Syria po agresji trzech państw zachodnich: utrata ośrodka badawczego, zwycięstwo we Wschodniej Gucie

Ze strony Strajk.pl  https://strajk.eu/syria-po-agresji-trzech-panstw-zachodnich-utrata-osrodka-badawczego-zwyciestwo-we-wschodniej-gucie/#comment-164241

****************

Gumowe rękawiczki, maski medyczne, szczątki drobnego sprzętu laboratoryjnego widzieli wczoraj zachodni dziennikarze, którzy wraz z mieszkańcami Damaszku poszli wczoraj obejrzeć zburzony przez amerykańską rakietę trzypiętrowy budynek ośrodka badawczego w dzielnicy Barze. Według amerykańskiego generała Kennetha McKenzie, znajdowało się tu „centrum syryjskiego programu broni chemicznych”. Byli pracownicy ośrodka pukają się w głowę.

AFP_c2c44d1e1611d66d6bddf3cda22f34247439229b-300x200

Ruina „syryjskiego centrum broni chemicznych” w Barze. sana

Z ruiny ośrodka nie unoszą się żadne opary, ni gazy, nic, oprócz woni spalenizny. „To było laboratorium, gdzie testowaliśmy produkty chemiczne używane w artykułach spożywczych, lekach i zabawkach dla dzieci. Oprócz tego, produkowaliśmy tu lekarstwa przeciw rakowi i odtrutki przeciw ukąszeniom skorpionów i węży” – mówił Said Said, inżynier zatrudniony w ośrodku.

Ośrodek był wcześniej szczegółowo sprawdzany przez ekspertów Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznych (OZBC), którzy potwierdzili, że nie produkuje się tam żadnych broni chemicznych. Trzy państwa, które zaatakowały wczoraj Syrię, chciały „ukarać” ten kraj, za domniemane użycie toksycznego gazu we Wschodniej Gucie pod Damaszkiem, okupowanej przez Armię Islamu. Jedynie Francja twierdziła, że ma dowody na zaistnienie tego ataku. Wczoraj szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian wyjaśnił, że prezydent Macron miał na myśli filmik i zdjęcia umieszczone na portalach społecznościowych.

Dżihadystowska Armia Islamu, która liczyła na tradycyjną pomoc NATO, nazwała bombardowanie zachodnie „farsą”. Mohammed Alusz, współzałożyciel Armii Islamu ostro skrytykował akcję trzech państw, która „trwała krócej, niż przemówienie Trumpa”. Oprócz zburzenia ośrodka w Barze, państwa NATO próbowały uszkodzić fabryczkę płynu do zmywania naczyń i opuszczone bazy wojskowe. Syryjczykom udało się zestrzelić 70 proc. pocisków wystrzelonych przez Stany Zjednoczone, Francję i Wielką Brytanię.

Wczoraj wojsko syryjskie ogłosiło całkowite opanowanie Wschodniej Guty, okupowanej przez pronatowskich dżihadystów od pięciu lat. Zgodnie z zawartym w końcu porozumieniem bojownicy Armii Islamu zostali przewiezieni na północ kraju, do prowincji Idlib okupowanej przez Al-Kaidę, w zamian za zaprzestanie artyleryjskiego ostrzału Damaszku, który dręczył mieszkańców od miesięcy.

Wyzwolenie Dumy i Wschodniej Guty umożliwi śledztwo ekspertów OZBC, którzy na zaproszenie rządu syryjskiego zbadają, czy doszło tam do jakiegoś ataku chemicznego.

Reklama

Thierry Meyssan: Techniki współczesnej propagandy wojskowej

http://www.voltairenet.org/article191808.html

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 17 MAJA 2016 

************************

Propaganda jest zjawiskiem równie starym, co społeczeństwa ludzkie, ale najsilniej rozwinęła się w epoce wielkich skupisk populacyjnych. Odbywa się według ściśle sprecyzowanych reguł. W niniejszym artykule Thierry Meyssan dokonuje przeglądu dziejów tej nauki kłamania i zasad nią rządzących.

ropaganda jest techniką wojskową i jako taka różni się od podstępu, ponieważ jej zadaniem jest oszukanie własnego obozu, aby zapewnić sobie jego poparcie, podczas gdy celem podstępu – którego antycznym archetypem pozostaje koń trojański – jest wyrządzenie za pomocą oszustwa szkody przeciwnikowi. Jak to często bywa z technikami wojskowymi, propaganda w swojej historii znajdowała zastosowanie także w życiu cywilnym – zarówno w sferze handlu, jak i polityki.

O ile we wczesnych ustrojach monarchicznych i oligarchicznych rządy zadowalały się okazywaniem swojej siły poprzez ceremoniał i budowle publiczne, o tyle ustrojom demokratycznym od chwili ich pojawienia się towarzyszyła propaganda. I tak demokracja ateńska stanowiła podatny grunt dla sofistyki, czyli szkoły filozoficznej, sankcjonującej dowód jakiejkolwiek tezy.

W XVI wieku kupiecka rodzina Medici wymyśliła sposób na napisanie własnej historii na nowo i przypisanie sobie pochodzenia patrycjuszowskiego. W tym celu wykorzystała „mecenat” – zatrudniła największych artystów swojego kraju, aby w swoich dziełach nadali jej kłamstwu kształt.

Później, kiedy Europą targały wojny religijne, papież Grzegorz XV powołał ministerstwo („dikasterion”) na rzecz obrony i rozsiewania wiary katolickiej, którego zadaniem było stawienie oporu postępom protestantyzmu – Kongregację Rozkrzewiania Wiary („Congregatio de Propaganda Fide”), od której pochodzi termin „propaganda”.

