ABORCJA

Podstawowe dane ze strony Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny informują:

I.Jak  skontaktować się Federacją, kiedy są dyżury pomocowe ginekolożek, dyżury prawniczki

II. Jak przeprowadzić aborcję farmakologiczną

III. Jak i gdzie przeprowadzić aborcję za granicą

IV.Jak nie dać się zastraszyć policji po przeprowadzeniu aborcji lub zakupie leków do aborcji farmakologicznej. Jak się zachować na przesłuchaniu, bo choć  osoba w ciąży nigdy nie jest karana za swoją aborcję, bez względu na powód, metodę czy miejsce aborcji to reżim pisowski wspierany przez zdegenerowany kościół katolicki próbuje zastraszyć kobiety podejmujące  decyzje o aborcji.  W przypadku zastraszania nie należy się bać ale skontaktować z Federacją. 

…..  …

1.Masz pytanie lub wątpliwość? Potrzebujesz interwencji? Skontaktuj się z nami: federacja@federa.org.pl, tel. 22 635 93 95, 501 694 202

2.Dyżury pomocowe ginekolożek:

środa 16:00-20:00 – tel. 22 635 93 92

sobota 16:00-19:00 – tel. 513 086 230 (+ również mailowo – ginekolozki@federa.org.pl)

3.Kontakt do prawniczki: prawniczka@federa.org.pl, tel. 663 107 939

4. METODA FARMAKOLOGICZNA

a)Ciążę można przerwać metodą farmakologiczną w domu. To ta sama metoda, którą stosuje się w polskich szpitalach.

b)Zestaw poronny (misoprostol i mifepriston) można zamówić u grup pomocowych:

  • WOMEN HELP WOMEN – info@womenhelp.org –> do aborcji do końca 10. tygodnia ciąży. Po tym terminie kobiety w ciąży mogą liczyć na porady i wsparcie, gdyż WHW współpracuje z organizacjami działającymi poza granicami Polski.
  • WOMEN ON WEB – info@womenonweb.org –> do aborcji do 10. tygodnia ciąży; w II trymestrze dla osób z Polski w ciąży z wadami płodu DARMOWY zestaw wraz z konsultacją lekarską.

Przed aborcją warto się zapoznać z naszą BROSZURĄ O ABORCJI FARMAKOLOGICZNEJ https://federa.org.pl/farmakologiczna/

5.WYJAZD ZA GRANICĘ

Wsparcia w aborcjach udzielają KOBIETY W SIECI – administracja@maszwybor.net, tel. 725 892 134 oraz ABORCYJNY DREAM TEAM – kontakt@aborcyjnydreamteam.pl.

5.WYJAZD ZA GRANICĘ

Cały czas dostępne i legalne jest przerywanie ciąży w klinikach zagranicznych (np. Niemcy, Słowacja, Szwecja, Czechy, Austria, Holandia, UK), gdzie prawo jest bardziej liberalne.

Wsparcia w wyjazdach za granicę udziela ABORCJA BEZ GRANIC – tel. 22 29 22 597
(możliwość refundacji kosztów zabiegu ze środków Abortion Support Network).

ORGANIZACJE/KOLEKTYWY POMOCOWE ZA GRANICĄ (pomoc w tłumaczeniu, zakwaterowaniu, itp.):

Najdłużej ciążę można przerwać w Holandii (do 22. tygodnia ciąży) oraz Wielkiej Brytanii: Harris Birthright Centre – tel. +44 (0)20 3299 3246 (do 24. tygodnia ciąży bez ograniczeń, później wady śmiertelne, których interpretacja jest szeroka).

6.Po opublikowaniu pseudowyroku Trybunału Konstytucyjnego o sygn. akt K 1/20, czyli od dnia 27 stycznia 2021 r. aborcja z powodu wad płodu jest niemożliwa w publicznym szpitalu w Polsce.

Pamiętać należy , że aborcję można dokonać w przypadku:

a)w przypadku zagrożenia zdrowia fizycznego 

b)w przypadku zagrożenia zdrowia psychicznego 

c)ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego

W przypadku odmowy  kobieta otrzyma pomoc prawna z Federacji, szczegóły w poradniku

7. Osoba w ciąży nigdy nie jest karana za swoją aborcję. Bez względu na powód, metodę czy miejsce aborcji. Jeśli masz jakieś wątpliwości lub szczególną sytuacje zdrowotną – zapytaj i skonsultuj.

W polskim prawie nie ma kar za przerywanie własnej ciąży ani za zakup tabletek dla siebie. Przepisy przewidują sankcje, dla tych którzy komuś robią aborcję  (art. 152 Kodeksu karnego).

Opieka społeczna nie może zabrać Ci dzieci, bo przerwałaś ciążę!

Pracodawca nie może Ci zwolnić, bo przerwałaś ciążę!

Policja natomiast ściga polskich sprzedawców tabletek poronnych (a więc nie dotyczy to Women on Web ani Women Help Women).

Może Was wzywać na przesłuchanie w charakterze ŚWIADKA i nie zostaną Wam postawione zarzuty. Nie musicie udowadniać, że tabletki nie były dla Was ani że wcale nie przerwałyście ciąży.

Jak zachować się na przesłuchaniu?

  • jeśli na przesłuchanie zostałaś wezwana telefonicznie przez policjanta/policjantkę, możesz żądać wezwania na piśmie. Możesz podać adres korespondencyjny inny niż zamieszkania.
  • nie należy kłamać, gdyż jest to karalne (art. 233 Kodeksu karnego); warunkiem odpowiedzialności jest stosowne pouczenie od prowadzącego przesłuchanie. Nie podlega karze, kto, nie wiedząc o prawie odmowy zeznania lub odpowiedzi na pytania, składa fałszywe zeznanie z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym.
  • jeśli nie pamiętasz szczegółów sprawy, możesz tak odpowiedzieć – nie ma obowiązku pamiętać wszystkiego po dłuższym upływie czasu;
  • nie ma obowiązku podawania z góry wszystkich szczegółów, jeśli funkcjonariusz o nie konkretnie nie zapyta;
  • można odmówić odpowiedzi na pytanie, jeśli odpowiedź miałaby narazić Ciebie lub osobę Ci najbliższą na odpowiedzialność za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe (art. 183 par. 1 kpk).
  • policja ani sąd nie będą robić rozpytania na Twój temat w Twoim miejscu pracy. Ale jeśli obawiasz się, że ktoś się dowie, pamiętaj o art. 183 § Kodeksu karnego: “Świadek może żądać, aby przesłuchano go na rozprawie z wyłączeniem jawności, jeżeli treść zeznań mogłaby narazić na hańbę jego lub osobę dla niego najbliższą”.
  • jeśli podczas rozmowy padłyby jakieś nieprzychylne komentarze wobec Twojego życia prywatnego, zaprotestuj i zażądaj wpisania Twojego sprzeciwu do protokołu.
  • istnieje prawdopodobieństwo, że zostaniesz później wezwana jako świadek na rozprawę, ale najwcześniej za kilka miesięcy i nie jest przesądzone, że w ogóle (zeznania niektórych świadków z postępowania przygotowawczego odczytuje się na rozprawie).
  • na końcu przesłuchania przeczytaj dokładnie protokół i nie podpisuj, jeśli coś się nie zgadza.

    KONIECZNIE ZANOTUJ NUMER/SYGNATURĘ SPRAWY, NAZWISKO OSOBY PROWADZĄCEJ PRZESŁUCHANIE, MIEJSCE PRZESŁUCHANIA I PRZEDMIOT SPRAWY.
Reklama

Kabaretowe sukcesy negocjacyjne Lewicy dotyczące Funduszu Odbudowy

I. Fikcja sukcesów negocjacyjnych Lewicy:

1)Wybudowanie 75 tysięcy mieszkań na wynajem: fikcja, bo to PiS buduje w tej chwili mieszkania na wynajem w ramach programu MIESZKANIE PLUS.  Ma on dostarczyć dostępne cenowo mieszkania  na wynajem lub docelowo jako mieszkania własnościowe dla osób o dochodach na tyle niskich, że nie stać ich obecnie na nabycie  lub wynajęcie mieszkania   na zasadach komercyjnych. Do końca 2019r. miało być tych mieszkań 100 tys. W rzeczywistości, od października 2016r. kiedy ruszył program  do końca 2020r. oddano 26 tys. mieszkań. Oczywiście PiS w ciągu kilku lat zakończy budowę pozostałych 74 tys. mieszkań bo przecież dzieci lokalnych działaczy PiS też gdzieś muszą taniej mieszkać.  

Ale, nie będzie to zasługą Lewicy, tylko dokończeniem rządowego programu Mieszkanie Plus i PiS nie odda swojego sztandarowego programu Lewicy.

Ponieważ jestem rzeczoznawcą majątkowym który miał szkolenia dot. tego tematu, więc szybko zorientowałem się, jakie tu są układane  klocki, ale Kowalska/Kowalski mogą dać się nabrać w przyszłości na  takie stwierdzenie działacza Lewicy „obiecaliśmy 75 tys. mieszkań na wynajem i proszę w okresie kilku lat wybudowano te mieszkania”.

2)30% Funduszu Odbudowy otrzymają samorządy: PiS może faktycznie przeznaczyć te 30%, ale nie ma żadnej gwarancji czy mechanizmu kontrolnego, gwarantującego uczciwe rozdzielenie tych pieniędzy na samorządy. Nie można wykluczyć, że lwią część funduszy z tych 30% dostaną samorządy powiązane z władzą, tak jak to było z drugą transzą z Funduszu Inwestycji Lokalnych: „PiS wystawił rachunek samorządom, które warczą na władzę centralną. Mieszkańcy gmin zarządzanych przez opozycyjnych włodarzy dostali dziesięciokrotnie mniejsze dotacje z Funduszu Inwestycji Lokalnych niż ci z gmin będących „w rękach” prawicy” {1}.

3)Ma powstać Komitet który ma nadzorować rozdział funduszy unijnych: śmiechu warte, bo to od Zjednoczonej Prawicy będzie zależał skład Komitetu. Wystarczy , że włącza propisowski NSZZ Solidarność, przedstawicieli kościoła katolickiego i innych prorządowych organizacji i zmajoryzują opozycję. Czy ktoś na poważnie sądzi, że PiS wypuści z rąk kasę unijną?

4)Twierdzenie polityków Lewicy , że PiS „obiecał, zgodził się, zaakceptował” jest kpiną z inteligencji Polek i Polaków. Reżim pisowski lekceważy sobie wyroki sądów krajowych, TSUE – a będzie się przejmował obietnicami danymi lewicy? Zwłaszcza jak sprawy formalno-prawne związane z Funduszem Odbudowy zostaną zaakceptowane i nie będzie odwrotu?

5)Pieniądze które rzekomo wywalczyła Lewica dla szpitali czy kilku branż nie jest żadna łaską bo na te działy przeznaczone są pieniądze z Funduszu Odbudowy. I zresztą zgodnie z intencjami rządowymi.

II.PRAKTYCZNIE WSZYSTKIM SIŁOM POLITYCZNYM W PARLAMENCIE ZALEŻY NA RATYFIKACJI FUNDUSZU ODBUDOWY, WIĘC W  CZYM TKWI ISTOTA SPORU MIĘDZY PiS A CZĘŚCIĄ OPOZYCJI?

  1. Przypomnę, że po raz pierwszy od 6 lat PiS znalazł się w sytuacji, w której niezbędnie potrzebuje porozumieć się z opozycją ponieważ jeżeli tego nie zrobi nie ratyfikuje Funduszu Odbudowy którego niezbędnie potrzebuje do dalszego trwania. Ponieważ nie jesteśmy w strefie euro, ratyfikowanie umowy międzynarodowej związanej z Funduszem Odbudowy wymaga uzyskania 2/3 głosów w sejmie i 2/3 w Senacie lub przeprowadzenia referendum i uzyskanie zwycięstwa przy frekwencji 50%.

Biorąc to pod uwagę marszałek Senatu Tomasz Grodzki dążył, żeby cała opozycja „stworzyła rząd w

najbliższych tygodniach, przegłosowała ratyfikację umów unijnych na swoich zasadach i po odzyskaniu mediów oraz innych kluczowych pozycji decydowała o podziale środków unijnych według nowych, sprawiedliwych i przejrzystych reguł”{2}

Również  mec. Roman Giertych zaproponował ciekawe rozwiązanie stwierdzając , że minimalnym warunkiem ratyfikacji musi być:

a)przywrócenie funkcjonowania niezależnego Sądu Najwyższego, w tym usunięcie nielegalnych izb.

b)wybór niezależnego Prokuratora Generalnego i oddanie mu pełnej władzy na prokuraturą.

c)zaprzysiężenie prawidłowo wybranych sędziów TK.

d)ustawa określająca i umocowanie w Konstytucji jej niezmienności, że środki z Funduszu Odbudowy będą rozdzielane przez samorząd.

2.Uratowanie resztek praworządności,  to nie polityczne pięknoduchostwo, lecz warunek niezbędny do obrony przed pisowskim reżimem.

Służby, policja, prokuratura i część sędziów jest na usługach reżimu. Ci sędziowie, którzy ferują wyroki nie po myśli reżimu, są karani przenoszeniem, nawet o kilkaset kilometrów, do innych sądów na tzw. delegacje, odsuwani od orzekania i mają obniżone uposażenie.

Pamiętajmy jednak, że Ci dzielni i odważni sędziowie są tylko ludźmi. Mają rodziny, kredyty i  własne kłopoty. Nie będą cały czas walczyć, zwłaszcza, że patrząc na obecną scenę polityczna nie znajdują dużego poparcia ze strony opozycyjnych polityków. W końcu się wycofają, żeby przeczekać. To ludzkie. A wtedy zostaniemy sami z pisowską bezkarną mafią.

1)https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2098555,1,sztuka-dzielenia-rzad-pis-daje-swoim-samorzadom.read

2) https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/tomasz-grodzki-przed-liderami-calej-opozycji-stoi-historyczny-moment-rozegrania/yjdf9x4,79cfc278?fbclid=IwAR2975TTIoY6ShYnBMOcyZ54J5H1uX1fA2YqtJmcKaY4JRYjQ20EYFU0XVc

KOLEJNE OŚMIESZANIE SIĘ PROKURATURY. TYM RAZEM DOTYCZY MARTY LEMPART

I.Po kompromitacji prokuratury oskarżającej mec. Romana Giertycha, mamy nową, tego rodzaju, akcję. Tym razem wymierzoną w stosunku do Marty Lempart, jednej z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Na szczęście mamy jeszcze dużą liczbę niezależnych sędziów którzy rozniosą w pył zarzuty stawiane Marcie Lempart.

Najpoważniejszym zarzutem – nagłośnionym medialnie – jest to, że współorganizując  marsze  przeciwko wyrokowi  zakazującej aborcji „…sprowadziła niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia wielu osób poprzez doprowadzenie do zagrożenia epidemiologicznego w postaci możliwego zarażenia się wirusem SARS-CoV-2 i szerzenia się choroby zakaźnej COVID-19….Grozi za to od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności” {1}.

Zdegenerowany pisowski reżim nie wziął jednak pod uwagę, że:

  1. Prof. Andrzej Horban, który jest głównym doradcą szefa rządu w sprawie epidemii koronawirusa w styczniowym  wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” przyznał, że rząd świadomie luzował obostrzenia latem po to, aby nas „trochę chronić, trochę pozakażać”. Zdaniem doradcy premiera osoby, które przechodzą chorobę covid-19 łagodnie, powinny się zakażać, bo im więcej osób ją przechoruje, tym większa bariera dla wirusa {2}.

A w protestach brali udział ludzie młodzi którzy, gdyby nawet przeszli Covid 19, to przejdą go

łagodnie i nabędą odporności. Wyjaśniam, że kieruję  się tu logiką profesora Horbana i  reżimu

pisowskiego.

  • Pisowski reżim nie ma żadnych badań wskazujących na związek tych demonstracji ze wzrostem zakażeń wirusem SARS-CoV-2 . Morawiecki  jego ferajna próbowali takie bajki opowiadać i wciągać w to Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW. W odpowiedzi usłyszeli, że ICM nie jest obecnie metodologicznie przygotowane do tego, by uwzględnić protesty jako odrębny czynnik mogący wpłynąć na przyrost zakażeń. Naukowcy zdementowali  doniesienia, jakoby z ich prognoz wynikało, że odbywające się w całej Polsce protesty kobiet mogą wpłynąć na liczbę potwierdzonych przypadków z ok. 25 tys. zdiagnozowanych infekcji do ok. 31 tys.
  • Pisowski reżim manipulował przez cały czas wynikami testów na podstawie których wydawał  różne nonsensowne zarządzenia, co wykorzystają adwokaci i łatwo ośmieszą  oskarżenia prokuratury.

 II.  Działania prokuratury oczywiście nie zatrzymają działalności Marty Lempart czy Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.  

I nie sądzę, żeby prokuratura tego nie wiedziała i nie rozumiała, że te zarzuty nie utrzymają się w sądzie. Bo pisowska kasta jest tam jeszcze zbyt słaba.

Dlatego też, sprawa Marty Lempart będzie rozciągnięta w czasie. Tu nie chodzi o złapanie króliczka tylko o jego gonienie.

Pisowskiemu reżimowi chodzi o tzw. efekt mrożący zastraszający Kowalską/Kowalskiego,  zwłaszcza z małych miejscowości, żeby ci  nie chcieli organizować i uczestniczyć w nowych protestach.

Przy okazji pisowskie media będą też mogły  przekazywać ciemnemu ludowi smoleńskiemu  informację, że Marta Lempart ma zarzuty za które może dostać 8 lat.

Pisowski reżim wie, że wszelkie zmiany, czy to w życiu prywatnym czy społeczno-politycznym, zaczynają się w ludzkich umysłach i dlatego chce zastraszyć  polskie społeczeństwo. Ale tego, już się nie da zatrzymać. 

Generał Jaruzelski i minister Kiszczak mogli w 1981 roku przeprowadzić sprawnie stan wojenny, ale nie mogliby go powtórzyć w 1987 czy 1988 r. Nie mieliby sił, żeby tego dokonać, bo na świadomość, którą już wtedy posiadał praktycznie cały aparat władzy,  że ówczesny system polityczno-gospodarczy pruje się po całości, nakładały się obawy o swoją przyszłość kilku milionów rodzin powiązanych różnymi więzami z aparatem władzy. Zdecydowana większość rodzin nie pozwoliłaby swoim mężom, synom itp.  brać udział w czymś tak ryzykownym dla przyszłości rodzin, jak jakiś kolejny stan wojenny.

Wielu polityków pierdzących przez lata w stołki sejmowe tego nie rozumie. Nie rozumie, że nie da się już wrócić do przeszłości, i że o nowej wolnej Polsce muszą decydować nowi ludzie.

Przypisy:

  1. https://wyborcza.pl/7,162657,26774108,prokurator-postawil-zarzuty-marcie-lempart-grozi-jej-do-8-lat.html
  2. https://natemat.pl/335839,horban-o-covid-19-rzad-luzowal-obostrzenia-troche-pozakazac?PA=

OPOZYCJO DOGADAJ SIĘ, BO PISOWSKI REŻIM MOŻE NIE ODDAĆ WŁADZY PO PRZEGRANYCH WYBORACH

I.PO zaproponowała, tym podmiotom opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej które na chwilę obecną, jednoznacznie deklarują wolę startu w przyszłych wyborach do sejmu i senatu (bez  Konfederacji), zorganizowanie  bloku politycznego pod nazwą  KOALICJA 276.              Liczba 276 posłanek i posłów jest w stanie odrzucić potencjalne weto Dudy. Oczywiście, do oczyszczenie Polski z funkcjonariuszy reżimu pisowskiego i ukarania najbardziej gorliwych wystarczą obecne ustawy, ale jeżeli opozycja ma rządzić, a nie administrować Polską do końca kadencji Dudy,  to musi mieć większość  przynajmniej 276 posłanek i posłów.

Wśród tych 276 posłanek i posłów muszą znaleźć się nowi, twardzi ludzie, którzy nie dopuszczą do tzw. Grubej Kreski  dla funkcjonariuszy pisowskiego reżimu, tylko zapewnią im  „pokoje do wypłakania się”  jakie chcieli zafundować kobietom. Te pokoje będą miały w oknach kraty.

II. Opozycjo, zgłaszaj własne pomysły i propozycje do inicjatywy politycznej zwanej KOALICJĄ 276. Jednak stań razem, ramię przy ramieniu, i pokaż polskiemu społeczeństwu, że masz zmysł państwotwórczy a nie partyjniacki, i wspólnie jesteście w stanie reprezentować interesy, możliwie jak   najszerszych, warstw polskiego społeczeństwa.

Musicie sobie uświadomić, że PiS widząc skłóconą opozycję, może, nawet po przegranych wyborach parlamentarnych potwierdzonych przez OBWE, zwyczajnie nie oddać władzy.

Zwłaszcza, że sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego – która orzeka o legalności wyborów i rozpoznaje protesty wyborcze –  zostali wskazani przez KRS a więc organ niekonstytucyjny  i zależny od polityków PiS i Solidarnej Polski.

Opozycjo, możesz wygrać wybory i usłyszeć od Kaczyńskiego kwestię z MISIA:  „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”

Opozycjo, masz świadomość, że w takiej sytuacji wybuchłyby masowe, gwałtowne protesty które reżimowe służby specjalne przez swoje wtyki nakierowałyby na niszczenie samochodów,  sklepów czy kościołów. A później reżim nagłośniłby to w mediach. Służby specjalne na całym świecie są szkolone do prowokowania takich zamieszek medialnych. 

Zresztą, ile można chodzić po ulicach i pod dom Kaczyńskiego na Żoliborzu? Miesiąc, dwa, trzy? Opozycjo parlamentarna i pozaparlamentarna, chyba nie jesteś aż tak naiwna i nie sądzisz, że reżim pisowski, gdyby zdecydował się nie uznać swojej przegranej w wyborach, wystraszy się marszów po ulicach. Obecne marsze mają sens ponieważ docierają, między innymi,  do młodzieży i formują kadry zdeklarowanych i twardych przeciwników reżimu pisowskiego. Mają też znaczenie psychologiczne, bo Kowalska/Kowalski widząc ich odwagę i determinację  nie tracą wiary w pokonanie PiS. Marsze podtrzymują również narastający antyklerykalizm, który uderza w zdegenerowany  kościół katolicki będący podpora reżimu pisowskiego.

Same marsze, nie obalą jednak  tego reżimu.

UWAGA: Opozycjo, musisz odpowiedzieć sobie na pytanie –  jasno i bez cienia fałszu –  jakie podejmiesz kroki w przypadku gdy pisowski  reżim nie uzna swojej przegranej i nie będzie chciał oddać władzy. Czy zdecydujecie się na ogłoszenie strajku generalnego, jakie macie wpływy w resortach siłowych i w związkach zawodowych.  Pamiętajcie też, że władze UE, jak  i władze poszczególnych państw narodowych, nie będą chciały rozmawiać na temat sankcji w stosunku do konkretnych przedstawicieli reżimu pisowskiego z rozbitą i mydłkowatą opozycją.

III. Opozycjo parlamentarna i pozaparlamentarna pamiętaj również o sprawach bieżących i mów wspólnym głosem, na przykład, w sprawie rebelii pisowskiej prokuratury i służb specjalnych przeciwko niezależnym sądom.

 Opisuje to dokładnie mec. Roman Giertych na swoim portalu, a tu tylko fragment:

 „Ja dzięki zaangażowaniu całego zespołu adwokatów i osobistemu doświadczeniu zabezpieczę swoje interesy. Społeczeństwo Was jednak wybrało, abyście dbali o interesy tych, którzy nie mają takich możliwości jak ja. A przecież jest oczywiste, że skoro wybuchła rebelia przeciwko sądom, to przede wszystkich dotknie ona najsłabszych. Tymczasem mam wrażenie, że nie macie w ogóle świadomości jakie mogą być konsekwencje tej rebelii. I że oczywiście mogą również dotknąć każdego z Was. Może liczycie na swoje immunitety? Immunitety są o tyle ważne, o ile sądy na ich podstawie odmówią waszego aresztowania lub zatrzymania. Ale jak Policja odmówi wykonania „niezasadnego orzeczenia sądu”, to wasze immunitety na nic Wam się zdadzą.

Obudźcie się!

Roman Giertych” {1}

{1}https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=5260082410698738&id=215392231834473

Tragikomedia, czyli jak Sasin i Błaszczak chcą wystrzelenia polskich satelitów z Podkarpacia

I.Artykuł „Sasin i Błaszczak chcą wystrzelenia polskich satelitów z Podkarpacia(1) został napisany z lekką ironią, prawdopodobnie dlatego, żeby wydawca i autor zbyt nie podpadli pisowskiemu reżimowi.

