Thierry Meyssan; Pokój wokół Izraela?

Chociaż globalne media traktują wydarzenia na Większym Bliskim Wschodzie jako osobne incydenty, Thierry Meyssan interpretuje je jako kolejne ruchy na tej samej szachownicy. Postrzega on konflikty wokół Izreala jako część organicznej całości i zastanawia się, czy prezydent Trump jest w stanie osiągnąć pokój w regionie.

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 1 CZERWCA 2018,                                                         Ze strony >>> http://www.voltairenet.org/article201363.html

 

Bliski Wschód to region, w którym wiele różnych interesów spotyka się i wzajemnie na siebie oddziaływuje. Ruszenie jednego elementu może wywołać reakcję na drugim końcu szachownicy. Tezy Donalda Trumpa, aby zerwać ze strategią admirała Cebrowskiego i uspokoić tę szczególnie pokaleczoną strefę, wywołują jak na razie sprzeczne konsekwencje, które uniemożliwiają mu zamknięcie całej koncepcji.

Nierealne jest podejmowanie prób rozwiązywania problemów tak skomplikowanych pod względem sojuszy i wrogości w czasie, gdy każdy z bohaterów walczy o przetrwanie. Wręcz przeciwnie, musimy wszystkich zrozumieć i o nikim nie zapomnieć.

Podobnie jak jego poprzednicy, Reagan i stary Bush, prezydent Trump interweniuje w Iranie, destabilizując obóz „reformatorów” (jak się ich określa na Zachodzie) na korzyść „konserwatystów” (czyli stronników Imama Chomeiniego). Jednak ci ostatni reagują, zaznaczając punkty w Syrii, Libanie i Strefie Gazy, które z kolei destabilizują wysiłki ich sojuszników z Białego Domu w Palestynie.

Kiedy Donald Trump ogłosił wycofanie się Stanów Zjednoczonych z porozumienia JCPoA, irański prezydent Rouhani (reformator, tj. przeciwnik eksportu rewolucji antyimperialistycznej wobec sąsiadów) zareagował z jednej strony, zwracając się do Europejczyków a z drugiej, grożąc niektórym z nich, że może ujawnić ich zepsucie. Jest jednak mało prawdopodobne, aby Bruksela szanowała swój podpis. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że Unia Europejska będzie działać tak, jak to miało miejsce w 2012 roku, dostosowując się do żądań swojego amerykańskiego pana.

Co się tyczy Gwardii Rewolucyjnej, to zareagowała ona, przekonując swoich syryjskich sojuszników, by poprowadzili operację przeciwko wywiadowi izraelskiemu na okupowanych wzgórzach Golan, a następnie podżegając libański Hezbollah do ogłoszenia, że​​operacja ta oznacza zmianę strategii regionalnej – i wreszcie, naciskając na Hamas, aby zorganizował demonstrację na granicy między Izraelem a Gazą.

Jeśli zachodnia opinia publiczna nie zrozumiała związku między tymi trzema wydarzeniami, to Izrael doszedł do wniosku, że Gwardia Rewolucyjna jest teraz gotowa do zaatakowania go z Syrii, Libanu i strefy Gazy.

Strategia Gwardii Rewolucyjnej przyniosła owoce, ponieważ Arabowie, Persowie i Turcy jednogłośnie potępili represje wobec palestyńskich demonstrantów (ponad 60 zabitych i 1400 rannych). Liga Arabska, której kilku członków, pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej, utrzymuje bliskie acz nieoficjalne stosunki z Tel Awiwem, nagle zaczęła ponownie używać antysyjonistycznej retoryki. Natomiast wewnątrz Iranu, Gwardia Rewolucyjna pokazała, że​​porozumienie JCPoA zawarte przez szejka Hassana Rouhaniego byłoślepym zaułkiem, a tylko ich linia polityczna jest jedyną, która działała – teraz są oni skutecznie rozmieszczani w Iraku, Syrii, Libii i Strefie Gazy, a także w Jemenie, Arabii Saudyjskiej i Bahrajnie. Dlatego Donald Trump nie będzie mógł negocjować pokoju wokół Izraela bez pomocy Gwardii Rewolucyjnej.

