Radosław Czarnecki:PREZYDENTKA ESTONII W MOSKWIE

Politykę wszystkich mocarstw określa 
ich położenie geograficzne. 
Napoleon BONAPARTE

W dn. 18.04.2019 r. w Moskwie została otwarta po gruntownym remoncie ambasada Estonii. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie dwa fakty związane z tą datą. Otóż wyremontowana i będąca „jak nowa” ambasada tego nad-bałtyckiego kraju i jednocześnie poradzieckiej republiki mieścić się będzie w historycznym budynku ambasady estońskiej, jaką otwarto w roku 1921 zaraz po powstaniu pierwszego w historii państwa estońskiego. Dla tego malutkiego narodu – zdominowanego przez wieki a to przez Szwedów, a to przez Rosję – takie symbole mają ogromne znaczenie tożsamościowe. Choć często graniczy to z przesadą i infantylizmem.

Drugim elementem, ważniejszym i mającym określony, dyplomatyczny i polityczny ciężar gatunkowy, jaki będzie miał wtedy miejsce w stolicy Rosji, jest wizyta prezydentki Estonii Kerstin Kaljuaid oraz jej spotkanie z prezydentem Władimirem Putinem. Ten fakt z kolei jest o tyle symbolicznym , iż ostatnie spotkanie przywódców obu krajów miało miejsce w 2011 r. kiedy to ówczesny prezydent Tooma Ilves spotkał się z Putinem w Petersburg. 

Stosunki Estonii i Rosji – zresztą jak ze wszystkimi republikami nadbałtyckimi – są napięte i nie wolne od wzajemnych uszczypliwości czy nawet wrogości. Z jednej strony we wszystkich tych krajach chodzi o prawa mniejszości mówiącej językiem rosyjskim i często przyznającej się do kultury rosyjskiej i do tzw. „ruskiego mira” (pozostałość po ZSRR), a z drugiej są to zaszłości i konsekwencje historii: w czasach ZSRR tzw. Pribałtyka wchodziła w skład Związku Radzieckiego. W przypadku Estonii chodzi jeszcze także o terytorialny spór. Nieuregulowaną kwestią we wzajemnych stosunkach pozostaje sprawa traktatu granicznego podpisanego po wielu latach negocjacji w 2014 r. Traktat ten, który wyznacza także wschodnią granicę UE i NATO, dotychczas nie został ratyfikowany. Jedną z przyczyn był zapis w preambule, w której jest odwołanie do pokoju w Tartu z 1920 r., na mocy którego proklamowana w 1918 r. Republika Estońska miała większe terytorium. W ostatnim czasie ze strony rosyjskiej płynął również przekaz, że traktat nie będzie przyjęty „tak długo, jak Estonia nie zmieni swojego zachowania w stosunku do Rosji”. Jeszcze w grudniu 2018 r. rosyjski ambasador w Tallinie Aleksandr Pietrow mówił o obecnych stosunkach estońsko-rosyjskich (analogicznie jak o relacjach ze wszystkimi krajami UE, a przede wszystkim z członkami NATO, i Rosji), iż „nie należą do najlepszych”.

Zamieszanie wokół otwarcia ambasady estońskiej w Moskwie i chęć dokonania tego aktu przez Kaljuaid zaowocowało wymianą not z rosyjskim MSZ-tem, gdyż pobyt prezydentki Estonii w Moskwie i nie spotkanie się z gospodarzem Kremla w dyplomatycznym wymiarze miałby wymiar sporego faux pas. Koniec końcem ze strony Estonii nadeszła prośba o spotkanie z Putinem, co Kreml ustami rzecznika prezydenta Rosji w marcu oficjalnie ogłosił.
Decyzja Kaljuaid spotyka się z różnymi opiniami i ocenami, zwłaszcza w poradzieckich państwach bałtyckich: Litwie i Łotwie. Prezydentka Estonii co prawda zapowiedziała, iż w czasie wizyty na Kremlu poruszy sprawy konfliktów Rosji z Ukrainą i Gruzją (które są wynikiem ingerencji Moskwy w wewnętrzne sprawy Tbilisi i Kijowa) ale zastrzeżenia oraz krytyka ze strony poradzieckich sąsiadów Tallina pokazują, iż Estonia wybrała kurs na indywidualną – a nie wspólną – próbę uregulowania stosunków z Rosją. Najlepiej ten klimat zdystansowania i lekko zawoalowanej krytyki działań Estonii oddają wypowiedzi litewskich polityków w debacie przed euro-wyborami i wyborami prezydenckimi na Litwie planowanymi na maj br. Zarówno premier Saulius Skvernilis jak opozycyjni politycy (Ingrid Simonyte i Gintas Nauseda) podczas jednej z debat poddawali pod wątpliwość ewentualne efekty tej wizyty. Simonyte w ogóle mówi, iż nie widzi – jako kandydatka na urząd prezydenta Litwy – tematów o których Wilno (i poradzieckie republiki nadbałtyckie) mogłyby rozmawiać z Rosją. 

Obecna prezydentka Estonii jeszcze nie tak dawno mówiła, iż sama obecność języka rosyjskiego w Estonii w takiej skali jak to ma aktualnie miejsce jest zagrożeniem dla bytu i kultury estońskiej. Dziś jak widać – i słychać z medialnych przekazów – wyraźnie osłabiła swój sąd w tej mierze nie podnosząc go w jakikolwiek sposób w rozmowach na Kremlu. 
Kerstin Kaljuaid, prezydentka Estonii od 2016 roku, dwukrotnie żonata i matka czwórki dzieci, ekonomistka i dziennikarka (prowadziła w latach 2002-04 popularny program publicystyczny w Kuku Raadio), przedstawicielka Estonii w Europejskim Trybunale Obrachunkowym (2004-2016), uważana jest za klasyczną liberałkę (wcześniej nawet jako neo-liberałkę). Rozmowy z osobami, które znały ją z czasów pracy w Luksemburgu dają obraz osoby raczej skrytej, introwertycznej, Mało emocjonalnej. Zwracano mi też uwagę, że z biegiem lat można było u niej obserwować ewolucję poglądów w stronę zachodnio-europejskiej socjaldemokracji. 

Estonia przeżywa kłopoty gospodarcze, demograficzne, społeczne mimo efektywnych opinii tzw. niezależnych ekspertów „od wszystkiego” na jej temat. Kraj funkcjonuje głównie w oparciu o dotacje z Brukseli, rolnictwo – będące siłą w czasach radzieckich – praktycznie zostało spacyfikowane przez żywność z Zachodu. Podobnie ma się sprawa z przemysłem, zwłaszcza spożywczym (ale ten problem dotyczył wszystkich krajów dawnego RWPG które znalazły się w UE). W Estonii zwłaszcza to problemy związane z rybołówstwem i przetwórstwem z tym związanym: w czasach radzieckich ta republika produkowała znakomite wyroby rybne w wielkich ilościach. Dziś estońscy rybacy przegrali z kretesem konkurencję z zachodnimi kolegami na rynku unijnym. Poza tym Estonię tak jak i inne kraje tzw. Pribałtki dotyka potężna emigracja zarobkowa uszczuplająca populację kraju (tym samym rośnie procentowy udział rosyjskojęzycznej ludności – w Estonii to ok. 28 %: Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini). Po wybudowaniu przez Rosję portu w Ust-Łudze, najnowocześniejszego i największego pod względem przeładunków portu na Bałtyku (koszty przekroczyły 2,5 mld dolarów), będącego także końcem ropociągu BTS-2 Tallin (ale i inne poradzieckie porty nadbałtyckie) doznał potężnego uszczerbku z racji spadku przeładunków. Uszczupla to poważnie budżety tych krajów. Transport kolejowy z Azji to głównie kontenery wiezione przez Syberię i europejską część Rosji skierowany został aktualnie do Ust-Ługi. Kłopoty budżetów krajów nadbałtyckich wiążą się też z kontr-sankcjami jakie Rosja nakłada w ramach retorsji na kraje Unii Europejskiej. Transport towarów z Rosji przez Łotwę i Estonię niemalże zamarł.

I jak słusznie sądzili eksperci nie tylko w Moskwie o tych właśnie problemach chciała (i rozmawiała – lakoniczny komunikat z rozmów na Kremlu tego nie potwierdza) Kerstin Kaljuaid rozmawiać z Władimirem Putinem. Poza tym – jak sądzą inni komentatorzy – jest to sondowanie możliwości nowego otwarcia w kierunku normalizacji stosunków z Rosją przez kraje spoza tzw. „starej Unii” (zwłaszcza te które były w orbicie wpływów Związku Radzieckiego do chwili jego rozwiązania). Dotyczy to zwłaszcza Niemiec, Francji i Włoch które na tym polu „jedno mówią a drugie robią”. O tym najlepiej świadczy, iż w dn. 18.042019 roku Władimir Putin przyjął na Kremlu kilkudziesięciu przedstawicieli największych firm i korporacji francuskich z Totalem, Renault i Credit Agricole na czele zainteresowanych inwestycjami w Rosji. Estonii przyświecać mogą więc głównie wspomniane sprawy gospodarcze i społeczeno-kulturowe. Polityka, mimo różnic w interesach i interpretacji różnorakich zjawisk opiera się na dialogu i dyplomacji. Nie na dąsach, pobrzękiwaniach szabelką, polityce historycznej w „polskim wydaniu” (nie tylko pisowskim) itp. infantylnych zachowaniach. 
Wypada z wielkim zainteresowaniem śledzić przebieg i efekty wizyty Prezydentki Estonii w Moskwie. Może to zapowiadać odwilż w relacjach Wschodu i Zachodu Europy.

Reklama

Thierry Meyssan: Kampania NATO przeciwko wolności słowa

Zródło : “Kampania NATO przeciwko wolności słowa”, Thierry Meyssan, Tłumaczenie Bogusław Jeznach, Grzegorz Grabowski, Sieć Voltaire, 14 grudnia 2018  www.voltairenet.org/article204363.html

Pierwsza publikacja: grudzień 2016

*******************************

To długa historia, która rozciąga się na przestrzeni piętnastu lat. Najpierw NATO próbowało uciszyć tych obywateli, którzy starali się odkryć prawdę o atakach z 11 września 2001. Potem zwróciło się przeciwko tym, którzy kwestionowali oficjalną wersję „arabskiej wiosny” i wojny przeciwko Syrii. Jedno prowadzi do drugiego, więc następnie zaatakowano tych, którzy potępili zamach stanu na Ukrainie. A teraz NATO stoi za oskarżeniami wysuniętymi przez „organizację pozarządową”, jakoby ludzie, którzy agitowali za Donaldem Trumpem byli rosyjskimi agentami.

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 14 GRUDNIA 2018 

 

1_-_1_1_-318-64a55-2-838ad

Logo Centrum Komunikacji Strategicznej NATO

Po atakach z 11 września 2001 roku nastąpił permanentny stan wyjątkowy i seria wojen. Tak jak wtedy napisałem, teoria, że były one kierowane przez grupę dżihadystów z jaskini w Afganistanie nie wytrzymuje rzeczowej analizy. Wręcz przeciwnie, prowadzi ona do wniosku, że atak został zorganizowany przez frakcję [amerykańskiego] kompleksu wojskowo-przemysłowego.

Jeśli ta analiza była poprawna, to dalszy przebieg zdarzeń mógł prowadzić jedynie do represji w Stanach Zjednoczonych i w państwach z nimi sprzymierzonych.

W piętnaście lat później ta rana, którą wtedy otworzono jeszcze się nie zasklepiła, a wręcz przeciwnie – biorąc pod uwagę wydarzenia, które [w międzyczasie] nastąpiły. Do ustawy o walce z terroryzmem (Patriot Act) i wojen naftowych doszła „arabska wiosna”. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych w swej większości nie tylko nie wierzą już w to, co rząd opowiada im o 9/11, ale głosując na Donalda Trumpa wyrazili wolę odrzucenia systemu [wprowadzonego] po 9/11.

Tak się złożyło, że otworzyłem światową debatę na temat 9/11, byłem też członkiem ostatniego rządu libijskiej Dżamahirii, a teraz relacjonuję wojnę przeciwko Syrii, znajdując się na miejscu wydarzeń. Początkowo administracja USA myślała, że zdoła ugasić pożar poprzez oskarżanie mnie o pisanie kontrowersyjnych treści dla pieniędzy i uderzając mnie tam, gdzie – jak myśleli – zaboli mnie najbardziej, czyli po moim portfelu. A jednak moje myśli nigdy nie przestały się rozprzestrzeniać. Gdy w październiku 2004 roku sto amerykańskich osobistości podpisało petycję z żądaniem ponownego otwarcia śledztwa w sprawie ataków 9/11 – Waszyngton zaczął się bać . W 2005 roku zebrałem w Brukseli ponad 150 osobistości z całego świata, w tym gości z Syrii i Rosji – takich jak np. były szef sztabu Sił Zbrojnych Rosji gen. Leonid Iwaszow, aby zdemaskować neokonserwatystów i pokazać, że problem stał się ogólnoświatowym .

