Bloger Adnovum o tym jak Mariusz Błaszczak Minister Obrony Narodowej widzi rozwój polskiej armii, a w tym tzw. terytorialsów, czyli sztandarowego płodu Maciarewicza.

Nie w 2019, ale w 2025 roku – minister Mariusz Błaszczak potwierdził to, na co eksperci od dawna zwracali uwagę, bo tworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej i doprowadzenie ich do gotowości wymaga więcej czasu, niż początkowo zakładał MON. Poinformował też, jakie w najbliższym czasie będą priorytety jego resortu. Padły deklaracje o nowej dywizji i modernizacji armii, choć w ważnych sprawach minister unikał podawania konkretów. Błaszczak przemawiał w czwartek (21.06.2018r.) w Warszawie na święcie Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, które nota bene ma zostać rozwiązane. Mówił między innymi o priorytetach MON na najbliższe lata.

Błaszczak powtórzył wcześniejsze swoje deklaracje, że wojsko ma docelowo liczyć 200 tysięcy żołnierzy, czyli prawie dwa razy więcej niż obecnie. Z jednej strony ma to być efekt formowania Wojsk Obrony Terytorialnej, mających liczyć 53 tysięcy ludzi, a z drugiej strony – utworzenia nowej, czwartej, dywizji wojska zawodowego:

„Ta nowa dywizja jest niezbędna dla naszego bezpieczeństwa, gdyż rząd PO w 2011 roku rozformował 1 Warszawską Dywizję Zmechanizowaną, ignorując rosnące zagrożenie ze wschodu. Trwają prace nad rozmieszczeniem poszczególnych jednostek, wyposażenia ich w sprzęt i uzbrojenie oraz nad planami użycia operacyjnego tej dywizji”– oświadczył Błaszczak.

Kiedy ma pojawić się ta nowa dywizja, tego jednak już nie powiedział. Stwierdził jedynie, że to „bardzo złożony” proces, który „wymaga czasu”. Wiadomo jedynie, że nowa dywizja ma powstać na południowym wschodzie Polski.

Czy jest to realne, zwłaszcza, że stworzenie od podstaw nowej dywizji to koszt dziesiątków miliardów złotych, a budżet MON już teraz jest napięty do granic możliwości ( być może dlatego pisowcy i ipeenowcy tak  dążą do zdjęcia czołgów T-34  z pomników upamiętniających chwałę bojową LWP i Armii Radzieckiej bo brakuje im uzbrojenia  i pieniędzy „Czołgi z czasów Układu Warszawskiego znowu trafią do służby https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/czolgi-t-72,140,0,2409356.html  uwagi K.Mróź)

Natomiast bardziej precyzyjnie Błaszczak wyrażał się tylko wtedy, gdy poruszył temat dotyczący harmonogramu tworzenia WOT.

Poprzedni minister obrony Antoni Macierewicz powtarzał, iż ten nowy rodzaj wojsk będzie gotowy do 2019 roku, kiedy w jego szeregach miałoby się znaleźć 53 tysiące żołnierzy. jednak Błaszczak zweryfikował te bardzo ambitne plany informując, że:

„Do końca 2019 roku będziemy już mieli struktury wszystkich 17 brygad (WOT- dopisek blogera Adnovumj) w całej Polsce”– stwierdził Błaszczak.

Oznacza to, że w przyszłym roku ma być w pełni gotowy tylko szkielet organizacyjny WOT składający się z kadry zawodowej i nielicznych ochotników, który trzeba będzie dopiero wypełnić ludźmi. A to jest praca na długie lata, znając ilość tych, którzy dotychczas zdecydowali się poświęcić za 500+ swoje weekendy na zabawę w wojsko. I tak, np. w tym roku zaprzysięgnięto tylko około 1000 ochotników.

Jednak według słów Błaszczaka, formowanie WOT ma się zakończyć do 2021 roku, kiedy „całkowicie skompletujemy kadrę”. Wówczas to Obrona terytorialna ma mieć docelowe 53 tysiące „terytorialsów”. Pozostanie wówczas jeszcze kwestia ich odpowiedniego przeszkolenia i uzbrojenia. Błaszczak przekonuje, że ma to zająć cztery kolejne lata. „W 2025 roku wszystkie brygady osiągną pełną gotowość do działania”– zapewnił Błaszczak. A więc za 7 lat, jak dobrze pójdzie, będziemy mogli być wreszcie poczuć się w pełni bezpieczni jeśli chodzi o terytorialną całość naszego kraju. WOT to nam zapewni wspomagane oczywiście amerykańską tarczą, która ma u nas powstać za nasze pieniądze.

Błaszczak poruszył też inny kluczowy temat, czyli kwestię modernizacji uzbrojenia wojska. Nie wymienił jednak konkretnej listy priorytetowych programów zbrojeniowych i unikał podawania terminów. Mówił jednak o kilku zakupach, które określał jako „najważniejsze” i „priorytetowe”. Jako pierwszy, wymienił zakup systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Nawiązywał do głośnego zakupu od Amerykanów systemów „Patriot” za prawie 20 miliardów złotych. Wspomniał jednak też o znacznie mniej znanym, ale również bardzo ważnym programie „Narew”, czyli o systemach obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu. MON chce, aby powstał on w znacznej mierze w Polsce, przy pomocy technologii zakupionych od Amerykanów wraz z „Patriotami”. Błaszczak w tym temacie ograniczył się jednak tylko do ogólnych zapowiedzi.