Powinniśmy pamiętać, że w ciągu 70 lat konfliktu w Izraelu Stany Zjednoczone były tylko raz w stanie wynegocjować pokój między wszystkimi stronami. Było to w 1991 roku, po operacji «Pustynna burza». W Madrycie prezydent George Bush (ojciec) i jego radziecki odpowiednik Michaił Gorbaczew zjednoczyli Izrael, Palestyńczyków (ale nie tych reprezentowanych przez OWP), Egipt, Jordanię, Liban i Syrię.

Stary Bush wcześniej zgodził się na piśmie, aby powrócić do granic z 1967 roku, aby zagwarantować bezpieczeństwo Izraelowi, zamiast stworzyć niezależne państwo palestyńskie i uznać władzę Palestyńczyków nad Zachodnim Brzegiem i Gazą. Uważał, że możliwe jest przyjęcie tego rozwiązania, zgodnie z rezolucjami Rady Bezpieczeństwa, polegając na autorytecie swojego partnera Hafeza el-Assada. Konferencja w Madrycie zakończyła się sukcesem. Określono proces negocjacji oraz kalendarz stopniowego rozwiązywania licznych sporów. Jednak kolejne spotkania nie powiodły się, ponieważ Likud prowadził kampanię w Stanach Zjednoczonych przeciwko sekretarzowi stanu Jamesowi Bakerowi i udało mu się zapobiec reelekcji starego Busha na prezydenta. W końcu sam Izrael zawarł porozumienia z Oslo tylko z Jasserem Arafatem. Zostały one zaprojektowane w celu rozwiązania tylko problemów palestyńskich. Nigdy nie zostały zaakceptowani przez innych uczestników bliskowschodniego konfliktu, w związku z czym nigdy nie zostały wdrożone. Potem jeszcze prezydent Bill Clinton próbował przeprowadzić dwustronne negocjacje z Syrią, organizując spotkania Barak-Assad. Nie udało im się z powodu zmiany postawy Baraka, ale i tak nie byliby oni w stanie rozwiązać wszystkich problemów przy pominięciu innych stron konfliktu.

Dziś, 27 lat później sytuacja stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Palestyńczycy są podzieleni na dwa obozy – świeckie grupy z Zachodniego Brzegu i islamistów z Gazy. Iran jest nowym uczestnikiem konfliktu, który teraz sponsoruje Hamas. No i Stany Zjednoczone, pod rządami Busha młodszego, uznały osiedla zbudowane na Zachodnim Brzegu przez Israël po 1967 r., łamiąc tym postanowienia rezolucji Rady Bezpieczeństwa. Konflikty wokół Israëla nie mogą więc zostać zredukowane do kwestii palestyńskiej i nie mają nic wspólnego z waśnią (fitna) przeciwstawiającą sunnitów i szyitów.

Plan opracowany przez Jareda Kushnera ma na celu jedynie powstrzymanie rozwoju terytorialnego Izraela, a także poszanowanie prawa międzynarodowego, a tym samym powrót do granic z 1967 roku. Zakłada to, że Arabowie zaakceptują to co stanie się z ich „poprzednimi porażkami”, a to jest mało prawdopodobne.

Tłumaczenie
Bogusław Jeznach
Blog 

 

 

Reklama

Syria po agresji trzech państw zachodnich: utrata ośrodka badawczego, zwycięstwo we Wschodniej Gucie

Ze strony Strajk.pl  https://strajk.eu/syria-po-agresji-trzech-panstw-zachodnich-utrata-osrodka-badawczego-zwyciestwo-we-wschodniej-gucie/#comment-164241

****************

Gumowe rękawiczki, maski medyczne, szczątki drobnego sprzętu laboratoryjnego widzieli wczoraj zachodni dziennikarze, którzy wraz z mieszkańcami Damaszku poszli wczoraj obejrzeć zburzony przez amerykańską rakietę trzypiętrowy budynek ośrodka badawczego w dzielnicy Barze. Według amerykańskiego generała Kennetha McKenzie, znajdowało się tu „centrum syryjskiego programu broni chemicznych”. Byli pracownicy ośrodka pukają się w głowę.

AFP_c2c44d1e1611d66d6bddf3cda22f34247439229b-300x200

Ruina „syryjskiego centrum broni chemicznych” w Barze. sana

Z ruiny ośrodka nie unoszą się żadne opary, ni gazy, nic, oprócz woni spalenizny. „To było laboratorium, gdzie testowaliśmy produkty chemiczne używane w artykułach spożywczych, lekach i zabawkach dla dzieci. Oprócz tego, produkowaliśmy tu lekarstwa przeciw rakowi i odtrutki przeciw ukąszeniom skorpionów i węży” – mówił Said Said, inżynier zatrudniony w ośrodku.