Propaganda epoki przemysłowej

Era przemysłowa spowodowała masowy odpływ ludności ze wsi i powstanie wielkich skupisk klasy robotniczej w miastach. Kiedy tylko te „masy” włączyły się do życia politycznego, francuski socjolog Gustave le Bon postanowił poświęcić swoje badania „psychologii tłumu”, czyli zdziecinnieniu jednostki w obrębie większej grupy osób. Tym samym sformułował podstawowe założenie nowoczesnej propagandy: aby jednostka stała się podatna na manipulację, wpierw należy ją utopić w tłumie.

Na początku pierwszej wojny światowej, we wrześniu 1914 r., Brytyjczycy utworzyli potajemnie, w ramach ministerstwa spraw zagranicznych Biuro Propagandy Wojennej („Wellington House”). Idąc za wzorem Medyceuszy, Biuro zatrudniło najwybitniejszych pisarzy epoki – takich jak Arthur Conan Doyle, Herbert George Wells, czy Rudyard Kipling – aby opisywali i przypisywali niemieckiemu wrogowi zbrodnie, które nie miały miejsca; do ilustracji tekstów zatrudniono malarzy. Następnie Wellington House zapewnił sobie współpracę kierownictw głównych czasopism codziennych – The Times, Daily Mail, Daily Express, Daily Chronicle – których zadaniem było powtarzanie tych fałszerstw.

Model ten posłużył prezydentowi Woodrowowi Wilsonowi do powołania w kwietniu 1917 r. Komitetu ds. Informacji Publicznej („Committee on Public Information”). Instytucja ta zasłynęła z zatrudnienia tysięcy lokalnych liderów, którym zleciła zadanie głoszenia dobrej nowiny (tzw. Four Minute Men). Komitet zajął się też aspektem wizualnym propagandy, wydzielając specjalny departament ds. afiszy, którego dziełem jest znany „I Want You!”, jak również inny – odpowiedzialny za produkcję filmów. Przede wszystkim jednak Komitet ds. Informacji Publicznej zastąpił wielkich pisarzy zespołem psychologów i dziennikarzy, skupionych wokół Edwarda Bernaysa (siostrzeńca Sigmunda Freuda) i Waltera Lippmanna, którego zadaniem było wymyślanie co dzień nowych historii – niezwykłych, strasznych i budujących – które następnie rozpowszechniano za pośrednictwem wielkich tytułów prasowych. W ten sposób dokonała się zmiana z orientacji, opartej na autorytecie Artystów, na orientację, której podstawę stanowiły powiastki („storytelling”), produkowane systematycznie, zgodnie z wytyczonymi naukowo zasadami.

O ile jednak Anglosasi mieli w zamiarze tylko zawładnięcie wyobraźnią ludzką i uczynienie poparcia dla wojny modnym, o tyle Niemcy postanowili przeprowadzić eksperyment z aktywnym udziałem adresatów propagandy w wymyślonych historiach, które im opowiadano. Upowszechnili uniformy, które pozwalały jednostce odgrywać jakąś rolę i organizowali z wielkim rozmachem inscenizacje – polityczne i sportowe – których celem było okazywanie woli większości. Nie ma żadnej wątpliwości, że w tym momencie tkwi początek „nowoczesnej propagandy” takiej, jaką ją znamy, czyli rozpowszechnianie przekonań, których nie można krytykować i od których nie można się odżegnać. Jednostka, która w czarnym mundurze uczestniczyła w marszach z pochodniami nie może już odżegnać się od swoich przekonań nazistowskich bez zakwestionowania siebie samej i przemyślenia od nowa zarówno przeszłości, jak i swojej wizji przyszłości. Ponadto Joseph Goebbels wprowadził w Ministerstwie Propagandy codzienne odprawy, na których definiował „elementy językowe” których dziennikarze powinni używać. Nie chodziło już bowiem tylko o przekonanie tłumu, ale o zmianę jego punktów odniesienia. Ponadto Niemcy jako pierwsi opanowali nowe środki komunikacji w postaci radia i kinematografii. Wpraszali się nawet do prywatnych domów, instalując tam telewizję.

Dla Goebbelsa sztuka prowadzenia propagandy była sztuką walki z jednostką. Podkreślał wagę powtarzania, „wbijania do głowy” dla przezwyciężania oporu intelektualnego. Problem ten stawał się tym bardziej istotny, że wprowadzenie telewizji oznaczało przejście z powrotem z przekazu masowego na indywidualny.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej Zgromadzenie Ogólne ONZ, za namową ZSRR i Francji przyjęło serię rezolucji (nry 110 [1], 381 [2] i 819 [3]), zakazujących propagandy i gwarantujących dostęp do informacji sprzecznych. Każde z państw-członków wprowadziło sformułowane w tych rezolucjach zasady do własnego prawodawstwa. Ale Państwo nie może angażować się przeciwko działaniom propagandowym, jeśli samo propagandę uprawia. Nic się więc nie zmieniło.

W okresie zimnej wojny propaganda była jedną z domen, w których rywalizowały ze sobą USA i ZSRR. Wbrew powszechnemu mniemaniu Związek Radziecki wprowadził innowacji niewiele, poza pisaniem historii na nowo. Wymazywali więc ten, lub inny nurt, retuszując oficjalne fotografie i organizując zniknięcia przywódców tych tendencji. Za to Stany Zjednoczone powołały do życia radio, którego odbiorcami byli obywatele strefy radzieckiej (Radio Wolna Europa), oraz kino, którego widzami byli Alianci (Hollywood). Jednocześnie wprowadzili kolejną innowację w postaci trwałych tworów – rzekomo finansowanych prywatnie i o charakterze naukowym – których zadaniem było usprawiedliwianie post factum posunięć politycznych. Chodzi tu o „laboratoria myśli” („think tanks”). Jak sama nazwa wskazuje, ich funkcja nie polega na prowadzeniu badań, formułowaniu wniosków i składania propozycji, jak to czynią akademicy, ale na testowaniu argumentacji w sofistycznym znaczeniu tego słowa.