Jako trzeci, wymienił zakup, który jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie był określany jako „priorytetowy”. Chodzi o śmigłowce pokładowe, stacjonujące na okrętach i służące do zwalczania okrętów podwodnych:

„Inspektorat Uzbrojenia przygotowuje już zaproszenia dla potencjalnych wykonawców na składanie ofert ostatecznych”– poinformował o tej sprawie Błaszczak.

Tu jednak również nie podał żadnych terminów. Szef MON przypomniał także o zakupie śmigłowców uderzeniowych o nazwie „Kruk”. Program od lat jest uznawany za priorytetowy, ale mało jest konkretów co do jego realizacji. Teraz Błaszczak stwierdził, że „za kilka miesięcy ogłosimy postępowanie”.

Jednocześnie potwierdził fakt zawieszenia zakupu maszyn transportowych dla Wojsk Specjalnych, choć jeszcze niedawno miał to być program priorytetowy i najbardziej zaawansowany ze wszystkich programów śmigłowcowych. Nie poruszył za to tematu zakupu okrętów. Nie wspomniał o programie „Orka” dotyczącym nabycia okrętów podwodnych, który według poprzedniego kierownictwa MON był bliski finału na początku 2018 roku. Ograniczył się jedynie do dość ogólnego stwierdzenia o „konieczności modernizacji” Marynarki Wojennej. Jeśli zaś chodzi o „Rosomaki”„Raki” i „Kraby”, to konkretne ilości ich zakupu padły jedynie w kontekście dostaw uzbrojenia w roku 2019. Według zapowiedzi ministra Błaszczaka, ma to być między innymi 67 transporterów „Rosomak”, pięć zestawów moździerzy samobieżnych „Rak”, cały dywizjon armatohaubic „Krab”– liczący 24 sztuki oraz 36 zestawów przeciwlotniczych bardzo krótkiego zasięgu „Poprad”. Dostarczone mają być też 72 zmodernizowane czołgi „Leopard 2PL”, które są polsko-niemiecką modernizacją najstarszych „Leopardów 2A4”.

„Pochopne szastanie pieniędzmi, rzucanie datami w celach piarowych, jak robili to moi poprzednicy, byłoby skrajnie nieodpowiedzialne i psułoby negocjacje”– powiedział Błaszczak w odniesieniu do polityki zbrojeniowej swego poprzednika na stanowisku szefa MON. Oczywiście z ostrożności nie wymieniając go z imienia i nazwiska.

Szkoda tylko, że przez dwa lata rządów w resorcie obrony przez Macierewicza Błaszczak nie odważył się nawet na jedno słowo konstruktywnej krytyki. Dziś, gdy wiele miliardów złotych zostało roztrwonione, a modernizacji wojska jak nie było tak dalej i niema, słowa te można traktować jedynie w kontekście wewnętrznej walki politycznej w PiS szykując się do przejęcia schedy po odchodzącym prezesie Kaczyńskim.

Pomimo to, jak na razie nie doszło do rozliczenia z polityką Macierewicza w MON oraz jego obiecanek. Zamiast tego słyszeć można było o stałych bazach dla wojsk USA, zwiększeniu liczebności wojska do 200 tysięcy, budowaniu czwartej dywizji na wschód od Warszawy. Tyle że w temacie amerykańskiej bazy, to „kwestia, która wymaga czasu”, a tworzenie dywizji „to proces złożony i wymaga czasu”. Tak samo nie ma żadnego terminu dwukrotnego powiększenia ilości sił zbrojnych. Żadne obietnice nie padły również w przypadku większości zapowiadanych zakupów zbrojeniowych. Zastąpiła je ogólna deklaracja, że z żadnych programów resort nie rezygnuje i kilka szczegółowych: trwa analiza potrzeb wojska w zakresie śmigłowców, w najbliższym czasie będą wystosowane zapytania ofertowe na śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, za kilka miesięcy ruszyć ma postępowanie na śmigłowce uderzeniowe.

Czyli typowe dla funkcjonariuszy tej formacji politycznej bezsensowne bicie piany, z którego nic tak na prawdę nie wynika. Tym bardziej, że jak sam Błaszczak stwierdził o „pochopnym szastaniu pieniędzmi” przez poprzednie kierownictwo MON. A więc, jeśli on nie będzie pochopnie szastać tymi pieniędzmi, to co w takim razie zrealizuje?

Pewnie po prostu nic nie zrobi, bo sytuacja- jaką zastał w MON po dymisji Macierewicza- prawdopodobnie go przerosła”.