II. Uzupełnię komentarzami powyższy artykuł

1.Zanim będziemy budowali polskie satelity to nauczmy się samodzielnie budować/konstruować:

 a)polski  samochód elektryczny, bo to co Mateusz Morawiecki opowiada ludowi smoleńskiemu może być jedynie polskim składakiem. Zarówno integrator, czyli ten, który wie jak się buduje samochód elektryczny,  platforma samochodu, baterie do samochodu elektrycznego, systemy sterowania, multimedia i praktycznie cała stylizacja są zagraniczne (2)

b) Centralny Port Komunikacyjny, traktowany przez reżim pisowski jako projekt narodowy. Okazuje się, że wymaga zagranicznego doradcy  strategicznego dla budowy nowego portu lotniczego. Tym doradcą strategicznym jest Incheon International Airport w Seulu. Samodzielna, faktycznie narodowa, budowa lotniska przerasta możliwości technologiczne i cywilizacyjne pisowskiego reżimu. Maszty z flagami i klechy kropiące byle co, oczywiście będą polskie.

c) coś tak stosunkowo banalnego jak karabinki Grot (3)

III. A teraz coś z półki finansowo-bankowej. To jest lepsze niż Humor Zeszytów Szkolnych z legendarnego okresu Przekroju:

1.Tadeusz Kościński  Minister Finansów wzywa obywateli do przeniesienia oszczędności spod materaca do banków,  bo wtedy można udzielać kredytów  i rozkręcać gospodarkę. Akurat jest to kolejna urocza bajka, bo banki, generalnie,  mają nadpłynność (z wyjątkiem tych które jeszcze przed Covidem-19 prowadziły  radosną twórczość kredytową) są tylko ostrożne w udzielaniu kredytów. Co więcej, gdyby banki dostały faktycznie potężny dodatkowy zastrzyk gotówki wyłącznie na KREDYTY, bez możliwości kupowania OBLIGACJI, to rozpoczęłoby się rozdawnictwo kredytowe. Bo tak to działa, o ile banki mają potężna nadpłynność a nie mogą kupować obligacji. Nastąpiłyby istotne zaburzenia w systemie bankowym, i przejmowanie banków za 1 zł. Może o to chodzi?

Z kolei,  Adam Glapiński Prezes NBP twierdzi, że NBP broni gotówki przed intencjonalnym, często na siłę wprowadzanym obrotem bezgotówkowym. NBP zapowiada banknot o nominale 1000 zł.

Przeuroczy chaos umysłowy i intelektualny i byłby znakomitym przykładem dla Humoru Zeszytów Szkolnych.

IV.Gdyby Łajka /starsze  pokolenie wie o kim piszę/ miała lecieć w kosmos podkarpackim sputnikiem – a organizatorami byli Sasin i Błaszczak –  to intuicyjnie widziałaby, że zarówno ona jak i wiele jej pokoleń dożyją późnej psiej starości.

V.Cóż, pisowska ferajna postanowiła zrobić skok na państwową kasę, ale  nie na jakiegoś tam WNUCZKA lecz na SATELITĘ Z PODKARPACIA.

1)https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/ministrowie-sasin-i-blaszczak-chca-wystrzelenia-polskich-satelitow/yvxmq1b

2)https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2020/08/12/krzysztof-mroz-pisowska-fikcja-tzw-polskiego-samochodu-elektrycznego/

3) https://wiadomosci.onet.pl/opinie/odpowiadamy-na-ataki-producenta-karabinka-grot-i-wot/vtxc76f

Polska opozycjo parlamentarna i pozaparlamentarna patrz na Węgry i rozpocznij współpracę

I. Opozycjo parlamentarna i pozaparlamentarna, weź przykład z opozycji węgierskiej1 i zacznij się dogadywać. Dosyć podkradania sobie posłanek/posłów, podbierania 1-2% wyborców, wzajemnego atakowania się. Jeżeli nawet nie chcecie mieć jednej listy opozycyjnej, to przynajmniej powołajcie Komitet Koordynacyjny i występujcie wspólnie w sprawach ważnych dla polskiego społeczeństwa i demaskujcie pisowskie bzdury i chaos umysłowy.  

To, że nie macie wybitnej liderki/lidera jest – paradoksalnie – Waszą Siłą. Dzięki temu możecie siąść do stołu rokowań bez warunków wstępnych. Opozycjo, zdobądź się na wielkość i ogranicz partyjniactwo.

Uświadomcie sobie też, że nie żyjecie w normalnym kraju, tylko w państwie  rządzonym przez reżim pisowski, zacofanym cywilizacyjnie i technologicznie. I chaosem intelektualnym.

II. Opozycjo parlamentarna i pozaparlamentarna,  chyba przeczytałaś to co powiedział prof. Andrzej Horban  i uświadomisz sobie jak byłaś przez cały 2020 r. manipulowana przez reżim pisowski w sprawie Covid-19 „W najnowszym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” prof. Andrzej Horban przyznał, że rząd świadomie luzował obostrzenia latem po to, aby nas „trochę chronić, trochę pozakażać”. Zdaniem doradcy premiera osoby, które przechodzą chorobę covid-19 łagodnie, powinny się zakażać, bo im więcej osób ją przechoruje, tym większa bariera dla wirusa”2.

1.Opozycjo parlamentarna i pozaparlamentarna, nie daj się dalej manipulować reżimowi  pisowskiemu i nie uczestnicz w  histerii covidowej i tragikomedii szczepionkowej.

Nie uczestnicz, w żadnym narodowo-pisowskim  bełkocie o szczepieniach, bo reżim pisowski wpadł w pułapkę i chce wciągnąć w to opozycję. UE zagwarantowała Polsce 8,5% z 300 mln pierwszej transzy szczepionek Pfizer. Reżim pisowski kupił 17 mln z 25,5 mln. Nie kupił 8,5 mln kolejnych możliwych. Teraz chce podzielić się odpowiedzialnością z opozycją za wpadkę.

2.Nie bierz udziału w pisowskim tresowaniu polskiego społeczeństwa i niszczeniu ludzi. Naucz się racjonalizować stosunkowo lekką epidemię covidową,  tak jak to robi większość polskiego społeczeństwa, które ma świadomość, że już kilkanaście milionów obywateli  przeszło Covid -19. I to często o tym nie wiedząc,  lub traktując jako zwykłe przeziębienie. Dzięki czemu wytworzyło już przeciwciała Anty-Sars-CoV-2.

Jeżeli bezkrytycznie włączycie się w tragikomedię szczepionkową – nie wykluczone , że inspirowaną przez reżim pisowski – to w 2021 r. znowu  zaczną Masowo Umierać Ludzie na Choroby Niecovidowe. Tak jak to było w 2020r. Bo wszyscy będą się zajmowali szczepionkami. Piszę o tym, i innych sprawach,  w artykule  „Nowy pisowski program socjalny EUTANAZJA+, COVID-19 i szczepionki”3

3.W artykułach „Reżim PiS świadomie doprowadził do obecnego poziomu zachorowań Covid -19” z 13.11.2020 i  „PIS, COVID-19 i SZCZEPIONKA” z 04.12.2020r. pisałem o tym, że reżim pisowski świadomie dopuścił do zakażeń, bo potrzebował jesienią restrykcji covidowych, przewidując słuszne protesty społeczne  przeciwko niemu. Wskazałem też na manipulowanie przez reżim liczbą testów, a więc i wysokością zakażeń. Służy to do żonglowania wynikami zakażeń i wzmacnianiu, bądź łagodzeniu, restrykcji covidowych  w zależności od potrzeb politycznych.

4.SERDECZNE PODZIĘKOWANIA dla osób które dawały serduszka i lajki pod moimi artykułami o Covid-19. Wiem, jak to trudno publicznie iść pod prąd.

III. Opozycjo parlamentarna i pozaparlamentarna, zacznij wreszcie traktować Zjednoczoną Prawicę jak grupę przestępczą. To, że zostali wybrani   demokratycznie  nie oznacza, że mogą bezkarnie popełniać  przestępstwa, w tym przeciwko wymiarowi sprawiedliwości i  tuszować je przy pomocy organów państwa, łamać Konstytucję. Bo to czyni z nich grupę przestępczą. Tylko dlatego, że mają większość sejmową nie utracili do tej pory immunitetu i nie wytoczono im procesów karnych.

Opozycjo, przyłącz się do mecenasa Romana Giertycha który zaproponował sposób rozliczenia PiS. Niech program Mecenasa w tej sprawie, stanie się  wspólnym programem opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej

Roman Giertych – strona oficjalna

Komisja Śledcza ds. nielegalnych działań PiS w latach 2015-2021.

Publicznie zapowiedziałem wczoraj, że zamierzam wrócić do polityki i startować w najbliższych wyborach (mam nadzieję, że będą one w przyszłym roku). Ponieważ chciałbym zająć się organizowaniem pracy Komisji Śledczej ds. nielegalnych działań PiS w latach 2015-2021, to rozpoczynam dyskusję czym w pierwszej kolejności powinna się ta Komisja zająć. Oczywiste jest dla mnie, że trzeba to bardzo dobrze przygotować, aby w ciągu pół roku przeprowadzić całe rozliczenie. Widzę następujące zagadnienia dla Komisji:

1) Sprawa zamachu na TK i wydawania wyroków przez nieuprawnione osoby.

2) Sprawa nielegalnego powoływania sędziów i Izb w Sądzie Najwyższym – nielegalne wydawanie wyroków. Zamach na ten konstytucyjny organ.

3) Nielegalne powołanie KRS – nielegalne uchwały tego gremium.

4) Kradzieże, przywłaszczenia, korupcja, nepotyzm.

5) Ukrywanie przestępczości związanej z PiS.

6) Prześladowania przeciwników politycznych i demonstrantów.

7) Zbrodnicze zaniechania przygotowania kraju na epidemię.

8) Nielegalne naciski na sędziów i prokuratorów.

9) Nielegalne wykorzystywanie służb specjalnych do celów politycznych.

10) Zamiana mediów publicznych w media partyjne.

Te dziesięć tematów można oczywiście jeszcze poszerzać i ich hierarchia może być inna. Proszę o pomysły i podpowiedzi.

Równolegle z pracami Komisji Śledczej musi się toczyć praca prokuratury, która wobec osób nie podlegających Trybunałowi Stanu będzie prowadzić postępowanie. Główne śledztwo winno się toczyć w związku z art. 258 kk – zorganizowana grupa przestępcza zmierzająca do popełnienia szeregu przestępstw takich jak przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych, podszywanie się pod funkcjonariuszy publicznych np. sędziów, ukrywanie przestępstw, fałszerstwa, przywłaszczenia np. w sprawie afery KNF, itp. W ramach tego postępowania należy postawić pilnie zarzuty kierownictwu PiS i zabezpieczyć prawidłowość postępowania przygotowawczego. Prokurator Generalny winien jeszcze przed zakończeniem prac Komisji zawnioskować do prawidłowo powołanego Trybunału Konstytucyjnego o delegalizację PiS i o przekazanie majątku tej partii na cele społeczne. Postępowanie przez Trybunałem Konstytucyjnym byłoby dobrym prejudykatem (czyli przesądzałoby pewne kwestie prawne) do wyroków Trybunału Stanu wobec osób podlegających pod niego (m.in. Andrzej D. Jarosław K. , Mateusz M. Zbigniew Z., Beata S., ). W kolejnych dniach omówię i proszę o dyskusję działania Komisji w odniesieniu do każdego w/w aspektu prac.

Roman Giertych

1)https://www.rp.pl/Polityka/201229974-Wegierska-opozycja-jednoczy-sie-przeciw-Orbanowi.html

2)https://natemat.pl/335839,horban-o-covid-19-rzad-luzowal-obostrzenia-troche-pozakazac?PA=

3)https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2021/01/13/nowy-pisowski-program-socjalny-eutanazja-covid-19-i-szczepionki/?fbclid=IwAR3b_wKU59BtzMLMIZRs6Y1bzsYYK-xA47Q6d8IzcZ9e7SaykYQ4fYqxm1g

Nowy pisowski program socjalny EUTANAZJA+, COVID-19 i szczepionki

W artykule:

  1. podaję liczbę  zgonów i zachorowań na Covid-19 na koniec 2020r z podziałem zmarłych na sam Covid-19 i z chorobami współistniejącymi,
  2. liczbę zgonów z powodu kilku innych chorób,
  3. manipulacje medialne, dotyczące liczb zmarłych i liczby zachorowań na Covid-19 i odnoszę się do liczby zmarłych w 2019 roku,
  4. pokazuję ile Polek/Polaków uzyskało już odporność populacyjną
  5. wyjaśniam dlaczego świat „walczy” z Covid-19 i rządy chcą szczepić obywateli

POLSKIE SPOŁECZEŃSTWO NIE ODRZUCA COVID-19  CZY SZCZEPIONEK ,TYLKO TE SPAWY RACJONALIZUJE, BO  MA ŚWIADOMOŚĆ FAKTYCZNEJ ŚMIERTELNOŚCI NA COVID-19 i TEGO,  ŻE ZNACZNA CZĘŚĆ Z NICH  WYTWORZYŁA PRZECIWCIAŁA ANTY- SARS-CoV-2.

WIE TEŻ,  ŻE FAKTYCZNA  PANDEMIA, TO OLBRZYMIA LICZBA LUDZI CHORUJĄCYCH NA CZĘSTO NIELECZONE CHOROBY NIECOVIDOWE I WSPÓŁISTNIEJĄCE, BO SYPIE SIĘ SYSTEM ZDROWOTNY. BYLE WIRUS BĘDZIE WYWOŁYWAL PANDEMIE KORZYSTNE DLA KONCERNÓW FARMACEUTYCZNYCH.

NIE MOGĘ OPRZEĆ SIĘ WRAŻENIU, ŻE MASOWE ZGONY Z POWODU CHORÓB UKŁADU KRĄŻENIA, NOWOTWORÓW CZY ZE ZWYCZAJNEJ STAROŚCI, STAŁY SIĘ OBECNIE ZGONAMI PLEBEJSKIMI, ZWYCZAJNYMI. NOBILITUJE DOPIERO ŚMIERC NA COVID.

*************************

I.DANE DOTYCZĄCE ZACHOROWAŃ NA COVID 19 W CAŁYM 2020R NA PODSTAWIE  DANYCH KANCELARII ADWOKACKIEJ ADAM PAWŁOWSKI Z GDAŃSKA I UZYSKANYCH Z MINISTERSTWA ZDROWIA, RZĄDOWEJ STRONY  INTERNETOWEJ, STRONY INTERNETOWEJ PULSZDROWIA.PL

1.Uwzględniając dane z Ministerstwa Zdrowia, internetowej strony rządowej1, z Kancelarii Adwokackiej2 , strony internetowej pulsmedycyny.pl tak przedstawiają się dane dotyczące COVID19 za cały 2020 rok:

1) W okresie od 01.01.2020 r. do 31.12.2020 r. na terenie Rzeczypospolitej Polskiej na COVID-19 w wyniku wirusa SARS-CoV-2 zachorowało 1 294 878 osób,

2]W okresie od 01. 01.2020r. do 31.12.2020r.  na terenie Rzeczypospolitej Polskiej na COVID-19 w wyniku wirusa SARS-CoV-2 jako wyłącznego powodu zgonu zmarło 5005 osób.

3]W okresie od 01.01.2020 r. do 31.12.2020 r. na terenie Rzeczypospolitej Polskiej z powodu COVID-19 w wyniku wirusa SARS-CoV-2 oraz chorób współistniejących z ww. wirusem zmarło 28 554 osób

4) Według danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego , średnia wieku osoby zmarłej z powodu Covid-19 wynosi 72,9 lat a mediana wynosi 75 lat.  Kancelaria Adwokacka podała, że na podstawie danych uzyskanych z MZ do 31.10.2020r., w przypadku śmierci osób wyłącznie na Covid-19 średni wiek wynosi 72 lata a w przypadku chorób współistniejących 76 lat.

5)UWAGA: jak szacują analitycy Centrum Modelowania Matematycznego  i Komputerowego UW,  zakażonych może być  DZIEWIEĆ RAZY WIECEJ /bo są bezobjawowe/  w stosunku do tego co widać w wykrywanych przez testy przypadkach (Rzeczpospolita 18.12.2020r., Koronawirus w Polsce. Dr Franciszek Rakowski o tym ilu naprawdę jest w Polsce zakażonych”). Tak więc, liczba zmarłych, wliczając w to zmarłych z chorobami współistniejącymi, w stosunku do liczby osób które już przechorowały COVID-19 nie upoważnia w żaden sposób do histerii covidowej, która spowodowała zaniedbania w służbie zdrowia i wywołała śmierć dużej liczby osób na choroby niecovidowe. Ci wszyscy którzy to przechorowali, uzyskali  również antyciała wirusa SARS-CoV-2.

Dodatkowo, zdegenerowany reżim pisowski zniszczył gospodarkę  i terroryzuje ludzi restrykcjami covidowymi sprzeciwiających się niszczeniu państwa.   

II. LICZBA  ZMARŁYCH Z POWODU INNYCH CHORÓB

1.Ministerstwo Zdrowia  nie było w stanie udzielić informacji Kancelarii Adwokackiej Adwokat Adam Pawłowski z Gdańska na temat przyczyn zgonu z  powodu innych chorób w latach 2019-2020 r.  Biorąc to pod uwagę, opieram się na danych medialnych.

2. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce, aż 70 proc. zgonów spowodowanych jest chorobami układu krążenia i chorobami nowotworowymi. /tekst z MEDONET z 04.12.20203/

Te dane porównałem do wysokości zgonów w 2019 roku który jest niezaburzony zgonami z powodu COVID-19. Liczb zmarłych wyniosła  409 709 osób , tak więc na choroby krążenia i choroby nowotworowe spowodowały śmierć około 287 tys. osób.

3.Według tekstu z Pulsu Medycyny z 12-03-2019 przewlekła choroba nerek może dotyczyć nawet 4,5 mln osób a zabija rocznie 80 tys. osób. Większość z tych zgonów to zgony przedwczesne.4  

4.Na podstawie wcześniejszego zapytania z 27.08.2020r. Kancelaria Adwokacka Adwokat Adam Pawłowski z Gdańska uzyskała z Ministerstwa Zdrowia odpowiedź dotycząca zapalenia płuc na które  można zachorować z powodu grypy, pneumokoków i wirusa RSV. Bo pamiętajmy , że Covid 19 to choroba związana z  płucami :

1] W okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. na terenie Rzeczypospolitej Polskiej na ogólne zapalenie płuc zachorowało 537 333 osoby,

2) W okresie od 01.01.2018 r. do 31.12.2018 r. na terenie Rzeczypospolitej Polskiej z powodu ogólnego zapalenia płuc zmarło 18 490 osób, co dawałoby śmiertelność na poziomie 3,44 %.

Bardzo zbliżone liczby dotyczą również 2017 roku.

III. MEDIALNE MANIPULACJE DOTYCZĄCE LICZBY CHORYCH I LICZBY ZMARŁYVH NA COVID19

1.W 2019 roku gdy nie było Covid 19 zmarło  409 709 osób

2.W 2020 roku zmarło przeszło 478 000 osób/dane z mediów które tak podają dane uzyskane z Ministerstwa Cyfryzacji które rejestruje dane z Rejestrów Stanu Cywilnego/,

3.Różnica to 68 291 osób zmarłych w 2020r.

W niektórych mediach podaje się sensacyjne informacje, że w 2020 r.  liczba zmarłych w porównaniu do lat poprzednich dramatycznie wzrosła i często łączy się to z Covid19, co sprawia wrażenie, zwłaszcza dla czytelnika koncentrującego się tylko na sensacyjnych tytułach i zajawkach artykułów, że do tego przyczyniła się ta choroba. Robi się to zwłaszcza przy apelach zachęcających do szczepienia. Tymczasem, jest to ordynarna manipulacja  

Gdyby nawet przyjąć do liczenia osoby zmarłe na Covid-19 razem z chorobami współistniejącymi tj. liczbę 28 554 osób to różnica wynosi 39 737 osób. To są osoby które zmarły na tzw. zwykłe choroby bo reżim pisowski zajął się   walką o wpływy w ramach Zjednoczonej Prawicy, toczył walkę z  gender, z kobietami o prawo do aborcji, LGBT –  zostawiając na pastwę losu  zwykłych chorych.

Gdyby tylko liczyć zmarłych na sam Covid19, to reżim pisowski  doprowadził do  śmierci aż  63 286 osób. Jest to pisowska EUTANAZJA+. Zamożne i dobrze zorganizowane kraje mogły sobie pozwolić na histerię covidową, bo leczyły również normalnie osoby chore na tzw. zwykłe choroby. Na coś takiego, nie mógł sobie jednak pozwolić bantustan  smoleńsko-katolicki. 

Przy okazji, reżim pisowski doprowadził do dalszej degeneracji służby zdrowia.

4.Znikają chorzy na  zapalenie płuc i w to miejsce pojawiają się zmarli na Covid19 z chorobą współistniejącą.  Pod nazwę choroby współistniejące, oprócz zapalenia płuc, wliczono inne   choroby: nadciśnienie, cukrzyca, niedokrwienna choroba serca, migotanie przedsionków,

niewydolność nerek, demencja, nowotwór w ciągu ostatnich 5 lat, niewydolność serca, otyłość,  niewydolność oddechowa). Czy w 2020 roku będą w ogóle osoby zmarłe na przykład na zapalenie płuc bez powiązania z Covid-19 ???

5. Z bardzo dużą doza prawdopodobieństwa można powiedzieć, że pisowski reżim  manipuluje testami. Polecam artykuł z  Polska Times „Nie wiemy, ilu jest naprawdę chorych na COVID-19, ani ilu naprawdę jest zmarłych. Tymczasem plan „B” okazuje się być wydmuszką5„ Ten dość odważny  artykuł jest z 19.11.2020r.  Podkreślam datę, ponieważ Polska Times należy do Grupy  Polska Press zakupionej przez państwowy Orlen na początku grudnia 2020r.

Wystarczy zmniejszać  lub zwiększać liczbę testów w zależności od potrzeb politycznych.

Jak trzeba ograniczyć manifestacje Strajku Kobiet po wyroku trybunału Przyłębskiej i zastraszyć ludzi, żeby się szczepili, to wystarczy zwiększyć liczbę testów i zwiększa się  liczbę zarażonych.

W okresie listopad  i grudzień 2020 r. liczba zakażonych wzrosła o 968 147 osób.

Czy przez zwiększenie liczby testów można w prosty sposób zwiększyć liczbę zarażonych?

!Tak, bo pewnej sprawy nie nagłaśnia w mediach, zwłaszcza teraz w okresie akcji szczepiennej. W rzeczywistości, jak szacują analitycy Centrum Modelowania Matematycznego  i Komputerowego UW,  zakażonych może być  DZIEWIEC RAZY WIECEJ /bo są bezobjawowe/  w stosunku do tego co widać w wykrywanych przez testy przypadkach.

6.A to również znaczy , że na koniec 2020r.  ponad 1/3  dorosłej populacji ma już wzmocniony system immunologiczny bo wytworzyła przeciwciała Anty-Sars-CoV-2. A na dzień 13  stycznia 2021r. odporność immunologiczna ma już  40% dorosłej populacji.

Już w sierpniu-wrześniu 2021 Polki/Polacy  uzyskaliby naturalną odporność zbiorową  skuteczniejszą przy mutacjach, i przy zdecydowanie mniejszej liczbie zgonów niż obecnie, o ile,  zamiast  dalej nakręcać spiralę covidową i tragikomedię szczepionkową zadbano by o prawidłowe leczenie – i finansowanie tego leczenia – chorych na przewlekłe choroby niecovidowe.

IV. PRZECIEŻ CAŁY ŚWIAT  WALCZY Z  COVID19

1.Zdecydowało o tym kilka  czynników:

1]aktualnie rządzące partie  w krajach demokratycznych, nie mogą sobie pozwolić na zlekceważenie nawet łagodnych objawów epidemii pod groźbą utraty władzy na rzecz politycznych przeciwników, którzy bez litości wykorzystają to w walce o władzę.

Rzecz w tym, że zamożne kraje mogą sobie pozwolić na równoległe leczenie tzw. normalnych chorych i chorujących z powodu jakiejś dość łagodnej epidemii.

Pisowski reżim oferuje program socjalny Eutanazja+

2]atmosferę zagrożenia podkręcił Trump i jego administracja która określiła Covid-19 mianem terrorystycznego  ataku biologicznego dokonanego przez Chiny na USA. Gorszego niż ataki na Pearl Harbour i World Trade Center. A wiemy, czym się to skończyło.

3] Chiny będące fabryką świata i czołowym eksporterem nie mogły sobie pozwolić na zabójczy dla gospodarki i wredny pod względem marketingowym  zarzut, że towary chińskie  przenoszą wirusy więc nie można ich kupować. Musialy więc rzucić się do walki z wirusem , i rozgłosić to na cały świat, żeby nie siadł im eksport.