O ile za prezydentury Jacquesa Chiraca Pałac Elizejski martwił się o moje bezpieczeństwo, to w 2007 roku administracja Busha poprosiła nowo wybranego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego o fizyczne wyeliminowanie mojej osoby. A gdy zostałem ostrzeżony przez przyjaciela, oficera ze Sztabu Generalnego, że odpowiedź Sarkozy’ego była pozytywna, to pozostało mi tylko jedno wyjście – emigracja. Inni moi przyjaciele – a przez trzynaście lat byłem krajowym sekretarzem francuskiej Partii Radykalnej Lewicy – zaczęli traktować mnie z niedowierzaniem, zaś prasa oskarżyła mnie, że popadłem w paranoję. Nikt nie przyszedł mi publicznie z pomocą. Znalazłem schronienie w Syrii i podróżowałem po świecie poza terytorium NATO, unikając licznych prób fizycznej likwidacji lub porwania mnie. W ciągu ostatnich piętnastu lat odbyłem wiele dyskusji. Kiedy byłem odosobniony w swoich poglądach, to byłem ciągle atakowany, a kiedy moje myśli podchwycili inni, to już tysiące ludzi było i jest prześladowanych za to, że je analizowali i rozwijali.

W tym samym okresie, Cass Sunstein (mąż ambasador USA przy ONZ, Samanthy Power napisał wraz z Adrianem Vermeule memorandum dla uniwersytetów w Chicago i Harvardzie, dotyczące zwalczania „teorii spiskowych” – jak nazwali ruch, który zapoczątkowałem. W imię obrony „wolności” w obliczu ekstremizmu, autorzy ci zdefiniowali program unicestwienia tej opozycji:

„Możemy łatwo wyobrazić sobie szereg możliwych odpowiedzi. 
 1. Rząd mógłby zabronić [rozpowszechniania] teorii spiskowych. 
 2. Rząd mógłby zastosować jakiś rodzaj kary, finansowej lub innej, wobec tych, którzy takie teorie rozpowszechniają. 
 3. Rząd mógłby zainicjować kontrdyskusje w celu zdyskredytowania teorii spiskowych. 
 4. Rząd mógłby zaangażować wiarygodne podmioty prywatne do udziału w kontrdyskusjach. 
 5. Rząd mógłby nawiązać nieformalną łączność z osobami trzecimi i zachęcić je [do zwalczania tych „teorii spiskowych”]” .

Administracja Obamy nie ośmieliła się pójść otwarcie tą drogą. Jednakże, podczas szczytu NATO w Strasburgu w kwietniu 2009 roku zaproponowała utworzenie służby „Komunikacji Strategicznej” [StratCom]. W tymże 2009 roku zwolniono również z Białego Domu Anthony Jonesa, ponieważ ten słynny adwokat jednoznacznie wypowiedział się w tej sprawie .

Projekt NATO-wskiej służby komunikacji strategicznej leżał sobie potem na półce, dopóki nie upomniał się o nią rząd łotewski. Ostatecznie została ona utworzona w Rydze pod kierunkiem Janisa Karklinsa , który był także dyrektorem wykonawczym Światowego Szczytu ONZ ds. Społeczeństwa Informacyjnego i Forum ds. Zarządzania Internetem. Zaprojektowana przez Brytyjczyków, służba ta skupiła uczestników z Niemiec, Estonii, Włoch, Luksemburga, Polski i Wielkiej Brytanii. Początkowo jej działalność ograniczała się do przeprowadzania coraz większej liczby badań.

Wszystko zmieniło się jednak w 2014 roku, kiedy Instytut Rosji Współczesnej w Nowym Jorku – czyli żydowski think tank rodziny Chodorkowskiego  – opublikował analizę dziennikarzy Piotra Pomierancewa i Michaela Weissa . Według ich raportu, Rosja zbudowała za granicą rozległy system propagandy. Jednakże, zamiast przedstawiania siebie w korzystnym świetle – tak jak robiła to w okresie zimnej wojny – Moskwa postanowiła jakoby zalać Zachód „teoriami spiskowymi” w celu stworzenia ogólnego zamieszania. Autorzy ci dodają, że owe „teorie” nie dotyczą już tylko zamachów z 9/11, ale obejmują również wojnę przeciwko Syrii.

Starając się reaktywować antyradzieckie emocje z czasów zimnej wojny, raport ten posłużył pewnemu przewartościowaniu. Do tej pory elita rządząca Stanami Zjednoczonymi starała się jedynie zamaskować zbrodnię 11 września, oskarżając o nią grupkę nic nie znaczących brodaczy [z zakurzonych jaskiń Afganistanu]. Odtąd jednak, celem [„grupy trzymającej władzę” w USA] stało się oskarżenie obcego państwa o rzekomą odpowiedzialność za nowe zbrodnie popełnione przez Waszyngton w Syrii.

We wrześniu 2014 roku rząd brytyjski utworzył 77 brygadę – jednostkę do walki z obcą propagandą. W jej skład weszło 440 żołnierzy i ponad tysiąc cywilów z Foreign Office, w tym MI6 oraz jednostka ds. współpracy i stabilizacji. Nie wiadomo, jakie były jej rzeczywiste cele. Brygada ta współpracowała z 361 brygadą ds. obywatelskich (Civil Affairs Brigade) amerykańskich wojsk lądowych (rozmieszczoną w Niemczech i we Włoszech). Obie te jednostki wykorzystywano do zakłócania tych zachodnich stron internetowych, które próbowały dochodzić prawdy o 11 września, a także o wojnie przeciwko Syrii.

Na początku 2015 roku Anne Applebaum (żona byłego ministra obrony RP, Radosława Sikorskiego) utworzyła w waszyngtońskim Centrum Analiz Polityki Europejskiej (Center for European Policy Analysis, CEPA) jednostkę nazwaną: Inicjatywa Wojny Informacyjnej (Information Warfare Initiative) . Początkowo chodziło tu o przeciwdziałanie rosyjskiej akcji informacyjnej w Europie Środkowej i Wschodniej. Powierzono tę inicjatywę wspomnianemu już Piotrowi Pomierancewowi, a także Edwardowi Lucasowi, jednemu z głównych redaktorów „The Economist”.

I chociaż Pomierancew był zarówno współautorem raportu Instytutu Rosji Współczesnej, jak i wiceprezesem Inicjatywy Wojny Informacyjnej, to nie wspominał już o 9/11, ani nie uważał wojny przeciwko Syrii za temat główny, lecz tylko za powracający motyw, który pozwalał mu oceniać działania Kremla. Pomierancew skoncentrował swoje ataki na dwóch rosyjskich mediach państwowych: kanale telewizyjnym „Russia Today” i agencji informacyjnej „Sputnik”.

W lutym 2015 roku Fundacja Jeana Jauresa, think tank Francuskiej Partii Socjalistycznej, współpracująca z [waszyngtońskim] Narodowym Funduszem na rzecz Demokracji (National Endowment for Democracy, NED) , opublikowała z kolei notatkę „Conspirationnisme, un état des lieux” („Teorie spiskowe – przegląd sytuacji”). Zignorowano w niej wydarzenia dotyczące Rosji i zaczęto debatę od tego miejsca, w którym zatrzymał się Cass Sunstein. Zalecono w niej, aby po prostu zabronić „konspirologom” publicznego wyrażania swoich poglądów. Zaś francuski minister edukacji zorganizował specjalne zajęcia w szkołach dla ostrzeżenia uczniów przed „spiskowcami”.

W dniach 19 i 20 marca 2015 roku Rada Europejska zwróciła się do Wysokiego Przedstawiciela Federiki Mogherini o przygotowanie planu „komunikacji strategicznej” dla przeciwdziałania rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej odnośnie Ukrainy. Rada nie wspomniała ani o zamachach 9/11, ani o wojnie przeciwko Syrii, natomiast zmieniła swoje cele, by skoncentrować się wyłącznie na wydarzeniach na Ukrainie.

W kwietniu 2015 roku, pani Mogherini utworzyła w ramach Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (European External Action Service, EEAS) Jednostkę Komunikacji Strategicznej (Strategic Communications Unit [East Stratcom Team, East StratCom Task Force]) . Kieruje nią agent brytyjskiego MI6, Giles Portman [dyplomata, m.in. sekretarz ambasady Wlk. Brytanii w Pradze]. Dwa razy w tygodniu dostarczała ona bardzo wielu europejskim dziennikarzom takie materiały, które miały udowadniać złą, jakoby, wolę Moskwy. Argumenty, które stawały się następnie obfitą karmą [propagandową] europejskich mediów.

StratCom ēkas atklāšana

NATO-wskie Centrum Komunikacji Strategicznej pod dyrekcją Janisa Sartsa zostało uruchomione w Rydze 20 sierpnia 2015 roku, a w jego otwarciu wziął udział dyrektor oddziału [amerykańskiego] Narodowego Funduszu na rzecz Demokracji John Mccain (na zdjęciu rozmawia z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite).

Zdjęcie: Gatis Diezins

Od momentu swego powstania, NATO-wskie Centrum Komunikacji Strategicznej  wchłonęło też służbę Rady Atlantyckiej: Laboratorium Badawcze Kryminalistyki Cyfrowej (Digital Forensics Research Lab.). NATO opracowało również „Podręcznik komunikacji strategicznej” („Manual of Strategic Communication”). Celem jest koordynacja i wymiana całego poprzedniego systemu w zakresie dyplomacji publicznej (Public Diplomacy), komunikacji społecznej (Public Affairs), wojskowej komunikacji społecznej (Military Public Affairs), operacji w elektronicznych systemach łączności (Information Operations) oraz operacji psychologicznych (Psychological Operations).

Zainspirowana przez NATO, była polska minister spraw zagranicznych, a obecnie europosłanka Anna Fotyga [z d. Kawecka, PiS], przeforsowała 23 listopada 2016 roku rezolucję Parlamentu Europejskiego o „komunikacji strategicznej Unii, mającej na celu zwalczanie propagandy skierowanej przeciwko niej przez osoby trzecie” . Po raz kolejny cel [„grupy trzymającej władzę”] został zmodyfikowany – nie chodziło już o przeciwdziałanie dyskusjom na temat 9/11 (toczącym się od 15 lat), ani też na temat wojny przeciwko Syrii, ale chodziło [teraz] o to, żeby stworzyć twardy stop z kwestionowanych oficjalnych wersji wydarzeń na Ukrainie i w sprawie Daesz [IPIS/ISIS]. Tak więc zatoczono pełne koło: według NATO, ci którzy kwestionowali [oficjalną] wersję o 9/11 – próbowali zrehabilitować Al-Kaidę, a ci, którzy grają w grę Rosji – usiłują zniszczyć Zachód, podobnie jak Daesz. Fakt, że NATO popiera tą że Al-Kaidę we wschodnim Aleppo – nie ma tu znaczenia.

Zainicjowana głośnym artykułem w „The Washington Post” z 24 listopada 2016 r.  tajemnicza grupa o nazwie „Propaganda czy nie?” („Propaganda or Not?”) sporządziła listę 200 stron internetowych (w tym Voltairenet.org), które rzekomo otrzymały od Kremla zadanie rozsiewania propagandy rosyjskiej i odurzenia amerykańskiej opinii publicznej aż do tego stopnia, że poparła ona w wyborach Donalda Trumpa.

Chociaż grupa „Propaganda czy nie?” nie publikuje nazwisk osób odpowiedzialnych [za stworzenie tej „czarnej listy”], to jednak [wiele] wskazuje, że łączy ona w sobie cztery organizacje: Polygraph, „The Interpreter”, Centrum Analiz Polityki Europejskiej i Digital Forensic Research Lab. 
 Polygraph to strona internetowa „Głosu Ameryki”, publicznej amerykańskiej organizacji radiowo-telewizyjnej, kontrolowanej przez Radę Gubernatorów ds. Nadawania (U.S. Broadcasting Board of Governors, BBG – od VIII 2018 pn. U.S. Agency for Global Media, USAGM). 
 „The Interpreter” to czasopismo Instytutu Rosji Współczesnej, obecnie transmitowane przez „Głos Ameryki”. 
 Centrum Analiz Polityki Europejskiej (Center for European Policy Analysis, CEPA), ze Zbigniewem Brzezińskim i Madeleine Albright na czele, jest pseudo-filią Narodowego Funduszu na rzecz Demokracji (National Endowment for Democracy, NED). 
 I wreszcie, Laboratorium Badawcze Kryminalistyki Cyfrowej (Digital Forensic Research Lab.) to projekt Rady Atlantyckiej (Atlantic Council).

W dokumencie rozpowszechnionym przez grupę „Propaganda czy nie?”, owa pseudo-pozarządowa organizacja złożona ze stowarzyszeń finansowanych przez administrację Obamy, wyznacza wroga: Rosję. Oskarża ona Rosję o to, że jest inicjatorką ruchu domagającego się prawdy o wydarzeniach z 9/11, a także stron internetowych wspierających Syrię i rosyjski Krym.

W dniu 2 grudnia 2016 r. Kongres Stanów Zjednoczonych przegłosował ustawę zakazującą wszelkiej współpracy wojskowej między Waszyngtonem a Moskwą. W ten sposób, na przestrzeni kilku lat, NATO  reaktywowało całą doktrynę i system MacCarthy’ego.