Pełny tekst>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/23/wojna-domowa-na-ukrainie-23-06-2018r-1112-dzien-od-nowego-rozejmu/

 

Reklama

Bloger Adnovum o radosnej działalności PiS w Wojsku Polskim. Historia bez IPN

„Nie mamy nowych helikopterów i okrętów, żołnierzom brak jest nawet umundurowania, ale za to, jak twierdzi szef MON Mariusz Błaszczak mamy Żandarmerię Wojskową, która „należy do najlepszych służb policji wojskowej w NATO”.

Wczoraj (13 czerwca) prezydent Andrzej Duda wraz z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem, wzięli udział w obchodach święta Żandarmerii Wojskowej. Uroczystość odbyła się w na terenie koszar Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej (ŻW) w Mińsku Mazowieckim.

„Wasza służba nie należy do łatwych. Misje wojskowe, ale także akcje antyterrorystyczne – to wszystko Wasz dzień powszedni”– powiedział minister Błaszczak dodając, że żandarmi wspierają także służby porządkowe podczas imprez organizowanych przez wojsko.

Natomiast prezydent Duda ze swej strony dodał, że:

„Jestem tu dziś wraz z ministrem Mariuszem Błaszczakiem po to, aby Wam i Waszym najbliższym nisko się pokłonić w imieniu Rzeczpospolitej. Dziś wolnej, suwerennej i niepodległej, szczycącej się 100-leciem niepodległości, która może być dumna ze swoich dziejów także dzięki waszej służbie – powiedział z kolei prezydent. – Dzięki temu, że byliście i jesteście tacy, jacy jesteście, że niezmiennie sumiennie, z wielkim oddaniem dbacie o bezpieczeństwo Polski, o porządek, o przestrzegania prawa, że czuwacie każdego dnia także nad naszym bezpieczeństwem”.

Przypomnę, że ŻW jest wyodrębnioną i wyspecjalizowaną służbą wchodzącą w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, która wobec żołnierzy realizuje zadania przewidziane dla Policji.

A więc, do najważniejszych zadań Żandarmerii Wojskowej należy zapewnienie przestrzegania dyscypliny wojskowej, ochranianie porządku publicznego na terenach i obiektach jednostek wojskowych oraz w miejscach publicznych, a także życia i zdrowia ludzi oraz mienia wojskowego przed zamachami naruszającymi te dobra. Ponadto Żandarmeria Wojskowa odpowiada za zapobieganie popełnianiu przestępstw i wykroczeń oraz innym zjawiskom patologicznym w Siłach Zbrojnych. Określone w ustawie zadania obejmują wykrywanie przestępstw i wykroczeń, w tym skarbowych, popełnionych przez osoby, ujawnianie i ściganie ich sprawców oraz ujawnianie i zabezpieczanie dowodów. W imieniu Ministra Obrony Narodowej Żandarmeria Wojskowa gromadzi i analizuje oświadczenia o stanie majątkowym żołnierzy zawodowych oraz przedstawia wnioski w tym względzie.

Żandarmi mogą także zwalczać skutki klęsk żywiołowych oraz nadzwyczajnych zagrożeń środowiska naturalnego, a także czynnie uczestniczyć w akcjach poszukiwawczych, ratowniczych i humanitarnych, mających na celu ochronę życia i zdrowia oraz mienia, a ponadto wykonywać inne zadania określone w odrębnych przepisach.

Najważniejsze zaś dla obecnie rządzącej ekipy politycznej to jest to, że dowódcą ŻW i przełożonym wszystkich służących w niej żołnierzy jest Komendant Główny Żandarmerii Wojskowej, który podlega bezpośrednio Ministrowi Obrony Narodowej.

Tak więc z tego tytułu komisarz PiS postawiony na czele MON tak usilnie stara się przejąć kontrolę nad ŻW oraz tworzy również mu podległą prywatną armię partyjną tej formacji politycznej, czyli WOT.

To tam kosztem modernizacji pozostałych rodzajów wojsk są one wyposażane, szkolone i dowartościowywane.

Różnica pomiędzy WOT a ŻW jest tylko taka, że pierwsze z nich budowane jest na okoliczność spodziewanego buntu społecznego, zaś drugie na brany pod uwagę przez szefostwo PiS bunt w wojsku.

Jak widać, wbrew głoszonym propagandowym deklaracjom, liderom PiS wcale nie chodzi o zapewnienie Polsce i Polakom bezpieczeństwa tylko bezpieczeństwa sobie samym. A właściwie zagwarantować swojemu środowisku dożywocie przy korycie władzy, z którego jak już udowodnili bardzo szybko, umieją czerpać pełnymi garściami. I to jakoby im się słusznie należało, ze względu na ich bardzo wysokie morale (szczególnie pewnie chodzi tu o byłą żonę Gosiewskiego, czy też córkę tragicznie zmarłego prezydenta RP?) oraz deklarowany patriotyzm. A jak wiadomo patrioci mogą więcej, więc im się również z racji tego (oczywiście w ich przekonaniu) należy.