4]Zdegenerowany pisowski reżim wykorzystał początkowy strach społeczeństwa polskiego przed Covidem-19, żeby zacząć jego tresurę i wykorzystać restrykcje covidowe do tłumienia  protestów społecznych. Profesor Chmielnicki z Uczelni Łazarskiego w artykule „Ustawy epizodyczne wciąż obowiązują, bo są na rękę władzy na wypadek sporu z obywatelem” pisze „Mówi się przecież, że ten wirus właściwie na zawsze z nami zostanie, więc powstaje pytanie, czy specustawy także będą obowiązywały bez końca. Liczy się więc, jak władza będzie przedstawiać problem tej walki. Rozwiązania ze specustaw są dla władzy dużo dogodniejsze, bo ograniczają możliwości zaskarżania działań władzy, np. ograniczają uprawnienia procesowe obywateli”6

Obecnie PiS przygotował projekt ustawy nowelizującej Kodeks postępowania ws. o wykroczenia, która nie pozwala dokonać odmowy przyjęcia mandatu. Obywatelka /Obywatel musieliby przyjąć mandat, zapłacić  i najwyżej odwoływać się do sądu udowadniając swoją niewinność. Do tej pory, to policjant nakładający mandat, w przypadku odmowy jego przyjęcia, musiał przygotować dokumentację i skierować do sądu. Obecnie, reżim pisowski tworząc PAŃSTWO POLICYJNE,  chce zdelegalizować tą formę oporu, bo sądy masowo odrzucały  wnioski gorliwych, ale niedouczonych, policjantów o ukaranie  uczestników  manifestacji Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

5.NAWET GDYBY WSZYSCY POLACY SIĘ ZASZCZEPILI, TO PISOWSKA GRUPA PRZESTĘPCZA NIE ZLIKWIDUJE  RESTRYKCJI  COVIDOWYCH,  ZWŁASZCZA W TEJ CZĘSCI  KTÓRA OGRANICZA MASOWE PROTESTY PRZECIWKO TEMU REZIMOWI.  ZAWSZE ZNAJDĄ SIĘ  KOLEJNE FALE COVIDOWE, NOWE OGNISKA COVIDU  I  NOWE MUTACJE.

ZNAJDĄ SIĘ TEŻ LEKARZE – JAK W KAŻDYM ZAWODZIE – USŁUŻNI DLA RZĄDU. JEST TO  ZARZĄDZANIE SPOŁECZEŃSTWEM PRZEZ STRACH I RZEKOMO W JEGO INTERESIE.

A tak przy okazji, dyrektor generalny firmy BioNTech Ugur Sahin ocenił, że koronawirus nie zniknie przez co najmniej 10 następnych lat.7

V. SZCZEPIONKI NA COVID-19

1.Przetem była histeria covidowa i umierali ludzie na zwykłe choroby. Teraz trwa tragikomedia szczepionkowa. I ta tragikomedia szczepionkowa, będzie teraz  nadal przykrywała umieranie ludzie  na zwykłe choroby, grabież kraju przez  mafię pisowską i kościelną, dalsze niszczenie sądów, ściganie ostatnich, próbujących zachować, choć trochę niezależności, prokuratorów. Po zniszczeniu poszczególnych gałęzi gospodarki polskiej przez pisowską mafię, nie można wykluczyć przejęcia części interesów w pierwsze  kolejności przez państwo, a później przez rodziny pisowskich aparatczyków.

2.Wszystkie rządy dążą do zaszczepienia swoich obywateli, bo próbują jakoś wyjść, przynajmniej na razie,  z tej histerii covidowej która stała się dla wielu państw narodowych pułapką społeczno-polityczno-gospodarczą. Jest to próba wyjścia z możliwie najmniejszymi stratami wizerunkowymi  i  przystąpienie do odbudowy gospodarek.

Oczywiście, nie ma już automatycznego powrotu do przeszłości. Przesunięcie sił politycznych, gospodarczych oraz bogactwa wyraźnie zauważymy za 2-3 lata.

3.W Polsce, na dzień 13 stycznia 2021r.,  z bardzo   dużym  prawdopodobieństwem odporność na obecny wirus uzyskało już ponad 40 %  dorosłej populacji bo wytworzyła przeciwciała  Anty-Sars-CoV-2. A w marcu, ma ją uzyskać 54%. Wynika to – o czym wcześniej pisałem – z danych Centrum Modelowania Matematycznego  i Komputerowego UW, wskazujących, że zakażonych może być  dziewięć razy więcej. Szczepienie w ciemno, bez wcześniejszego testu serologicznego wskazującego czy szczepiony ma wytworzone przeciwciała jest absurdalne.  Już w sierpniu-wrześniu  2021 Polki/Polacy  uzyskaliby naturalną odporność zbiorową  skuteczniejszą przy mutacjach i przy zdecydowanie mniejszej liczbie zgonów niż obecnie.  O ile oczywiście,  zamiast  dalej nakręcać spiralę covidową i szczepionkową, zadbano by o prawidłowe leczenie – i finansowanie tego leczenia – chorych na przewlekłe choroby niecovidowe.   I byłaby to naturalna odporność która znacznie lepiej radziłaby sobie z mutacjami.

4.Żaden poważny lekarz nie jest w stanie powiedzieć, nawet przy przyjęciu najbardziej optymistycznych założeń dotyczących odporności  podanych przez producentów, jak długo trwa odporność szczepionkowa na Covid-19 ( firma Moderna  twierdzi, że jej szczepionka prawdopodobnie chroni trochę więcej niż rok8. Czyli za rok trzeba znowu się szczepić), czy zaszczepiony nie przekazuje  dalej zakażenia wirusem. I czy potencjalna odporność szczepionkowa będzie skuteczna przy mutacjach. Poza tym, zgodnie z zaleceniami producentów nie są szczepione osoby poniżej 16 roku życia i chorując bezobjawowo będą wirus przekazywali dalej i interes covidowy będzie się dalej kręcił.

5.Obecny wirus już się mutuje i nie ma żadnej gwarancji, że obecna odporność szczepionkowa, a nie naturalna, nawet gdyby była prawdziwa tak jak podają producenci, w jakiś sposób zabezpieczy przed mutacjami.

Instytut Kocha podał, że  szczepionka  na grypę z sezonu 2018/2019 ma skuteczność 21%.

Natomiast dalsze trwanie koronowirusa w różnych mutacjach to biznes dla koncernów farmaceutycznych. Przypomnę, że dyrektor generalny firmy BioNTech Ugur Sahin ,  a więc tej firmy która opracowała szczepionkę,  ocenił, że koronawirus nie zniknie przez co najmniej 10 następnych lat.

PYTANIE: czy histeryczne reakcje na Covid-19 reżimu pisowskiego, bezmyślnie wspieranego w tej sprawie przez obecną lichą opozycję parlamentarną, w przypadku dalszego koncentrowania się na tej chorobie i szczepionkach, nie doprowadzą do kolejnej pisowskiej  Eutanazji + w 2021 r. ? Bo inne choroby tzw. niecovidowe– przy braku dofinansowania i zainteresowania – doprowadzą znowu  do masowych zgonów.

6.Osoby ogłupione histeria covidową i widzący w szczepionce świeckiego Graala  argumentują, że:

1) organ UE  zaakceptował  szczepionki firm Pfizera i Moderny na terenie Unii. Odpowiem tak, bądźmy  Europejczykami, ale pamiętajmy, że w UE toczy się gra polityczna i gospodarcza miedzy:

a) państwami narodowymi,

b)tzw. starymi państwami UE a nowo przyjętymi do  UE

c) USA i Chinami  

Na terenie UE działają również potężne koncerny narodowe i międzynarodowe o budżetach kilkakrotnie, a nawet kilkunastokrotnie, większych od budżetów części państw narodowych.

Działają potężne grupy lobbystyczne.

Duża liczba lekarzy z UE, w tym polskich,  otrzymuje granty na badania, i sama uczestniczy w badaniach koncernów farmaceutycznych.

Profesor Włodzimierz Gut, wirusolog oraz doradca Głównego Inspektora Sanitarnego na pytanie kiedy świat poradzi sobie z koronawirusem, odpowiedział,  że „z punktu widzenia rozgrywek, które są przy okazji prowadzone, nigdy…..Ale nie jest to wynik straszliwego wirusa, tylko egoistycznych interesów poszczególnych grup”.9

2)Autorytety i celebryci tyle mówia o Covid-19 jako straszliwej pandemii i popierają szczepionki. Podam tylko kilka przykładów, jak autorytety naukowe i celebryci na całym świeci popierali bezkrytycznie również coś takiego jak:

a)  NSZZ ”Solidarność” – i co z tego zostało? Czy ktoś na poważnie traktuje obecnie jako autorytety partie post-solidarnościowe takie PiS czy PO? Nie mówiąc o  samym związku Solidarność.   A  co stało się z samą wolnościową ideą Solidarności  przy rządach pisowskich aparatczyków?  A pamiętamy jakie były orgazmy poparcia przed, i tuż po 1989 r.,  dopóki nie przyjrzano się działalności tych ludzi wyniesionych na świeczniki w kontrze do działaczy PZPR.

b) TINA – czyli brak alternatywy dla neoliberalizmu. Teraz bardzo wiele z tych autorytetów naukowych, na świecie i w Polsce, wycofuje się rakiem z bezkrytycznego afirmowania neoliberalizmu,

c)Program Powszechnej Prywatyzacja – jedna z największych afer III RP. A jakie autorytety ją popierały.

d) OFE – w Polsce popierały ten twór wszystkie strony sceny politycznej. A OFE pozyskiwało naukowe tuzy zapraszając ich do tworzących się rad i zarządów. Gdyby nie działania Tuska, który przez ekonomię został zmuszony do  poważnego zdemontowania OFE, to mielibyśmy bardzo poważny kryzys finansów publicznych, a osoby odchodzące teraz na emerytury, miałyby je znacznie niższe10.

Teraz pisowski reżim tworzy swoje Pracownicze Plany Kapitałowe.

e) JAN PAWEŁ II – i nie chodzi tu sprawy pedofilii w kościele katolickim czy, walce z antykoncepcją, lecz o sprawę mniej znaną, ale nie mniej obrzydliwą. Mniej znaną,  bo traktowaną jako wewnętrzna sprawa tej instytucji. Chodzi o siostry  zakonne gwałcone na misjach przez swoich zwierzchników. – „Kościół musiał się do tego przyznać w 2001 roku. W misjach prowadzonych w biednych krajach, przełożeni preferują młode siostry zakonne od lokalnych dziewczyn, ponieważ te złożyły śluby czystości i są dziewicami, więc jest mniejsze ryzyko, że mają AIDS. Największą ilość gwałtów seksualnych odnotowuje się w Afryce, gdzie są też przypadki sióstr zmuszanych do brania pigułek antykoncepcyjnych oraz zgonów zakonnic podczas nielegalnych aborcji. Zakonnice gwałcone przez księży i biskupów są wyrzucane z Kościoła, gdy decydują się zgłosić to władzom cywilnym. Wszystko to jest znane Watykanowi, gdyż otrzymał tajny raport jednej z matek przełożonych zakonu misjonarek – mówi Carmelo Abbate.

Tajny raport

Jego słowa potwierdza artykuł Marco Politiego, który ukazał się w dzienniku „La Repubblica” w 2001 roku i opowiadał o tajnym raporcie, który 18 lutego 1995 roku został przekazany kardynałowi Eduardo Martinez Somalo, ówczesnemu Prefektowi Kongregacja ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego. Jego autorka – siostra Maria O’Donohue – koordynatorka z ramienia Caritasu programów zapobiegających AIDS, była bardzo jasna i precyzyjna w swoich oskarżeniach: „Nadużycia są powszechne i jest wiele zgłoszeń”.

„Kandydatki do życia zakonnego są gwałcone przez księży, którym muszą przedstawiać certyfikaty zdrowia. Lekarze szpitali katolickich są często odwiedzani przez duchownych, którzy przyprowadzają siostry zakonne lub inne kobiety, by przerwały ciążę. Siostra O’Donohue opowiadała o historii jednej z zakonnic, która – zmuszona do aborcji – zmarła w wyniku zabiegu, a ksiądz odprawił za nią solenną mszę żałobną” – pisał Marco Politi w 2001 roku, cytując tajny raport.

Choć Kościół już wtedy postanowił podjąć odpowiednie kroki, aby także na misjach dbano o przestrzeganie celibatu, problem nadal istnieje. Los i cierpienia zakonnic, które zaszły w ciąże, pozostaje nadal jedną z najciemniejszych tajemnic Watykanu”11.

Przypisy:

  1. https://www.gov.pl/web/koronawirus/wykaz-zarazen-koronawirusem-sars-cov-2?fbclid=IwAR0pElag3R4U6ym1BfM2kLays3KD9-yv99aYEWTtutIWIcVJ_dYUp1JC_mw      
  2. https://www.facebook.com/adwokatpawlowski/posts/1621529938044937             
  3. https://www.medonet.pl/narodowy-test-zdrowia-polakow/co-dolega-polakom-,choroby–ktore-zabijaja-ponad-polowe-polakow,artykul,91342726.html/
  4. https://pulsmedycyny.pl/przewlekla-choroba-nerek-zabija-80-000-osob-rocznie-955597         
  5. https://polskatimes.pl/nie-wiemy-ilu-jest-naprawde-chorych-na-covid19-ani-ilu-naprawde-jest-zmarlych-tymczasem-plan-b-okazuje-sie-byc-wydmuszka/ar/c1-15301601
  6. https://www.rp.pl/Prawo-dla-Ciebie/301049984-Chmielnicki-Ustawy-epizodyczne-wciaz-obowiazuja-bo-sa-na-reke-wladzy-na-wypadek-sporu-z-obywatelem.html      
  7. https://natemat.pl/331977,dyrektor-biontech-koronawirus-zostanie-z-nami-co-najmniej-przez-10-lat
  8. https://www.medonet.pl/porozmawiajmyoszczepionce/najczestsze-pytania,szczepionki-przeciw-covid-19–moderna–jak-dlugo-trwa-ochrona-,artykul,39898292.html?pushmedia=df484659cac35a2&utm_source=browser&utm_campaign=koronawirus_df484659cac35a2&utm_medium=pushmedonet           
  9. https://wzabrzu.info/kiedy-koniec-pandemii-prof-gut-z-punktu-widzenia-prowadzonych-rozgrywek-nigdy/    
  10. https://www.tygodnikprzeglad.pl/kto-zarobil-na-ofe/        
  11. https://wiadomosci.wp.pl/tajny-raport-watykanu-gwalty-na-zakonnicach-to-codziennosc-6031287461405313a   

Krzysztof Mróź: Czy Konfederacja pomoże Dudzie – analiza powyborcza/dane z 99,77% komisji/

1.Dynamika sondażowa dotycząca I tury wyborów  dwóch kandydatów, Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudy, w okresie od 3 czerwca 2020 roku do 26 czerwca 2020r.

Wykorzystano sondaże wyborcze opracowane przez 8 firm które w tym okresie opracowały łącznie 28 sondaży.

2.Wykluczono 2 sondażownie:

1)rządowy CBOS który dał Trzaskowskiemu tylko 20% a Dudzie 45%.

2) Maison&Partners który dał Trzaskowskiemu 28,2% a Dudzie tylko 33,1%.

Podsumowując wyniki tych sondaży należy jednoznacznie stwierdzić , że Rafał Trzaskowski uzyskał maksymalnie to co mógł uzyskać, mając za konkurentów Hołownię, Biedronia,  Kosiniaka – Kamysza oraz trochę planktonu prezydenckiego.

Paradoksalnie, Kosiniak-Kamysz podbierał mu również elektorat wielkomiejski bo w Warszawie w poszczególnych dzielnicach miał od 1,5 do 2,5% głosów.

Podobnie Duda uzyskał maksimum co dawały mu sondaże.

Ani wyborca Trzaskowskiego , ani tym bardziej Dudy nie powinien być zmartwiony ani też uradowany osiągniętym wynikiem. To wszystko ujęły sondaże.  Nie było żadnej niespodzianki.

2.Andrzej Duda ma wyborczą poduszkę ochronna w wysokości 13,33% nad Rafałem Trzaskowskim, ale praktycznie jest bez rezerw wyborczych które  posiada Trzaskowski,

Jak pokazują ostatnie sondaże wyborcze, jeden  z 24-26.06.2020r. (Pollster) daje przewagę Trzaskowskiemu  0,65% przy niezdecydowanych 8,69% , a drugi  z 28-06-2020r. (Kantar) gdzie Duda wygrywa wielkością 0,7% przy niezdecydowanych 9,9%.

To pokazuje, że sztab Dudy musi zdecydowanie szukać rezerw wyborczych.

Po stronie wyborców Rafała Trzaskowskiego pojawiła się obawa, że wyborcy Bosaka (Konfederacji) gremialnie poprą Andrzeja Dudę. Powiem, z pełną odpowiedzialnością za słowa, że jeżeli już,  to co najwyżej 25% jego wyborców, część zagłosuje na Rafała Trzaskowskiego. Pozostali pozostaną w domu i to, między innymi, z niżej podanych powodów:

1.Konfederacja twardo prezentuje się jako jedyna prawicowa narodowa partia o nastawieniu nacjonalistycznym,

2.Występuje przeciwko:

1) pisowskim łapówkom socjalnym. W czerwcu złożyła w sejmie,  kpiąc z pisowskiego socjalu, wniosek  do Tarczy 4.0, żeby do art.41 dodać art. 41a w brzmieniu „ Żeby wszyscy byli zdrowi, piękni i bogaci, a Pani Minister Emilewicz, aby miała własny helikopter do rozrzucania pieniędzy nad Polską na każde wezwanie” ,

3) obecności wojsk USA na terenie Polski,

4) bezradności pisowskiego rządu wobec narastającego nacjonalizmu ukraińskiego /banderyzm/

5) potencjalnym roszczeniom majątkowym środowisk żydowskich /S 447/

3.Konfederacja, opowiadała się, bezskutecznie,  za  przywróceniem treści rządowej nowelizacji ustawy o IPN z 2018 r. Jak to formalnie określono, jej celem było przeciwdziałanie fałszowaniu polskiej historii w Polsce i na świecie. Wprowadzała ona m.in. karę pozbawienia wolności za przypisywanie Polakom odpowiedzialności za np. ludobójstwo popełnione na Żydach w czasie II wojny światowej. Wspomniane sankcje zostały wycofane w 2018 roku przez rząd i parlament.

A przy okazji przypomnę, że negocjacje w sprawie ustępstw strony polskiej  w tej ustawie prowadzono, jak podały media izraelskie, w siedzibie Mosadu Glilot, na północ od Tel Awiwu.   

Osobiście uważam, że dla części działaczy Konfederacji będzie trudno  zagłosować na Dudę  ze względów psychologicznych, ponieważ widza, że posłowie PiS obchodzą Chanukę w  Sejmie RP. A także  powiązań rodzinnych  Prezydenta RP.

4.Tzw. media narodowe, atakują  ostro Konfederację jako konkurenta na prawej  stronie sceny politycznej.

5.Podsumowaniem niech będzie oświadczenie liderów Konfederacji, że nie zagłosują na żadnego z dwóch kandydatów.

Wnioski:

  1. Żadnych  negatywnych wzajemnych komentarzy między wyborcami antypisowskim. Ci którzy to robią, traktować jako pisowskich trolli i usuwać z grup.
  2. Dosyć żalów i popłakiwań nad tzw. ciemnym ludem który sprzedał się za 500+. Jest to kontrproduktywne. Zwykła strata czasu, a mamy tylko 2 tygodnie.  Ten czas należy poświęcić  do zdecydowanego zwalczania propagandy pisowskiej w mediach społecznościowych.

A teraz taka refleksja.

Lud podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej posyłał na gilotynę światłych arystokratów, burżua, filozofów, polityków którzy obalali ancien regime w imieniu tego deifikowanego ludu. 

A  co powiedzieć  miała, w pewnym momencie historii, rewolucyjna inteligencja rosyjska która wcześniej szła w lud żeby wzniecać rewolucje?

W okresie postania styczniowego oba stronnictwa Białych i Czerwonych zastanawiały się jak pobudzić ducha narodowego w ludzie włościańskim. Nawet w styczniu 1863 roku wydany został manifest o planowanym uwłaszczeniu.  I nadal deliberowano o polskim ludzie , aż batiuszka car Aleksander II uwłaszczył polskich chłopów , a urzędnicy carscy powiedzieli im, że jak przyjdą z powstania ich panowie to im to wszystko odbiorą. I chłopi się uaktywnili. Oczywiście zupełnie niepatriotycznie.

GRUPA PISOWSKICH NIEUDACZNIKÓW DOPROWADZIŁA DO KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ

Komentarz: zdegenerowany pisowski reżim pisowsko-katolicki wykorzystując wojnę na Ukrainie ponownie twierdzi, że za katastrofą smoleńską stoi Rosja i katastrofę nazywa zamachem. Opozycja, która ściga się z reżimem pisowskim w antyrosyjskości, wpadła w pułapkę bo boi się otwarcie powiedzieć, że do katastrofy smoleńskiej  doprowadziła grupa pisowska z Kancelarii Prezydenta RP, innych pisowskich środowisk, oraz  usłużnych wojskowych, antyszambrujących w przedpokojach Lecha Kaczyńskiego.

Przypominam tekst z 20.04.2020r.

…..  …

I. DO KATASTROFY DOPROWADZIŁA GRUPA PISOWSKA Z KANCELARII PREZYDENTA RP ,INNYCH PISOWSKICH ŚRODOWISK ,ORAZ USŁUŻNYCH WOJSKOWYCH ANTYSZAMBRUJĄCYCH W PRZEDPOKOJACH LECHA KACZYŃSKIEGO.

1.Organizowanie wylotu do Smoleńska przejęła całkowicie Kancelaria Prezydenta RP, która beztrosko nie zwracała uwagi na możliwość dojścia do katastrofy lotniczej z powodu nagromadzenia się błędów – przedstawionych w dalszej części artykułu. Zwyczajnie się tym nie interesowała.

Bo, jeżeli nawet część grupy pisowskiej wiedziała o tych błędach, to dopuszczenie do lotu, nie da się wyjaśnić zwykłą pisowską głupotą. Część polityków pisowskich, zresztą nie poleciała z Lechem Kaczyńskim. 

Wyłączność Kancelarii Prezydenckiej była sprzeczna z uchwaloną w 2009 roku „Instrukcją organizacji lotów statków powietrznych o statusie HEAD”, gdzie taki lot powinny organizować, wspólnie ze sobą współpracując, dwie kancelarie tj. Prezydencka i Premiera.

2.Ponieważ jednak istniał silny konflikt polityczny na linii PiS (Prezydent RP) i PO (Premier RP), a ludzie Lecha Kaczyńskiego bardzo wyraźnie chcieli przejąć kontrolę nad organizacją lotu do Smoleńska, to Kancelaria Premiera ustąpiła. Pamiętano tam o głośnym konflikcie z 2008 roku, gdy rząd Donalda Tuska nie udostępnił Lechowi Kaczyńskiemu samolotu na szczyt Unii Europejskiej w Brukseli. Tusk tego później żałował i nazwał to swoim „największym błędem”.

A wyobraźmy sobie, że doszłoby do sporu kompetencyjnego przy okazji 70 rocznicy mordu katyńskiego? 

3. TAK LECH KACZYŃSKI I JEGO AKOLICI ROZPOCZĘLI BAL NA TITANICU.

II. ZAŁOGA SAMOLOTU TU 154M, NIE BYŁA KOMPETENTNA, ŻEBY WYSTARTOWAĆ Z OKĘCIA, PILOTOWAĆ SAMOLOT KTÓRY MIAŁ STATUS HEADI LĄDOWAĆ NA PRYMITYWNIE WYPOSAŻONYM LOTNISKU SMOLEŃSK PÓŁNOCNY. JEJ UPRAWNIENIA SFAŁSZOWANO.

1.Kapitan Arkadiusz Protasiuk, miał bardzo skromne doświadczenie jako pierwszy pilot. Przeszedł przyśpieszony kurs pilotażu Tu-154M. Jak ustalili biegli, kapitan Protasiuk nie miał nawet prawa podejść do przyśpieszonego szkolenia, ponieważ nie zdobył drugiego stopnia pilota wojskowego, uprawniającego do podjęcia przyśpieszonego szkolenia. Podczas szkolenia nie wykonał wszystkich przewidzianych w programie ćwiczeń.

Ba, kapitanowi Arkadiuszowi Protasiukowi nadano uprawnienia do sterowania tupolewem, fałszując  lot egzaminacyjny. Pilotował generalnie  przy bezchmurnym niebie (widzialność do 10 km), ale w papierach zmieniono warunki na lot z widzialnością 800 m.

2.Drugi pilot Robert Grzywna, nie odbył nawet minimalnej liczby lotów na Tu 154M i nie powinien być członkiem załogi.