 

 

Wybory w Donieckiej Republice Ludowej i Ługańskiej Republice Ludowej w dniu 11.11.2018r.

W dniu 11 listopada 2018 roku w Donieckiej Republice Ludowej (DRL) i Ługańskiej Republice Ludowej (ŁRL) odbyły się wybory przywódców republik i parlamentów (rad ludowych) tych republik.  

W DRL w głosowaniu wzięło udział 80% uprawnionych do głosowania a w ŁRL – 77%.

Denis Piszlin  zwyciężył w wyborach na Szefa Prezydium Rady Najwyższej  Donieckiej Republiki Ludowej uzyskując około 61% głosów a  Leonid Pasiecznik został Przewodniczącym Rady Najwyższej Ługańskiej Republiki Ludowej (około 68% głosów).

W DRL w wyborach parlamentarnych w DRL wygrało ugrupowanie  Republika Doniecka (72% glosów0 a w ŁRL ruch Pokój Ługańszczyżnie (74% głosów)

 

Obie Republiki ogłosiły w maju 2014 roku niepodległość ponieważ ich ludność nie chciała byc mordowana  przez uzbrojone bandy neobanderowców szkolonych za pieniądze USA i przez instruktorów   części państw NATO.

Wyrazili tym samym sprzeciw przeciwko faszyzacji Ukrainy, bo USA wydały większość pieniędzy z ogólnej sumy 5 mld USA nie na szkolenie obrońców praw człowieka, propagowania wiedzy o demokracji – lecz na masowe szkolenie  różnego rodzaju szumowin neobanderowskich i skrajnie nacjonalistycznych.

Ludność Donbasu zbrojnie wywalczyła niepodległość rozbijając , przy pomocy instruktorów  z Rosji,  skorumpowane wojska ukraińskie i banderowców szkolonych przez instruktorów NATO

USA postawiły  na zbrojne obalenie prezydenta Janukowycza, żeby postawić na czele Ukrainy swoje  marionetki.

Chcę w ty miejscu obalić jedno z wielkich kłamstw które  media funkcjonujące na terenie Polski utrwaliły – niestety – w świadomości znacznej części polskiego społeczeństwa.

Ten cały Euromajdan był  przygotowywanym  przez służby natowskie przewrotem mającym odsunąć od władzy prezydenta Janukowycza.

Przeciwnicy Janukowycza byli świetnie uzbrojeni i przeszkoleni, a także finansowani przez cześć państw natowskich.

Podczas gdy siły Berkutu nie używały ostrej broni, to strona neobanderowska bez wahania strzelała do Berkutu oraz  cywilów manifestujących na Majdanie. Potrzebne były ofiary >>>  https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1068304,Kto-kazal-strzelac-snajperowi-na-Majdanie-Wyciekla-rozmowa-dyplomatow

Gdyby prezydent Janukowycz  okazał sie bezwzględny, jak przypisywały mu tzw. obiektywne,  inspirowane przez natowska propagandę, media UE to rządziłby Ukrainą do chwili obecnej.

Ale prezydent Janukowycz zawierzył dyplomatom unijnym którzy naciskali na niego, żeby nie wykazywał zdecydowania w rozpędzeniu tego całego „Majdanu Godności” przy okazji korumpując jego otoczenie polityczne, czy to groźbami czy obietnicami.

Oczywiście dyplomacja unijna była „ślepa” na działania neobanderowców i skrajnie prawicowych szumowin którzy dążyli do fizycznej likwidacji prezydenta Janukowycza – który uciekł z Ukrainy, żeby uratować życie.

Mieszkańcy Donbasu nie byli tak naiwni jak prezydent Janukowycz i z bronią w rękach rozbili bezradne i skorumpowane wojska ukraińskie  oraz zbrodnicze oddziały neobanderowców.

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/08/03/piotr-ciszewski-ipn-kontra-dabrowszczacyhistoria-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/07/28/bydgoszcz-debata-ipn-inkwizycja-xxi-wieku/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

LIST DO POLAKÓW na 100 lecie niepodległości, gdzieś wam zapodziało się 45 lat PRL-u!!!!! (Tekst z ze strony od sanacji do  III RP) https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

. A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”, Dlaczego mnie nikt nie prześladował choć manifestowałem i podpisałem petycję antyrządową?

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

 

.

 

Serge Halimi: „Pożyteczni idioci” Pentagonu

logo-30_pl6.gif

 

Tekst z  http://monde-diplomatique.pl/LMD144/index.php

 W Waszyngtonie demokraci i republikanie zgodni są co najmniej wtedy, gdy chodzi o walkę z Rosją. Ich zdaniem Władimir Putin wątpi w determinację, z jaką Stany Zjednoczone są gotowe bronić swoich sojuszników i chce chronić swój autorytarny reżim przed zarazą demokratyczną i liberalną. Postanowił zatem napaść na Zachód, toteż, aby zapewnić pokój i demokrację, armia amerykańska i parlamentarzyści z obu partii postanowili kontratakować…

Najpierw armia amerykańska. Pentagon, odpowiadając na zamówienie Białego Domu, zakończył właśnie prace nad studium, w którym opowiada się za szczodrzejszym użyciem broni jądrowej [1]. Jest ona obecnie zbyt destrukcyjna na to, aby można było wyobrazić sobie jej użycie i nie odgrywa roli odstraszającej, więc należy ją znacznie zminiaturyzować i sprawić, aby można było posłużyć się nią w obliczu szerszego niż dotychczas wachlarza agresji. Również „niejądrowych”: zniszczenia sieci komunikacyjnej, użycia „broni chemicznej, i biologicznej, cyberataków” itd.

W 2016 r. kandydat na prezydenta Donald Trump, kiepsko poinformowany o samych podstawach odstraszania, miał zapytać jednego ze swoich doradców: „Po co posiadamy broń jądrową, jeśli nie możemy się nią posłużyć?” [2] We wspomnianym studium Pentagon odpowiada na to na swój sposób. W obliczu „ambicji geopolitycznych” Rosji (ale również Chin) – moskiewskiego pragnienia „zmodyfikowania siłą mapy Europy” i „zakwestionowania ładu międzynarodowego, który nastał wraz z zakończeniem zimnej wojny” – Stany Zjednoczone powinny przystąpić bezzwłocznie do „modernizacji [swojej] broni jądrowej”. Oczywiście po to, aby pozostać „wiernymi strażnikami wolności”. To poświęcenie dla sprawy demokracji jest bezcenne, a raczej ma swoją cenę: jest nią potrojenie amerykańskiego budżetu wojskowego przeznaczonego na broń jądrową.

Taki alarmizm geopolityczny w służbie nowego wyścigu zbrojeń wywołałby w Stanach Zjednoczonych duży sprzeciw, gdyby nie to, że od roku coś, co uchodzi za lewicę amerykańską, uwzięło się, aby prezentować Trumpa jako moskiewską marionetkę [3] – i to do tego stopnia, że zmusza się go do dostaw broni dla Ukrainy (jego demokratyczny poprzednik na to się nie zgadzał) i zaostrzenia sankcji wobec Rosji. Właśnie były wiceprezydent Joseph Biden ucieszył się z tego w artykule, którego tytuł od razu ujawnia wszystkie subtelności jego stanowiska. Brzmi bowiem tak: „Bronić demokracji przed jej wrogami. Jak stawić opór Kremlowi” [4].

W tej samej chwili senatorowie demokratyczni z komisji spraw zagranicznych opublikowali raport, w którym analizuje się „asymetryczny atak Putina na demokrację w Rosji i w Europie”. Jeszcze bardziej oburzona niż zazwyczaj gwiazda dziennikarstwa Rachel Maddow, rzeczniczka „oporu” wobec Trumpa na kanale MSNBC , natychmiast to podchwyciła: „Nasz prezydent nie tylko nic nie zrobił, aby ugasić tę iskrę, ale przyglądał się, jak rosną płomienie!” Może ona spać spokojnie: Pentagon będzie potrafił nad nią czuwać.

tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski

[1] A. Feinberg, „Exclusive: Here Is a Draft of Trump’s Nuclear Review. He Wants a Lot More Nukes”, 11 stycznia 2018 r., na http://www.huffingtonpost.com

[2] MSNBC, 3 sierpnia 2016 r.

[3] Zob. S. Halimi, „DonaldTrump débordé par le parti antirusse”, Le Monde diplomatique, wrzesień 2017 r.

[4] Foreign Affairs, styczeń-luty 2018 r.

 

Alfredo Jalife-Rahme: Niemcy i Chiny tworzą nowy szlak jedwabny przez Rosję

SIEĆ VOLTAIRE | 1 LIPCA 2014 http://www.voltairenet.org/article184536.html

Uchwalony w marcu 2013 roku nowy i ogromny projekt dotyczący szlaku jedwabnego pieczętuje przymierze między Pekinem i Moskwą. Prezydent Xi przyjechał do Berlina, aby zaproponować jego wydłużenie aż do zachodniej Europy, do Niemiec. Jeżeli do tego dojdzie, oznaczałoby to koniec hegemonii USA i rozpad Unii Europejskiej.

2-55-ee9b7-4-97d3d

Prezydenci Xi Jinping i Joachim Gauck

W przeciwieństwie do tego, co działo się w Niemczech i Rosji, chińska prasa poświęciła dużo uwagi temu „nowemu szlakowi jedwabnemu”. Ogromne przedsięwzięcie, zaprojektowane przez Pekin, mające na celu przybliżenie tego miasta do Berlina i Moskwy, zarówno geograficznie jak i gospodarczo, co jednak moim zdaniem ma jeszcze dużo większe geopolityczne znaczenie. Chiński przywódca Xi Jinping, podczas swojej wizyty w Duisburgu, wezwał to miasto do budowy gospodarczego pasa szlaku jedwabnego, czyli wybrał miasto będące komercyjnym i stalowym ośrodkiem regionu rzeki Ruhry, i które jest nie tylko największym na świecie portem śródlądowym, ale także węzłem transportu i logistyki w Europie.

Podczas gdy Stany Zjednoczone pozycjonują się korzystnie za pomocą dwóch umów – Partnerstwa Transpacyficznego (eng. Transpacific Partnership, TPP) oraz Transatlantyckiego Partnerstwa w Dziedzinie Handlu i Inwestycji (eng. Transatlantic Trade and Investment Partnership, TTIP), które mają im ponoć umożliwić opanowanie dwóch trzecich światowego handlu, tak projekt „New Silk Road” (nowy szlak jedwabny) ma połączyć Chiny, czyli drugą co do wielkości gospodarkę światową będącą tuż przed detronizacją Stanów Zjednoczonych, z Niemcami (największa gospodarka w Europie i czwarta na świecie) i Rosją (ósma gospodarka na świecie).

Śmiałość chińskiego męża stanu na poziomie geo-ekonomicznym i geopolitycznym może jednak znowu powołać do życia strategię, której fundamentem była anglosaska geopolityka istniejąca od czasów Sir Halforda Mackindera (teoretyka NATO) między wojnami światowymi, a mianowicie: Za wszelką cenę uniemożliwić powstanie przymierza w Europie między Niemcami i Rosją. Dzisiaj Chiny i Niemcy są ze sobą połączone za pomocą międzynarodowej sieci szyn kolejowych Europa-Xinjiang-Chongqing.

Agencja prasowa Xinhua oświadczyła, że od momentu otwarcia w 2011 roku sieci szyn kolejowych ‘Yu Nowa Europa’ czas transportu towarów został zredukowany z pięciu tygodni (droga morska) do dwóch dni, a kolejna trasa szyn kolejowych otwarta w 2013 roku umożliwia transport w ciągu 12 dni i łączy Chengdu (stolica Sichuan, legendarny rezerwat dla misi panda) z polskim miastem Łódź, przechodząc przez wschodzące rynki, czyli Kazachstan, Rosję i Białoruś. Ta sieć zwana „nowym szlakiem jedwabnym” stałaby się przez „połączenie metropoli Chongqing (południowo-wschodnie Chiny) z Duisburgiem najważniejszym szlakiem handlowym świata” [1].

1-4537-270fe-5-28dc7

Niektórzy przepowiadają już, że Chiny w ciągu pięciu lat staną się największym partnerem handlowym Niemiec, gdyż „szanse na wzrost gospodarczy ich dotychczasowych najważniejszych partnerów takich jak Francja i Stany Zjednoczone są bardzo małe”.

Apropos sankcji nałożonych przez zachodnie mocarstwa na Rosję, irańska prasa nie omieszkała podkreślić zbliżenia się Chin do Niemiec i opublikowała wywiad z Williamem Engdahlem, niemiecko-amerykańskim oraz bardzo doświadczonym badaczem geopolityki zasobów energii, finansów i żywności, który wykłada na niemieckich i chińskich uniwersytetach [2]. Zdaniem dziennikarza prowadzącego ten wywiad prezydent Chin Xi Jingping dokonał mistrzowskiego osiągnięcia w dziedzinie dyplomacji gospodarczej przez zniweczenie „wysiłków neokonserwatywnej partii w Waszyngtonie mających na celu prowokację nowej konfrontacji między NATO a Rosją”.