Sprawę tą ujawnił, również nie dalej jak wczoraj, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (SGWP), gen. Mieczysław Gocuł, który po Szczycie NATO w Warszawie 4 lipca 2016 roku podał się do dymisji, i to pomimo tego, że jeszcze w kwietniu tego roku przyjął od prezydenta Andrzeja Dudy nominację na drugą kadencję szefa SGWP.

Otóż, poza innymi fobiami Macierewicza na stanowisku szefa MON. gen. Gocuł ujawnił, że najbardziej obawiał się on buntu wojskowych, „mówił, że gdyby pojawiły się sygnały, że ktoś jest nielojalny czy nieposłuszny, to mam mu o tym meldować nawet o północy”.

Gen. Gocuł przyznał również, że szczytem manii prześladowczej Macierewicza było wydane przez niego polecenie dokonania „analizy możliwości zabezpieczenia przez siły zbrojne łączności w przypadku utraty lub braku łączności komercyjnej w kraju”.

A więc na poważnie brał on możliwość wprowadzenia w Polsce czegoś na kształt stanu wojennego i przejęcia przez wojsko kontroli nad krajowymi mediami.

Ten właśnie fakt, gdy gen. Gocuł zrozumiał do czego może doprowadzić Macierewicz, zadecydował, że:

„Wtedy powiedziałem sobie dość. Nie będę tym, który może mieć kiedyś dylemat, czy stanąć po drugiej stronie ulicy Rakowieckiej naprzeciw rodakom. Mówię o tym ku przestrodze nam wojskowym, ale też politykom. Łatwo przekroczyć cienką linię, a Siły Zbrojne to nie jest zabawka jednej, czy drugiej opcji politycznej. Wojsko ma służyć Rzeczpospolitej Polskiej i stać na straży zasad Konstytucji RP”– podsumował gen. Gocuł.

W efekcie ŻW była jedyną formacją Wojska Polskiego, która skorzystała na rządach PiS, która to pod pretekstem zagrożenia dokonania zamachu na szefa MON została rozbudowana do monstrualnych rozmiarów, zaś jej wyszkolenie nijak się ma do obowiązków konstytucyjnych nałożonych na nią. Poza oczywiście tym, że ŻW, jak i WOT, mogą zostać legalnie użyte do działań na terenie kraju, czego nie wolno pozostałym rodzajom wojsk.

W ciągu krótkiej kariery Macierewicza na stanowisku szefa MON, zdążył on trwale zmienić dowództwo ŻW, które obecnie są zdolni do wykonania każdego rozkazu komisarza partyjnego PiS na stanowisku szefa MON. I to bez względu kim on personalnie by nie był.

To jest jeden z przykładów patologi jakie pozostawił po sobie w PSZ Antoni Macierewicz, a czego jak widać z dopieszczenia swoimi osobami żandarmów, tak szefa MON jak i ich zwierzchnika prezydenta Andrzeja Dudy, wczorajszych obchodów święta ŻW w Mińsku Mazowieckim, im to kompletnie nie przeszkadza. A nawet bardzo pasuje.

Jak widać rolą Macierewicza było tylko wziąć na siebie zaprowadzenie PiS-owskich porządków w MON, aby następnie już w ciszy gabinetów, odpowiednio przeorganizowanymi i oczyszczonymi z niewygodnych dowódców móc spokojnie zarządzać Siłami Zbrojnymi w imię interesów partyjnych tej formacji politycznej.

PRL-bis w karykaturalnej formie.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/gen-mieczyslaw-gocul-antoni-macierewicz-bal-sie-buntu-wojskowych-wywiad/qb41q37.          „

***

Tekst z: https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/14/wojna-domowa-na-ukrainie-14-06-2018r-1103-dzien-od-nowego-rozejmu/

Bloger Adnovum o pisowskich opowieściach o zestawach rakietowych „Patriot” i zgrzebnej rzeczywistość tzw. Dobrej Zmiany

„Wbrew temu co politycy opozycji próbują wmówić opinii publicznej, dzisiejsze podpisanie umowy na przeciwlotnicze i przeciwrakietowe zestawy rakietowe średniego zasięgu systemu „WISŁA – 1 Faza” niesie ze sobą olbrzymie korzyści – zarówno dla Wojska Polskiego, jak i polskiej gospodarki. Bezpieczeństwo to dobro wspólne wszystkich Polaków, dlatego tym większe jest nasze zdziwienie, że opozycja, nawet niewątpliwy sukces, jakim jest pozyskanie Patriotów wykorzystuje do ataków politycznych”– napisano we wczorajszym (28 marca) tekście zamieszczonym na portalu informacyjnym MON.

W ostateczności za pierwszą fazę wdrażania programu „Wisła”, polscy podatnicy zapłacą tylko 4,75 mld dolarów (co przy aktualnym kursie wynosi około 16,15 mld złotych).

W tym przypadku obniżenie kosztów o około 4 mld złotych, co ogłasza się niebywałym sukcesem, spowodowane jest tym, że MON odstąpił od swoich początkowych wymagań offsetowych, które to miały być kluczem do sukcesu tego programu dając nowe siły i możliwości polskiemu przemysłowi obronnemu. Niestety offset na poziomie poniżej 1 mld złotych, jest tylko listkiem figowym, mającym ukryć fakt, że ponieśliśmy tu ewidentnie porażkę.