3.Nawigator Robert Ziętek też nie powinien lecieć, ponieważ nie odbył stosownych   ćwiczeń (czas nalotów na Tu 154M zero godzin i zero minut).  

4.Jedynie technik pokładowy Andrzej Michalak, miał prawo lecieć Tu 154M, bo posiadał pełen zestaw uprawnień.

III. CZY PSYCHOTYCZNE ZACHOWANIE LECHA KACZYŃSKIEGO W 2008 R. PODCZAS LOTU DO GRUZJI I WYDARZENIA W SAMEJ GRUZJI WYKASTROWAŁY PSYCHICZNIE PILOTÓW LECACYCH w 2010R. DO SMOLEŃSKA?

1.Prezydent Lech Kaczyński, z przywódcami Litwy, Łowy, Estonii i Ukrainy, leciał w dniu   12-08-2008r. do Gruzji, do której, po nieudanym gruzińskim ataku na Osetię, weszły wojska rosyjskie pomagające Osetii i Abchazji.

Dowódcą samolotu był kpt. Grzegorz Pietruczuk, drugim pilotem Arkadiusz Protasiuk (późniejszy dowódca samolotu, który rozbił się w Smoleński). W załodze był też Robert Grzywna (jako nawigator) który zginął z Protasiukiem.

Ze względu na toczące się walki, lot miał się odbyć do Ganji w Azerbejdżanie a stamtąd delegacja miała udać się samochodami do Tbilisi.

Jednak podczas międzylądowania w Symferopolu na Krymie, Lech Kaczyński, a także jego urzędnicy, żądali wchodząc do kokpitu, żeby kpt. Grzegorz Pietruczuk leciał bezpośrednio do Tbilisi, nad terenem walk. Dodatkowo, polski samolot nie miał zgody dyplomatycznej na taki przelot. Zresztą wiemy jak to się mogło skończyć, bo pamiętamy tragedię samolotu malezyjskiego skierowanego cynicznie przez władze Ukrainy nad teren walk w Donbasie.

Jednym z argumentów było to, że my Polacy musimy wyprzedzić w przybyciu do Tbilisi prezydenta Francji Sarkozego, który był głównym mediatorem między Rosja a Gruzją. I z którym liczył się prezydent Putin. To pokazuje stopień pisowskiego zidiocenia.

Ponieważ kpt. Grzegorz Pietruczuk odmówił bezpośrednio Lechowi Kaczyńskiego, to w rozpoczęły się interwencje w MON. Kpt. Grzegorz Pietruczuk rozmawiał również z gen. Załęskim Dowódcą Wojsk Lotniczych który próbował Go nakłonić do zmiany decyzji, a jak nie wyraził zgody to chciał, żeby II pilot Arkadiusz Protasiuk zastąpił go za sterami samolotu. Kapitan Grzegorz Pietruczuk   odpowiedział, że to niemożliwe, ponieważ Arkadiusz Protasiuk nie jest w pełni wyszkolony na dowódcę samolotu Tu 154M.

Później pisowcy nazywali Grzegorza Pietruczuka tchórzem, miał sprawę w Prokuraturze Wojskowej. Na szczęcie rządzili wtedy PO – PSL, bo gdyby to była mafia pisowska, to Grzegorz Pietruczuk  miałby bardzo poważne problemy.

2.Trzeba też pamiętać o innym incydencie, co prawda nie związanym z lotnictwem, ale pokazującym psychikę Lecha Kaczyńskiego. W kilka samochodów, z ochroną, ówczesny  prezydent Gruzji Saakaszwili   i Lech Kaczyński ruszyli pełnym gazem, tak jakby chcieli przerwać granicę, w kierunku granicy Gruzji z prorosyjską Osetią Północną. Padły strzały pograniczników osetyjskich. Na szczęście nic się nie stało. Później Kaczyński z Saakaszwilim oskarżali Rosję, że chciała zabić prezydenta państwa należącego do NATO. Oczywiście, podniosły się w Polsce głosy kwestionujące poczytalność Lecha Kaczyńskiego, który mógł wywołać zbrojny konflikt między NATO a Rosją – więc strona pisowska zaczęła tworzyć wersję, że to była tzw. ustawka Saakaszwilego, a strona polska nic o tym nie wiedziała.

Ciemny lud smoleński może w to wierzyć, ale przecież nie My?

3. Czy można się dziwić, że załoga Tu 154M lecąca w kwietniu 2010 r. do Smoleńska, pomimo, że była świadoma, że widoczność się dramatycznie pogarsza (początkowo 400 a później 200 metrów), jak również informacji o coraz gorszej pogodzie otrzymywanych od białoruskiego kontrolera z Mińska, od polskiej załogi Jaka – 40 – zdecydowała się lądować?

A nie powinni lądować, przy widoczności mniejszej niż 1 500 metrów. A uwzględniając przeciętne wyszkolenie?

Zwłaszcza, że dyrektor protokołu dyplomatycznego na komentarze załogi, że podejmą próbę podejścia, ale może się to nie udać – odpowiedział, że będzie się próbowało do skutku.

Do kokpitu pilotów często wchodziły osoby postronne. Jak zbliżano się do Smoleńska to do kokpitu wszedł – według niektórych ekspertów –   dowódca sił powietrznych (gen. Błasiak) który zachęcał do lądowania.

UWAGA: tym którzy twierdzą, że gen. Błasika nie było w kokpicie i, że to nie on kazał lądować, odpowiem tak: Generał Błasiak, który był dobrym pilotem (klasa mistrzowska), powinien mieć jaja, żeby wejść do kokpitu i po zorientowaniu się w sytuacji pogodowej i przeciętnej jakości wyszkolenia pilotów, natychmiast wydać polecenie odejścia na inne lotnisko.

Niezależnie, czy gen. Błasiak był w kokpicie i namawiał do lądowania, czy nie był, to widząc pogarszająca się pogodę nie pomógł pilotom odlecieć na lotnisko zapasowe. Nie jest to przykład postawy, z której polskie siły zbrojne powinny być dumne.

IV. INNE BŁĘDY KTÓRY DOPROWADZIŁY DO KATASTROFY

1.Załoga leciała bez zapoznania się z aktualnymi schematami i procedurami obowiązującymi na lotnisku Smoleńsk Północny, co skutkowało,  m. innymi,  tym, że plan lądowania zakładający, że jeżeli coś pójdzie nie tak, to piloci nacisną czerwony guzik na wolancie Tupolewa i samolot automatycznie odejdzie do góry – nie wypalił. Bo nie mógł.

Rzecz w tym, że kapitan Protasiuk co prawda tuż przed katastrofą nacisnął ten guzik, ale samolot    nie odleciał, bo na lotnisku nie było systemu ILS (Instrument Landing System) bez którego ten system nie działał. Paranoiczny brak rozpoznania lotniska, które było nieczynne i tylko okazyjnie wykorzystywane do przyjmowania samolotów. W 2010 roku lotnisko Smoleńsk Północny  nie było uwzględnione w AIP Federacji Rosyjskiej. Planowano jego remont.

2. Prognozę pogody, zgodnie z instrukcją HEAD, załoga powinna brać z Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP – a ta wskazywała na dużo gorszą niż pogodę niż przekazaną przez od dyżurnego meteorologa lotniska wojskowego Warszawa-Okęcie.  

Jednak załoga nie upewniła się o źródle pochodzenia prognozy i w rezultacie, przy podjęciu decyzji o wylocie, kierowano się dużo łagodniejszą prognozą pogody.

Gdyby kierowano się prognozą pogody z Centrum, to uwzględniając słabe wyszkolenie pilotów – Ci nie mieli prawa wystartować.

3. Zrezygnowano z tzw. liderów, czyli wskazanych przez Rosjan nawigatorów znających lotnisko, których powinni oddelegować na pokłady polskich samolotów. Według sekretarza ambasady w Moskwie Grzegorza Cyganowskiego, akurat na tę podróż Rosjanie chcieli go nam przekazać. Ale przecież leciały, co prawda słabo wyszkolone, ale polskie „Debeściaki”, więc   po co im jakiś „Ruski” w kabinie pilotów. Zwłaszcza, że tym samolotem miał lecieć psychotyczny rusofob Lech Kaczyński.

Na dodatek tylko kapitan Protasiuk znał potocznie język rosyjski, lecz prawdopodobnie nie zrozumiał poniższych poleceń:

1)Posadka dopolnitiel’no, 120, 3 metra 

Ta instrukcja mówi, że wydano zezwolenie na podejście, nie na lądowanie   

(dosłownie tłumaczy się jako „lądowanie WARUNKOWE”) oraz, że wiatr na   pasie wieje z kierunku 120 z prędkością 3 metry na sekundę. Innymi słowy, „posadka dopolnitiel’no” mówi, że odpowiednika angielskiego CLEAR TO LAND, czyli zezwolenia na lądowanie, nie wydano, i że ewentualnie zostanie dodatkowo wydane na wysokości MDA.

2)Gorizont 101! 

Instrukcja „Gorizont 101!” oznacza „zatrzymaj opadanie” lub „przejdź do lotu poziomego” i została wydana na wysokości samolotu nad ziemią, z której w przypadku natychmiastowej reakcji załogi można było jeszcze uratować samolot i pasażerów. Pozostała zignorowana, najprawdopodobniej nie zrozumiana.

Szczegółowo można przeczytać >>>    https://natemat.pl/blogi/pawelartymowicz/189619,propozycja-prosby-do-prokuratory-smolenskiej

4. Grafik wizyty w Katyniu Lecha Kaczyńskiego był tak napięty, że praktycznie wszelki odlot na lotnisko zapasowe lub do Moskwy (a później przyjazd samochodami do Katynia) spowodowałby spóźnienie Lecha Kaczyńskiego do Katynia. Totalny bałagan i brak pisowskiej odpowiedzialności, który skończył się katastrofą.

V.POTENCJALNA ODPOWIEDZIALNOŚC ROSJAN ZA KATASTROFĘ

Twierdzi się, że Rosjanie nie powinni wyrazić zgody na lądowanie w takich warunkach, rzecz w tym, że:

1.Rosjanie obawiali się, że zamknięcie lotniska, przed samolotem którym leciał Lech Kaczyński, spowoduje, że Kancelaria Prezydencka rozpocznie histeryczną kampanię antyrosyjską. A był to okres, gdy prezydent Putin sądził, że jest możliwość pozytywnego  unormowania stosunków polsko-rosyjskich.

2.Nikt normalny, a w tym Rosjanie, nie mógł sądzić, że wizyta w Smoleński będzie tak beznadziejnie przygotowana przez stronę pisowsą. Zwłaszcza, że polskie lotnicze orły miały na amerykańskich maszynach strącać tych „przebrzydłych Ruskich”.  A tu z prezydentem i częścią polskiej wierchuszki politycznej, lecą słabi piloci. I trochę wystraszeni presją?

VI.PODSUMOWANIE

Nie określam sposobu organizowanie wylotu do Smoleńska przez Kancelaria Prezydenta RP mianem burdelu, bo te przedsiębiorstwa są zbyt dobrze zorganizowane i funkcjonujące. Byłoby to też obrazą dla pracujących tam pań (czasem panów).

Bloger Adnovum o manipulacjach ukraińskich i natowskich służb w sprawie katastrofy MH-17 na Donbasie i próbach ukrycia śladu prowadzącego w stronę banderowskiej Ukrainy

„Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przerobiła nagranie rozmów przedstawionych jako dowód w sprawie katastrofy MH-17 na Donbasie”– poinformował starszy śledczy ds. ekspertyzy cyfrowej, Akash Rosen z malezyjskiej firmy OGIT Forensic Services.

Informacja o tej kluczowej sprawie w wyjaśnieniu przyczyn i okoliczności katastrofy malezyjskiego samolotu pasażerskiego lotu MH-17 nad wschodnią częścią Donbasu, do której doszło w dniu 17 lipca 2014 roku, w momencie gdy jasne już było że siły ukraińskiej operacji ATO przegrywają swoją walkę z powstańcami, ukazała się w najnowszym filmie dokumentalnym holenderskiego reżysera Maxa van der Werfa, pt. „MH17 – Call for Justice” („MH17- Wezwanie do Sprawiedliwości):

„Przeredagowano. Poziom szumów różni się od tego audio tracku. Tu niżej, tam wyżej. A tutaj możecie zobaczyć tak dużo wyciętych elementów. To jasne, można to zobaczyć – brakujące audio”– wyjaśnił starszy śledczy ds. ekspertyzy cyfrowej Akash Rosen z malezyjskiej firmy OGIT Forensic Services

Podobnego zdania jest niemiecki specjalista ds. ekspertyz cyfrowych, Norman Ritter, który potwierdził słowa Akash Rosena, zauważając, że rozmowy telefoniczne zostały podrobione przy pomocy dziewięciu oddzielnych manipulacji.

Autor filmu, Max van der Werf zwrócił uwagę na fakt, że szef Narodowej Służby Dochodzeń Kryminalnych Holandii Wilbert Paulissen oświadczył na konferencji prasowej 18 czerwca br., że źródłem tych zmanipulowanych nagrań była Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

Reżyser filmu, Max van der Werf przedstawił w nim kilku świadków z Donieckiej Republiki Ludowej, w wym Aleksandra z miejscowości Torez i Walentinę Kowalenko ze wsi Krasnyj Oktiabr.

Świadek Aleksander opowiedział, że sprzęt rakietowy, który zdaniem wspólnej grupy śledczej został dostarczony przez ukraińsko-rosyjską granicę 17 lipca, znajdowało się w Torez na dzień lub dwa dni przed katastrofą samolotu. Aleksander nie potwierdził, także że jest pewny, iż był to system „BUK”.

Natomiast Walentina Kowalenko wskazała dokładny kierunek, z którego wg. niej leciał pocisk wystrzelony w kierunku malezyjskiego samolotu, co doprowadziło do jego katastrofy. A więc Walentina Kowalneko, która mieszka w odległości niespełna dwóch kilometrów od miejsca katastrofy opowiedziała, że rakieta leciała od strony wsi Stepanowka, która znajdowała się pod kontrolą ukraińskich żołnierzy.

W filmie wystąpił też szef operacji Rady Bezpieczeństwa Narodowego Malezji, pułkownik Mohamad Sakri, który ujawnił, że służby wojskowe jego kraju prowadziły tajną operację w celu odzyskania „czarnych skrzynek” lotu MN-17.

„Rozmawiałem z premierem (byłym premierem Najibem Razakiem- dopisek mój). Kazał mi natychmiast udać się na miejsce wypadku”– powiedział pułkownik Mohamad Sakri.

Ujawnił on też, że po przybyciu malezyjskich funkcjonariuszy do Kijowa władze ukraińskie zamknęły im dostęp do miejsca katastrofy.

„Nie pozwolono nam tam pojechać, potem wziąłem małą grupę, aby opuścić Kijów i potajemnie udać się do Doniecka”– wyjaśnił pułkownik Sakri.

Wyjaśnił, że spotkał się tam z przedstawicielami administracji Doniecka, na czele z ówczesnym szefem DRL, Aleksandrem Borodajem. Pułkownik przybył do Doniecka jeszcze przed przedstawicielami z Australii, Holandii i Ukrainy i otrzymał w dniu 22 lipca 2014r. od władz powstańczych „czarne skrzynki” samolotu MH-17.

W filmie jako dowód pokazano jako dowód dokumenty podpisane przez pułkownika Sakri i ostemplowane przez Narodową Radę Bezpieczeństwa Malezji, które potwierdzają fakt transferu „czarnych skrzynek” do Malezji.

SMM OBWE (The OSCE Special Monitoring Mission to Ukraine) zwróciło się do rządu Malezji o przekazanie „czarnych skrzynek”, ale odmówiono. Po tym, agenci FBI przyszli do niego z tą samą prośbą. W Kijowie władze ukraińskie „próbowały zmusić do zwrotu czarnych skrzynek”– dodał pułkownik Sakri. W rezultacie tej odmowy „czarne skrzynki” z samolotu MH-17 zostały pozostawione w rękach malezyjskich specjalistów.

Premier Malezji, Mahathir Mohamad w wywiadzie dla autorów filmu stwierdził, że Stany Zjednoczone, Holandia i Australia nie są zainteresowane ustaleniem prawdziwej przyczyny katastrofy.

„Nie interesują ich prawdziwe przyczyny wypadku i kto był odpowiedzialny, ale już zdecydowali, że to powinna być Rosja. Nie możemy zaakceptować takiej postawy” powiedział Mohamad.

Premier odpowiedział również na pytanie, dlaczego Malezja nie została włączona do zespołu dochodzeniowego przez sześć miesięcy.

„To jest niesprawiedliwe i niezwykłe. To był nasz samolot, w którym lecieli Malezyjczycy, oni też zginęli. Tak więc, oczywiście, Malezja powinna być pierwszym krajem, który weźmie udział w dochodzeniu (…) Ale po prostu nas ignorowali”– dodał premier.

Dodam, że wcześniej światowe media informowały o tym, jakoby to strona malezyjska zakłócała proces prowadzonego dochodzenia w sprawie ustalenia przyczyn, okoliczności odpowiedzialnych za doprowadzenie do katastrofy malezyjskiego samolotu pasażerskiego MH-17.

Wspólny zespół dochodzeniowy 19 czerwca br. na zwołanej specjalnej konferencji prasowej wskazał jako podejrzanych o doprowadzenie i udział w katastrofie MH-17, cztery osoby. Wśród nich jest trzech Rosjan i jeden Ukrainiec. Ich proces rozpocznie się 9 marca 2020 roku.

W śledztwie tym ustalono, że malezyjski Boeing zestrzelono przy użyciu z rakietowego systemu obrony powietrznej „BUK”, który jakoby należał do 53 brygady rakiet przeciwlotniczych rosyjskich sił zbrojnych z Kurska.

Ogłoszono też nazwiska czterech podejrzanych: Rosjanami są Igor Girkin, Sergej Dubinski i Oleg Pułato oraz Ukrainiec Leonid Harczenko. W śledztwie ustalono, że osoby te brały udział w dostawie zestawu rakietowego „BUK” na Donbas i odpaleniu rakiety w kierunku lecącego tam Boeinga. Za tymi osobami zostaną wydane międzynarodowe listy gończe w celu doprowadzenia ich przed sąd w Holandii

Moskwa ogłosiła że ​​śledztwo nadal ignoruje dane strony rosyjskiej, podczas gdy Kijów jest pełnoprawnym członkiem Międzynarodowej Grupy Śledczej i może w ten sposób fałszować dowody.

Zastępca prokuratora generalnego Rosji Nikołaj Winnichenko podkreślił, że strona rosyjska przekazała Holandii dane z rosyjskiego radaru i dokumentację wskazujące, że system rakietowy „BUK”, który trafił w Boeinga, należał do Ukrainy, ale ta informacja została zignorowana.

Także rosyjskie MSZ stwierdziło, że śledztwo jest stronnicze i jednostronne, a oskarżenia o zaangażowanie Rosji są bezpodstawne i wywołują rozżalenie. Władimir Putin powiedział, że Moskwa będzie w stanie uznać wyniki dochodzenia tylko wtedy, gdy weźmie w nim udział.
Ministerstwo Obrony podkreśliło, że wszystkie pociski, których silnik został pokazany przez komisję śledczą, zostały usunięte przed 2011 rokiem.

Jak widać narracja prowadzona według scenariusza narzuconego mediom i Międzynarodowemu Zespołowi Śledczemu zaczyna się sypać, a amerykańskie kłamstwa powoli są ujawniane.

Jak sądzę, zanim dojdzie do rozpoczęcia postępowania przed holenderskim sądem, może się okazać, że przedstawiony mu materiał dowodowy jest sfingowany.

A poza tym, zapewne wiodące zachodnie media jak na rozkaz wydany z samej góry, przemilczą ten jakże istotny fakt.

Oczywiście cenzury, w cieszącej się wolnością i tolerancją demokracji zachodniej, nie ma

https://adnovumteam.wordpress.com/2019/07/25/wojna-domowa-na-ukrainie-25-07-2019r-1509-dzien-od-nowego-rozejmu/

Serge Halimi: Sztuka prowokacji

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Le Monde diplomatique – edycja polska”.
http://lewica.pl/?id=32147&tytul=Serge-Halimi:-Sztuka-prowokacji

******************

 

 

 32147

Na zdjęciu lotniskowiec USS Harry S. Truman w Zatoce Omańskiej; fot. Wikimedia Commons

Czy państwo wypowiadające bez rzeczywistego powodu międzynarodowe
porozumienie rozbrojeniowe, które samo długo negocjowało, może następnie
zagrozić agresją wojskową innemu państwo – sygnatariuszowi tego porozumienia?
Czy może nakazać innym państwom, aby podzieliło jego kapryśne i wojownicze
stanowisko grożąc, że jeśli tego nie uczynią, to zostaną objęte drakońskimi sankcjami?

Kiedy chodzi o Stany Zjednoczone, to odpowiedź na te pytania brzmi:
tak (polecam artykuł:   https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2019/06/25/thierry-meyssan-ue-musi-uczestniczyc-w-amerykanskich-wojnach/ )

W sumie absolutną stratą czasu byłoby studiowanie racji, na które powołuje się
Biały Dom, aby usprawiedliwić swoją eskalację wobec Iranu. Łatwo sobie
wyobrazić, że John Bolton, doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego
prezydenta Donalda Trumpa, i Michael Pompeo, sekretarz stanu, powierzyli
dyplomatom i wywiadowi zadanie w rodzaju: „Szukajcie pretekstów, wojnę
bierzemy  na siebie.”

Boltonowi nie brakuje doświadczenia i ciągłości pomysłów. W 2015 r., kiedy jego
fanatyczne poparcie dla inwazji na Irak osłabiło wpływy, jakimi się cieszył,
opublikował w New York Times artykuł zatytułowany: „Aby zastopować irańską
bombę, zbombardować Iran”. Stwierdził w nim, że Iran nigdy nie zgodzi się
negocjować swojego programu jądrowego, i zakończył go słowami: „Stany
Zjednoczone mogą wykonać gruntowną robotę destrukcyjną, lecz tylko Izrael
może uczynić to, co konieczne (…) w celu doprowadzenia do zmiany reżimu w
Teheranie.” [1]

Trzy miesiące później wszystkie wielkie mocarstwa ze Stanami Zjednoczonymi
włącznie podpisały z Iranem porozumienie jądrowe. Zdaniem Międzynarodowej
Agencji Energii Atomowej Iran skrupulatnie go przestrzega. Bolton jednak nie
ustępuje. W 2018 r., ścigając się w podżeganiu do wojny z rządem izraelskim i
monarchią saudyjską, uparł się bardziej niż kiedykolwiek przy swojej „zmianie
reżimu”. „Zadeklarowaną polityką amerykańską musi być zakończenie rewolucji
islamskiej 1979 r. w Iranie przed jej 40. rocznicą. (…) Uznanie nowego reżimu
irańskiego w 2019 r. zmyje hańbę, jaką było kiedyś oglądanie naszych
dyplomatów przetrzymywanych przez 444 dni w charakterze zakładników. Byli
zakładnicy mogą przeciąć wstęgę podczas otwarcia nowej ambasady USA w
Teheranie.” [2]

Obecny prezydent Stanów Zjednoczonych prowadził swoją kampanię wyborczą
przeciwko polityce „zmian reżimów”, tzn. agresywnych wojen amerykańskich.
Najgorsze nie jest zatem pewne, lecz pokój musi być bardzo kruchy, jeśli, jak się
wydaje, zależy od zdolności Trumpa do utrzymania w ryzach swoich wściekłych
doradców i ministrów. Władze w Waszyngtonie, dławiąc gospodarczo Iran przy
udziale zachodnich kapitałów i wielkich firm (tych, które ustępują pod przymusem
i tych, które robią to w akcie potulnej uległości), twierdzą, że zaprowadzone przez
nich embargo zmusi władze w Teheranie do kapitulacji.

W rzeczywistości jednak Bolton i Pompeo dobrze wiedzą, że taka sama strategia wojny ekonomicznej poniosła fiasko w przypadku Korei Północnej i Kuby. Liczą więc raczej na reakcję irańską, którą będą mogli następnie przedstawić jako agresję i wezwać do amerykańskiej „riposty”.

Propagandowe zatruwanie umysłów, fałszerstwa, manipulacje, prowokacje: po
Iraku, Libii i Jemenie neokonserwatyści wskazują swoją nową ofiarę.

Serge Halimi

tłum. Zbigniew M. Kowalewski

[1] J. Bolton, „To Stop Iran’s Bomb, Bomb Iran”, The New York Times, 26 marca 2015 r.
[2] J. Bolton, „Beyond the Iran Nuclear Deal”, The Wall Street Journal, 15 stycznia 2018 r. Dziewięć miesięcy po zwycięstwie
rewolucji islamskiej, 4 listopada 1979 r., rewolucyjni studenci irańscy okupowali
ambasadę USA w Teheranie i przetrzymywali dyplomatów amerykańskich jako
zakładników. Operacja komandosów amerykańskich, którzy mieli odbić
dyplomatów, poniosła fiasko. Studenci uwolnili dyplomatów 20 stycznia 1981 r.