Według Engdahla deklaracja Xi w Duisburgu ma „obiecujące perspektywy na wzrost gospodarczy w Eurazji”. Podkreślił, że Niemcy i Chiny są „dwiema lokomotywami gospodarczymi” znajdującymi się na końcach szlaku jedwabnego oraz zwrócił uwagę na to, że pojęcie „szlak jedwabny” odnosi się do „prastarej trasy handlowo-kulturowej, która została zbudowana w roku 200 p.n.e. podczas panowania dynastii Han, aby połączyć Chiny, Azję Środkową i Azję Południową z Europą i Bliskim Wschodem”.

Podczas trzeciego zjazdu pełnego komunistycznej partii, Xi mówił nie tylko o „szlaku jedwabnym”, lecz również o „oceanicznym szlaku jedwabnym”. Dla chińskiego przywódcy eurazjatycka trasa jest „strategicznym priorytetem”, gdyż „Chiny muszą znaleźć nowe rynki do eksportu, a te, na których są obecnie aktywne muszą zachować, oraz że muszą pomniejszyć różnice między dobrze rozwiniętymi regionami nadbrzeżnymi takimi jak Shanghai a częściami wewnętrznymi kraju, które są mniej rozwinięte”, aby „zagwarantować stabilność Chin i regionów ościennych”.

Jednak szlak jedwabny przechodzi przez pracowitą chińską prowincję Xinjiang, gdzie większość stanowią ujgurscy muzułmanie, czyli naród Azji Centralnej mongolskiego pochodzenia.

Engdahl stwierdza, że „trasa nowej infrastruktury przechodzi przez Rosję”, gdyż „nie ma na to gospodarczej alternatywy”, co wymaga wzmocnienia współpracy między Niemcami a Federacją Rosyjską, a w końcu między Chinami i tymi dwoma państwami. Dla Engdahla ważne jest również zwrócenie uwagi na fakt, że chiński przywódca, na tydzień przed swoją wielką podróżą po europejskich państwach, przyjął w Pekinie następcę tronu Arabii Saudyjskiej Bin Abdulaziz Al Sauda. Zaproponował mu udział w budowaniu gospodarczego pasa tras (lądowych i morskich) szlaku jedwabnego, aby wspierać „transport i wymianę kulturową”.

Bardzo charakterystyczne jest, że Xi zawsze łączy aspekty kulturowe z handlem, jak to pokazała jego historyczna wizyta w Yukatanie [Meksyk]: duch Chichen Itza. Przywódca nie pozostawia nic losowi i, dokładnie jak jego premier, złożył wizytę różnym państwom w Azji Centralnej, którędy ma przebiegać szlak jedwabny, czyli pojechał do Kazachstanu, Uzbekistanu, Turkmenistanu i Kirgistanu.

O sukcesie szlaku jedwabnego zadecyduje stabilność Azji Centralnej, co może okazać się trudne – awangardowy projekt ambitnego Xi, który zależy od pięciu czynników:
1. gospodarcza współpraca partnerów;
2. wzmocnienie spójności szlaku poprzez budowę dużego korytarza ruchu, który łączyłby Pacyfik z Bałtykiem i Azję Centralną z Oceanem Indyjskim;
3. liberalizacja handlu poprzez zlikwidowanie barier handlowych;
4. wzmocnienie współpracy walutowej, co moim zdaniem stopniowo osłabi dolara na korzyść chińskiego renminbi [yuan], indyjskiej rupi i „niemieckiego“ euro;
5. pogłębienie stosunków między narodami państw partnerskich: 30 tysięcy członków Rady Kooperacyjnej Shanghaiu będą w ciągu następnych dziesięciu lat studiować na chińskich uniwersytetach.

Według Engdahla decyzja Chin spojrzenia w kierunku „ich zachodu” odzwierciedla bardzo ważny aspekt bezpieczeństwa Chin. Kraj ten jest bardzo wrażliwy na zamknięcie trasy z Malakki, przez którą przechodzi 85 % ich importu i 80 % ich zasobów energetycznych.

Za pomocą projektu „nowego szlaku jedwabnego”, zarówno tego na lądzie, jak i tego na morzu, Chiny próbują zapobiec możliwemu zamknięciu trasy z Malakki.

Czy anglosaska para – mistrz sztuki „bałkanizowania” i destabilizowania – pozwoli na rozwinięcie się tej trójczłonowej osi Berlin-Moskwa-Pekin na nic nie reagując, czyli osi, która mogłaby doprowadzić do wielobiegunowego porządku świata?

Tłumaczenie
Mira

Zródło
La Jornada (Meksyk)

Alfredo Jalife-Rahme

220708_11

Profesor nauk politycznych i socjalnych nacjonalnego i autonomicznego uniwersytetu w Meksyku (UNAM). Publikuje artykuły dotyczące polityki międzynarodowej w dzienniku La Jornada. Ostatnia publikacja: China irrumpe en Latinoamérica: ¿dragón o panda? (Orfila, 2012)

 

Thierry Meyssan: Prawo międzynarodowe przestanie działać?

Wojna na Wielkim Bliskim Wschodzie powinna zakończyć się w ciągu sześciu miesięcy, czyli po wycofaniu się wojsk amerykańskich. Jednakże nic nie wskazuje na to, że w każdym z zaatakowanych krajów nastąpi pokój. Dzisiaj mamy do czynienia z próbą położenia kresu prawu międzynarodowemu. Czy skończy się to podziałem świata na dwie części, lub też powszechnym konfliktem?

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 10 KWIETNIA 2018

Czy Zachód zamierza przestrzegać reguł prawa międzynarodowego? Takie pytanie zostało postawione przez rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Sergiusza Ławrowa na moskiewskiej konferencji w sprawie bezpieczeństwa międzynarodowego [1].

W ciągu ostatnich kilku lat Waszyngton trzymał się koncepcji „jednostronności”, w ramach której prawo międzynarodowe i ONZ powinny przestać działać, a Stany Zjednoczone pozostały by jedyną siłą.

Owa koncepcja wynika z historii Stanów Zjednoczonych, gdzie koloniści przybyli do Ameryki chcieli wzbogacić się i żyć tak, jak im się podobało. Każda wspólnota ustanawiała swoje własne prawa i nie dopuszczała do ingerencji władzy centralnej w sprawy lokalne. Prezydent i członkowie Kongresu byli odpowiedzialni tylko za obronę i politykę zagraniczną, lecz – tak samo jak i inni obywatele – nie uznawali nad sobą żadnej władzy.

Bill Clinton zaatakował Jugosławię z pogwałceniem prawa międzynarodowego. George Bush młodszy zrobił to samo z Irakiem, a Barack Obama rozpoczął wojnę przeciwko Libii i Syrii. Jeśli chodzi o Donalda Trumpa, to nigdy nie ukrywał on swojej pogardy dla międzynarodowych reguł.

Mając na uwadze doktrynę Cebrowskiego-Barnetta [2], Sergiusz Ławrow oświadczył: „Tworzy się nieodmienne wrażenie, że Amerykanie starają się utrzymywać na tej ogromnej geopolitycznej przestrzeni stan kontrolowanego chaosu, licząc na wykorzystywanie go do uzasadniania swojej bezterminowej obecności wojskowej w regionie oraz promowania swoich jednostronnych rozstrzygnięć”.

Wielka Brytania z prawem międzynarodowym też się nie patyczkuje. W zeszłym miesiącu oskarżyła ona Moskwę o otrucie Skripala, nie mając na to żadnych dowodów i próbując zwołać Zgromadzenie Ogólne ONZ w celu wykluczenia Rosji z Rady Bezpieczeństwa. Oczywiście, „anglosasom” byłoby wtedy łatwiej dyktować prawo i nie brać pod uwagę opinii tych, którzy się z nimi nie zgadzają.

Moskwa nie wierzy, że ta inicjatywa wyszła od Londynu. Moskwa uważa, że za tym wszystkim stoi Waszyngton.

Globalizacja wartości „anglosaskich” doprowadziła do podziału państw na lepsze i gorsze. Jednakże, nie należy łączyć tego problemu z istnieniem prawa weta. Potwierdzając równość między państwami, niezależnie od tego, czy są one silne czy słabe, ONZ kieruje do Rady Bezpieczeństwa pięciu swoich członków z prawem weta. Ówże „dyrektoriat”, składający się z głównych zwycięzców w II wojnie światowej, jest niezbędny do utrzymania zasady nadrzędności prawa ponadnarodowego. Jeżeli „dyrektoriat” nie może zaproponować wspólnego rozwiązania, to Zgromadzenie Ogólne może wypracować swoją decyzję. Teoretycznie, bo przecież jeśli małe państwa zagłosują przeciwko dużym, to spotkają się z krokami odwetowymi tych ostatnich.

„Anglosasi” nie znają pojęcia honoru, dla nich istnieje tylko zysk, a więc wartość propozycji tego czy innego kraju ocenia się teraz według kryterium rozwoju gospodarczego danego kraju. W ciągu długiego okresu czasu jedynie trzem państwom udało się uzyskać to, że wysłuchano ich propozycji bez względu na stan ich gospodarek, a były to: Iran Mahmuda Ahmadineżada (znajdującego się dzisiaj w areszcie domowym w swoim własnym kraju), Wenezuela Hugo Chaveza i Stolica Apostolska.

Zamieszanie spowodowane przez eksport „anglosaskich” wartości doprowadziło do powstawania organizacji pozarządowych, tworzonych przez osoby fizyczne lub organizacje „non-profit”. Ale z jednego wynika i drugie. Na przykład, państwa członkowskie Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU) zrezygnowały z prawa zawierania transakcji i oddały je prywatnym operatorom łączności, którzy stworzyli swój „Komitet Doradczy”.

Łączność, albo: systemy telekomunikacyjne, będące środkami propagandy, stały się częścią stosunków międzynarodowych. W miejsce kłamstw – począwszy od [kłamstw] sekretarza stanu USA, wymachującego probówką z białym proszkiem, aż do [kłamstw] brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych, zapewniającego o rosyjskim, jakoby, pochodzeniu użytej w Salisbury bojowej substancji trującej „Nowicjusz” („Новичок”) – próbuje pojawić się prawda, ale mało kto w nią już wierzy.

W pierwszych latach swojego istnienia ONZ próbowała nie dopuścić do wojny informacyjnej, ale dzisiaj prowadzą ją wszyscy stali członkowie Rady bezpieczeństwa.

Najgorsze stało się w 2012 roku, gdy Waszyngtonowi udało się obsadzić stanowisko drugiej osoby w ONZ-cie przez jednego ze swoich najbardziej radykalnych jastrzębi, Jeffreya Feltmana [3]. Odtąd wszystkie wojny planowane są w Nowym Jorku w instytucji powołanej do tego, by im zapobiegać.

Rosja jest dziś zaniepokojona zachodnimi zamiarami zablokowania [działania] ONZ. Jeśli do tego dojdzie, będzie ona musiała stworzyć organizację alternatywną, ale wymiana poglądów między [poróżnionymi] blokami stanie się wówczas niemożliwa.

Jeżeli prawo międzynarodowe przestanie działać, to społeczeństwa pozbawione praw będą popadać w coraz większy chaos, w którym człowiek dla człowieka będzie wilkiem, a świat stanie się wówczas polem bitwy.

Tłumaczenie
Grzegorz Grabowski
Polski blog 

 

[1] “Sergey Lavrov’s remarks at the 7th Moscow Conference on International Security”, by Sergey Lavrov, Voltaire Network, 5 April 2018.

[2] “The US military project for the world”, by Thierry Meyssan, Translation Pete Kimberley, Voltaire Network, 22 August 2017.

[3] „Niemcy i ONZ przeciwko Syrii”, Thierry Meyssan, Tłumaczenie Euzebiusz Budka, Al-Watan (Syrie) , Sieć Voltaire, 2 lutego 2016. “Feltman confirmed at the UN”, Translation Anoosha Boralessa, Voltaire Network, 16 February 2017.

 

Thierry Meyssan: Techniki współczesnej propagandy wojskowej

http://www.voltairenet.org/article191808.html

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 17 MAJA 2016 

************************

Propaganda jest zjawiskiem równie starym, co społeczeństwa ludzkie, ale najsilniej rozwinęła się w epoce wielkich skupisk populacyjnych. Odbywa się według ściśle sprecyzowanych reguł. W niniejszym artykule Thierry Meyssan dokonuje przeglądu dziejów tej nauki kłamania i zasad nią rządzących.

ropaganda jest techniką wojskową i jako taka różni się od podstępu, ponieważ jej zadaniem jest oszukanie własnego obozu, aby zapewnić sobie jego poparcie, podczas gdy celem podstępu – którego antycznym archetypem pozostaje koń trojański – jest wyrządzenie za pomocą oszustwa szkody przeciwnikowi. Jak to często bywa z technikami wojskowymi, propaganda w swojej historii znajdowała zastosowanie także w życiu cywilnym – zarówno w sferze handlu, jak i polityki.