Przypomnę, że poprzedni szef MON epatował nas twierdzeniem, że wartość offsetu będzie się równał wartości całego kontraktu. Co według tych mamień, powinien osiągnąć poziom około 8 mld złotych. A jest tylko niecały 1 mld złotych. Chodzi o to, że ten kontrakt miał stworzyć kompetencje w naszym przemyśle w dziedzinie budowy systemów obrony powietrznej. A tak się właśnie nie stało.

W całym tym szumie wokół umowy na zakup rakiet „Patriot” ważne były tak naprawdę trzy rzeczy. Po pierwsze pozyskanie kompetencji do wdrożenia systemu IBCS w całych Siłach Zbrojnych, a nie tylko w programie „Wisła”.

I nawet ten podstawowy warunek nie zostanie spełniony, według podpisanej przez Mariusza Błaszczaka umowy. Nie dość tego, w przypadku dwóch pozostałych, kluczowych elementów dla naszej zbrojeniówki, wszystko przesunęliśmy do drugiej fazy kontraktu systemu „Wisła”.

Tak naprawdę zatem nie kupiliśmy, na tym etapie żadnych kompetencji, bo chyba trudno tu o nich mówić na poziomie producenta podwozia do wyrzutni. A tylko to będą robiły polskie firmy segmentu przemysłu obronnego.

Pomimo to, że kupiliśmy tylko dwie baterie wyrzutni rakiet „Patriot”, cztery radary o zakresie widzenia 180 stopni i cztery stanowiska dowodzenia oraz 208 szt bardzo drogich rakiet typu PAC-3 MSE, z których każda kosztuje 5/6 mln dolarów za sztukę (16/18 mln złotych za sztukę), za ponad 16,15 mld złotych, to nie mamy żadnych szans, aby za pozostałą z 30 mld złotych kwotę zarezerwowaną na ten cel w budżecie państwa, dokupić to o co nam na samym początku chodziło. A więc doprowadzenie do realizacji drugiego etapu programu „Wisła”.

Czyli dokupienie kolejnych 6 baterii wyrzutni rakiet „Patriot” oraz dookólne radary identyfikujące cele w polu widzenia 360 stopni, a także możliwość zakupu znacznie tańszych pocisków „SkyCeptor”.

Tak więc, biorąc to wszystko pod uwagę, oraz to, że nawet Rumunia- nie mówiąc tu o np. Szwecji, podobne zestawy systemu „Patriot” kupiły znacznie tanie, to np. niemiecki rząd bierze bardzo poważnie pod uwagę zrezygnowania z tego typu dalszych zakupów. Zamiast tego w planach jest pozyskanie systemu rakietowej obrony MEADS (Medium Extended Air Defense System) oferowanego znacznie taniej przez konkurenta „Raythenona” – firmę „Lockheed Martin”.

38612867_401.png

Może więc okazałoby się, że za cztery lata, bo na tyle przewiduje się czas zakończenia wdrażania kontraktu podpisanego przez MON na zakup „Patriotów” , możemy uzyskać za darmo- podobnie jak niemieckie czołgi, również te rakiety, bo po prostu Niemcy będą z nich w tym czasie wycofywać.

Dlaczego Niemcy chcą zrezygnować z systemu „Patriot”?

Ano, bo ostatnie przypadki użycia tych rakiet, mających być jakoby bardzo skuteczną bronią defensywną, pokazały, że jest to tylko slogan reklamowy.

Mianowicie chodzi o to, że podczas niedawnego ataku jemeńskich partyzantów na stolicę Arabii Saudyjskiej doszło do uruchomienia systemu „Patriot”, który jednak nie zadziałał tak jak powinien. W efekcie jedna z wystrzelonych rakiet wybuchła zaraz po starcie, druga nie trafiła w cel, zawróciła i spadła na miasto. Podczas tego incydentu co najmniej jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne.

Innym przykładem, podważającym niezawodność systemu „Patriot”, był alarm w Izraelu wywołany zwykłym ostrzałem z broni maszynowej. Wskutek błędnego alarmu doszło do odpalenia przez baterie „Patriot” dziesięciu rakiet bez wyznaczenia konkretnego celu, które poleciały sobie w siną dal.

I zakup takiego systemu jest tu w tym naszym nieszczęsnym kraju, ku uciesze pospólstwa, ogłaszane jako niebywały sukces na miarę tysiąc lecia.

Tak wygląda ta „dobra zmiana” w wykonaniu PiS.

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/kontrakt-na-wisle-sukcesem-prostujemy-przeklamania-opozycji-c2018-03-28/,

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/przetarg-mon-rakiety-patriot,239,0,2321135.html,

http://www.dw.com/pl/die-welt-niemcy-zamierzaj%C4%85-zrezygnowa%C4%87-z-patriot%C3%B3w/a-43164560

Czytaj więcej>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/03/29/wojna-domowa-na-ukrainie-29-03-2018r-1126-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-111252

Bloger Adnovum pisze o tym, jak tzw. Dobra Zmiana trwoni społeczne pieniądze, zwłaszcza w MON

W sumie blisko ćwierć miliona złotych nagród przyznano w ubiegłym roku wiceministrom Ministerstwa Obrony Narodowej kierowanego przez Antoniego Macierewicza. Sam największy polski „patriota”, jako szef resortu obrony, przydzielił sobie z tego tortu ponad 70 tys. zł.