Ośrodek był wcześniej szczegółowo sprawdzany przez ekspertów Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznych (OZBC), którzy potwierdzili, że nie produkuje się tam żadnych broni chemicznych. Trzy państwa, które zaatakowały wczoraj Syrię, chciały „ukarać” ten kraj, za domniemane użycie toksycznego gazu we Wschodniej Gucie pod Damaszkiem, okupowanej przez Armię Islamu. Jedynie Francja twierdziła, że ma dowody na zaistnienie tego ataku. Wczoraj szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian wyjaśnił, że prezydent Macron miał na myśli filmik i zdjęcia umieszczone na portalach społecznościowych.

Dżihadystowska Armia Islamu, która liczyła na tradycyjną pomoc NATO, nazwała bombardowanie zachodnie „farsą”. Mohammed Alusz, współzałożyciel Armii Islamu ostro skrytykował akcję trzech państw, która „trwała krócej, niż przemówienie Trumpa”. Oprócz zburzenia ośrodka w Barze, państwa NATO próbowały uszkodzić fabryczkę płynu do zmywania naczyń i opuszczone bazy wojskowe. Syryjczykom udało się zestrzelić 70 proc. pocisków wystrzelonych przez Stany Zjednoczone, Francję i Wielką Brytanię.

Wczoraj wojsko syryjskie ogłosiło całkowite opanowanie Wschodniej Guty, okupowanej przez pronatowskich dżihadystów od pięciu lat. Zgodnie z zawartym w końcu porozumieniem bojownicy Armii Islamu zostali przewiezieni na północ kraju, do prowincji Idlib okupowanej przez Al-Kaidę, w zamian za zaprzestanie artyleryjskiego ostrzału Damaszku, który dręczył mieszkańców od miesięcy.

Wyzwolenie Dumy i Wschodniej Guty umożliwi śledztwo ekspertów OZBC, którzy na zaproszenie rządu syryjskiego zbadają, czy doszło tam do jakiegoś ataku chemicznego.

Thierry Meyssan: Dlaczego Francja chce obalenia Arabskiej Republiki Syrii ?

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 14 PAŹDZIERNIKA 2015
http://www.voltairenet.org/article189029.html

**************

Thierry Meyssan powraca do historii francuskiego podboju kolonialnego Syrii i porównuje ją z poczynaniami prezydenta Sarkozy’ego i Hollande’a, udowadniając, że wolą niektórych obecnych przywódców Francji jest rekolonizacja tego kraju. Jest to postawa tyleż anachroniczna, co przestępcza i sprawia, że Francja staje się na świecie krajem coraz bardziej znienawidzonym.

Francja jest dziś główną siłą, nawołującą do obalenia Arabskiej Republiki Syrii. Podczas gdy Biały Dom i Kreml prowadzą potajemnie rokowania, których celem jest pozbycie się dżihadystów, Paryż nadal oskarża „reżim Baszara” (sic!) o stworzenie Daeszu i deklaruje, że po eliminacji Państwa Islamskiego należy obalić „alawicką dyktaturę” (tu znów: sic!). W wypowiedziach tych Francję otwarcie wspiera Turcja i Arabia Saudyjska, a po cichu – także Izrael.

Jak wytłumaczyć taką skazaną – wydawałoby się – na porażkę postawę, skoro Francja nie ma w tej krucjacie żadnego interesu ani gospodarczego, ani politycznego; skoro Stany Zjednoczone zaprzestały szkolenia bojowników przeciwko Republice, a Rosja właśnie spopiela kolejne ugrupowania dżihadystów?

Większość komentatorów słusznie podkreśla osobiste powiązania zarówno prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego z Katarem, sponsorem Braci Muzułmanów, jak i prezydenta François Hollande’a – także z Katarem, a następnie również z Arabią Saudyjską. Obaj korzystali z nielegalnego fundowania swoich kampanii prezydenckich przez te państwa. Ponadto Arabia Saudyjska jest właścicielem niemałej części udziałów w CAC 40, co oznacza, że nagłe jej wycofanie się równałoby się ciężkimi stratami dla gospodarki Francji.