 

Społeczne Forum Wymiany Myśli : „Jaka Polska po POPiSie?”

61639240_367955343921988_9081356963232612352_n

Wrocław 25.05.2019 r.

Jednak można coś trwałego i zapowiadającego sukcesy na lewicy w Polsce zrobić. Od października 2017 roku we Wrocławiu działa Społeczne Forum Wymiany Myśli. Jest to zarówno forma klubu dyskusyjnego jak i płaszczyzna spotkań ludzi utożsamiających się z najszerzej pojmowaną tradycją oraz myślą lewicową. Inicjatorzy i promotorzy tego przedsięwzięcia zakładali (i tak też to funkcjonuje po dziś dzień), iż ma to być lewicowy think-tank o poza-partyjnych i ponad-środowiskowych podziałach, dający możliwość zaprezentowania różnorodności myśli jaką lewicę się zawsze charakteryzowała.

W czerwcu 2019 roku planujemy zorganizować już 25 imprezę (debatę) – czyli mały jubileusz – w ramach forum. Chcemy podyskutować jak państwo polskie powinno wyglądać po … POPiS-ie. Ale nie tylko debaty składają się na nasz dorobek. Organizowaliśmy różnego rodzaju ewenty takie jak: wystawy fotografii obrazujące problematykę dzisiejszej Palestyny i okupacji izraelskiej czy spotkania autorskie z pisarzami zaangażowanymi.

Zainicjowaliśmy „sklonowanie” naszego pomysłu w formie paralelnych forum w Warszawie i Bydgoszczy (na razie są to tylko te dwa ośrodki ale mamy plany aby objąć cały kraj, zwłaszcza mniejsze powiatowe ośrodki, tą inicjatywą). Składaliśmy kwiaty w dniu 1 maja pod obeliskami poświeconymi tradycjom ruchu robotniczego oraz byliśmy współorganizatorami tegorocznej manifestacji pierwszo majowej w Warszawie. 22 lipca ubiegłego roku spotkaliśmy się w Bydgoszczy na zorganizowanej przez nas oraz ośrodek w Bydgoszczy, międzynarodowej konferencji poświęconej planom na przyszłość. Sporą ich część udało się zrealizować. I to też uważamy za spore osiągnięcie biorąc pod uwagę skromność środków, bazy materialnej i personalnej przedsięwzięcia.

         Od samego początku ściśle współpracujemy z Portalem Strajk.eu oraz z fundacją „Naprzód”. Poczytujemy sobie za nasz sukces, iż z czasem do grona naszych partnerów dołączyły kolejne podmioty oraz media o lewicowej proweniencji: Tygodnik „Przegląd”, Portal Lewica.pl, stowarzyszenie „Pokolenia – Dolny Śląsk” , Dziennik „Trybuna” i środowisko „Historia Czerwona”. Ostatnio do grona naszych partnerów dołączyła znana wrocławska kawiarnio – księgarnia „Tajne Komplety”. Mamy nadzieję że to nie koniec.

         W naszych dyskusjach i debatach brało udział sporo znanych i mniej znanych osób. Naszymi gośćmi byli m.in. prof. Bruno Drweski (Sorbona – Paryż), prof. Joanna Hańderek (Uniwersytet Jagielloński), prof. Gavin Rae (Akademia L. Koźmińskiego), Małgorzata Tracz i Katarzyna Lubiniecka- Różyło (czynne polityczki), Józef Pinior, Jacek Uczkiewicz, Maciej Wiśniowski (red. Naczelny Strajk.eu), Paweł Dybicz (z-ca red. Nacz. Tygodnika „Przegląd”), Oleg Muzyka (polityczny emigrant i dziennikarz ukraiński – Berlin). To tylko niektóre osoby z nami współpracujące i uczestniczące w naszych dyskusjach. Ze zrozumiałych względów wszystkich trudno jest tu wymienić. Dziękujemy im wszystkim z nadzieją że ta współpraca i wsparcie będą się nadal rozwijać.

         Na Facebooku funkcjonuje strona SFWM gdzie odnotowujemy skrupulatnie wszystkie nasze przedsięwzięcia; widać z nich, iż naszymi gośćmi (także w formie on-line, bowiem kilkakrotnie organizowaliśmy debaty z udziałem osób z zagranicy) byli ludzie z Francji, Ukrainy, Anglii, Palestyny, Bułgarii, Rosji i Niemiec.

         Z naszych debat od jakiegoś czasu prowadzimy transmisje on-line w Internecie, na Facebooku. Cieszyły się one sporym zainteresowaniem, a liczba wejść i odsłon często przekraczała liczbę kilu tysięcy. Jednocześnie zachęcamy do odwiedzenia naszej strony na Facebooku.

         Pozdrawiając naszych sympatyków i osoby kibicujące naszej inicjatywie zapewniamy, iż jesteśmy otwarci na współpracę. Zapraszamy jednocześnie inne ośrodki i aktywistów „mających serce po lewej stronie” do kontaktu i rozprzestrzeniania tej inicjatywy po całym kraju. Niech temat planowanej na czerwiec debaty – „Jaka Polska po  POPiS-ie ?” – zacznie się materializować naprzód w dyskusjach (gdyż na początku jest zawsze myśl i słowo), a potem w formie tworzenia politycznego, autentycznego i nowoczesnego ruchu politycznego o lewicowej twarzy i programie.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za współpracę

Zespół Społecznego Forum Wymiany Myśli – Wrocław

60645952_365493847501471_3646016094264623104_n.jpg

Krzysztof Andrzej Mróź : wspomnienia starego antyklerykała.

TORUŃ 2008  – Demonstracja antyklerykałów przeciwko tolerowaniu pedofilii w kk 

OTcwMTE2YDUCFTtnakltIEFNbz0sEGN2FlV3dmp9YGdVRDVhcAJgPU0APXo1XmA1TBFiPjVXKHtRRH9hdx1_bQJFeWRyAWE-ExIqdjg=

Zdjęcie z artykułu w Wirtualnej Polski do którego link znajduje się na końcu felietonu

Rozpoczęła sie publiczna dyskusja o pedofilii w kościele katolickim. Wywołał ją film Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”. I bardzo dobrze.

Chce jednak przypomnieć, że już znacznie wcześniej, środowiska antyklerykalne prowadziły walkę  z pedofilią w kk, będącą zarazem fragmentem walki o państwo świeckie.

Poniżej zdjęcie z antyklerykalnej  z manifestacji  w Toruniu w 2008 roku, gdzie wyraźnie zwrócono uwagę na  sprawę pedofilii w kk.

Środowisko  antyklerykalne które podjęło ten drażliwy temat,  było generalnie  traktowane  przez media głównego nurtu i  środowiska polityczne, i , niestety , część lewicy,  jako   ci którzy złamali ważne tabu co do którego była generalnie zgoda ponad podziałami politycznymi.

Można było pisać i mówić o chciwości kleru ale nie o pedofilii. Zwłaszcza , że środowiska antyklerykalne  mówiły również  o negatywnej roli JP II  w tej sprawie.

Próbowano więc, w różny sposób, w sposób  negatywny, przedstawić to środowisko które podjęło temat pedofilii w kk. Sprostowań nie publikowano, nie zapraszano do mediów. Naciskano na zmianę stanowiska , prowadzono rozmowy.

Niech to będzie przestroga dla młodych wilczków . Nie sądźcie, że już zwyciężyliście. Klimat społeczny uległ pewnej zmianie,  lecz  droga daleka. A przeciwnik silny.

Cieszę sie jednak , że przejęliście pałeczkę w tej pokoleniowej sztafecie .

Przekazuję  również,  wyrazy szacunku i sympatii moim Przyjaciółkom i Przyjaciołom antyklerykałom którzy mieli odwagę zaryzykować swoje miejsca pracy  i  opinię w środowisku  rodzinnym i koleżeńskim. Bo w tym okresie (2008 r.) ,   opinia publiczna traktowała – generalnie –  podnoszenie pedofilii w kk, i negatywnej roli JP II w tym względzie,  jako antyklerykalne pomówienia.

 http://wiadomosci.wp.pl/gid,11626475,gpage,3,img,11626478,kat,1342,title,Antyklerykalowie-w-Toruniu,galeria.html

 

Radosław S. Czarnecki: Kapitał i władza

32120
na fot. Pomnik Jana Pawła II przed Bazyliką NMP w Licheniu; Wikimedia Commons

Lud podąża za tymi, którzy mają
władzę, a władzę skłonni są
oddać w ręce kogokolwiek.
Paulo Coelho

 

Z portalu Lewica.pl http://lewica.pl/?id=32120&fbclid=IwAR09_7HO1CE7TY_gu0zs62e5rkQtQ5GfErrWQaiBFMcybfpAOIMH7cVycjU

Obejrzałem, w ramach publicznej prezentacji, robionej jako element wyborczej kampanii do Parlamentu Europejskiego przez dolnośląskich kandydatów z „Wiosny” Roberta Biedronia, film braci Sekielskich pt. „Tylko nie mów nikomu”. Nie, nie uważam jak niektórzy, iż wykorzystywanie tej tematyki w ramach kampanii wyborczej jest czymś niestosownym, nawet niskim moralnie. To temat i zagadnienie, które muszą przeorać polską mentalność i tutejsze stosunki polityczne, społeczne kulturowe itd. I dlatego warto o nich mówić zawsze. Zresztą, w Polsce kampania wyborcza skończy się w przyszłym roku podczas wyborów prezydenckich więc dobrego czasu nie ma.

Podnoszenie tych kryminalnych – ale nie tylko – spraw winno służyć przede wszystkim zmianie opcji całej tzw. elity politycznej i mainstreamu medialnego wobec problemów wiary religijnej, prywatności w tej mierze oraz instytucji je reprezentujących. W Polsce nadreprezentatywność funkcjonariuszy Kościoła w życiu politycznym jest porażająca i szkodzi cywilizowaniu nadwiślańskich stosunków we wszystkich aspektach życia tak publicznego jak i prywatnego. A z racji postendeckich, jawnie prawicowo-nacjonalistycznych i mocno zwietrzałych kulturowo poglądów większości polskiego duchowieństwa, mającego przemożny wpływ na edukacje i wychowanie dzieci i młodzieży, stanowi to problem nie mogący umykać z pola widzenia lewicy.

Kapitał to kategoria przynosząca wartość dodatkową w postaci zysku kapitalisty. Marks i Engels pokazali jak podlegając ruchowi okrężnemu kapitał przekształca się w czasie, jak przybiera różne formy i jak ewoluuje, wpływając tym samym na niematerialne sfery bytu człowieka. Chodzi o władzę i rolę państwa (czy instytucji religijnych, a Kościół katolicki jest tego najlepszym przykładem) w utrzymywaniu porządku społecznego sprzyjającego kapitałowi w pomnażaniu jego zasobów.

Niczym mnie ów obraz nie zaskoczył. Znając doskonale historię i dokonania instytucji Kościoła rzymskiego, fakty przedstawione w obrazie Sekielskich są kolejnym potwierdzeniem istoty tej instytucji: władza i kapitał. Kapitał pojmowany nie tylko w formie materialnych zysków, choć one są przemożnym bodźcem stymulującym od wieków – jak zawsze w gospodarce rynkowej – jakąkolwiek działalność wszystkich podmiotów obecnych na rynku różnego rodzaju dóbr. A treści religijne są takim samym towarem jak pasta do zębów, samochody, piły łańcuchowe, kremy na porost włosów, medykamenty medyczne, wyposażenie mieszkań itd. czyli setki tysięcy innych produktów powszechnego użytku. Dlatego tak wielu księży mówi o finansowej możliwości zadośćuczynienia swoim ofiarom. Lewica i jej działacze muszą wiedzieć i to propagować za Barberem („Skonsumowani”), że im bardziej wolne rynki, tym mniej wolne są społeczeństwa i ludzie.

Posiłkując się Marksem możemy powiedzieć, iż pod neoliberalnym baldachimem dzisiejszy, korporacyjny, kapitalistyczny system zarówno jest opium ludu, ale też jednocześnie stymuluje zapotrzebowanie na ten narkotyk. Kościół katolicki ze swoją propozycją jest doskonale wpisany w ten system. I to jest też system władzy, wspierającej hegemonię kapitału, funkcjonujący od wieków i znany jako tzw. „rząd dusz”. Bo Kościół egzystuje w każdej formie społeczeństwa, nawet z każdą z tych form będzie do pewnego stopnia współpracował, ale tylko do pewnego stopnia, bo nie jest zadaniem Kościoła zmiana stosunków społecznych (kard. Franz König, jeden z koryfeuszy Vaticanum II). Ale czerpanie profitów z każdego systemu – jak najbardziej.

Z praktykami łączenia oraz wzajemnej asymilacji instytucji religijnej i państwa walczą od dekad lewica i liberałowie. Choć ich uzasadnienia dla tej walki są różne. Oczywiście pewien pakiet wartości jest wspólny – religia to sprawa subiektywna, indywidualna każdego obywatela. I nic nikomu do tego w co obywatel wierzy, jak wierzy, czemu i komu oddaje kult itd. To sprawa wolności sumienia i stanowionego prawa, które winno być jak najdalej od tych zagadnień.

Jako przedstawiciel lewicy uważam jednak, że moja formacja kulturowo-polityczna ma jeszcze inną perspektywę spojrzenia na udział instytucji religijnej w codzienności funkcjonowania państwa niż polscy demoliberałowie. Kościół rzymsko-katolicki to wszechpotężna, totalnie zawłaszczająca sferę publiczną i prywatną instytucja religijna, będąca jak wspomniałem częścią władzy kapitału. Kapitału, który stanowi esencję systemu kapitalistycznego i rynkowej gospodarki opartej o zysk, dochód, wyzysk i opresję wobec pracy najemnej. Czyli w hiperrynkowym globalno-kapitalistycznym, neoliberalnym systemie jego panowania, Kościół jako część każdej formy społeczno-politycznej w historii oraz element zarówno władzy, jak i społeczeństwa, jest filarem tej struktury. Zwłaszcza jeśli chodzi o jego hierarchię, jego funkcjonariuszy, mających ludzkie predylekcje i ciągoty do uczestniczenia (i korzystania z przywilejów) we władzy najszerzej pojętej. A jest to – miejsce owych funkcjonariuszy w strukturze społecznej – związane z określonymi immunitetami czy korzyściami, jak również z możliwością wpływania na to społeczeństwo. To w czasie oglądania filmu doskonale widać. Miejsce i usadowienie owych funkcjonariuszy nie pochodzi w jakimkolwiek wymiarze z demokratycznych wyborów. Tak jak we wszystkich korporacyjnych strukturach oplatających współczesny świat. I dlatego lewica walcząc o demokratyzację i upodmiotowienie ludzi (ich wolne wybory i decyzje) z totalizmem kapitału, jednocześnie musi walczyć z jego poszczególnymi elementami, z jego poszczególnymi filarami. Usuwać je w imię zarówno perspektywy przemian społeczeństw na lepsze, bardziej sprawiedliwe i solidarne, bardziej ludzkie a tym samym mniej opresyjne. Temu też ma służyć głoszona demitologizacja przestrzeni publicznej. Przesunięcie wiary religijnej z form instytucjonalnych, manifestacyjnych, ludyczno-bezrefleksyjnej obecności w tłumie do sfery prywatności, subiektywizmu i indywidualnej refleksji może tylko wyjść, także samym wartościom religijnym na korzyść. Lewica walcząc z hegemonią kapitału i fetyszem własności prywatnej musi stawiać na wspólnotowość, kolektywizm, nie tylko na egoistyczne pojmowanie własności prywatnej, indywidualnej, z kultem gromadzenia dóbr za wszelką cenę.

Tego nie słychać i nie widać w szumie medialnym jaki mainstreamowe media i demo-liberalni politycy robią wokół problemu pedofilii w polskim Kościele. Pokazuje się złych księży, przestępców, piętnuje się ich – i słusznie. To zagadnienie dla organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Obraz Sekielskich prezentuje co prawda wewnątrzinstytucjonalny – typowy dla mafijno-korporacyjnych stosunków – system krycia i wsparcia dla swoich funkcjonariuszy. Ale Kościół przecież to globalna korporacja bezżennych mężczyzn posiadająca wielowiekową tradycję trwania i zdobywania wpływów i trzymania władzy lub przytulenia się przynajmniej blisko tych sił które tę władzę sprawują. I takie mechanizmy są istotą wszelkiego tego typu struktur. Nie tylko tak jest we współczesnym świecie. Kościół ma tradycję takich zachowań i praktyki.

Szum medialny i „halo” demoliberałów omija szerokim łukiem – bo to pokazuje ich odpowiedzialność oraz efekt ich 30-letniej propagandy w naszym kraju – problem fetyszu jakim obdarzono tzw. „własność prywatną”, będącą naczelnym kanonem nauk Balcerowicza i jego klonów mentalnych. Prywatne jest święte. Bo to jeden z zasadniczych elementów władzy kapitału. I przed tym totemem stają wszyscy na baczność.

Jest w filmie taki moment kiedy Sekielski przyjeżdża do parafii zlokalizowanej przy Zakładzie Karnym, gdzie msze – w obecności wiernych i dzieci – odprawia ksiądz odbywający karę więzienia za czyny pedofilskie. Spowiada, rozgrzesza, udziela komunii, prowadzi rozmowy duszpasterskie. Nota bene sąd zakazał mu kontaktów z dziećmi i młodzieżą bez jakiegokolwiek wyjątku. Na próbę rozmowy z owym duchownym (suspendowanym) przed kamerą ksiądz – kapelan, zawiadujący tą parafią i de facto przełożony owego księdza, odpowiada twórcy filmu: to mój prywatny teren, mogę zapraszać i robić co chcę. Ludzie, w tym młodzież i dzieci funkcjonariuszy więziennictwa, to moi przyjaciele, goście. Nic nikomu do tego co robię i kogo zapraszam na prywatną posesję, do prywatnego domu.
Rzucając do mikrofonu kilkakrotnie „k***ą” kapelan kończy rozmowę. Tak można podsumować całość polskiej debaty publicznej o węzłowych zagadnieniach dla Polek i Polaków na którą tak pryncypialni dziś demo-liberałowie mieli przez 30 lat ustrojowej transformacji przemożny wpływ. „K***a” i własność prywatna stawiają jakimkolwiek głębszym dociekaniom nieprzeniknioną barierę.

Radosław Czarnecki:PREZYDENTKA ESTONII W MOSKWIE

Politykę wszystkich mocarstw określa 
ich położenie geograficzne. 
Napoleon BONAPARTE

W dn. 18.04.2019 r. w Moskwie została otwarta po gruntownym remoncie ambasada Estonii. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie dwa fakty związane z tą datą. Otóż wyremontowana i będąca „jak nowa” ambasada tego nad-bałtyckiego kraju i jednocześnie poradzieckiej republiki mieścić się będzie w historycznym budynku ambasady estońskiej, jaką otwarto w roku 1921 zaraz po powstaniu pierwszego w historii państwa estońskiego. Dla tego malutkiego narodu – zdominowanego przez wieki a to przez Szwedów, a to przez Rosję – takie symbole mają ogromne znaczenie tożsamościowe. Choć często graniczy to z przesadą i infantylizmem.

Drugim elementem, ważniejszym i mającym określony, dyplomatyczny i polityczny ciężar gatunkowy, jaki będzie miał wtedy miejsce w stolicy Rosji, jest wizyta prezydentki Estonii Kerstin Kaljuaid oraz jej spotkanie z prezydentem Władimirem Putinem. Ten fakt z kolei jest o tyle symbolicznym , iż ostatnie spotkanie przywódców obu krajów miało miejsce w 2011 r. kiedy to ówczesny prezydent Tooma Ilves spotkał się z Putinem w Petersburg. 

Stosunki Estonii i Rosji – zresztą jak ze wszystkimi republikami nadbałtyckimi – są napięte i nie wolne od wzajemnych uszczypliwości czy nawet wrogości. Z jednej strony we wszystkich tych krajach chodzi o prawa mniejszości mówiącej językiem rosyjskim i często przyznającej się do kultury rosyjskiej i do tzw. „ruskiego mira” (pozostałość po ZSRR), a z drugiej są to zaszłości i konsekwencje historii: w czasach ZSRR tzw. Pribałtyka wchodziła w skład Związku Radzieckiego. W przypadku Estonii chodzi jeszcze także o terytorialny spór. Nieuregulowaną kwestią we wzajemnych stosunkach pozostaje sprawa traktatu granicznego podpisanego po wielu latach negocjacji w 2014 r. Traktat ten, który wyznacza także wschodnią granicę UE i NATO, dotychczas nie został ratyfikowany. Jedną z przyczyn był zapis w preambule, w której jest odwołanie do pokoju w Tartu z 1920 r., na mocy którego proklamowana w 1918 r. Republika Estońska miała większe terytorium. W ostatnim czasie ze strony rosyjskiej płynął również przekaz, że traktat nie będzie przyjęty „tak długo, jak Estonia nie zmieni swojego zachowania w stosunku do Rosji”. Jeszcze w grudniu 2018 r. rosyjski ambasador w Tallinie Aleksandr Pietrow mówił o obecnych stosunkach estońsko-rosyjskich (analogicznie jak o relacjach ze wszystkimi krajami UE, a przede wszystkim z członkami NATO, i Rosji), iż „nie należą do najlepszych”.

Zamieszanie wokół otwarcia ambasady estońskiej w Moskwie i chęć dokonania tego aktu przez Kaljuaid zaowocowało wymianą not z rosyjskim MSZ-tem, gdyż pobyt prezydentki Estonii w Moskwie i nie spotkanie się z gospodarzem Kremla w dyplomatycznym wymiarze miałby wymiar sporego faux pas. Koniec końcem ze strony Estonii nadeszła prośba o spotkanie z Putinem, co Kreml ustami rzecznika prezydenta Rosji w marcu oficjalnie ogłosił.
Decyzja Kaljuaid spotyka się z różnymi opiniami i ocenami, zwłaszcza w poradzieckich państwach bałtyckich: Litwie i Łotwie. Prezydentka Estonii co prawda zapowiedziała, iż w czasie wizyty na Kremlu poruszy sprawy konfliktów Rosji z Ukrainą i Gruzją (które są wynikiem ingerencji Moskwy w wewnętrzne sprawy Tbilisi i Kijowa) ale zastrzeżenia oraz krytyka ze strony poradzieckich sąsiadów Tallina pokazują, iż Estonia wybrała kurs na indywidualną – a nie wspólną – próbę uregulowania stosunków z Rosją. Najlepiej ten klimat zdystansowania i lekko zawoalowanej krytyki działań Estonii oddają wypowiedzi litewskich polityków w debacie przed euro-wyborami i wyborami prezydenckimi na Litwie planowanymi na maj br. Zarówno premier Saulius Skvernilis jak opozycyjni politycy (Ingrid Simonyte i Gintas Nauseda) podczas jednej z debat poddawali pod wątpliwość ewentualne efekty tej wizyty. Simonyte w ogóle mówi, iż nie widzi – jako kandydatka na urząd prezydenta Litwy – tematów o których Wilno (i poradzieckie republiki nadbałtyckie) mogłyby rozmawiać z Rosją. 

Obecna prezydentka Estonii jeszcze nie tak dawno mówiła, iż sama obecność języka rosyjskiego w Estonii w takiej skali jak to ma aktualnie miejsce jest zagrożeniem dla bytu i kultury estońskiej. Dziś jak widać – i słychać z medialnych przekazów – wyraźnie osłabiła swój sąd w tej mierze nie podnosząc go w jakikolwiek sposób w rozmowach na Kremlu. 
Kerstin Kaljuaid, prezydentka Estonii od 2016 roku, dwukrotnie żonata i matka czwórki dzieci, ekonomistka i dziennikarka (prowadziła w latach 2002-04 popularny program publicystyczny w Kuku Raadio), przedstawicielka Estonii w Europejskim Trybunale Obrachunkowym (2004-2016), uważana jest za klasyczną liberałkę (wcześniej nawet jako neo-liberałkę). Rozmowy z osobami, które znały ją z czasów pracy w Luksemburgu dają obraz osoby raczej skrytej, introwertycznej, Mało emocjonalnej. Zwracano mi też uwagę, że z biegiem lat można było u niej obserwować ewolucję poglądów w stronę zachodnio-europejskiej socjaldemokracji. 

