:

Exxon-Mobil, Official Supplier of the Empire” , by Arthur Lepic, Voltaire Network, 16 September 2005.

Szefowie MSZ Polski i W. Brytanii o roli Rosji w ataku na Skripala” , PAP, 16 marca 2018.

 

Tłumaczenie
Grzegorz Grabowski

Krzysztof Podgórski: 17 stycznia 1945 – Dzień Wyzwolenia Warszawy przez „żołnierzy zapomnianych”/Historia bez IPN/

1 Armia Wojska Polskiego pod dowództwem gen Stanisława Popławskiego w ramach 1 Frontu Białoruskiego wyzwoliła Warszawę.

W nocy z 16 na 17 stycznia siły główne 1 Armii WP przeprawiły się na zachodni brzeg Wisły na odcinku między Górą Kalwarią a Magnuszewem i o świcie podjęły natarcie na Warszawę.

W nocy z Pragi rozpoczęła natarcie 6 Dywizja Piechoty forsując Wisłę i wyparła Niemców z centrum. Około 10:00 włączyła się do walki w mieście 2 Dywizja Piechoty, która w rejonie Ogrodu Saskiego połączyła się z 6 Dywizją Piechoty. Do 16:00 Warszawa była wolna.

Wieczorem 17 stycznia do miasta dotarły siły główne 1 Armii WP nacierające od zachodu i południa.

Straty 1 Armii WP w opanowaniu Warszawy to 275 poległych, zaginionych i rannych, z tego około 110 zabitych w tym około 60 od min. 
W całej operacji warszawskiej 1 Armia WP straciła 10 537 żołnierzy w tym 3116 zabitych.

Czytaj również :https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

 

 

 

 

Bloger AdNovum o odmiennych postawach elit politycznych Polski (zwłaszcza pisowskich) i Niemiec do USA

Kilka dni temu obiegła świat sensacyjna wiadomość, o tym jak to niemiecka policja na autostradzie A4 koło Budziszyna zatrzymała konwój ciężarówek transportujących z Polski do Niemiec amerykański sprzęt wojskowy.

Sprawa dotyczyła tego, że polska firma transportowa na zlecenie amerykańskiej armii miała przetransportować sześć samobieżnych haubic pancernych M109.

Po przekroczeniu granicy niemieckiej, konwój składający się z sześciu ciężarówek transportujących z Polski do amerykańskiej bazy wycofywany ciężki sprzęt wojskowy, został poddany rutynowej kontroli drogowej przez patrol niemieckiej policji.

Jak się następnie okazało, ciężarówki użyte przez polską firmę były niedostosowane do transportu sprzętu o takiej wadze i gabarytach, jak przewożone na nich amerykańskie haubice samobieżne. Nie dość tego konwój ten nie miał wymaganych dokumentów do transportu i specjalnych zezwoleń na przewóz publicznymi drogami sprzętu wojennego. Po dokładnym zbadaniu sprawy przez niemiecką drogówkę wydało się, że każda z ciężarówek z konwoju była znacznie przeładowana, nawet o 16 ton. Konwojowi temu, nie towarzyszyły również odpowiednio oznakowane pojazdy pilotujące. Ponadto niektórzy z kierowców przekroczyli wymagane normy czasu prowadzenia pojazdu i odpoczynku.

W efekcie policja zabroniła dalszej jazdy konwoju do czasu podstawienia odpowiednich pojazdów transportowych oraz przedłożenia wymaganych zezwoleń. Obecnie konwój ten stoi do tego czasu na parkingu.

Jaki z tego morał?

Otóż, po pierwsze, w ten sposób okazało się w jaki sposób w Polsce przestrzegane jest przez organa władzy państwowej prawo, którego w zasadzie nie ma. Tzn. jest ale w myśl zasady: „prawo, prawem, ale racja musi być po naszej stronie”. Czyli po prostu anarchia wśród funkcjonariuszy władzy.

Po drugie zaś, dowodzi jaki stosunek do polskiego prawa (a raczej bezprawia) ma nasz największy sojusznik, który traktuje nasz kraj jak zwykły Bantustan. Na co zresztą zasługuje stawiając się w pozycji lokaja.

Natomiast po trzecie, okazało się, że sojusznicy w Ameryki, po cichutku, bez zbędnego szumu zaczęli wycofywać swoje zabawki z dzikiego kraju.

A dlaczego zaczęli je wycofywać?

Ano dlatego, bo został odsunięty od władzy ich najbardziej gorliwy lokaj oraz zmieniły się w między czasie ich plany wobec naszego kraju. Czyli Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść.

Inną sprawą jest to, że polska infrastruktura drogowa- zacofana o dziesiątki lat wobec np. niemieckiej- uniemożliwia szybkie i skuteczne przemieszczanie kolumn wojskowych i ciężkiego amerykańskiego uzbrojenia.

To właśnie skutecznie osłabiło ich zapał przeniesienia swoich europejskich sił z Niemiec do Polski.

Zaś incydent ten pokazuje jaki jest stosunek niemieckich władz wobec powrotu w granice Niemiec amerykańskiego sprzętu. Po prostu Niemcy nie chcą nadal być magazynem dla amerykańskiej US-Army i jednocześnie celem pierwszego ataku jądrowego.

Tak więc, ci którzy optowali za tym aby amerykańskich chłopców wraz z ich zabawkami ściągnąć na teren naszego kraju, nie robili nic innego jak tylko działali, przeciwko Polsce, a na korzyść polityki niemieckiej.

Nie twierdzę tu, że wszyscy ci, którzy byli zaangażowani w sprawę ściągnięcia do Polski amerykańskich boys, są niemieckimi agentami (takie wnioski zapewne wyciągnąłby zagorzały tropiciel spisków i różnej maści szpiegów, czyli  Antoni Maciarewicz), ale zapewne wśród nich tacy byli. Zaś pozostali wykazali się totalną głupotą podpuszczeni do tego typu działań.

I to jest właśnie prawdziwa miara elit tego narodu: głupota, zaprzaństwo i prywata, co czyni z nas pośmiewisko cywilizowanego świata.

https://www.sz-online.de/sachsen/polizei-stoppt-panzer-auf-der-a4-3856245.html,

https://pl.wikipedia.org/wiki/M109_SPH.

Cały tekst: https://adnovumteam.wordpress.com/2018/01/13/wojna-domowa-na-ukrainie-13-01-2018r-1051-dzien-od-nowego-rozejmu/