O ile we wczesnych ustrojach monarchicznych i oligarchicznych rządy zadowalały się okazywaniem swojej siły poprzez ceremoniał i budowle publiczne, o tyle ustrojom demokratycznym od chwili ich pojawienia się towarzyszyła propaganda. I tak demokracja ateńska stanowiła podatny grunt dla sofistyki, czyli szkoły filozoficznej, sankcjonującej dowód jakiejkolwiek tezy.

W XVI wieku kupiecka rodzina Medici wymyśliła sposób na napisanie własnej historii na nowo i przypisanie sobie pochodzenia patrycjuszowskiego. W tym celu wykorzystała „mecenat” – zatrudniła największych artystów swojego kraju, aby w swoich dziełach nadali jej kłamstwu kształt.

Później, kiedy Europą targały wojny religijne, papież Grzegorz XV powołał ministerstwo („dikasterion”) na rzecz obrony i rozsiewania wiary katolickiej, którego zadaniem było stawienie oporu postępom protestantyzmu – Kongregację Rozkrzewiania Wiary („Congregatio de Propaganda Fide”), od której pochodzi termin „propaganda”.

Propaganda epoki przemysłowej

Era przemysłowa spowodowała masowy odpływ ludności ze wsi i powstanie wielkich skupisk klasy robotniczej w miastach. Kiedy tylko te „masy” włączyły się do życia politycznego, francuski socjolog Gustave le Bon postanowił poświęcić swoje badania „psychologii tłumu”, czyli zdziecinnieniu jednostki w obrębie większej grupy osób. Tym samym sformułował podstawowe założenie nowoczesnej propagandy: aby jednostka stała się podatna na manipulację, wpierw należy ją utopić w tłumie.

Na początku pierwszej wojny światowej, we wrześniu 1914 r., Brytyjczycy utworzyli potajemnie, w ramach ministerstwa spraw zagranicznych Biuro Propagandy Wojennej („Wellington House”). Idąc za wzorem Medyceuszy, Biuro zatrudniło najwybitniejszych pisarzy epoki – takich jak Arthur Conan Doyle, Herbert George Wells, czy Rudyard Kipling – aby opisywali i przypisywali niemieckiemu wrogowi zbrodnie, które nie miały miejsca; do ilustracji tekstów zatrudniono malarzy. Następnie Wellington House zapewnił sobie współpracę kierownictw głównych czasopism codziennych – The Times, Daily Mail, Daily Express, Daily Chronicle – których zadaniem było powtarzanie tych fałszerstw.

Model ten posłużył prezydentowi Woodrowowi Wilsonowi do powołania w kwietniu 1917 r. Komitetu ds. Informacji Publicznej („Committee on Public Information”). Instytucja ta zasłynęła z zatrudnienia tysięcy lokalnych liderów, którym zleciła zadanie głoszenia dobrej nowiny (tzw. Four Minute Men). Komitet zajął się też aspektem wizualnym propagandy, wydzielając specjalny departament ds. afiszy, którego dziełem jest znany „I Want You!”, jak również inny – odpowiedzialny za produkcję filmów. Przede wszystkim jednak Komitet ds. Informacji Publicznej zastąpił wielkich pisarzy zespołem psychologów i dziennikarzy, skupionych wokół Edwarda Bernaysa (siostrzeńca Sigmunda Freuda) i Waltera Lippmanna, którego zadaniem było wymyślanie co dzień nowych historii – niezwykłych, strasznych i budujących – które następnie rozpowszechniano za pośrednictwem wielkich tytułów prasowych. W ten sposób dokonała się zmiana z orientacji, opartej na autorytecie Artystów, na orientację, której podstawę stanowiły powiastki („storytelling”), produkowane systematycznie, zgodnie z wytyczonymi naukowo zasadami.

O ile jednak Anglosasi mieli w zamiarze tylko zawładnięcie wyobraźnią ludzką i uczynienie poparcia dla wojny modnym, o tyle Niemcy postanowili przeprowadzić eksperyment z aktywnym udziałem adresatów propagandy w wymyślonych historiach, które im opowiadano. Upowszechnili uniformy, które pozwalały jednostce odgrywać jakąś rolę i organizowali z wielkim rozmachem inscenizacje – polityczne i sportowe – których celem było okazywanie woli większości. Nie ma żadnej wątpliwości, że w tym momencie tkwi początek „nowoczesnej propagandy” takiej, jaką ją znamy, czyli rozpowszechnianie przekonań, których nie można krytykować i od których nie można się odżegnać. Jednostka, która w czarnym mundurze uczestniczyła w marszach z pochodniami nie może już odżegnać się od swoich przekonań nazistowskich bez zakwestionowania siebie samej i przemyślenia od nowa zarówno przeszłości, jak i swojej wizji przyszłości. Ponadto Joseph Goebbels wprowadził w Ministerstwie Propagandy codzienne odprawy, na których definiował „elementy językowe” których dziennikarze powinni używać. Nie chodziło już bowiem tylko o przekonanie tłumu, ale o zmianę jego punktów odniesienia. Ponadto Niemcy jako pierwsi opanowali nowe środki komunikacji w postaci radia i kinematografii. Wpraszali się nawet do prywatnych domów, instalując tam telewizję.

Dla Goebbelsa sztuka prowadzenia propagandy była sztuką walki z jednostką. Podkreślał wagę powtarzania, „wbijania do głowy” dla przezwyciężania oporu intelektualnego. Problem ten stawał się tym bardziej istotny, że wprowadzenie telewizji oznaczało przejście z powrotem z przekazu masowego na indywidualny.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej Zgromadzenie Ogólne ONZ, za namową ZSRR i Francji przyjęło serię rezolucji (nry 110 [1], 381 [2] i 819 [3]), zakazujących propagandy i gwarantujących dostęp do informacji sprzecznych. Każde z państw-członków wprowadziło sformułowane w tych rezolucjach zasady do własnego prawodawstwa. Ale Państwo nie może angażować się przeciwko działaniom propagandowym, jeśli samo propagandę uprawia. Nic się więc nie zmieniło.

W okresie zimnej wojny propaganda była jedną z domen, w których rywalizowały ze sobą USA i ZSRR. Wbrew powszechnemu mniemaniu Związek Radziecki wprowadził innowacji niewiele, poza pisaniem historii na nowo. Wymazywali więc ten, lub inny nurt, retuszując oficjalne fotografie i organizując zniknięcia przywódców tych tendencji. Za to Stany Zjednoczone powołały do życia radio, którego odbiorcami byli obywatele strefy radzieckiej (Radio Wolna Europa), oraz kino, którego widzami byli Alianci (Hollywood). Jednocześnie wprowadzili kolejną innowację w postaci trwałych tworów – rzekomo finansowanych prywatnie i o charakterze naukowym – których zadaniem było usprawiedliwianie post factum posunięć politycznych. Chodzi tu o „laboratoria myśli” („think tanks”). Jak sama nazwa wskazuje, ich funkcja nie polega na prowadzeniu badań, formułowaniu wniosków i składania propozycji, jak to czynią akademicy, ale na testowaniu argumentacji w sofistycznym znaczeniu tego słowa.

Co ciekawe, kiedy US Army musiała się mierzyć z powstaniami narodowymi w Państwach Trzeciego Świata, także uciekła się do technik propagandowych dla zastraszenia komunistycznych buntowników i utrzymania u władzy reżimów neokolonialnych. Do tamtej pory wojna psychologiczna sprowadzała się do podkopywania wiary nieprzyjaciela w jego dowódców i przekonania go o nieuchronności porażki. Na Filipinach generał Edward Lansdale zainscenizował pojawienie się w lesie mitycznego potwora, który pożera ludzi. W ten sposób odstraszył ludność miejscową od udzielania pomocy partyzantom, którzy właśnie w puszczy mieli kryjówki.

Propaganda epoki satelitarnej i technologii cyfrowych

W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat doszło do połączenia trzech zjawisk: społeczeństwa spektaklu [4], mediów satelitarnych i technologii cyfrowych.

1 – Społeczeństwo spektaklu

Jako że telewizja jest spektaklem, propaganda zakłada przede wszystkim organizację wydarzeń spektakularnych.

Na przykład w celu zaprezentowania zjednoczenia Kuwejtu i Iraku jako agresji militarnej (1990) Departament Obrony USA zatrudnił kancelarię PR, Hill & Knowlton, która zainscenizowała relację osoby, przedstawiającej się jako pielęgniarka. Osoba ta zeznała, że widziała, jak żołnierze iraccy kradną z oddziału położniczego inkubatory, skazując tym samym na śmierć 312 noworodków, które się w nich znajdowały.

W 1999 r. przekroczony został kolejny próg: NATO zorganizowało olbrzymich rozmiarów wydarzenie, z którego relacja filmowa, opatrzona odpowiednim komentarzem miała zostać rozprowadzona przez agencje prasowe. W trzy dni 290 000 osób albańskojęzycznych przybyło do Macedonii. Obrazy, które wówczas powstały, pozwoliły na utożsamienie anty-terrorystycznych represji władz Jugosławii przeciwko UÇK z planem eksterminacji muzułmanów (operacją „podkowa” – wymysłem niemieckiego ministra obrony Rudolfa Scharpinga) i – tym samym – na usprawiedliwienie wojny w Kosowie.

Rozmach staje się coraz większy: w 2001 r. dwa samoloty wbijają się w bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku, które następnie się zawalają. To zdarzenie otaczają inne – równie niewytłumaczalne: w biurze wiceprezydenta szaleje pożar, w Pentagonie dochodzi do dwóch wybuchów, a w samym Nowym Jorku zawala się jeszcze trzeci budynek. Niespójność narracji wykorzystana zostaje do rozwiania wszelkich wątpliwości, a władze chronią się za stwierdzeniem, że wszystkie sprzeczności można przypisać nagłości sytuacji. Przez kilka dni stacje telewizyjne nieustannie nadają tylko i wyłącznie zapis wideo obu samolotów, uderzających w WTC, aż do wyczerpania siły krytycyzmu u telewidzów. Wciąż w stanie szoku Kongres uchwala permanentny stan wyjątkowy w postaci Patriot Act. Seria wojen może się zacząć.

Manipulacja wtedy osiąga doskonałość, kiedy najpierw każe długo przyjmować coś do wiadomości, następnie przekonuje widzów do swoich racji, a następnie odkrywa przed nimi, że ich oszukała i zmusza do dalszych kroków, choć wiedzą oni już, że uzasadnieniem jest kłamstwo.

Podobnie było w 2003 r., kiedy świat ujrzał Irakijczyków, obalających pomnik Saddama Husajna. Wówczas prezydent George H. W. Bush skomentował to na żywo, że widok jednego z manifestantów, kruszącego postument, przypomina mu podobne obrazy z burzenia Muru Berlińskiego. Przekaz był taki, że upadek prezydenta Saddama Husajna oznacza wyzwolenie. Po oddaleniu kamery uwidocznił się szerszy plan. Okazało się, ze plac, na którym rozgrywała się akcja, był zamknięty przez armię amerykańską, a demonstranci byli tylko nieliczną grupką aktorów. Mimo to dalsze komentarze w mediach brzmiały tak, jakby nic się nie stało [5].

2 – Satelity

W 1989 r. US Army wykorzystała najnowsze satelity telekomunikacyjne do przekształcenia lokalnej stacji telewizyjnej z Atlanty w pierwszą telewizję „informacji ciągłej” na świecie. Chodziło o wykorzystanie przekazu na żywo dla uwiarygodnienia obrazów, których z braku czasu nie można podrobić. W rzeczywistości jednak przekaz na żywo uniemożliwia także analizę tych obrazów i ich weryfikację [6].

CNN przekonała telewidzów, że zamach stanu premiera Zhao Ziyanga w Chinach był krwawym zdławieniem rewolty ludności na placu Tian’anmen [7]. Rozdmuchała „aksamitną rewolucję” w Czechosłowacji, przekonując, iż policja zabiła jednego z demonstrantów. Telewizja relacjonowała też odkrycie zbiorowego grobu w Timișoarze – zwłok wyniesionych z kostnicy, które przedstawiła jako ciała ofiar policji podczas tłumienia manifestacji, lub ofiar tortur – w celu usprawiedliwienia zamachu stanu Iona Iliescu przeciwko rodzinie Ceaușescu. Itd., itp.

Na podobnych zasadach w 2005 r. emirat Kataru przejął kontrolę nad stacją telewizyjną Al-Dżazira [8], która dotąd poświęcona była dialogowi arabsko-izraelskiemu i uczynił z niej mównicę dla Braci Muzułmanów. W 2011 stacja odegrała kluczową rolę w operacji wiosen arabskich, ale wkrótce podzieliła los CNN: po olbrzymim sukcesie, który zawdzięczała świetnej oprawie gorących tematów, straciła gros widowni, kiedy tylko obnażono jej kłamstwa.