Co ciekawe, kiedy US Army musiała się mierzyć z powstaniami narodowymi w Państwach Trzeciego Świata, także uciekła się do technik propagandowych dla zastraszenia komunistycznych buntowników i utrzymania u władzy reżimów neokolonialnych. Do tamtej pory wojna psychologiczna sprowadzała się do podkopywania wiary nieprzyjaciela w jego dowódców i przekonania go o nieuchronności porażki. Na Filipinach generał Edward Lansdale zainscenizował pojawienie się w lesie mitycznego potwora, który pożera ludzi. W ten sposób odstraszył ludność miejscową od udzielania pomocy partyzantom, którzy właśnie w puszczy mieli kryjówki.

Propaganda epoki satelitarnej i technologii cyfrowych

W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat doszło do połączenia trzech zjawisk: społeczeństwa spektaklu [4], mediów satelitarnych i technologii cyfrowych.

1 – Społeczeństwo spektaklu

Jako że telewizja jest spektaklem, propaganda zakłada przede wszystkim organizację wydarzeń spektakularnych.

Na przykład w celu zaprezentowania zjednoczenia Kuwejtu i Iraku jako agresji militarnej (1990) Departament Obrony USA zatrudnił kancelarię PR, Hill & Knowlton, która zainscenizowała relację osoby, przedstawiającej się jako pielęgniarka. Osoba ta zeznała, że widziała, jak żołnierze iraccy kradną z oddziału położniczego inkubatory, skazując tym samym na śmierć 312 noworodków, które się w nich znajdowały.

W 1999 r. przekroczony został kolejny próg: NATO zorganizowało olbrzymich rozmiarów wydarzenie, z którego relacja filmowa, opatrzona odpowiednim komentarzem miała zostać rozprowadzona przez agencje prasowe. W trzy dni 290 000 osób albańskojęzycznych przybyło do Macedonii. Obrazy, które wówczas powstały, pozwoliły na utożsamienie anty-terrorystycznych represji władz Jugosławii przeciwko UÇK z planem eksterminacji muzułmanów (operacją „podkowa” – wymysłem niemieckiego ministra obrony Rudolfa Scharpinga) i – tym samym – na usprawiedliwienie wojny w Kosowie.

Rozmach staje się coraz większy: w 2001 r. dwa samoloty wbijają się w bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku, które następnie się zawalają. To zdarzenie otaczają inne – równie niewytłumaczalne: w biurze wiceprezydenta szaleje pożar, w Pentagonie dochodzi do dwóch wybuchów, a w samym Nowym Jorku zawala się jeszcze trzeci budynek. Niespójność narracji wykorzystana zostaje do rozwiania wszelkich wątpliwości, a władze chronią się za stwierdzeniem, że wszystkie sprzeczności można przypisać nagłości sytuacji. Przez kilka dni stacje telewizyjne nieustannie nadają tylko i wyłącznie zapis wideo obu samolotów, uderzających w WTC, aż do wyczerpania siły krytycyzmu u telewidzów. Wciąż w stanie szoku Kongres uchwala permanentny stan wyjątkowy w postaci Patriot Act. Seria wojen może się zacząć.

Manipulacja wtedy osiąga doskonałość, kiedy najpierw każe długo przyjmować coś do wiadomości, następnie przekonuje widzów do swoich racji, a następnie odkrywa przed nimi, że ich oszukała i zmusza do dalszych kroków, choć wiedzą oni już, że uzasadnieniem jest kłamstwo.

Podobnie było w 2003 r., kiedy świat ujrzał Irakijczyków, obalających pomnik Saddama Husajna. Wówczas prezydent George H. W. Bush skomentował to na żywo, że widok jednego z manifestantów, kruszącego postument, przypomina mu podobne obrazy z burzenia Muru Berlińskiego. Przekaz był taki, że upadek prezydenta Saddama Husajna oznacza wyzwolenie. Po oddaleniu kamery uwidocznił się szerszy plan. Okazało się, ze plac, na którym rozgrywała się akcja, był zamknięty przez armię amerykańską, a demonstranci byli tylko nieliczną grupką aktorów. Mimo to dalsze komentarze w mediach brzmiały tak, jakby nic się nie stało [5].

2 – Satelity

W 1989 r. US Army wykorzystała najnowsze satelity telekomunikacyjne do przekształcenia lokalnej stacji telewizyjnej z Atlanty w pierwszą telewizję „informacji ciągłej” na świecie. Chodziło o wykorzystanie przekazu na żywo dla uwiarygodnienia obrazów, których z braku czasu nie można podrobić. W rzeczywistości jednak przekaz na żywo uniemożliwia także analizę tych obrazów i ich weryfikację [6].

CNN przekonała telewidzów, że zamach stanu premiera Zhao Ziyanga w Chinach był krwawym zdławieniem rewolty ludności na placu Tian’anmen [7]. Rozdmuchała „aksamitną rewolucję” w Czechosłowacji, przekonując, iż policja zabiła jednego z demonstrantów. Telewizja relacjonowała też odkrycie zbiorowego grobu w Timișoarze – zwłok wyniesionych z kostnicy, które przedstawiła jako ciała ofiar policji podczas tłumienia manifestacji, lub ofiar tortur – w celu usprawiedliwienia zamachu stanu Iona Iliescu przeciwko rodzinie Ceaușescu. Itd., itp.

Na podobnych zasadach w 2005 r. emirat Kataru przejął kontrolę nad stacją telewizyjną Al-Dżazira [8], która dotąd poświęcona była dialogowi arabsko-izraelskiemu i uczynił z niej mównicę dla Braci Muzułmanów. W 2011 stacja odegrała kluczową rolę w operacji wiosen arabskich, ale wkrótce podzieliła los CNN: po olbrzymim sukcesie, który zawdzięczała świetnej oprawie gorących tematów, straciła gros widowni, kiedy tylko obnażono jej kłamstwa.