Estonia przeżywa kłopoty gospodarcze, demograficzne, społeczne mimo efektywnych opinii tzw. niezależnych ekspertów „od wszystkiego” na jej temat. Kraj funkcjonuje głównie w oparciu o dotacje z Brukseli, rolnictwo – będące siłą w czasach radzieckich – praktycznie zostało spacyfikowane przez żywność z Zachodu. Podobnie ma się sprawa z przemysłem, zwłaszcza spożywczym (ale ten problem dotyczył wszystkich krajów dawnego RWPG które znalazły się w UE). W Estonii zwłaszcza to problemy związane z rybołówstwem i przetwórstwem z tym związanym: w czasach radzieckich ta republika produkowała znakomite wyroby rybne w wielkich ilościach. Dziś estońscy rybacy przegrali z kretesem konkurencję z zachodnimi kolegami na rynku unijnym. Poza tym Estonię tak jak i inne kraje tzw. Pribałtki dotyka potężna emigracja zarobkowa uszczuplająca populację kraju (tym samym rośnie procentowy udział rosyjskojęzycznej ludności – w Estonii to ok. 28 %: Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini). Po wybudowaniu przez Rosję portu w Ust-Łudze, najnowocześniejszego i największego pod względem przeładunków portu na Bałtyku (koszty przekroczyły 2,5 mld dolarów), będącego także końcem ropociągu BTS-2 Tallin (ale i inne poradzieckie porty nadbałtyckie) doznał potężnego uszczerbku z racji spadku przeładunków. Uszczupla to poważnie budżety tych krajów. Transport kolejowy z Azji to głównie kontenery wiezione przez Syberię i europejską część Rosji skierowany został aktualnie do Ust-Ługi. Kłopoty budżetów krajów nadbałtyckich wiążą się też z kontr-sankcjami jakie Rosja nakłada w ramach retorsji na kraje Unii Europejskiej. Transport towarów z Rosji przez Łotwę i Estonię niemalże zamarł.

I jak słusznie sądzili eksperci nie tylko w Moskwie o tych właśnie problemach chciała (i rozmawiała – lakoniczny komunikat z rozmów na Kremlu tego nie potwierdza) Kerstin Kaljuaid rozmawiać z Władimirem Putinem. Poza tym – jak sądzą inni komentatorzy – jest to sondowanie możliwości nowego otwarcia w kierunku normalizacji stosunków z Rosją przez kraje spoza tzw. „starej Unii” (zwłaszcza te które były w orbicie wpływów Związku Radzieckiego do chwili jego rozwiązania). Dotyczy to zwłaszcza Niemiec, Francji i Włoch które na tym polu „jedno mówią a drugie robią”. O tym najlepiej świadczy, iż w dn. 18.042019 roku Władimir Putin przyjął na Kremlu kilkudziesięciu przedstawicieli największych firm i korporacji francuskich z Totalem, Renault i Credit Agricole na czele zainteresowanych inwestycjami w Rosji. Estonii przyświecać mogą więc głównie wspomniane sprawy gospodarcze i społeczeno-kulturowe. Polityka, mimo różnic w interesach i interpretacji różnorakich zjawisk opiera się na dialogu i dyplomacji. Nie na dąsach, pobrzękiwaniach szabelką, polityce historycznej w „polskim wydaniu” (nie tylko pisowskim) itp. infantylnych zachowaniach. 
Wypada z wielkim zainteresowaniem śledzić przebieg i efekty wizyty Prezydentki Estonii w Moskwie. Może to zapowiadać odwilż w relacjach Wschodu i Zachodu Europy.

Radosław Czarnecki: O dekonstrukcji polskiego imaginarium /Portal – Sprawy nauki/

http://www.sprawynauki.edu.pl/archiwum/dzialy-wyd-elektron/315-humanistyka-el/4096-o-dekonstrukcji-polskiego-imaginarium?fbclid=IwAR17jcshBZkXhR9bHlWhkRgD03Dd6EzHWrB37JZcPZojjging2UBCqFZ4n4

 

Mit w sensie przedmiotowym to opowiadanie udramatyzowane, często symboliczno-magiczne, wyrażające ludzkie doświadczenie świata jako rzeczywistości sakralnej. Objawia modele wszelkich obrzędów i ludzkiej działalności, w których doznaje się religijnego lub quasi-religijnego doświadczenia świata. W języku potocznym mit jest synonimem fikcji, tego co nieprawdziwe, nierealne, irracjonalne, irracjonalne. Mit od XIX wieku w wyniku rozwoju nauki i techniki oraz takich trendów i prądów myślowych jak: ewolucjonizm, scjentyzm, kult wolności i sprawiedliwości społecznej, postrzegany jest jako coś nienaukowego, antymodernistycznego, stając się synonimem zacofania, zaściankowości, ciemnogrodu.

Mity są społecznym snem, a sny – osobistym mitem.
Joseph Campbell

 

Mit jako przebrzmiały sposób opisywania świata i procesów w nim zachodzących, zdaniem prof. Ludwika Stommypolega na przedstawieniu kultury i natury w taki sposób, aby wytwory społeczne, ideologiczne, historyczne, materialne itd. oraz powiązane z nimi bezpośrednio powikłania moralno-etyczne, estetyczne, wyobrażenia i sama kultura były rozumiane jako „powstałe same z siebie” lub w wyniku interwencji sił wyższych, pozaracjonalnych. Wtedy można je zadekretować jako „głos opinii publicznej”, „dobre prawo”, „odwieczne wartości”, „normalne stosunki społeczne”, „chwalebne zasady”, czyli jednym słowem – rzeczy wrodzone, dane od Boga (czy innej siły pozaziemskiej).
To – wedle Stommy – forma przekazu wykładni dziejów czy interpretacji układów społecznych oparta najczęściej na chwytliwej formule, iż to jest jedyna, niepodważalna i oczywista prawda. Mamy tu oczywiście również do czynienia z boską ingerencją. 
Mit jest więc rodzajem świadomości społecznej obecnym we wszystkich społecznościach narodowych, obywatelskich, plemiennych czy klanowych. Polacy są jednak pod tym względem wyjątkiem, gdyż mitologia i fantazmaty obecne w ich świadomości, przybierają specyficznie natrętną i karykaturalną postać (co widać obecnie w dwójnasób).
Mit zdejmuje w takiej perspektywie odpowiedzialność z wyznawcy za wybory, decyzje, postawy. To bardzo wygodna i psychologicznie uprawniona pozycja. Uprawniona dla infantylizmu, niedojrzałości. 
Współcześnie uznaje się mit jako zakorzeniony w najgłębszych pokładach ludzkiej psychiki, immanentny jej element niosący prawdę. Przyczyniły się do tego m.in. badania Karola G. Junga i jego szkoły, jak również nowe odkrycia w dziedzinie antropologii kultury.

Mit i religia

Jeden z największych teologów katolickich XX wieku, Karl Rahner zauważył, iż pojęcie mitu nierozerwalnie jest związane z językiem religijnym i z takim też rozumieniem egzystencji człowieka. Każde pojęcie opowiadające o rzeczywistości metafizycznej lub religijnej (leżących poza sferą bezpośredniego doświadczenia) musi się posługiwać wyobrażeniami, które nie są pierwotnymi wyrazami tej rzeczywistości, ale pochodzą z innego źródła. Jeśli przyjmujemy następnie, że to wyobrażenie nie jest statycznym obrazem, lecz ma charakter wyobrażenia dramatycznego, wydarzeniowego, albo można je nazywać wyobrażeniem mitycznym, to można to będzie uznać, iż każda wypowiedź metafizyczna lub religijna ma charakter mityczny, albo podlega interpretacji w terminach mitu.

Wszystkie te elementy znaleźć można w micie Solidarności funkcjonującym cały czas w polskiej narracji. Tym samym dekretuje się je jako „głos opinii publicznej”, „dobre prawo”, „odwieczne wartości”, „normalne stosunku społeczne”, „chwalebne zasady”. Jednym słowem – rzeczy wrodzone, dane od siły pozaziemskiej. Mitem jest też forma przekazu wykładni dziejów czy interpretacji układów społecznych opartej najczęściej na chwytliwej formule, iż jest to jedyna, niepodważalna i oczywista prawda. Mamy tu do czynienia z kolei z nadprzyrodzoną ingerencją.

Jak zauważa Simone de Beauvoir, „większość ludzi zadowala się mitami, tanim poczuciem wieczności, absolutem w kieszonkowym wydaniu”. To w świetle tezy Karla Poppera mówiącej, że „w postaci mitów społeczeństwo narzuca (…) jednostkom, obrazowo i uchwytnie, swoje prawa i obyczaje; dzięki mitom nakaz zbiorowości, kolektywny imperatyw, wciska się w każdą świadomość. Za pośrednictwem religii, tradycji, języka, podań, pieśni, kina – mity przenikają nawet do egzystencji, całkowicie prawie ujarzmionych przez materialne konieczności” jest niezwykle znamienne. Tu bowiem bylejakość myślenia i lichość potrzeb ogółu (de Beauvoir) miesza się z przymusem i narzuceniem przez zbiorowości jednostkom zachowań, postaw, nawet schematów myślowych (Popper) nie odpowiadających wartościom i przekonaniom tych jednostek. Służą do tego odpowiednie metody i formy funkcjonowania zbiorowości. Ale jest to gwałt na psyche jednostki. 

Polityka napuszenia i kiepskiego mistycyzmu

Prof. Jan Szczepański, socjolog i wybitny myśliciel, zauważył już przed 40 ponad laty, że „polityka w Polsce ciągle rozgrywa się w sferze emocji i ciągle sądzimy, iż rozwój kraju zależy od postaw patriotycznych, zaangażowania, oddania sprawie, ofiarności etc. i ciągle w wychowaniu i propagandzie kładziemy nacisk na emocje. 
Jest to z jednej strony nieefektywne, gdyż ludzie żyjący w podnieceniu emocjonalnym zużywają się znacznie szybciej, emocje często przeradzają się w przeciwieństwa, trwają krótko. A zatem jako metoda sterowania długofalowym wynikiem jest nieskuteczna. 
Z drugiej strony jest to igranie z ogniem, gdyż pobudzenia emocjonalne mogą zawsze przynieść niespodziewane skutki”. 
Czy coś się w tej mierze zmieniło? Jeśli tak, to z pewnością na gorsze. Bo przecież mit jako rzeczywistość żywa i przeżywana podlega podobnie jak zjawisko religii, deformującym procesom historycznym, społecznym, kulturowym, politycznym itd. Mit w ich wyniku zdegradowany zostaje do pewnego rodzaju narracji, używanej do określonych, na pewno pozamitycznych czy pozareligijnych, utylitarnych (np. politycznych) celów.

Polski humanista światowej sławy prof. Andrzej Walicki w tym kontekście zwraca uwagę na szczególną uległość polskiego społeczeństwa wobec różnorakich form przemocy ze strony zbiorowości (chodzi o dzieje naszego narodu), predylekcji do poddania się modom, popularnym trendom i alienacji z uniwersalnie pojętych spraw publicznych. Przytakiwania możnym. „To samo działo się w heroicznym okresie Solidarności: wymuszano konformizm pod groźbą środowiskowych anatem i ostracyzmów, krytyczny sąd traktowano jako rodzaj odstępstwa. Organizowano nawet coś w rodzaju antykomunistycznej indoktrynacji. Miało to wówczas uzasadnienie w etosie moralnej walki, ale pozostawiło po sobie fatalną tradycję nietolerancji wobec eksprzeciwników oraz przypisywanie kombatantom zbiorowej wyższości moralnej i wynikających z nich uprawnień”. 
To, na co zwraca uwagę Walicki, bierze się z szerzonej megalomanii, ze sztucznego heroizmu, z napuszenia i kiepskiego mistycyzmu oraz traktowania Polski (i siebie) jako Chrystusa narodów. To cień Mesjasza, który siebie składa w ofierze za innych. I ciągnie się ta skaza w zbiorowym nadwiślańskim myśleniu zaciemniająca racjonalizm, pragmatyzm i realizm, od wieków. Setna rocznica odzyskania przez Polskę państwowości potwierdza to znakomicie.

Prof. Barbara Świda-Zięba, socjolog i działaczka demokratycznej opozycji z lat PRL, będąc uczestniczką obrad Okrągłego Stołu z niesmakiem stwierdza w swej ostatniej książce, iż jej niedawni fratrzy podczas już konkretnych rozmów w istotnych dla kraju sprawach pokazują swą małość, miałkość intelektualną, kompletne nieprzygotowanie do uniwersalizmu państwowotwórczego. Sędziwa intelektualistka u schyłku życia pisze: „Za to szalał manipulant koło trzydziestki, Czaputowicz. Ważny kandydat na czołowego polityka opozycji. Zdążył już rozbić >Wolność i Pokój< i ma swoją organizację. On to z tej przypadkowej (choć niegłupiej) zbieraniny chciał stworzyć (…) jakieś podkomisje o nieokreślonych kompetencjach, a przewodniczących wyłonić zaraz. Niech harcerze zbiorą się w jednym kącie i wybiorą harcerza, robotnicy w drugim kącie – wybiorą robotnika itd. I dokooptujemy ich do komisji (składającej się, jak pisałam, w większości ze staruszków) – komisji, co nie wiadomo, co ma robić, ale wiadomo, że ma namaszczenie Wałęsy”.
I podsumowując cały fragment poświęcony opozycji demokratycznej przy Okrągłym Stole pisze: „nie mogłam się powstrzymać, by nie zauważyć, że Okrągły Stół uaktywnia nietolerancję, swoistą też dla lat 1980-1981, odbiera jednostce prawo do indywidualnych sądów. Uruchamia mechanizmy psychologii tłumu”.

Modlitwą i magią silni

Czy dzieje III RP nie są jakby egzemplifikacją takich właśnie działań, takiej mentalności, takiej potrzeby posiadania przez każdego swojej politycznej kanapy, swojej koterii, swego stronnictwa, gdzie mógłby brylować, przewodniczyć? Dzisiejsza sytuacja jest jedynie kontynuacją i wzmocnieniem tych tendencji, patrzenia na politykę i działalność publiczną w sposób wsobny, egoistyczny, a zarazem mityczny i mesjanistyczny. Gen szlachcica na zagrodzie równego wojewodzie, który uosabiać ma polskie umiłowanie wolności, demokracji (tu – szlacheckiej, a de facto były to rządy oligarchii magnacko-szlacheckiej prowadzące do kompletnej anarchii i anihilacji państwa na ponad 100 lat) ma się całkiem dobrze. 
Zresztą, gloryfikowaną nad miarę II RP, będącą dziś w powszechnej narracji mitologicznym Edenem (m.in. ziemiaństwo, dworki, „nie oddamy ani guzika”, marsz na Wilno czy Zaolzie, COP i Gdynia) również charakteryzował ten zabójczy syndrom destrukcyjnego partyjniactwa i salonowych koterii, oligarchiczny system funkcjonowania państwa (zwłaszcza w latach 30. XX w.), potworne zróżnicowanie społeczno-kulturowe. W >Sprawach Nauki< pisał dwukrotnie na ten temat prof. Witold Modzelewski w 2018 roku.

Prof. Leszek Kołakowski stwierdził kiedyś, iż dotychczasowe wychowanie chrześcijańskie (w wersji potrydenckiej, kontrreformacyjnej) podtrzymywało – a w Polsce ma to miejsce po dziś dzień jako trend nasilający się i coraz bardziej totalny – przekonanie związane z obrządkami religijnymi i sakramentami jako elementami wierzeń magicznych. Tym samym sugeruje się, iż modlitwy, obrządki, pielgrzymki, czuwania itd. – choć włączają, rzecz jasna, działania nadziemskiej energii – mają przede wszystkim zapewnić skuteczność techniczną w osiągnięciu zamierzonego celu. Tym samym stają się one formą manipulacji, zaklinania rzeczywistości, mających zmienić realnie rzeczywistość. 
Tak realizowany religijny kult powoduje ustawienie wierzenia religijnego na antypodach racjonalności i empiryzmu. I to się nie zmieni, dopóki nie zdekonstruuje się imaginarium, nadwiślańskiej silnie zmitologizowanej świadomości, lechickiej mentalności nie oczyści z przaśnego ludyzmu, bezrefleksyjnej manifestacyjności podyktowanej postawą: „bo tak wypada”, czy „co ludzie powiedzą”.

Mitomańscy mistycy znad Wisły

Demitologizacja zawsze bardzo boli, bo z mitem trudno się rozstać, zwłaszcza człowiekowi owładniętemu mitomańskim mistycyzmem („ rozpadające się iluzje boleśnie ranią” pisał Anthony de Melo, TJ). Zwłaszcza, kiedy od dekad używa się mitu dla utylitarnych, niskich – przede wszystkim politycznych i doraźnych – celów. 
To stąd biorą się powszechne (w mikro- i makroskali) mniemania, czy przekonania, o polskiej wyjątkowości, będące dalekim echem towiańszczyzny czy romantycznych rojeń nadwiślańskich wieszczów. Doskonale pokazuje ten casus Sławomir Mrożek w Weselu w Atomicach, gdzie prawdziwy Polak-katolik, kibol i nacjonalista, (ale takie schematy myślowe spotykać można również we wszystkich wspólnotach i zbiorowościach nad Wisłą i Odrą) uprzejmie prosi o oddanie mu władzy nad światem, a swoja prośbę uzasadnia tym, iż „jest lepszy, mądrzejszy i bardziej osobisty od wszystkich ludzi”.

I na koniec jeszcze jedna sprawa. Każdorazowe powstanie czy odrodzenie państwa polskiego (a miało to miejsce kilkakrotnie w tysiącletniej historii naszego kraju) traktuje się – jak pisze wspominany prof. Witold Modzelewski – w sposób cudowny, legendarny, mityczny, nie uwzględniając absolutnie warunków zewnętrznych jak i normalnych procesów społeczno-politycznych wpływających na tego typu zjawiska i wydarzenia. 
„Ów cud odrodzenia miał być należną nam łaską, sakralizować twór publicznoprawny powstały przed stu laty. Zwycięstwo Dobra (pisanego dużą literą) jest wyrazem sprawiedliwości dziejowej czy też ładu moralnego, który został tym samym przywrócony”. Po prostu, boskie ingerencje i iluminacje ludu bożego (ale najczęściej chodzi tu o elity) powodują pojawienie się Polski na mapie Europy.

Taki sposób uprawiania polityki, ale też i nauki oraz formy dialogu elit ze społeczeństwem, przez omyłkę lub manipulację nazywanej historyczną, taki przekaz publiczny i taka forma edukacji jest nie tylko anachronizmem i wizją sprzed stu laty. To kolejna wersja polskiego irracjonalizmu i misjonizmu (jak określa to prof. Bronisław Łagowski w swych tekstach). Ale najsmutniejszym jest to, iż nikomu zdaje się nie przeszkadzać ów absurd, owa alienacja ze światowych trendów, to pogrążenie się w „przaśności” i „naszości” mitów, legend, chciejstw i fantazmatów. Mimo XXI wieku i kierunków, w jakich podąża rozwój świata i ludzkości. Czyżbyśmy wszyscy już przez nachalną retorykę i permanentne oszustwa tak bardzo zboczyli na intelektualne manowce i odeszli od racjonalności oraz realizmu? 

 

 

 

 

 

Bloger Adnovum o tym jak kompradorskie środowiska pisowskie podnoszą Polskę z kolan. Na przykładzie Domu Polskiego we Lwowie

Pisowskie kompradorskie środowiska polityczne oskarżały PO , że za ich rządów Polska jest na kolanach.

I obiecywały , że za ich rządów Polska wstanie z kolan. Jak wygląda to wstawanie z kolan w stosunku do USA i Izraela wszyscy wiemy.

Mamy też świadomość, że ambasada USA w Warszawie staje się jednym z ośrodków -nieformalnym – władzy w Polsce.

Ale nie wszyscy zdaja sobie sprawę jak to wygląda w relacjach z Ukrainą.

Kompradorskie środowiska pisowskie są bezradne wobec działań środowisk ukraińskich na Ukrainie przesiąkniętych nacjonalizmem i którzy publicznie gloryfikują zbrodniczą UPA.

*************************

„Otwarcie Domu Polskiego we Lwowie jest planowane na rok 2021”– poinformowali prawie dwa tygodnie temu podczas wizytacji tego obiektu szef kancelarii Senatu RP minister Jakub Kowalski i prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Dariusz Piotr Bonisławski.

Rozpoczęta pod koniec 2015 roku budowa Domu Polskiego we Lwowie miała być ukończona w listopadzie 2018 roku, czyli w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Niestety nie udało się to. Przesunięto wtedy datę oddania do użytku tego obiektu na 2020 rok, kiedy to miał być ostatecznie przygotowany do otwarcia jest planowane zakończenie budowy obiektu. Obecnie okazuje się, że ten dzierżawiony tylko na 49 lat z łaski ukraińskich włodarzy Lwowa, a którego orientacyjny koszt na obecną chwilę wzrósł grubo o ponad dwa razy od początkowych założeń na poziomie 17 mln złotych, ostatecznie ustalono go na 42-43 mln złotych, ma być oddany do użytku dopiero w 2021 roku. A więc jak dobrze pójdzie- trzy lata po setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Niezłe tempo. Może wreszcie na początku kadencji Sejmu uda się tą jakże istotną dla prestiżu Polski inwestycję dokończyć. Polacy na Ukrainie czekają na to z niecierpliwością.

Przypomnę, że Polska otrzymała od Rady Miasta Lwowa teren pod budowę Domu Polskiego w 2013 roku. W przyszłości miejsce to ma być siedzibą stowarzyszeń polskich, centrum kultury polskiej i miejscem dialogu polsko-ukraińskiego.

Dom Polski we Lwowie ma składać się z dwóch części: starej, czyli dawnych koszar wojskowych i nowej, która jest w budowie. W nowym skrzydle swoją siedzibę będą miały organizacje polskie, znajdzie się tam również sala widowiska, z której prawdopodobnie będzie korzystał między innymi Teatr Polski. Dawne koszary zamienią się w hotel i restaurację. Projekt jest wzorowany na Domu Kultury Polskiej w Wilnie, w który od 2001 roku odbywają się polskie koncerty, wystawy, imprezy czy spektakle teatralne.

Pomimo tych bardzo ambitnych planów budowa Domu Polskiego ww Lwowie idzie jak po grudzie.

Ponad 6 lat temu w grudniu 2013 roku lwowski samorząd przekazał miejscowym Polakom symboliczne klucze do długo oczekiwanego i dla wielu wymarzonego Domu Polskiego. Niestety, choć decyzja o inwestycji zapadła z jej realizacją od początku były problemy. Prace ostatecznie ruszyły wiosną 2016 roku. Ale już kolejny rok rozpoczął się gwałtownym zwolnieniem prac. Bo przez kilka miesięcy nie wiadomo było kto i ile za nie zapłaci. Już w lipcu było wiadomo, że harmonogram prac stał się nieaktualny i dopiero jesienią prace znowu nabrały tempa dzięki ponad 4 milionom przekazanym przez polski senat. W zeszłym roku roku pieniędzy było już dwa razy więcej bo w sumie ponad 10 mln złotych ale sytuacja niestety się powtórzyła. Między innymi w związku ze zmianą projektu i całkiem nowym pozwoleniem na budowę, ale nie tylko, jest też nowy wykonawca.

Opóźnienie budowy Domu Polskiego wynikało z trudności czynionych przez administrację Lwowa.

Chodzi o to, że kiedy inwestor przejął już działkę w celu rozpoczęcia budowy, okazało się, że jej warunki dzierżawy nie są takie same jak w dokumencie przekazania działki. Zamiast 49 lat, Ukraińcy zaoferowali tylko pięcioletni okres dzierżawy.

Pretekstem do tak drastycznego ograniczenia terminu dzierżawy, który nota bene całkowicie zmieniał jej warunki, co praktycznie robiło z tej inwestycji zamysł nieopłacalny.

Pretekstem do zmiany okresu dzierżawy było zdaniem lwowskich władz to, że część działki przylegająca do ulicy podlega innym przepisom niż działka, na której znajdują się obiekty, które docelowo mają służyć celom Domu Polskiego. Co ciekawe, działka ma ok. 5 tys. metrów, a tylko 700 metrów kwadratowych objętych jest ograniczeniami użytkowania. Nieruchomość stanowi jednak spójną całość.

Kłody rzucane przez włodarzy Lwowa dotyczące sprawy budowy Domu Polskiego są tylko czubkiem góry lodowej.

I tak, Rada Miejska w Przemyślu w dniu 05.12.1994 r. podjęła uchwałę dotyczącą podpisania umowy o współpracy między Przemyślem i Lwowem. 10 czerwca 1995r. w Przemyślu nastąpiło uroczyste podpisanie umowy między miastami. Współpraca się rozwijała……. ale tylko jednostronnie. Radcy z Przemyśl obdarowywali Ukraińców wszystkim tym czego tylko oni sobe zażyczyli, np.: gmach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, zespół budynków Szkoły przy ul. Basztowej, Ukraiński Dom Ludowy, itd. W tym samym czasie Ukraińcy ze Lwowa odwrotnie, najwyżej obiecywali.