Chciałbym omówić tu jeszcze jedną hipotezę, która mogłaby tłumaczyć tę postawę: interes kolonialny niektórych przywódców Francji. Aby to zrozumieć, trzeba jednak zajrzeć do przeszłości.

Umowa Sykes-Picot

Podczas pierwszej wojny światowej imperia: brytyjskie, francuskie i rosyjskie potajemnie porozumiały się w sprawie podziału kolonii imperiów: austro-węgierskiego, niemieckiego i osmańskiego, kiedy już dojdzie do ich pokonania. Pod koniec tajnych rokowań na Downing Street doradca brytyjskiego Ministra Wojny i zarazem przełożony „Lawrence’a z Arabii”, sir Mark Sykes, oraz wysłannik specjalny Quai d’Orsay, François Georges-Picot postanowili podzielić między siebie turecką prowincję Wielkiej Syrii i poinformowali o tym cara.

Brytyjczycy, których interesy miały głównie charakter ekonomiczny, przywłaszczyli sobie znane wówczas pola naftowe oraz Palestynę jako kolonię, którą zamierzali zasiedlić ludnością żydowską. Ich terytorium rozciągało się od dzisiejszego Państwa palestyńskiego i Izraela, poprzez Jordanię i Irak po Kuwejt. Paryż, który był podzielony na zwolenników i przeciwników kolonizacji, przyjął model ekspansji zarówno gospodarczej, jak i kulturowej i politycznej; przywłaszczył więc sobie tereny Libanu i Syrii Mniejszej (obecnej), których połowę mieszkańców stanowili wówczas chrześcijanie, których „protektorem” Francja postrzegała się od czasów Franciszka I. W końcu miejscom świętym Jerozolimy i Akki miano nadać charakter międzynarodowy. W rzeczywistości jednak nie wprowadzono w życie wszystkich ustaleń z powodu sprzeczności w polityce brytyjskiej, a przede wszystkim ze względu na ich ambicję utworzenia Państwa Żydowskiego jako bazy do dalszej ekspansji kolonialnej.

Nigdy umowa ta nie była przedmiotem publicznej debaty w „demokracji” brytyjskiej i francuskiej, zszokowałaby bowiem narody Wielkiej Brytanii, a naród francuski by ją odrzucił. Szczegółowe jej zapisy ujawnili bolszewicy, którzy odkryli ją w archiwach caratu. Wywołali tym wściekłość Arabów, choć Brytyjczycy i Francuzi nie zareagowali.

Francuska idea kolonialna

Historia kolonializmu francuskiego rozpoczyna się za panowania Karola X wraz z krwawym podbojem Algierii. W inwazji tej chodziło głównie o monarszy prestiż. Francuzi nigdy jej nie zaakceptowali i wyraziło się to m.in. w rewolucji lipcowej 1830r.

Jednak ideologia kolonialna rozkwitła we Francji dopiero po upadku Drugiego Cesarstwa i utracie Alzacji i Lotaryngii. Wobec niemożności odzyskania ziem utraconych na rzecz Rzeszy Niemieckiej, dwóch ludzi lewicy – Léon Gambetta i Jules Ferry – zaproponowało wyruszenie na podbój nowych terytoriów w Afryce i Azji, czym przyciągnęli do siebie interesy gospodarcze prawicy, już eksploatującej Algierię.

Jako że odwrócenie uwagi od własnej niemocy odzyskania utraconych ziem nie jest motywem chwalebnym, przyjaciele Gambetty i Ferry’ego wymyślili coś, co mogłoby naród zmobilizować. Nie miało więc chodzić o zaspokojenie chciwości ekspansjonistycznej i gospodarczej, ale o „oswobodzenie ludów uciśnionych” (sic!) i „emancypację” kultur „niższych” (znów sic!). A to brzmi już o wiele bardziej godnie.

W Zgromadzeniu Narodowym i Senacie zwolennicy kolonizacji stworzyli lobby, które miało bronić ich zachcianek – „partię kolonialną”. Nazwa „partia” jest tu myląca, nie chodzi bowiem o formację polityczną, ale o nurt myślowy o charakterze ponadpartyjnym, który zjednoczył ponad stu parlamentarzystów z prawa i lewa. Zaliczali się do niej i potężni ludzie interesu (biznesmeni) i wojskowi i geografowie, a także wysoko postawieni urzędnicy – tacy jak François Georges-Picot. O ile jednak przed pierwszą wojną światową liczba Francuzów zainteresowanych koloniami była znikoma, o tyle w okresie międzywojennym – czyli już po odzyskaniu Alzacji i Lotaryngii – znacząco wzrosła. Partia kolonialna, która wówczas stała się już stronnictwem ślepego kapitalizmu, umajonego hasłami praw człowieka, dokładała wszelkich starań, żeby do swoich racji przekonać ludność Francji – efektem była sławetna Wystawa Kolonialna 1931r., a apogeum – zwycięstwo wyborcze Frontu Ludowego Léona Bluma w 1936r.