Zasady działania nadawców radiowych o przeznaczeniu zagranicznym zostały udoskonalone w Radio Martí, którego audycje nadawała CIA z samolotu AWACS, krążącego wokół Kuby. W 2012 uruchomiono szeroko zakrojoną operację odcięcia syryjskich stacji telewizyjnych od łączy satelitarnych i zastąpienia ich przez programy sfałszowane, których zadaniem było zapowiedzieć upadek rządu i relacjonować ucieczkę jego przedstawicieli. W tym celu wyprodukowano syntetyczną, fotomontażową sekwencję, ukazującą ucieczkę prezydenta Baszszara al-Asada [9]. Ze względu jednak na reakcję Syrii i Rosji operacji zaniechano, chociaż sygnał, pochodzący z bazy NSA w Australii zdążył już zastąpić na ArabSat sygnał telewizji syryjskiej.

3 – Technologie cyfrowe

W tym okresie postęp technologii cyfrowych, zwłaszcza w domenie rozpowszechniania informacji i internetu, sprawił, że na pierwszy plan znów wysunęła się rola jednostki – choć bez rozpędzania tłumu.

W 2007 r. CIA rozesłała po regionach Kenii, zamieszkanych przez plemię Luo, anonimowe SMS-y oskarżające plemię Kikuju o sfałszowanie wyniku wyborów prezydenckich. Wiadomość zaczęła krążyć, doszło do rozruchów, zginęło ponad tysiąc osób, a 300 000 musiało uciekać. W końcu mediację zaoferowały „organizacje pozarządowe”, które narzuciły krajowi władzę Raili Odingi [10].

W tym samym roku CIA przetestowała wiarygodność anonimowych filmów, kręconych za pomocą telefonów komórkowych. Sekwencje te charakteryzuje wąski kąt, który nie pozwala na pokazanie kontekstu, a ich niejasne pochodzenie nie pozwala stwierdzić, gdzie zostały nagrane. Niemniej jednak wideo, pokazujące dokonujących samospalenia mnichów i represje sił wojskowych podczas „szafranowej rewolucji” w Mjanmie zostały powszechnie uznane za autentyczne. Zostały podchwycone przez stacje telewizyjne i obiegły cały świat.

Koalicja kłamstwa

Techniki propagandowe nie są owocem tylko ostatnich lat, ale ich rozwój został przyśpieszony przez powstanie koalicji na rzecz kłamstwa. Do tamtej pory każde Państwo prowadziło własną politykę informacyjną, ale podczas wojny przeciwko Irakowi w 2002 roku wprowadzono koordynację poczynań ministerstw obrony Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Izraela, a następnie także Kataru i Arabii Saudyjskiej. Koalicja ta najpierw usiłowała zmanipulować inspektorów ONZ w Iraku i przekonać ich do istnienia tamże broni masowego rażenia, a kiedy to się nie udało – truciznę kłamstwa przekazała do międzynarodowych mediów [11].

Ta sama koalicja nagrała w 2011 r. film, nakręcony w studio plenerowym w Katarze, pokazujących wjazd rebeliantów na plac Zielony w Trypolisie [od 21. sierpnia 2011 – plac Męczenników – tłum.]. Obraz jako pierwsza nadała brytyjska stacja Sky News. Pozwolił on na przekonanie Libijczyków, że bitwa już skończona, choć dopiero się zaczynała. Dzięki niemu NATO mogło wziąć miasto bez większych strat własnych (strona libijska straciła 40 000 ludzi). Sajf al-Islam al-Kaddafi musiał osobiście udać się na plac i wystąpić przed wiecem swoich zwolenników, aby zadać kłam temu filmowi, rzekomo nakręconemu poprzedniego dnia w tym samym miejscu przez Sky.

Koalicja kłamstwa nabrała wiatru w żagle podczas wojny przeciwko Syrii, w której na początku wzięło udział 120 Państw i 16 podmiotów międzynarodowych – największa koalicja w Historii.

W październiku 2011 NATO zainscenizowało wydarzenia w wiosce-świadectwie Dżabal az-Zuja na północy kraju. Jednego po drugim dziennikarzy zachodnich na miejsce przywoziły służby informacyjne tureckiego premiera. Ujrzeli oni Wolną Armię Syrii, fetowaną przez miejscową ludność. Operacja ugrzęzła, kiedy jeden z obecnych na miejscu dziennikarzy hiszpańskich rozpoznał szefów tej „syryjskiej” Wolnej Armii – przywódców al-Ka’idy w Libii: Abdelhakima Belhadża i Mahdiego al-Haratiego [12], jednak bez względu na to utrwalił się obraz, że naprawdę istnieje duża armia, złożona z dawnych żołnierzy Syryjskiej Republiki Arabskiej, którzy przeszli na druga stronę.

W 2012 r. świat śledził przez miesiąc los rewolucjonistów z Baba Amr [w Hims – tłum.] [13], obleganych i niemiłosiernie ostrzeliwanych przez wojska reżymu. W rzeczywistości dzielnica ta była oblężona, ale nie bombardowano jej, ponieważ 72 żołnierzy armii syryjskiej znalazło się w niej w okrążeniu w jednym z supermarketów. Dżihadyści wysadzali w powietrze domy chrześcijan, żeby ich ruiny przedstawiać jako skutek działań armii rządowej. Na dachach palono opony, żeby powstał gęsty, czarny dym. France24 i Al-Dżazira odpłatnie zatrudniły w tym czasie, w charakterze „dziennikarzy obywatelskich” członków Trybunału Rewolucyjnego. Zwłoki 150 ofiar, które Trybunał ten skazał na śmierć przez poderżnięcie gardła, zostały następnie zaprezentowane telewidzom jako szczątki ofiar bombardowań [14]. Na miejsce przybył modny pisarz francusko-izraelsko-amerykański Jonathan Littell, który potwierdził, że „rewolucja” jest jak najbardziej prawdziwa. W końcu znalazły się i obrazy i świadectwo pisemne „okrucieństw reżymu”.

W 2013 r. Wielka Brytania stworzyła InCoStrat – firmę komunikacyjną na usługi dla ugrupowań dżihadystycznych. Firma ta projektowała logo, produkowała filmy, kręcone za pomocą telefonu komórkowego i wydawała broszury – wszystko dla ok. setki organizacji islamistycznych, co stwarzało wrażenie, że opozycja ludności wobec Republiki się rozrasta. We współpracy z SAS wyreżyserowała wkroczenie na scenę najważniejszej z tych grup – Armii Islamu (Dżajsz al-Islam). Arabia Saudyjska dostarczyła pojazdów opancerzonych, które dostarczono przez granicę jordańską. Na ceremonię promocji rozdano dżihadystom uszyte w Hiszpanii mundury. Wszystko to zostało zainscenizowane i sfilmowane przez zawodowców, żeby sprawić wrażenie armii, zorganizowanej na sposób jednostek regularnych i zdolnej rywalizować z Syryjską Armią Arabską [15]. Widza nachodziła myśl, że faktycznie jest świadkiem wojny domowej, ale na obrazach obecnych było tylko kilkuset statystów, z którzy większość była obcokrajowcami.

Thierry Meyssan

Tłumaczenie
Euzebiusz Budka

[1] « Mesures à prendre contre la propagande en faveur d’une nouvelle guerre et contre ceux qui y incitent », Réseau Voltaire, 3 novembre 1947.

[2] « Condamnation de la propagande contre la paix », Réseau Voltaire, 17 novembre 1950.

[3] « Renforcement de la paix par la suppression des obstacles au libre échange des informations et des idées », Réseau Voltaire, 14 décembre 1954.

[4] Za tytułem pracy „Społeczeństwo spektaklu” francuskiego myśliciela Guy Deborda – tłum.

[5] « La chute de statue de Saddam Hussein », par Jean-Sébastien Farez, Réseau Voltaire, 15 avril 2003.

[6] « L’effet CNN », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 19 mai 2003.

[7] “Tienanmen 20 anni dopo”, Domenico Losurdo, Rete Voltaire, 9 giugno 2009.

[8] « Wadah Khanfar, Al-Jazeera et le triomphe de la propagande télévisuelle », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 23 septembre 2011.

[9] « L’OTAN prépare une vaste opération d’intoxication », par Thierry Meyssan, Komsomolskaïa Pravda (Russie), Réseau Voltaire, 10 juin 2012.

[10] « Le dessous du prix Nobel de la paix 2009 », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 13 octobre 2009.

[11] « Un réseau militaire d’intoxication », Réseau Voltaire, 8 décembre 2003.

[12] «Islamistas libios se desplazan a Siria para „ayudar” a la revolución», por Daniel Iriarte, ABC (España), Red Voltaire , 19 de diciembre de 2011.

[13] « Les journalistes-combattants de Baba Amr », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 3 mars 2012.

[14] “The Burial Brigade of Homs: An Executioner for Syria’s Rebels Tells His Story”, Ulrike Putz, Der Spiegel, March 29th, 2012.

[15] « Comment le Royaume-Uni met en scène les jihadistes », Réseau Voltaire, 13 mai 2016.

 

Thierry Meyssan: Zimna wojna w cztery dni

Artykuł ze strony SIEĆ VOLTAIRE http://www.voltairenet.org/article200282.html

**************

Ubiegły tydzień był wyjątkowo bogaty w wydarzenia. Ale żadne media nie mogły o tym poinformować, bo wszystkie celowo ukryły niektóre z nich, aby ochronić bajdy, które serwują ludziom ich rządy. Londyn próbował wywołać poważny konflikt, ale przegrał z Rosją, prezydentem Trumpem i Syrią.

DSC02271

Pomimo tego, że Zjednoczone Królestwo ma czwartą co do wielkości armię na świecie, to jednak nie może rzucić wyzwania Rosji bez wsparcia sojuszników. Dlatego musi ono wynaleźć casus belli dla zmuszenia swoich partnerów do reakcji i doprowadzenia ich do tego, by stanęli obok niego.

Rząd brytyjski i niektórzy jego sojusznicy, w tym sekretarz stanu USA Rex Tillerson, próbowali rozpocząć zimną wojnę przeciwko Rosji.

Ich plan polegał na jednoczesnym sfabrykowaniu ataku na byłego podwójnego agenta w Salisbury [południowa Anglia] i ataku chemicznego na „umiarkowanych rebeliantów” w Gucie [przedmieście Damaszku]. Spiskowcy zamierzali wykorzystać do swoich celów wysiłki Syrii podejmowane dla wyzwolenia przedmieść jej stolicy oraz odwrócenie uwagi Rosji spowodowane tamtejszymi wyborami prezydenckimi. Gdyby te manipulacje zadziałały, to Wielka Brytania wymusiła by na Stanach Zjednoczonych bombardowanie Damaszku, w tym tutejszego pałacu prezydenckiego, i zażądała by wykluczenia Rosji z Rady Bezpieczeństwa przez Zgromadzenie Ogólne ONZ.

Jednakże, syryjskie i rosyjskie służby specjalne dowiedziały się w jaki sposób intryga została skonstruowana. Zrozumiały, że agenci amerykańscy w Gucie, którzy przygotowywali atak [chemiczny] na Gutę, nie pracowali dla Pentagonu, lecz dla innej agencji amerykańskiej.

Wiceminister spraw zagranicznych Syrii Fejsal Mikdad zorganizował 10 marca nadzwyczajną konferencję prasową w Damaszku,, aby ostrzec swoich rodaków. Moskwa ze swej strony próbowała w pierwszej kolejności skontaktować się z Waszyngtonem na drodze dyplomatycznej. Wiedząc jednak, że ambasador USA [w Moskwie] John Huntsman młodszy jest dyrektorem firmy Caterpillar, która dostarczała dżihadystom materiały do budowy tuneli, by mogli oni zbudować swoją sieć umocnień, Moskwa postanowiła obejść zwykłe kanały dyplomatyczne.

Oto jak wszystko przebiegło:

12 marca 2018 roku

Armia syryjska zajęła dwa laboratoria broni chemicznej: pierwsze 12 marca w Aftrisie, a drugie następnego dnia w Czifonii. W tym czasie dyplomaci rosyjscy spowodowali, że Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) włączyła się do śledztwa w Salisbury.

Występując w Izbie Gmin, premier Wielkiej Brytanii Teresa May oskarżyła brutalnie Rosję o spowodowanie ataku w Salisbury. Według niej, były podwójny agent Sergiusz Skripal i jego córka zostali otruci bojowym gazem paralityczno-drgawkowym typu „opracowany przez Rosję” pn. „Nowicjusz” (ros. Новичок – Nowiczok). Ponieważ Kreml traktuje tych obywateli rosyjskich, którzy zdradzili, jak swoje potencjalne cele, to najprawdopodobniej zlecił on to przestępstwo.

O „Nowicjuszu” wiemy to, co ujawniły dwie sowieckie postaci: Lew Fiodorow i Wil Mirzajanow. W lipcu 1992 roku naukowiec Fiodorow opublikował w rosyjskim tygodniku „Совершенно секретно” („Ściśle Tajne”) artykuł, w którym ostrzegał przed bardzo niebezpiecznym charakterem tego produktu i przestrzegał przed wykorzystaniem przez mocarstwa zachodnie tej starej sowieckiej broni do zniszczenia środowiska naturalnego w Rosji i uczynienia go bezużytecznym. W październiku 1992 r. Fiodorow opublikował drugi artykuł w dzieniku „Московские новости” („Wieści z Moskwy”), w którym członek władz kontrwywiadu Mirzajanow potępiał korupcję poszczególnych generałów i handel „Nowicjuszem”, w którym oni uczestniczyli. Jednakże, [autorzy artykułu] nie wiedzieli komu mógł być sprzedany ten produkt. Mirzajanow został początkowo aresztowany za zdradę, a potem został uwolniony. Fiodorow zmarł w Rosji w sierpniu ubiegłego [2017] roku, a Mirzajanow mieszka na emigracji w USA, gdzie współpracuje z amerykańskim Ministerstwem Obrony.

