Kabaretowe sukcesy negocjacyjne Lewicy dotyczące Funduszu Odbudowy

I. Fikcja sukcesów negocjacyjnych Lewicy:

1)Wybudowanie 75 tysięcy mieszkań na wynajem: fikcja, bo to PiS buduje w tej chwili mieszkania na wynajem w ramach programu MIESZKANIE PLUS.  Ma on dostarczyć dostępne cenowo mieszkania  na wynajem lub docelowo jako mieszkania własnościowe dla osób o dochodach na tyle niskich, że nie stać ich obecnie na nabycie  lub wynajęcie mieszkania   na zasadach komercyjnych. Do końca 2019r. miało być tych mieszkań 100 tys. W rzeczywistości, od października 2016r. kiedy ruszył program  do końca 2020r. oddano 26 tys. mieszkań. Oczywiście PiS w ciągu kilku lat zakończy budowę pozostałych 74 tys. mieszkań bo przecież dzieci lokalnych działaczy PiS też gdzieś muszą taniej mieszkać.  

Ale, nie będzie to zasługą Lewicy, tylko dokończeniem rządowego programu Mieszkanie Plus i PiS nie odda swojego sztandarowego programu Lewicy.

Ponieważ jestem rzeczoznawcą majątkowym który miał szkolenia dot. tego tematu, więc szybko zorientowałem się, jakie tu są układane  klocki, ale Kowalska/Kowalski mogą dać się nabrać w przyszłości na  takie stwierdzenie działacza Lewicy „obiecaliśmy 75 tys. mieszkań na wynajem i proszę w okresie kilku lat wybudowano te mieszkania”.

2)30% Funduszu Odbudowy otrzymają samorządy: PiS może faktycznie przeznaczyć te 30%, ale nie ma żadnej gwarancji czy mechanizmu kontrolnego, gwarantującego uczciwe rozdzielenie tych pieniędzy na samorządy. Nie można wykluczyć, że lwią część funduszy z tych 30% dostaną samorządy powiązane z władzą, tak jak to było z drugą transzą z Funduszu Inwestycji Lokalnych: „PiS wystawił rachunek samorządom, które warczą na władzę centralną. Mieszkańcy gmin zarządzanych przez opozycyjnych włodarzy dostali dziesięciokrotnie mniejsze dotacje z Funduszu Inwestycji Lokalnych niż ci z gmin będących „w rękach” prawicy” {1}.

3)Ma powstać Komitet który ma nadzorować rozdział funduszy unijnych: śmiechu warte, bo to od Zjednoczonej Prawicy będzie zależał skład Komitetu. Wystarczy , że włącza propisowski NSZZ Solidarność, przedstawicieli kościoła katolickiego i innych prorządowych organizacji i zmajoryzują opozycję. Czy ktoś na poważnie sądzi, że PiS wypuści z rąk kasę unijną?

4)Twierdzenie polityków Lewicy , że PiS „obiecał, zgodził się, zaakceptował” jest kpiną z inteligencji Polek i Polaków. Reżim pisowski lekceważy sobie wyroki sądów krajowych, TSUE – a będzie się przejmował obietnicami danymi lewicy? Zwłaszcza jak sprawy formalno-prawne związane z Funduszem Odbudowy zostaną zaakceptowane i nie będzie odwrotu?

5)Pieniądze które rzekomo wywalczyła Lewica dla szpitali czy kilku branż nie jest żadna łaską bo na te działy przeznaczone są pieniądze z Funduszu Odbudowy. I zresztą zgodnie z intencjami rządowymi.

II.PRAKTYCZNIE WSZYSTKIM SIŁOM POLITYCZNYM W PARLAMENCIE ZALEŻY NA RATYFIKACJI FUNDUSZU ODBUDOWY, WIĘC W  CZYM TKWI ISTOTA SPORU MIĘDZY PiS A CZĘŚCIĄ OPOZYCJI?

  1. Przypomnę, że po raz pierwszy od 6 lat PiS znalazł się w sytuacji, w której niezbędnie potrzebuje porozumieć się z opozycją ponieważ jeżeli tego nie zrobi nie ratyfikuje Funduszu Odbudowy którego niezbędnie potrzebuje do dalszego trwania. Ponieważ nie jesteśmy w strefie euro, ratyfikowanie umowy międzynarodowej związanej z Funduszem Odbudowy wymaga uzyskania 2/3 głosów w sejmie i 2/3 w Senacie lub przeprowadzenia referendum i uzyskanie zwycięstwa przy frekwencji 50%.

Biorąc to pod uwagę marszałek Senatu Tomasz Grodzki dążył, żeby cała opozycja „stworzyła rząd w

najbliższych tygodniach, przegłosowała ratyfikację umów unijnych na swoich zasadach i po odzyskaniu mediów oraz innych kluczowych pozycji decydowała o podziale środków unijnych według nowych, sprawiedliwych i przejrzystych reguł”{2}

Również  mec. Roman Giertych zaproponował ciekawe rozwiązanie stwierdzając , że minimalnym warunkiem ratyfikacji musi być:

a)przywrócenie funkcjonowania niezależnego Sądu Najwyższego, w tym usunięcie nielegalnych izb.

b)wybór niezależnego Prokuratora Generalnego i oddanie mu pełnej władzy na prokuraturą.

c)zaprzysiężenie prawidłowo wybranych sędziów TK.

d)ustawa określająca i umocowanie w Konstytucji jej niezmienności, że środki z Funduszu Odbudowy będą rozdzielane przez samorząd.

2.Uratowanie resztek praworządności,  to nie polityczne pięknoduchostwo, lecz warunek niezbędny do obrony przed pisowskim reżimem.

Służby, policja, prokuratura i część sędziów jest na usługach reżimu. Ci sędziowie, którzy ferują wyroki nie po myśli reżimu, są karani przenoszeniem, nawet o kilkaset kilometrów, do innych sądów na tzw. delegacje, odsuwani od orzekania i mają obniżone uposażenie.

Pamiętajmy jednak, że Ci dzielni i odważni sędziowie są tylko ludźmi. Mają rodziny, kredyty i  własne kłopoty. Nie będą cały czas walczyć, zwłaszcza, że patrząc na obecną scenę polityczna nie znajdują dużego poparcia ze strony opozycyjnych polityków. W końcu się wycofają, żeby przeczekać. To ludzkie. A wtedy zostaniemy sami z pisowską bezkarną mafią.

1)https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2098555,1,sztuka-dzielenia-rzad-pis-daje-swoim-samorzadom.read

2) https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/tomasz-grodzki-przed-liderami-calej-opozycji-stoi-historyczny-moment-rozegrania/yjdf9x4,79cfc278?fbclid=IwAR2975TTIoY6ShYnBMOcyZ54J5H1uX1fA2YqtJmcKaY4JRYjQ20EYFU0XVc

Reklama

Nowy pisowski program socjalny EUTANAZJA+, COVID-19 i szczepionki

W artykule:

  1. podaję liczbę  zgonów i zachorowań na Covid-19 na koniec 2020r z podziałem zmarłych na sam Covid-19 i z chorobami współistniejącymi,
  2. liczbę zgonów z powodu kilku innych chorób,
  3. manipulacje medialne, dotyczące liczb zmarłych i liczby zachorowań na Covid-19 i odnoszę się do liczby zmarłych w 2019 roku,
  4. pokazuję ile Polek/Polaków uzyskało już odporność populacyjną
  5. wyjaśniam dlaczego świat „walczy” z Covid-19 i rządy chcą szczepić obywateli

POLSKIE SPOŁECZEŃSTWO NIE ODRZUCA COVID-19  CZY SZCZEPIONEK ,TYLKO TE SPAWY RACJONALIZUJE, BO  MA ŚWIADOMOŚĆ FAKTYCZNEJ ŚMIERTELNOŚCI NA COVID-19 i TEGO,  ŻE ZNACZNA CZĘŚĆ Z NICH  WYTWORZYŁA PRZECIWCIAŁA ANTY- SARS-CoV-2.

WIE TEŻ,  ŻE FAKTYCZNA  PANDEMIA, TO OLBRZYMIA LICZBA LUDZI CHORUJĄCYCH NA CZĘSTO NIELECZONE CHOROBY NIECOVIDOWE I WSPÓŁISTNIEJĄCE, BO SYPIE SIĘ SYSTEM ZDROWOTNY. BYLE WIRUS BĘDZIE WYWOŁYWAL PANDEMIE KORZYSTNE DLA KONCERNÓW FARMACEUTYCZNYCH.

NIE MOGĘ OPRZEĆ SIĘ WRAŻENIU, ŻE MASOWE ZGONY Z POWODU CHORÓB UKŁADU KRĄŻENIA, NOWOTWORÓW CZY ZE ZWYCZAJNEJ STAROŚCI, STAŁY SIĘ OBECNIE ZGONAMI PLEBEJSKIMI, ZWYCZAJNYMI. NOBILITUJE DOPIERO ŚMIERC NA COVID.

*************************

I.DANE DOTYCZĄCE ZACHOROWAŃ NA COVID 19 W CAŁYM 2020R NA PODSTAWIE  DANYCH KANCELARII ADWOKACKIEJ ADAM PAWŁOWSKI Z GDAŃSKA I UZYSKANYCH Z MINISTERSTWA ZDROWIA, RZĄDOWEJ STRONY  INTERNETOWEJ, STRONY INTERNETOWEJ PULSZDROWIA.PL

1.Uwzględniając dane z Ministerstwa Zdrowia, internetowej strony rządowej1, z Kancelarii Adwokackiej2 , strony internetowej pulsmedycyny.pl tak przedstawiają się dane dotyczące COVID19 za cały 2020 rok:

1) W okresie od 01.01.2020 r. do 31.12.2020 r. na terenie Rzeczypospolitej Polskiej na COVID-19 w wyniku wirusa SARS-CoV-2 zachorowało 1 294 878 osób,

2]W okresie od 01. 01.2020r. do 31.12.2020r.  na terenie Rzeczypospolitej Polskiej na COVID-19 w wyniku wirusa SARS-CoV-2 jako wyłącznego powodu zgonu zmarło 5005 osób.

3]W okresie od 01.01.2020 r. do 31.12.2020 r. na terenie Rzeczypospolitej Polskiej z powodu COVID-19 w wyniku wirusa SARS-CoV-2 oraz chorób współistniejących z ww. wirusem zmarło 28 554 osób

4) Według danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego , średnia wieku osoby zmarłej z powodu Covid-19 wynosi 72,9 lat a mediana wynosi 75 lat.  Kancelaria Adwokacka podała, że na podstawie danych uzyskanych z MZ do 31.10.2020r., w przypadku śmierci osób wyłącznie na Covid-19 średni wiek wynosi 72 lata a w przypadku chorób współistniejących 76 lat.

5)UWAGA: jak szacują analitycy Centrum Modelowania Matematycznego  i Komputerowego UW,  zakażonych może być  DZIEWIEĆ RAZY WIECEJ /bo są bezobjawowe/  w stosunku do tego co widać w wykrywanych przez testy przypadkach (Rzeczpospolita 18.12.2020r., Koronawirus w Polsce. Dr Franciszek Rakowski o tym ilu naprawdę jest w Polsce zakażonych”). Tak więc, liczba zmarłych, wliczając w to zmarłych z chorobami współistniejącymi, w stosunku do liczby osób które już przechorowały COVID-19 nie upoważnia w żaden sposób do histerii covidowej, która spowodowała zaniedbania w służbie zdrowia i wywołała śmierć dużej liczby osób na choroby niecovidowe. Ci wszyscy którzy to przechorowali, uzyskali  również antyciała wirusa SARS-CoV-2.

Dodatkowo, zdegenerowany reżim pisowski zniszczył gospodarkę  i terroryzuje ludzi restrykcjami covidowymi sprzeciwiających się niszczeniu państwa.   

II. LICZBA  ZMARŁYCH Z POWODU INNYCH CHORÓB

1.Ministerstwo Zdrowia  nie było w stanie udzielić informacji Kancelarii Adwokackiej Adwokat Adam Pawłowski z Gdańska na temat przyczyn zgonu z  powodu innych chorób w latach 2019-2020 r.  Biorąc to pod uwagę, opieram się na danych medialnych.

2. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce, aż 70 proc. zgonów spowodowanych jest chorobami układu krążenia i chorobami nowotworowymi. /tekst z MEDONET z 04.12.20203/

Te dane porównałem do wysokości zgonów w 2019 roku który jest niezaburzony zgonami z powodu COVID-19. Liczb zmarłych wyniosła  409 709 osób , tak więc na choroby krążenia i choroby nowotworowe spowodowały śmierć około 287 tys. osób.

3.Według tekstu z Pulsu Medycyny z 12-03-2019 przewlekła choroba nerek może dotyczyć nawet 4,5 mln osób a zabija rocznie 80 tys. osób. Większość z tych zgonów to zgony przedwczesne.4  

4.Na podstawie wcześniejszego zapytania z 27.08.2020r. Kancelaria Adwokacka Adwokat Adam Pawłowski z Gdańska uzyskała z Ministerstwa Zdrowia odpowiedź dotycząca zapalenia płuc na które  można zachorować z powodu grypy, pneumokoków i wirusa RSV. Bo pamiętajmy , że Covid 19 to choroba związana z  płucami :

1] W okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. na terenie Rzeczypospolitej Polskiej na ogólne zapalenie płuc zachorowało 537 333 osoby,

2) W okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. na terenie Rzeczypospolitej Polskiej z powodu ogólnego zapalenia płuc zmarło 18 490 osób, co dawałoby śmiertelność na poziomie 3,44 %.

Bardzo zbliżone liczby dotyczą również 2017 roku.

III. MEDIALNE MANIPULACJE DOTYCZĄCE LICZBY CHORYCH I LICZBY ZMARŁYVH NA COVID19

1.W 2019 roku gdy nie było Covid 19 zmarło  409 709 osób

2.W 2020 roku zmarło przeszło 478 000 osób/dane z mediów które tak podają dane uzyskane z Ministerstwa Cyfryzacji które rejestruje dane z Rejestrów Stanu Cywilnego/,

3.Różnica to 68 291 osób zmarłych w 2020r.

W niektórych mediach podaje się sensacyjne informacje, że w 2020 r.  liczba zmarłych w porównaniu do lat poprzednich dramatycznie wzrosła i często łączy się to z Covid19, co sprawia wrażenie, zwłaszcza dla czytelnika koncentrującego się tylko na sensacyjnych tytułach i zajawkach artykułów, że do tego przyczyniła się ta choroba. Robi się to zwłaszcza przy apelach zachęcających do szczepienia. Tymczasem, jest to ordynarna manipulacja  

Gdyby nawet przyjąć do liczenia osoby zmarłe na Covid-19 razem z chorobami współistniejącymi tj. liczbę 28 554 osób to różnica wynosi 39 737 osób. To są osoby które zmarły na tzw. zwykłe choroby bo reżim pisowski zajął się   walką o wpływy w ramach Zjednoczonej Prawicy, toczył walkę z  gender, z kobietami o prawo do aborcji, LGBT –  zostawiając na pastwę losu  zwykłych chorych.

Gdyby tylko liczyć zmarłych na sam Covid19, to reżim pisowski  doprowadził do  śmierci aż  63 286 osób. Jest to pisowska EUTANAZJA+. Zamożne i dobrze zorganizowane kraje mogły sobie pozwolić na histerię covidową, bo leczyły również normalnie osoby chore na tzw. zwykłe choroby. Na coś takiego, nie mógł sobie jednak pozwolić bantustan  smoleńsko-katolicki. 

Przy okazji, reżim pisowski doprowadził do dalszej degeneracji służby zdrowia.

4.Znikają chorzy na  zapalenie płuc i w to miejsce pojawiają się zmarli na Covid19 z chorobą współistniejącą.  Pod nazwę choroby współistniejące, oprócz zapalenia płuc, wliczono inne   choroby: nadciśnienie, cukrzyca, niedokrwienna choroba serca, migotanie przedsionków,

niewydolność nerek, demencja, nowotwór w ciągu ostatnich 5 lat, niewydolność serca, otyłość,  niewydolność oddechowa). Czy w 2020 roku będą w ogóle osoby zmarłe na przykład na zapalenie płuc bez powiązania z Covid-19 ???

5. Z bardzo dużą doza prawdopodobieństwa można powiedzieć, że pisowski reżim  manipuluje testami. Polecam artykuł z  Polska Times „Nie wiemy, ilu jest naprawdę chorych na COVID-19, ani ilu naprawdę jest zmarłych. Tymczasem plan „B” okazuje się być wydmuszką5„ Ten dość odważny  artykuł jest z 19.11.2020r.  Podkreślam datę, ponieważ Polska Times należy do Grupy  Polska Press zakupionej przez państwowy Orlen na początku grudnia 2020r.

Wystarczy zmniejszać  lub zwiększać liczbę testów w zależności od potrzeb politycznych.

Jak trzeba ograniczyć manifestacje Strajku Kobiet po wyroku trybunału Przyłębskiej i zastraszyć ludzi, żeby się szczepili, to wystarczy zwiększyć liczbę testów i zwiększa się  liczbę zarażonych.

W okresie listopad  i grudzień 2020 r. liczba zakażonych wzrosła o 968 147 osób.

Czy przez zwiększenie liczby testów można w prosty sposób zwiększyć liczbę zarażonych?

!Tak, bo pewnej sprawy nie nagłaśnia w mediach, zwłaszcza teraz w okresie akcji szczepiennej. W rzeczywistości, jak szacują analitycy Centrum Modelowania Matematycznego  i Komputerowego UW,  zakażonych może być  DZIEWIEC RAZY WIECEJ /bo są bezobjawowe/  w stosunku do tego co widać w wykrywanych przez testy przypadkach.

6.A to również znaczy , że na koniec 2020r.  ponad 1/3  dorosłej populacji ma już wzmocniony system immunologiczny bo wytworzyła przeciwciała Anty-Sars-CoV-2. A na dzień 13  stycznia 2021r. odporność immunologiczna ma już  40% dorosłej populacji.

Już w sierpniu-wrześniu 2021 Polki/Polacy  uzyskaliby naturalną odporność zbiorową  skuteczniejszą przy mutacjach, i przy zdecydowanie mniejszej liczbie zgonów niż obecnie, o ile,  zamiast  dalej nakręcać spiralę covidową i tragikomedię szczepionkową zadbano by o prawidłowe leczenie – i finansowanie tego leczenia – chorych na przewlekłe choroby niecovidowe.

IV. PRZECIEŻ CAŁY ŚWIAT  WALCZY Z  COVID19

1.Zdecydowało o tym kilka  czynników:

1]aktualnie rządzące partie  w krajach demokratycznych, nie mogą sobie pozwolić na zlekceważenie nawet łagodnych objawów epidemii pod groźbą utraty władzy na rzecz politycznych przeciwników, którzy bez litości wykorzystają to w walce o władzę.

Rzecz w tym, że zamożne kraje mogą sobie pozwolić na równoległe leczenie tzw. normalnych chorych i chorujących z powodu jakiejś dość łagodnej epidemii.

Pisowski reżim oferuje program socjalny Eutanazja+

2]atmosferę zagrożenia podkręcił Trump i jego administracja która określiła Covid-19 mianem terrorystycznego  ataku biologicznego dokonanego przez Chiny na USA. Gorszego niż ataki na Pearl Harbour i World Trade Center. A wiemy, czym się to skończyło.

3] Chiny będące fabryką świata i czołowym eksporterem nie mogły sobie pozwolić na zabójczy dla gospodarki i wredny pod względem marketingowym  zarzut, że towary chińskie  przenoszą wirusy więc nie można ich kupować. Musialy więc rzucić się do walki z wirusem , i rozgłosić to na cały świat, żeby nie siadł im eksport.

4]Zdegenerowany pisowski reżim wykorzystał początkowy strach społeczeństwa polskiego przed Covidem-19, żeby zacząć jego tresurę i wykorzystać restrykcje covidowe do tłumienia  protestów społecznych. Profesor Chmielnicki z Uczelni Łazarskiego w artykule „Ustawy epizodyczne wciąż obowiązują, bo są na rękę władzy na wypadek sporu z obywatelem” pisze „Mówi się przecież, że ten wirus właściwie na zawsze z nami zostanie, więc powstaje pytanie, czy specustawy także będą obowiązywały bez końca. Liczy się więc, jak władza będzie przedstawiać problem tej walki. Rozwiązania ze specustaw są dla władzy dużo dogodniejsze, bo ograniczają możliwości zaskarżania działań władzy, np. ograniczają uprawnienia procesowe obywateli”6

Obecnie PiS przygotował projekt ustawy nowelizującej Kodeks postępowania ws. o wykroczenia, która nie pozwala dokonać odmowy przyjęcia mandatu. Obywatelka /Obywatel musieliby przyjąć mandat, zapłacić  i najwyżej odwoływać się do sądu udowadniając swoją niewinność. Do tej pory, to policjant nakładający mandat, w przypadku odmowy jego przyjęcia, musiał przygotować dokumentację i skierować do sądu. Obecnie, reżim pisowski tworząc PAŃSTWO POLICYJNE,  chce zdelegalizować tą formę oporu, bo sądy masowo odrzucały  wnioski gorliwych, ale niedouczonych, policjantów o ukaranie  uczestników  manifestacji Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

5.NAWET GDYBY WSZYSCY POLACY SIĘ ZASZCZEPILI, TO PISOWSKA GRUPA PRZESTĘPCZA NIE ZLIKWIDUJE  RESTRYKCJI  COVIDOWYCH,  ZWŁASZCZA W TEJ CZĘSCI  KTÓRA OGRANICZA MASOWE PROTESTY PRZECIWKO TEMU REZIMOWI.  ZAWSZE ZNAJDĄ SIĘ  KOLEJNE FALE COVIDOWE, NOWE OGNISKA COVIDU  I  NOWE MUTACJE.

ZNAJDĄ SIĘ TEŻ LEKARZE – JAK W KAŻDYM ZAWODZIE – USŁUŻNI DLA RZĄDU. JEST TO  ZARZĄDZANIE SPOŁECZEŃSTWEM PRZEZ STRACH I RZEKOMO W JEGO INTERESIE.

A tak przy okazji, dyrektor generalny firmy BioNTech Ugur Sahin ocenił, że koronawirus nie zniknie przez co najmniej 10 następnych lat.7

V. SZCZEPIONKI NA COVID-19

1.Przetem była histeria covidowa i umierali ludzie na zwykłe choroby. Teraz trwa tragikomedia szczepionkowa. I ta tragikomedia szczepionkowa, będzie teraz  nadal przykrywała umieranie ludzie  na zwykłe choroby, grabież kraju przez  mafię pisowską i kościelną, dalsze niszczenie sądów, ściganie ostatnich, próbujących zachować, choć trochę niezależności, prokuratorów. Po zniszczeniu poszczególnych gałęzi gospodarki polskiej przez pisowską mafię, nie można wykluczyć przejęcia części interesów w pierwsze  kolejności przez państwo, a później przez rodziny pisowskich aparatczyków.

2.Wszystkie rządy dążą do zaszczepienia swoich obywateli, bo próbują jakoś wyjść, przynajmniej na razie,  z tej histerii covidowej która stała się dla wielu państw narodowych pułapką społeczno-polityczno-gospodarczą. Jest to próba wyjścia z możliwie najmniejszymi stratami wizerunkowymi  i  przystąpienie do odbudowy gospodarek.

Oczywiście, nie ma już automatycznego powrotu do przeszłości. Przesunięcie sił politycznych, gospodarczych oraz bogactwa wyraźnie zauważymy za 2-3 lata.

3.W Polsce, na dzień 13 stycznia 2021r.,  z bardzo   dużym  prawdopodobieństwem odporność na obecny wirus uzyskało już ponad 40 %  dorosłej populacji bo wytworzyła przeciwciała  Anty-Sars-CoV-2. A w marcu, ma ją uzyskać 54%. Wynika to – o czym wcześniej pisałem – z danych Centrum Modelowania Matematycznego  i Komputerowego UW, wskazujących, że zakażonych może być  dziewięć razy więcej. Szczepienie w ciemno, bez wcześniejszego testu serologicznego wskazującego czy szczepiony ma wytworzone przeciwciała jest absurdalne.  Już w sierpniu-wrześniu  2021 Polki/Polacy  uzyskaliby naturalną odporność zbiorową  skuteczniejszą przy mutacjach i przy zdecydowanie mniejszej liczbie zgonów niż obecnie.  O ile oczywiście,  zamiast  dalej nakręcać spiralę covidową i szczepionkową, zadbano by o prawidłowe leczenie – i finansowanie tego leczenia – chorych na przewlekłe choroby niecovidowe.   I byłaby to naturalna odporność która znacznie lepiej radziłaby sobie z mutacjami.

4.Żaden poważny lekarz nie jest w stanie powiedzieć, nawet przy przyjęciu najbardziej optymistycznych założeń dotyczących odporności  podanych przez producentów, jak długo trwa odporność szczepionkowa na Covid-19 ( firma Moderna  twierdzi, że jej szczepionka prawdopodobnie chroni trochę więcej niż rok8. Czyli za rok trzeba znowu się szczepić), czy zaszczepiony nie przekazuje  dalej zakażenia wirusem. I czy potencjalna odporność szczepionkowa będzie skuteczna przy mutacjach. Poza tym, zgodnie z zaleceniami producentów nie są szczepione osoby poniżej 16 roku życia i chorując bezobjawowo będą wirus przekazywali dalej i interes covidowy będzie się dalej kręcił.

5.Obecny wirus już się mutuje i nie ma żadnej gwarancji, że obecna odporność szczepionkowa, a nie naturalna, nawet gdyby była prawdziwa tak jak podają producenci, w jakiś sposób zabezpieczy przed mutacjami.

Instytut Kocha podał, że  szczepionka  na grypę z sezonu 2018/2019 ma skuteczność 21%.

Natomiast dalsze trwanie koronowirusa w różnych mutacjach to biznes dla koncernów farmaceutycznych. Przypomnę, że dyrektor generalny firmy BioNTech Ugur Sahin ,  a więc tej firmy która opracowała szczepionkę,  ocenił, że koronawirus nie zniknie przez co najmniej 10 następnych lat.

PYTANIE: czy histeryczne reakcje na Covid-19 reżimu pisowskiego, bezmyślnie wspieranego w tej sprawie przez obecną lichą opozycję parlamentarną, w przypadku dalszego koncentrowania się na tej chorobie i szczepionkach, nie doprowadzą do kolejnej pisowskiej  Eutanazji + w 2021 r. ? Bo inne choroby tzw. niecovidowe– przy braku dofinansowania i zainteresowania – doprowadzą znowu  do masowych zgonów.

6.Osoby ogłupione histeria covidową i widzący w szczepionce świeckiego Graala  argumentują, że:

1) organ UE  zaakceptował  szczepionki firm Pfizera i Moderny na terenie Unii. Odpowiem tak, bądźmy  Europejczykami, ale pamiętajmy, że w UE toczy się gra polityczna i gospodarcza miedzy:

a) państwami narodowymi,

b)tzw. starymi państwami UE a nowo przyjętymi do  UE

c) USA i Chinami  

Na terenie UE działają również potężne koncerny narodowe i międzynarodowe o budżetach kilkakrotnie, a nawet kilkunastokrotnie, większych od budżetów części państw narodowych.

Działają potężne grupy lobbystyczne.

Duża liczba lekarzy z UE, w tym polskich,  otrzymuje granty na badania, i sama uczestniczy w badaniach koncernów farmaceutycznych.

Profesor Włodzimierz Gut, wirusolog oraz doradca Głównego Inspektora Sanitarnego na pytanie kiedy świat poradzi sobie z koronawirusem, odpowiedział,  że „z punktu widzenia rozgrywek, które są przy okazji prowadzone, nigdy…..Ale nie jest to wynik straszliwego wirusa, tylko egoistycznych interesów poszczególnych grup”.9

2)Autorytety i celebryci tyle mówia o Covid-19 jako straszliwej pandemii i popierają szczepionki. Podam tylko kilka przykładów, jak autorytety naukowe i celebryci na całym świeci popierali bezkrytycznie również coś takiego jak:

a)  NSZZ ”Solidarność” – i co z tego zostało? Czy ktoś na poważnie traktuje obecnie jako autorytety partie post-solidarnościowe takie PiS czy PO? Nie mówiąc o  samym związku Solidarność.   A  co stało się z samą wolnościową ideą Solidarności  przy rządach pisowskich aparatczyków?  A pamiętamy jakie były orgazmy poparcia przed, i tuż po 1989 r.,  dopóki nie przyjrzano się działalności tych ludzi wyniesionych na świeczniki w kontrze do działaczy PZPR.

b) TINA – czyli brak alternatywy dla neoliberalizmu. Teraz bardzo wiele z tych autorytetów naukowych, na świecie i w Polsce, wycofuje się rakiem z bezkrytycznego afirmowania neoliberalizmu,

c)Program Powszechnej Prywatyzacja – jedna z największych afer III RP. A jakie autorytety ją popierały.

d) OFE – w Polsce popierały ten twór wszystkie strony sceny politycznej. A OFE pozyskiwało naukowe tuzy zapraszając ich do tworzących się rad i zarządów. Gdyby nie działania Tuska, który przez ekonomię został zmuszony do  poważnego zdemontowania OFE, to mielibyśmy bardzo poważny kryzys finansów publicznych, a osoby odchodzące teraz na emerytury, miałyby je znacznie niższe10.

Teraz pisowski reżim tworzy swoje Pracownicze Plany Kapitałowe.

e) JAN PAWEŁ II – i nie chodzi tu sprawy pedofilii w kościele katolickim czy, walce z antykoncepcją, lecz o sprawę mniej znaną, ale nie mniej obrzydliwą. Mniej znaną,  bo traktowaną jako wewnętrzna sprawa tej instytucji. Chodzi o siostry  zakonne gwałcone na misjach przez swoich zwierzchników. – „Kościół musiał się do tego przyznać w 2001 roku. W misjach prowadzonych w biednych krajach, przełożeni preferują młode siostry zakonne od lokalnych dziewczyn, ponieważ te złożyły śluby czystości i są dziewicami, więc jest mniejsze ryzyko, że mają AIDS. Największą ilość gwałtów seksualnych odnotowuje się w Afryce, gdzie są też przypadki sióstr zmuszanych do brania pigułek antykoncepcyjnych oraz zgonów zakonnic podczas nielegalnych aborcji. Zakonnice gwałcone przez księży i biskupów są wyrzucane z Kościoła, gdy decydują się zgłosić to władzom cywilnym. Wszystko to jest znane Watykanowi, gdyż otrzymał tajny raport jednej z matek przełożonych zakonu misjonarek – mówi Carmelo Abbate.