Zasady działania nadawców radiowych o przeznaczeniu zagranicznym zostały udoskonalone w Radio Martí, którego audycje nadawała CIA z samolotu AWACS, krążącego wokół Kuby. W 2012 uruchomiono szeroko zakrojoną operację odcięcia syryjskich stacji telewizyjnych od łączy satelitarnych i zastąpienia ich przez programy sfałszowane, których zadaniem było zapowiedzieć upadek rządu i relacjonować ucieczkę jego przedstawicieli. W tym celu wyprodukowano syntetyczną, fotomontażową sekwencję, ukazującą ucieczkę prezydenta Baszszara al-Asada [9]. Ze względu jednak na reakcję Syrii i Rosji operacji zaniechano, chociaż sygnał, pochodzący z bazy NSA w Australii zdążył już zastąpić na ArabSat sygnał telewizji syryjskiej.

3 – Technologie cyfrowe

W tym okresie postęp technologii cyfrowych, zwłaszcza w domenie rozpowszechniania informacji i internetu, sprawił, że na pierwszy plan znów wysunęła się rola jednostki – choć bez rozpędzania tłumu.

W 2007 r. CIA rozesłała po regionach Kenii, zamieszkanych przez plemię Luo, anonimowe SMS-y oskarżające plemię Kikuju o sfałszowanie wyniku wyborów prezydenckich. Wiadomość zaczęła krążyć, doszło do rozruchów, zginęło ponad tysiąc osób, a 300 000 musiało uciekać. W końcu mediację zaoferowały „organizacje pozarządowe”, które narzuciły krajowi władzę Raili Odingi [10].

W tym samym roku CIA przetestowała wiarygodność anonimowych filmów, kręconych za pomocą telefonów komórkowych. Sekwencje te charakteryzuje wąski kąt, który nie pozwala na pokazanie kontekstu, a ich niejasne pochodzenie nie pozwala stwierdzić, gdzie zostały nagrane. Niemniej jednak wideo, pokazujące dokonujących samospalenia mnichów i represje sił wojskowych podczas „szafranowej rewolucji” w Mjanmie zostały powszechnie uznane za autentyczne. Zostały podchwycone przez stacje telewizyjne i obiegły cały świat.

Koalicja kłamstwa

Techniki propagandowe nie są owocem tylko ostatnich lat, ale ich rozwój został przyśpieszony przez powstanie koalicji na rzecz kłamstwa. Do tamtej pory każde Państwo prowadziło własną politykę informacyjną, ale podczas wojny przeciwko Irakowi w 2002 roku wprowadzono koordynację poczynań ministerstw obrony Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Izraela, a następnie także Kataru i Arabii Saudyjskiej. Koalicja ta najpierw usiłowała zmanipulować inspektorów ONZ w Iraku i przekonać ich do istnienia tamże broni masowego rażenia, a kiedy to się nie udało – truciznę kłamstwa przekazała do międzynarodowych mediów [11].

Ta sama koalicja nagrała w 2011 r. film, nakręcony w studio plenerowym w Katarze, pokazujących wjazd rebeliantów na plac Zielony w Trypolisie [od 21. sierpnia 2011 – plac Męczenników – tłum.]. Obraz jako pierwsza nadała brytyjska stacja Sky News. Pozwolił on na przekonanie Libijczyków, że bitwa już skończona, choć dopiero się zaczynała. Dzięki niemu NATO mogło wziąć miasto bez większych strat własnych (strona libijska straciła 40 000 ludzi). Sajf al-Islam al-Kaddafi musiał osobiście udać się na plac i wystąpić przed wiecem swoich zwolenników, aby zadać kłam temu filmowi, rzekomo nakręconemu poprzedniego dnia w tym samym miejscu przez Sky.

Koalicja kłamstwa nabrała wiatru w żagle podczas wojny przeciwko Syrii, w której na początku wzięło udział 120 Państw i 16 podmiotów międzynarodowych – największa koalicja w Historii.

W październiku 2011 NATO zainscenizowało wydarzenia w wiosce-świadectwie Dżabal az-Zuja na północy kraju. Jednego po drugim dziennikarzy zachodnich na miejsce przywoziły służby informacyjne tureckiego premiera. Ujrzeli oni Wolną Armię Syrii, fetowaną przez miejscową ludność. Operacja ugrzęzła, kiedy jeden z obecnych na miejscu dziennikarzy hiszpańskich rozpoznał szefów tej „syryjskiej” Wolnej Armii – przywódców al-Ka’idy w Libii: Abdelhakima Belhadża i Mahdiego al-Haratiego [12], jednak bez względu na to utrwalił się obraz, że naprawdę istnieje duża armia, złożona z dawnych żołnierzy Syryjskiej Republiki Arabskiej, którzy przeszli na druga stronę.

W 2012 r. świat śledził przez miesiąc los rewolucjonistów z Baba Amr [w Hims – tłum.] [13], obleganych i niemiłosiernie ostrzeliwanych przez wojska reżymu. W rzeczywistości dzielnica ta była oblężona, ale nie bombardowano jej, ponieważ 72 żołnierzy armii syryjskiej znalazło się w niej w okrążeniu w jednym z supermarketów. Dżihadyści wysadzali w powietrze domy chrześcijan, żeby ich ruiny przedstawiać jako skutek działań armii rządowej. Na dachach palono opony, żeby powstał gęsty, czarny dym. France24 i Al-Dżazira odpłatnie zatrudniły w tym czasie, w charakterze „dziennikarzy obywatelskich” członków Trybunału Rewolucyjnego. Zwłoki 150 ofiar, które Trybunał ten skazał na śmierć przez poderżnięcie gardła, zostały następnie zaprezentowane telewidzom jako szczątki ofiar bombardowań [14]. Na miejsce przybył modny pisarz francusko-izraelsko-amerykański Jonathan Littell, który potwierdził, że „rewolucja” jest jak najbardziej prawdziwa. W końcu znalazły się i obrazy i świadectwo pisemne „okrucieństw reżymu”.