200226-2-7-d0564

Były rosyjski kontrwywiadowca Wil Mirzajanow przeszedł na stronę USA. Mając teraz 83 lata, komentuje sprawę Skripala z Bostonu.

„Nowicjusz” był produkowany w sowieckim laboratorium w Nurus, należącym obecnie do Uzbekistanu. W czasach rozpadu Związku Radzieckiego został zniszczony przez amerykańską grupę specjalistów. Dlatego Uzbekistan i Stany Zjednoczone w razie potrzeby dysponują próbkami tej substancji i mogą ją badać. Oba te kraje są w stanie ją produkować.

Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Borys Johnson wezwał ambasadora Rosji w Londynie Aleksandra Jakowienko. Wręczył mu ultimatum z 36-godzinnym terminem na sprawdzenie, czy jakiś „Nowicjusz” nie zginął z rosyjskich zapasów. Ambasador odpowiedział, że nic nie zaginęło bez wieści, ponieważ Rosja zniszczyła całą broń chemiczną, jaką otrzymała w spadku po Związku Radzieckim, o czym może zaświadczyć Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), która sporządziła z tego uwierzytelniony raport.

Następnie, po rozmowie telefonicznej z Borysem Johnsonem, sekretarz stanu USA Rex Tillerson potępił Rosję za zamach w Salisbury.

Tymczasem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ odbywała się debata na temat sytuacji w Gucie. Stały przedstawiciel USA Nikki Haley oświadczyła: „Około rok temu, po użyciu przez reżim syryjski sarinu w Chan Szajchun, Stany Zjednoczone ostrzegły Radę. Mówiliśmy, że widząc systematyczną bezczynność społeczności międzynarodowej, państwa niekiedy zmuszone są działać na własną rękę. Rada Bezpieczeństwa nie zareagowała i Stany Zjednoczone zbombardowały bazę lotniczą, z której Asad rozpoczął [wówczas] swój atak chemiczny. Dzisiaj powtarzamy to samo ostrzeżenie”.

Rosyjskie służby specjalne rozprowadziły dokumenty z amerykańskiego sztabu. Dowodziły one, że Pentagon jest gotów zbombardować pałac prezydencki i syryjskie ministerstwa, podobnie jak to zrobił podczas zajmowania Bagdadu (3-12 kwietnia 2003 r.).

Komentując oświadczenie Nikki Haley, rosyjski minister spraw zagranicznych (który nazywał zawsze atak [chemiczny] w Chan Szajchunie „manipulacją Zachodu”) dowiódł, że fałszywa informacja, która wprowadziła w błąd Biały Dom i spowodowała zbombardowanie bazy lotniczej Esz-Szajrat [38 km na południowy-wschód od miasta Homs], w rzeczywistości pochodziła z brytyjskiego laboratorium, które nigdy nie ujawniło skąd dostało swoje próbki.

13 marca 2018 roku

Minister spraw zagranicznych Rosji opublikował komunikat prasowy, w którym potępił możliwą interwencję USA i ogłosił, że jeżeli w jej wyniku obywatele rosyjscy doznają szkód w Damaszku, to Moskwa odpowie na to proporcjonalnie, ponieważ prezydent Rosji ponosi konstytucyjną odpowiedzialność za bezpieczeństwo swoich obywateli.

Obchodząc oficjalne kanały dyplomatyczne, szef rosyjskiego Sztabu Generalnego gen. Waleriusz Gierasimow skontaktował się ze swoim amerykańskim kolegą, gen. Józefem Dunfordem, by poinformować go o swoich obawach przed atakiem chemicznym pod tzw. fałszywą flagą w Gucie. Dunford poważnie potraktował tę informację i ostrzegł sekretarza obrony USA Jima Mattisa, który przekazał tę kwestię prezydentowi Donaldowi Trumpowi. W związku z tym, że Rosja obstawała przy tym, że ta część nieuczciwej gry była przygotowywana bez wiedzy Pentagonu, Biały Dom poprosił dyrektora CIA Mike’a Pompeo, żeby zidentyfikował tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za ów spisek.

Nie znamy wyniku tego wewnętrznego dochodzenia, ale prezydent Trump uzyskał pewność, że jego sekretarz stanu Rex Tillerson był w to zamieszany. Natychmiast poproszono sekretarza stanu o przerwanie oficjalnej podróży do Afryki i powrót do Waszyngtonu.

Teresa May napisała do Sekretarza Generalnego ONZ, oskarżając w swym piśmie Rosję o zlecenie ataku [chemicznego] w Salisbury i zwołała nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa. Nie czekając na nie, wydaliła 23 rosyjskich dyplomatów.

200226-3_arton_-6-0edb0

Książka Amy Knight opublikowana na półtora miesiąca przed atakiem w Salisbury, prezentuje coś, co powinno było stać się tezami MI5. Autorka sama stwierdza, że nie posiada najmniejszego dowodu na to, co twierdzi.

Na wniosek przewodniczącej Komisji Spraw Wewnętrznych Izby Gmin Wielkiej Brytanii Yvette Cooper, brytyjska ministerka spraw wewnętrznych Amber Rudd ogłosiła, że MI5 (Military Interior Secret Services – Wojskowe Wewnętrzne Służby Specjalne) zamierza wznowić 14 dochodzeń w sprawie przypadków śmierci, które – według źródeł amerykańskich – zostały zlecone przez Kreml.

Tym samym rząd brytyjski nonilitował teorię profesor Amy Knight. Ta amerykańska sowietolożka opublikowała 22 stycznia 2018 r. bardzo dziwną książkę pt. „Rozkazy zabijania – reżim Putina i morderstwo polityczne”. Autorka, która jest „ekspertem” w sprawach b. KGB, stara się wykazać, że Włodzimierz Putin jest seryjnym mordercą odpowiedzialnym za dziesiątki morderstw politycznych, począwszy od zamachów terrorystycznych w Moskwie w 1999 r. do ataku na maraton w Bostonie w 2013 r., w tym przypadki śmierci Aleksandra Litwinienki w Londynie w 2006 r., czy Borysa Niemcowa w Moskwie w 2015 r. Jednakże, autorka sama przyznaje, że nie posiada absolutnie żadnych dowodów na potwierdzenie swoich zarzutów.

Następnie ruszyli do walki europejscy liberałowie. Były premier Belgii Guy Verhofstadt, który przewodniczy ich grupie w Parlamencie Europejskim, wezwał Unię Europejską do uchwalenia sankcji przeciwko Rosji. Jego odpowiednik stojący na czele brytyjskiej partii liberalnej, sir Vince Cable, zaproponował europejski bojkot mistrzostw świata w piłce nożnej. A Pałac Buckingham ogłosił już, że rodzina królewska odwołała swoją wycieczkę do Rosji.

Państwowy brytyjski Urząd Komunikacji (Office of Communications, Ofcom) ogłosił, że w ramach środków odwetowych może zablokować kanał Russia Today, chociaż RT ani razu nie złamała brytyjskiego prawa.

Rosyjski minister spraw zagranicznych wezwał ambasadora Wielkiej Brytanii w Moskwie, aby poinformować go, że wkrótce zostaną podjęte adekwatne kroki w odpowiedzi na wydalenie dyplomatów rosyjskich z Londynu.

Prezydent Trump ogłosił na Twitterze, że zwolnił swojego sekretarza stanu, z którym nawet się nie skontaktował. Zastąpił go Mike Pompeo, były dyrektor CIA, który poprzedniego dnia wieczorem potwierdził prawdziwość rosyjskich informacji, przekazanych generałowi Dunfordowi. Po przybyciu do Waszyngtonu, Tillerson otrzymał potwierdzenie swojego zwolnienia od szefa personelu Białego Domu Johna Kelly.

200226-4-7-12368

Były dyrektor generalny największej międzynarodowej firmy na świecie – ExxonMobil, uważał się za nietykalnego. Ale, ku swemu wielkiemu zdziwieniu, Rex Tillerson został brutalnie zwolniony przez Donalda Trumpa. Ten pierwszy uważał, że służy anglosaskiemu światu, a drugi – że jest on zdrajcą swojego kraju.

Były sekretarz stanu Rex Tillerson jest produktem teksaskiej klasy średniej. On i jego rodzina działali w ruchu amerykańskich skautów (The Boy Scouts of America), którego był on zwierzchnikiem w l. 2010-2012. Kulturowo zbliżony do Anglii, nie tylko nie zawahał się (gdy był już prezesem mega-wielonarodowego Exxon-Mobil w l. 2006-16) przed prowadzeniem „poprawnej politycznie” kampanii na rzecz przyjmowania młodych gejów do harcerstwa, ale i werbował najemników w Gujanie Brytyjskiej. Jest on, jak mówią, członkiem Pilgrims Society – Towarzystwa Pielgrzymów, czyli najbardziej prestiżowego anglo-amerykańskiego klubu, na którego czele stoi królowa Elżbieta II, a wielu jego członków wchodziło w skład administracji prezydenta Obamy.

W czasie pełnienia funkcji sekretarza stanu dobrze wykształcony Tillerson zapewniał Donaldowi Trumpowi łączność z amerykańskimi wyższymi sferami, traktującymi swego prezydenta jak błazna. Nie zgadzał się on z Trumpem w trzech głównych kwestiach, które pozwalają na określenie ideologii spiskowców:

 podobnie jak Londyn i tzw. głębokie państwo w USA myślał on, że byłoby dobrze diabolizować Rosję w celu skonsolidowania władzy anglosasów w obozie zachodnim;

 podobnie jak Londyn uważał on, że dla zachowania zachodniego kolonializmu na Bliskim Wschodzie należy zaoferować wsparcie prezydentowi Iranu szejkowi Rouhani w walce z najwyższym przywódcą rewolucji islamskiej ajatollahem Chamenei. Dlatego popierał umowę 5+1.

 Podobnie jak amerykańskie tzw. głębokie państwo uważał on, że kurs Korei Północnej wobec Stanów Zjednoczonych musi pozostać tajemnicą i może być wykorzystany do uzasadnienia rozwijania wojsk, co byłoby skierowane w rzeczywistości przeciwko Chińskiej Republice Ludowej. Dlatego opowiadał się za oficjalnymi rozmowami z Phenianem, ale przeciwko spotkaniu szefów dwóch państw.

14 marca 2018 roku

Dopóki Waszyngton był w szoku, Teresa May ponownie wystąpiła przed Izbą Gmin, by rozwinąć swoje oskarżenia, podczas gdy na całym świecie brytyjscy dyplomaci rozmawiali z licznymi organizacjami międzyrządowymi w celu wysyłania odpowiednich komunikatów. Odpowiadając swojej pani premier, poseł Chris Leslie (zwolennik polityki Blaira) nazwał Rosję „państwem zbójeckim” i zażądał jej usunięcia z Rady Bezpieczeństwa ONZ. Teresa May zgodziła się rozważyć tą kwestię, podkreślając jednocześnie, że decyzja w tej sprawie może być podjęta tylko przez Zgromadzenie Ogólne, aby uniknąć rosyjskiego weta.

Na wniosek Zjednoczonego Królestwa Rada Północnoatlantycka NATO (ang. North Atlantic Council, NAC) odbyła posiedzenie w Brukseli. Przedstawiciele 29 państw członkowskich ustalili związek między użyciem broni chemicznej w Syrii i atakiem w Salisbury. Zdecydowali oni, że Rosja „prawdopodobnie” ponosi odpowiedzialność za te dwa wydarzenia.

200226-5-8-a9c45.jpg

Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO i Sara MacIntosh, stała przedstawicielka Wielkiej Brytanii w Radzie Północnoatlantyckiej. Jest ona b. dyrektorem ds. obrony i wywiadu brytyjskiego MSZ, który to urząd przekazała Jonathanowi Allenowi, obecnemu chargé d’affaires w ONZ.

W Nowym Jorku stały przedstawiciel Rosji Wasyl Niebenzja zaproponował członkom Rady Bezpieczeństwa przyjęcie deklaracji potwierdzającej ich wspólną wolę wyjaśnienia ataku w Salisbury i przekazania dochodzenia OPCW w poszanowaniu międzynarodowych procedur. Wielka Brytania odmówiła rozpatrywania jakiegokolwiek tekstu, który nie będzie zawierał stwierdzenia, że Rosja jest „odpowiedzialna” za ten atak.