MON długo zwlekał z odpowiedzią na interpelację poselską posła Krzysztofa Berejzy, który pytał o nagrody dla resortów. Kiedy w końcu ujawnił wysokość przyznanych premii, nie wdawał się w szczegóły.

Z informacji przekazanej przez obecnego wiceministra MON Wojciecha Skurkiewicza, sekretarze stanu otrzymali pulę 102,5 tys. zł. Natomiast podsekretarze musieli podzielić się kwotą 145,7 tys. zł.

Ale nie tylko szef MON miał taką chojną ręką wypłacając sobie i swoim współpracownikom te bardzo wysokie premie, bo pozostałe resorty również nie oszczędzały.

W sumie w ciągu pierwszych dwóch lat rząd PiS wydał na nagrody ponad 200 mln zł. Z tego znaczna część to nagrody dla pracowników Ministerstwa Finansów. Mateusz Morawiecki do najoszczędniejszych nie należał i na premie wydał w podległym mu wtedy resorcie „tylko” 71 mln zł.

Drugie miejsce po rekordziście Morawieckim zajął Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski, który od listopada 2015 rozdał swoim 60 mln zł.

Nie wszystkie ministerstwa chętnie podzieliły się wiedzą o wydatkach na ten cel, np. znacznie więcej czasu na podsumowanie nagród potrzebował resort Kultury podlegający prof. Glińskiemu, który jak dotąd nie podał żadnych danych na ten temat. Może to właśnie on jest rekordzistą i wzt. nie pali się do tego aby o tym fakcie poinformować wyborców będących jednocześnie płatnikami podatków.

Nie wiadomo również dokładnie ile szef MON przeznaczył łącznie pieniędzy na nagrody, ale do sierpnia 2017 kwota nagród od Macierewicza wyniosła już około 12,7 mln zł.

No cóż, zapyta ktoś, co znaczy te kilka milionów złotych wydanych w tą czy w tamtą stronę, przy ogromie zadań jakie stoją przed rządem RP oraz resortem obrony, który dba o zapewnienie nam bezpieczeństwa zewnętrznego.

Dlatego też, w świetle powyższego wzrost o ponad 100% funduszu reprezentacyjnego MON na 2018 rok, jest mało znaczącym faktem.

Za część tych pieniędzy Ministerstwo Obrony Narodowej kupi m.in. albumy, znaczki do klap, długopisy, kalendarze, haftowane obrazki i bombki choinkowe. Tego typu gadżety są kupowane przez ministerstwo co roku.

W sumie na materiały promocyjne resort przeznaczy w tym roku ponad 4 mln zł, czyli prawie dwa razy więcej, niż zakładał plan z zeszłego roku. Same stoiska w krajowych oraz międzynarodowych targach przemysłu zbrojeniowego m.in. w Pakistanie i Indonezji pochłoną około 2 mln zł. Ponadto 300 tys. zł MON wyda na iluminację budynków ministerstwa.

Według ogłoszenia zamieszczonym w Biuletynie Informacji Publicznej MON, w związku z obchodami 100-lecia niepodległości, resort planuje zakup 15 tys. „eleganckich notesów na spirali”, tyle samo zeszytów A5, 10 tys. toreb papierowych, 500 plakiet okolicznościowych z wizerunkiem Józefa Piłsudskiego, 100 medali pamiątkowych, 400 ryngrafów z godłem Polski.

Przypominam, że w zeszłym roku MON zamówił 1200 pluszowych misiów. Pluszaki miały konkretne wytyczne. 600 sztuk miało być w kolorze miodu, pozostałe miały być brązowe. Zamawiane pluszaki mierzyły 30 cm, zaś na ich głowach miały znaleźć się zielone berety. Misie miały być ubrane w mundury z flagą Polski na ramieniu. Rzecznik MON wyjaśniał wówczas, że gadżety przeznaczone są dla dzieci, m.in. tych, które są odwiedzane przez żołnierzy.

MON chciał też kupić kosztujące 80 zł za sztukę „długopisy taktyczne”. Długopisy miały być wykonane z aluminiom lotniczego, mieć latarkę, nożyk, specjalną końcówkę, która służy jako wybijak do szyb oraz wkłady, umożliwiające pisanie pod każdym kątem, na mrozie i w upale. Po nagłośnieniu planowanego zakupu przez media resort obony zrezygnował z długopisów taktycznych.

Poza tym na Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, MON szczodrą ręką ogłosił przetarg na dostawę wybuchowych bombek choinkowych z ładunkiem śliwek w czekoladzie oraz tonę „aromatycznych krówek ciągutek o smaku mlecznym, zawiniętych w podkładkę parafinowaną z nadrukiem zgodnym z wzorem WZ.93”– czyli w opakowaniu o standardowym dla Sił Zbrojnych kamuflażu leśnym.