Tajny raport

Jego słowa potwierdza artykuł Marco Politiego, który ukazał się w dzienniku „La Repubblica” w 2001 roku i opowiadał o tajnym raporcie, który 18 lutego 1995 roku został przekazany kardynałowi Eduardo Martinez Somalo, ówczesnemu Prefektowi Kongregacja ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego. Jego autorka – siostra Maria O’Donohue – koordynatorka z ramienia Caritasu programów zapobiegających AIDS, była bardzo jasna i precyzyjna w swoich oskarżeniach: „Nadużycia są powszechne i jest wiele zgłoszeń”.

„Kandydatki do życia zakonnego są gwałcone przez księży, którym muszą przedstawiać certyfikaty zdrowia. Lekarze szpitali katolickich są często odwiedzani przez duchownych, którzy przyprowadzają siostry zakonne lub inne kobiety, by przerwały ciążę. Siostra O’Donohue opowiadała o historii jednej z zakonnic, która – zmuszona do aborcji – zmarła w wyniku zabiegu, a ksiądz odprawił za nią solenną mszę żałobną” – pisał Marco Politi w 2001 roku, cytując tajny raport.

Choć Kościół już wtedy postanowił podjąć odpowiednie kroki, aby także na misjach dbano o przestrzeganie celibatu, problem nadal istnieje. Los i cierpienia zakonnic, które zaszły w ciąże, pozostaje nadal jedną z najciemniejszych tajemnic Watykanu”11.

Przypisy:

  1. https://www.gov.pl/web/koronawirus/wykaz-zarazen-koronawirusem-sars-cov-2?fbclid=IwAR0pElag3R4U6ym1BfM2kLays3KD9-yv99aYEWTtutIWIcVJ_dYUp1JC_mw      
  2. https://www.facebook.com/adwokatpawlowski/posts/1621529938044937             
  3. https://www.medonet.pl/narodowy-test-zdrowia-polakow/co-dolega-polakom-,choroby–ktore-zabijaja-ponad-polowe-polakow,artykul,91342726.html/
  4. https://pulsmedycyny.pl/przewlekla-choroba-nerek-zabija-80-000-osob-rocznie-955597         
  5. https://polskatimes.pl/nie-wiemy-ilu-jest-naprawde-chorych-na-covid19-ani-ilu-naprawde-jest-zmarlych-tymczasem-plan-b-okazuje-sie-byc-wydmuszka/ar/c1-15301601
  6. https://www.rp.pl/Prawo-dla-Ciebie/301049984-Chmielnicki-Ustawy-epizodyczne-wciaz-obowiazuja-bo-sa-na-reke-wladzy-na-wypadek-sporu-z-obywatelem.html      
  7. https://natemat.pl/331977,dyrektor-biontech-koronawirus-zostanie-z-nami-co-najmniej-przez-10-lat
  8. https://www.medonet.pl/porozmawiajmyoszczepionce/najczestsze-pytania,szczepionki-przeciw-covid-19–moderna–jak-dlugo-trwa-ochrona-,artykul,39898292.html?pushmedia=df484659cac35a2&utm_source=browser&utm_campaign=koronawirus_df484659cac35a2&utm_medium=pushmedonet           
  9. https://wzabrzu.info/kiedy-koniec-pandemii-prof-gut-z-punktu-widzenia-prowadzonych-rozgrywek-nigdy/    
  10. https://www.tygodnikprzeglad.pl/kto-zarobil-na-ofe/        
  11. https://wiadomosci.wp.pl/tajny-raport-watykanu-gwalty-na-zakonnicach-to-codziennosc-6031287461405313a   

NOWE RUCHY SPOŁECZNO-POLITYCZNE I NOWI LUDZIE NA LISTACH WYBORCZYCH

I. Jak wszyscy wiemy, w dniu 14.08.2020 roku podczas 16 posiedzenia Sejmu RP zarówno posłanki i posłowie Zjednoczonej Prawicy /zamiennie piszę PiS jako o głównej sile tej Prawicy/, jak i zdecydowana większość opozycji parlamentarnej uchwaliła, dla siebie, Dudy, Dudowej i ministrów pisowskich,  bardzo duże podwyżki uposażeń.

Ale to wierzchołek góry lodowej skandalicznych i nieodpowiedzialnych zachowań tzw. opozycji parlamentarnej, podczas tego posiedzenia Sejmu RP. Omówię te skandaliczne zachowania w dalszej części artykułu, natomiast tu wspomnę, że głosowanie większości tzw. opozycji sejmowej za podwyżkami – TO FAKTYCZNE UDZIELENIE  POLITYCZNEGO ABSOLUTORIUM rządom Zjednoczonej Prawicy, a w tym Kaczyńskiemu, Ziobrze, Szumowskiemu, Morawieckiemu i dziesiątkom innym. Oraz oczywiście  Dudzie. ABSOLUTORIUM POLITYCZNE za szczucie na siebie różnych grup społecznych,  zarzucenie nowoczesnej reindustrializacji Polski, dążenie do tworzenie pisowskiego sądownictwa, żeby kryć swoich, bezprecedensowe upolitycznienie prokuratury, organizowanie na masową skalę patologii pisowsko-klerykalnej, łapówkarskiego wyborczego  rozdawanie pieniędzy powodującego rosnącą inflację, kreatywną księgowość budżetu państwa itp. 

Dodatkowo Kaczyński,  pokazał publicznie, że:

1.Zdecydowaną większość tzw. opozycji sejmowej, z którą miliony ludzi wiązało nadzieje na zmiany,  można kupić za podwyżki uposażeń. 

2. Tzw. opozycja sejmowa ma, w zdecydowanej większości,  gęby pełne frazesów antypisowskich, lecz  jeżeli trzeba zadbać o własne portfele – pomimo kryzysu –  to znajdują  wspólny język z koleżankami i kolegami z PiS oraz Dudą.  Że, nie różnią się moralnie i etycznie od posłanek/posłów PiS czy Dudy, a występy sejmowe i medialne służą  zmanipulowaniu wyborców opozycji. Żeby ci,  znowu ich wybrali na kolejne kadencje.

3. Licha, w swojej zdecydowanej większości,  opozycja sejmowa nie jest w stanie, w sposób efektywny, stanąć na czele sprzeciwu w stosunku do rządów PiS

4. Dla takiej lichej, w zdecydowanej większości,  opozycji sejmowej nie warto się narażać podczas publicznych manifestacji czy publikacji antypisowskich w mediach społecznościowych.

II. Teraz zostawmy te podwyżki i skupmy się na innych lichych zachowaniach tzw. opozycji sejmowej  podczas 16 posiedzenia  Sejmu RP w dniu 14-08-2020r.:

  1. Podczas tego posiedzenia, odchodzący Adam Bondar Rzecznik Praw Obywatelskich składał informację o swojej działalności oraz o stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w roku 2019 wraz ze stanowiskiem Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Oceniał 5 lat rządów Zjednoczonej Prawicy i wskazał, że za ich rządów nasz kraj dramatycznie odszedł od ustroju demokracji konstytucyjnej.

Podczas składania przez niego informacji, ławy sejmowe, nie tylko zajmowane przez posłanki/posłów Zjednoczonej Prawicy ale przez tzw. opozycję, świeciły pustkami.           

„Bodnar mówił o problemach osób niepełnosprawnych, o nadużyciach uprawnień przez funkcjonariuszy policji, o mowie nienawiści, z którą młodzież spotyka się w internecie, przedstawiał informację o stanie przestrzegania wolności, praw człowieka i obywatela. Mówił do niemal pustej sali /„Poseł PO przeprasza za klub podczas wystąpienia RPO. Internauci: mleko się rozlało, Wirtualna Polska/.

Trzeba pamiętać, że PiS systematycznie obcinał wydatki na Biuro RPO, podczas gdy wzrastały wydatki na obsługę urzędników pisowskich.

Normalna i twarda opozycja, licznie wypełniłaby ławy sejmowe i gromkimi brawami przyjmowałaby wystąpienia Bondara, pokazując manifestacyjnie swoim wyborcom, że wspiera Go i że może na nią liczyć po odejściu z Urzędu.  Byłoby to też sygnałem  dla  pracowników merytorycznych  z Biura RPO, że po zmianie na stanowisku RPO i zmianie kadr na tzw. swoich , posłanki/posłowie opozycji pomogą im znaleźć pracę.

  • Został przedstawiony – po poprawkach Senatu RP – rządowy projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach dotyczących wsparcia służb mundurowych nadzorowanych przez ministra właściwego do spraw wewnętrznych oraz Służby Więziennej. Projekt zakładał, między innymi, że funkcjonariusz Policji, Straży Granicznej, Służby Ochrony Państwa, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej, który zamiast odejść na emeryturę po 25 latach zdecyduje się pozostać w służbie, to uzyska dodatek motywacyjny.

Ten dodatek będzie przyznawany do pensji. Po 25 latach służby w wysokości 1,5 tys. zł brutto miesięcznie, a po 28,5 latach służby w wysokości 2,5 tys. zł brutto miesięcznie.

Według danych ze strony sejmowej przyjęto część poprawek Senatu. Nie ma jednak  żadnej informacji, również medialnej, o tym, że  tzw. opozycja parlamentarna sprzeciwiła się tej ustawie. A przecież była to znakomita okazja, żeby opozycja, manifestując swój sprzeciw  przeciwko temu projektowi,  dała bardzo wyraźny sygnał wzmiankowanym służbom, że polityczne wysługiwanie się PiS i łamanie prawa skończy się w przyszłości nie tylko odebraniem przywilejów, ale i surowymi karami.  

Kilka dni wcześniej opozycja grzmi o brutalności policji i jej upolitycznieniu, a następnie nie wykorzystuje takiej znakomitej okazji do dania bardzo wyraźnego sygnału ostrzegawczego do ludzi i służb wysługujących się PiS?  Czy policjanci mogą traktować poważnie taką opozycję i jej apele?

Policjanci, w swojej masie, po kolejnych podwyżkach ze strony PiS, przestają być niechętni do wykorzystywania ich do celów politycznych.  Pieniądze robią swoje i policjanci realizują zadania  skierowane przeciwko przeciwnikom politycznym i światopoglądowym środowisk rządzących.

III. PODSUMOWANIE

1.Jak pisze Michał Danielewski „Opozycja potraktowała wyborców jak przemocowy partner: zdradziła z największym wrogiem, zrobiła burdę w mieszkaniu, wypłaciła pieniądze ze wspólnego konta, a na koniec jeszcze przekonywała, że miała dobre intencje. Zerwanych więzi z elektoratem nie da się naprawić bukietem kwiatów i jednym „przepraszam”.

https://oko.press/koniec-romansu-opozycja-zerwala-z-wyborcami/

2.Moją opinię o zdecydowanej większości sejmowej  opozycji podsumuję słowami Tuwima:

Nie powiem nawet „Pies cię jebał”,

bo to mezalians byłby dla psa.

IV. WNIOSKI

1.W nowym sejmie potrzeba nowych ludzi. Wyrazistych i ideowych. Potrafiących myśleć strategicznie w interesie Polski, a nie kierujących się głównie interesem partyjnym.

GENERALNA ZASADA: NOWE RUCHY SPOŁECZNO-POLITYCZNE  I  NOWI LUDZIE  NA LISTACH WYBORCZYCH + CI KTÓRY GŁOSOWALI PRZECIWKO PODWYŻKOM

2.W tej chwili, mamy zdegenerowany system partiokracji który przenosi się na całe życie społeczno-polityczne naszego kraju. Powoduje jego gnicie.

3.Formalnie mamy jeszcze 3 lata do wyborów parlamentarnych. Powstały nowe ruchy: Trzaskowskiego i Hołowni. Już są, i powstają nowe, środowiska antytotalitarne (na ulicach, w mediach społecznościowych) z którymi ruchy Trzaskowskiego i Hołowni powinny współpracować.

W dobie postępującej cyfryzacji, połączenie ruchów ulicznych z działaniami kształtującymi opinię społeczna za pośrednictwem Internetu   – to olbrzymi potencjał wyborczy.

Nowe Ruchy nie powinny zmarnować  tego potencjału, jak zrobiła to Lewica i Koalicja Obywatelska (czytaj PO) w wyborach parlamentarnych 2019 r. W 2016 roku, dziesiątki tysięcy kobiet, w miastach całej Polski, wyszło na ulicę, żeby zaprotestować przeciwko próbie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Był to ruch tzw. Czarnych Parasolek. W czasie tej akcji wyłoniło się wiele autentycznych działaczek. Część z nich miała problemy w pracy (zwłaszcza nauczycielki, urzędniczki) lecz na listach Lewicy czy KO, na miejscach biorących,   uznanie znalazły głównie partyjne koleżanki gwarantujące lojalność i dyscyplinę liderom partyjnym.

4.Jeżeli Rafał Trzaskowski chce, żeby jego formacja (5 września 2020 roku  ten ruch ma formalnie wystartować) odegrała istotną rolę polityczną, to musi odciąć się od Budek, Kidaw, Schetyn i tej całej ferajny od lat pętającej się po sejmowych korytarzach. Inaczej będzie to PO-BIS na którą szkoda czasu i energii. Bo tuż przed wyborami, wypełzną ci sami działacze partyjni dotychczas taktycznie wycofani i dostaną dobre miejsca na listach. I gnój polityczny będzie bez zmian.

5.Jeżeli chodzi o Lewicę, to tylko przedstawiciele partii Razem sprzeciwili się podwyżkom.   I tylko im – w mojej ocenie – warto poświęcić uwagę. Zwłaszcza, że przyjęli uchwałę mówiąca, że posłanki i posłowie RAZEM mogę mieć wynagrodzenie na poziomie 3 minimalnych pensji. Ewentualna nadwyżka, gdyby w przyszłości nastąpił wzrost uposażeń poselskich,  będzie przekazywana na cele społeczne.

Krzysztof Mróź : pisowska fikcja tzw. polskiego samochodu elektrycznego

Morawiecki opowiadał banialuki o tzw. polskim elektrycznym samochodzie osobowym.     W 2025 roku, po polskich drogach ma jeździć 1 mln polskich samochodów elektrycznych.   Są to takie same bzdury, jak 100 tys. Mieszkań+ , które miały być wybudowane do 2019 roku.  W rzeczywistości wybudowano około 900 mieszkań.

A teraz najważniejsza sprawa. Ten tzw. polski samochód elektryczny będzie zmontowany na terenie Polski, w dużej mierze z elementów zagranicznych (100% wysokiej technologii, pod nadzorem zagranicznego integratora technicznego, włoski design), ponieważ  nasz Kraj rządzony przez reżim PiS, nie ma możliwości technologicznych, finansowych i cywilizacyjnych, żeby skonstruować faktycznie polski samochód elektryczny który by, w istotnej mierze, był oparty na polskiej myśli technicznej i polskich elementach wysokiej technologii.

Technologicznie i cywilizacyjnie jesteśmy w stanie, co najwyżej, wybudować maszty z flagą, żeby trochę rodzin pisowskich dorobiło się na tym interesie.

Pamiętamy, jak przed wyborami w 2015 roku zakłamana propaganda pisowska opowiadała banialuki o tym, że Polska za rządów PO była w ruinie i że oni przeprowadzą nowoczesną reindustrializację Polski.  Jak ta nowoczesna reindustrializacja przebiega, możemy przekonać się analizując co jest polskie i zagraniczne w  tzw. polskim samochodzie elektrycznym.

Zamiast nowoczesnej reindustrializacji mamy patologię pisowsko-klerykalną, wyborcze łapówkarskie rozdawanie pieniędzy wspomagane przez  ich „drukowanie”, kreatywną księgowość budżetu państwa, rosnącą inflację. 

1.STYLIZACJA

Stylizacją zajęła się włoska firma Torino Design. Konsultantem był projektu był Tadeusz Jelec, wieloletni projektant Jaguara. Zauważyłem, w większości informacji medialnych, pewną prawidłowość. Otóż zdawkowo informowało się o włoskiej firmie, natomiast mocno podkreślało się sukcesy Polaka w zagranicznej branży motoryzacyjnej.  Odpowiem tak, przy całym szacunku dla sukcesów Rodaka za granicą, dlaczego nie był konsultantem jakiejś polskiej firmy stylizacyjnej? Bo jej nie ma, albo uznał/uznano, że nawet Jego konsultacja nic nie pomoże polskim stylistom.

Podsumowanie: to Włosi, a nie Polacy zaprojektowali wygląd zewnętrzny i wewnętrzny samochodu elektrycznego znanego pod nazwą Izera

2.INTEGRATOR TECHNICZNY
Integrator techniczny, to partner techniczny który wie jak buduje się samochody. W tym elektryczne. Informacje z 2019 roku mówiły o EDAG Engineering z Niemiec. Ostatnie informacje medialne z 28 lipca 2020 roku mówią o amerykańskiej firmie ETRAC Engineering.

Podsumowanie: pomimo, że mamy w Polsce kilka montowni zagranicznych samochodów, nie potrafimy całościowo objąć technologicznie budowę takiego samochodu. W tym elektrycznego.

3. Platforma samochodu elektrycznego

Platforma, to najprościej płyta podłogowa samochodu dające duże możliwości zabudowy uzależnionej m. innymi od rodzaju samochodu, stylistyki itp.

Opracowanie takiego podwozia /MEB/ przez Volkswagena podobno kosztowało firmę 7 miliardów dolarów. Najpopularniejsza platforma Volkswagena MQB według danych medialnych kosztowała koncern 60 miliardów euro.  To pokazuje, ile kosztuje myśl techniczna. Tymczasem PiS wydaje cynicznie pieniądze na socjalne łapówki wyborcze, zdeprawowany kościół katolicki produkujący ideologię pisowsko-klerykalną i ukrywający kościelnych pedofili, amerykański sprzęt wojskowy bez offsetu co pogłębia zapaść technologiczną. PiS  zapowiada  zakup amerykańskiej elektrowni jądrowej co da pracę patologii pisowsko-klerykalnej przy prostych pracach ziemnych i budowlanych (degenerację systemu pomocy socjalnej, niszczenie wartości pracy, wypychanie kobiet z rynku pracy na korzyść obcokrajowców opiszę w innym artykule).

W chwili obecnej nie znamy nazwy zagranicznego dostawcy platformy dla „polskiego samochodu elektrycznego”. Według doniesień medialnych są dwie firmy /nie podano nazwy /które oferują takie platformy.

Podsumowanie: Polski pod rządami reżimu pisowskiego nie stać na technologiczne,  finansowe i cywilizacyjne , zbudowaniepolskiej platformy samochodu elektrycznego.

4. Baterie do samochodu elektrycznego, systemy sterowania, multimedia

Podsumowanie: wszystko będzie zagraniczne, bo Polski pod rządami reżimu pisowskiego  nie stać na polskie technologie. Będą zagraniczne.

5. Ile polskiego, a ile zagranicznego w tzw. polskim samochodzie elektrycznym

1)Polskie jest lub prawdopodobnie będzie:

a) opowiadanie pisowskich patriotycznych bajek o tzw. polskim samochodzie elektrycznym,

b) klamki,

c)elementy plastikowe,

d) elementy gumowe,

e) szyby /prawdopodobnie/

f) tapicerka – prawdopodobnie z polskich materiałów, lecz generalnie trzeba pamiętać, że wystrój wnętrza to design włoskiej firmy Torino Design,

2)A co z karoserią? prawdopodobnie wytłoczą ją polscy pracownicy, lecz według włoskiego designu. Czyli znowu zagraniczne.

3) A co z oponami: polskie fabryki opon stały się częścią zagranicznych koncernów, ale przyjmijmy, że to polski element

4) W zakresie wysokich technologii jak i integratora technicznego wszystko jest zagraniczne -100%.

5) Polskie elementy przy bardzo dużej dozie życzliwości dla tzw. polskiego samochodu elektrycznego to góra 30%, Reszta to zagranica.

O konsekwencjach takiej importochłonności – co prawda w gospodarce polskiej jako całości, ale dotyczy to również tak istotnej inwestycji jak samochód elektryczny który ostatecznie, jeżeli to ma mieć sens, powinien być produkowany w milionach – pisze prof. Andrzej Karpiński w książce „Prawda i kłamstwa o polskim przemyśle. Polska w obliczu III rewolucji przemysłowej”.

Profesor A. Karpiński uważa, że jeżeli dominacja importu na własnym rynku wewnętrznym przekracza 50% lub dominacja importu w zaspokajaniu zapotrzebowania danego kraju i własnego popytu na wyroby   przemysłów wysokiej techniki i nowoczesne technologie pokrywa mniej niż 25% – to dany kraj należy zaliczyć do krajów o modelu o pół czy quasi kolonialnym.

A teraz porównajmy to co powiedział Profesor z tzw. polskim samochodem elektrycznym.

Mówi się też o eksporcie tzw. polskiego samochodu elektrycznego. A czym my będziemy konkurowali z innymi, tego samego typu, zagranicznymi samochodami, jeżeli to składak w dużej mierze z zagranicznych części?

Oczywiście kosztami pracy zwykłych pracowników montażystów /układ pisowski sam się bardzo dobrze wyżywi/. Później, ci zwykli ludzie będą dostawali socjal od pisowskiego reżimu /z naszych podatków/ jako uzupełnienie pensji. Tak gnije nasz kraj pod rządami PiS.

Jak pisze profesor Andrzej Karpiński, dalsze konkurowanie niską płacą a nie nowoczesnymi technologiami, to już nawet nie tzw. pułapka średniego dochodu, ale pułapka niskiego dochodu.

Wyróżnione

Zasadnicze powody organizacyjne i psychologiczne, które nigdy nie pozwolą wygrać opozycji w powszechnych wyborach korespondencyjnych organizowanych przez PiS

1.Wyborcy opozycji intuicyjnie zrozumieli, że nie ma szans na uczciwe wybory i że, po wrzuceniu karty wyborczej dotyczącej kandydata opozycyjnego ze skrzynki pocztowej wyłoni się Duda. Dlatego masowo zaczęli odmawiać udziału w farsie wyborczej.

Zdecydowana większość wyborców opozycji ma świadomość, że rządząca Polską pisowska mafia polityczna nie może dobrowolnie oddać władzy, bo wie, że czekają ją procesy karne i konfiskata majątków.  Mandat wyborczy nie daje prawa do bezprawnego i bezkarnego łamania Konstytucji, kodeksu karnego i cywilnego. A także innych ustaw.

O ile wybory tradycyjne, dają sporą możliwość zapobieżeniu sfałszowaniu wyborów, nawet pod rządami tej przestępczej mafii, to wybory korespondencyjne takiej szansy nie dają. Zresztą już w sieci pojawiły się wzory kart do głosowania z pieczątkami, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności i informacje o wycieku pakietów wyborczych (nie można wykluczyć tzw. ustawki pisowskich służb i urzędników, żeby ci mieli  okazję zrzucić fałszerstwa na tzw. nieznanych sprawców).

Daje temu wyraz, nawet Państwowa Komisja Wyborcza, gdzie w jej nowym składzie jest siedmiu (na dziewięcioosobowy skład) przedstawicieli PiS.

PKW dwukrotnie, w komunikatach, stwierdziła, że organizowanie wyborów w maju z powodu epidemii koronawirusa nie da się przeprowadzić, a jeśli się odbędą to nie będą odzwierciedlały woli Polaków.

W dniu 28 kwietnia 2020 roku podczas wystąpienia w Senacie, przewodniczący PKW sędzia Sylwester Marciniak zaznaczył, że z jego punktu widzenia jest tyle zastrzeżeń wobec wyborów korespondencyjnych, że obawia się, iż w pełnym zakresie nie uda się przeprowadzić wolnych wyborów.

2.Opozycja nie ma praktycznie żadnej kontroli nad swoimi oddanymi głosami i to przynajmniej z dwóch powodów:

1)PiS, na podstawie ustawy z 6 kwietnia 2020 roku (jeszcze nie weszła w życie, i może nie przejść w sejmie po sprzeciwie Senatu, o ile sprzeciwią się temu posłowie Jarosława Gowina) odebrał uprawnienia do organizowania głosowania od Państwowej Komisji Wyborczej (tylko ogłosi wyniki) i zlecił organizację wyborów, między innymi: formalnie Jackowi Sasinowi szefowi Ministerstwa Aktywów Wyborczych, a w rzeczywistości karty wyborcze i ich wydruk nadzoruje Mariusz Kamiński Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, koordynator służb specjalnych.

Tak więc karty wyborcze po wydrukowaniu będą przez pewien czas wyłącznie w rękach urzędników PiS i nie będziemy wiedzieli ile ich sobie zostawią, tak, żeby mogli, nawet przy pełnej, bezprecedensowej, mobilizacji zwolenników opozycji, „wyprodukować” głosy poparcie dla Dudy.

 Podczas normalnych wyborów w każdej komisji wiadomo, ile dostarczono kart do głosowania, ile z nich wykorzystano, ile zostało niewykorzystanych. Z każdej brakującej karty trzeba się tłumaczyć i to pod obstrzałem członków komisji i mężów zaufania należących do różnych ugrupowań. Kilkakrotnie byłem członkiem komisji obwodowych, w tym jako przewodniczący.

Tutaj, nie znamy liczby kart, do głosowania które pozostaną w rękach zaufanych urzędników pisowskich i/lub służb cywilnych i wojskowych związanych z PiS.

Te karty wypełnione ze wskazaniem na Dudę mogą być dostarczone do gminnej/dzielnicowej komisji w przypadku dużej mobilizacji wyborców związanych z kandydatami opozycyjnymi.

Pamiętajmy, że tych skrzynek do których ma się wrzucać pakiety będą pilnowały służby związane z PiS.

2) I dochodzimy do Poczty Polskiej SA, której szefem, przed wyborami korespondencyjnymi, został wiceminister Obrony Narodowej związany z PiS. Należy pamiętać, że jest to jednoosobowa spółka Skarbu Państwa i w przypadku różnych zagrożeń jedna z pierwszych do zmilitaryzowania.

Poczta Polska SA to nie tylko jednolity wystrój, generalnie młodzi i uprzejmi pracownicy, książki, prasa, słodycze itp.

To także sortownie, tajne kancelarie

To uprawnienia urzędów skarbowych, celnych, policji, służb cywilnych i wojskowych do przeglądania przesyłek. Jeżeli ktoś sądził, że to skończyło się z okresem PRL to jest mocno naiwny.

Do przeglądania przesyłek listowych przygotowane jest również wojsko, bo w przypadku konfliktu możliwość korzystania przez żołnierzy frontowych z telefonów komórkowych zostanie mocno ograniczona.  Bo czym to grozi, przekonali się Ukraińcy w Donbasie  gdy świetny elektroniczny wywiad rosyjski rozpoznawał, na podstawie rozmów przez komórki położenie jednostek ukraińskich, a informacje żołnierzy ukraińskich przekazywane rodzinom, a następnie rozpowszechnione,  powodowały masowe dezercje z jednostek ukraińskich mających udać się na front.

3. Tajność wyborów, a zgnojona mentalnie i zastraszona – epidemią i rygorami – znaczna część polskiego społeczeństwa.

Formalnie jest zapewniona tajność wyborów, że względu na dwie oddzielne koperty i rozdzielenie, dla komisji gminnych/dzielnicowych, danych personalnych od   głosu na kandydata, ale w jednym pakiecie jest zarówno oddany głos jak i dane personalne głosującego.

Obywatele mogą się obawiać, że bezkarnie łamiąca prawo pisowska mafia polityczna może wybiórczo kontrolować takie pakiety wyborcze. A że nie wiadomo kogo mogą skontrolować, to większość się boi, i dla spokoju, jeżeli już poszłaby głosować to prawdopodobnie zagłosuje na Dudę.

A że, mają czego się bać, bo widzą jak postępuje pisowska mafia, niech świadczy to, co przygotowano przy okazji tzw. Tarczy 3.0.

Żeby zniszczyć do końca niezależnych prokuratorów, PiS dołączył do Tarczy 3.0 przepisy, bez żadnego logicznego uzasadnienia, bo te Tarcze dotyczą zupełnie czegoś innego, praktycznie całkowicie niszczące, i tak już bardzo kaleki, samorząd prokuratorów >>https://oko.press/ziobro-pod-oslona-wirusa-robi-zamach-na-samorzad-prokuratorow/

Czy ktoś na poważnie sądzi, że pisowska mafia, przeprowadzi uczciwe wybory korespondencyjne?

4. PROPOZYCJE DLA OPOZYCJI PARLAMENTARNEJ W WYBORACH KORESPONDENCYJNYCH

Opozycja partii parlamentarnych wspólnie powinna:

  1. Wycofać swoich kandydatów z wyborów korespondencyjnych
  2. Wydać oświadczenie, że nie będzie respektować się wyboru Dudy na Prezydenta RP
  3. Wystąpić do UE (a także władz poszczególnych państw) oraz władz USA, żeby nie uznawali korespondencyjnego wyboru Dudy na prezydenta RP. Dodatkowo, kanałami dyplomatycznymi USA powinny być powiadomione, że w przypadku uznania wyboru Dudy i udzielenia azylu politycznego kierownictwu grupy pisowskiej, opozycja nie będzie importowała broni amerykańskiej i gazu skroplonego.

Dokona też resetu stosunków dyplomatycznych z Rosją z pełnymi tego konsekwencjami.

W przypadku Chin, Polska otworzy się na Nowy Jedwabny Szlak, i to wbrew działaniom USA, które chcą w Polsce zablokować bardzo ważną jego odnogę.

 4. Utworzyć wspólny Komitet Koordynacyjny i we współpracy z opozycyjną częścią Senatu RP uzgadniać wspólnie projekty ustaw, poprawki do sejmowych ustaw pisowskich.

 5. Przedstawiciele Komitetu Koordynacyjnego powinni uczestniczyć w protestach społecznych i współpracować z przywódczyniami/przywódcami strajków.

 6. Komitet Koordynacyjny powinien wydać komunikaty skierowane do:

a) wojska i służb porządkowych, że w przypadku tłumienia protestów społecznych skierowanych przeciwko rządom PiS zostaną pozbawieni emerytur i majątków. Szczególnie mocny przekaz powinien pójść do WOT.

b) sędziów i prokuratorów związanych z PiS z przekazem jak wyżej.

c) posłanek i posłów PiS oraz władz regionalnych PiS, że w przypadku wystąpienia przeciwko grupie Kaczyńskiego, nie będą pociągani do odpowiedzialności karnej i nie nastąpi konfiskata majątków.

Społeczne Forum Wymiany Myśli : „Jaka Polska po POPiSie?”

61639240_367955343921988_9081356963232612352_n

Wrocław 25.05.2019 r.

Jednak można coś trwałego i zapowiadającego sukcesy na lewicy w Polsce zrobić. Od października 2017 roku we Wrocławiu działa Społeczne Forum Wymiany Myśli. Jest to zarówno forma klubu dyskusyjnego jak i płaszczyzna spotkań ludzi utożsamiających się z najszerzej pojmowaną tradycją oraz myślą lewicową. Inicjatorzy i promotorzy tego przedsięwzięcia zakładali (i tak też to funkcjonuje po dziś dzień), iż ma to być lewicowy think-tank o poza-partyjnych i ponad-środowiskowych podziałach, dający możliwość zaprezentowania różnorodności myśli jaką lewicę się zawsze charakteryzowała.

W czerwcu 2019 roku planujemy zorganizować już 25 imprezę (debatę) – czyli mały jubileusz – w ramach forum. Chcemy podyskutować jak państwo polskie powinno wyglądać po … POPiS-ie. Ale nie tylko debaty składają się na nasz dorobek. Organizowaliśmy różnego rodzaju ewenty takie jak: wystawy fotografii obrazujące problematykę dzisiejszej Palestyny i okupacji izraelskiej czy spotkania autorskie z pisarzami zaangażowanymi.

Zainicjowaliśmy „sklonowanie” naszego pomysłu w formie paralelnych forum w Warszawie i Bydgoszczy (na razie są to tylko te dwa ośrodki ale mamy plany aby objąć cały kraj, zwłaszcza mniejsze powiatowe ośrodki, tą inicjatywą). Składaliśmy kwiaty w dniu 1 maja pod obeliskami poświeconymi tradycjom ruchu robotniczego oraz byliśmy współorganizatorami tegorocznej manifestacji pierwszo majowej w Warszawie. 22 lipca ubiegłego roku spotkaliśmy się w Bydgoszczy na zorganizowanej przez nas oraz ośrodek w Bydgoszczy, międzynarodowej konferencji poświęconej planom na przyszłość. Sporą ich część udało się zrealizować. I to też uważamy za spore osiągnięcie biorąc pod uwagę skromność środków, bazy materialnej i personalnej przedsięwzięcia.

         Od samego początku ściśle współpracujemy z Portalem Strajk.eu oraz z fundacją „Naprzód”. Poczytujemy sobie za nasz sukces, iż z czasem do grona naszych partnerów dołączyły kolejne podmioty oraz media o lewicowej proweniencji: Tygodnik „Przegląd”, Portal Lewica.pl, stowarzyszenie „Pokolenia – Dolny Śląsk” , Dziennik „Trybuna” i środowisko „Historia Czerwona”. Ostatnio do grona naszych partnerów dołączyła znana wrocławska kawiarnio – księgarnia „Tajne Komplety”. Mamy nadzieję że to nie koniec.

         W naszych dyskusjach i debatach brało udział sporo znanych i mniej znanych osób. Naszymi gośćmi byli m.in. prof. Bruno Drweski (Sorbona – Paryż), prof. Joanna Hańderek (Uniwersytet Jagielloński), prof. Gavin Rae (Akademia L. Koźmińskiego), Małgorzata Tracz i Katarzyna Lubiniecka- Różyło (czynne polityczki), Józef Pinior, Jacek Uczkiewicz, Maciej Wiśniowski (red. Naczelny Strajk.eu), Paweł Dybicz (z-ca red. Nacz. Tygodnika „Przegląd”), Oleg Muzyka (polityczny emigrant i dziennikarz ukraiński – Berlin). To tylko niektóre osoby z nami współpracujące i uczestniczące w naszych dyskusjach. Ze zrozumiałych względów wszystkich trudno jest tu wymienić. Dziękujemy im wszystkim z nadzieją że ta współpraca i wsparcie będą się nadal rozwijać.

         Na Facebooku funkcjonuje strona SFWM gdzie odnotowujemy skrupulatnie wszystkie nasze przedsięwzięcia; widać z nich, iż naszymi gośćmi (także w formie on-line, bowiem kilkakrotnie organizowaliśmy debaty z udziałem osób z zagranicy) byli ludzie z Francji, Ukrainy, Anglii, Palestyny, Bułgarii, Rosji i Niemiec.

         Z naszych debat od jakiegoś czasu prowadzimy transmisje on-line w Internecie, na Facebooku. Cieszyły się one sporym zainteresowaniem, a liczba wejść i odsłon często przekraczała liczbę kilu tysięcy. Jednocześnie zachęcamy do odwiedzenia naszej strony na Facebooku.

         Pozdrawiając naszych sympatyków i osoby kibicujące naszej inicjatywie zapewniamy, iż jesteśmy otwarci na współpracę. Zapraszamy jednocześnie inne ośrodki i aktywistów „mających serce po lewej stronie” do kontaktu i rozprzestrzeniania tej inicjatywy po całym kraju. Niech temat planowanej na czerwiec debaty – „Jaka Polska po  POPiS-ie ?” – zacznie się materializować naprzód w dyskusjach (gdyż na początku jest zawsze myśl i słowo), a potem w formie tworzenia politycznego, autentycznego i nowoczesnego ruchu politycznego o lewicowej twarzy i programie.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za współpracę

Zespół Społecznego Forum Wymiany Myśli – Wrocław

60645952_365493847501471_3646016094264623104_n.jpg

Piotr Szumlewicz: PiS-owski matrix Rafała Wosia

Tekst z portalu lewica pl. http://lewica.pl/?id=31929&tytul=Piotr-Szumlewicz:-PiS-owski-matrix-Rafa%B3a-Wosia   [2018-08-22 23:16:30]      

Tekst ukazał się w kwartalniku „Bez Dogmatu”.

Jednymi z ważnych cech autorytarnej władzy są mechanizmy korumpowania opozycji i rozpowszechniania zachowań konformistycznych. Dla kariery, poklasku, pozycji nawet mądrzy ludzie skutecznie wmawiają sobie, że władza zasługuje na ich poparcie. 

Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy Rafał Woś wspiera Prawo i Sprawiedliwość z niewiedzy, czy z konformizmu. Właściwie nie ma to znaczenia. Liczy się przekaz i konsekwencje. Jako osoba z dużym autorytetem wśród części polskiej lewicy, Woś od wielu miesięcy konsekwentnie przekonuje lewicowych czytelników do PiS-owskiej polityki społeczno-ekonomicznej. Sam siebie tytułuje „czołowym polskim symetrystą”, a tymczasem jego teksty coraz częściej powielają propagandę obozu rządzącego. Dotyczy to zresztą nie tylko Wosia. Osoby tytułujące się symetrystami zazwyczaj ostro i bezkompromisowo atakują największe partie opozycyjne i z umiarem oceniają nawet najbardziej nieudolne i szkodliwe posunięcia rządu.

Osoby znające publicystykę Wosia przywykły, że mnóstwo ważnych zagadnień to dla niego tematy zastępcze, niegodne uwagi: ograniczanie prawa do aborcji, dyskryminacja LGBT, nagonki na uchodźców, wielomilionowe prezenty dla Tadeusza Rydzyka i postępująca klerykalizacja kraju, antykomunizm i odbieranie nabytych praw osobom, które pracowały w PRL-u, wielokrotne złamanie Konstytucji przez obóz rządzący i zawłaszczenie Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa, podporządkowanie władzy służby cywilnej, propaganda w TVP godna reżimów totalitarnych, niszczenie kultury i sztuki, indoktrynacja narodowo-katolicka w szkołach, budowanie bojówek paramilitarnych i wsparcie dla agresywnych ruchów nacjonalistycznych, represje wobec protestujących działaczy opozycyjnych – wszystkie te działania partii rządzącej nie robią na Wosiu wrażenia. Ważne, aby władza dawała ludowi chleb i pracę, a lewica powinna się nią zachwycać.

Nawet jednak przy tak „subtelnej” wizji lewicowości zdumiewa coraz bardziej bezkrytyczna akceptacja działań rządu przez Wosia. Wszak jeśli sprowadzimy lewicowość do stabilnej pracy i płacy, polityki pełnego zatrudnienia i rozwiniętej polityki społecznej, to również wtedy trudno uznać PiS za partię lewicową. Mimo to kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się od Wosia, że polityka społeczno-gospodarcza rządu jest „nowoczesna”, a opozycja „anachroniczna” (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,22961229,wos-pis-jest-nowoczesny-a-opozycja-anachroniczna-przynajmniej.html). Na czym polega ta „nowoczesność”? Oczywiście na wspaniałym programie Rodzina 500+, a anachroniczność opozycji na tym, że ośmiela się ten program krytykować. Czy faktycznie sprawa jest tak prosta jak konstrukcja cepa? Partia, która daje 500 zł na część dzieci, jest bezdyskusyjnie dobra, a ta, która ma wątpliwości, z automatu zła? A może są inne drogi? W socjaldemokratycznej Szwecji świadczenia pieniężne na dzieci są niskie, a władze stawiają na system usług publicznych i aktywizację zawodową kobiet. PiS zniósł obowiązek edukacji szkolnej dla sześciolatków, obniżył wiek emerytalny dla kobiet, a do opieki instytucjonalnej podchodzi z dystansem. W efekcie szybko spadają wskaźniki aktywności zawodowej kobiet. Co na to Woś? Nie komentuje – najwyraźniej dezaktywizacja kobiet to dla niego temat zastępczy, a wszelka krytyka programu Rodzina 500+ pochodzi od złych neoliberałów. Koniec rozmowy. Co poza 500+? „Państwo próbuje (całkiem po keynesowsku) odgrywać rolę drugiego silnika polskiej gospodarki” – czytamy u Wosia. Co ma na myśli? Nie tłumaczy. Czyżby chodziło o obniżkę podatku CIT dla części firm? A może o wsparcie dla samozatrudnienia w niedzielę? Albo propozycję uczynienia z Polski jednej wielkiej strefy ekonomicznej albo kolejne przywileje dla przedsiębiorców zawarte w Konstytucji Biznesu premiera Mateusza Morawieckiego? Trudno powiedzieć. Może też Wosiowi podoba się, że rząd nie kryje dążenia do ręcznego sterowania gospodarką – tyle, że dokonuje się to nie poprzez mechanizmy większej redystrybucji dochodów, lecz w drodze błyskawicznego obsadzenia swoimi ludźmi wszystkich możliwych spółek i instytucji oraz dążenia do upolitycznienia sektora prywatnego. Faktycznie tego typu działania PiS podejmuje, jednak nie mają one wiele wspólnego z Keynesem, a raczej przypominają politykę gospodarczą generała Franco.

Woś do tego stopnia nie znosi opozycji, że w innym swoim felietonie deklaruje, iż bliższy od polityków opozycyjnych jest mu… Tadeusz Rydzyk. (). „Kaczyński i Rydzyk jądrem polskiego wstecznictwa? To już nieaktualne. Dziś nie ma nad Wisłą większych konserwatystów niż zajadle anty-PiS-owska opozycja?” – mogli przeczytać kilka tygodni temu zdumieni czytelnicy. Można byłoby jeszcze od biedy zrozumieć, gdyby napisał o Tadeuszu Cymańskim, ale o Rydzyku!? Można bardzo nie lubić programu Nowoczesnej czy PO, ale dla każdego myślącego człowieka Kamila Gasiuk-Pihowicz czy Borys Budka są praktycznie pod każdym względem lepsi od nienawistnego ksenofoba, a zarazem roszczeniowego milionera z Torunia. Dlaczego więc Woś broni tak dziwnej tezy? Z tekstu dowiadujemy się po raz kolejny, że prawo do aborcji albo związki partnerskie to tematy zastępcze, którymi żyje opozycja. Kluczowe są sprawiedliwość społeczna, nierówności czy wyzysk pracy przez kapitał, a o tym, jego zdaniem, mówi… PiS. Trudno powiedzieć, w czym przejawia się sprawiedliwość albo walka z nierównościami u Rydzyka, ale Woś jakimś cudem je znalazł. No i znowu słyszymy mantrę o cudownym programie Rodzina 500+. Nieoczekiwanie w tekście Wosia pojawia się też słowo „ksenofobia”. Kto jest ksenofobem? Nie Rydzyk! Nie Błaszczak! Ksenofobem jest każdy, kto krytykuje 500+. Koniec artykułu.

Najnowszy felieton Wosia zdumiewa może nawet bardziej niż poprzednie (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23151218,wos-nowy-kodeks-pracy-zabije-smieciowki-spodziewajcie-sie.html). Dowiadujemy się bowiem z niego, że „nowy kodeks pracy to osinowy kołek na wampira śmieciowego zatrudnienia”, choć nawet jeden z głównych architektów nowego Kodeksu, minister Rafał Zieleniecki, deklaruje, że jednym z głównych celów nowych rozwiązań jest wzrost… elastyczności na rynku pracy. Trudno zresztą ministrowi odmówić racji, skoro w nowym Kodeksie pojawiło się mnóstwo skrajnie antypracowniczych rozwiązań, w tym nowe formy niestabilnego zatrudnienia, ułatwienia w zwalnianiu pracowników czy możliwości niepłacenia za nadgodziny przez pracodawców. Ale Woś uprzedza krytykę. „Opozycja będzie straszyć, że to kodeks od PiS-u” – przekonuje i ogłasza, że nowy Kodeks jest doskonały, gdyż obok opozycji krytykuje go też część… pracodawców. A że krytykują go też największe centrale związkowe? Najwyraźniej tego Woś nie odnotował.

Rafał Woś jest wykształconym człowiekiem, który wie, o czym mówi. Trudno uwierzyć, że naprawdę uważa nowy Kodeks Pracy za milowy krok na drodze ku poprawie stosunków pracy w Polsce albo że Rydzyka ma za nowoczesnego polityka. Być może zdaniem Wosia te kuriozalne deklaracje sprawią, że zaskarbi sobie sympatię władzy. Może też Woś przekona część wyborców lewicy do zagłosowania na PiS albo sam wystartuje z list Prawa i Sprawiedliwości. Wydaje się to coraz bardziej realne. Tyle tylko, że ani lewica, ani ludzie pracy nic z tego nie będą mieli.

 

 

Piotr Ciszewski: IPN kontra Dąbrowszczacy?historia bez IPN/

 

31923

http://lewica.pl/?id=31923&tytul=Piotr-Ciszewski:-IPN-kontra-D%B1browszczacy

Gdański oddział Instytutu Pamięci Narodowej wytoczył najcięższe działa aby uderzyć w Dąbrowszczaków, polskich ochotników walczących z faszyzmem w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Zorganizował, wspólnie z opanowanym przez “dobrą zmianę” Muzeum Drugiej Wojny Światowej, trzydniową “międzynarodową konferencję naukową”. Okazała się ona jednak niewypałem, pokazując jak niemerytoryczna oraz pełna podstawowych błędów jest IPNowska wersja historii.

Przyczynkiem do organizacji wydarzenia, które odbyło się w dniach 26-28 czerwca był spór o nazewnictwo ulic. Gdański IPN mocno zaangażował się w zmianę ulicy Dąbrowszczaków w tym mieście na ul. Kaczyńskiego. Po zakwestionowaniu decyzji dekomunizacyjnej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny, IPN przystąpił do obrony współczesnej “polityki historycznej”. Zapowiedział więc, że zorganizuje “międzynarodową” konferencję na temat polskich antyfaszystów walczących przeciwko puczowi generała Franco. Wkrótce potem zapowiedź okazała się fałszywa. Trzydniowa konferencja, mimo całego rozmachu, nie spełniła kryteriów stawianych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wydarzeniom międzynarodowym. Z zagranicy przybyło tylko 4 na 37 prelegentów. Mimo reklamowania konferencji „Dąbrowszczacy w trzech odsłonach: wojna domowa, II wojna światowa, PRL” w mediach publicznych oraz szerokiej promocji w internecie, zainteresowanie nią wyrazili głównie prelegenci oraz pracownicy IPN. Wielka sala wykładowa w Muzeum Drugiej Wojny światowej świeciła pustkami tak bardzo, że nawet lokalna TVP nie była w stanie pokazać „tłumnie zgromadzonych” słuchaczy.

„Losy poszczególnych dąbrowszczaków pokazują, jak zły był ich wkład w budowę powojennej Polski, jak mocno przyczynili się do przeniesienia zła, które funkcjonowało w okresie wojny domowej w Hiszpanii, na ziemie polskie po II wojnie światowej” – zawyrokował w pierwszym wystąpieniu prof. Mirosław Golon, dyrektor gdańskiego IPNu. Doktor Karol Nawrocki, dyrektor Muzeum Drugiej Wojny światowej z PiSowskiego nadania, zakończył wstęp do konferencji stwierdzeniem „a poza tym uważam, że ulice dąbrowszczaków w demokratycznej Polsce należy zlikwidować”, co już pozwoliło zrozumieć jaki poziom prezentowało wydarzenie. 

Przy okazji zapowiedzi twórcy „polityki historycznej” potknęli się po raz pierwszy. „Przedstawione zostaną między innymi zbrodnie popełnione przez przedstawicieli formacji Dąbrowszczaków” pisali w mediach społecznościowych. Byłyby to rzeczywiście przełomowe informacje wpływające na stan współczesnej wiedzy historycznej. Żaden z uznanych historyków nie udowodnił bowiem dotąd rzekomych zbrodni wojennych Dąbrowszczaków. Informacji o nich próżno szukać również w źródłach hiszpańskich. Zapytany, podczas konferencji o dowody na kryminalne działania antyfaszystów, dr Tadeusz Miłkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, powiedział, że nie wyklucza ich udziału w prześladowaniu Kościoła podczas wojny domowej. Wśród zaproszonych do wygłoszenia wykładów „naukowców” znalazł się Adam Wielomski, sympatyk Ruchu Narodowego, wybielający w swoich publikacjach dyktaturę Francisco Franco i usprawiedliwiający bunt hiszpańskich generałów przeciwko legalnym władzom republiki.

Już same zapowiedzi referatów pokazały jak bardzo IPN jest gotów naginać prawdę historyczną podczas swojej konferencji. Sytuację przed Wojną Domową w Hiszpanii przedstawił dr Pablo de la Fuente de Pablo, współpracownik KUL, który jakiś czas temu na łamach „Naszego Dziennika” skarżył się, że uciekł z Hiszpanii do Polski, gdzie „znalazł normalność”. Nie mógł się pogodzić między innymi z „kłamstwami” o „demokratycznych i pacyfistycznych rządach Republikanów w Katalonii w latach 1936-1939” („Nasz Dziennik” 30.03.2013). Zdaniem gościa z Hiszpanii winę za rebelię generałów mieli ponosić… hiszpańscy socjaliści, którzy już w 1933 roku się „zbolszewizowali”. Wcześniej w zapowiedzi jego referatu gdański IPN przypomniał, że „Bunt części armii stanowił ramy dla stworzenia Hiszpanii w 1936 r.”. Tym samym instytut dopuścił się promowania totalitarnych i autorytarnych praktyk. Warto przypomnieć, że w roku 1936 Front Ludowy, którego trzon stanowiła partia socjalistyczna, doszedł do władzy w wyniku legalnych wyborów. „Bolszewizacja” polegała między innymi na dosyć umiarkowanej reformie rolnej i promowaniu świeckiego szkolnictwa. Generałów z kolei nikt nie wybierał, wystąpili przeciwko własnemu społeczeństwu, powodując, już w pierwszych dniach wojny, tysiące cywilnych ofiar.

IPN zapowiadał, że w toku konferencji przedstawi pochodzenie i losy polskich ochotników walczących przeciwko rebelii generała Franco. W programie spotkania nie znalazł się żaden dotyczący tego referat. Maciej Kwiatkowski z Archiwum Archidiecezji Warszawskiej przedstawił za to dokumenty o Dąbrowszczakach pochodzące z Archiwum Akt Nowych, świadczące jakoby większość z nich była komunistami. Manipulacja opierała się na tym, że w AAN nie ma akt osobowych z czasów Wojny Domowej, a jedynie te, które zgromadził działający przez krótki okres po Drugiej Wojnie Światowej Związek Dąbrowszczaków. Nie zrzeszał on nawet wszystkich ochotników, którzy po roku 1945 znaleźli się w Polsce. Archiwa Brygad Międzynarodowych zostały w większości zniszczone. Zachowały się jednak ich fragmenty świadczące, że Dąbrowszczakami byli głównie polscy robotnicy emigranci z Francji i Belgii – deklarujący przynależność do związków zawodowych, ale głównie bezpartyjni. IPN nie wziął też pod uwagę, iż w roku 1936 bycie komunistą nie oznaczało wcale popierania polityki Stalina.

Większą część konferencji poświęcono nie na omówienie konfliktu w Hiszpanii, lecz udowadnianie tezy, iż Dąbrowszczacy stali się jedną z podstaw aparatu bezpieczeństwa Polski Ludowej. W tym celu organizatorzy wydarzenia wybrali sobie kilka pasujących do ich schematu postaci takich jak generał Wacław Komar. Doktor Daniel Czerwiński z gdańskiego IPN wygłosił referat „Dąbrowszczacy w aparacie bezpieczeństwa Polski Ludowej. Próba wstępnego ujęcia zjawiska” przyznając przy tym, że opiera się na jedynie kilkudziesięciu przeanalizowanych biogramach. Dąbrowszczaków, którzy przeżyli Drugą Wojnę światową było z kolei ponad 1000. Tematy „niewygodne” zapowiadano wprawdzie w promującej konferencję broszurze, jednak zabrakło ich na konferencji. Można by do nich zaliczyć na przykład udział Dąbrowszczaków we francuskim ruchu oporu podczas Drugiej Wojny Światowej. Wielu z nich jest do dziś uznawanych nad Sekwaną za bohaterów walki „za wolność waszą i naszą”. „Niewygodne” byłoby z pewnością również opowiedzenie o tych ochotnikach, którzy po roku 1945 włączyli się w odbudowę Polski nie jako funkcjonariusze UB, lecz spółdzielcy czy lekarze.

Całą sesję poświęcono za to Dąbrowszczakom w historiografii PRL, aby wytłumaczyć dlaczego mieszkańcy Gdańska i innych miast pozytywnie odbierają rolę polskich antyfaszystów walczących w Hiszpanii. Z ideologicznym wsparciem śpieszyli tu między innymi przedstawiciele Muzeum Drugiej Wojny Światowej.

Znamienne jest, że organizatorom Konferencji nie udało się pozyskać żadnego znanego historyka, ani z zagranicy, ani nawet z Polski. Brak przedstawicieli hiszpańskiej nauki, na co dzień badających zagadnienia związane z Wojną Domową, był bardzo znaczący. Wydarzenia zorganizowanego przez gdański IPN we współpracy z Muzeum Drugiej Wojny Światowej nie można nazwać naukowym i bezstronnym. Chodziło o udowodnienie z góry założonej tezy, a nie poruszanie „niewygodnych” tematów. Przedstawiciele IPN zachwalali trzydniowe spotkanie w lokalnych mediach. W lokalnej TVP 27 czerwca dr Paweł Libera z IPN odbył debatę z doktorem Maciejem Korkuciem z krakowskiego oddziału IPN. Po zażartej dyskusji obaj zgodzili się, że Dąbrowszczacy jako „realizatorzy polityki Stalina” nie powinni być upamiętniani.

Nie wiadomo ile kosztowała konferencja. Jedno jest pewne – pieniądze na autopromocję pracowników IPN wyłożyli podatnicy, a „naukowe” wydarzenie nie przyczyniło się w żaden sposób do poprawy stanu badań nad historią 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

LIST DO POLAKÓW na 100 lecie niepodległości, gdzieś wam zapodziało się 45 lat PRL-u!!!!! (Tekst z ze strony od sanacji do  III RP) https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

Bydgoszcz: Debata „IPN – inkwizycja XXI wieku?”

31922

Bydgoszcz 22.07.2018 (3).jpg

Bydgoszcz 22.07.2018 (1).jpg

 

Ze strony: http://lewica.pl/?id=31922&tytul=Bydgoszcz:-Debata-%27IPN-%26%238211%3B-inkwizycja-XXI-wieku?%27

22 lipca 2018 roku dla tej części polskiej lewicy traktującej ów dzień – rocznica ogłoszenia Manifestu PKWN – jako autentyczne święto dla ludzi mających serce po lewej stronie i biorących ideały lewicy za rzecz autentyczną, pryncypialną i zasadniczą w ich działaniach, był miejscem spotkania i debaty w Bydgoszczy podczas konferencji na tematy polityczne i społeczne w naszym kraju. Wiodącym tematem spotkania było to czy IPN jest formą inkwizycji XXI wieku?

Głównym organizatorem tego spotkania, z okazji rocznicy proklamacji Manifestu PKWN połączonego ze składaniem kwiatów pod pomnikiem na bydgoskim pl. Wolności, była prężnie działająca bydgoska agenda PPS z jej liderem, niezmordowanym Jerzym Kołomyjcem na czele, a także Portal Strajk.eu, Społeczne Fora Wymiany Myśli z Bydgoszczy, Wrocławia i Warszawy, Fundacja „Naprzód”, Kampania Czerwona i Czarno-Czerwona, Porozumienie Socjalistyczne oraz Inicjatywa „Czerwonej Róży”. Patronat medialny – jak zawsze w przypadku SFWM – zapewniły (i były obecne wizualnie) Tygodnik Przegląd i portal http://www.lewica.pl. Obrady toczono w obiekcie podległym TPD w Bydgoszczy, które w następnym roku obchodzi 100-lecie swego istnienia.

W sobotę, 21 lipca, działacze i animatorzy SFWM z całego kraju oraz przedstawiciele mediów zaangażowanych w tę inicjatywę po przyjeździe i rejestracji swej obecności popołudnie i wieczór spędzili na wymianie poglądów i zapatrywań nad rozszerzeniem i dynamizacją działalności Społecznych Forów Wymiany Myśli w kraju. Zwłaszcza jeśli chodzi o mniejsze ośrodki miejskie.

W niedzielę 22 lipca rozpoczęły się od rana obrady usystematyzowane w trzy panele:
– pierwszy, prowadzony przez Czesława Kuleszę (PPS-Warszawa i Fundacja „Naprzód”), zajął się sprawami dekomunizacji na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej. O swych doświadczeniach w tej materii mówili: red. Małgorzata Kulbaczewska–Figat (portal Strajk.eu) poinformowała o przebiegu dekomunizacji w krajach bałtyckich, Jacek C. Kamiński (Porozumienie Socjalistyczne) poruszył ten problem z perspektywy ukraińskiej, zaś Norbert Kollenda z niemieckiego ATTACu prezentował jak te procesy przebiegały podczas inkorporacji NRD przez RFN w latach 90-tych XX wieku.
– drugi panel, prowadzony przez Radosława S. Czarneckiego (SFWM Wrocław, lewicowy publicysta niezależny), to debata z Maciejem Wiśniowskim (redaktor naczelny portalu Strajk.eu) o tym jak Rosjanie widzą Polskę dewastującą pomniki i cmentarze poległych na terenach Polski ponad 600 000 żołnierzy radzieckich
– trzeci panel był autorską prezentacją zagadnienia reprywatyzacji mienia komunalnego i tragicznych wydarzeń z tym związanych w Warszawie (trwał ten proceder przez kilkanaście lat poczynając od końca XX wieku zarówno w czasie zarządzania miastem przez opcję związana z PO jak i z PiS-em) przez Piotra Ciszewskiego i Roberta Nowaka, autorów głośnej książki pt. Wszystkich nas nie spalicie.

Dlaczego IPN jako inkwizycja – bo na ten temat było sporo kontrowersji w sieci. Ano dlatego, iż tak jak trybunały inkwizycyjne działające od XII wieku w Europie spełnia jednocześnie rolę sędziego, prokuratora i adwokata, nie podlegając nikomu (Inkwizycja rzymska podlegała bezpośrednio papieżowi). Tytuł debaty: „IPN – inkwizycja XXI wieku ?” to wymiar symboliczny. Instytut Pamięci Narodowej stał się bowiem nie tyle placówką badawczo-naukową mającą nieść refleksję nad złożonością naszych dziejów najnowszych, co instytucją prześladującą i stygmatyzującą (o czym wielu ludzi przestrzegało w chwili kiedy posłowie i senatorzy PO i PiS uchwalali prawo o jego założeniu, tworząc jego strukturę, dając prerogatywy dla określonych zadań i zainteresowań) wszystko to co nie mieści się w ciasnym, nacjonalistyczno-ksenofobicznym, klerykalnym, rusofobicznym, antylewicowym i antymodernistycznym rozumieniu polskiej historii. Prześladując i szykanując inaczej myślących i ludzi tak też interpretujących polskie dzieje, polskie doświadczenia, polską rację stanu tworzy kolejne „białe plamy” i „trupy w szafach”, jakich nie miało być w III RP (w przeciwieństwie do czasów PRL).

Problem dekomunizacji we wszystkich krajach – poza NRD inkorporowanym w zasadzie przez Niemcy Zachodnie (czyli Niemcy Wschodnie jako państwo przestały istnieć) – można zakreślić nie tyle likwidacją systemu (najszerzej pojętego) co walką nowych władz z symboliką, osiągnięciami w sferze zabezpieczeń socjalnych (kraje te były przeważnie do 1945 roku mocno opóźnione w cywilizacyjnym rozwoju wobec tzw. Zachodu) i ludźmi zaangażowanymi w tworzenie i funkcjonowanie ustroju zwanego socjalistycznym. Do tego dochodzi jeszcze – widać to było zwłaszcza w prezentacji Małgorzaty Kulbaczewskiej-Figat i Jacka C. Kamińskiego – ostry rys antyrosyjskości (przykryty narracją antyradziecką i antytotalitarnymi ozdobnikami).

Ten problem dotyczy też zagadnienia poruszanego w debacie M. Wiśniowskiego i R.S. Czarneckiego w obliczy likwidacji pomników Armii Czerwonej na ziemiach polskich i traktowanie cmentarzy poległych czerwonoarmistów jako „zła koniecznego”. Te fakty w oczach społeczeństwa Federacji Rosyjskiej – tak przywiązanej do idei Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i ofiar poniesionych przez narody Związku Radzieckiego w jej wyniku – nie tylko aktualnej politycznej elity lecz zwykłych ludzi, a także studentów (czyli przyszłych elit FR – mówił o tym szczególnie dobitnie i plastycznie M.Wiśniowski), wyrabiają nam jak najgorszą markę. Za co na pewno przyjdzie nam – jako państwo i społeczeństwo – słono zapłacić. W różnym wymiarze.
Piotr Ciszewski i Robert Nowak przedstawili zagadnienia opisane przez nich w książce >Wszystkich nas nie spalicie<. Tytuł oparty o tragedię Jolanty Brzeskiej – działaczki lokatorskiej z Warszawy w dramatyczny sposób pozbawionej życia – oddaje clou problemu tzw. reprywatyzacji i gigantycznych przestępstw na tym tle dokonywanych prze różne ekipy rządzące stołecznym ratuszem (jak wspomniano doskonale dogadywali siew tej mierze tak zażarcie walczące dziś ze sobą i prezentujące się jako super-uczciwe polityczne asocjacje: Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. Autorzy książki podali sporo „smaczków” – gdyż są niejako specjalistami tego zagadnienia – dot. przejmowania kamienic i działek w stolicy w sposób nieuczciwy, kryminalny, wręcz gangstersko-mafijny.

Debaty panelowe wywoływały żywą dyskusję i liczne pytania z sali do panelistów. Toczono także spory i debata była bardzo twórcza intelektualnie. Starły się bowiem – kilkakrotnie – różne interpretacje i sądy na tematy węzłowe dotyczące właśnie dekomunizacji, niszczenia pomników Armii Radzieckiej i cmentarzy w polskiej przestrzeni publicznej, jak również zagadnień związanych (i to też jest jakaś forma – niesłychanie kaleka i dramatyczna – dekomunizacji) z reprywatyzacja mienia komunalnego z jaką mamy do czynienia od dwóch dekad w Warszawie.

W obradach cały czas uczestniczyło od 45 do 55 osób z całej Polski.

Radosław S. Czarnecki

fot. Piotr Lewandowski

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

LIST DO POLAKÓW na 100 lecie niepodległości, gdzieś wam zapodziało się 45 lat PRL-u!!!!! (Tekst z ze strony od sanacji do  III RP) https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

Małgorzata A. Maciejewska: Demokrację trzeba dopiero zbudować, bo bronić nie ma czego

[2018-07-21 20:07:07]  http://lewica.pl/?id=31918&tytul=Ma%B3gorzata-A.-Maciejewska:-Demokracj%EA-trzeba-dopiero-zbudowa%E6,-bo-broni%E6-nie-ma-czego

*************

PiS demontuje demokrację w Polsce, wprowadzając krok po kroku system autorytarny, dlatego głównym celem osób ceniących wartości demokratyczne powinno być odsunięcie tej partii od władzy – takie jest stanowisko polityczek i publicystów dążących do stworzenia zjednoczonego frontu opozycji. Osoby niezgadzające się z tym podejściem wskazują, że działania podobne do wzbudzających oburzenie posunięć partii rządzącej miały miejsce, chociaż na mniejszą skalę, także za rządów PO. Taki „symetryzm” uznawany jest przez „twardy anty-PiS” za szkodliwy dla walki z fundamentalnymi zagrożeniami demokracji.

Jednak problem z łamaniem demokratycznych wartości za poprzednich rządów nie polegał tylko na proceduralnych nadużyciach przy wyborze sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, lecz miał znacznie głębsze korzenie. Co więcej, u źródeł utrzymującego się wysokiego poparcia dla PiS leży właśnie ten zasadniczy deficyt demokracji, z jakim mieliśmy do czynienia już wcześniej. Dlatego dążenie do przywrócenia status quo ante nie tylko nie ma szans na uzyskanie powszechnego poparcia społecznego, a przez to jest błędne ze strategicznego punktu widzenia, ale też jest po prostu sprzeczne z demokratycznymi wartościami, których obronie teoretycznie ma służyć. Demokracja, z jaką mieliśmy w Polsce do czynienia przed rządami PiS, nie jest warta obrony – trzeba ją dopiero od nowa zbudować.

Demokracja to władza ludu, który za pomocą procedur wyborczych rządzi sam sobą obierając polityczne programy mające na celu realizację interesów ogółu. Jednak zarówno w jej greckich początkach, jak i w nowoczesnych, oświeceniowych wersjach, ów demos zawsze ograniczony był do pewnego wybranego grona. Owszem, nie chcemy nad sobą tyranów, chcemy rządzić się wspólnie, ale ta wspólnota to „my”, a nie „oni”. Nie chcemy, by jednostki nie dość mądre czy wartościowe mogły decydować o naszym losie. Jak wiadomo, do wspólnoty pełnoprawnych obywateli długo nie należały kobiety – w Polsce w tym roku obchodzimy stulecie wywalczenia przez nie praw wyborczych. W wielu krajach europejskich do stulecia brakuje jednak jeszcze sporo, na przykład we Francji przyznano kobietom prawa wyborcze dopiero w 1944 roku, a w Szwajcarii w 1971 roku. Głosować nie mogli również niewolnicy, ale nieco bardziej zaskakujące jest, że takie pozornie postępowe kraje jak Kanada i Australia przyznały prawo głosu rdzennej ludności tych ziem dopiero w latach 60. XX wieku.

Często jednak zapomina się, że oprócz wykluczeń na podstawie płci i rasy w nowoczesnych demokracjach obowiązywał cenzus majątkowy, który zaczęto znosić dopiero pod koniec XIX wieku. Wśród tych, którzy nie należeli do wspólnoty ludzi godnych rządzenia, było zatem również prostackie pospólstwo. I jeśli wierzyć Tocqueville’owi, który porównywał prawników do arystokracji i pisał, że „brzydzą się [oni] zabiegami motłochu i w skrytości pogardzają rządami ludu”, takie też są ideologiczne źródła instytucjonalnych zabezpieczeń demokracji. Nie chodziło tylko o to, by dzięki rozdzielności władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej nikt nie mógł zyskać pełnej kontroli nad państwem – chodziło o wykluczenie znacznej części ludzi uznanych za niezasługujących na udział w sprawowaniu władzy.

Przejęcie władzy przez PiS odsłoniło takie właśnie oblicze polskiej demokracji oraz jej politycznych i opiniotwórczych elit, potwierdzając nie wprost zasadność antyelitarnych haseł, z jakimi partia ta szła do władzy. Po jej zwycięstwie w mediach głównego nurtu pojawiło się wiele opinii lamentujących nad tym, że do władzy doszło chamstwo, a to, co kiedyś było obciachem, nie jest już powodem do wstydu. Obecnie, po wielu krytykach, że tego rodzaju wypowiedzi są wyrazem uprzedzeń klasowych, wydaje się, że media rzadziej zlecają swoim dziennikarzom tego typu opracowania, a jeśli już się pojawiają, są one bardziej zniuansowane, jak niedawny artykuł Ewy Wilk[1] stawiający tezę, że chamstwo pleni się wśród wszystkich grup społecznych. Wciąż jednak od czasu do czasu różnorodne autorytety ruszają na klasowe barykady z jaśniepańskimi tyradami. Na przykład pod koniec zeszłego roku przewodniczący KOD, Krzysztof Łoziński, apelował by „zdjąć aureolę z mordy chama”;[2] na początku stycznia profesor filozofii Jan Hartman w niezwykle emocjonalnym tekście deklarował, że „na przekór lecącemu błotu i ślinie” będzie powtarzał, że „cham to cham, a idiota to idiota”;[3] a nieco później inny filozof, Bartosz Kuźniarz, przekonywał, że lud jest głupi, bo został otumaniony przez kapitalistyczny konsumeryzm, a poza tym źle go sobie wychowaliśmy.[4]

Demokracja bywa często rozumiana po prostu jako prawo do wrzucenia raz na jakiś czas kartki do urny wyborczej – i obecnie tym jest w istocie, powodując frustrację znacznej części społeczeństw, nie tylko polskiego. Wielu ludzi ma poczucie, że nie mają żadnego wpływu na rzeczywistość, bo jakkolwiek by nie głosowali, elity władzy i tak porozumieją się miedzy sobą i efekt będzie ten sam co zawsze, jedynie w nieznacznie zmienionym opakowaniu. W rezultacie rośnie popularność polityków antysystemowych, którzy najczęściej budują ją podsuwając sfrustrowanym kozły ofiarne pod postacią różnego rodzaju obcych.

Retoryka antyuchodźcza była również ważnym elementem kampanii wyborczej PiS, ale jej kluczowym ogniwem była właśnie obietnica oddania realnej władzy ludziom pozbawionym możliwości wpływu na rzeczywistość przez pogardzające nimi elity rozgrywające między sobą złudny spektakl rywalizacji o głosy. Z tej perspektywy nie ma absolutnie nic zaskakującego w tym, że atak na niezależne media i sądownictwo ani trochę nie obniżył słupków poparcia dla PiS – było to przecież owo obiecane „odrywanie elit od koryta”. Podobnie też celem godnościowych igrzysk jest pokazanie ludziom, że w końcu są słuchani i ich perspektywa się liczy. W tym sensie partia rządząca przywraca demokrację rozumianą jako władza ludu, nawet jeśli wielu zwolenników PiS stosuje jej ubogą koncepcję „karta wyborcza raz na kilka lat” twierdząc, że wszelkie protesty przeciwko demokratycznie wybranej władzy są nieuprawnione i jedyne, co mogą zrobić niezadowoleni, to czekać na kolejną okazję do oddania głosu.

Jak w takiej sytuacji powinna działać lewica? Demokracja, w której wszystkie obywatelki i obywatele mają naprawdę wpływ na polityczną i społeczną rzeczywistość, jest przecież także naszym ideałem. To Marks krytykował współczesne mu demokracje pisząc, że zapewnieniami o powszechnej równości i wolności maskują realne nierówności, a wybór między pracą za głodowe stawki albo śmiercią z głodu nie jest żadnym wyborem. A zatem na nazwę autentycznej demokracji nie zasługuje system, w którym wygranie wyborów uzależnione jest od posiadania znacznych środków finansowych, ani też taki, w którym część społeczeństwa postawiona jest przed samymi niekorzystnymi wyborami ekonomicznymi. Sprawiedliwość społeczna jest tak samo niezbędnym elementem demokracji jak trójpodział władzy. I powinno to być jasne zwłaszcza w Polsce, gdzie społeczna gospodarka rynkowa wpisana jest do konstytucji podobnie jak zasady funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego.

Jeśli demokracja ma naprawdę oznaczać rządy wszystkich obywatelek i obywateli, instytucjonalne zabezpieczenia dla demokracji muszą oderwać się od swojej historycznej roli kontrolowania motłochu przez „prawniczą arystokrację”. Ich celem musi być uniemożliwienie jakiejkolwiek grupie społecznej – silniejszej wpływami, zasobami czy brutalną siłą – zdominowanie całego państwa tak, aby służyło ono jej partykularnym interesom kosztem reszty społeczeństwa. Takie podejście było całkowicie obce wszystkim rządom po 1989 roku, które hołubiły przedsiębiorców jako sól narodu, przodowników postępu mających nas zaprowadzić ku świetlanej przyszłości dobrobytu w państwie uwolnionym od roszczeniowego homo sovieticus. Oczywiste było, że władza ma dbać o tych, którzy jakże hojnie „dają pracę”, a nie o pracowników. Troska o przestrzeganie praw pracowniczych, o godne wynagrodzenia i świadczenia społeczne nie była uznawana za zadanie państwa, „przyciąganie inwestorów” – owszem.

Walka z nierównościami ekonomicznymi jest od dawna kluczowym punktem lewicowych programów politycznych. Twierdzę jednak, że – zwłaszcza w kontekście obecnych sporów w Polsce – potrzebne jest przeformułowanie tych postulatów jako warunków koniecznych autentycznej demokracji, a nie jedynie opcjonalnych dodatków do niej. Ekonomiczna dominacja pewnych grup daje im środki do naginania polityki tak, by służyła ich interesom, a nie wspólnemu dobru. I jest to tak samo sprzeczne z demokracją, jak przejęcie przez jedną opcję polityczną kontroli nad sądami czy mediami. W ten sposób demokracja wyradza się w oligarchię.

Wolność wypowiedzi uznawana jest za kluczowy element demokracji – bez niej niemożliwe jest kształtowanie polityki jako zbiorowych decyzji służących wspólnym interesom. Lewica zawsze opowiadała się za włączaniem do publicznych debat perspektywy kobiet, osób nieheteroseksualnych czy o odmiennych przynależnościach etnicznych i religijnych. Jednak najsłabiej idzie nam walka z dyskryminacją ze względu na klasę, chociaż to właśnie o prawa klas pracujących lewica chce się upominać. Niestety fakt, że większość lewicowych publicystek i działaczy to wykształcone osoby z klasy średniej sprawia, że nasze działania często wpadają w schemat ratowania ubogiego, wyzyskiwanego ludu przed kapitalistycznymi ciemiężycielami. Nie spotyka się to z wdzięcznością „ratowanych”, bo nikt nie chce przyjmować roli ofiary potrzebującej wybawców. Dlatego kluczowym elementem demokracji, jaką chcemy budować, musi być upodmiotowienie „ludu” jako uczestnika walki o lepsze społeczeństwo, a nie biernego obiektu lewicowej polityki. Nie będzie prawdziwej, skutecznej lewicy, dopóki ci, o których prawa chcemy się upominać, nie dołączą do nas na równych prawach, dopóki nie będą mogli dobrze poczuć się w naszym gronie.

Przeszkody są często kulturowo-estetyczne – gdzie indziej omówiłam polityczną rolę pojęcia obciachu.5 Większy problem pojawia się jednak, gdy z estetyką zaczyna się wiązać etyka. Jeśli twierdzimy, że realna demokratyzacja publicznej debaty musi polegać na tym, by wszystkie perspektywy mogły w niej zaistnieć, czy nie oznacza to zgody na seksizm, rasizm czy homofobię? Nie, oznacza to jedynie potraktowanie serio ludzi, którzy z różnych przyczyn takie poglądy wyznają: przekonywanie ich zamiast oburzonego przewracania oczami i zatykania nosa z obrzydzeniem. Rafał Woś pisał w zeszłym roku, że lewica musi porzucić własną bańkę „grzecznego prymusika” i ubrudzić się schodząc w „przaśny” i nie zawsze politycznie poprawny lud.[6] Autentyczna rozmowa nie polega jednak na porzuceniu własnej perspektywy. Wręcz przeciwnie: jeśli nie przedstawiamy otwarcie naszych argumentów, to sugerujemy, że druga strona jest zbyt głupia, żeby je zrozumieć. Tego rodzaju protekcjonalna nieszczerość jest od razu wyczuwalna – „lud” bez trudu zorientuje się, że jest traktowany instrumentalnie, że „jaśniepaństwo” zniża się do niego, bo go potrzebuje, a nie traktuje go po partnersku.

Poza tym całkowicie błędny jest podział na tolerancyjną i wykształconą klasę średnią oraz ksenofobiczną i homofobiczną klasę ludową. Jak kiedyś pisałam, w patriarchalnym systemie wszyscy przynajmniej od czasu do czasu wchodzimy w seksistowskie schematy myślenia i działania.[7] Uleganie złudzeniu, że dobrzy lewicowcy są od nich wolni, tylko utrudnia walkę z dyskryminacją. Z drugiej strony, jak pokazują badania socjologów, klasy ludowe wcale nie są tak przesiąknięte uprzedzeniami, jak byśmy chcieli myśleć budując ich obraz w opozycji do naszej rzekomo stuprocentowej tolerancyjności. Ponadto często uprzedzenia są jedynie wyrażane werbalnie i okazuje się, że spotkanie konkretnego innego twarzą w twarz przebiega bez większych zakłóceń. Niedawno znajoma pracująca w świetlicy dla dzieci z Pragi Północ opowiadała mi, że chociaż z kwestionariuszy przeprowadzanych w szkołach wynikało, że tamtejsze dzieci mają wysoki poziom uprzedzeń, gdy czarnoskóra dziewczynka dołączyła do grupy, została zaakceptowana przez rówieśników i, wbrew obawom prowadzących zajęcia, obyło się bez problemów.

Z osobami, które przejawiają różnorakie uprzedzenia, musimy tak czy siak współpracować – jest to jasne chyba dla wszystkich kobiet mających dłuższą styczność z mężczyznami o lewicowych poglądach. Radykalne poszerzenie tego grona nie pogorszy naszej sytuacji, lecz wręcz przeciwnie: może ją znacznie poprawić, gdyż to właśnie uznanie tolerancyjności za cechę przysługującą wyłącznie ludziom wykształconym i obytym utrudnia praktyczną realizację związanych z nią wartości. Z jednej strony, ludzie z klas pracujących nie czują, że są to ich wartości – bo stale słyszą, że tolerancyjni nie są, nawet jeśli skądinąd fakty są inne. Z drugiej zaś, uznanie, że uprzedzeniom podlega jedynie „lud”, który my, wykształceni powinniśmy edukować, stanowi wygodne alibi dla klas średnich i wyższych powodując, że nietolerancyjne postawy kwitną pośród najbardziej postępowej retoryki.

Autentyczne włączenie klas ludowych w lewicowe działania wymaga zatem zrezygnowania z wygodnego przekonania, że uprzedzenia nie dotyczą nas, wykształconych edukatorów „ciemnego ludu”. Wymaga także zastanowienia się, w jaki sposób sami je nasilamy, na przykład poprzez pogardę klasową zawartą w naszych narzekaniach na Polskę i polskość.[8] Nie jest to łatwe, ale tylko w ten sposób możemy budować autentyczną demokrację – a także odebrać PiS-owi rolę jedynej partii naprawdę słuchającej zwykłych ludzi. Trzeba pokazywać, że rola ta jest fałszywa, bo podsycając istniejące uprzedzenia i lęki PiS nie traktuje swoich wyborców poważnie jako równych partnerów w dyskusji, lecz cynicznie wykorzystuje ich jako „mięso wyborcze” służące do zdobycia pełni władzy. Oddanie głosu grupom wykluczanym przez liberalne rządy i media przy jednoczesnym odebraniu go innym grupom oraz postępująca monopolizacja władzy państwowej są działaniami sprzecznymi z prawdziwą demokracją, która nie może polegać na tym, że „my” zyskamy władzę kosztem „was”, ale na budowaniu państwa, które wszyscy będziemy mogli współtworzyć na równych zasadach.

Małgorzata Anna Maciejewska

Artykuł ukazał się w 115 numerze kwartalnika „Bez Dogmatu”.

Przypisy:
1. E. Wilk, Cham w dom, „Polityka”, 14.02.18
2. http://studioopinii.pl/archiwa/184061
3. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,22877121,prof-hartman-cham-to-cham-a-idiota-to-idiota-bede-to-mowic.html#MegaMT
4. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22920527,a-co-jesli-polacy-sa-glupi-mamy-takiego-wyborce-jakiego.html
5. http://wjadrodyskursu.blogspot.com/2018/05/obciach-jest-polityczny.html
6. http://forsal.pl/gospodarka/polityka/artykuly/1045958,wos-lewico-nie-pchaj-sie-liberalom-na-patelnie-felieton.html
7. http://feminoteka.pl/znajdzcie-mi-nie-seksiste-czyli-o-trwalosci-dyskryminacji/
8. Piszę o tym na moim blogu: http://wjadrodyskursu.blogspot.com/2018/03/nie-lubisz-polski-wspierasz-nacjonalizm.html

Zobacz także:

 

Konferencja popularno-naukowa pt. „IPN – inkwizycja XXI wieku ? (22 lipca w godzinach 10:00 – 16:00,Bydgoszcz)

36732399_2092087431063417_5977517878054748160_n

 Termin: 22-07-2018 ul.Jaworowa 5, 85-628 Bydgoszcz

Organizator: Społeczne Forum Wymiany Myśli


Dzień 22 lipca dla całej polskiej lewicy – obojętnie jakiej proweniencji – winien być jeśli nie dniem celebry, świętowania bądź hucznych obchodów to przynajmniej stanowić powód do refleksji oraz zadumy. Ogłoszenie (i wdrożenie z czasem do praktycznej realizacji) przed 74 laty Manifestu PKWN-u – cokolwiek na jego temat piszą i mówią dziś tzw. demo-liberalne i prawicowo-nacjonalistyczne media – było de facto ostatecznym końcem post-feudalnej, pańsko-szlacheckiej, przed-modernistycznej Polski i takich też stosunków społecznych. Reforma rolna i nacjonalizacja przemysłu, zapowiedź odbudowy kraju po pożodze II wojny światowej były kamieniami milowymi mającymi wydobyć nasz kraj z zapyzienia, post-sarmackości i głębokiej peryferyjności w jakiej tkwił od wieków na obrzeżach Europy (nie tylko z racji braku przez ponad 120 lat niepodległości i suwerenności). Udało się to w różnym stopniu, ale wymiar tego przedsięwzięcia z dzisiejszej perspektywy trzeba ocenić jako gigantyczny i w sumie pozytywny. 

Organizacja w tym właśnie dniu przez bydgoski PPS, przy współpracy z Portalem STRAJK.EU oraz oddziałami Społecznego Forum Wymiany Myśli z Wrocławia, Warszawy i Bydgoszczy – jak również z licznymi organizacjami politycznymi o lewicowo-radykalnej proweniencji, konferencji popularno-naukowej pt. „IPN – inkwizycja XXI wieku ?” ma więc wymiar więcej niż symboliczny. 

Instytut Pamięci Narodowej stał się nie tyle placówką badawczo-naukową mającą nieść refleksję nad złożonością naszych dziejów najnowszych, co instytucją prześladującą i stygmatyzującą (o czym wielu ludzi przestrzegało w chwili kiedy posłowie i senatorzy PO i PiS uchwalali prawo o jego założeniu, tworząc jego strukturę, dając prerogatywy dla określonych zadań i zainteresowań) wszystko to co nie mieści się w ciasnym, nacjonalistyczno-ksenofobicznym, klerykalnym, rusofobicznym, anty-lewicowym i anty-modernistycznym rozumieniu polskich dziejów. Prześladując i stygmatyzując inaczej myślących i tak też interpretujących polskie dzieje, polskie doświadczenia, polską rację stanu tworzy tym samym kolejne „białe plamy” i „trupy w szafach” historii. 
Wszystkich zainteresowanych organizatorzy i uczestnicy debaty serdecznie zapraszają do udziału w tej imprezie połączonej ze złożeniem kwiatów z okazji święta 22 lipca, pod pomnikiem na pl. Wolności w Bydgoszczy.

Piotr Szumlewicz: Polskie państwo wyznaniowe

Portal lewica.pl [2018-06-18 20:49:26] >>>  http://lewica.pl/?id=31894&tytul=Piotr-Szumlewicz:-Polskie-pa%F1stwo-wyznaniowe

Tekst pochodzi ze 114 numeru kwartalnika „Bez Dogmatu”

*************************************

Przywileje i nadużycia Kościoła katolickiego po ostatnich wyborach parlamentarnych praktycznie przestały być przedmiotem debaty publicznej. Wiele się mówi o zawłaszczaniu kolejnych instytucji przez partię rządzącą, o fatalnie przygotowanych ustawach, autorytaryzmie, niszczeniu praworządności, o ksenofobii i nacjonalizmie, ale klerykalizacja państwa praktycznie znikła z debat telewizyjnych i przekazu czołowych partii. Z przyczyn oczywistych nie mówi o niej PiS, milczy PO i PSL, Nowoczesna też nie ma na ten temat wiele do powiedzenia. Z partii pozaparlamentarnych czasem wspomina o państwie wyznaniowym SLD czy Razem, bez skutku próbują się przebić nieliczne organizacje świeckie i antyklerykalne. Słuchając głosów politycznych i dziennikarskich, mogłoby się wydawać, że rola Kościoła zmniejszyła się i walka z jego nadużyciami nie jest dzisiaj istotną kwestią.
Tymczasem imperium Kościoła rozrasta się, księża otrzymują kolejne przywileje, a Polska coraz wyraźniej staje się krajem wyznaniowym, w którym instytucje państwowe są podporządkowywane ortodoksji katolickiej.

Po ostatnich wyborach parlamentarnych miało miejsce wiele zdarzeń, które w groteskowy wręcz sposób unaoczniają splot władzy politycznej z Kościołem katolickim. 19 listopada 2016 roku w polskich kościołach odczytano specjalny akt, zgodnie z którym Jezus Chrystus został mianowany Królem i Panem Polski, a w uroczystości nadania mu tych tytułów brał udział prezydent Andrzej Duda. Mówiło się wtedy między innymi o tym, że Jezus powinien królować w urzędach, miejscach pracy, miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim.

W Sejmie na rozpatrzenie czeka wniosek grupy posłów, głównie z klubów Kukiz’15 i PiS, aby 14 kwietnia został ogłoszony Świętem Chrztu Polski. Nowe święto państwowe zdaniem ustawodawców miałoby służyć upamiętnieniu chrystianizacji Polski oraz być dniem narodowej refleksji nad sprawami ojczyzny. 

Kilka miesięcy temu Sejm przegłosował uchwałę w sprawie uczczenia setnej rocznicy objawień fatimskich. Czytamy w niej, że „w swoim orędziu Matka Boża objawiła największe wydarzenia XX w., a jego przesłanie jest nadal aktualne. W sposób niezwykle dramatyczny, poprzez przekazanie trzyczęściowej tajemnicy oraz spektakularny cud słońca, Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę, że ludziom do szczęścia tak naprawdę potrzebny jest tylko wszechmocny Bóg, który stworzył nas dla siebie i pragnie podzielić się z nami pełnią szczęścia. Rzadko które wydarzenie religijne odegrało tak ważną rolę w dziejach Kościoła i całego świata, jak objawienia fatimskie. Mają one także istotny wymiar dla naszej Ojczyzny” .

Z miesiąca na miesiąc rośnie liczba pomników Karola Wojtyły: wzbudzający kontrowersje monument papieża z Bretanii, gdyby przenieść go do Polski, byłby tylko jednym z kilkuset jego pomników w naszym kraju. Mamy też setki szkół, przedszkoli, placów i ulic imienia Jana Pawła II, a kilka miesięcy temu miejscowi radni ogłosili, że Jan Paweł II będzie patronem województwa kujawsko-pomorskiego. Aby uzupełnić urzędowy kult papieża Polaka, instytucje kościelne zaapelowały, aby ustanowić 16 października, czyli dzień wyboru Wojtyły na papieża w 1978 roku, świętem narodowym, a także stworzyć nową nagrodę państwową: order Jana Pawła II; zaapelowały także do polskich samorządów, żeby w każdym regionie obecne były „żywe pomniki” poświęcone papieżowi. Warto pamiętać, że już dzisiaj celebrowana jest data objęcia funkcji papieża przez Karola Wojtyłę, data jego urodzin, śmierci, a ponadto, wraz z Jezusem, jest on uznawany za zwierzchnika Polski.

Obok setek pomników katolickich świętych od lat mamy też nieustanny wzrost liczby krzyży w przestrzeni publicznej. Wyrastają one jak grzyby na deszczu w szpitalach, szkołach, urzędach publicznych. Od wielu lat krzyż wisi też w parlamencie, chociaż mało kto pamięta, że zawieszono go z pominięciem jakichkolwiek procedur pod osłoną nocy.

Nowym elementem katolickiej propagandy jest rewolucja w oświacie, której jednym z głównych celów jest narodowo-katolicki zwrot w podstawach programowych. Już teraz szkoła wpaja uczniom dogmaty katolickie na lekcjach religii, a podręczniki do przedmiotów humanistycznych są pełne treści religijnych. PiS chce jednak dokręcić śrubę i głównym celem nauczania języka polskiego, wiedzy o społeczeństwie czy historii ma być wciskanie młodym ludziom do głowy katolickiej ortodoksji.

Przedstawiciele Kościoła katolickiego są też członkami gremiów, które zatwierdzają i opiniują minima programowe oraz podręczniki szkolne. W konsekwencji trudno zaprzeczyć, że polska szkoła ma charakter wyznaniowy. Obecna ekipa jedynie umacnia katolicki charakter edukacji.

Również w mediach publicznych „dobra zmiana” wiąże się z radykalnym umocnieniem propagandy religijnej. Co prawda, już w minionych latach autorytety kościelne nie były w żaden sposób kwestionowane, ale po wyborach w 2015 roku dominuje nachalna, narodowo-katolicka propaganda. Kilka miesięcy temu Telewizja Polska ogłosiła, że wprowadzi pięć dodatkowych programów katolickich. Ale nawet bez nich katolicka propaganda sączy się z większości programów publicystycznych i informacyjnych TVP, a komentatorzy są tak dobierani, aby przekaz dotyczący kleru był jednoznacznie pozytywny.

Trudno się zresztą dziwić uprzywilejowaniu przekazu religijnego w mediach publicznych, skoro jest ono zagwarantowane w ustawie o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. W artykule 4. tejże ustawy czytamy, że „nadawcą społecznym jest nadawca, którego program upowszechnia działalność wychowawczą i edukacyjną, działalność charytatywną, respektuje chrześcijański system wartości za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki oraz zmierza do ugruntowania tożsamości narodowej” . Natomiast z artykułu 18. dowiadujemy się, że „audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości” . Mamy tu więc jawne uprzywilejowanie konkretnej religii. Wreszcie w artykule 21. czytamy, że jednym z zadań publicznej radiofonii i telewizji jest „respektowanie chrześcijańskiego systemu wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki” .

W polskim prawie mamy też kuriozalny zapis o ochronie uczuć religijnych. Zgodnie z 196. artykułem Kodeksu karnego „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” . Warto zwrócić uwagę, że nie chroni się tutaj grup wyznaniowych, lecz bóstwa i miejsca wyznawania kultu. W praktyce paragraf zamyka usta krytycznym artystom i satyrykom. Oczywiście w ustawie nie ma mowy o uczuciach osób niewierzących.

Również wojsko od niedawna jest zawierzone Bogu. Antoni Macierewicz, jako minister obrony narodowej, na spotkaniu z wysokimi przedstawicielami polskiego wojska ogłosił, że „siłę armii stanowi wielka wiara narodu polskiego, najlepiej symbolizowana przez krzyż Jana Pawła II” .

Polska jest też krajem, w którym służba zdrowia coraz częściej podporządkowywana jest fundamentalistycznej, katolickiej prawicy. Coraz więcej lekarzy powołuje się na tzw. klauzulę sumienia, dającą zielone światło fundamentalistom religijnym, którzy stawiają wyżej własne przekonania religijne niż ludzkie życie i zdrowie. Jeżeli lekarz ma prawo odmówić aborcji zgwałconym kobietom, to równie dobrze może odmówić pomocy ateiście, gejowi albo kobiecie skatowanej przez męża. W praktyce klauzula sumienia daje lekarzom prawo do segregacji pacjentów i uzależniania pomocy od ich partykularnego widzimisię.

Klauzula sumienia zaczyna też wkraczać do aptek. Rozrasta się sieć tzw. aptek pro-life, w których aptekarze z przyczyn religijnych odmawiają sprzedaży prezerwatyw. Nie można w takich aptekach kupić ani tabletek dzień po, ani żadnych środków antykoncepcyjnych. Ministerstwo zdrowia nie kwestionuje tych inicjatyw, a wręcz coraz wyraźniej je wspiera.

Duchowni mają możliwość udzielania ślubów konkordatowych, które wiążą się z takimi samymi skutkami prawnymi jak małżeństwa cywilne. To też element państwa wyznaniowego.

Tymczasem wielkim nieobecnym polskiej debaty publicznej wciąż jest kwestia pedofilii księży. W większości krajów europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych państwowe komisje już dawno podjęły temat pedofilii duchownych, a tamtejsze kościoły wypłacają wielomianowe odszkodowania ich ofiarom. W Polsce wciąż jest to temat tabu, a od ostatnich wyborów znikł z debaty publicznej. Charakterystyczny dla polskiego podejścia do pedofilii w Kościele katolickim jest przypadek jednego z pierwszych skandali na tym tle, czyli sprawa proboszcza z Tylawy, oskarżonego o molestowanie. Prokuratura umorzyła sprawę i dopiero po publikacjach prasowych nakazano przeprowadzenie powtórnego śledztwa. Ostatecznie w sprawie o molestowanie sześciu dziewczynek zapadł wyrok skazujący, choć w zawieszeniu, jednak arcybiskup Józef Michalik jeszcze przez rok pozwolił skazanemu księdzu pracować w tej samej parafii. Potem tenże Michalik został przewodniczącym Episkopatu Polski i kilka lat później ogłosił, że dzieci same prowokują księży do dotyku (mowa o jego słynnej teorii o tym, że dzieci „lgną” do księży i ich prowokują). Mimo tych rewelacji arcybiskup pozostał autorytetem.

Kościół katolicki od lat jest uprzywilejowany w ramach systemu podatkowego i składkowego. Księża w naszym kraju nie są opodatkowani na ogólnych zasadach, a od swojej pracy w parafii płacą symboliczne, zryczałtowane podatki, niezależne od wysokości dochodów. Pieniądze zbierane w czasie nabożeństw, zwane tacą, stanowią dużą część dochodów osób duchownych. Jak kilka lat temu przyznawał kardynał Kazimierz Nycz, co roku kler zbiera na tacy 6 mld zł , nie płacąc od tej kwoty podatku. Jeżeli daję bliskiej osobie prezent za kwotę przekraczającą 5 tys. zł, to zgodnie z polskim prawem muszę odprowadzić podatek. Kościół nie musi odprowadzać podatku od darowizny wartej choćby i 10 mln zł. Kościół nie płaci również podatku VAT od świadczonych przez siebie usług takich jak śluby, pogrzeby czy chrzty. Dochody z działalności gospodarczej kościołów są zwolnione od opodatkowania w części, w jakiej zostały przeznaczone na cele związane z kultem. Kościół nie płaci też podatku od tych nieruchomości, które są wykorzystywane na cele kultu. Podatkiem nie są objęte nieruchomości mieszkalne duchownych. Oczywiście te zwolnienia otwierają furtki do obchodzenia prawa przez osoby spoza Kościoła.

To wszystko jednak dla Kościoła mało, bo dodatkowo państwo przyznaje Kościołowi w ramach Funduszu Kościelnego ponad 100 mln zł rocznie. Politycy kłócą się, co zrobić, aby zapewnić społeczeństwu godne emerytury i zarazem nie zadłużyć państwa, a w tym samym czasie księża otrzymują stabilne, wysokie świadczenia, nie musząc płacić praktycznie żadnych składek.

Kolejne dziesiątki milionów złotych idą na Świątynię Opatrzności Bożej, dalsze na podejrzane inwestycje znanego biznesmena, a przy okazji nienawistnego ksenofoba, księdza Tadeusza Rydzyka. Kościół otrzymuje też setki milionów złotych w postaci środków finansowych dla szkolnych katechetów, dla duszpasterzy w instytucjach publicznych, dla uczelni i szkół katolickich. Uprzywilejowanie Kościoła jest widoczne w finansowaniu z budżetu wyższych szkół katolickich takich jak KUL czy UKSW. 

W Polsce Kościół katolicki jest największym posiadaczem ziemskim, bezpośrednio podporządkowanym innemu państwu, czyli Watykanowi. Mimo to nie obejmują go kontrole żadnej instytucji publicznej, w tym Najwyższej Izby Kontroli, a finanse kościelne pozostają bez nadzoru publicznego, choć Kościół obraca miliardami złotych. 
W tym kontekście warto przypomnieć działanie Komisji Majątkowej. Była to funkcjonująca w sposób niejawny instytucja, która zajmowała się przekazywaniem dóbr publicznych klerowi. Połowę Komisji stanowili przedstawiciele strony kościelnej, którzy sami sobie przyznali nieruchomości warte miliardy złotych. Komisja przestała działać, gdy jej funkcjonowaniem zainteresowało się CBA. Ale śledztwo nie miało dalszego ciągu, choć państwo straciło miliardy złotych.

Odkąd rządzi PiS, środowiska katolickie są też uprzywilejowane odnośnie wszelkich grantów i dotacji ministerialnych. Pisma i organizacje katolickie przeżywają obecnie okres prosperity. Pieniądze płyną do nich szerokim strumieniem. Oczywiście wśród beneficjentów bryluje ksiądz Tadeusz Rydzyk, który dostaje od władzy kolejne prezenty, a mimo to wciąż żąda więcej.

Wreszcie niedawno większość parlamentarna przegłosowała nową ustawę o obrocie ziemią rolną, która zakłada, że rolnik praktycznie nie może sprzedać swojej ziemi, ale zakaz handlowania gruntami rolnymi będzie obejmować wszystkich poza… kościołami, którym zezwolono na handel.

Łącznie polskie państwo co roku obdarowuje kler prezentami w wysokości co najmniej kilku miliardów złotych, a za nowej władzy pojawiają się coraz to nowe prezenty dla Kościoła katolickiego.

Mamy więc do czynienia z systemowym uprzywilejowaniem Kościoła katolickiego na wielu obszarach funkcjonowania państwa i społeczeństwa. Tymczasem zgodnie z prawem polskie władze nie powinny udzielać wsparcia żadnemu Kościołowi. Zgodnie z 25. artykułem Konstytucji RP „władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych”. Niestety ten punkt polskiej Konstytucji od lat jest lekceważony przez kolejne władze, a obecny rząd kompletnie się nim nie przejmuje. Polska jest więc krajem wyznaniowym. Na wielu obszarach życia społecznego Kościół katolicki odgrywa uprzywilejowaną rolę i bezpośrednio wpływa na funkcjonowanie instytucji publicznych. Wszelkie postulaty respektowania zasad państwa neutralnego światopoglądowo spotykają się z ostrą reakcją władzy i samego Kościoła i są przedstawiane jako zamach na demokrację. Prawicowi politycy i dziennikarze wraz z księżmi niekiedy wprost bronią państwa wyznaniowego. W ten sposób należy odczytywać często powtarzane w mediach stwierdzenia, że Polacy są w większości katolikami i w związku z tym księża powinni mieć wpływ na stanowienie prawa, a symbole religijne powinny być obecne w przestrzeni publicznej. W świeckim kraju duchowni nie mają wpływu na ustawodawstwo, a prawo równo traktuje wszystkich mieszkańców, niezależnie od wyznania.

Cóż w tej sytuacji powinny zrobić siły liberalne i lewicowe? Zamiast udawać, że patologie kleru to tematy zastępcze, powinny obnażać obłudę Kościoła i demaskować jego przywileje. Pomimo zwycięstwa w ostatnich wyborach parlamentarnych klerykalnej prawicy, Polacy są bowiem coraz bardziej świeccy i konsekwentnie antyklerykalne ugrupowanie ma szansę zdobyć wysokie poparcie społeczne. 

Bloger Adnovum o tym jak MON wzmacnia obronność Polski, między innymi, za pomocą tzw. ławeczek niepodległości bo jak na razie brak konkretów (będą zamiast kolumn Maciarewicza)

„Jedyną konkretną rzeczą jaką w tym roku chce zrobić MON to ławeczki niepodległości  ( Program zakłada powstanie, jeszcze w tym roku, ponad stu ławek, które będą miały charakter multimedialny. Będą bezpośrednie nawiązania do setnej rocznicy odzyskania niepodległości – zapowiedział w piątek minister Mariusz Błaszczak. MON chciał „stu kolumn na 100-lecie niepodległości”. Program nie wypalił Stulecie… czytaj dalej » „Ławkami niepodległości” zastąpił on pomysł byłego ministra obrony Antoniego Macierewicza, który na sto lat niepodległości chciał wybudować sto kolumn niepodległości. Oficjalnym powodem zmiany jest to, że nowemu ministrowi nie spodobał się żaden z projektów. (http://www.tvn24.pl) przypis K.Mróź.

Natomiast modernizacja polskiej armii, co miało być priorytetem po przejęciu władzy przez PiS, staje się tylko tanim chwytem propagandowym.

Inspektorat Uzbrojenia MON wycofuje się ze składania ofert na zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych, a zaraz potem minister Mariusz Błaszczak stwierdza, że nie rezygnuje z żadnego programu modernizacji wojska i zamierza dokonać zakupu 32 śmigłowców uderzeniowych.

Przypomnę, że koncepcja zakupu samolotów w ciągu ostatnich dwóch lat rządów PiS, zmieniała się jak w kalejdoskopie. A nawet na przełomie roku, dosłownie co kilka dni. Wtedy to były już szef MON Antoni Macierewicz obiecywał nam, że lada chwila wojsko dostanie nowe helikoptery, ale jak na razie, nawet te kilka sztuk, które miały zasilić wojska specjalne już są nieaktualne.

Podobną sytuację mamy jeśli chodzi o modernizację polskiej floty wojennej, a szczególnie w zakresie okrętów podwodnych, które skutecznie miały odstraszać potencjalnego wroga ze Wschodu przed dokonaniem podstępnej agresji na nasz kraj. Jak widać, brak tych okrętów, spowodował, że granice Polski są obecnie szeroko otwarte w przypadku zrealizowania się takiego hipotetycznego i nieprawdopodobnego scenariusza, bo oczywiście nikt z tego kierunku nie zamierza nas napadać.

W efekcie rządów komisarzy PiS w MON mamy jak dotąd tylko chaos zakupowy i sprzeczne zapewnienia, a tak naprawdę to nadal nie wiadomo, kiedy zostaną podpisane umowy na zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych oraz okrętów podwodnych. Jak zapewnia minister Błaszczak, unieważnienie zaproszenia do składania oferta na śmigłowce to efekt tego, że tworzony jest nowy katalog zamówień. Ale konkretów podawać nie chce, zasłaniając się stwierdzeniem, że „biznes lubi ciszę”.

Co może oznaczać, że szef MON chce urealnić program zakupów dla armii, bo może po zakupie amerykańskich wyrzutni rakiet „Patriot” tak się zdarzyć, że nie będzie pieniędzy na kolejne programy modernizacyjne wojska.

W efekcie może dojść do tego, że będziemy posiadaczami mało skutecznej „tarczy”, a nie będziemy mieli oręża do właściwej obrony naszego terytorium.

Jak na razie resort obrony twardo zapewnienia, że obecnie priorytetem dla MON są śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych w wersji pokładowej, na zakup których umowa ma zostać zawarta jeszcze w tym roku. Czyli w ciągu następnych 6 miesięcy Z kolei umowa na śmigłowce uderzeniowe ma zostać zawarta w roku przyszłym. Tylko tu nie jest pewne, czy w ogóle do niej dojdzie, ze względu na brak pieniędzy, a jak już dojdzie, to jakie to będą helikoptery i w jakiej ilości. 

Jak na razie, pomimo zatroskania liderów PiS, o nasze bezpieczeństwo zewnętrzne, jesteśmy totalnie rozbrojeni, zaś WOT i brygada amerykańska oraz kilka niemieckich czołgów z demobilu, a nawet te co jeszcze mogą latać- z samolotów F16 i wspomagająca to wszystko szkolona obecnie jako siły specjalne- Żandarmeria Wojskowa, co najwyżej zapewnią potrzebny czas na bezpieczną ewakuację rządu polskiego nowo zakupionymi samolotami dla VIP, na uchodźstwo. Tylko gdzie tym razem postanowiono znaleźć bezpieczne przytulisko?

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/wszystkie-programy-modernizacyjne-dla-wojska-beda-kontynuowane-o2018-06-14/, „

Czytaj więcej>>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/17/wojna-domowa-na-ukrainie-17-06-2018r-1106-dzien-od-nowego-rozejmu/

Bloger Adnovum o radosnej działalności PiS w Wojsku Polskim. Historia bez IPN

„Nie mamy nowych helikopterów i okrętów, żołnierzom brak jest nawet umundurowania, ale za to, jak twierdzi szef MON Mariusz Błaszczak mamy Żandarmerię Wojskową, która „należy do najlepszych służb policji wojskowej w NATO”.

Wczoraj (13 czerwca) prezydent Andrzej Duda wraz z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem, wzięli udział w obchodach święta Żandarmerii Wojskowej. Uroczystość odbyła się w na terenie koszar Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej (ŻW) w Mińsku Mazowieckim.

„Wasza służba nie należy do łatwych. Misje wojskowe, ale także akcje antyterrorystyczne – to wszystko Wasz dzień powszedni”– powiedział minister Błaszczak dodając, że żandarmi wspierają także służby porządkowe podczas imprez organizowanych przez wojsko.

Natomiast prezydent Duda ze swej strony dodał, że:

„Jestem tu dziś wraz z ministrem Mariuszem Błaszczakiem po to, aby Wam i Waszym najbliższym nisko się pokłonić w imieniu Rzeczpospolitej. Dziś wolnej, suwerennej i niepodległej, szczycącej się 100-leciem niepodległości, która może być dumna ze swoich dziejów także dzięki waszej służbie – powiedział z kolei prezydent. – Dzięki temu, że byliście i jesteście tacy, jacy jesteście, że niezmiennie sumiennie, z wielkim oddaniem dbacie o bezpieczeństwo Polski, o porządek, o przestrzegania prawa, że czuwacie każdego dnia także nad naszym bezpieczeństwem”.

Przypomnę, że ŻW jest wyodrębnioną i wyspecjalizowaną służbą wchodzącą w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, która wobec żołnierzy realizuje zadania przewidziane dla Policji.

A więc, do najważniejszych zadań Żandarmerii Wojskowej należy zapewnienie przestrzegania dyscypliny wojskowej, ochranianie porządku publicznego na terenach i obiektach jednostek wojskowych oraz w miejscach publicznych, a także życia i zdrowia ludzi oraz mienia wojskowego przed zamachami naruszającymi te dobra. Ponadto Żandarmeria Wojskowa odpowiada za zapobieganie popełnianiu przestępstw i wykroczeń oraz innym zjawiskom patologicznym w Siłach Zbrojnych. Określone w ustawie zadania obejmują wykrywanie przestępstw i wykroczeń, w tym skarbowych, popełnionych przez osoby, ujawnianie i ściganie ich sprawców oraz ujawnianie i zabezpieczanie dowodów. W imieniu Ministra Obrony Narodowej Żandarmeria Wojskowa gromadzi i analizuje oświadczenia o stanie majątkowym żołnierzy zawodowych oraz przedstawia wnioski w tym względzie.

Żandarmi mogą także zwalczać skutki klęsk żywiołowych oraz nadzwyczajnych zagrożeń środowiska naturalnego, a także czynnie uczestniczyć w akcjach poszukiwawczych, ratowniczych i humanitarnych, mających na celu ochronę życia i zdrowia oraz mienia, a ponadto wykonywać inne zadania określone w odrębnych przepisach.

Najważniejsze zaś dla obecnie rządzącej ekipy politycznej to jest to, że dowódcą ŻW i przełożonym wszystkich służących w niej żołnierzy jest Komendant Główny Żandarmerii Wojskowej, który podlega bezpośrednio Ministrowi Obrony Narodowej.

Tak więc z tego tytułu komisarz PiS postawiony na czele MON tak usilnie stara się przejąć kontrolę nad ŻW oraz tworzy również mu podległą prywatną armię partyjną tej formacji politycznej, czyli WOT.

To tam kosztem modernizacji pozostałych rodzajów wojsk są one wyposażane, szkolone i dowartościowywane.

Różnica pomiędzy WOT a ŻW jest tylko taka, że pierwsze z nich budowane jest na okoliczność spodziewanego buntu społecznego, zaś drugie na brany pod uwagę przez szefostwo PiS bunt w wojsku.

Jak widać, wbrew głoszonym propagandowym deklaracjom, liderom PiS wcale nie chodzi o zapewnienie Polsce i Polakom bezpieczeństwa tylko bezpieczeństwa sobie samym. A właściwie zagwarantować swojemu środowisku dożywocie przy korycie władzy, z którego jak już udowodnili bardzo szybko, umieją czerpać pełnymi garściami. I to jakoby im się słusznie należało, ze względu na ich bardzo wysokie morale (szczególnie pewnie chodzi tu o byłą żonę Gosiewskiego, czy też córkę tragicznie zmarłego prezydenta RP?) oraz deklarowany patriotyzm. A jak wiadomo patrioci mogą więcej, więc im się również z racji tego (oczywiście w ich przekonaniu) należy.

Sprawę tą ujawnił, również nie dalej jak wczoraj, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (SGWP), gen. Mieczysław Gocuł, który po Szczycie NATO w Warszawie 4 lipca 2016 roku podał się do dymisji, i to pomimo tego, że jeszcze w kwietniu tego roku przyjął od prezydenta Andrzeja Dudy nominację na drugą kadencję szefa SGWP.

Otóż, poza innymi fobiami Macierewicza na stanowisku szefa MON. gen. Gocuł ujawnił, że najbardziej obawiał się on buntu wojskowych, „mówił, że gdyby pojawiły się sygnały, że ktoś jest nielojalny czy nieposłuszny, to mam mu o tym meldować nawet o północy”.

Gen. Gocuł przyznał również, że szczytem manii prześladowczej Macierewicza było wydane przez niego polecenie dokonania „analizy możliwości zabezpieczenia przez siły zbrojne łączności w przypadku utraty lub braku łączności komercyjnej w kraju”.

A więc na poważnie brał on możliwość wprowadzenia w Polsce czegoś na kształt stanu wojennego i przejęcia przez wojsko kontroli nad krajowymi mediami.

Ten właśnie fakt, gdy gen. Gocuł zrozumiał do czego może doprowadzić Macierewicz, zadecydował, że:

„Wtedy powiedziałem sobie dość. Nie będę tym, który może mieć kiedyś dylemat, czy stanąć po drugiej stronie ulicy Rakowieckiej naprzeciw rodakom. Mówię o tym ku przestrodze nam wojskowym, ale też politykom. Łatwo przekroczyć cienką linię, a Siły Zbrojne to nie jest zabawka jednej, czy drugiej opcji politycznej. Wojsko ma służyć Rzeczpospolitej Polskiej i stać na straży zasad Konstytucji RP”– podsumował gen. Gocuł.

W efekcie ŻW była jedyną formacją Wojska Polskiego, która skorzystała na rządach PiS, która to pod pretekstem zagrożenia dokonania zamachu na szefa MON została rozbudowana do monstrualnych rozmiarów, zaś jej wyszkolenie nijak się ma do obowiązków konstytucyjnych nałożonych na nią. Poza oczywiście tym, że ŻW, jak i WOT, mogą zostać legalnie użyte do działań na terenie kraju, czego nie wolno pozostałym rodzajom wojsk.

W ciągu krótkiej kariery Macierewicza na stanowisku szefa MON, zdążył on trwale zmienić dowództwo ŻW, które obecnie są zdolni do wykonania każdego rozkazu komisarza partyjnego PiS na stanowisku szefa MON. I to bez względu kim on personalnie by nie był.

To jest jeden z przykładów patologi jakie pozostawił po sobie w PSZ Antoni Macierewicz, a czego jak widać z dopieszczenia swoimi osobami żandarmów, tak szefa MON jak i ich zwierzchnika prezydenta Andrzeja Dudy, wczorajszych obchodów święta ŻW w Mińsku Mazowieckim, im to kompletnie nie przeszkadza. A nawet bardzo pasuje.

Jak widać rolą Macierewicza było tylko wziąć na siebie zaprowadzenie PiS-owskich porządków w MON, aby następnie już w ciszy gabinetów, odpowiednio przeorganizowanymi i oczyszczonymi z niewygodnych dowódców móc spokojnie zarządzać Siłami Zbrojnymi w imię interesów partyjnych tej formacji politycznej.

PRL-bis w karykaturalnej formie.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/gen-mieczyslaw-gocul-antoni-macierewicz-bal-sie-buntu-wojskowych-wywiad/qb41q37.          „

***

Tekst z: https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/14/wojna-domowa-na-ukrainie-14-06-2018r-1103-dzien-od-nowego-rozejmu/

Radosław Czarnecki : Makkartyzm po polsku (z tygodnika Przegląd). Historia bez IPN

Tekst w tygodniku Przegląd https://www.tygodnikprzeglad.pl/makkartyzm-po-polsku/?utm_campaign=shareaholic&utm_medium=facebook&utm_source=socialnetwork

******************************************************

Setki tysięcy komunistów nie są
innym gatunkiem ludzi niż my.
Václav Havel

Zawłaszczanie polskiej przestrzeni publicznej przez swoistą, nadwiślańską i postsolidarnościową wersję makkartyzmu jest efektem braku demitologizacji polskiego imaginarium. I to jest jednoznaczna porażka i kompromitacja polskiej transformacji; czyli pozostanie mentalnie w opłotkach dzisiejszego świata, w polskiej, folwarczno-sarmacko-klerykalnej (i wszystkiego, co z tymi terminami jest związane) wersji spojrzenia na ludzi i świat. Jego emanacją jest szerzenie się, w czasie władzy PiS-u, właśnie kolejnej, skompromitowanej wersji makkartyzmu. De factoto szerszy zakres, gdyż PiS jest tylko fragmentem, takim politycznym czyrakiem, szerszej mentalności ugruntowywanej przez pryzmat uprzedzeń, fobii, folwarcznego myślenia, „wsobności”, paternalizmu (głównie wobec Wschodu Europy, szczególnie – Rosji i Rosjan) i związanej z nimi rusofobii. Jak w czasach obłąkanego antykomunizmem senatora McCarthy’ego w Ameryce tak u nas rozpoczynają się – na razie drobne i nieśmiałe – prześladowania inaczej myślących. Szczególnie skuteczne – z racji wszechobecnej rusofobii – będą więc oskarżenia o agenturalność na rzecz Rosji, zarówno w sposób tradycyjny, jak i działania na rzecz jej wpływów, medialne trollowanie w interesie Moskwy etc.

Makkartyzm to ogólna nazwa działań politycznych, pozbawionych skrupułów metod śledczych oraz tworzenia atmosfery strachu i podejrzeń w walce z „wewnętrznym zagrożeniem komunistycznym” (1950-1954 w USA). Jest on rozumiany jako odłam skrajnego konserwatyzmu amerykańskiego, stanowiącego podstawę polityki realizowanej przez senatora Josepha Raymonda McCarthy’ego (1908-57), obsesyjnego antykomunisty. W 1950 r. stanął na czele specjalnej senackiej podkomisji śledczej, a następnie Komisji do Badania Działalności Rządu. Zainicjował kampanię na rzecz badania lojalności pracowników administracji rządowej, szkół wyższych, wojska i innych instytucji życia publicznego oraz przeciwdziałania „infiltracji komunistycznej”. Pierwotny cel akcji, polegającej na zabezpieczeniu instytucji rządowych przed inwigilacją ze strony agentów radzieckich specsłużb, szybko zamienił się w amerykańską, dwudziestowieczną wersję prywatnej inkwizycji senatora. Zatriumfował żywioł, bez jakiejkolwiek kontroli. Na fali histerii i paniki wywołanej propagandą oraz prezentowanym przez usłużne media apokaliptycznym zagrożeniem zakres zainteresowań komisji został rozszerzony przez grupę senatorów skupionych wokół McCarthy’ego na inwigilację wszelkich środowisk opiniotwórczych: aktorów, reżyserów, dziennikarzy, naukowców, osób publicznie znanych itd.

Działania te polegały na przesłuchiwaniu osób z listy sporządzonej na podstawie osobistych i zazwyczaj niczym nie uzasadnionych podejrzeń McCarthy’ego (i jego akolitów). W przypadku odmowy współpracy, w postaci podawania nazwisk kolejnych osób podejrzanych o sprzyjanie lub związki z członkami partii komunistycznej, łamano ich kariery. W przypadku osób zatrudnionych w prywatnych przedsiębiorstwach polegało to na wysyłaniu donosu do ich pracodawców, zaś w przypadku pracowników rządowych na wydawaniu negatywnych opinii o dopuszczeniu do tajemnic państwowych. Tropiono nie tylko prawdziwych i rzekomych komunistów czy (jak to się mówi w dzisiejszej Polsce) „lewaków”, ale i nieobyczajność (czyli alkoholików, narkomanów, gejów, stroje kobiet), promując przy okazji czystość etyczno-moralną jako model dobrego obywatela. Amerykański historyk, Stanley Schultz w „American History 102” napisał: „Na znikomych lub nieistniejących dowodach swoich oskarżeń, McCarthy opierając się często na pomówieniach, donosach i insynuacjach celowo niszczył reputację swoich przeciwników”. W 1954 r. telewizyjna relacja pozwoliła milionom obywateli USA oglądać metody pracy McCarthy’ego. Zostały one uznane powszechnie za cenzurę oraz formę prześladowania ludzi za ich przekonania oraz światopogląd i tym samym ostatecznie skompromitowane. Czynnym i aktywnym delatorem Komisji McCarthy’ego był trzeciorzędny aktor – Ronald Reagan. Najbardziej znane osoby, o światowym wymiarze intelektualnym, prześladowane przez McCarthy’ego to: David Bohm, Charlie Chaplin, Aaron Copland, Dashiell Hammett, Lillian Hellman, Paul Robeson, Waldo Salt, Paul Sweezy, John Garfield, Pete Seeger.

Uosobieniem metod działań McCarthy’ego (i na tym urosła legenda oraz pozycja ówczesnego szefa FBI) stał się „nienaruszalny” potem przez lata – z różnych względów – Edgar Hoover.

Dziś w Polsce policja wchodzi na konferencję naukową poświęconą marksizmowi (z okazji rocznicy urodzin filozofa z Trewiru), odwiedza Społeczne Forum Wymiany Myśli we Wrocławiu przed planowana debatą o Palestynie, spisuje dane personalne osób zadających niewygodne pytania na spotkaniach z przedstawicielami rządzącej Partii lub protestujących przeciwko łamaniu konstytucji przez władzę. Narastająca w mediach obsesja na temat agentury rosyjskiej (mającej pożerać Polskę pod różnymi formami, czyhającej na jej cnotę, niepodległość i wybijanie się na mocarstwowość) owocuje tym, iż fora społecznościowe aż kipią, gotują się od wskazywania, piętnowania, stygmatyzowania „niebłagonadiożnych” i nonkonformistycznych poglądów, których autorzy określani są mianem „ruskich trolli”, szpiegów Putina bądź agentów wpływów Kremla. Niezrównana w swej dociekliwości i obsesyjnej rusofobii redaktor TVPiS (zwanej przez pomyłkę publiczną), Anita Gargas, produkuje iście makiaweliczny paszkwil o „prokremlowskiej ośmiornicy”, mającej jakoby oplatać współczesną Polskę. Wszyscy, którzy nie podzielają pisowskiej narracji na temat Rosji, Rosjan i ich prezydenta (czy mainstreamowej, gdyż w tym aspekcie PO i PiS niewiele się różnią w ocenie stosunków polsko-rosyjskich) są opieczętowani mianem agentury, zdrady, szpiegostwa, kolaboracji i potencjalnych denuncjatorów na rzecz wrogów RP. Bardzo poważne to oskarżenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę upolitycznienie i zhołdowanie sądów przez Zbigniewa Ziobro oraz wzięcie na pisowską smycz mediów (na co się zanosi).

Już nie tylko ci, co piszą niezgodnie z obowiązującym sznytem – czyli totalnie zła Rosja i prymitywni, godni pogardy Rosjanie (my ich musimy nauczyć wszystkiego, ucywilizować i nawrócić na demokrację made in Warszawa) – i polemizujący z rusofobicznymi tekstami autorzy są kwalifikowani do wymienionych kategorii nie-Polaków. W tę czeluść wpadają także np. działacze Stowarzyszenia „Kursk”, opiekujący się pomnikami i obeliskami żołnierzy radzieckich poległych na polskich ziemiach w czasie II Wojny Światowej, uczestnicy wymiany dziennikarzy Polska-Rosja, członkowie takich też stowarzyszeń (np. Polska – Wschód), publicyści związani w jakikolwiek sposób z rosyjskojęzycznymi mediami, protestujący przeciwko zmianom nazw ulic i usuwaniu ww. pomników etc. Paranoja, której patronuje także IPN, zatacza coraz szersze kręgi.

Takich metod oraz form ataku na swoich przeciwników używał żałosny – jak się koniec końców okazało – senator Joseph R. McCarthy, kreujący się przy okazji (to chyba predylekcja wszystkich fundamentalistów różnej proweniencji, fanatyków zaślepionych jakąś chorą i nierealną wizją, obsesjonatów) na wzorzec moralności, uczciwości, niemalże na „metr z Sevres” dobrego, szacownego obywatela Ameryki.

Prawicowi konserwatyści, purytanie i wszelkiej maści ortodoksyjni religianci wszędzie – bez względu na czas i szerokość geograficzną – są podobni. Życie pokazuje zazwyczaj ich hipokryzję, dwulicowość, faryzeizm, jak to ma miejsce w naszym kraju w przypadkach posła Pięty czy senatora Koguta; McCarthy zmarł w wyniku powikłań związanych z chorobą alkoholową, a Hoover okazał się praktykującym gejem, co było tym bardziej niegodziwe, iż był agresywnym homofobem. Czy aby znów gdzieś nie dotykamy naszej polskiej rzeczywistości?

Wytworzenie przez lata powszechnej obsesji, judzenie przeciwko wschodniemu sąsiadowi, bądź co bądź mocarstwu atomowemu i potencjalnemu poważnemu partnerowi handlowemu (trzeba tylko popatrzeć na te relacje pragmatycznie i racjonalnie, a nie ideologiczno-doktrynalnie, z płaszczyzny swoich fobii i rzeczywistych lub wydumanych urazów), permanentne plucie na Moskwę i jej władze dziś owocuje nadwiślańską wersją makkartyzmu. Tak kończy się zazwyczaj wszelkie demonizowanie ludzi, kultur, sytuacji, symboli, zagadnień, doktryn itd.

I na koniec, zwolennicy różnej maści KOD-ów, platform, rusofobicznie nastawieni lewicowcy: nie cieszcie się, nie wykazujcie Schadenfreude, kiedy kogoś będą zatrzymywać, zamykać, piętnować, stawiać pod pręgierzem opinii publicznej, aby go „symbolicznie” i „personalnie” ukamienować. Makkartyzm w nadwiślańskim wydaniu ma to do siebie, że agentem Putina, zdrajcą, sprzedawczykiem, szpiegiem, kremlowskim trollem itp. osobnikiem – nie-Polakiem – może zostać każdy z Was. To jest mechanizm znany od wieków, a zastosowany i doprowadzony do perfekcji przez Świętą Inkwizycję. Wpierw stwarza się atmosferę donosicielstwa i zagrożenia. Demonizując przeciwnika wskazuje się jasno określonego wroga, bazując na społecznych fobiach, niepokojach i lękach. A potem idzie już jak po maśle. Ludzie sami się zadenuncjują. Tak usytuowanej władzy, w takim klimacie społecznym nie chodzi o rzeczywistych agentów, zdrajców, heretyków czy czarownice. To są tylko ozdobniki potrzebne takim elitom dla sprawowania władzy poprzez strach i obsesje, które są jego funkcją. Ozdobniki, dla Was wszystkich wcześniej wymienionych, celem rozgrywania Was wobec siebie samych.

Doskonale Waszą dotychczasową postawę i narrację oddaje słynny – dlatego nie potrzeba go po raz nie wiadomo który przywoływać – szlagwort pastora Martina Niemöllera o komunistach, Żydach, związkowcach i socjaldemokratach. I nie próbujcie mówić, że wiecie na pewno, kto jest agentem, ile bierze i od kogo pieniędzy, kto trolluje za ruble, a kto z czystej głupoty, kto jest agentem wpływu itp. Bo to nie ma żadnego znaczenia. Jak napisano wcześniej – to tylko ozdobniki bazujące na społecznych frustracjach, fobiach, lękach i uprzedzeniach.

Ku choć częściowemu opamiętaniu i krytycznej refleksji.

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /    

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

 

LIST DO POLAKÓW na 100 lecie niepodległości, gdzieś wam zapodziało się 45 lat PRL-u!!!!! (Tekst z ze strony od sanacji do III RP)

Tekst z ze strony od sanacji do  III RP

https://odsanacjidoiiirp.wordpress.com/2018/05/12/list-do-polakow-pozwolilem-sobie-dodac-troche-historii-z-ii-rp/

******************

godc582o_prl.jpg

Nie ma 100-lecia niepodległości bez 45-lecia PRL. Wszystkie media politycy wmawiają wam , że wtedy Polska nie istniała. Polacy  którzy urodzili się w czasach Polski Ludowej żyli w bezpiecznych granicach z poczuciem godności . W niej upłynęło ich dzieciństwo, tam rozpoczęli pracę zawodową, zakładali swoje rodziny i wychowywali dzieci.  PO  oraz PIS  chce usunąć ten okres z historii. Nie ma na to naszej zgody. Czas aby LEWICA GŁOŚNO MÓWIŁA O OSIĄGNIĘCIACH JAKIE DOKONANO PRZEZ TE 45 lat,jednocześnie pokazywać II RP jako okres gdzie prosty chłop robotnik po odzyskaniu niepodległości żył dalej jak za zaborów w nędzy, biedzie, a wszystkie strajki były pacyfikowane brutalnie przez policje i wojsko.

Telewizyjne  promowanie 100 lecia odzyskania niepodległości w czołówce pokazuje się marszałka Józefa Piłsudskie ,powstanie Warszawskie oraz solidarność. Jest to ordynarne bezczelne lekceważenie 45 lat POLSKI LUDOWEJ był to jedyny okres w 1000 letniej historii POLSKI ze POLACY ŻYLI BEZPIECZNIE. Człowiek był PODMIOTEM NIE PRZEDMIOTEM> Przeprowadzono likwidację podziałów klasowych,przywracając chłopu i robotnikowi  poczucie godności;

 Nastąpił awans społeczny dla  milionów synów i córek chłopskich i robotniczych;

Polska ludowa umożliwiła  bezpłatny dostęp młodzieży robotniczej i chłopskiej na wyższe studia, jednocześnie likwidując  alfabetyzm masowe  zjawisko w Polsce międzywojennej.

Dwa pokolenia Polaków żyły, nie znając plagi bezrobocia, że zaczynały każdy dzień z poczuciem bezpieczeństwa socjalnego, że były wolne od troski o przyszłość swoich dzieci.

Na ulicach polskich miast nie było żebraków ani dziesiątków tysięcy bezdomnych, że nikt nie wyobrażał sobie, by milion dzieci zaczynało dzień bez śniadania.

To w Polsce Ludowej odbył się masowy exodus chłopów z przeludnionych wsi do miast, do przemysłu. Los ten dotknął kilkanaście milionów obywateli Polski.

21cb6322a41806674421c8ea1089770720

SZANOWANA LEWICO  nie mamy powodu się wstydzić za POLSKĘ RZECZYPOSPOLITĄ LUDOWĄ , wstydzę się za moje pokolenie które pozwoliło opluć PRL , pozwoliło zniszczyć dorobek 45 lat ,pozwoliło oszołom dojść do  władzy, sprowadzić okupanta jednocześnie ordynarnie wmawiać Polakom że Rosja jest naszym zagrożeniem ,że Rosja jest naszym wrogiem.Jednocześnie milczycie, nie dajecie odpór kłamstwom jakie pokazują media w radiu i telewizji.

images-1pomyje

Podam kilka faktów  historycznych,  tego media nie powiedzą, LEWICA MILCZY, NIE BRONI PRL ,wszelkie strajki w POLSCE LUDOWEJ BYŁY STEROWANE – NIE BYŁO BIEDY NĘDZY BEZROBOCIA – aby dewastować POLSKĘ..

Dlaczego tego nie mówicie!!!!

18835282_1351150178255346_697634850_nprl

Gdzie byś odpoczywał szanowny, a niewdzięczny POLAKU –

W Polsce obecnie jest prawie 5000 rodzinnych ogrodów działkowych. Zajmują one powierzchnię blisko 44 tysięcy . W polskich ogrodach działkowych jest około 966 tysięcy zagospodarowanych działek.

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ceny-ogrodkow-dzialkowych-w-ROD-ach-szybuja-w-gore-7509808.html

Dodam do tego  listu coś od siebie trochę dziegciu . PRL  BYŁ  ZŁOTYM WIEKIEM W PORÓWNANIU DO II RP

20 lat II RP – chłop i robotnik nic nie zyskał  był dalej wykorzystywany dalej żył w biedzie nędzy . Gdy domagał się pracy chleba była zabijany podczas strajków.

Jaśniepaństwo dalej żyło w dobrobycie jak podczas zaborów.Kler miał się dobrze.

https://marucha.wordpress.com/2017/08/28/wielki-strajk-chlopski-1937-roku/

o22logo

Warto również, prezentując przykłady, przypomnieć inne daty:

  • 2 stycznia 1930 r. – we wsi Lutczyna, pow.Rawa Ruska policja otworzyła ogień do demonstrantów zabijając 2 rolników;
  • 19 maja 1931 r. w Jaworznie policja zastrzeliła podczas strajku 5 górników;
  • 17 marca 1932 r. – w starciach ze strajkującymi w Pabianicach policja zastrzeliła 5 robotników;
  • w czerwcu i lipcu tego roku od kul sanacyjnej policji zginęło w Łapanowie, pow. Bocheński – 5 chłopów, w pow. Leskim – 7 chłopów; w Jadowie pow. Radzymiński – 3 chłopów.
  • tłumienie protestu chłopów w Berechach Dolnych, w pobliżu Sanoka:

„Dla przywrócenia porządku wezwano 500 osobowy oddział policji, batalion piechoty i eskadrę samolotów. 6 osób zostało zabitych, 278 zatrzymano, 3 skazano na śmierć za podżeganie do buntu. W 1933 r. konfrontacje między chłopami i policją przybrały rozmiary niewielkiej wojny partyzanckiej, zwłaszcza w rejonach Łańcuta, Rzeszowa, Leżajska i Przeworska. Było dziesiątki zabitych, setki rannych, pobitych przez policjantów, tysiące aresztowań.”

Policjanci zabijali, bili i aresztowali legalnie. Zabójcy chłopów, robotników, bezrobotnych pozostawali bezkarni. Władze sanacyjne przygotowały właściwe dla tego instrumentarium prawne. Łatwo było skazywać nie policjantów zabójców, czy tych, którzy wydawali rozkazy, lecz chłopów, robotników, bezrobotnych. W sierpniu 1931 r. Ministerstwo Sprawiedliwości wprowadziło w życie nowy regulamin więzienny zrównujący więźniów politycznych z kryminalistami; we wrześniu tego roku ogłoszono dekret o wprowadzeniu postępowania doraźnego w sądownictwie;

 ————————————————————————————————————————

W marcu 1932 r. uchwalono nową ustawę o zgromadzeniach dającą władzom administracyjnym kontrolę nad nimi i możliwość uznawania ich za nielegalne; w sierpniu tego roku dekretem prezydenta zawieszono niezależność sędziów, a minister uzyskał prawo przenoszenia sędziów bez ich zgody oraz prawo usuwania ze stanowisk prezesów sądów. W październiku 1932 r. podporządkowano rady adwokackie administracji, a następnie ograniczono uprawnienia i poddano kontroli rządu Najwyższy Trybunał Administracyjny. Te reformy z czymś i dziś się nam kojarzą…

Mamy  to  recydywę w III RP  sejm  czerpie inspiracje z II RP

Kolejnym krokiem „uzdrawiania” Rzeczpospolitej czyli „sanacji” było utworzenie w czerwcu 1934 r. w Berezie Kartuskiej „miejsca odosobnienia”, czyli po prostu obozu koncentracyjnego, gdzie osadzano przeciwników politycznych na mocy decyzji administracyjnych.

http://warszawskie-pokolenia.manifo.com/80-lat-od-wielkiego-strajku-chlopskiego

https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/02/26/kartuska-bereza-polski-oboz-koncentracyjny-prof-andrzej-garlicki-historia-ii-rp/

13310433_1126360677385853_6048899338886525325_n

Do tego zdjęcia dodam 400 zabitych w zamachu majowym nie rozliczonym przez sąd. Dodam 40 zabitych w 1923 roku Tarnów ,Kraków.

https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/03/12/polska-ludowa-zlotym-wiekiem-w-porownaniu-do-ii-rp-zamordowano-ponad-1264-chlopow-i-robotnikow-naglasniac/

https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/03/10/strajki-1923-r-w-ii-rp-konczyly-sie-masakra-robotnikow-i-chlopow-2/

http://www.skozk.pl/aktualnosci/swiadectwo-dramatu-sprzed-89-lat.html

https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/03/10/mlode-pokolenie-powinno-poznac-prawde-o-poczatkach-prl-media-milcza/

https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/03/07/w-dalszym-ciagu-stwierdzam-ze-nie-mamy-prawa-moralnego-krytykowac-rosjan-za-krym-zaolzie/

https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/03/09/anglia-australia-usa-oraz-polska-ma-wiele-wstydliwych-grzechow-ukrywanych-przez-media/

Kresy,

podobny scenariusz działań do ludności Ukraińskiej, Białoruskiej, oraz Ruskiej. ..czas uwolnić nas od zakłamanej  historii  -wszyscy winni tylko nie my.

Przemoc rodzi przemoc ……Kresy Wołyń 

 W 1929 r. powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN),która odpowiadała na politykę rządu akcjami sabotażu i terrorem, mordując polskich polityków i ukraińskich ugodowców.

Polityka narodowościowa rządu polskiego w latach 1935-39 nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Postępowała konsolidacja ukraińskiego obozu narodowego, co potęgowało nastroje nacjonalistyczne i zapowiedzi odwetu. Dużą rolę odgrywał też czynnik ekonomiczny, określający warunki i perspektywy dalszego rozwoju.

Niszczenie cerkwi zamykanie szkól przymusowa akcja nawracania na religie Katolicką  spowodowała uaktywnienie  organizacji nacjonalistycznych na kresach.

 Wracamy do stałego monologu w prawicowym wydaniu..

Tragiczny kres osadnictwa wojskowego na Kresach Wschodnich rozpoczął się 17 września 1939 r.,Rząd Polski ucieka z kraju wtedy do Polski   wchodzi Armii Czerwona do linii Curzona  przebiegająca wzdłuż rzeki Bug. 

3563_b.jpg

Linia demarkacyjna między Polską a ZSRR, zaproponowana w 1920 r. przez lorda Curzona (brytyjskiego ministra spraw zagranicznych)przebiegająca wzdłuż rzeki Bug.

Do koncepcji tej Wielka Trójka wróciła w czasie II wojny światowej i wzdłuż tej linii wyznaczyła w 1945 r. wschodnią granicę Polski (Jałta).

Finałem akcji osadniczej była decyzja władz radzieckich z 10 lutego 1940 r. o deportowaniu osadników i ich rodzin na Syberię oraz do północnych regionów Związku Sowieckiego.

To było do przewidzenia ze polityka Polskiego rządu do prowadzi do tragedii..

p/s

W grudniu 1937 na Wołyniu wbrew opinii wojewody Henryka Józewskiego rozpoczęto akcję przymusowych konwersji lokalnych społeczności na rzymski katolicyzm, co uzasadniano potrzebą powrotu do polskości osób zruszczonych w epoce zaborów. Pierwszą miejscowością, w której przeprowadzono akcję, były Hrynki, gdzie oddział Korpusu Ochrony Pogranicza, po znieważeniu przez mieszkańców wsi portretów dostojników państwowych, odebrał dokumenty 40 chłopom, zabronił mieszkańcom opuszczania Hrynek po zachodzie słońca i otoczył wieś. Rezultatem końcowym tych działań było przejście z prawosławia na katolicyzm 572 chłopów. Podobnymi metodami „nawrócono” na Wołyniu do 1939 10 tys. osób.

17098533_1246895425346453_570187979267729242_n1920-r

KOP wymierza karę chłopu  Ukraińskiemu na Wołyniu .

Pacyfikację przeprowadzano w ten sposób, że najpierw otaczano wieś, następnie wzywano sołtysa lub wójta. Informowano go o celu działań i żądano wydania ukrywanej broni oraz materiałów wybuchowych. Wszyscy mieszkańcy musieli pozostać w swoich zabudowaniach. Potem u osób podejrzanych przeprowadzano rewizję połączoną z zrywaniem podłóg i poszycia dachów. Przy okazji demolowano pomieszczenia i niszczono mienie, w tym również artykuły spożywcze W razie odmowy wydania kluczy wyłamywano zamki i drzwi.

Podczas rewizji stosowano przemoc fizyczną, i karę publicznej chłosty. Dodatkową karą było nakładanie na wsie kontrybucji i kwaterowanie we wsiach szwadronów kawalerii, które mieszkańcy musieli utrzymywać..

Napięcie w stosunkach Polsko-Ukraińskich eskalowały ukraińskie czasopisma nacjonalistyczne. Gazeta nacjonalista apelowała do narodu ukraińskiego słowami następującymi:

,Zbliża   się nowa wojna, do której winniśmy się przygotować. Z chwilą, kiedy ten dzień   nadejdzie, będziemy bez litości, zobaczymy powstających Żeleźniaków i Gontę,   i nikt nie znajdzie litości, a poeta będzie mógł zaśpiewać „ojciec zamordował   własnego syna”. Nie będziemy badali, kto bez winy, tak jak bolszewicy,   będziemy najpierw rozstrzeliwali, a potem dopiero sądzili i przeprowadzali   śledztwo”POLACY   NIE ZABIJALI NA WOŁYNIU –Niszczenie cerkwi  pacyfikacje przez KOP ,zamykanie szkól przymusowa akcja nawracania na religie Katolicką  spowodowała uaktywnienie  organizacji nacjonalistycznych na kresach. To wszystko spowodowało barbarzyńskiej rzezi  na POLAKACH przez UKRAIŃCÓW ..
http://archiwumcaw.wp.mil.pl/biuletyn/b28/b28_6.pdf
https://pl.wikipedia.org/wiki/Akcja_rewindykacji_cerkwi_prawos%C5%82awnych_w_II_Rzeczypospolitej
http://patriotycznebb.blogspot.com/2015/10/wyzwolenie-zaolzia-1938.html

http://wyborcza.pl/1,76842,7433086,Obwod_lwowski_uczci_rocznice_pacyfikacji_Ukraincow.html

https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/03/07/rok-1938-korespondencja-z-usa-na-temat-ii-rp-lekcja-historii/

Mamy XXI w przy władzy jest prawica popełnia te same błędy co w II RP..

Musimy zrozumieć raz na Zawsze sąsiad ów się nie wybiera tylko sztuka umieć  żyć w zgodzie z nimi .

Niszczenie dewastacja  pomników grobów Rosyjskich zamazywanie historii jest zbrodnią bo ona prędzej czy pózniej  odbije się na nas POLAKACH ..Sprowadzenie okupanta do Polski jest zbrodniczym działaniem .ROSJA NIE JEST NASZYM WROGIEM TYLKO AMERYKA ORAZ POLSKA POLITYKA>

https://okresprlblogonet.wordpress.com/2018/03/07/prezydent-putin-jest-zmuszany-przez-zachod-do-zbrojenia-sie-polacy-z-usa/.

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

 

Bloger Adnovum o tym, że kompradorskie środowiska polityczne PiS chcą zwiększenia w Polsce kontyngentu wojsk USA

**********************

Przedwczoraj amerykański Kongres przegłosował uchwałę nr. 447 skierowaną przeciwko Polsce, a dzień później szef MON Mariusz Błaszczak udał się do Waszyngtonu, aby tam zabiegać o zwiększenie kontyngentu amerykańskich wojsk rozlokowanych w naszym kraju.

Zwiększenie liczby wojsk amerykańskich w Polsce oraz programy związane z modernizacją techniczną sił zbrojnych– to tematy , jakie szef MON będzie poruszał podczas swojej dwudniowej wizyty w Waszyngtonie. Obejmie ona spotkania w Pentagonie, Białym Domu i Kongresie USA.

Na spotkaniu z dziennikarzami przed odlotem do USA, które zorganizowano na Lotnisku Chopina w Warszawie Błaszczak poinformował, że podczas wizyty spotka się w czwartek z doradcą prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Johnem Boltonem oraz następnego dnia z sekretarzem obrony gen. Jamesem Mattisem. Poza tym w planach wizyty jest przewidziane spotkanie z kongresmen Mac Thornberry-przewodniczącym komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów oraz z przedstawicielami podobnej komisji w Senacie.

„Będę przedstawiał nasze propozycje związane ze zwiększeniem liczby żołnierzy Stanów Zjednoczonych służących w Polsce. Deklaracja z naszej strony jest jednoznaczna – jesteśmy gotowi, żeby przyjąć większą liczbę żołnierzy”– powiedział Błaszczak.

Szef MON, dopytywany przez dziennikarzy powiedział, że konkretna liczba żołnierzy jest sprawą do dyskusji. Dodał jednak, że Polska jest gotowa partycypować w kosztach stacjonowania wojsk amerykańskich.

Nie wiem skąd on zamierza na to wziąć pieniądze, ale w świetle ogólnej sytuacji budżetu państwa niemiłosiernie drenowanego na programy socjalne PiS, będzie trudno wysupłać choćby kilka marnych milionów dolarów. Na co dowodem jest np. ujawniony od kilku dni brak środków pieniężnych na pomoc dla dzieci niepełnosprawnych, czy też bankructwo Wojskowego Biura Projektów Budowlanych, które jest spółką należąca do MON od miesięcy nie płacącą wynagrodzeń swoim pracownikom (http://www.gloswielkopolski.pl/wiadomosci/poznan/a/wojskowe-biuro-projektow-budowlanych-upadnie-spolka-nalezaca-do-mon-od-miesiecy-nie-placi-swoim-pracownikom,13124888/).

Pomimo to Błaszczak jadąc do USA przekonywał dziennikarzy, że:

„Kupujemy nowoczesną broń, nawiązuję tu do kontraktu podpisanego 28 marca z rządem Stanów Zjednoczonych i firmami amerykańskimi dotyczącą wyposażenia polskich sił zbrojnych w baterie Patriot. To jest rzeczywiście wydarzenie przełomowe. (…) Trwają rozmowy na temat drugiej fazy programu Wisła, a więc kolejnej partii baterii Patriot, które będziemy kupować”.

I znowu pojawia się pytanie: Za co?

Wojsko nie ma nowoczesnego sprzętu, brakuje umundurowania i podstawowego uzbrojenia. W efekcie szuka się oszczędności gdziekolwiek, w wyniku czego cierpi kluczowy program modernizacji Polskich Sił Zbrojnych, a więc zakup helikopterów, okrętów podwodnych, czołgów i samolotów wojskowych. A jednocześnie Błaszczak, wzorem swojego poprzednika, mami nas zakupem za dziesiątki miliardów dolarów amerykańskiego sprzętu drugiego sortu z demobilu. Na co zresztą nie ma już pieniędzy, bo zostały one roztrwonione.

Nie wiem w jakim celu on to robi, bo żadnego logicznego uzasadnienia taka postawa nie ma, poza oczywiście daniem pokarmu dla PiS-owskiej propagandy sukcesu.

Bloger Adnovum o nowych odlotowych pomysłach PiS i planach wydawania pieniędzy na budowę strzelnic w każdej polskiej gminie

Według resortu obrony „profesjonalizacja armii spowodowała obniżenie poziomu wyszkolenia strzeleckiego”, co ma być pretekstem do wydania kolejnych setek milionów złotych, tym razem na budowę strzelnic w każdej polskiej gminie.

Obecnie istniejące 170 państwowych strzelnic (nie licząc znacznie większej ilości prywatnych), to w tej zdaniem szefostwa MON zdecydowanie za mało.

Dlatego też, wg. planów Ministerstwa Obrony Narodowej konkursy na dofinansowanie budowy nowych strzelnic byłyby organizowane co roku, regulamin procedury miałoby opracować MON, ale ostateczna decyzja należałaby do szefa resortu. W ciągu 10 najbliższych lat MON planuje wydać na budowę strzelnic, aż 440 mln zł, czyli ponad 40 mln zł rocznie.

Rozpatrując wnioski składane przez gminy, MON miałoby brać pod uwagę wysokość środków, jakie konkretny samorząd chciał przeznaczyć na ten cel, rekomendację komisji konkursowej oraz potrzeby armii.

Po zakończeniu wdrażania tego programu, armia mogłaby nieodpłatnie korzystać z tych strzelnic, które zostały wybudowane z środków MN, ale byłyby one dostępne również dla „funkcjonariuszy innych formacji, dzieci, młodzieży i organizacji proobronnych”.

Dofinansowywane z budżetu państwa ma być nie tylko budowanie i remonty ale również i późniejsze utrzymanie obiektów. W rozporządzeniu jednak nie podano jasnych zasad finansowania ich utrzymania. Za każdym razem ma to zostać określone w ogłaszanych konkursach. W efekcie, nie budowa, ale utrzymanie może być potem ciężarem dla samorządów. No, ale cóż….gminy bogate są i będzie je na to też stać.

Nie dość tego, w tym samym projekcie MON, wyodrębnione zostaną środki w formie dotacji z budżetu państwa „na budowę i remonty pomników upamiętniających tradycję, chwałę i sławę oręża polskiego”, co również w myśl uzasadnienia resortu obrony ma podnieść zdolności bojowe polskiego społeczeństwa.

Udzielać tych dotacji będzie mogło MON, korzystając ze środków budżetu państwa wskazanych w ustawie o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu sił zbrojnych. Czyli z tej części polskiego PKB, który jest przeznaczony na obronność.

Tak więc wygląda na to, że rządy PO miały swoje „Orliki”, a obecnie nam panujący PiS- strzelnice.

A my dzięki budowie strzelnic oraz pomników, możemy się czuć jeszcze bardziej bezpieczni, a że drogo to kosztuje, to powiem tak: zapewnienie bezpieczeństwa kraju jest warte każdej ceny. I do tej myśli obecnie musimy się już przyzwyczaić.

https://adnovumteam.wordpress.com/2018/04/19/wojna-domowa-na-ukrainie-19-04-2018r-1147-dzien-od-nowego-rozejmu/

Bloger Adnovum o tym, jak PiS systematycznie finansuje amerykański przemysł zbrojeniowy

Proces wasalizacji Polski wobec światowego hegemona pod obecnym rządem PIS nadal się pogłębia.

https://twitter.com/JacekCzarnecki1/status/983996300931805184

Otóż okazuje się, że wielozadaniowe śmigłowce „Black Hawk” produkowane dla armii USA będą służyć w polskiej policji. Nie dość tego Polska negocjuje prócz tego zakup kolejnych dwóch maszyn.

Przypomnę, że na przełomie ubiegłego i obecnego roku pojawiła się informacja, że policja szuka dostawcy trzech śmigłowców. Do udziału w postępowaniu zostały wówczas dopuszczone firmy Bell Helicopter Textron z Fort Worth Inc., Heli sp. z o.o. z Warszawy oraz lubelska fabryka PZL Świdnik.

W międzyczasie poza wszelkimi procedurami przetargowymi MSWiA prowadziło negocjacje na dostawę dwóch większych śmigłowców również na potrzeby Policji. Informacja była ukrywana zarówno przed opinią publiczną jak i przedstawicielami sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Zaś wyszła na jaw po zamieszczeniu przez amerykańskiego producenta śmigłowców Lockheed Martin ogłoszenia o pracę dla serwisanta maszyn UH60/S70 w Polsce.

No i jak to się ma do deklarowanej przez rząd PiS kwestii wspomagania polskich firm, po przez składanie tylko u nich zamówień rządowych na zakup sprzętu?

Pamiętamy wszyscy te głośno rozpropagowane za pośrednictwem wiodących mediów odwiedziny premier Szydło wraz z towarzyszącym jej Macierewiczem w kluczowych zakładach produkujących na potrzeby wojska, kiedy to tak ona jak i szef resortu obrony obiecywali, tak dyrekcjom jak i pracownikom odwiedzanych przez nich zakładów, o tym, że polski rząd od teraz będzie ich wspierał dzięki czemu mogą się one rozwijać mając zapewnioną przyszłość. Oczywiście wszystko to z korzyścią dla Polski i Polaków.

No i co się teraz okazuje?

Otóż, poza wszelkimi procedurami z ubiegania się o kontrakt na zakup nowych śmigłowców dla polskiej policji został wyłączony producent, który jak żaden inny ma doświadczenie w dostawach tego typu śmigłowców. Zdecydowana większość obecnie użytkowanych maszyn przez policję śmigłowców, a więc „Kania” oraz „Sokół” została wyprodukowana w zakładach lotniczych w Świdniku, więc tutejsze zakłady miały niezbędne doświadczenie i kompetencje do realizacji tego kontraktu.

Przy tej okazji wychodzi kolejny raz obłuda liderów rządzącej formacji PiS, którzy co innego obiecują mamiąc Polaków, a co innego de facto robią.

Tym sposobem polski podatnik będzie sponsorował amerykański przemysł zbrojeniowy- podobnie jak już to miało miejsce przy poprzednich podpisanych oraz zrealizowanych dużych kontraktach na zakup sprzętu dla wojska. Kiedy to bez żadnej wyraźnej przyczyny nagle zakupiono dla VIP-ów luksusowe amerykańskie samoloty oraz bardzo przepłacając dwie baterie- za cenę ośmiu, amerykańskich rakiet systemu „Patriot”.

Na zakończenie dodam, że jest to tylko czubek góry lodowej, tego co robi rząd PiS, a co jest ukryte przed opinią publiczną.

http://www.defence24.pl/policyjne-lotnictwo-wyjdzie-z-zapasci-mswia-planujemy-zakup-czterech-smiglowcow,

http://www.defence24.pl/trzy-nowe-smiglowce-dla-policji.

***

https://adnovumteam.wordpress.com/2018/04/17/wojna-domowa-na-ukrainie-17-04-2018r-1145-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-111338

Bolesław K. Jaszczuk: Polsko-izraelski dialog ślepego z głuchym

Z portalu lewica.pl http://www.lewica.pl/?id=31815&tytul=Boles%B3aw-K.-Jaszczuk:-Polsko-izraelski-dialog-%B6lepego-z-g%B3uchym- data publikacji : 2018-03-14 22:44:22

 

Mimo tego, że upłynął już ponad miesiąc od momentu uchwalenia przez Sejm nowelizacji ustawy o IPN, to w środowisku politycznym i medialnym wciąż wrze. Sama ustawa jak również jej konsekwencje są dyżurnym tematem większości prasowych publikacji i dyskusji telewizyjnych. Skoro tak, to i ja postanowiłem zabrać głos przedstawiając własny punkt widzenia. Przyglądając się bowiem samej ustawie oraz obserwując reakcje polskich, izraelskich a także wielu innych polityków oraz mediów odnoszę wrażenie, że mamy tu do czynienia z jakąś gigantyczną paranoją. W sposób trafnie dosadny ujął to naczelny rabin Polski Michael Schudrich mówiąc na antenie TVN24, iż jest mu smutno, że musi „słuchać takich głupot z dwóch stron”.

Zacznijmy od samej ustawy. Można zrozumieć intencje zapisów mających na celu zwrócenie uwagi na pojawiające się tu i ówdzie kłamliwe wypowiedzi o polskich obozach koncentracyjnych. Co do ich kłamliwości nie powinien mieć wątpliwości każdy, kto ma blade nawet pojęcie na temat II Wojny Światowej i zbrodni popełnianych przez hitlerowców. Natomiast wysoce wątpliwym, jeśli wręcz nie absurdalnym, wydaje się sam pomysł karania za słowa. Skoro nie ma cenzury, to każdy, nawet kompletny idiota, może wygadywać co chce, co też wielu z nich czyni. Uważam, że ze słowem należy walczyć też słowem zwłaszcza, gdy posiada się solidne argumenty. Natomiast stosowanie kar jest cechą państwa represyjnego a mnożenie zakazów to ostatnio modny trend nie tylko w Polsce. 

Przyjmując rzeczoną ustawę polscy parlamentarzyści skopiowali izraelskie prawo nakazujące karanie za negowanie holokaustu. Jednakże skutki tej prawne izraelskiej ustawy były dość mizerne w porównaniu z efektem propagandowym. Ukarano jedynie kilka pomniejszych rybek, które akurat pojawiły się w Izraelu. Bezkarny natomiast pozostał choćby Mahmud Ahmadineżad, który będąc prezydentem Iranu otwarcie i publicznie twierdził, że holokaust jest wymysłem i nigdy nie miał miejsca.

Partactwo jako norma

Przygotowując ustawę obóz rządzący jak zwykle spartolił sprawę i puścił w obieg kolejnego gniota co staje się już jak gdyby polską normą. Otóż Art. 55a. 2. znowelizowanej ustawy mówi, iż „ jeżeli sprawca czynu (…) działa nieumyślnie, podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności” w odróżnieniu od tego, kto działa umyślnie i którego należy obowiązkowo zapuszkować. Ponieważ karanie ma objąć również obywateli innych państw, to oprócz wszczęcia procedury ekstradycji należałoby nająć psychologów, którzy mieliby za zadanie stwierdzić umyślność czy też nieumyślność czynu. Dozwolone będzie natomiast rozpowszechnianie kłamstw nie tylko „w ramach działalności artystycznej” lecz także naukowej. Wygląda na to, że autorom ustawy najzwyczajniej popieprzyło się kłamstwo oświęcimskie z zakazem publicznego obnoszenia się z symboliką faszystowską, której wolno używać w celach artystycznych i naukowych. Tymczasem kłamstwo w postaci pracy naukowej w dodatku opatrzonej podpisem osoby o stosownym naukowym tytule zyskuje większą rangę niż publiczne chlapnięcie jakiegoś dziennikarza z podrzędnego pisemka. W oczach nieoczytanego, wierzącego w naukowe autorytety pospólstwa nadaje mu walor wiarygodności, co w sposób oczywisty ośmiesza sens ustawowego zapisu.

W Rzeczypospolitej Partackiej intelektualnej miałkości obozu rządzącego dorównuje indolentna parlamentarna opozycja. Główny zarzut wysuwany przez kręgi związane z PO jest taki, że ustawa ta doprowadziła do konfliktu z Izraelem, który do tej pory był jednym z nielicznych sojuszników polskiego państwa. Argumenty sprowadzają się do tezy, iż z Izraelem należy współpracować a nie drażnić a tym bardziej krytykować, choć krytykować byłoby za co. Przede wszystkim za rasizm wobec ludności palestyńskiej oraz przymusowe wysiedlanie uchodźców z krajów afrykańskich. Patrząc z czysto racjonalnego punktu widzenia, powinno się utrzymywać poprawne lub w miarę poprawne stosunki z każdym krajem, zwłaszcza gdy w grę wchodzi współpraca gospodarcza czyli mamona. Tak już jest urządzony świat o czym wie każdy racjonalnie myślący polityk. Tak robią Rosjanie i Chińczycy, którzy handlują sobie z Izraelem nie ukrywając jednak różnic zdań choćby w sprawie palestyńskiej czy stosunków z Iranem. Natomiast sytuowanie rasistowskiego Państwa Izrael na pozycji jednego z najważniejszych, strategicznego sojusznika jest niewłaściwe nie tylko z humanitarnego lecz także pragmatycznego punktu widzenia, gdyż w naturalny sposób osłabia pozycję Polski wśród większości świata arabskiego oraz w oczach wspomnianego już odgrywającego coraz większą rolę na Bliskim Wschodzie Iranu.

Izrael – zaplanowana histeria

Zastanawiać może skąd się wzięła tak wściekła reakcja ze strony Izraela. Do tej pory w Tel Awiwie reagowano w sposób histeryczny na każdą krytykę pod jego adresem traktując ją jako przejaw antysemityzmu. Zgodnie z tą logiką antysemitami są również krytycznie odnoszący się do izraelskich poczynań wobec ludności palestyńskiej Żydzi zamieszkali w Izraelu i poza jego granicami. Jednak tym razem komuś kto przeczytał treść ustawy wydaje się być całkowicie niezrozumiałe czegóż to się w tym Izraelu czepiają skoro nie ma tam żadnych antysemickich akcentów. Wszak ustawa wyraźnie mówi o (pisownia oryginalna) „przypisywaniu Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności” za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę. Wskazuje zatem na niedopuszczalność odpowiedzialności zbiorowej całego narodu za pogromy czy poczynania szmalcowników. Ustawa zatem, niezależnie od intencji jej autorów, zezwala na publiczne ujawnianie przypadków haniebnych poczynań niektórych konkretnych Polaków wobec niektórych konkretnych Żydów. 

Jak widać, jednak nie wszyscy umieją czytać tekst ustawy bądż też udają, że nie umieją. Być może otrzymali błędne tłumaczenie, co jest mało prawdopodobne, gdyż w Izraelu jest od groma osób znających biegle język polski. W tym przypadku władze Izraela przyjęły wygodną dla siebie interpretację uznając, iż rzeczona ustawa a priori neguje jakikolwiek udział Polaków w holokauście. A wystarczyło umieścić w treści Art. 55a. 2. wyraźne odniesienie, że chodzi tu o „polskie obozy koncentracyjne” w okresie drugiej wojny (nie mylić z polskim obozem koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej za czasów sanacji). Nie byłoby wówczas argumentów do krytyki ustawowych zapisów. Być może takie wyraźne stwierdzenie otworzyłoby też oczy niektórym choćby Amerykanom uważającym, że wszystko co znajduje się bądź znajdowało na terenie Polski jest polskie. Wnioskując logicznie: polska jest ambasada USA w Warszawie.

Wracając do Izraela. Wydaje się, że w tel Awiwie oczekiwano na stosowny moment aby przywalić Polsce za odradzający się antysemityzm. Najwyraźniej przegapiono takie wydarzenia jak publiczne spalenie kukły Żyda czy prohitlerowskie wygłupy grupki kilku tępaków. Ustawa mająca w mniemaniu Izraela na celu wybielanie tych Polaków, którzy dopuścili się czynów niegodnych stanowiła tu znakomitą okazję odgryzienia się za polskie przejawy antysemityzmu. W izraelskich szkołach już zaczęto wprowadzać lekcje o polskim antysemityzmie choć jest on u nas jednak mniej widoczny w porównaniu z islamofobią czy antyrosyjskością, które to zjawiska zyskują oficjalny glejt ze strony władzy. Wygląda zatem na to, że izraelska histeria była z góry zaplanowana a jej motywów możemy się tylko domyślać. Być może chodzi tu o zwykłą grę przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Jak twierdzi publicysta Krytyki Politycznej Michał Sutowski, aby utrzymać się u władzy premier Binjamin Netanyahu nakręca nacjonalistyczną histerię. Zapewne z dwóch powodów. Po pierwsze, aby zaprezentować się jako jeszcze większy „patriota” niż choćby lider partii Jest Przyszłość Jair Lapid, który oświadczył, iż Polska była współwinna eksterminacji Żydów. Po drugie, po to, by odwrócić uwagę od wysuwanych przeciwko niemu oskarżeń o korupcję. 

Przy okazji warto zwrócić uwagę na aspekt czysto prawny. Otóż Izrael nie ma formalnego prawa do oprotestowywania polskich ustaw ponieważ nie dotyczą one ich obywateli, podobnie jak nie dotyczą Żydów amerykańskich, francuskich, ukraińskich czy marokańskich. Prawem i obowiązkiem każdego państwa jest bowiem obrona własnych obywateli – w przypadku Izraela posiadających jego obywatelstwo Żydów i Arabów. Warto też przypomnieć, że w okresie holokaustu nie istniało jeszcze państwo Izrael a eksterminowani Żydzi byli obywatelami innych krajów. Jednak państwo ze stolicą w Tel Awiwie, a według Trumpa w Jerozolimie, uzurpuje sobie prawo do reprezentowania całej rozsianej po świecie żydowskiej diaspory. Czy reprezentantem mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie ma być RFN? 

Przy odkłamywaniu „polskich obozów koncentracyjnych” znika z pola widzenia jedna bardzo istotna kwestia. Na świecie utrwalana jest bowiem opinia, że to Żydzi byli jedynymi ofiarami eksterminacji i jedynymi więźniami obozów zagłady. Nie mówi się natomiast o tym, że Polacy a także ludzie innych narodowości byli zsyłani do tych obozów. Sprawa ta umyka uwadze polskich władz skoncentrowanych jedynie na odkłamywaniu jednego kłamstwa. W tej sytuacji naprawianiem, jak to się mówi, narracji historycznej zajmują się obcokrajowcy. W tym moja mieszkająca w Stanach Zjednoczonych kuzynka-Mulatka, która będąc w Polsce nakręciła film dokumentalny o polskich i żydowskich więźniarkach i więźniach obozu w Auschwitz, za co w USA otrzymała nawet nagrodę. 

Reasumując: dialog, o ile można to tak nazwać, polsko-izraelski przypomina rozmowę ślepego z głuchym, gdzie strona polska jest ślepa nie widząc skutków przyjmowania nie przemyślanych i niedopracowanych aktów prawnych, zaś strona izraelska jest głucha na wszelkie nie odpowiadające jej argumenty. 

Bloger Adnovum o pisowskich opowieściach o zestawach rakietowych „Patriot” i zgrzebnej rzeczywistość tzw. Dobrej Zmiany

„Wbrew temu co politycy opozycji próbują wmówić opinii publicznej, dzisiejsze podpisanie umowy na przeciwlotnicze i przeciwrakietowe zestawy rakietowe średniego zasięgu systemu „WISŁA – 1 Faza” niesie ze sobą olbrzymie korzyści – zarówno dla Wojska Polskiego, jak i polskiej gospodarki. Bezpieczeństwo to dobro wspólne wszystkich Polaków, dlatego tym większe jest nasze zdziwienie, że opozycja, nawet niewątpliwy sukces, jakim jest pozyskanie Patriotów wykorzystuje do ataków politycznych”– napisano we wczorajszym (28 marca) tekście zamieszczonym na portalu informacyjnym MON.

W ostateczności za pierwszą fazę wdrażania programu „Wisła”, polscy podatnicy zapłacą tylko 4,75 mld dolarów (co przy aktualnym kursie wynosi około 16,15 mld złotych).

W tym przypadku obniżenie kosztów o około 4 mld złotych, co ogłasza się niebywałym sukcesem, spowodowane jest tym, że MON odstąpił od swoich początkowych wymagań offsetowych, które to miały być kluczem do sukcesu tego programu dając nowe siły i możliwości polskiemu przemysłowi obronnemu. Niestety offset na poziomie poniżej 1 mld złotych, jest tylko listkiem figowym, mającym ukryć fakt, że ponieśliśmy tu ewidentnie porażkę.

Przypomnę, że poprzedni szef MON epatował nas twierdzeniem, że wartość offsetu będzie się równał wartości całego kontraktu. Co według tych mamień, powinien osiągnąć poziom około 8 mld złotych. A jest tylko niecały 1 mld złotych. Chodzi o to, że ten kontrakt miał stworzyć kompetencje w naszym przemyśle w dziedzinie budowy systemów obrony powietrznej. A tak się właśnie nie stało.

W całym tym szumie wokół umowy na zakup rakiet „Patriot” ważne były tak naprawdę trzy rzeczy. Po pierwsze pozyskanie kompetencji do wdrożenia systemu IBCS w całych Siłach Zbrojnych, a nie tylko w programie „Wisła”.

I nawet ten podstawowy warunek nie zostanie spełniony, według podpisanej przez Mariusza Błaszczaka umowy. Nie dość tego, w przypadku dwóch pozostałych, kluczowych elementów dla naszej zbrojeniówki, wszystko przesunęliśmy do drugiej fazy kontraktu systemu „Wisła”.

Tak naprawdę zatem nie kupiliśmy, na tym etapie żadnych kompetencji, bo chyba trudno tu o nich mówić na poziomie producenta podwozia do wyrzutni. A tylko to będą robiły polskie firmy segmentu przemysłu obronnego.

Pomimo to, że kupiliśmy tylko dwie baterie wyrzutni rakiet „Patriot”, cztery radary o zakresie widzenia 180 stopni i cztery stanowiska dowodzenia oraz 208 szt bardzo drogich rakiet typu PAC-3 MSE, z których każda kosztuje 5/6 mln dolarów za sztukę (16/18 mln złotych za sztukę), za ponad 16,15 mld złotych, to nie mamy żadnych szans, aby za pozostałą z 30 mld złotych kwotę zarezerwowaną na ten cel w budżecie państwa, dokupić to o co nam na samym początku chodziło. A więc doprowadzenie do realizacji drugiego etapu programu „Wisła”.

Czyli dokupienie kolejnych 6 baterii wyrzutni rakiet „Patriot” oraz dookólne radary identyfikujące cele w polu widzenia 360 stopni, a także możliwość zakupu znacznie tańszych pocisków „SkyCeptor”.

Tak więc, biorąc to wszystko pod uwagę, oraz to, że nawet Rumunia- nie mówiąc tu o np. Szwecji, podobne zestawy systemu „Patriot” kupiły znacznie tanie, to np. niemiecki rząd bierze bardzo poważnie pod uwagę zrezygnowania z tego typu dalszych zakupów. Zamiast tego w planach jest pozyskanie systemu rakietowej obrony MEADS (Medium Extended Air Defense System) oferowanego znacznie taniej przez konkurenta „Raythenona” – firmę „Lockheed Martin”.

38612867_401.png

Może więc okazałoby się, że za cztery lata, bo na tyle przewiduje się czas zakończenia wdrażania kontraktu podpisanego przez MON na zakup „Patriotów” , możemy uzyskać za darmo- podobnie jak niemieckie czołgi, również te rakiety, bo po prostu Niemcy będą z nich w tym czasie wycofywać.

Dlaczego Niemcy chcą zrezygnować z systemu „Patriot”?

Ano, bo ostatnie przypadki użycia tych rakiet, mających być jakoby bardzo skuteczną bronią defensywną, pokazały, że jest to tylko slogan reklamowy.

Mianowicie chodzi o to, że podczas niedawnego ataku jemeńskich partyzantów na stolicę Arabii Saudyjskiej doszło do uruchomienia systemu „Patriot”, który jednak nie zadziałał tak jak powinien. W efekcie jedna z wystrzelonych rakiet wybuchła zaraz po starcie, druga nie trafiła w cel, zawróciła i spadła na miasto. Podczas tego incydentu co najmniej jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne.

Innym przykładem, podważającym niezawodność systemu „Patriot”, był alarm w Izraelu wywołany zwykłym ostrzałem z broni maszynowej. Wskutek błędnego alarmu doszło do odpalenia przez baterie „Patriot” dziesięciu rakiet bez wyznaczenia konkretnego celu, które poleciały sobie w siną dal.

I zakup takiego systemu jest tu w tym naszym nieszczęsnym kraju, ku uciesze pospólstwa, ogłaszane jako niebywały sukces na miarę tysiąc lecia.

Tak wygląda ta „dobra zmiana” w wykonaniu PiS.

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/kontrakt-na-wisle-sukcesem-prostujemy-przeklamania-opozycji-c2018-03-28/,

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/przetarg-mon-rakiety-patriot,239,0,2321135.html,

http://www.dw.com/pl/die-welt-niemcy-zamierzaj%C4%85-zrezygnowa%C4%87-z-patriot%C3%B3w/a-43164560

Czytaj więcej>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/03/29/wojna-domowa-na-ukrainie-29-03-2018r-1126-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-111252

Elżbieta Korolczuk: Nie oddawajmy emocji populistom!

Źródła sukcesu Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych roku 2015 nadal nie zostały w odpowiedni sposób zanalizowane przez liberalne media i opozycję – podobnie jak protesty społeczne takie jak Czarny Poniedziałek. Czy niedawna walka o wolne sądy stanie się zapalnikiem długofalowych zmian na scenie politycznej, czy jedynie drobnym potknięciem PiS-u? Bartłomiej Kozek rozmawia z dr Elżbietą Korolczuk – socjolożką analizującą ruchy społeczne oraz członkinią rady jednej z organizacji stojących za niedawnymi protestami – Akcji Demokracja.

Czy istnieje jakiś powód, dla którego jedne sprawy (np. sądy czy Czarny Protest) angażują dziś w Polsce więcej ludzi niż inne?

Istotną kwestią może być poczucie, że jakaś sprawa może nas bezpośrednio dotyczyć. Każdy z nas może na przykład mieć wypadek i mieć sprawę w sądzie, zależy nam zatem na ich sprawnym funkcjonowaniu.

Jest jednak inna, ważniejsza w tym kontekście kwestia. Do mobilizacji wokół jakiejś sprawy potrzebne są konkretne narzędzia i osoby, które zainicjują protest, dając jak największej grupie ludzi możliwość działania i odnalezienia się w ich akcjach nie tylko jako wykonawcy ale współuczestnicy. Zaangażowanie w takie działania jest częścią procesu upolitycznienia, czyli rozpoznania siebie jako obywatelki/obywatela, jako osoby która ma pewne prawa, obowiązki i wpływ na sferę polityki.

Inicjatorki protestów w sprawie aborcji i Akcja Demokracja zaproponowały pewną formułę protestu, model, który był łatwy do oddolnego replikowania. Czarny ubiór w wypadku walki o prawa reprodukcyjne, palenie zniczy jako symbol walki o wolne sądy, konkretna godzina i miejsce wspólne dla wszystkich miast czyli główny plac miasta albo sąd.

Nikt nie musiał wszystkiego odgórnie koordynować, a na poziomie lokalnym ludzie mogli się włączyć jako inicjatorzy czy organizatorzy, poczuć że są politycznym podmiotem. Taka formuła sprawia, że protesty wychodzą poza wielkie metropolie.

I wreszcie emocje. Ograniczenie prawa do aborcji czy pomysły na upolitycznienie sądów uznawane są za odbieranie ludziom praw, budzą lęk i gniew. To emocje dają ludziom motywację i wolę działania.

Jaka w takich sytuacjach jest rola organizacji takich jak Akcja Demokracja?

Można ją określić jako inicjowanie procesu „political becoming” czyli upolitycznienia. Chodzi o stworzenie takiej sytuacji, w której ludzie poczują się politycznym podmiotem, kimś kto ma wpływ na rzeczywistości i chce ten wpływ wywierać, niekoniecznie tylko przy urnie wyborczej.

Kluczem do działania są tu tymczasem wartości, które mobilizują ludzi do działania niekoniecznie zgodnie z partyjnymi podziałami. Ten typ mobilizacji, w przeciwieństwie do partyjnej, skupia się nie na podkreślaniu różnic, lecz na poszukiwaniu punktów zbieżnych wśród osób o zróżnicowanych poglądach i wrażliwościach.

Celem Akcji Demokracja nigdy nie było stanie się czyimś politycznym zapleczem lecz wspomniana już masowa mobilizacja ludzi wokół konkretnych spraw, ale przede wszystkim konkretnych wartości takich jak równość i sprawiedliwość społeczna. Jako ruch zdaje on sobie sprawę z istniejących różnic, ale to nie one, lecz wspólne wartości dają mu paliwo do działania.

Nie brak jednak głosów mówiących, że mobilizacja tego typu powinna skończyć się na zaangażowaniu i działaniu w obrębie partii politycznych. Ktoś bowiem musi te sprawy reprezentować w parlamencie…

Mobilizacja polityczna na poziomie ruchów społecznych może się kończyć się na zaangażowaniu w partie – rzadko kiedy jednak się od nich zaczyna. Najpierw potrzebujemy przestrzeni na wyrażenie niezgody na rzeczywistość, na wyrażenie potrzeb i zbudowanie wizji tego jak te potrzeby można zaspokoić, a potem zaś szukamy politycznej reprezentacji.

Historia ruchów progresywnych pokazuje to wyraźnie – najpierw pojawia się problem, potem następuje skupienie się ludzi wokół jakiejś sprawy, a dopiero później ruch może przybrać ramy instytucjonalne. Odwracamy kolejność, jeśli chcemy kogoś, kto w końcu ruszył się z fotela, od razu wtłoczyć w rolę wyborcy PO czy Razem.

Dlaczego zatem, skoro doszło niedawno do tak liczebnej mobilizacji, opozycji nie udaje się zdobyć więcej gruntu pod nogami?

Pamiętajmy, że Polska nie kończy się na demonstrujących w obronie sądów, to prawie trzydziestoośmiomilionowy kraj.

W tym samym czasie, gdy na ulice w obronie swoich praw wychodzą tysiące kobiet, PO i .Nowoczesna odmówiły wejścia do komitetu Ratujmy Kobiety, który zbiera podpisy pod projektem prawa zapewniającego dostępna antykoncepcję, edukację seksualną i dostęp do przerywania ciąży. Obie partie rezygnują z wyznaczania standardów czy przekonywania ludzi do czegokolwiek, naczelna zasada to płynięcie z prądem. Próbują zatem gonić PiS.

Opozycja parlamentarna przede wszystkim nie mobilizuje ludzi wokół wizji przyszłości, nie oferuje pomysłu na lepsze, bardziej sprawne i wspierające obywateli państwo. Wierzy, że wystarczy trzymanie się starych, neoliberalnych i konserwatywnych kolein, że wystarczy zadeklarować przywiązanie do demokracji i europejskich wartości, ale bez konkretów. Można tu dostrzec pewien paradoks – jeśli definiować konserwatywny światopogląd jako przekonanie, że lepiej już było, wówczas to lewica okazuje się siłą konserwatywną, idealizującą przeszłość zamiast myśleć o przyszłości.

Opozycja pozaparlamentarna z kolei ma problemy z zaprezentowaniem spójnej, wybiegającej w przyszłość lewicowej narracji, łączącej kwestie ekonomiczne i światopoglądowe. A media – także te liberalne – nie są zainteresowane tym, co te partie mają do powiedzenia.

Ogromnym problemem jest wiara – wyznawana między innymi przez PO ale generalnie przez dużą część obozu liberalnego – że technokratyczny język wygra w starciu z „populistycznymi” emocjami. To się nie uda – nie tylko dlatego, że uniemożliwia to dzisiejszy format funkcjonowania mediów masowych. Nie wystarczy już mgliste prezentowanie swojego przywiązania do „wartości europejskich” jeśli nie jest się w stanie powiedzieć, co znaczą w praktyce albo że mogą one dotyczyć również kwestii związanych z płcią czy seksualnością.

Jak zatem uprawiać progresywną politykę w czasach prawicowego populizmu?

Przede wszystkim trzeba wyjść z koziego rogu oświeceniowej wizji racjonalnej polityki, w której „oświeconych technokratów” przeciwstawia się kierującymi się emocjami populistom.

Historia polityczna pokazuje, że zmiany udawało się realizować tym, którzy mobilizowali ludzi wokół wizji przyszłości dając im wiarę, nadzieję, entuzjazm, poczucie solidarności. Emocje nie stoją w sprzeczności z faktami – to fakty są po to, by wzbudzać w ludziach emocje. Sama nie zostałam feministką dlatego, że zobaczyłam statystyki dotyczące różnic w zarobkach kobiet i mężczyzn tylko dlatego, że potwornie boli mnie krzywda i cierpienie kobiet.

Prawo i Sprawiedliwość jest dziś tak silne dlatego, że jest w stanie wzbudzić silny, emocjonalny odzew społeczny wobec wybiórczo opisanej wizji rzeczywistości. Lewica tego nie potrafi i w efekcie oddaje pole populistom. Powinniśmy wszyscy posłuchać głosu Chantal Mouffe, wedle której emocje i namiętności powinny stanowić bazę każdego projektu lewicowego.

Słabość opozycji nie jest jednak jedynym powodem, dla którego PiS nadal trzyma się mocno. Jesteś jedną z osób nawołującą do zrozumienia przyczyn jego sukcesu wyborczego – co zatem się do niego przyczyniło?

Partia Jarosława Kaczyńskiego odpowiedziała na potrzebę szeroko rozumianego bezpieczeństwa elektoratu. Lider PiS nie jest, jak twierdzą niektórzy publicyści, jakimś szczególnym, genialnym strategiem – owszem nauczył się kilku sztuczek, ale od lat żeglował w tym samym kierunku i w 2015 roku po prostu dostał wiatr w plecy.

Wiatrem tym było poczucie niepewności ekonomicznej, spadek po kryzysie 2008 roku. Nie chodzi tu o realny spadek zatrudnienia czy wzrost inflacji, ważne jest to, że w odczuciu dużych grup ludzi sytuacja wydawała i wydaje się niepewna. Na odczucie to wpływały między innymi doniesienia medialne, a także przeszłe doświadczenia, ale to dojmujące poczucie niepewności ma zasadniczy wpływ na to jak widzimy otaczającą nas rzeczywistość – raczej w kategoriach zagrożeń niż szans.

Poczucie zagrożenia istotnie pogłębił w roku wyborczym (2015) kryzys uchodźczy. PiS wykorzystał to by grać wszechobecnym w polskim kontekście motywem zagrożenia dla naszych granic, naszej ojczyzny i naszych domów. Tyle, że tym razem zagrożenie przybrało formę nie czołgów jak kiedyś, lecz terrorystów przebranych za uciekających przed wojną ludzi.

W jaki sposób doszło jednak do utożsamienia niepewności ekonomicznej z uchodźcami?

Arlie Hochschild opisała ten mechanizm w swej najnowszej książce o republikańskich wyborcach Tea Party w Luizjanie. Określiła go mianem „deep story” czyli głęboką opowieścią o tym, jak zbudowany jest świat. W wypadku Stanów Zjednoczonych taką głęboką opowieścią jest kolejka, której stoją wszyscy obywatele, to do spełnienia „amerykańskiego snu” – wszyscy mają mieć tu równe prawa, a w wypadku gdy będzie się dostatecznie ciężko pracować uda się osiągnąć sukces.

Na głębokim południu USA badaczka zaobserwowała kryzys wiary w ten model. Kolejka nie wydaje się już być fair, a rząd federalny postrzegany jest jako ten, który wspiera wpychanie się do niej kolejnych grup – kobiet, czarnych, Meksykanów, uchodźców.

W Polsce analogiczną opowieścią może być metafora wspólnego domu. Po rozbiorach, wojnach, okresie PRL polską wyobraźnię porządkuje obietnicą tego, że jak u Staffa: „Będziemy znowu mieszkać w swoim domu, Będziemy stąpać po swych własnych schodach”.

Po roku 1989, po okresie PRL kiedy to ów dom był co najwyżej wynajmowany, obiecano nam możliwość jego posiadania na własność. Każdy ma w nim znaleźć miejsce dla siebie. Ma dawać nam bezpieczeństwo, poczucie przynależności, ale ta wizja ma też i drugie dno, zarazem dom jest przestrzenią zamkniętą, może izolować nas od świata zewnętrznego.

I teraz ktoś chce, byśmy w tym domu zrobili miejsce dla uchodźców?

PiS wspiera wizję, w której „zwykli ludzie” mieszkają w suterenie, a tu ktoś chce im nagle dokwaterować kogoś na pierwsze piętro. Kiedy w taką wizję się uwierzy to pojawia się poczucie głębokiej niesprawiedliwości, krzywdy wyrażonej w stwierdzeniach, że „powinniśmy wydawać pieniądze na pomoc biednym polskim dzieciom, a nie obcym”.

W tej sytuacji argumenty o odwołujące się do wrażliwości, empatii i gościnności, poza pewną małą grupą, pozostaną zupełnie nieprzekonujące. Tak jak w przypadku wyborców Tea Party tak i Polacy czują się w dużej mierze ofiarami: historii, transformacji, zewnętrznej ingerencji. Zmuszanie ich do zmiany reguł odczuwania budzi bunt, który staje się buntem przeciwko moralizatorstwu lewicy. Jedno, czego na pewno nie warto robić to moralizować. Lewica jest w tym niestety dobra – i przez to ponosi dziś klęskę.

Jeśli już próbować znaleźć alternatywną opowieść to może warto odwołać się do doświadczenia samych Polaków jako narodu migrującego, którego kilkanaście milionów reprezentantów rozsianych jest po świecie. Wówczas nasz dom rozszerza się na cały świat, staje się domem które inni dzielą z nami – a my z nimi.

Wiemy już, co opozycja robi źle. Co zatem powinna robić, by odzyskiwać pole? Czy wspomniane przez Ciebie pęknięcie między wizją państwa a realizowaną przez PiS rzeczywistością może tu być pomocne?

Punktowanie PiS jest konieczne, choć każda strategia niesie ze sobą pewne ryzyko. Jednym ze sposobów jest na przykład wykorzystanie powszechnego w Polsce resentymentu wobec wszechwładnego, wszechogarniającego państwa by krytykować rozrastanie się obecnej władzy. Emocja ta widoczna była w trakcie Czarnego Protestu oraz obrony sądów: większość z nas obawia się interwencji państwa w naszej sferze prywatnej i rodzinnej. Trudno nią jednak grać osobom, które od lat mozolnie próbują budować zaufanie obywateli do instytucji publicznych.

Inną strategią jest dyskutowanie o politykach socjalnych. Nie tyle powinno ono służyć okopywaniu się za lub przeciw konkretnym rozwiązaniom (np. programowi 500+), chodzi o pokazywanie całości, pokazywanie konsekwencji różnych działań i tego jak zmieniają one relację obywatel-państwo. Większość Polaków i Polek chce państwa opiekuńczego ale nie autorytarnego i wszechobecnego, takiego które będzie dobrym wujkiem a nie brutalnym ojcem-patriarchą.

Ważnym wątkiem jest tu również dychotomia przeszłość-przyszłość. W ciągu ostatnich 2 lat państwo uległo sporej przemianie. Wizja PiS wydaje się coraz bardziej oczywista – to autorytarne państwo bez silnych instytucji oraz narzędzi kontroli rządzących, silnie spersonalizowane wokół pragnień Jarosława Kaczyńskiego. Potrzebna jest dyskusja nad tym, jak powinno ono zmieniać się i wyglądać za 5-10 lat, tak by osią dyskusji była przyszłość i konsekwencje dzisiejszych zmian a nie ciągle 500+. Potrzeba sporu wokół wizji politycznych.

Jaką receptę – mając na uwadze wszystko co powiedziałaś do tej pory – miałabyś dla progresywnych ruchów i partii politycznych, zmagających się z prawicowym populizmem w Europie i poza nią?

Po pierwsze, nigdy nie lekceważcie ludzkiej potrzeby bezpieczeństwa. Ważne są tu nie tylko fakty, ale również to, czy ludzie czują się bezpiecznie.

Po drugie – nie zapominajcie o edukacji i formowaniu postaw przyszłych pokoleń. Być może największy błąd polskiej transformacji popełnił obóz liberalny uznając, że może je zostawić konserwatystom czy kościołowi.

Po trzecie wreszcie – nie lekceważcie potrzeby mitów i narracji, potrzeby opowieści o świecie, które będą łączyły prostotę przekazu z siłą wyrazu. Potrzebujemy przekonująco opowiedzianych, budzących emocje historii, opartych na faktach, a nie kłamstwach.

Po czwarte, nie bójcie się marzyć – nawet jeśli jak pisze Michael Kazin marzyciele nie zawsze wygrywają, ich marzenia kształtują rzeczywistość.

Pamiętajcie – historia jeszcze się nie skończyła.

Tekst pochodzi ze strony greeneuropeanjournal.eu

Tekst z : http://www.lewica.pl/?id=31759&tytul=El%BFbieta-Korolczuk:-Nie-oddawajmy-emocji-populistom!

Bloger AdNovum o odmiennych postawach elit politycznych Polski (zwłaszcza pisowskich) i Niemiec do USA

Kilka dni temu obiegła świat sensacyjna wiadomość, o tym jak to niemiecka policja na autostradzie A4 koło Budziszyna zatrzymała konwój ciężarówek transportujących z Polski do Niemiec amerykański sprzęt wojskowy.

Sprawa dotyczyła tego, że polska firma transportowa na zlecenie amerykańskiej armii miała przetransportować sześć samobieżnych haubic pancernych M109.

Po przekroczeniu granicy niemieckiej, konwój składający się z sześciu ciężarówek transportujących z Polski do amerykańskiej bazy wycofywany ciężki sprzęt wojskowy, został poddany rutynowej kontroli drogowej przez patrol niemieckiej policji.

Jak się następnie okazało, ciężarówki użyte przez polską firmę były niedostosowane do transportu sprzętu o takiej wadze i gabarytach, jak przewożone na nich amerykańskie haubice samobieżne. Nie dość tego konwój ten nie miał wymaganych dokumentów do transportu i specjalnych zezwoleń na przewóz publicznymi drogami sprzętu wojennego. Po dokładnym zbadaniu sprawy przez niemiecką drogówkę wydało się, że każda z ciężarówek z konwoju była znacznie przeładowana, nawet o 16 ton. Konwojowi temu, nie towarzyszyły również odpowiednio oznakowane pojazdy pilotujące. Ponadto niektórzy z kierowców przekroczyli wymagane normy czasu prowadzenia pojazdu i odpoczynku.

W efekcie policja zabroniła dalszej jazdy konwoju do czasu podstawienia odpowiednich pojazdów transportowych oraz przedłożenia wymaganych zezwoleń. Obecnie konwój ten stoi do tego czasu na parkingu.

Jaki z tego morał?

Otóż, po pierwsze, w ten sposób okazało się w jaki sposób w Polsce przestrzegane jest przez organa władzy państwowej prawo, którego w zasadzie nie ma. Tzn. jest ale w myśl zasady: „prawo, prawem, ale racja musi być po naszej stronie”. Czyli po prostu anarchia wśród funkcjonariuszy władzy.

Po drugie zaś, dowodzi jaki stosunek do polskiego prawa (a raczej bezprawia) ma nasz największy sojusznik, który traktuje nasz kraj jak zwykły Bantustan. Na co zresztą zasługuje stawiając się w pozycji lokaja.

Natomiast po trzecie, okazało się, że sojusznicy w Ameryki, po cichutku, bez zbędnego szumu zaczęli wycofywać swoje zabawki z dzikiego kraju.

A dlaczego zaczęli je wycofywać?

Ano dlatego, bo został odsunięty od władzy ich najbardziej gorliwy lokaj oraz zmieniły się w między czasie ich plany wobec naszego kraju. Czyli Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść.

Inną sprawą jest to, że polska infrastruktura drogowa- zacofana o dziesiątki lat wobec np. niemieckiej- uniemożliwia szybkie i skuteczne przemieszczanie kolumn wojskowych i ciężkiego amerykańskiego uzbrojenia.

To właśnie skutecznie osłabiło ich zapał przeniesienia swoich europejskich sił z Niemiec do Polski.

Zaś incydent ten pokazuje jaki jest stosunek niemieckich władz wobec powrotu w granice Niemiec amerykańskiego sprzętu. Po prostu Niemcy nie chcą nadal być magazynem dla amerykańskiej US-Army i jednocześnie celem pierwszego ataku jądrowego.

Tak więc, ci którzy optowali za tym aby amerykańskich chłopców wraz z ich zabawkami ściągnąć na teren naszego kraju, nie robili nic innego jak tylko działali, przeciwko Polsce, a na korzyść polityki niemieckiej.

Nie twierdzę tu, że wszyscy ci, którzy byli zaangażowani w sprawę ściągnięcia do Polski amerykańskich boys, są niemieckimi agentami (takie wnioski zapewne wyciągnąłby zagorzały tropiciel spisków i różnej maści szpiegów, czyli  Antoni Maciarewicz), ale zapewne wśród nich tacy byli. Zaś pozostali wykazali się totalną głupotą podpuszczeni do tego typu działań.

I to jest właśnie prawdziwa miara elit tego narodu: głupota, zaprzaństwo i prywata, co czyni z nas pośmiewisko cywilizowanego świata.

https://www.sz-online.de/sachsen/polizei-stoppt-panzer-auf-der-a4-3856245.html,

https://pl.wikipedia.org/wiki/M109_SPH.

Cały tekst: https://adnovumteam.wordpress.com/2018/01/13/wojna-domowa-na-ukrainie-13-01-2018r-1051-dzien-od-nowego-rozejmu/

 

Małgorzata Anna Maciejewska: Czy elity mogą wygrać z PiS?

Za zgodą Autorki

http://wjadrodyskursu.blogspot.com/2017/12/czy-elity-moga-wygrac-z-pis.html

http://www.lewica.pl/?id=31746&tytul=Ma%B3gorzata-Anna-Maciejewska:-Czy-elity-mog%B1-wygra%E6-z-PiS?

***********************

PiS właśnie domyka drugą turę przejmowania kontroli nad sądownictwem, gigantyczna kara dla TVN pokazuje, w jaki sposób prawdopodobnie będą kneblowane media nieprzychylne rządowi, a mimo to poparcie dla partii rządzącej nie maleje. Wręcz przeciwnie, sięgnęło właśnie 50%. Jednak jeśli uznamy, że połowa polskiego społeczeństwa chce demontażu państwa prawa, albo z głupoty sprzedaje wolność za 500+, to nigdy nie powstrzymamy autorytarnych zapędów PiS. Protesty na ulicach, wyrazy zaniepokojenia czy nawet sankcje międzynarodowych organizacji będą mało skuteczne, jeśli rządzący będą czuli, że popiera ich znaczna część obywateli i obywatelek.

Dlatego musimy zadać sobie pytanie, jak to możliwe, że działania, które dla jednych stoją w jaskrawej sprzeczności z konstytucją, dla innych są odzyskiwaniem godności? Jeśli zwolenników PiS przekonuje argumentacja, że ustawy o sądach mają na celu po prostu odebranie ich elitom, które je zawłaszczyły, jak bardzo musieli dotąd czuć, że to państwo nie jest ich państwem? Jak silna musi być potrzeba odzyskania go, skoro nie pozwala dostrzec zagrożeń płynących z przyznania pełni władzy jednemu ugrupowaniu?

Źródło naszych obecnych kłopotów – oraz klucz do ich rozwiązania – nie leży zatem w domniemanym szaleństwie Jarosława Kaczyńskiego, ani też w żądzy władzy czy cynizmie obozu rządzącego. Sednem problemu jest to, że narracja o elitach, które zagarnęły państwo i upokarzały zwykłych ludzi, adekwatnie odzwierciedla odczucia milionów Polek i Polaków.

Jak w Polsce postrzegane są elity? To zagadnienie było przedmiotem sondażu, jaki „Polityka” zleciła w czerwcu pracowni Kantar Public. Pokazał on, że elitarność to przede wszystkim pieniądze i wpływy – tak odpowiedziało prawie 70% badanych, przy czym 19% podpisało się pod twierdzeniem, że ów majątek i pozycja zostały uzyskane w okresie transformacji. Tylko 20% uznało, że do elity należy się ze względu na swoje zdolności, kompetencje czy moralny autorytet. Elita odbierana jest też jako zamknięta (jedynie 12% uważa, że łatwo się do niej dostać) i oceniana negatywnie: złe zdanie o elicie politycznej ma 59% respondentów. W tym kontekście nie dziwi, że tylko 2% respondentów odpowiedziało twierdząco na pytanie, czy przynależą do jakiejkolwiek elity, a 94% z całą pewnością z elitami się nie identyfikuje. Ponadto tylko 18% badanych chciałoby, aby do elity weszły ich dzieci.

Analizując te wyniki Mariusz Janicki stwierdza, że przyczyną może być PiS-owska nagonka na elity i lęk, by nie zostać naznaczonym jako wróg narodu. Pisze też o „średniactwie” i braku wiary w możliwość przekraczania własnych ograniczeń. Ale czy to naprawdę źle, że dla większości z nas przynależność do zamkniętego klubu władzy opartego na rywalizacji o bogactwo i wpływy nie jest wcale powodem do dumy? Czy coś takiego można nazwać ambitnym przekraczaniem własnych ograniczeń?

Elitę można pojmować na dwa sposoby, które wyraźnie ujawniły się w przytaczanym badaniu. Po pierwsze, elitarność może oznaczać ekskluzywność: walkę o dominację, z której zostają wykluczeni wszyscy nieposiadający wystarczających zasobów i znajomości. W tym sensie elitarność jest sprzeczna z demokratyczną równością wobec prawa, o równych szansach i merytokracji nie wspominając. Zgodnie z omawianym sondażem właśnie tak postrzegane są w Polsce elity, dlatego nie dziwi, że hasła walki z nimi trafiają na podatny grunt.

Przeciwnicy PiS odpowiadają wtedy używając drugiego rozumienia elity: jako grupy wyróżniającej się mądrością, kwalifikacjami czy standardami moralnymi, i biją na alarm, że partia rządząca chce pozbawić polskie społeczeństwo autorytetów. Sęk w tym, że elita rozumiana merytorycznie nie może być elitarna w wykluczającym sensie tego słowa. Gdyż jeśli to władza i pieniądze zaczynają decydować o przynależności do szczupłej grupy wybrańców, to nie ma miejsca na rzetelną ocenę zdolności i dokonań. Ich podstawą jest bowiem krytycyzm, na który żadna władza nie zamierza pozwalać, jeśli może go uniknąć. Autorytet tylko wtedy może być naprawdę autorytetem, jeśli zakłada możliwość własnej omylności. Jeśli jasne jest, że czasami osoba nie posiadająca tytułów, doświadczenia ani nawet odpowiedniego wykształcenia może lepiej ocenić daną sytuację lub wymyślić oryginalniejsze rozwiązanie konkretnego problemu.

Niestety dynamika ludzkiej psychiki sprawia, że mając pozycję autorytetu trudno nie wykorzystywać władzy, jaka się z nią wiąże, do uciszania innych głosów. Przy czym mechanizm ten wspierany jest zarówno przez osoby posiadające ten status, jak też ich sympatyków i admiratorów. Z jednej strony odpowiedzialne jest za to nasze lenistwo intelektualne: zamiast sami się nad czymś dogłębnie i krytycznie zastanawiać, wolimy zaufać danej z góry opinii. Czasami zresztą zwyczajnie nie mamy kompetencji, aby w jakiejś sprawie rzetelnie wyrobić sobie własne zdanie, a możliwość oparcia się na „naukowo udowodnionych” sądach daje nam poczucie bezpieczeństwa. I nawet jeśli skądinąd wiemy, że nauka bywa omylna, a bezsporne dowody występują tylko w matematyce, wolimy o tym zapomnieć, aby móc żyć w zrozumiałym świecie. Ci, którzy podważają prawdy głoszone przez nasze ulubione autorytety, utrudniają nam to zaburzając nasz spokój ducha.

Z drugiej strony uznanie związane z pozycją autorytetu często osłabia autokrytycyzm. Oczywiście istnieją naukowcy, którzy im więcej rozumieją z badanego przez siebie wycinka rzeczywistości, tym większą mają świadomość niepełności swojej wiedzy i za Sokratesem powtarzają: wiem, że nic nie wiem. Jednak próżność jest cechą aż nadto ludzką i trudno nie ulegać jej w mniejszym lub większym stopniu. Jest to tym trudniejsze, gdy w grę wchodzi medialny szum i sława, która potrafi odurzyć nawet najbardziej racjonalne umysły. Dlatego opiniotwórcze elity (z tytułami naukowymi czy bez) często przyjmują celebrycką zasadę, że najważniejsze, by o nas mówili, wszystko jedno jak. W pogoni za narkotykiem rozgłosu gubi się poszukiwanie prawdy, a dążenie, by wygryźć konkurencję, skłania do formułowania kontrowersyjnych, efektownych tez mających niewiele wspólnego z rzetelnymi dociekaniami. Takie mechanizmy w nauce nie są zresztą czymś swoistym dla epoki medialnej walki o oglądalność i kliki. Już Rousseau krytykował dążenie do poklasku i zaszczytów jako niszczące naukę, która zaczęła zamieniać się w „pragnienie popisania się kosztem strony przeciwnej; każdy chciał zwyciężyć, nikt się oświecić; silniejszy zmuszał słabszego do milczenia; nigdy dysputa nie kończyła się bez obelg, a jej owocem były zawsze prześladowania”.

Te mechanizmy sprawiają, że nawet najbardziej merytoryczna elita ma tendencję do przekształcania się w elitę opartą na władzy. Zwróćmy uwagę, że słowo „elitarny” z definicji odnosi się do wąskiej grupy i kojarzy się z wykluczeniem większości. „Elita” nie oznacza po prostu „grupy mądrych ludzi”, bo tych przecież może być bardzo wielu i wtedy nie nazwiemy ich elitą. Mówimy jednak jak na razie tylko o elitach intelektualnych i kulturowych, które przynajmniej teoretycznie stawiają sobie za cel dążenie do prawdy, dlatego opisana przez Rousseau walka o zaszczyty i władzę poprzez pochlebstwa i bezlitosną rywalizację jest tam czymś wstydliwie ukrywanym.

Natomiast w przypadku elit biznesowych i politycznych, które w znacznym stopniu wpływają na wizerunek elity jako całości, takie praktyki uważane są za normalne reguły gry. Polityka uznawana jest powszechnie za sztukę przypodobania się wyborcom i wyeliminowania konkurencji, a mijanie się z prawdą czy składanie obietnic bez pokrycia jest tak nagminne, że traktowanie wypowiedzi polityków w pełni serio poczytywane jest za krańcową naiwność. Podobnie też w biznesie nie wygrywa ten, kto oferuje lepsze produkty czy usługi, ale ten, kto umie zdobyć przewagę na rynku (na przykład poprzez płacenie zaniżonych stawek pracownikom czy omijanie przepisów bezpieczeństwa) i przekonać klientów, że to właśnie jego produkt jest im niezbędny do życia. I chociaż zbyt jaskrawe fałszowanie rzeczywistości bywa karane, nikt przy zdrowych zmysłach nie szuka rzetelnych informacji w reklamach.

Powszechnie przyjmuje się też, że zarówno biznes, jak i polityka opierają się na budowaniu sieci towarzyskich kontaktów oraz współzależności wynikających z historii wzajemnych przysług. Takie działania są zalecane przez doradców biznesowych i uznawane za oczywiste przez komentatorów politycznych. Wszyscy wiemy o tysiącach układów i układzików, które opierając się na promowaniu „swoich” z definicji wykluczają merytoryczność, ale gdy ktoś zaczyna budować poparcie polityczne na walce z wszechogarniającym układem, zostaje uznany za paranoika. Przypomnijmy, że źródłem sukcesu Jana Kulczyka – po śmierci żegnanego przez media głównego nurtu jakby był bohaterem narodowym – była właśnie umiejętność utrzymywania świetnych relacji z każdą kolejną ekipą rządzącą. Czy można się dziwić, że większość społeczeństwa ma poważne wątpliwości, czy to właśnie tego rodzaju talenty powinny być najbardziej hojnie wynagradzane materialnie?

Wróćmy jednak do elity naukowo-medialnej i jej uwikłania w mechanizmy władzy i wykluczania. Posiadanie pozycji autorytetu sprawia, że jest się słuchanym z większą uwagą i banały wypowiedziane przez znanego profesora lub publicystę będą szeroko komentowane, lecz nikt nie poświęci uwagi znacznie oryginalniejszym tezom autorki nie posiadającej tak zwanego „nazwiska”. Rodzaje gramatyczne nieprzypadkowo zostały w poprzednim zdaniu użyte właśnie w ten sposób, gdyż na władzę wynikającą z autorytetu nakładają się inne płaszczyzny przywileju, takie jak płeć, ale także klasa czy rasa. Pokazano kiedyś, że ten sam tekst oceniany był przez uczestników eksperymentu wyżej, gdy podpisano go męskim nazwiskiem, jednak w konkretnych przypadkach niezwykle trudno udowodnić wystąpienie takiego mechanizmu. Kryteria oceny są zawsze w jakimś stopniu subiektywne, a jeśli w danym społeczeństwie występuje tendencja do dodawania mężczyznom punktów za płeć, będzie ona wpływać na naszą ocenę także, gdy ktoś oświadczy, że ten oto tekst napisany przez kobietę nie został doceniony, chociaż w rzeczywistości jest lepszy od innego artykułu napisanego przez mężczyznę. Oceniając zasadność tego zarzutu nie jesteśmy w stanie „wyłączyć” wiedzę, jakiej płci jest osoba, która je napisała. To samo dotyczy wypowiedzi osoby mówiącej z wiejskim akcentem i błędami gramatycznymi – nawet jeśli co do meritum ma rację, ma małe szanse wygrać z „ekspertem” w garniturze.

Dlatego wykluczanie pewnych perspektyw ze społecznego dyskursu nie polega tylko na tym, że ten oto konkretny pan nie dopuścił do głosu tej pani, która, tak się dziwnie składa, była jedyną kobietą wśród kliku mężczyzn zaproszonych do audycji. Oczywiście takie zdarzenia mają miejsce, można je wskazywać i analizować, ale w systemie, w którym uprzywilejowanie pewnych grup jest przezroczyste jak powietrze, każdą taką sytuację można zakwestionować na przykład jako indywidualny brak kultury danej osoby. Wykluczanie nie jest wyłącznie kwestią jednostkowych zachowań, ale przyjętych w danym społeczeństwie nierównych kryteriów oceny wypowiedzi osób z różnych grup oraz ich nierównego dostępu do mediów i społecznej uwagi. Samo istnienie tych nierówności prowadzi do uciszania pewnych głosów, dlatego jeśli osobom z grup dominujących zależy na tym, aby każdy miał autentycznie równą pozycję w dyskusji, nie mogą korzystać ze swoich przywilejów jak z czegoś naturalnego, lecz muszą aktywnie działać na rzecz wyrównania szans w społecznym dyskursie. Czy polskie elity opiniotwórcze podejmowały takie działania? Czy starały się włączać do dyskursu odmienne od swoich perspektywy?

Ale właściwie dlaczego dominujący mieliby to robić? Właśnie po to, aby nie stać się znienawidzoną elitą, która koniec końców zostanie zmieciona przez partie szermujące antyelitarnymi hasłami. Przy czym nienawiść do elit opartych na władzy przenosi się automatycznie na elity merytoryczne i skutkuje wszechobejmującą nieufnością wobec jakichkolwiek eksperckich ustaleń, podważaniem nauki oraz wszelkich autorytetów, które nie stoją po stronie ugrupowań wypowiadających wojnę elitom. Z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia nie tylko w Polsce, a może ona doprowadzić na skraj przepaści nie tylko instytucje danego państwa, ale nawet, jak w przypadku negowania wpływu człowieka na klimat, zagrozić przyszłości naszego gatunku. Dlatego aby wydobyć się z naszych obecnych kłopotów, musimy pamiętać, jak łatwo wiedza przekształca się we władzę, która z wiedzą nie ma już wiele wspólnego.

Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku rządów, które roszczą sobie prawo do naukowości. To, że tak wiele osób głosowało nie tyle na PiS, ile przeciwko PO, wynikało bowiem nie tylko z arogancji poprzedniej władzy z jej ośmiorniczkami i „za 6 tysięcy może pracować tylko idiota albo złodziej”, ale także z jej technokratyczności. Podobnie jak partie odsuwane od władzy przez populistów w innych krajach, działania rządu PO opierały się na założeniu, że istnieją jakieś obiektywne reguły rządzenia. A ponieważ są one „naukowo udowodnione”, nie ma ani potrzeby, ani też możliwości tłumaczenia ich maluczkim, którzy powinni się eksperckim ustaleniom po prostu podporządkować. Taka bezalternatywność rodzi bunt, zwłaszcza jeśli połączona jest z przekazem, że skoro nie macie doktoratów z ekonomii, to wasze zdanie się nie liczy. Nie macie możliwości w żaden sposób wypowiedzieć się w dyskusji, w której zapadają decyzje wpływające namacalnie na wasz los.

A to oczywiście kolejny powód, by dołączyć do kampanii przeciwko elitom. PiS pokazał, że wieczne „nie stać nas” było kłamstwem: można realizować programy społeczne i jeśli się dobrze poszuka pieniędzy z podatków, budżet wcale nie musi się od tego zawalić. Coraz wyraźniej widać to, co lewica mówiła od dawna: dziwnym trafem owe „naukowe” zasady rządzenia okazują się korzystne dla posiadających władzę i pieniądze, a zatem ich podważanie oznacza naruszanie ekonomicznego interesu elity sprzecznego z interesem większości.

I to jest owo pokaźne ziarnko prawdy będące przyczyną nośności haseł odsuwania elit od koryta. Z całą pewnością większość osób protestujących przeciwko niszczeniu Trybunału Konstytucyjnego, zawłaszczaniu mediów i sądownictwa nie należała do elit władzy i bogactwa. Ale za to, że ten argument był przekonujący dla znacznej części społeczeństwa, odpowiedzialna jest władza przedkładająca własne interesy nad dobro ogółu i zasłaniająca się w tym procederze naukowością. Są za to także odpowiedzialne elity akademickie, które pozwoliły na tworzenie takiej zasłony dymnej, nie dopuszczając do krytyki własnych ideologicznych założeń i uznając, że wyjaśnianie swoich wniosków społeczeństwu jest czymś zbędnym. I oczywiście także elity medialne przypinające łatkę populizmu wszelkim tezom podważającym neoliberalne dogmaty.

Ekonomia nie opisuje praw przyrody jak fizyka czy chemia. A skoro jej ustalenia są uzależnione od przyjętych wartościowań i ideologii, to nasze polityczne i ekonomiczne teorie muszą uwzględniać punkt widzenia wszystkich, których będą dotyczyły skutki ich zastosowania. Losy PO oraz innych technokratycznych partii pokazują, że w polityce działa zasada heglowskiej dialektyki: im bardziej nie dopuszczamy do głosu innych perspektyw, tym bardziej rosną one w siłę. I zasłanianie się naukowym dyskursem nic tu nie pomoże, co najwyżej doprowadzi tylko do podważenia autorytetu nauki jako takiej.

Jeśli celem polityki ma być racjonalne urządzenie społecznego świata i zapobieganie poważnym konfliktom społecznym, to ci, którzy mają w danym momencie więcej władzy, muszą się stale samoograniczać dbając o to, by inni nie utracili poczucia, że państwo należy także do nich. Zaś ci, którzy dysponują zasobami wiedzy oraz kompetencjami umożliwiającymi przekonujące przedstawianie własnych racji, muszą starać się, by nie wykorzystywać tych narzędzi, świadomie lub nie, do uciszania innych punktów widzenia. Bo polityka jako dążenie do zdominowania przeciwnika oraz służąca takiej polityce wiedza przynoszą opłakane rezultaty.

Można by jednak argumentować, że przecież PiS buduje własne elity oraz używa wszelkich dostępnych środków do uciszania przeciwnych opinii, a elitarność jest postulowanym celem dokonywanej przez ministra Gowina reformy szkolnictwa wyższego. Czy nie wynika stąd, że to wcale nie układowo-technokratyczna elitarność była przyczyną porażki PO i obecnej nośności antyelitarnego dyskursu i lud po prostu lubi mieć nad sobą jakąś elitę?

Nie, to błędne myślenie. PiS-owi uchodzi więcej, ponieważ wykluczeni identyfikują się z nim – bo był, podobnie jak oni, pozbawiany dostępu do mediów głównego nurtu i otaczany „kordonem sanitarnym”. Dlatego odbieranie władzy i przywilejów poprzednim elitom nie jest postrzegane jako budowanie nowej (chociaż tym de facto jest), ale właśnie jako odzyskiwanie kontroli nad naszym wspólnym państwem. Dlatego jeśli chcemy zatrzymać destrukcyjne zapędy partii rządzącej, nie możemy po prostu czekać, aż ci, którzy ją wynieśli do władzy, zorientują się, że znów zostali wykorzystanym przez kolejną elitę „ciemnym ludem”. Bo reakcją z całą pewnością nie będzie przywrócenie poprzedniej elity, ale albo wycofanie się z polityki w przekonaniu, że jej instrumenty nie dają żadnej możliwości wpływania na rzeczywistość, albo też poszukanie innych, niedemokratycznych sposobów jej kształtowania.

Jakie zatem powinny być polskie elity? Aby skończyć z szaleństwem władzy, która niszczy państwo opierając się na antyelitarnym dyskursie, potrzebujemy nie tyle odpowiednich elit, lecz przede wszystkim mądrego społeczeństwa. Wiedza i umiejętność krytycznego myślenia nie może być domeną wąskiej grupy, lecz każdego, kto jest jakkolwiek zainteresowany kształtowaniem własnego otoczenia. Oczywiście nie wszyscy mają jednakowe zdolności intelektualne i z pewnością nikt nie ma obecnie możliwości opanowania całości ludzkiej wiedzy. Dlatego podział pracy jest nieunikniony i osoby, które poświęciły znaczną ilość czasu na zbadanie pewnych zagadnień, muszą oczywiście być szczególnie uważnie słuchane w dyskusjach na dany temat. Ale konieczne jest włączanie w te dyskusje jak najszerszych społecznych kręgów, jasne tłumaczenie naukowych ustaleń oraz otwarta analiza ideologicznych uwarunkowań i interesów osób zawodowo zajmujących się wyjaśnianiem naszego świata.

A zatem jeśli elity mają wygrać z PiS, ich rola musi polegać przede wszystkim na budowaniu mądrego, krytycznego społeczeństwa. Dlatego nie mogą wykorzystywać przewagi płynącej z większych kwalifikacji, aby ścigać się o władzę i bogactwo – nie mogą przekształcać się w elity wykluczające. Drodzy członkowie i członkinie elit naukowych, medialnych i politycznych: czy jesteście gotowi zostać takimi elitami? Czy jesteście gotowi edukować, wyjaśniać i przede wszystkim słuchać, a nie tylko pouczać i walczyć o własną wysoką pozycję ekonomiczną i społeczną? Czy zamiast delektować się poczuciem własnej elitarności, będziecie starali się włączać jak najwięcej osób do dyskusji o naszym wspólnym państwie?

——————————————————————

Pierwsza wersja tego tekstu powstała w sierpniu. W kolejnym wpisie przedstawię historię prób opublikowania go w mediach głównego nurtu, a także różne sposoby mierzenia się przez owe media z pytaniem o nośność antyelitarnego dyskursu. Dowiemy się zatem, jak elity odpowiadają na postawione w ostatnim akapicie pytania.