Kolonizacja Syrii Mniejszej

Wraz z zakończeniem Wojny i upadkiem imperium osmańskiego, Husajn ibn Ali, szarif Mekki i Medyny ogłosił niepodległość Arabów. W myśl uzgodnień z „Lawrence’em z Arabii”, przyjął tytuł „króla Arabów”, ale został przywołany do porządku przez „perfidny Albion”.

Także w 1918r. jego syn Fajsal ogłosił utworzenie arabskiego rządu tymczasowego w Damaszku w czasie, gdy Brytyjczycy zajmowali Palestynę, a Francuzi – wybrzeże Morza Śródziemnego. Arabowie próbowali tym samym stworzyć Państwo zjednoczone, wielowyznaniowe, demokratyczne i niezawisłe.

Prezydent USA Woodrow Wilson sprzymierzył swój kraj ze Zjednoczonym Królestwem wokół wspólnego projektu Państwa żydowskiego, ale sprzeciwiał się kolonizacji reszty regionu. Jeszcze przed końcem konferencji wersalskiej, podczas konferencji w San Remo Francja zapewniła sobie mandat Rady Najwyższej Ententy do zarządzania swoją strefą wpływów. Kolonizacja zyskała tym samym alibi prawne: Lewantyńczykom należało pomóc w zorganizowaniu się po upadku Imperium Osmańskiego.

Pierwsze demokratyczne wybory w Syrii odbywają się pod auspicjami arabskiego rządu tymczasowego. Większość w Syryjskim Kongresie Powszechnym zdobywają kacykowie bez wyraźnej afiliacji politycznej, ale Kongres zostaje zdominowany przez mniejszość nacjonalistyczną i przyjmuje konstytucję monarchistyczną, według której parlament będzie dwuizbowy. Po ogłoszeniu francuskiego mandatu dochodzi do powstania narodowego przeciwko emirowi Fajsalowi, który zdecydował się na współpracę z Francuzami i wspierającymi go maronitami z Libanu. Paryż przysyła wojsko pod dowództwem członka „partii kolonialnej”, generała Gouraud. Nacjonaliści syryjscy stają przeciwko niemu w bitwie pod Majsalun i ponoszą klęskę. Kolonizacja zaczyna się.

Najpierw generał Gouraud oddziela Liban, gdzie cieszy się poparciem maronitów, od reszty Syrii, którą stara się rządzić, wykorzystując podziały religijne. Stolica „Syrii” zostaje przeniesiona do Hims – małego miasta sunnickiego – po czym wraca do Damaszku, ale władza kolonialna pozostaje skoncentrowana w Libanie, w Bejrucie. W 1932r. kolonia otrzymuje własną flagę, złożoną z trzech poziomych pasów, przedstawiających trzy dynastie: zielony – Fatymidów, biały – Umajjadów, a czerwony – Abbasydów; pierwszy jest symbolem muzułmanów szyickich, a dwa kolejne – sunnickich. Trzy czerwone gwiazdki przedstawiają trzy mniejszości: chrześcijańską, druzyjską i alawicką.

Francja chce z Libanu uczynić Państwo maronickie, ponieważ chrześcijanie maroniccy uznają zwierzchnictwo papieża, a z Syrii – Państwo muzułmanów. Nie ustaje w zwalczaniu chrześcijan w Syrii Mniejszej, ponieważ są oni w większości wyznania prawosławnego.

W 1936r. we Francji do władzy dochodzi lewica w postaci Frontu Ludowego. Nowy rząd przystaje na rokowania z nacjonalistami arabskimi i obiecuje im niepodległość. Podsekretarzowi Stanu do spraw Magrebu i Mandatów na Bliskim Wschodzie, Pierre’owi Viénotowi udaje się wynegocjować uzyskanie niepodległości przez Liban i Syrię (co nie udało mu się wcześniej w przypadku Tunezji). Traktat zostaje jednogłośnie ratyfikowany przez parlament syryjski, ale Léon Blum – członek „partii kolonialnej” – nigdy nie przedstawi go Senatowi Francji.