Resort nabył również 4 tysiące gotowych magazynków z krówkami, według SIWZ „o ciągnącej się konsystencji, smaku mlecznym, zawiniętymi w parafinową owijkę, opatrzoną etykietą w kolorze granatowym i napisem Ministerstwo Obrony Narodowej„. Odcień granatu została uzgodniona z zamawiającym. Parametry krówek w ekskluzywnym, ministerialnym wydaniu nie różniły się zasadniczo od tych w ich wydaniu polowym: waga cukierka to 12,5 g (+/- 1,5 g), wymiary etykiety 70×75 mm, magazynek (kartonowe pudełeczko – sztancowane, bigowane i składane) mieścił ich 14 (+/- 2) sztuk.

A to wszystko za tylko za prawie 160 tys. złotych- prawie darmo.

Ciekawe co resort obrony, przy tak zwiększonym budżecie reprezentacyjnym dla MON na obecny rok zamówi na Święta i Nowy Rok?

Na zakończenie dodam, że według odpowiedzi MON:

DJH33h_W4AABG9f

I wszystko w tej odpowiedzi MON byłoby ok! gdyby nie to, że i nawet przy tej okazji nie zawahano się aby i tym razem nie dokonać ordynarnej manipulacji, która polega na tym, iż podana liczba krówek i bombek choinkowych dotyczy znacznie dłuższego okresu niż tylko dwa lata rządów Macierewicza w MON. Nie dość tego, jeszcze nie minęło więcej jak dwa miesiące od przejęcia resortu obrony narodowej przez Mariusza Błaszczaka, a suma pieniędzy przeznaczona na zakup tego typu nikomu nie potrzebnych, ale za to bardzo drogich gadżetów wzrosła o ponad dwa razy.

Zresztą jak mało zmieniła się sytuacja w resorcie obrony po przejęciu jego kierownictwa przez Mariusza Błaszczaka, dowód stanowi podobna manipulacja jakiej dokonano w komunikacie centrum operacyjnego na portalu informacyjnym MON.

Otóż, w odpowiedzi na materiał jaki ukazał się w RMF FM na temat dwukrotnego wzrostu wydatków na zakup materiałów promocyjnych przez MON, centrum operacyjne napisało że:

„RMF FM mija się z prawdą informując, że ‚Środki przeznaczone na promocję ministerstwa, to najwyższa kwota w budżecie resortu obrony na ten rok’ „.

Zdanie to, w tekście opublikowanym na portalu informacyjnym radia RMF FM różni się małym, ale za to bardzo istotnym, szczegółem:

„Środki przeznaczone na promocję ministerstwa to najwyższa kwota w budżecie administracyjnym resortu obrony na ten rok”.

A więc w komunikacie centrum operacyjnym MON pominięto z tego zdania następujące słowo: „administracyjnym”, co wypaczyło jego sens. Gdyż budżet administracyjny to nie to samo podany w zdaniu komunikatu centrum operacyjnego „budżet resortu obrony”.

A na tym zmanipulowanym jednym zdaniu opiera się cała dalsza konstrukcja komunikatu centrum operacyjnego MON.

Na tym przykładzie podałem Państwu jedną z metod na jakich oparta jest władza „prawych i sprawiedliwych”.

A co wzt. będzie za rok i do czego oni jeszcze się posuną gdy mocniej uchwycą stery władzy w swoje łapska? A już nie mówiąc w czasie całego bardzo długiego- jak twierdzą- okresu zaplanowanego bycia przez siebie u koryta władzy.

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/rmf-fm-wprowadza-w-blad-srodki-na-promocje-nie-sa-najwyzsza-kwota-w-budzecie-mon-22018-02-13/,

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-mon-sie-promuje-beda-znaczki-do-klap-dlugopisy-i-kalendarze,nId,2521726.

CZYTAJ WIĘCEJ :  https://adnovumteam.wordpress.com/2018/02/25/wojna-domowa-na-ukrainie-25-02-2018r-1094-dzien-od-nowego-rozejmu/

Bloger Adnovum o tym jak kuglarze od tzw. bomby smoleńskiej pokazują gest Kozakiewicza Prokuraturze Krajowej

Prokuratura Krajowa RP zwróciła się w trybie przewidzianym w ustawie prawo lotnicze, o przekazanie wyników badań Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego, na potrzeby prowadzonego przez siebie śledztwa. Jednak pomimo to, podkomisja do tej pory nie poinformowała prokuratury o swoich ustaleniach dotyczących przyczyn katastrofy, ani nie przekazała żadnych dowodów na poparcie głoszonych przez siebie tez, dotyczących wybuchu w samolocie.

Prokuratura Krajowa zwracała się do podkomisji o wyniki jej badań na mocy prawa lotniczego. Prawo to mówi, że na potrzeby śledztwa prokuratorskiego śledczy mogą żądać m.in. ekspertyz i wyjaśnień świadków.