Przykładowo- tak postępuje strona polska w stosunku do społeczności ukraińskiej mieszkającej w Przemyślu, 21 marca 2011 roku Prezydent Miasta Przemyśla Robert Choma podpisał akt notarialny przenoszący prawo własności budynku przy ul. Tadeusza Kościuszki 5 w Przemyślu, którym jest Ukraiński Dom Ludowy na Związek Ukraińców w Polsce (ZUwP). Zgodnie z wnioskiem ZUwP, za zgodą wojewody Podkarpackiego, zbycie nastąpiło z 99% upustem. Piotr Tyma, prezes Zarządu Głównego Związku Ukraińców w Polsce zapewnił, że też popiera sprawę Domu Polskiego we Lwowie, na zasadzie wzajemności.

A jak w sprawie problemu Domu Polskiego we Lwowie postąpiła Rada Miejska Lwowa?

Wyglądało to tak: nie oddano żadnego budynku polskiego na placówkę kulturalną by służyła podtrzymaniu kultury, języka i tradycji Polaków żyjących we Lwowie. Zamiast tego w 2013 r. samorząd Lwowa przekazał miejscowym Polakom symboliczne klucze do starego budynku kiedyś należący do wojska, który musi przed tym jednak zostać gruntownie wyremontowany bo nie nadaje się do użytku, dlatego obok ma powstać nowy budynek . Obydwa mają być połączone przeszklonym patio. Obiekt przekazano po wielkich bojach tylko na 49 lat, w Przemyślu oddawane są budynki na stałą własność i bardzo często wyremontowane.

Trzeba dodać, że nawet w kwestii przekazania symbolicznych kluczy na przyszły Dom Polski, było to postępowanie cyniczne i zaplanowane szyderstwo z Polaków, które to zostały uroczyście złożone w ręce przedstawicieli Polonii w dawnym polskim Domu Katolickim, przemianowanym przez ukraińskie władze na Teatr im. „Łesi Ukrainki” (https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81esia_Ukrainka).

Trzeba postawić pytanie, ile są warte zapewnienia prezesa ZUwP Piotra Tymy, który obiecywał spełnić oczekiwania Polaków ze Lwowa w sprawie przekazania im budynku na otworzenie Domu Polskiego, po to tylko aby wyłudzić w tym samym czasie od władz miasta Przemyśla Ukraiński Dom Ludowy.

Podobnie przedstawia się sprawa z posłem Markiem Rząsą (PO), który także zobowiązywał się do osobistej interwencji u władz miasta Lwowa, by na zasadzie wzajemności oddano budynki społeczności polskiej mieszkającej we Lwowie. Jednak poseł Rząsa ograniczył się tylko do interwencji w polskim MSZ mimo to, że obiecywał iż załatwi tą sprawę bezpośrednio z władzami Lwowa. Dodatkowo, żadne lokalne władze z Podkarpacia nie wsparły działań społeczności polskiej we Lwowie w kwestii odzyskania polskiego mienia, w tym władze przemyskie i parlamentarzyści z regionu podkarpackiego, jak też Małgorzata Chomycz- wojewoda Podkarpacki, która osobiście uczestniczyła przy przekazaniu Domu Ludowego dla społeczności ukraińskiej. W sprawie tego Ukraińskiego Domu Ludowego był w Przemyślu nawet osobiście były prezydent Ukrainy- Wiktor Juszczenko.

Dodam, że odnosi się to również do hierarchów naszego kościoła, którzy także nie wspierają wiernych rzymskokatolickich we Lwowie celem odzyskania swoich świątyń. Jeżeli nie znają drogi lub boją się pielgrzymować do Lwowa w sprawach misyjnych np. celem zażegnania ostatnich gdzie dochodzi ciągle na tym tle do różnych incydentów i awantur, np. grekokatolicy z parafii pw. Ofiarowania Pańskiego, korzystającej z dawnego rzymskokatolickiego kościoła Matki Bożej Gromnicznej, nie wpuszczają rzymskich katolików do ich świątyni na Pasterkę. Łacinnikom nie pozwala się też odprawić tam Mszy Św. w Boże Narodzenie, to przecież często bywają w Watykanie i tam u papieża mogą interweniować. Niestety, ale tego nie robią chowając głowy w piasek.

W tym samym czasie, władze Lwowa, w ramach swoiście pojętej przyjaźni z Lachami, decyzją Lwowskiej Rady Obwodowej, rok 2019 został ogłoszony rokiem Stepana Bandery i Organizacji Ukraiński Nacjonalistów. Czyli tych, którzy podżegali, organizowali i uczestniczyli w fali zbrodni ludobójstwa dokonanego na Polakach w Galicji Wschodniej i na Wołyniu, w wyniku czego mogło zostać zabitych nawet ponad 200 tys. naszych Rodaków.

Nie dość tego, decyzją centralnych władz Ukrainy, polscy naukowcy nie mogą przeprowadzić obiektywnych i rzetelnych badań na temat dokonanej na Polakach zbrodni, zabraniając im dokonywania ekshumacji oraz lokalizacji miejsc pochówku ofiar i ich upamiętnienia.

Zaprzeczają również oficjalnie popełnienia przez Ukraińców tej potwornej zbrodni na swych sąsiadach- Polakach, gloryfikując jednocześnie zbrodniarzy i ideologię ukraińskiego nazizmu, która do niej doprowadziła.

Niszczeją także celowo pozostawione bez żadnej opieki ostatnie ślady tysiącletniej kultury polskiej i polskości tych ziem.

To są prawdziwe przyczyny opóźnień budowy Domu Polskiego oraz niesymetrycznie wdrożonych warunków pojednania między Polską a Ukrainą, na których to Polska traci a Ukrainy tylko zyskuje. Czyli, że Ukraińcy są przez polskie władze nagradzani za swe zbrodnie dokonane na Polakach i ich obecny stosunek do mniejszości polskiej na Ukrainie.

https://adnovumteam.wordpress.com/2019/03/27/wojna-domowa-na-ukrainie-27-03-2019r-1389-dzien-od-nowego-rozejmu/

Radosław Czarnecki: DLACZEGO MŁODZIEŻ NIE GŁOSUJE NA LEWICĘ ? Debata w ramach wrocławskiego Społecznego Forum Wymiany Myśli

Serdecznie zapraszamy na godz. 18.00. w dniu. 28.03.2019 do lokalu przy ul. Kołłątaja 31 (domofon nr 11) we Wrocławiu

SPOŁECZNE FORUM WYMIANY MYŚLI WROCŁAW    

***************************************

53909704_10210647247537177_4514947098470252544_n

Podczas marcowej debaty w ramach wrocławskiego Społecznego Forum Wymiany Myśli postanowiliśmy zorganizować dyskusję pt. „Dlaczego młodzież nie głosuje na lewicę ?”. Pytań i dylematów z tym zagadnieniem związanych jest sporo. Np. czemu tylu młodych ludzi widocznych jest jako czynnie uczestniczących w rożnego rodzaju marszach,
manifestacjach i przedsięwzięciach najszerzej rozumianej prawicy? I to zarówno w wymiarze intelektualnym, akademickim jak i tym „ulicznym”.
Ta grupa młodych ludzi jest i słyszana i widziana i medialnie się o niej mówi. I czy tylko to jest przyczyną lichego poparcia jakim wszystkie partie mianujące się lewicą cieszą się w
polskim wymiarze politycznym, że młodzież jest „prawicowa”?
Być może kryzys jaki przeżywa polska lewica jest pokłosiem impasu tej formacji w całej Europie. I trzeba ten problem rozpatrywać raczej kontynentalnie niż lokalnie bo źródła tych
kłopotów są bardzo podobne w różnych krajach Europy.
Do współpracy przy tym temacie zaprosiliśmy znanego we Wrocławiu z wielu inicjatyw obywatelskich Marcina Czerwińskiego: literaturoznawcę, filozofa, poetę, adiunkta w
Instytucie Filologii Polskiej, autora kilkudziesięciu publikacji naukowych, założyciela i redaktora naczelnego kwartalnika „Rita Baum”, działacza antyrasistowskiego i antyfaszystowskiego. Jako długoletni działacz i nauczyciel akademicki będzie – tak
uważamy – doskonałym moderatorem tej debaty w której (jak planujemy) panelistami będą politycy różnych partii i organizacji społecznych utożsamiających się z lewicą.

Skład panelistów:
Sławomir Godek – Partia Razem, Marta Lempart – Strajk Kobiet, Julia Rokicka – Partia Zieloni, Czesław Cyrul – SLD, Łukasz Szymanowicz – Wiosna, Ewa Groszewska – SFWM Wrocław

SPOŁECZNE FORUM WYMIANY MYŚLI WROCŁAW

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Radosław Czarnecki o książce Michała Syski, Antidotum (Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy), Wyd. Ośrodek Myśli Społecznej im. F.Lassale’a

Dziś słowo na nadchodzący weekend ma inny charakter. Odnoszę się w nim do małej, wydanej pod koniec ub. roku książeczki Michała Syski pt. „Antidotum.(Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy)”. Dlaczego akurat do niej? Bo w kontekście ogłoszonego przez nową siłę polityczną na scenie publicznej RP – p/n „Wiosna RB” – programu jest to pozycja bardzo ważna, stanowi bowiem zręby programu tej partii. Lewica winna podjąć konstruktywną debatę z „Wiosną RB” na tematy programowe, zwłaszcza w kontekście najszerzej rozumianych spraw społecznych i politycznych; zachęcam do lektury i refleksji.

MICHAŁ SYSKA I JEGO „ANTIDOTUM”

Michał Syska, prawnik, publicysta, działacz społeczno-polityczny, Dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassale’a we Wrocławiu (lewicowy think tank), bliski współpracownik Roberta Biedronia opublikował ostatnio niepokaźną (tylko 112 stron) książeczkę o źródłach populizmu, królestwie neoliberalizmu i konsekwencjach tego zjawiska w życiu społecznym. Próbuje w niej odpowiedzieć na pytanie co lewica winna uczynić, aby te trendy odwrócić, jakie stanowisko zająć i jakie propozycje przedstawić masom ludowym, prekariuszom, wykluczonym i kolejnym, degradowanym ciągle przez postępującą stratyfikację społeczną. A więc ludziom pracy najemnej, którzy byli zawsze podstawowym elektoratem najszerzej rozumianej lewicy.
Dziś widać po ukonstytuowaniu się „Wiosny Roberta Biedronia” i prezentacji programu nowej partii, iż wiele sugestii zawartych w książce Michała Syski stanowi elementy owego programu. Elementy, ale z bardziej liberalnym czy nawet – neoliberalnym, nachyleniem. Dlatego tym bardziej należy zapoznać się z „Antidotum” Michała Syski, gdyż jest to dobry punkty wyjściowy do kolejnych debat nad kondycją i przyszłością lewicy w Polsce.

Mieć głos to znaczy być człowiekiem.
Mieć coś do powiedzenia to znaczy być osobą.
Carol GILLIGHAM (pisarka)

„Antidotum” Michała Syski ma być w założeniach postępową odpowiedzią na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy. Postęp zawsze był progresywnym, ewolucyjnym, humanistycznym stanowiskiem wobec jednostki i zbiorowości. I to było związane z lewicą oraz klasycznie pojmowanym liberalizmem. Neoliberalizm sprowadzając stosunki społeczne oraz spojrzenie na ekonomię i gospodarkę (a przez to wszystkie dziedziny życia – przede wszystkim najszerzej pojętą kulturę) wyłącznie do zysku i wilczych reguł kapitalizmu zupełnie wypaczył i totalnie zdeprecjonował tak społeczną percepcję terminu liberalizm, jak i samo znaczenie słowa postęp. Neoliberalizm jest hybrydą, toksycznym polipem, hubą na tym czym był i czym jest prąd mentalno-filozoficzny i ruch polityczny z nim związany, rozumiany jako liberalizm.
Nasz kraj też jest przykładem od niemal 3 dziesięcioleci kontr-rewolucji neoliberalnej (w niektórych krajach określa się dlatego ten ruch mianem neokonserwatyzmu). To powszechnie znane i opisane fakty.
Interesującym są jednak propozycje zawierające program pozwalający przełamać paradygmaty neoliberalnej doktryny i zneutralizowanie pochodu prawicowych i ultra-prawicowych populistów. By nie rzec – w niektórych wypadkach – jawnych faszystów. Nie na darmo mówi się w środowiskach lewicy od dawna, iż ortodoksyjnie rozumiane stosunki kapitalistyczne i purytanizm rynkowy prędzej czy później doprowadzają do władzy faszystów.
Ogólnie te propozycje można scharakteryzować jako odnowiony, klasyczny (choć w nowych warunkach) projekt socjaldemokratyczny. Nie widzę w nim „przypudrowanego neoliberalizmu” wedle Blaira i jego trzeciej drogi. I bardzo dobrze gdyż ten trend, te pomysły (oparte m.in. o filozofię i pomysły Anthony Giddensa) tworzące zręby programu „New Labour Party” de facto zadały lewicy ostateczny cios po upadku dwubiegunowego świata i załamania się obozu realnego socjalizmu. Cios z którego po dziś dzień lewica nie może się podnieść.
I tu jest szkopuł tkwiący w pomysłach Michała Syski: czy nie są owe propozycje już z racji daleko posuniętej polaryzacji relacji kapitału i pracy cokolwiek spóźnione. Autor co prawda słusznie zwraca uwagę na fakt, iż tzw. postępowcy oraz nowa lewica zarzucili metody pracy „u podstaw”, odchodząc od inwestycji w think tanki i lewicowych, postępowych intelektualistów na rzecz medialnych kampanii, interwencji w pojedynczych (choć słusznych i potrzebnych) sprawach, najszerzej pojętego „celebryctwa” i brylowania w mainstreamowych mediach. Tu jest też płaszczyzna moim zdaniem na przełamanie dokonanego przez rozejście się „dołów” partyjnych i mentalności potencjalnego, lewicowego elektoratu z lewicowymi elitami coraz bardziej upodabniających się do liberałów. Zwłaszcza tych preferujących i stawiających w polityce na tzw. „lifestyl” oraz traktowania zagadnień ze sfery świadomości, walki o prawa wszelkich mniejszości jako zasadniczego i głównego pola walki politycznej, a sprawy ekonomiczne, relacje kapitał vs praca czy pracodawcy kontra pracobiorcy pozostawiono odłogiem. Uznając za Fukuyamą, że historia walk o lepszą jakość życia, godny i przewidywalny byt już się zakończyła. Jak widzimy nic bardziej mylnego. Dziś owa walka – i to często w radykalnej i alternatywnej do prowadzonych w ciszach gabinetów czy sal parlamentarnych gremiów debat formie – jest nie tylko możliwa, ale i konieczna. I tu lewica musi zająć zdecydowanie bardziej wyraziste stanowisko niż do tej pory miało to miejsce. Walka o kulturową hegemonię przysłoniła lewicy walkę klasową i o prawa człowieka z dziedziny tzw. gwarancji socjalnych.
Język jakim posługuje się współczesna lewica: jest on ezopowym, powielającym narrację neoliberalną. Zawstydzenie i kompleksy z racji porażki jakiej doznał projekt zwany realnym socjalizmem, kolaps ZSRR i obozu skupionego wokół niego, porzucenie tego co dla lewicy jest szczególnie ważkim (najszerzej pojęta tradycja tak „materialna” jak i „duchowa” czyli teoretyczna, filozoficzno-polityczna) jakie lewica dała sobie narzucić przez najszerzej pojęty mainstream – w Polsce to jest narracja wyłącznie prawicowa lub ultra-prawicowa, nacjonalistyczna i szowinistyczna – jest nie tylko porażką w sensie polityki, ale degrengoladą w każdej niemal sferze życia publicznego. I ma to kolosalne znaczenie na to z czym mamy do czynienia dziś w naszym kraju.
Czy można odwrócić ten trend ? Bez zmiany mentalności oraz języka, a także przy braku zdecydowanie lewicowych i jednocześnie topowych ludzi mediów, którzy operowali by takim właśnie językiem raczej jest to mocno wątpliwe.
Współcześnie gdy czegoś, kogoś – dot. to też przekazu, odpowiedniej retoryki i głoszonych prawd oraz idei, preferowanych wartości etc. – nie ma w mediach to nie istnieje to realnie w świadomości społecznej. I aby odwrócić te trendy to najpierw musi nastąpić przeformatowanie świadomości i mentalności samych liderów mieniących się play-makerami lewicy. Niestety tego u Autora „Antidotum” nie znalazłem. Kolejny aspekt to odejście od celebrowania czy fetyszyzacji znaczenia mediów społecznościowych. Autor wspomina o tym zagadnieniu lecz jakby robiąc to „intelektualnymi opłotkami”. A to moim zdaniem jest niesłychanie ważna sprawa. Zwłaszcza w kontekście dekadowych perspektyw, gdyż można przewidywać zmierzch mega-znaczenia tych mediów w dłuższej perspektywie (z różnych zresztą względów).
Kolejne pytanie brzmi – jak to zmienić ? I to w obu zaprezentowanych przed chwilą sferach: makro-, na płaszczyźnie ogólnej, jak i mikro- czyli wewnątrz lewicowego życia i myślenia. To długotrwały proces, taki jak długotrwały okres tracenia swojej „duszy” i zasad przez lewicę. Tylko spojrzenie nie w perspektywie cyklu wyborczego a w dłuższym – może nawet dziesięcioleci – pozwoli lewicy na odbudowanie nie tylko pozycji politycznej lecz przede wszystkim w sferze wartości i utożsamienia się z nią szerokiego spektrum wyborców. „Aby zdobyć władzę, trzeba wpierw zdobyć umysły ludzi” tak twierdził słusznie Antonio Gramsci.
I na pewno nie pomogą lewicy na tej drodze „celebryctwo” czy niczym nie poparte obietnice. Schlebianie nastrojom mas czy tłumów. Ludzie chcą być traktowani poważnie i racjonalnie. Chodzić lewicy przecież winno nie tylko o zdobycie władzy ale o zmianę stosunków społecznych, o zmianę świadomości Polek i Polaków, o pokonanie kolejnego stopnia rozwoju przez nasze społeczeństwo w cywilizowaniu się i poprawianiu jakości życia.
Nie można się zgodzić z konkluzją Autora, że lewicy potrzebny jest przywódca. To znów brnięcie w modne, typowo polskie myślenie od dekad o Mesjaszu, o wodzu na białym koniu, o front-manie który weźmie za rączkę i poprowadzi …… Czyli preferencje dla niesamodzielności, dla bierności, dla indyferentyzmu. Emocje nie załatwią wszystkiego (a de facto – na dłuższą metę nie załatwiają niczego oprócz oklasków i okrzyków poparcia). Afekty szybko się wypalają pozostawiając kolejne popioły zawodu i zniechęcenia. Tak było m.in. z ruchem Occupy Wall Street czy sprzeciwem wobec ACTA, które po chwilowym uniesieniu rozpłynęły się w niebycie. Partia lewicowa – tak, jak najbardziej, ale na jej czele winno być kilku (może nawet kilkunastu) liderów o zbliżonym poziomie wiarygodności i intelektualnym potencjale. Warto też by było, żeby wszelkie lewicowe programy i pomysły na przyszłość jasno i wyraźnie podkreślały swoje anty-militarystyczne i pro-pokojowe wizje Polski, Europy i świata. Czy dzisiejszej polskiej lewicy nie stać na kolejny „plan Rapackiego”, gdyż napięcie międzynarodowe, duch militaryzmu i agresji, wzajemna nieufność i kolejny wyścig zbrojeń są podobne do atmosfery podczas tzw. „kryzysu kubańskiego” ? Świat staje na granicy jądrowej zagłady. W trakcie konfliktu miedzy super-mocarstwami to teren naszego kraj stać się może (w jej wyniku) jądrową pustynią. Polska lewica nie może nie tylko inicjować i prowokować procesów militaryzacji Europy, ale winna działać aktywnie na rzecz obniżenia poziomu zbrojeń i militaryzacji. Na rzecz powrotu do stołu negocjacji i dialogu. A z tym rządy SLD (mieniące się lewicowymi) miały jak wiemy kolosalny problem. Takiej refleksji – choćby w zdawkowym wymiarze – również mi brakuje w „Antidotum” Michała Syski.
„Antidotum” jest na pewno manifestem i ideową deklaracją. Brak mi natomiast jasnej deklaracji jakie decyzje polityczne zostały by podjęte w razie gdyby lewica wedle pomysłów Michała Syski zdobyła władzę i ją zaczęła sprawować. No, ale rozumiem to pytania i dylematy na „inną bajkę”.

Michał Syska, Antidotum (Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy), Wyd. Ośrodek Myśli Społecznej im. F.Lassale’a, ISBN 978-83-63902-11-0, Wrocław 2018, s. 112.

Radosław Czarnecki : Zemsta jezuitów/Historia bez IPN/

https://strajk.eu/zemsta-jezuitow/?fbclid=IwAR1rVadEyapA4XbrEe0amSBVExhP4kKTFbdRQsn9YcipRl70KBMS6RJ1C3E

10891674_813249468734627_601413624915567596_n-845x475

Na kanwie rewelacji, jaką stała się w polskich mediach wypowiedź papieża Franciszka dotycząca tuszowania przez Jana Pawła II spraw związanych z pedofilią i całokształtem wydarzeń mających miejsce w Legionie Chrystusa i najnowszej historii Kościoła katolickiego, warto zwrócić uwagę na dwa elementy.

Po pierwsze – to nie są żadne rewelacje. Cywilizowany, nieklerykalny świat mówił i wiedział o tych traumatycznych sprawach od dawna. Tylko w Polsce, gdzie nie rozumie się terminu „wolność słowa”, obowiązuje bałwochwalczy stosunek do pojęcia autorytet, zaś mainstreamowe media hodowały irracjonalny obraz Watykanu pod rządami Karola Wojtyły, prześcigając się w serwilizmie, ta wypowiedź może powodować zaskoczenie. Teraz już jawnie „umiłowany”’ syn Jana Pawła, który o mało co nie trafił na ołtarze świętości Kościoła, założyciel Legionu Chrystusa Marcial Maciel Degollado okazuje się zbrodniarzem-pedofilem, bigamistą, finansowym malwersantem, narkomanem i sadystycznym satrapą. Gwałcił nie tylko masowo podopiecznych sierocińców prowadzonych przez ów zakon, ale i własne dzieci, których miał dokładnie nie wiadomo ile –siedmioro lub ośmioro.

Słowa Franciszka to kolejne potwierdzenie całokształtu klimatu panującego w Kościele. Dotychczas oskarżenia o zaniechanie i jawne ukrywanie przestępstw, wręcz zbrodni, dotyczyły poszczególnych hierarchów. Teraz dopadły głowy Kościoła katolickiego, któremu postawiono tysiące pomników, któremu poświęcono dziesiątki tysięcy panegiryków. W Polsce uznano go za synonim wolności i demokracji, w Kościele kanonizowano, ogłaszając tym samym, że to dla wiernych drogowskaz moralny i etyczny ideał. Kto jeszcze tego nie zrozumiał, teraz ma szansę pojąć, ile to wszystko warte.

Ale ważniejszy jest drugi, mało znany kontekst. Chodzi o konflikt z początku pontyfikatu papieża z Polski, na linii Rzym – zakon jezuitów. Konflikt dwóch osobowości: Karola Wojtyły i Pedra Arrupe, ówczesnego generała zakonu, tzw. „czarnego papieża”, a trzeba dodać od razu, iż szef Towarzystwa Jezusowego był zawsze „szarą eminencją” w całej strukturze kościelnej.

Konflikt rozgorzał na kanwie stosunku do teologii wyzwolenia. Arrupe, Bask, człowiek światowy (do chwili wyboru na generała TJ przebywał głównie na misjach i realizował zadania Towarzystwa w Azji) znał doskonale teologię, która doprowadziła do Vaticanum II. Zakon jezuitów pod jego kierunkiem stał się najbardziej progresywną i zaangażowaną społecznie wspólnotą zakonną. Karol Wojtyła zaś, jak to doskonale pokazał m.in. w swej książce „Ojciec Nie-święty” Piotr Szumlewicz, a także wielu zachodnich autorów i watykanistów, posiadał mentalność prowincjonalnego, anty-modernistycznego, zachowawczego proboszcza z Małopolski czy Podkarpacia. Charakteryzowały go skrajny antykomunizm, purytański i ultraprawicowy, mesjanistyczna wizja Kościoła w archaicznym stylu i ludowo-masowa bezrefleksyjna religijność tak dobrze znana z Polski.