W tym samym okresie rząd Frontu Ludowego postanawia oderwać Antiochię Syryjską od Syrii Mniejszej i proponuje przyłączenie miasta do Turcji, do czego ostatecznie dochodzi w 1939r. W ten sposób Léon Blum chce się pozbyć problemu chrześcijan prawosławnych, których zwierzchnikiem jest tytularny patriarcha Antiochii i których Turcy obejmą odpowiednimi represjami.

W końcu jednak kolonizacji kładzie kres podział Francji podczas drugiej wojny światowej. Rząd de iure Philippe’a Pétaina usiłuje utrzymać mandat, podczas gdy prawowity rząd Charles’a de Gaulle’a w 1941r. ogłasza niepodległość i Libanu i Syrii.

Wraz z końcem wojny rząd tymczasowy Republiki wprowadza w życie program Rady Narodowej Francuskiego Ruchu Oporu. Tymczasem „partia kolonialna” nadal sprzeciwia się niepodległości ludów skolonizowanych. 8. maja 1945 objawia się to rzezią w Satifie w Algierii na rozkaz generała Raymonda Duvala, 29. maja dochodzi do masakry w Damaszku na polecenie generała Fernanda Olive’a. Przez dwa dni lotnictwo francuskie bombarduje miasto, niszcząc przy tym znaczną część zabytkowego suku. Bomby uszkadzają również salę posiedzeń Kongresu.

Ambicje kolonialne Francji w Syrii od roku 2011

Na uroczystości 14. lipca 2008 na Polach Elizejskich, podczas których świętować miał swoje postępy w demokratyzacji, prezydent Nicolas Sarkozy zaprosił swojego syryjskiego odpowiednika Baszszara al-Asada. W latach 2009-10 wynegocjował ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią program przekształceń państwowych na „rozszerzonym Bliskim Wschodzie”. Sekretarz stanu Hillary Clinton przekonała go do reanimacji kolonialnego projektu francusko-brytyjskiego pod przewodnictwem USA, co miało być ucieleśnieniem teorii „kierownictwa z tyłu”.

  1. listopada 2010 – czyli jeszcze przed „wiosną arabską” – Francja i Zjednoczone Królestwo podpisały serię dokumentów, znanych jako Traktat Lancaster House. O ile jednak ta ich część, która została zaprezentowana publicznie, zawiera jedynie deklarację współpracy w zakresie korpusów ekspedycyjnych (czyli wojsk kolonialnych), o tyle część nieujawniona zakłada atak na Libię i Syrię 21. marca 2011r. Wiadomo, że Francja przypuściła atak na Libię dwa dni przed tym terminem, czym rozgniewała Wielką Brytanię, która poczuła się oszukana przez sojusznika. Do napaści na Syrię nigdy nie doszło, ponieważ głównodowodzący – Stany Zjednoczone – zmienił zdanie.

Traktat Lancaster House został ze strony francuskiej wynegocjowany przez Alaina Juppé i generała Benoîta Pugę – zagorzałego zwolennika kolonizacji.

  1. lipca 2011r. Francja utworzyła Wolną Armie Syrii (tzw. „umiarkowanych”). Wbrew oficjalnym komunikatom, płynącym z otoczenia szefa WAS, pułkownika Rijada al-Asada, pierwszymi jej żołnierzami nie byli Syryjczycy, a Libijczycy – członkowie al-Ka’idy. Sam Rijad al-Asad jest tylko listkiem figowym, który ma Armii nadać połysku syryjskości. Został wybrany ze względu na homonimię nazwiska z prezydentem Baszszarem al-Asadem, z którym nie łączą go żadne więzy pokrewieństwa. Tymczasem prasa atlantystowska ignoruje fakt, że oba nazwiska po arabsku zapisuje się zupełnie inaczej i upatruje w pułkowniku oznakę „pierwszego rozłamu w łonie reżimu”.

Wolna Armia Syrii (WAS) została obsadzona oficerami Legii Cudzoziemskiej, których odłączono od jednostek macierzystych i postawiono do dyspozycji Pałacu Elizejskiego i generała Benoîta Pugi – prywatnego szefa Sztabu Generalnego prezydenta Sarkozy’ego. Jako barwy WAS otrzymała sztandar Mandatu Syrii i Libanu.