W trakcie debaty publicznej, która nastąpiła, Wielką Brytanię reprezentował jej chargé d’affaire Jonathan Allen. Jest on agentem MI-6, który stworzył brytyjską służbę propagandy wojskowej i aktywnie wspiera dżihadystów w Syrii. Oświadczył on: „Rosja już ingerowała w sprawy innych krajów, Rosja już naruszyła prawo międzynarodowe na Ukrainie, Rosja gardzi życiem cywilów, o czym świadczy atak rosyjskich najemników na samolot pasażerski [lecący] nad Ukrainą, Rosja broni używania broni chemicznej przez Asada (…) Państwo rosyjskie ponosi odpowiedzialność za to usiłowanie zabójstwa”. Stały przedstawiciel Francji Franciszek Delattre, który przeszedł szkolenie w Departamencie Stanu USA, podkreślił, że jego kraj wystąpił z inicjatywą, aby położyć kres bezkarności tych, którzy używają broni chemicznej. On miał na myśli to, że inicjatywa, początkowo ukierunkowana na Syrię, może być również skierowana przeciwko Rosji.

Ambasador Rosji Wasyl Niebenzja zaznaczył, że sesja Rady Bezpieczeństwa została zwołana na wniosek Londynu, ale na prośbę Moskwy ma ona jawny charakter. Podkreślił, że Wielka Brytania narusza prawo międzynarodowe, rozważając przedmiotową kwestię w Radzie Bezpieczeństwa i nie zezwalając przy tym na dochodzenie OPCW. Zauważył on, że jeżeli Londyn był w stanie zidentyfikować „Nowicjusza”, to dlatego, że posiada tę formułę [chemiczną] i może zrobić swój własny [preparat tego typu]. Zaznaczył, że Rosja jest chętna do współpracy z OPCW z uwzględnieniem międzynarodowych procedur.

15 marca 2018 roku

Wielka Brytania opublikowała wspólną deklarację, która została podpisana w przeddzień wieczorem przez Francję i Niemcy, a także przez Rexa Tillersona, który w tym momencie był jeszcze sekretarzem stanu USA. W tekście powtarzają się podejrzenia Brytyjczyków. Potępiono w nim używanie „czynnika neurotoksycznego wojskowej jakości i rodzaju, opracowanego przez Rosję” i potwierdza się, że „jest bardzo prawdopodobne, że to Rosja ponosi odpowiedzialność za atak”.

The Washington Post” opublikował artykuł redakcyjny Borysa Johnsona, podczas gdy minister finansów USA Steven Mnuchin zarządził nowe sankcje przeciwko Rosji. Są one związane nie z aktualną sprawą, ale z twierdzeniami o rosyjskiej ingerencji w życie społeczne Stanów Zjednoczonych. Tym niemniej, w rozporządzeniu Mnuchina jest mowa o ataku w Salisbury jako dowodzie tajnych metod Rosji.

Brytyjski minister obrony, młody Gavin Williamson, oświadczył, że po wydaleniu dyplomatów Rosja powinna „zamknąć się i odejść” (sic!). Po raz pierwszy od czasu zakończenia II Wojny Światowej przedstawiciel jednego ze stałych członków Rady Bezpieczeństwa użył takiego słownictwa w obecności innego członka Rady. Sergiusz Ławrow skomentował to następująco: „to uroczy młody człowiek. On musi pragnąć zapewnić sobie miejsce w historii dzięki szokującym oświadczeniom (…) Być może brakuje mu wykształcenia”.

200226-6-7-05c50

W całej swojej długiej historii Anglia nigdy nie wahała się kłamać i łamać swoje przysięgi w imię obrony swoich interesów. Oto jak zdobył swój francuski przydomek „perfidny Albion” (łacińska nazwa Anglii).

Wniosek

W ciągu czterech dni Wielka Brytania i jej sojusznicy położyli podwaliny nowego podziału świata – zimnej wojny.

Jednakże, Syria to nie Irak, a ONZ to nie G8, z której to grupy Rosja została wykluczona z powodu jej złączenia się z Krymem i poparcia dla Syrii. Stany Zjednoczone nie zamierzają zniszczyć Damaszku, a Rosja nie będzie wykluczona z Rady Bezpieczeństwa. Po wyjściu z Unii Europejskiej, a następnie po odmowie podpisania chińskiej deklaracji o „jedwabnym szlaku”, Wielka Brytania postanowiła polepszyć swój status poprzez wyeliminowanie konkurenta. Wyobraziła sobie, że dzięki tej brudnej robocie zyska nowy wymiar i stanie się „globalną Wielką Brytanią”, zapowiedzianą przez panią May. Lecz tym, co zrobiła – zniszczyła swój autorytet.

Zob. także:

Exxon-Mobil, Official Supplier of the Empire” , by Arthur Lepic, Voltaire Network, 16 September 2005.

Szefowie MSZ Polski i W. Brytanii o roli Rosji w ataku na Skripala” , PAP, 16 marca 2018.

 

Tłumaczenie
Grzegorz Grabowski

Aleksandr Dugin: Geopolityka znaczenia. Semantyczna wojna wokół Ukrainy

Artykuł był opublikowany 26-10-2017 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

Artykuł umieszczony za zgodą Xportal.pl / Informacje, Idea, Polityka/ , ISSN 2353-6292 

http://xportal.pl/?p=13003

 

Za wydarzeniami w Kijowie stoją Stany Zjednoczone. To tylko epizod w geopolitycznej walce Lądu i Morza. O ile wcześniej można było kwestionować geopolitykę jako metodę tłumaczenia najważniejszych wydarzeń na świecie jako konfrontacji atlantyzmu   i eurazjatyzmu, dziś podważać to mogą jedynie kompletni ignoranci albo ludzie chcący świadomie ukryć prawdę. Pisaliśmy o tym od 1991 r. Pisaliśmy bez końca. Jeszcze zanim geopolityka zmieniła się z “faszystowskiej burżuazyjnej pseudonauki” w dyscyplinę nauczaną na większości rosyjskich uczelni. Bez geopolityki nie można zrozumieć wydarzeń na Ukrainie – każde inne podejście skazane jest na natychmiastową klęskę.

Z punktu widzenia geopolityki każda koncepcja, w tym prawo posiada nie jedno, lecz dwa znaczenia. Na przykład – separatyzm, integralność terytorialna, legitymizacja, prawa człowieka, demokracja, wolność słowa, wolność prasy, dyktatura, multikulturalizm, faszyzm, rewolucja, zamach stanu, junta itd. Znaczenia te są swoimi przeciwieństwami w zależności od przyjętego punktu widzenia.

Przyjrzyjmy się przykładom podwójnych znaczeń w geopolityce.

Jeżeli separatyzm leży w interesie Morza (USA, NATO), oznacza prawo narodów do samostanowienia. Jeśli w interesie Lądu (Rosji, Chiny) – jest naruszeniem integralności terytorialnej. I vice versa. Zatem, dla USA Kosowo to przykład realizacji prawa narodów do samostanowienia, dla Rosji – separatyzmu. W ten sposób można postrzegać też sytuację w Czeczenii (separatyzm dla Moskwy, walka o niepodległość dla Stanów Zjednoczonych), Gruzji (dla USA separatyzm, dla Moskwy walka o niepodległość) i w innych miejscach.

Dziś mamy z tym do czynienia na Krymie i całej Ukrainie. Siły prorosyjskie dokonały przewrotu. Separatyzm – tym są dążenia do niepodległości Krymu i wezwania do samostanowienia południa i wschodu Ukrainy w oczach atlantystów (USA, NATO). Dla nas, dążących do budowy Unii Eurazjatyckiej, jest to prawo narodów do samostanowienia.

Człowiek naiwny zapytałby: kto ma rację? Jak rozumieć te terminy?

Naiwnym doradzimy jedno: przestańcie być naiwni. Geopolityka uczy nas, że świat jest bardziej skomplikowany: nie ma jednego znaczenia słów, są dwa – atlantyckie i eurazjatyckie. Wydarzenia na świecie zaczniecie rozumieć dopiero wtedy gdy wyraźnie określicie swoje stanowisko, swoją tożsamość. Jeśli stajecie po stronie Eurazji, cywilizacji rosyjskiej, możecie przyjąć jedną logikę: Kosowo to Serbia, Krym i Noworosja to Rosja, Czeczenia – Rosja, Osetia Południowa i Abchazja mają pełne prawo do samostanowienia i niepodległości zatem słuszne jest ich uznanie przez Moskwę itd. I będzie to wasza prawda. Nasza prawda.

Jeśli identyfikujecie się z Zachodem, ze Stanami Zjednoczonymi, szalejecie za NATO, nieustannie słuchacie “Echa Moskwy” wszystko będziecie postrzegać na odwrót. Kosowo to nie Serbia, Krym i Noworosja należą do Ukrainy, zwłaszcza po obaleniu Janukowycza. Wahabici z Kaukazu walczą w słusznej sprawie, Osetia Południowa i Abchazja to państwa bandyckie które muszą wrócić pod kontrolę Tbilisi. Tak wygląda świat widziany z Waszyngtonu i takie są poglądy jego piątej kolumny w Rosji i gdzie indziej.

Istnieją dwie prawdy dwóch cywilizacji między którymi toczy się wojna. Wielka Wojna Kontynentów.

Teraz termin “demokracja”. On także podlega interpretacji geopolitycznej. W kontekście konfrontacji cywilizacji nie ma jednego rozumienia demokracji. To co dla eurazjatów jest demokracją dla atlantystów może być dyktaturą. I vice versa. Dziś widać to wyraźnie: dla Zachodu demokracja to władza mniejszości. Dla Wschodu – większości. Oto fundament konfliktu. Ochrona mniejszości (np. LGBT) to oś zachodniej demokracji. Dla Rosji, Chin i wielu innych krajów demokracja oznacza pragnienie ochrony tradycyjnej rodziny wyrażane przez zdecydowaną większość obywateli

Inny ważny termin to legitymizacja. Dla atlantystów to coś co odpowiada ich interesom. Dla nas, przeciwnie. Legitymizacja to właściwe decyzje polityczne zgodne z wolą opinii publicznej, nastrojami i preferencjami mas i dostosowanie się do logiki historii. Ale te czynniki pozailościowe mogą być interpretowane na różne sposoby. To co się dzieje będzie inaczej interpretowane przez eurazjatów i atlantystów. Widać to wyraźnie na Ukrainie w kwestii uznawania bądź nieuznawania Janukowycza, junty, krymskiego parlamentu i innych stron.

Co ciekawe, ukraiński dramat dopisał do tego podwójną interpretację koncepcji „faszyzmu”. Prawy Sektor, Tryzub, Swoboda, banderowskie formacje skrajnych nacjonalistów ukraińskich, otwarcie ksenofobicznych, rasistowskich i szowinistycznych, uciekających się do przemocy i wszelkich możliwych naruszeń praw obywatelskich nie są dla USA i Zachodu nazistami a ścisłe stosowanie się do litery prawa uniemożliwiało „faszyście” Janukowyczowi zezwolenie policji na użycie ostrej amunicji. „Faszystą” jest też Putin i wszyscy eurazjaci, co więcej, „faszystami” są wszyscy Rosjanie poza piątą kolumną z Placu Błotnego. Oni i Pussy Riot to „dobrzy Rosjanie” walczący przeciwko złym rosyjskim faszystom. Dla nas jest jasne, że faszystami są ukraińscy radykałowie, którzy samych siebie uznają za faszystów. Ale dla USA to się nie liczy. Co ciekawe, rosyjscy neonaziści którzy opowiadają się za dezintegracją Rosji nie są dla USA „faszystami” lecz „demokratami”.

Tak samo jest z gospodarką. Wolny rynek istnieje tylko na Zachodzie i w krajach zokcydentalizowanych. W innych krajach szaleje korupcja, więc można je jedynie poddać liberalizacji. Jeśli oligarcha jest atlantystą wiernym Zachodowi, staje się bohaterem wolnego rynku. Jeśli jest lojalny wobec Putina czy Janukowycza, jest kryminalistą który do pieniędzy doszedł dzięki korupcji.

Dotyczy to też koncepcji zamachu stanu, junty, dyktatury itd. Dla atlantystów Putin to dyktator. Władze w Kijowie – prawowicie wybrany parlament. Zdaniem Moskwy w Kijowie władzę przejęła junta która po zamachu stanu ustanowiła krwawą, szowinistyczną dyktaturę.

Wszystko to przenika debaty nad polityką wewnętrzną i międzynarodową. Na świecie są zatem dwie główne siły, eurazjaci i atlantyści. Jedni i drudzy interpretują na swoją korzyść każdy termin polityczny, prawny czy socjologiczny.

Dzięki temu łatwo widzimy kto jest kim. Także w naszym społeczeństwie.

Są oczywiście opinie pośrednie: pół atlantyści – pół eurazjaci, ani nasi, ani wasi. Ich celem jest wprowadzanie zamętu terminologiczneego i wchodzenie w drogę. W geopolityce odpowiadają oni Rimlandowi, strefie wybrzeża która jest polem nieustannej walki między eurazjatami a atlantystami. Pozycję tę zajmuje Europa, pozostająca jednak pod silnym wpływem atlantyzmu (NATO).

Uderzające jest, że  na obszarze znaczeń, semantyki, lingwistyki możemy odnaleźć bezpośrednią analogię do wojskowo-strategicznego podziału stref świata.

 

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl