Bloger Adnovum o tym jak Mariusz Błaszczak Minister Obrony Narodowej widzi rozwój polskiej armii, a w tym tzw. terytorialsów, czyli sztandarowego płodu Maciarewicza.

Nie w 2019, ale w 2025 roku – minister Mariusz Błaszczak potwierdził to, na co eksperci od dawna zwracali uwagę, bo tworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej i doprowadzenie ich do gotowości wymaga więcej czasu, niż początkowo zakładał MON. Poinformował też, jakie w najbliższym czasie będą priorytety jego resortu. Padły deklaracje o nowej dywizji i modernizacji armii, choć w ważnych sprawach minister unikał podawania konkretów. Błaszczak przemawiał w czwartek (21.06.2018r.) w Warszawie na święcie Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, które nota bene ma zostać rozwiązane. Mówił między innymi o priorytetach MON na najbliższe lata.

Błaszczak powtórzył wcześniejsze swoje deklaracje, że wojsko ma docelowo liczyć 200 tysięcy żołnierzy, czyli prawie dwa razy więcej niż obecnie. Z jednej strony ma to być efekt formowania Wojsk Obrony Terytorialnej, mających liczyć 53 tysięcy ludzi, a z drugiej strony – utworzenia nowej, czwartej, dywizji wojska zawodowego:

„Ta nowa dywizja jest niezbędna dla naszego bezpieczeństwa, gdyż rząd PO w 2011 roku rozformował 1 Warszawską Dywizję Zmechanizowaną, ignorując rosnące zagrożenie ze wschodu. Trwają prace nad rozmieszczeniem poszczególnych jednostek, wyposażenia ich w sprzęt i uzbrojenie oraz nad planami użycia operacyjnego tej dywizji”– oświadczył Błaszczak.

Kiedy ma pojawić się ta nowa dywizja, tego jednak już nie powiedział. Stwierdził jedynie, że to „bardzo złożony” proces, który „wymaga czasu”. Wiadomo jedynie, że nowa dywizja ma powstać na południowym wschodzie Polski.

Czy jest to realne, zwłaszcza, że stworzenie od podstaw nowej dywizji to koszt dziesiątków miliardów złotych, a budżet MON już teraz jest napięty do granic możliwości ( być może dlatego pisowcy i ipeenowcy tak  dążą do zdjęcia czołgów T-34  z pomników upamiętniających chwałę bojową LWP i Armii Radzieckiej bo brakuje im uzbrojenia  i pieniędzy „Czołgi z czasów Układu Warszawskiego znowu trafią do służby https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/czolgi-t-72,140,0,2409356.html  uwagi K.Mróź)

Natomiast bardziej precyzyjnie Błaszczak wyrażał się tylko wtedy, gdy poruszył temat dotyczący harmonogramu tworzenia WOT.

Poprzedni minister obrony Antoni Macierewicz powtarzał, iż ten nowy rodzaj wojsk będzie gotowy do 2019 roku, kiedy w jego szeregach miałoby się znaleźć 53 tysiące żołnierzy. jednak Błaszczak zweryfikował te bardzo ambitne plany informując, że:

„Do końca 2019 roku będziemy już mieli struktury wszystkich 17 brygad (WOT- dopisek blogera Adnovumj) w całej Polsce”– stwierdził Błaszczak.

Oznacza to, że w przyszłym roku ma być w pełni gotowy tylko szkielet organizacyjny WOT składający się z kadry zawodowej i nielicznych ochotników, który trzeba będzie dopiero wypełnić ludźmi. A to jest praca na długie lata, znając ilość tych, którzy dotychczas zdecydowali się poświęcić za 500+ swoje weekendy na zabawę w wojsko. I tak, np. w tym roku zaprzysięgnięto tylko około 1000 ochotników.

Jednak według słów Błaszczaka, formowanie WOT ma się zakończyć do 2021 roku, kiedy „całkowicie skompletujemy kadrę”. Wówczas to Obrona terytorialna ma mieć docelowe 53 tysiące „terytorialsów”. Pozostanie wówczas jeszcze kwestia ich odpowiedniego przeszkolenia i uzbrojenia. Błaszczak przekonuje, że ma to zająć cztery kolejne lata. „W 2025 roku wszystkie brygady osiągną pełną gotowość do działania”– zapewnił Błaszczak. A więc za 7 lat, jak dobrze pójdzie, będziemy mogli być wreszcie poczuć się w pełni bezpieczni jeśli chodzi o terytorialną całość naszego kraju. WOT to nam zapewni wspomagane oczywiście amerykańską tarczą, która ma u nas powstać za nasze pieniądze.

Błaszczak poruszył też inny kluczowy temat, czyli kwestię modernizacji uzbrojenia wojska. Nie wymienił jednak konkretnej listy priorytetowych programów zbrojeniowych i unikał podawania terminów. Mówił jednak o kilku zakupach, które określał jako „najważniejsze” i „priorytetowe”. Jako pierwszy, wymienił zakup systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Nawiązywał do głośnego zakupu od Amerykanów systemów „Patriot” za prawie 20 miliardów złotych. Wspomniał jednak też o znacznie mniej znanym, ale również bardzo ważnym programie „Narew”, czyli o systemach obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu. MON chce, aby powstał on w znacznej mierze w Polsce, przy pomocy technologii zakupionych od Amerykanów wraz z „Patriotami”. Błaszczak w tym temacie ograniczył się jednak tylko do ogólnych zapowiedzi.

Jako trzeci, wymienił zakup, który jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie był określany jako „priorytetowy”. Chodzi o śmigłowce pokładowe, stacjonujące na okrętach i służące do zwalczania okrętów podwodnych:

„Inspektorat Uzbrojenia przygotowuje już zaproszenia dla potencjalnych wykonawców na składanie ofert ostatecznych”– poinformował o tej sprawie Błaszczak.

Tu jednak również nie podał żadnych terminów. Szef MON przypomniał także o zakupie śmigłowców uderzeniowych o nazwie „Kruk”. Program od lat jest uznawany za priorytetowy, ale mało jest konkretów co do jego realizacji. Teraz Błaszczak stwierdził, że „za kilka miesięcy ogłosimy postępowanie”.

Jednocześnie potwierdził fakt zawieszenia zakupu maszyn transportowych dla Wojsk Specjalnych, choć jeszcze niedawno miał to być program priorytetowy i najbardziej zaawansowany ze wszystkich programów śmigłowcowych. Nie poruszył za to tematu zakupu okrętów. Nie wspomniał o programie „Orka” dotyczącym nabycia okrętów podwodnych, który według poprzedniego kierownictwa MON był bliski finału na początku 2018 roku. Ograniczył się jedynie do dość ogólnego stwierdzenia o „konieczności modernizacji” Marynarki Wojennej. Jeśli zaś chodzi o „Rosomaki”„Raki” i „Kraby”, to konkretne ilości ich zakupu padły jedynie w kontekście dostaw uzbrojenia w roku 2019. Według zapowiedzi ministra Błaszczaka, ma to być między innymi 67 transporterów „Rosomak”, pięć zestawów moździerzy samobieżnych „Rak”, cały dywizjon armatohaubic „Krab”– liczący 24 sztuki oraz 36 zestawów przeciwlotniczych bardzo krótkiego zasięgu „Poprad”. Dostarczone mają być też 72 zmodernizowane czołgi „Leopard 2PL”, które są polsko-niemiecką modernizacją najstarszych „Leopardów 2A4”.

„Pochopne szastanie pieniędzmi, rzucanie datami w celach piarowych, jak robili to moi poprzednicy, byłoby skrajnie nieodpowiedzialne i psułoby negocjacje”– powiedział Błaszczak w odniesieniu do polityki zbrojeniowej swego poprzednika na stanowisku szefa MON. Oczywiście z ostrożności nie wymieniając go z imienia i nazwiska.

Szkoda tylko, że przez dwa lata rządów w resorcie obrony przez Macierewicza Błaszczak nie odważył się nawet na jedno słowo konstruktywnej krytyki. Dziś, gdy wiele miliardów złotych zostało roztrwonione, a modernizacji wojska jak nie było tak dalej i niema, słowa te można traktować jedynie w kontekście wewnętrznej walki politycznej w PiS szykując się do przejęcia schedy po odchodzącym prezesie Kaczyńskim.

Pomimo to, jak na razie nie doszło do rozliczenia z polityką Macierewicza w MON oraz jego obiecanek. Zamiast tego słyszeć można było o stałych bazach dla wojsk USA, zwiększeniu liczebności wojska do 200 tysięcy, budowaniu czwartej dywizji na wschód od Warszawy. Tyle że w temacie amerykańskiej bazy, to „kwestia, która wymaga czasu”, a tworzenie dywizji „to proces złożony i wymaga czasu”. Tak samo nie ma żadnego terminu dwukrotnego powiększenia ilości sił zbrojnych. Żadne obietnice nie padły również w przypadku większości zapowiadanych zakupów zbrojeniowych. Zastąpiła je ogólna deklaracja, że z żadnych programów resort nie rezygnuje i kilka szczegółowych: trwa analiza potrzeb wojska w zakresie śmigłowców, w najbliższym czasie będą wystosowane zapytania ofertowe na śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, za kilka miesięcy ruszyć ma postępowanie na śmigłowce uderzeniowe.

Czyli typowe dla funkcjonariuszy tej formacji politycznej bezsensowne bicie piany, z którego nic tak na prawdę nie wynika. Tym bardziej, że jak sam Błaszczak stwierdził o „pochopnym szastaniu pieniędzmi” przez poprzednie kierownictwo MON. A więc, jeśli on nie będzie pochopnie szastać tymi pieniędzmi, to co w takim razie zrealizuje?

Pewnie po prostu nic nie zrobi, bo sytuacja- jaką zastał w MON po dymisji Macierewicza- prawdopodobnie go przerosła”.

Pełny tekst>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/23/wojna-domowa-na-ukrainie-23-06-2018r-1112-dzien-od-nowego-rozejmu/

 

Reklama

Bloger Adnovum o tym jak MON wzmacnia obronność Polski, między innymi, za pomocą tzw. ławeczek niepodległości bo jak na razie brak konkretów (będą zamiast kolumn Maciarewicza)

„Jedyną konkretną rzeczą jaką w tym roku chce zrobić MON to ławeczki niepodległości  ( Program zakłada powstanie, jeszcze w tym roku, ponad stu ławek, które będą miały charakter multimedialny. Będą bezpośrednie nawiązania do setnej rocznicy odzyskania niepodległości – zapowiedział w piątek minister Mariusz Błaszczak. MON chciał „stu kolumn na 100-lecie niepodległości”. Program nie wypalił Stulecie… czytaj dalej » „Ławkami niepodległości” zastąpił on pomysł byłego ministra obrony Antoniego Macierewicza, który na sto lat niepodległości chciał wybudować sto kolumn niepodległości. Oficjalnym powodem zmiany jest to, że nowemu ministrowi nie spodobał się żaden z projektów. (http://www.tvn24.pl) przypis K.Mróź.

Natomiast modernizacja polskiej armii, co miało być priorytetem po przejęciu władzy przez PiS, staje się tylko tanim chwytem propagandowym.

Inspektorat Uzbrojenia MON wycofuje się ze składania ofert na zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych, a zaraz potem minister Mariusz Błaszczak stwierdza, że nie rezygnuje z żadnego programu modernizacji wojska i zamierza dokonać zakupu 32 śmigłowców uderzeniowych.

Przypomnę, że koncepcja zakupu samolotów w ciągu ostatnich dwóch lat rządów PiS, zmieniała się jak w kalejdoskopie. A nawet na przełomie roku, dosłownie co kilka dni. Wtedy to były już szef MON Antoni Macierewicz obiecywał nam, że lada chwila wojsko dostanie nowe helikoptery, ale jak na razie, nawet te kilka sztuk, które miały zasilić wojska specjalne już są nieaktualne.

Podobną sytuację mamy jeśli chodzi o modernizację polskiej floty wojennej, a szczególnie w zakresie okrętów podwodnych, które skutecznie miały odstraszać potencjalnego wroga ze Wschodu przed dokonaniem podstępnej agresji na nasz kraj. Jak widać, brak tych okrętów, spowodował, że granice Polski są obecnie szeroko otwarte w przypadku zrealizowania się takiego hipotetycznego i nieprawdopodobnego scenariusza, bo oczywiście nikt z tego kierunku nie zamierza nas napadać.

W efekcie rządów komisarzy PiS w MON mamy jak dotąd tylko chaos zakupowy i sprzeczne zapewnienia, a tak naprawdę to nadal nie wiadomo, kiedy zostaną podpisane umowy na zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych oraz okrętów podwodnych. Jak zapewnia minister Błaszczak, unieważnienie zaproszenia do składania oferta na śmigłowce to efekt tego, że tworzony jest nowy katalog zamówień. Ale konkretów podawać nie chce, zasłaniając się stwierdzeniem, że „biznes lubi ciszę”.

Co może oznaczać, że szef MON chce urealnić program zakupów dla armii, bo może po zakupie amerykańskich wyrzutni rakiet „Patriot” tak się zdarzyć, że nie będzie pieniędzy na kolejne programy modernizacyjne wojska.

W efekcie może dojść do tego, że będziemy posiadaczami mało skutecznej „tarczy”, a nie będziemy mieli oręża do właściwej obrony naszego terytorium.

Jak na razie resort obrony twardo zapewnienia, że obecnie priorytetem dla MON są śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych w wersji pokładowej, na zakup których umowa ma zostać zawarta jeszcze w tym roku. Czyli w ciągu następnych 6 miesięcy Z kolei umowa na śmigłowce uderzeniowe ma zostać zawarta w roku przyszłym. Tylko tu nie jest pewne, czy w ogóle do niej dojdzie, ze względu na brak pieniędzy, a jak już dojdzie, to jakie to będą helikoptery i w jakiej ilości. 

Jak na razie, pomimo zatroskania liderów PiS, o nasze bezpieczeństwo zewnętrzne, jesteśmy totalnie rozbrojeni, zaś WOT i brygada amerykańska oraz kilka niemieckich czołgów z demobilu, a nawet te co jeszcze mogą latać- z samolotów F16 i wspomagająca to wszystko szkolona obecnie jako siły specjalne- Żandarmeria Wojskowa, co najwyżej zapewnią potrzebny czas na bezpieczną ewakuację rządu polskiego nowo zakupionymi samolotami dla VIP, na uchodźstwo. Tylko gdzie tym razem postanowiono znaleźć bezpieczne przytulisko?

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/wszystkie-programy-modernizacyjne-dla-wojska-beda-kontynuowane-o2018-06-14/, „

Czytaj więcej>>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/17/wojna-domowa-na-ukrainie-17-06-2018r-1106-dzien-od-nowego-rozejmu/

Bloger Adnovum o pisowskich opowieściach o zestawach rakietowych „Patriot” i zgrzebnej rzeczywistość tzw. Dobrej Zmiany

„Wbrew temu co politycy opozycji próbują wmówić opinii publicznej, dzisiejsze podpisanie umowy na przeciwlotnicze i przeciwrakietowe zestawy rakietowe średniego zasięgu systemu „WISŁA – 1 Faza” niesie ze sobą olbrzymie korzyści – zarówno dla Wojska Polskiego, jak i polskiej gospodarki. Bezpieczeństwo to dobro wspólne wszystkich Polaków, dlatego tym większe jest nasze zdziwienie, że opozycja, nawet niewątpliwy sukces, jakim jest pozyskanie Patriotów wykorzystuje do ataków politycznych”– napisano we wczorajszym (28 marca) tekście zamieszczonym na portalu informacyjnym MON.

W ostateczności za pierwszą fazę wdrażania programu „Wisła”, polscy podatnicy zapłacą tylko 4,75 mld dolarów (co przy aktualnym kursie wynosi około 16,15 mld złotych).

W tym przypadku obniżenie kosztów o około 4 mld złotych, co ogłasza się niebywałym sukcesem, spowodowane jest tym, że MON odstąpił od swoich początkowych wymagań offsetowych, które to miały być kluczem do sukcesu tego programu dając nowe siły i możliwości polskiemu przemysłowi obronnemu. Niestety offset na poziomie poniżej 1 mld złotych, jest tylko listkiem figowym, mającym ukryć fakt, że ponieśliśmy tu ewidentnie porażkę.

Przypomnę, że poprzedni szef MON epatował nas twierdzeniem, że wartość offsetu będzie się równał wartości całego kontraktu. Co według tych mamień, powinien osiągnąć poziom około 8 mld złotych. A jest tylko niecały 1 mld złotych. Chodzi o to, że ten kontrakt miał stworzyć kompetencje w naszym przemyśle w dziedzinie budowy systemów obrony powietrznej. A tak się właśnie nie stało.

W całym tym szumie wokół umowy na zakup rakiet „Patriot” ważne były tak naprawdę trzy rzeczy. Po pierwsze pozyskanie kompetencji do wdrożenia systemu IBCS w całych Siłach Zbrojnych, a nie tylko w programie „Wisła”.

I nawet ten podstawowy warunek nie zostanie spełniony, według podpisanej przez Mariusza Błaszczaka umowy. Nie dość tego, w przypadku dwóch pozostałych, kluczowych elementów dla naszej zbrojeniówki, wszystko przesunęliśmy do drugiej fazy kontraktu systemu „Wisła”.

Tak naprawdę zatem nie kupiliśmy, na tym etapie żadnych kompetencji, bo chyba trudno tu o nich mówić na poziomie producenta podwozia do wyrzutni. A tylko to będą robiły polskie firmy segmentu przemysłu obronnego.

Pomimo to, że kupiliśmy tylko dwie baterie wyrzutni rakiet „Patriot”, cztery radary o zakresie widzenia 180 stopni i cztery stanowiska dowodzenia oraz 208 szt bardzo drogich rakiet typu PAC-3 MSE, z których każda kosztuje 5/6 mln dolarów za sztukę (16/18 mln złotych za sztukę), za ponad 16,15 mld złotych, to nie mamy żadnych szans, aby za pozostałą z 30 mld złotych kwotę zarezerwowaną na ten cel w budżecie państwa, dokupić to o co nam na samym początku chodziło. A więc doprowadzenie do realizacji drugiego etapu programu „Wisła”.

Czyli dokupienie kolejnych 6 baterii wyrzutni rakiet „Patriot” oraz dookólne radary identyfikujące cele w polu widzenia 360 stopni, a także możliwość zakupu znacznie tańszych pocisków „SkyCeptor”.

Tak więc, biorąc to wszystko pod uwagę, oraz to, że nawet Rumunia- nie mówiąc tu o np. Szwecji, podobne zestawy systemu „Patriot” kupiły znacznie tanie, to np. niemiecki rząd bierze bardzo poważnie pod uwagę zrezygnowania z tego typu dalszych zakupów. Zamiast tego w planach jest pozyskanie systemu rakietowej obrony MEADS (Medium Extended Air Defense System) oferowanego znacznie taniej przez konkurenta „Raythenona” – firmę „Lockheed Martin”.

38612867_401.png

Może więc okazałoby się, że za cztery lata, bo na tyle przewiduje się czas zakończenia wdrażania kontraktu podpisanego przez MON na zakup „Patriotów” , możemy uzyskać za darmo- podobnie jak niemieckie czołgi, również te rakiety, bo po prostu Niemcy będą z nich w tym czasie wycofywać.

Dlaczego Niemcy chcą zrezygnować z systemu „Patriot”?

Ano, bo ostatnie przypadki użycia tych rakiet, mających być jakoby bardzo skuteczną bronią defensywną, pokazały, że jest to tylko slogan reklamowy.

Mianowicie chodzi o to, że podczas niedawnego ataku jemeńskich partyzantów na stolicę Arabii Saudyjskiej doszło do uruchomienia systemu „Patriot”, który jednak nie zadziałał tak jak powinien. W efekcie jedna z wystrzelonych rakiet wybuchła zaraz po starcie, druga nie trafiła w cel, zawróciła i spadła na miasto. Podczas tego incydentu co najmniej jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne.

Innym przykładem, podważającym niezawodność systemu „Patriot”, był alarm w Izraelu wywołany zwykłym ostrzałem z broni maszynowej. Wskutek błędnego alarmu doszło do odpalenia przez baterie „Patriot” dziesięciu rakiet bez wyznaczenia konkretnego celu, które poleciały sobie w siną dal.

I zakup takiego systemu jest tu w tym naszym nieszczęsnym kraju, ku uciesze pospólstwa, ogłaszane jako niebywały sukces na miarę tysiąc lecia.

Tak wygląda ta „dobra zmiana” w wykonaniu PiS.

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/kontrakt-na-wisle-sukcesem-prostujemy-przeklamania-opozycji-c2018-03-28/,

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/przetarg-mon-rakiety-patriot,239,0,2321135.html,

http://www.dw.com/pl/die-welt-niemcy-zamierzaj%C4%85-zrezygnowa%C4%87-z-patriot%C3%B3w/a-43164560

Czytaj więcej>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/03/29/wojna-domowa-na-ukrainie-29-03-2018r-1126-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-111252

Bloger Adnovum pisze o tym, jak tzw. Dobra Zmiana trwoni społeczne pieniądze, zwłaszcza w MON

W sumie blisko ćwierć miliona złotych nagród przyznano w ubiegłym roku wiceministrom Ministerstwa Obrony Narodowej kierowanego przez Antoniego Macierewicza. Sam największy polski „patriota”, jako szef resortu obrony, przydzielił sobie z tego tortu ponad 70 tys. zł.

MON długo zwlekał z odpowiedzią na interpelację poselską posła Krzysztofa Berejzy, który pytał o nagrody dla resortów. Kiedy w końcu ujawnił wysokość przyznanych premii, nie wdawał się w szczegóły.

Z informacji przekazanej przez obecnego wiceministra MON Wojciecha Skurkiewicza, sekretarze stanu otrzymali pulę 102,5 tys. zł. Natomiast podsekretarze musieli podzielić się kwotą 145,7 tys. zł.

Ale nie tylko szef MON miał taką chojną ręką wypłacając sobie i swoim współpracownikom te bardzo wysokie premie, bo pozostałe resorty również nie oszczędzały.

W sumie w ciągu pierwszych dwóch lat rząd PiS wydał na nagrody ponad 200 mln zł. Z tego znaczna część to nagrody dla pracowników Ministerstwa Finansów. Mateusz Morawiecki do najoszczędniejszych nie należał i na premie wydał w podległym mu wtedy resorcie „tylko” 71 mln zł.

Drugie miejsce po rekordziście Morawieckim zajął Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski, który od listopada 2015 rozdał swoim 60 mln zł.

Nie wszystkie ministerstwa chętnie podzieliły się wiedzą o wydatkach na ten cel, np. znacznie więcej czasu na podsumowanie nagród potrzebował resort Kultury podlegający prof. Glińskiemu, który jak dotąd nie podał żadnych danych na ten temat. Może to właśnie on jest rekordzistą i wzt. nie pali się do tego aby o tym fakcie poinformować wyborców będących jednocześnie płatnikami podatków.

Nie wiadomo również dokładnie ile szef MON przeznaczył łącznie pieniędzy na nagrody, ale do sierpnia 2017 kwota nagród od Macierewicza wyniosła już około 12,7 mln zł.

No cóż, zapyta ktoś, co znaczy te kilka milionów złotych wydanych w tą czy w tamtą stronę, przy ogromie zadań jakie stoją przed rządem RP oraz resortem obrony, który dba o zapewnienie nam bezpieczeństwa zewnętrznego.

Dlatego też, w świetle powyższego wzrost o ponad 100% funduszu reprezentacyjnego MON na 2018 rok, jest mało znaczącym faktem.

Za część tych pieniędzy Ministerstwo Obrony Narodowej kupi m.in. albumy, znaczki do klap, długopisy, kalendarze, haftowane obrazki i bombki choinkowe. Tego typu gadżety są kupowane przez ministerstwo co roku.

W sumie na materiały promocyjne resort przeznaczy w tym roku ponad 4 mln zł, czyli prawie dwa razy więcej, niż zakładał plan z zeszłego roku. Same stoiska w krajowych oraz międzynarodowych targach przemysłu zbrojeniowego m.in. w Pakistanie i Indonezji pochłoną około 2 mln zł. Ponadto 300 tys. zł MON wyda na iluminację budynków ministerstwa.

Według ogłoszenia zamieszczonym w Biuletynie Informacji Publicznej MON, w związku z obchodami 100-lecia niepodległości, resort planuje zakup 15 tys. „eleganckich notesów na spirali”, tyle samo zeszytów A5, 10 tys. toreb papierowych, 500 plakiet okolicznościowych z wizerunkiem Józefa Piłsudskiego, 100 medali pamiątkowych, 400 ryngrafów z godłem Polski.

Przypominam, że w zeszłym roku MON zamówił 1200 pluszowych misiów. Pluszaki miały konkretne wytyczne. 600 sztuk miało być w kolorze miodu, pozostałe miały być brązowe. Zamawiane pluszaki mierzyły 30 cm, zaś na ich głowach miały znaleźć się zielone berety. Misie miały być ubrane w mundury z flagą Polski na ramieniu. Rzecznik MON wyjaśniał wówczas, że gadżety przeznaczone są dla dzieci, m.in. tych, które są odwiedzane przez żołnierzy.

MON chciał też kupić kosztujące 80 zł za sztukę „długopisy taktyczne”. Długopisy miały być wykonane z aluminiom lotniczego, mieć latarkę, nożyk, specjalną końcówkę, która służy jako wybijak do szyb oraz wkłady, umożliwiające pisanie pod każdym kątem, na mrozie i w upale. Po nagłośnieniu planowanego zakupu przez media resort obony zrezygnował z długopisów taktycznych.

Poza tym na Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, MON szczodrą ręką ogłosił przetarg na dostawę wybuchowych bombek choinkowych z ładunkiem śliwek w czekoladzie oraz tonę „aromatycznych krówek ciągutek o smaku mlecznym, zawiniętych w podkładkę parafinowaną z nadrukiem zgodnym z wzorem WZ.93”– czyli w opakowaniu o standardowym dla Sił Zbrojnych kamuflażu leśnym.

Resort nabył również 4 tysiące gotowych magazynków z krówkami, według SIWZ „o ciągnącej się konsystencji, smaku mlecznym, zawiniętymi w parafinową owijkę, opatrzoną etykietą w kolorze granatowym i napisem Ministerstwo Obrony Narodowej„. Odcień granatu została uzgodniona z zamawiającym. Parametry krówek w ekskluzywnym, ministerialnym wydaniu nie różniły się zasadniczo od tych w ich wydaniu polowym: waga cukierka to 12,5 g (+/- 1,5 g), wymiary etykiety 70×75 mm, magazynek (kartonowe pudełeczko – sztancowane, bigowane i składane) mieścił ich 14 (+/- 2) sztuk.

A to wszystko za tylko za prawie 160 tys. złotych- prawie darmo.

Ciekawe co resort obrony, przy tak zwiększonym budżecie reprezentacyjnym dla MON na obecny rok zamówi na Święta i Nowy Rok?

Na zakończenie dodam, że według odpowiedzi MON:

DJH33h_W4AABG9f

I wszystko w tej odpowiedzi MON byłoby ok! gdyby nie to, że i nawet przy tej okazji nie zawahano się aby i tym razem nie dokonać ordynarnej manipulacji, która polega na tym, iż podana liczba krówek i bombek choinkowych dotyczy znacznie dłuższego okresu niż tylko dwa lata rządów Macierewicza w MON. Nie dość tego, jeszcze nie minęło więcej jak dwa miesiące od przejęcia resortu obrony narodowej przez Mariusza Błaszczaka, a suma pieniędzy przeznaczona na zakup tego typu nikomu nie potrzebnych, ale za to bardzo drogich gadżetów wzrosła o ponad dwa razy.

Zresztą jak mało zmieniła się sytuacja w resorcie obrony po przejęciu jego kierownictwa przez Mariusza Błaszczaka, dowód stanowi podobna manipulacja jakiej dokonano w komunikacie centrum operacyjnego na portalu informacyjnym MON.

Otóż, w odpowiedzi na materiał jaki ukazał się w RMF FM na temat dwukrotnego wzrostu wydatków na zakup materiałów promocyjnych przez MON, centrum operacyjne napisało że:

„RMF FM mija się z prawdą informując, że ‚Środki przeznaczone na promocję ministerstwa, to najwyższa kwota w budżecie resortu obrony na ten rok’ „.

Zdanie to, w tekście opublikowanym na portalu informacyjnym radia RMF FM różni się małym, ale za to bardzo istotnym, szczegółem:

„Środki przeznaczone na promocję ministerstwa to najwyższa kwota w budżecie administracyjnym resortu obrony na ten rok”.

A więc w komunikacie centrum operacyjnym MON pominięto z tego zdania następujące słowo: „administracyjnym”, co wypaczyło jego sens. Gdyż budżet administracyjny to nie to samo podany w zdaniu komunikatu centrum operacyjnego „budżet resortu obrony”.

A na tym zmanipulowanym jednym zdaniu opiera się cała dalsza konstrukcja komunikatu centrum operacyjnego MON.

Na tym przykładzie podałem Państwu jedną z metod na jakich oparta jest władza „prawych i sprawiedliwych”.

A co wzt. będzie za rok i do czego oni jeszcze się posuną gdy mocniej uchwycą stery władzy w swoje łapska? A już nie mówiąc w czasie całego bardzo długiego- jak twierdzą- okresu zaplanowanego bycia przez siebie u koryta władzy.

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/rmf-fm-wprowadza-w-blad-srodki-na-promocje-nie-sa-najwyzsza-kwota-w-budzecie-mon-22018-02-13/,

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-mon-sie-promuje-beda-znaczki-do-klap-dlugopisy-i-kalendarze,nId,2521726.

CZYTAJ WIĘCEJ :  https://adnovumteam.wordpress.com/2018/02/25/wojna-domowa-na-ukrainie-25-02-2018r-1094-dzien-od-nowego-rozejmu/