W 2013 r. Wielka Brytania stworzyła InCoStrat – firmę komunikacyjną na usługi dla ugrupowań dżihadystycznych. Firma ta projektowała logo, produkowała filmy, kręcone za pomocą telefonu komórkowego i wydawała broszury – wszystko dla ok. setki organizacji islamistycznych, co stwarzało wrażenie, że opozycja ludności wobec Republiki się rozrasta. We współpracy z SAS wyreżyserowała wkroczenie na scenę najważniejszej z tych grup – Armii Islamu (Dżajsz al-Islam). Arabia Saudyjska dostarczyła pojazdów opancerzonych, które dostarczono przez granicę jordańską. Na ceremonię promocji rozdano dżihadystom uszyte w Hiszpanii mundury. Wszystko to zostało zainscenizowane i sfilmowane przez zawodowców, żeby sprawić wrażenie armii, zorganizowanej na sposób jednostek regularnych i zdolnej rywalizować z Syryjską Armią Arabską [15]. Widza nachodziła myśl, że faktycznie jest świadkiem wojny domowej, ale na obrazach obecnych było tylko kilkuset statystów, z którzy większość była obcokrajowcami.

Thierry Meyssan

Tłumaczenie
Euzebiusz Budka

[1] « Mesures à prendre contre la propagande en faveur d’une nouvelle guerre et contre ceux qui y incitent », Réseau Voltaire, 3 novembre 1947.

[2] « Condamnation de la propagande contre la paix », Réseau Voltaire, 17 novembre 1950.

[3] « Renforcement de la paix par la suppression des obstacles au libre échange des informations et des idées », Réseau Voltaire, 14 décembre 1954.

[4] Za tytułem pracy „Społeczeństwo spektaklu” francuskiego myśliciela Guy Deborda – tłum.

[5] « La chute de statue de Saddam Hussein », par Jean-Sébastien Farez, Réseau Voltaire, 15 avril 2003.

[6] « L’effet CNN », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 19 mai 2003.

[7] “Tienanmen 20 anni dopo”, Domenico Losurdo, Rete Voltaire, 9 giugno 2009.

[8] « Wadah Khanfar, Al-Jazeera et le triomphe de la propagande télévisuelle », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 23 septembre 2011.

[9] « L’OTAN prépare une vaste opération d’intoxication », par Thierry Meyssan, Komsomolskaïa Pravda (Russie), Réseau Voltaire, 10 juin 2012.

[10] « Le dessous du prix Nobel de la paix 2009 », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 13 octobre 2009.

[11] « Un réseau militaire d’intoxication », Réseau Voltaire, 8 décembre 2003.

[12] «Islamistas libios se desplazan a Siria para „ayudar” a la revolución», por Daniel Iriarte, ABC (España), Red Voltaire , 19 de diciembre de 2011.

[13] « Les journalistes-combattants de Baba Amr », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 3 mars 2012.

[14] “The Burial Brigade of Homs: An Executioner for Syria’s Rebels Tells His Story”, Ulrike Putz, Der Spiegel, March 29th, 2012.

[15] « Comment le Royaume-Uni met en scène les jihadistes », Réseau Voltaire, 13 mai 2016.

 

Thierry Meyssan: Dlaczego Francja chce obalenia Arabskiej Republiki Syrii ?

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 14 PAŹDZIERNIKA 2015
http://www.voltairenet.org/article189029.html

**************

Thierry Meyssan powraca do historii francuskiego podboju kolonialnego Syrii i porównuje ją z poczynaniami prezydenta Sarkozy’ego i Hollande’a, udowadniając, że wolą niektórych obecnych przywódców Francji jest rekolonizacja tego kraju. Jest to postawa tyleż anachroniczna, co przestępcza i sprawia, że Francja staje się na świecie krajem coraz bardziej znienawidzonym.

Francja jest dziś główną siłą, nawołującą do obalenia Arabskiej Republiki Syrii. Podczas gdy Biały Dom i Kreml prowadzą potajemnie rokowania, których celem jest pozbycie się dżihadystów, Paryż nadal oskarża „reżim Baszara” (sic!) o stworzenie Daeszu i deklaruje, że po eliminacji Państwa Islamskiego należy obalić „alawicką dyktaturę” (tu znów: sic!). W wypowiedziach tych Francję otwarcie wspiera Turcja i Arabia Saudyjska, a po cichu – także Izrael.

Jak wytłumaczyć taką skazaną – wydawałoby się – na porażkę postawę, skoro Francja nie ma w tej krucjacie żadnego interesu ani gospodarczego, ani politycznego; skoro Stany Zjednoczone zaprzestały szkolenia bojowników przeciwko Republice, a Rosja właśnie spopiela kolejne ugrupowania dżihadystów?

Większość komentatorów słusznie podkreśla osobiste powiązania zarówno prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego z Katarem, sponsorem Braci Muzułmanów, jak i prezydenta François Hollande’a – także z Katarem, a następnie również z Arabią Saudyjską. Obaj korzystali z nielegalnego fundowania swoich kampanii prezydenckich przez te państwa. Ponadto Arabia Saudyjska jest właścicielem niemałej części udziałów w CAC 40, co oznacza, że nagłe jej wycofanie się równałoby się ciężkimi stratami dla gospodarki Francji.