Obecnie Wolna Armia Syrii nie jest już amią stałą, ale jej markę wykorzystuje się wciąż w operacjach, wymyślanych w Pałacu Elizejskim, a wykonywanych przez najemników z innych grup zbrojnych. Francja nadal rozróżnia dżihadystów „umiarkowanych” od tych innych, czyli „ekstremistów”, tymczasem między obiema tymi kategoriami nie istnieją już żadne różnice – ani jeśli chodzi o skład osobowy, ani jeśli chodzi o zachowanie. To WAS jako pierwsza wprowadziła egzekucje homoseksualistów poprzez zrzucanie ich z dachów wysokościowców; to także WAS rozpowszechniła relację filmową z kanibalistycznej uczty jednego ze swoich przywódców na sercu i wątrobie jednego z żołnierzy syryjskich. Jedyną różnicą jest flaga: z jednej strony kolonizacji francuskiej, z drugiej – dżihadu.

Na początku 2012r. Legia Cudzoziemska eskortuje 3 tys. bojowników WAS do Hims – dawnej francuskiej stolicy kolonialnej – celem ustanowienia tamże „stolicy rewolucji”. Korpus ten okopuje się w nowo wybudowanej dzielnicy Baba Amr i ogłasza powstanie Emiratu islamskiego. Trybunał rewolucyjny skazuje ponad 150. pozostałych w dzielnicy mieszkańców na śmierć poprzez publiczne poderżnięcie gardła. WAS wytrzymuje oblężenie przez miesiąc – dzięki stanowiskom ogniowym przeciwpancernych pocisków rakietowych Milan, dostarczonych jej przez Francję.

Kiedy w lipcu 2012r. prezydent François Hollande wznowił wojnę przeciwko Syrii, ustanowił precedens w historii Francji, zatrzymując na stanowisku zaufanego Szefa Sztabu swojego poprzednika, czyli Benoîta Pugę. Od Nicolasa Sarkozy’ego przejął też retorykę i gestykulację kolonialną, zgodnie z którymi rozgłasza, że Republika Arabska Syrii jest „krwawą dyktaturą” (trzeba więc „oswobodzić uciśniony naród”) i że władza w niej została przywłaszczona przez alawicką mniejszość (trzeba więc „emancypować” Syryjczyków względem tej paskudnej sekty). Wprowadza syryjskim uchodźcom w Europie zakaz udziału w wyborach, które mają miejsce w ich kraju i zarządza za nich, że odtąd Syryjska Rada Narodowa – ciało niewybrane – jest ich prawowitym przedstawicielem. Jego minister spraw zagranicznych, Laurent Fabius oświadcza, że demokratycznie wybrany prezydent, Baszszar al-Asad „nie jest godzien chodzenia po Ziemi”.

Deklaracje Valéry’ego Giscarda d’Etaing

  1. września bieżącego roku były prezydent Francji, Valéry Giscard d’Estaing udzielił całostronicowego wywiadu dziennikowi Le Parisien/Aujourd’hui en France w sprawie uchodźców oraz rosyjskiej interwencji przeciwko terrorystom w Syrii, w którym stwierdził: „Zastanawiam się nad możliwością utworzenia w Syrii terytorium mandatowego ONZ na okres pięciu lat.”

Od początku swojego istnienia ONZ nie udzieliła żadnego „mandatu”. To proste słowo przywołuje wszystkie okropności kolonializmu. Nigdy też żaden francuski przywódca nie odwoływał się publicznie tak otwarcie do francuskich ambicji kolonialnych od czasu odzyskania niepodległości przez Algierię 53 lata temu.

Warto też wspomnieć, że Geneviève – siostra François Georgesa-Picota (tego od umowy Sykes-Picot), wyszła za mąż za senatora Jacquesa Bardoux, członka „partii kolonialnej”. Ich córka, May Bardoux, wyszła z kolei za mąż za prezydenta Towarzystwa Finansowego Francuskiego i Kolonialnego, Edmonda Giscarda d’Estaing – ojca byłego prezydenta Francji.

Rozwiązanie problemu syryjskiego, proponowane przez ciotecznego wnuka człowieka, który wytargował z Brytyjczykami francuski mandat w Syrii, polega więc na rekolonizacji tego kraju.

Tłumaczenie 
Euzebiusz Budka