Zainteresowanie prokuratury wynika z tego, że w ciągu ostatnich kilku tygodni (pierwszy raz następnego dnia po zdymisjonowaniu z funkcji szefa MON Antoniego Macierewicza, który został przeniesiony na przewodniczącego podkomisji smoleńskiej przy MON) podkomisja smoleńska wydała dwa komunikaty.

Pierwszy 10 stycznia br. (http://podkomisjasmolensk.mon.gov.pl/pl/1_34.html), w którym napisano, że:

„1.Lewe skrzydło samolotu TU 154 M zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej.
2.Istniało kilka źródeł eksplozji: w skrzydle, slocie, a także w centropłacie, potwierdzone przez analizę mechanizmu uderzenia drzwi w ziemię.
3. Brzoza nie miała wpływu na pierwotne zniszczenie skrzydła.

Wnioski te zostały przyjęte przez członków Podkomisji i stanowią jedną z kluczowych konkluzji raportu technicznego.”

Oraz drugi komunikat z dnia 2 lutego br. (http://podkomisjasmolensk.mon.gov.pl/pl/1_35.html), w którym już na samym wstępie napisano, że:

„Przełom w sprawie śmierci Prezydenta Polski w Rosji w 2010 r.: Uznany brytyjski ekspert stwierdził, że doszło do wewnętrznej eksplozji.”

Tak więc, komisja już nie używa- jak poprzednio- określeń typu „prawdopodobnie był wybuch” tylko jednoznacznie twierdzi, że „był wybuch”.

Problem jest tylko w tym, że jeśli podkomisja stwierdziła, że „był wybuch”, to powinna na potwierdzenie tego przedstawić twarde dowody i zakończyć swoją pracę, które nota bene polskiego podatnika kosztuje już wiele milionów złotych. Oczywiście przekazując te dowody i swoje wnioski Prokuraturze Krajowej, w celu ustalenia i ukarania winnych.

Niestety, ale tak się nie stało, bo nawet monity ze strony Prokuratury Krajowej nie spowodowały żadnej reakcji ze strony podkomisji.

Czyżby ona nie chciała posiadanych przez siebie dowodów ujawnić?

Jeśli tak, to jest to przestępstwo mataczenia i ukrywania istotnych dowodów w sprawie.

Po takich dwóch komunikatach podkomisji smoleńskiej stwierdzających, że w dniu 10 kwietnia 2010 roku w polskim samolocie rządowym, Tu-154M, w którym zginął Prezydent RP wraz z towarzyszącymi mu 95 osobami na pokładzie, doszło do katastrofy w wyniku zamachu terrorystycznego. Przy innym nadzorze Prokuratury Krajowej osoby rozgłaszające tego typu wieści stały by się obiektem dochodzenia z w/w przeze mnie paragrafów KK.

Niestety, ale w tym konkretnym przypadku, nie ma żadnego odzewu ze strony Prokuratury Krajowej, poza oczywiście wysłanym przez nią do podkomisji smoleńskiej, pismem o udostępnienie jej tych nowych dowodów wskazujących, że katastrofa była spowodowana przez wybuchy wewnątrz samolotu.

W ten sposób podkomisja smoleńska, albo przez ukrywanie dowodów, albo po prostu ich brak, może po pierwsze przedłużać sobie swój żywot, z czego jej poszczególni członkowie odnoszą konkretne korzyści materialne, a sam Antoni Macierewicz, największe. Po drugie zaś, podobnie jak poprzednio teczkami, może ten urodzony inkwizytor grać rzucaniem bezpodstawnych oskarżeń na podstawie sfingowanych dowodów na to jakoby katastrofa smoleńska rządowego samolotu, była spowodowana przez wybuchy wewnątrz niego.

Zresztą, już sam fakt, tego, że wybuchy miałyby mieć miejsce wewnątrz samolotu, wskazuje, że odpowiedzialność za ten domniemany zamach spada na poprzednią ekipę rządową. I nie tylko w takim przypadku, jeśli ona go zorganizowała, ale również w przypadku zaniechania sprawdzenia samolotu pod kontem bezpieczeństwa jego lotu.

Na tym polegają właśnie te gierki jakie uprawia Macierewicz, przy współudziale usłużnych mu i posłusznych ludzi, od samego początku swojej kariery politycznej w „wolnej”Rzeczypospolitej.

Mam cichą nadzieję, że za to całe zło jakie było spowodowane za jego przyczyną w ciągu ostatnich 28 lat, wreszcie on odpowie, właśnie przy okazji mataczenia jako przewodniczący podkomisji smoleńskiej w sprawie przyczyn katastrofy rządowego samolotu pod Smoleńskiem.

Wtedy też dopiero uwierzę w to, że rządzi prawo i sprawiedliwość, a nie jego wykrzywiona i zdeformowana karykatura.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22992823,macierewicz-oglosil-przelom-a-marek-pasionek-narzeka-ze.html,

http://www.mon.gov.pl/,

https://twitter.com/macierewicz_a.

Czytaj więcej>>>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/02/11/wojna-domowa-na-ukrainie-11-02-2018r-1080-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-110992