Chciałbym omówić tu jeszcze jedną hipotezę, która mogłaby tłumaczyć tę postawę: interes kolonialny niektórych przywódców Francji. Aby to zrozumieć, trzeba jednak zajrzeć do przeszłości.

Umowa Sykes-Picot

Podczas pierwszej wojny światowej imperia: brytyjskie, francuskie i rosyjskie potajemnie porozumiały się w sprawie podziału kolonii imperiów: austro-węgierskiego, niemieckiego i osmańskiego, kiedy już dojdzie do ich pokonania. Pod koniec tajnych rokowań na Downing Street doradca brytyjskiego Ministra Wojny i zarazem przełożony „Lawrence’a z Arabii”, sir Mark Sykes, oraz wysłannik specjalny Quai d’Orsay, François Georges-Picot postanowili podzielić między siebie turecką prowincję Wielkiej Syrii i poinformowali o tym cara.

Brytyjczycy, których interesy miały głównie charakter ekonomiczny, przywłaszczyli sobie znane wówczas pola naftowe oraz Palestynę jako kolonię, którą zamierzali zasiedlić ludnością żydowską. Ich terytorium rozciągało się od dzisiejszego Państwa palestyńskiego i Izraela, poprzez Jordanię i Irak po Kuwejt. Paryż, który był podzielony na zwolenników i przeciwników kolonizacji, przyjął model ekspansji zarówno gospodarczej, jak i kulturowej i politycznej; przywłaszczył więc sobie tereny Libanu i Syrii Mniejszej (obecnej), których połowę mieszkańców stanowili wówczas chrześcijanie, których „protektorem” Francja postrzegała się od czasów Franciszka I. W końcu miejscom świętym Jerozolimy i Akki miano nadać charakter międzynarodowy. W rzeczywistości jednak nie wprowadzono w życie wszystkich ustaleń z powodu sprzeczności w polityce brytyjskiej, a przede wszystkim ze względu na ich ambicję utworzenia Państwa Żydowskiego jako bazy do dalszej ekspansji kolonialnej.

Nigdy umowa ta nie była przedmiotem publicznej debaty w „demokracji” brytyjskiej i francuskiej, zszokowałaby bowiem narody Wielkiej Brytanii, a naród francuski by ją odrzucił. Szczegółowe jej zapisy ujawnili bolszewicy, którzy odkryli ją w archiwach caratu. Wywołali tym wściekłość Arabów, choć Brytyjczycy i Francuzi nie zareagowali.

Francuska idea kolonialna

Historia kolonializmu francuskiego rozpoczyna się za panowania Karola X wraz z krwawym podbojem Algierii. W inwazji tej chodziło głównie o monarszy prestiż. Francuzi nigdy jej nie zaakceptowali i wyraziło się to m.in. w rewolucji lipcowej 1830r.

Jednak ideologia kolonialna rozkwitła we Francji dopiero po upadku Drugiego Cesarstwa i utracie Alzacji i Lotaryngii. Wobec niemożności odzyskania ziem utraconych na rzecz Rzeszy Niemieckiej, dwóch ludzi lewicy – Léon Gambetta i Jules Ferry – zaproponowało wyruszenie na podbój nowych terytoriów w Afryce i Azji, czym przyciągnęli do siebie interesy gospodarcze prawicy, już eksploatującej Algierię.

Jako że odwrócenie uwagi od własnej niemocy odzyskania utraconych ziem nie jest motywem chwalebnym, przyjaciele Gambetty i Ferry’ego wymyślili coś, co mogłoby naród zmobilizować. Nie miało więc chodzić o zaspokojenie chciwości ekspansjonistycznej i gospodarczej, ale o „oswobodzenie ludów uciśnionych” (sic!) i „emancypację” kultur „niższych” (znów sic!). A to brzmi już o wiele bardziej godnie.

W Zgromadzeniu Narodowym i Senacie zwolennicy kolonizacji stworzyli lobby, które miało bronić ich zachcianek – „partię kolonialną”. Nazwa „partia” jest tu myląca, nie chodzi bowiem o formację polityczną, ale o nurt myślowy o charakterze ponadpartyjnym, który zjednoczył ponad stu parlamentarzystów z prawa i lewa. Zaliczali się do niej i potężni ludzie interesu (biznesmeni) i wojskowi i geografowie, a także wysoko postawieni urzędnicy – tacy jak François Georges-Picot. O ile jednak przed pierwszą wojną światową liczba Francuzów zainteresowanych koloniami była znikoma, o tyle w okresie międzywojennym – czyli już po odzyskaniu Alzacji i Lotaryngii – znacząco wzrosła. Partia kolonialna, która wówczas stała się już stronnictwem ślepego kapitalizmu, umajonego hasłami praw człowieka, dokładała wszelkich starań, żeby do swoich racji przekonać ludność Francji – efektem była sławetna Wystawa Kolonialna 1931r., a apogeum – zwycięstwo wyborcze Frontu Ludowego Léona Bluma w 1936r.

Kolonizacja Syrii Mniejszej

Wraz z zakończeniem Wojny i upadkiem imperium osmańskiego, Husajn ibn Ali, szarif Mekki i Medyny ogłosił niepodległość Arabów. W myśl uzgodnień z „Lawrence’em z Arabii”, przyjął tytuł „króla Arabów”, ale został przywołany do porządku przez „perfidny Albion”.

Także w 1918r. jego syn Fajsal ogłosił utworzenie arabskiego rządu tymczasowego w Damaszku w czasie, gdy Brytyjczycy zajmowali Palestynę, a Francuzi – wybrzeże Morza Śródziemnego. Arabowie próbowali tym samym stworzyć Państwo zjednoczone, wielowyznaniowe, demokratyczne i niezawisłe.

Prezydent USA Woodrow Wilson sprzymierzył swój kraj ze Zjednoczonym Królestwem wokół wspólnego projektu Państwa żydowskiego, ale sprzeciwiał się kolonizacji reszty regionu. Jeszcze przed końcem konferencji wersalskiej, podczas konferencji w San Remo Francja zapewniła sobie mandat Rady Najwyższej Ententy do zarządzania swoją strefą wpływów. Kolonizacja zyskała tym samym alibi prawne: Lewantyńczykom należało pomóc w zorganizowaniu się po upadku Imperium Osmańskiego.

Pierwsze demokratyczne wybory w Syrii odbywają się pod auspicjami arabskiego rządu tymczasowego. Większość w Syryjskim Kongresie Powszechnym zdobywają kacykowie bez wyraźnej afiliacji politycznej, ale Kongres zostaje zdominowany przez mniejszość nacjonalistyczną i przyjmuje konstytucję monarchistyczną, według której parlament będzie dwuizbowy. Po ogłoszeniu francuskiego mandatu dochodzi do powstania narodowego przeciwko emirowi Fajsalowi, który zdecydował się na współpracę z Francuzami i wspierającymi go maronitami z Libanu. Paryż przysyła wojsko pod dowództwem członka „partii kolonialnej”, generała Gouraud. Nacjonaliści syryjscy stają przeciwko niemu w bitwie pod Majsalun i ponoszą klęskę. Kolonizacja zaczyna się.

Najpierw generał Gouraud oddziela Liban, gdzie cieszy się poparciem maronitów, od reszty Syrii, którą stara się rządzić, wykorzystując podziały religijne. Stolica „Syrii” zostaje przeniesiona do Hims – małego miasta sunnickiego – po czym wraca do Damaszku, ale władza kolonialna pozostaje skoncentrowana w Libanie, w Bejrucie. W 1932r. kolonia otrzymuje własną flagę, złożoną z trzech poziomych pasów, przedstawiających trzy dynastie: zielony – Fatymidów, biały – Umajjadów, a czerwony – Abbasydów; pierwszy jest symbolem muzułmanów szyickich, a dwa kolejne – sunnickich. Trzy czerwone gwiazdki przedstawiają trzy mniejszości: chrześcijańską, druzyjską i alawicką.

Francja chce z Libanu uczynić Państwo maronickie, ponieważ chrześcijanie maroniccy uznają zwierzchnictwo papieża, a z Syrii – Państwo muzułmanów. Nie ustaje w zwalczaniu chrześcijan w Syrii Mniejszej, ponieważ są oni w większości wyznania prawosławnego.

W 1936r. we Francji do władzy dochodzi lewica w postaci Frontu Ludowego. Nowy rząd przystaje na rokowania z nacjonalistami arabskimi i obiecuje im niepodległość. Podsekretarzowi Stanu do spraw Magrebu i Mandatów na Bliskim Wschodzie, Pierre’owi Viénotowi udaje się wynegocjować uzyskanie niepodległości przez Liban i Syrię (co nie udało mu się wcześniej w przypadku Tunezji). Traktat zostaje jednogłośnie ratyfikowany przez parlament syryjski, ale Léon Blum – członek „partii kolonialnej” – nigdy nie przedstawi go Senatowi Francji.

W tym samym okresie rząd Frontu Ludowego postanawia oderwać Antiochię Syryjską od Syrii Mniejszej i proponuje przyłączenie miasta do Turcji, do czego ostatecznie dochodzi w 1939r. W ten sposób Léon Blum chce się pozbyć problemu chrześcijan prawosławnych, których zwierzchnikiem jest tytularny patriarcha Antiochii i których Turcy obejmą odpowiednimi represjami.

W końcu jednak kolonizacji kładzie kres podział Francji podczas drugiej wojny światowej. Rząd de iure Philippe’a Pétaina usiłuje utrzymać mandat, podczas gdy prawowity rząd Charles’a de Gaulle’a w 1941r. ogłasza niepodległość i Libanu i Syrii.

Wraz z końcem wojny rząd tymczasowy Republiki wprowadza w życie program Rady Narodowej Francuskiego Ruchu Oporu. Tymczasem „partia kolonialna” nadal sprzeciwia się niepodległości ludów skolonizowanych. 8. maja 1945 objawia się to rzezią w Satifie w Algierii na rozkaz generała Raymonda Duvala, 29. maja dochodzi do masakry w Damaszku na polecenie generała Fernanda Olive’a. Przez dwa dni lotnictwo francuskie bombarduje miasto, niszcząc przy tym znaczną część zabytkowego suku. Bomby uszkadzają również salę posiedzeń Kongresu.

Ambicje kolonialne Francji w Syrii od roku 2011

Na uroczystości 14. lipca 2008 na Polach Elizejskich, podczas których świętować miał swoje postępy w demokratyzacji, prezydent Nicolas Sarkozy zaprosił swojego syryjskiego odpowiednika Baszszara al-Asada. W latach 2009-10 wynegocjował ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią program przekształceń państwowych na „rozszerzonym Bliskim Wschodzie”. Sekretarz stanu Hillary Clinton przekonała go do reanimacji kolonialnego projektu francusko-brytyjskiego pod przewodnictwem USA, co miało być ucieleśnieniem teorii „kierownictwa z tyłu”.

  1. listopada 2010 – czyli jeszcze przed „wiosną arabską” – Francja i Zjednoczone Królestwo podpisały serię dokumentów, znanych jako Traktat Lancaster House. O ile jednak ta ich część, która została zaprezentowana publicznie, zawiera jedynie deklarację współpracy w zakresie korpusów ekspedycyjnych (czyli wojsk kolonialnych), o tyle część nieujawniona zakłada atak na Libię i Syrię 21. marca 2011r. Wiadomo, że Francja przypuściła atak na Libię dwa dni przed tym terminem, czym rozgniewała Wielką Brytanię, która poczuła się oszukana przez sojusznika. Do napaści na Syrię nigdy nie doszło, ponieważ głównodowodzący – Stany Zjednoczone – zmienił zdanie.

Traktat Lancaster House został ze strony francuskiej wynegocjowany przez Alaina Juppé i generała Benoîta Pugę – zagorzałego zwolennika kolonizacji.

  1. lipca 2011r. Francja utworzyła Wolną Armie Syrii (tzw. „umiarkowanych”). Wbrew oficjalnym komunikatom, płynącym z otoczenia szefa WAS, pułkownika Rijada al-Asada, pierwszymi jej żołnierzami nie byli Syryjczycy, a Libijczycy – członkowie al-Ka’idy. Sam Rijad al-Asad jest tylko listkiem figowym, który ma Armii nadać połysku syryjskości. Został wybrany ze względu na homonimię nazwiska z prezydentem Baszszarem al-Asadem, z którym nie łączą go żadne więzy pokrewieństwa. Tymczasem prasa atlantystowska ignoruje fakt, że oba nazwiska po arabsku zapisuje się zupełnie inaczej i upatruje w pułkowniku oznakę „pierwszego rozłamu w łonie reżimu”.

Wolna Armia Syrii (WAS) została obsadzona oficerami Legii Cudzoziemskiej, których odłączono od jednostek macierzystych i postawiono do dyspozycji Pałacu Elizejskiego i generała Benoîta Pugi – prywatnego szefa Sztabu Generalnego prezydenta Sarkozy’ego. Jako barwy WAS otrzymała sztandar Mandatu Syrii i Libanu.

Obecnie Wolna Armia Syrii nie jest już amią stałą, ale jej markę wykorzystuje się wciąż w operacjach, wymyślanych w Pałacu Elizejskim, a wykonywanych przez najemników z innych grup zbrojnych. Francja nadal rozróżnia dżihadystów „umiarkowanych” od tych innych, czyli „ekstremistów”, tymczasem między obiema tymi kategoriami nie istnieją już żadne różnice – ani jeśli chodzi o skład osobowy, ani jeśli chodzi o zachowanie. To WAS jako pierwsza wprowadziła egzekucje homoseksualistów poprzez zrzucanie ich z dachów wysokościowców; to także WAS rozpowszechniła relację filmową z kanibalistycznej uczty jednego ze swoich przywódców na sercu i wątrobie jednego z żołnierzy syryjskich. Jedyną różnicą jest flaga: z jednej strony kolonizacji francuskiej, z drugiej – dżihadu.

Na początku 2012r. Legia Cudzoziemska eskortuje 3 tys. bojowników WAS do Hims – dawnej francuskiej stolicy kolonialnej – celem ustanowienia tamże „stolicy rewolucji”. Korpus ten okopuje się w nowo wybudowanej dzielnicy Baba Amr i ogłasza powstanie Emiratu islamskiego. Trybunał rewolucyjny skazuje ponad 150. pozostałych w dzielnicy mieszkańców na śmierć poprzez publiczne poderżnięcie gardła. WAS wytrzymuje oblężenie przez miesiąc – dzięki stanowiskom ogniowym przeciwpancernych pocisków rakietowych Milan, dostarczonych jej przez Francję.

Kiedy w lipcu 2012r. prezydent François Hollande wznowił wojnę przeciwko Syrii, ustanowił precedens w historii Francji, zatrzymując na stanowisku zaufanego Szefa Sztabu swojego poprzednika, czyli Benoîta Pugę. Od Nicolasa Sarkozy’ego przejął też retorykę i gestykulację kolonialną, zgodnie z którymi rozgłasza, że Republika Arabska Syrii jest „krwawą dyktaturą” (trzeba więc „oswobodzić uciśniony naród”) i że władza w niej została przywłaszczona przez alawicką mniejszość (trzeba więc „emancypować” Syryjczyków względem tej paskudnej sekty). Wprowadza syryjskim uchodźcom w Europie zakaz udziału w wyborach, które mają miejsce w ich kraju i zarządza za nich, że odtąd Syryjska Rada Narodowa – ciało niewybrane – jest ich prawowitym przedstawicielem. Jego minister spraw zagranicznych, Laurent Fabius oświadcza, że demokratycznie wybrany prezydent, Baszszar al-Asad „nie jest godzien chodzenia po Ziemi”.

Deklaracje Valéry’ego Giscarda d’Etaing

  1. września bieżącego roku były prezydent Francji, Valéry Giscard d’Estaing udzielił całostronicowego wywiadu dziennikowi Le Parisien/Aujourd’hui en France w sprawie uchodźców oraz rosyjskiej interwencji przeciwko terrorystom w Syrii, w którym stwierdził: „Zastanawiam się nad możliwością utworzenia w Syrii terytorium mandatowego ONZ na okres pięciu lat.”

Od początku swojego istnienia ONZ nie udzieliła żadnego „mandatu”. To proste słowo przywołuje wszystkie okropności kolonializmu. Nigdy też żaden francuski przywódca nie odwoływał się publicznie tak otwarcie do francuskich ambicji kolonialnych od czasu odzyskania niepodległości przez Algierię 53 lata temu.

Warto też wspomnieć, że Geneviève – siostra François Georgesa-Picota (tego od umowy Sykes-Picot), wyszła za mąż za senatora Jacquesa Bardoux, członka „partii kolonialnej”. Ich córka, May Bardoux, wyszła z kolei za mąż za prezydenta Towarzystwa Finansowego Francuskiego i Kolonialnego, Edmonda Giscarda d’Estaing – ojca byłego prezydenta Francji.

Rozwiązanie problemu syryjskiego, proponowane przez ciotecznego wnuka człowieka, który wytargował z Brytyjczykami francuski mandat w Syrii, polega więc na rekolonizacji tego kraju.

Tłumaczenie 
Euzebiusz Budka