Pacyfikacja teologii wyzwolenia rozpoczęła się od zakonu św. Ignacego Loyoli, gdzie od lat 50. rodziły się wspomniane „wywrotowe” idee, także bazujące na marksizmie i ideach socjalistycznych. Pedro Arrupe oddany był głęboko idei „postępu”, rozwojowi ludzkości i sprawiedliwości społecznej. Gorąco popierał  dialog z marksizmem i współpracę z tzw. „obozem realnego socjalizmu” przeciwko prawicowym dyktaturom, zależnym i kreowanym z Waszyngtonu. Przez papieża Polaka został jawnie zlekceważony. Papież manifestacyjnie pomijał w swych wszystkich enuncjacjach Towarzystwo, a przechodząc lub przejeżdżając obok „czarnego papieża” ostentacyjnie odwracał głowę, aby go nie pozdrowić.  Ze względu na rozległy wylew i paraliż Pedro Arrupe zrezygnował z urzędu  w 1983 r. Pacyfikacja jezuitów w tym momencie dobiegała końca. Kolejni generałowie, narzucani autorytetem biskupa Rzymu konsekwentnie oczyścili zakon z jednostek niezależnych i samodzielnie myślących.

Eksponowane pozycje, jakimi od czasów Ignacego Loyoli czy Dominika Guzmana cieszyli się jezuici bądź dominikanie, zajęły dzięki poparciu Jana Pawła II Opus Dei, Legion Chrystusa czy Ruch Odnowy w Duchu Świętym. Wszystko to miało podłoże w doświadczeniach i korzeniach polskiego konserwatyzmu i klerykalizmu.

Papież Franciszek jest jezuitą. W jego enuncjacji można doszukiwać się przynajmniej symbolicznego triumfu Towarzystwa Jezusowego i (pośmiertnie) Pedro Arrupe nad Janem Pawłem II oraz jego Kościołem. Chociaż całego zmarnowanego potencjału i strat przyniesionych przez pacyfikację teologii wyzwolenia odrobić się już nie da.

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2019/01/05/agnieszka-mrozik-wyklete-komunistki/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/08/03/piotr-ciszewski-ipn-kontra-dabrowszczacyhistoria-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/07/28/bydgoszcz-debata-ipn-inkwizycja-xxi-wieku/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”, Dlaczego mnie nikt nie prześladował choć manifestowałem i podpisałem petycję antyrządową?

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

 

Witold Modzelewski: Bajeczki zamiast historii (Sprawy nauki)

Modzelewski

http://www.sprawynauki.edu.pl/archiwum/dzialy-wyd-elektron/344-felietony-witolda-modzelewskiego/4021-bajeczki-zamiast-historii

 Nasza oficjalna historia ostatniego stulecia jest w dużej części bajeczką, wyznaczającą granice dzisiejszej poprawności. Wciąż nie chcemy rzetelnie zbadać większości istotnych faktów tamtego czasu, mimo uzasadnionych podejrzeń co do wiarygodności ich oficjalnej wersji.

Przypomnę tylko te najważniejsze, mało zbadane fakty o istotnym znaczeniu historycznym. Ktoś powinien kiedyś odpowiedzieć na pytania:

  • jaka była rola dwóch niemieckich cesarstw (niemieckiego i austriackiego) w animowaniu „ruchów niepodległościowych”, a także lewicowych w Polsce do ostatnich dni istnienia tych państw w listopadzie 1918 roku?
  • kto podjął polityczną decyzję w Niemczech o „uwolnieniu” Piłsudskiego z magdeburskiego odosobnienia i jakie były rzeczywiste cele tej decyzji?
  • jaka była skala jawnej i niejawnej współpracy między polskimi i bolszewickimi „socjalistami” w dziele zniszczenia Rosji? Wiemy o poufnych kontaktach trwających aż do śmierci Piłsudskiego (ludzie rządzący wówczas w Warszawie i Moskwie dobrze się znali), o czym w sposób mało zręczny dla obecnych „antykomunistów” wspominają pamiętniki piłsudczyków (i ich żon, np. Jadwigi Beck);
  • czy animatorem zamachu stanu w maju 1926 roku był wywiad brytyjski, który chciał tym samym ograniczyć francuskie wpływy w Warszawie i wzmocnić stronnictwo proniemieckie?
  • jakie były zobowiązania Piłsudskiego wobec niemieckich protektorów w kwestii zachodnich granic Polski i jak wytłumaczyć pasywną postawę władz w Warszawie wobec Powstania Śląskiego i Powstania Wielkopolskiego?
  • dlaczego rząd Jędrzeja Moraczewskiego został uznany tylko przez Berlin?
  • dlaczego niepodległościowi politycy tego okresu nie protestowali przeciw przydzieleniu przez Niemców części Polski „samostijnej” Ukrainie (np. Chełmszczyzny) w Pokoju Brzeskim?

A przede wszystkim, czy bolszewicki przewrót w listopadzie 1917 roku, który zmienił historię świata (i naszą!), był wykonaniem berlińskiego rozkazu obalenia tymczasowego rządu Republiki Rosyjskiej, z którym chciał zawrzeć pokój główny sojusznik, czyli austriacki Wiedeń?
Dziś już wiemy, że pomysł, aby dokonać tego przewrotu właśnie na początku listopada, powstał nagle, a większość bolszewickiego kierownictwa była nim… zaskoczona.

Możemy przyjąć jako pewnik, że prawdy o naszej historii sprzed stu lat należy szukać w archiwach berlińskich i austriackich, gdyż tam, podobnie jak w przypadku bolszewików, był ośrodek decyzyjny tworzący zręby ówczesnej (i współczesnej) Mitteleuropy. I był w swych działaniach bardzo skuteczny.
Gdyby nasz polski wątek sprawdzić równie rzetelnie, co działalność Aleksandra Parvusa, to być może zacząłby (w przenośni i dosłownie) pękać spiż niektórych pomników. I nie bójmy się jednak prawdy. Nie przestaniemy być przez to Polakami. Może zmienimy tylko punkty odniesienia oraz wzorce. Jeżeli są fałszywe, to nie ma czego żałować.

Agnieszka Mrozik: Wyklęte komunistki /Historia bez IPN/

Tekst z portalu lewica.pl  http://lewica.pl/?id=31996&tytul=Agnieszka-Mrozik:-Wykl%EAte-komunistki i najnowszego  numeru kwartalnika „Bez Dogmatu”.

31996.jpgW początkach września 2017 roku na konferencji „Ruptures, Empires and Revolutions”, zorganizowanej w Budapeszcie przez European Network in Universal and Global History, nazwisko polskiej marksistki Róży Luksemburg (1871–1919) wypłynęło w dyskusji o studenckiej rewolcie w Japonii w 1968 roku. O „czerwonej Róży” mówiono nie inaczej jak o ikonie radykalizującej się japońskiej młodzieży. Moderująca dyskusję badaczka z Niemiec przyznała, że zapomniała o polskich korzeniach Luksemburg. Pamiętała ją jako silnie zaangażowaną w niemiecki ruch komunistyczny, a więc „swoją”, wrośniętą w niemiecką pamięć i polityczną teraźniejszość[1] (Nic dziwnego, skoro od lat w rocznicę zamordowania Róży Luksemburg i Karola Liebknechta (1871–1919) przez nacjonalistyczne bojówki Freikorps Berlin zamienia się w przestrzeń demonstracji i dyskusji o wkładzie tej dwójki w rozwój marksizmu jako myśli naukowej i idei politycznej[2]). Kilka miesięcy po tej konferencji, w marcu 2018 roku, niesiona falą ustawodawstwa dekomunizującego miasta i wioski polska prawica przystąpiła do ostatecznego „wycięcia” Róży Luksemburg z historii Polski i pamięci Polaków. Dokonała tego w symbolicznym geście zdjęcia tabliczki upamiętniającej dom w Zamościu, w którym „czerwona Róża” przyszła na świat.

wanda_wasilewskaInny przykład. Wanda Wasilewska (1905–1964)komunistyczna pisarka i polityczka, jest do dziś jedną z bardziej rozpoznawalnych Polek na Ukrainie. Nic dziwnego, skoro od końca drugiej wojny światowej mieszkała w Kijowie, na kijowskim cmentarzu Bajkowo znajduje się jej grób, a w ukraińskich antologiach dwudziestowiecznej prozy wciąż można znaleźć jej teksty[3]. Mimo iż Wasilewska całe życie pisała po polsku, w polskich bibliotekach i programach nauczania próżno jednak szukać jej utworów: zostały z nich usunięte. Po 1989 roku w polskiej debacie publicznej nazwisko Wasilewskiej – przewodniczącej utworzonego w ZSRR w czasie drugiej wojny światowej Związku Patriotów Polskich, wieloletniej deputowanej do Rady Najwyższej ZSRR i działaczki powojennego ruchu na rzecz pokoju – stało się synonimem „renegactwa”, „zdrady narodowej” oraz politycznej (i nie tylko) „prostytucji”. Autorzy licznych brukowych publikacji z lubością rozpisują się dziś o rzekomych romansach Wasilewskiej z ważnymi dla powojennego porządku mężczyznami, ze Stalinem na czele, przypisując jej na zmianę uległość i pragnienie dominowania nad męskim rodzajem[4].dembinska.jpg Weźmy jeszcze jeden przykład. Zofia Dembińska (1905–1989), komunistka, przed wojną nauczycielka, a po wojnie kolejno współtwórczyni koncernu wydawniczego „Czytelnik” (1944–51), wiceminister oświaty (1951–60) i członkini ONZ-owskiej Komisji ds. Kobiet (1951–68), jest dziś „odkrywana” przez zachodnie badaczki jako ważna postać międzynarodowego ruchu kobiecego: zaangażowana w ukrócenie procederu rytualnego okaleczania kobiet w krajach afrykańskich, główna inicjatorka i autorka szkicu Deklaracji w sprawie Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (DEDAW), przyjętej przez ONZ w 1967 roku[5]. Tymczasem w Polsce zapomniana, identyfikowana jest głównie poprzez relacje z ważnymi dla polskiej kultury mężczyznami: Henrykiem Dembińskim (1908–1941), przedwojennym marksistą, publicystą i działaczem politycznym, a prywatnie jej mężem, oraz Jerzym Borejszą (1905–1952), twórcą imperium wydawniczego w powojennej Polsce, szefem Dembińskiej w „Czytelniku”[6].Kim były kobiety, które Polska tak pieczołowicie wymazuje ze swojej historii i pamięci; które wydala niczym obce ciała za zdrowego narodowego organizmu? A jeśli zachowuje, to jedynie w roli „czarnych charakterów”, „córek marnotrawnych”[7]?

Na początek kilka faktów. Wasilewską i Dembińską dzieli od Luksemburg jedno pokolenie. Łączy wiele. Wszystkie pochodziły z nieźle sytuowanych rodzin: Luksemburg z polsko-żydowskiej rodziny mieszczańskiej, Wasilewska i Dembińska z rodzin inteligenckich, polskich, o tradycjach patriotycznych: ich ojcowie walczyli w pierwszej wojnie światowej o niepodległą Polskę, a dodatkowo ojciec Wasilewskiej – Leon Wasilewski (1870–1936) – kierował ministerstwem spraw zagranicznych w pierwszym rządzie już wolnego kraju. Sceptyczne wobec religii, uznawały dogmaty i instytucje religijne za źródło zniewolenia, zwłaszcza kobiet (jedynie Dembińska, z domu Westwalewicz, zanim została marksistką, aktywnie działała w młodzieżowych organizacjach katolickich; jej dwie siostry – Julia (1908–1955) i Katarzyna Lucyna (1911–1945) – zostały zakonnicami). Świetnie wykształcone (Luksemburg studiowała w Zurychu filozofię, ekonomię i prawo, obroniła doktorat; Wasilewska ukończyła krakowską polonistykę także z tytułem doktora; Dembińska skończyła polonistykę w Wilnie), łączyły działalność nauczycielską (Wasilewska i Dembińska pracowały jako nauczycielki w szkołach krakowskich i wileńskich), pisarską (Luksemburg i Wasilewska regularnie pisały do lewicowych czasopism; w 1913 roku pierwsza opublikowała Akumulację kapitału, jedno z klasycznych dzieł marksizmu; druga w 1934 roku zadebiutowała jako pisarka, wydając dobrze przyjętą przez krytyków powieść Oblicze dnia) i polityczną (Luksemburg była współzałożycielką Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, Komunistycznej Partii Niemiec, stała na czele antywojennego Związku Spartakusa; Wasilewska była członkinią Polskiej Partii Socjalistycznej, w latach 1934–37 należała do Rady Naczelnej, postulując zbliżenie z komunistami w ramach Frontu Ludowego; w 1939 roku wstąpiła do Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) i została deputowaną do Rady Najwyższej ZSRR, a w 1943 roku stanęła na czele utworzonego w porozumieniu ze Stalinem Związku Patriotów Polskich; z kolei Dembińska, która w latach 30. obracała się w środowisku lewicowej młodzieży wileńskiej, po wojnie wstąpiła do Polskiej Partii Robotniczej, a po jej fuzji z PPS w 1948 roku została członkinią Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i z jej ramienia działała w Komisji ds. Kobiet ONZ).

Fakty są istotne nie tylko dlatego, że pozwalają umiejscowić biografie w konkretnym czasie i miejscu, ale także dlatego, że stanowią szkielet, na którym umocowane zostają określone poglądy, racje i decyzje tak publiczne, jak i prywatne. Luksemburg, Wasilewską, Dembińską łączyła zdecydowana krytyka państwa narodowego: na przełomie XIX i XX wieku stanowiło ono silne zaplecze dla wielkiego kapitału, a tym samym matrycę wyzysku, niesprawiedliwości klasowych, etnicznych i płciowych[8]. Ta krytyka nacjonalizmów, dla których remedium miał być proletariacki internacjonalizm, przeprowadzana była w specyficznych dla Polski warunkach. Luksemburg nie raz spierała się z polskimi socjalistami o hierarchię „spraw do załatwienia”: uważała, że niepodległość Polski może zaczekać, bo priorytetem jest walka klasowa. Spierała się o to także z Leninem, krytykując jego doktrynę „samostanowienia narodów”. W 1918 roku była przekonana, że polska lewica powinna walczyć o rozszerzenie rewolucji rosyjskiej na Niemcy, a nie koncentrować się na walce o niepodległość Polski[9]. Jej stanowisko, z czasem nazwane w kręgach lewicowych „błędem luksemburgizmu”, było jedną z bardziej radykalnych krytyk państwa narodowego. Podzielająca je Komunistyczna Partia Robotnicza Polski została w początkach 1919 roku zdelegalizowana, a do momentu wybuchu drugiej wojny światowej za zaangażowanie w ruch komunistyczny groziło w Polsce więzienie[10].

Wasilewska, Dembińska i komunistki z ich pokolenia, wchodzące w dorosłość już w niepodległej Polsce, krytykowały państwo narodowe za biedę, wyzysk, rozwarstwienie społeczne, a w latach 30. – za „faszystowskie metody działania”. Wasilewska pisała rozczarowana, że odrodzona po 123 latach niewoli Polska była „matką dla fabrykantów i posiadaczy ziemskich, ale macochą dla chłopów i robotników”. Podnosiła wątek „panoszenia się” kleru katolickiego, piętnowała antysemityzm. Przed wybuchem drugiej wojny światowej uważała, że postępowa ludzkość musi się zjednoczyć i pod przywództwem ZSRR stawić czoła faszyzmowi. Na ZSRR stawiała także w czasie wojny – uważała, że tylko ta siła wyzwoli Polskę z hitlerowskiej okupacji i pozwoli zbudować nowy egalitarny ład – a także po wojnie, gdy reprezentowała ZSRR na arenie międzynarodowej, angażując się w ruch na rzecz pokoju[11].

Krytyka państwa narodowego w sytuacji utraty niepodległości lub w okresie świeżo odzyskanej wolności była powszechnie uznawana za największy grzech, jaki Polacy mogli popełnić. Oznaczała przekroczenie granic debaty publicznej, dyskwalifikowała moralnie. Narażała na środowiskowy ostracyzm, groziła oskarżeniem o zdradę. Szczególnie, gdy za poglądami szły konkretne decyzje i wybory. Luksemburg, której za działalność socjalistyczną w dawnym zaborze rosyjskim groziło więzienie, większość dojrzałego politycznie życia spędziła w Niemczech, wrosła w Niemcy, ale przede wszystkim w międzynarodowe środowisko lewicowe. Wasilewska po zakończeniu drugiej wojny światowej nie wróciła do Polski, została w Kijowie – współcześni nie mogli jej wybaczyć, że negocjowała ze Stalinem przesunięcie granic Polski na zachód i rezygnację z ziem wschodnich – polskiego przed wojną Wilna czy Lwowa[12]. Dembińska wprawdzie została w Polsce po wojnie, ale sporą część politycznej aktywności prowadziła na arenie międzynarodowej jako działaczka ONZ ds. praw kobiet.

Idąc za Michelem Foucaultem[13], można powiedzieć, że komunizm – rozumiany jako radykalna krytyka nierówności społecznych, wyzysku świata pracy przez świat kapitału, reprodukowanych na matrycy państwa narodowego – był dla bohaterek tego tekstu nie tylko zbiorem poglądów, ale także stylem życia. Przekraczanie granic było weń wpisane: wspomnianych już granic narodowych, polskości, etosu mesjanistycznego, który ukształtował całe pokolenia Polaków w XIX i XX wieku (Wasilewska wspominała, że jej pozytywny stosunek do ZSRR był przyczyną konfliktu z ojcem i starszą siostrą Halszką Wasilewską (1899–1961), członkinią Wojskowej Służby Kobiet (służba Armii Krajowej), z którą po wojnie nie utrzymywała kontaktów); klasowych (by wspomnieć związek Wasilewskiej, córki ministra, z murarzem Marianem Bogatką (1906–1940)); religijnych (dla pochodzącej z bardzo katolickiej rodziny Dembińskiej przystąpienie do środowiska marksistów, a następnie partii komunistycznej musiało być szokiem). Było także wykroczeniem poza tradycyjne role kobiece – żony i matki, odrzuceniem romantycznego kostiumu Matki Polki – heroicznej i tragicznej jednocześnie „wychowawczyni narodu”, reproduktorki polskości[14].

Ta ostatnia kwestia jest istotna. Obracając się w silnie zmaskulinizowanych kręgach, bohaterki tego tekstu wiele osiągnęły: Luksemburg należała do najwybitniejszych marksistowskich intelektualistek i działaczek lewicy na przełomie XIX i XX wieku; Wasilewska, zaufana Stalina, stała na czele organizacji, której członkowie przejęli władzę w powojennej Polsce; Dembińska zarządzała imperium wydawniczym w Polsce po 1945 roku. Co ważne (choć nie zawsze zauważane przez współczesne badaczki feministyczne), te działające w męskim świecie kobiety nie zamykały się na problem nierówności płci: uważały emancypację kobiet za oczywisty element lewicowej agendy. Były przekonane, że jest ona możliwa tylko tam, gdzie istnieje rzeczywista równość społeczna i ekonomiczna, gdzie kościół i państwo narodowe nie decydują o tym, jak ma wyglądać rodzina ani jakie role kobiety i mężczyźni mogą pełnić w sferze publicznej i prywatnej[15]. Te poglądy były nie tylko teorią, ale i praktyką życia komunistek: krytykując patriarchalną rodzinę i mieszczańskie małżeństwo jako instytucje podtrzymujące zniewolenie kobiet, stawiały na partnerskie relacje z mężczyznami, bliska była im idea „rodziny z wyboru”, niekoniecznie opartej na „więzach krwi”.

To wszystko jest ważne, bo pozwala zrekonstruować obraz pewnego środowiska politycznego, a zwłaszcza kobiet z tego środowiska, które na przełomie XIX i XX wieku przystąpiły do walki o nowy porządek na świecie – działaczek (radykalnej) lewicy. Jest jednak także ważne, bo pozwala choć częściowo uchwycić motywy tych, którzy w komunist(k)ach upatrywali głównego wroga „naturalnego” ładu na ziemi. Jak pokazał Klaus Theweleit w swojej klasycznej pracy Męskie fantazje, dwudziestowieczny antykomunizm miał nie tylko silną podbudowę antysemicką, ale i antyfeministyczną. Komunistka – słynna „baba z karabinem” – była głównym obiektem nienawiści protonazistów z Freikorps, a śmierć Róży Luksemburg z ich ręki odczytywano nie tylko jako realną, ale i symboliczną karę za osobistą transgresję i polityczny zamach na „świat, jaki znamy”[16]. Seksistowskie były i do dziś pozostają interpretacje powojennych losów Wasilewskiej: jej decyzję o pozostaniu na Ukrainie tłumaczono utratą względów Stalina, a wycofanie z czynnej polityki – problemami małżeńskimi. Samotność, choroba, przedwczesna śmierć – oto, co miało czekać kobiety, które dokonują zamachu na tradycję, hierarchię, naturalny porządek rzeczy.

Pisząc o komunistkach, nie próbuję uspójniać ich życiorysów[17]. Raczej – gdzieś między przypominaniem faktów biograficznych a naświetlaniem postaw i przekonań moich bohaterek – staram się zwracać uwagę, jak bardzo były i wciąż są to postacie zmitologizowane: zdemonizowane bądź przeciwnie (choć rzadziej) romantyzowane. Pozostając synonimem zdrady narodowej, zamachu na tradycyjny porządek klasowy i płciowy, są też uosobieniem determinacji, bezkompromisowości, radykalizmu[18]. W czasach triumfu populistycznej, nacjonalistycznej prawicy, domagającej się twardych tożsamości, zwierania szyków, pielęgnowania tradycji[19], zakodowany w komunistkach potencjał transgresyjności staje się napędem pamięci o przyszłości, która wciąż czeka na urzeczywistnienie; przyszłości, w której, jak pisał Marks, „wszystkie stężałe, zaśniedziałe stosunki, wraz z nieodłącznymi od nich z dawien dawna uświęconymi pojęciami i poglądami ulegają rozkładowi, wszystkie nowopowstałe starzeją się, zanim zdążą skostnieć. Wszystko co stanowe i znieruchomiałe znika, wszelkie świętości zostają sprofanowane i ludzie są nareszcie zmuszeni patrzeć trzeźwym okiem na swe stanowisko życiowe, na swoje wzajemne stosunki”[20]. W odkrywaniu owego potencjału transgresyjności – ale i tragizmu granic, na które komunistki napotykały, czy to ginąc z rąk morderców jak Róża Luksemburg, czy, jak Wanda Wasilewska, umierając przedwcześnie, na marginesie historii, którą same tworzyły – kryje się impuls generowania nowych bohaterów. Ku przestrodze bądź ku inspiracji – komunistki domagają się naszej uwagi.

Agnieszka Mrozik

Tekst stanowi rozszerzoną wersję artykułu, który w j. angielskim ukaże się w tomie Anti-Atlas: Towards a Critical Area Studies, red. W. Bracewell, T. Beasley-Murray, M. Murawski, London 2019.

Przypisy:

[1] Chodzi o dyskusję wokół referatu Chelsea Szendi Schieder (Uniwersytet Meiji) pt. „Left Out: Women and the Limits of Japan’s 1968”, wygłoszonego 2 września 2017 r. Panel prowadziła Jana Tschurenev z Uniwersytetu w Getyndze.

[2] Zob. B. Könczöl, „Reinventing a Socialist Heroine: Commemorating Rosa Luxemburg After Unification”, w: Remembering the German Democratic Republic: Divided Memory in a United Germany, red. D. Clarke, U. Wölfel, New York 2011, s. 77-87.

[3] Zob. Modernistky: antolohiya polʹsʹkoyi zhinochoyi prozy mizhvoyennoho periodu, red. A. Hnatiuk, K. Kotyńska, I. Boruszkowska, Lviv 2018.

[4] A. Mrozik, Crossing Boundaries: The Case of Wanda Wasilewska and Polish Communism, „Aspasia: The International Yearbook of Central, Eastern, and Southeastern European Women’s and Gender History” 2017, nr 11, s. 19-53.

[5] F. de Haan, „The Global Left-Feminist 1960s: From Copenhagen to Moscow and New York”, w: Routledge Handbook of the Global Sixties: Between Protest and Nation-Building, red. C. Jian, M. Klimke, M. Kirasirova et al., London–New York 2018, s. 230-242; G. Russo, Contested Practices, Human Rights, and Colonial Bodies in Pain: The UN’s Gender Politics in Africa, 1940s–1960s, „Gender & History” 2018, nr 1, s. 196-213.

[6] Tak ją charakteryzuje m.in. polski poeta Czesław Miłosz w Abecadle Miłosza, Kraków 1997.

[7] A. Mrozik, Beasts, Demons, and Cold Bitches: Memories of Communist Women in Contemporary Poland, „Baltic Worlds” 2017, nr 4, s. 54-57.

[8] Zob. E. Hobsbawm, Narody i nacjonalizm po 1780 roku. Program, mit, rzeczywistość, przeł. J. Maciejczyk i M. Starnawski, Warszawa 2010.

[9] Zob. np. R. Luxemburg, „Foreword to the Anthology The Polish Question and the Socialist Movement”, w: The National Question: Selected Writings by Rosa Luxemburg, red. H. B. Davis, New York–London 1976, s. 60-100.

[10] A. Mrozik, „«We Must Reconstruct Our Own Past»: 1960s Polish Communist Women’s Memoirs – Constructing the (Gender) History of the Polish Left”, w: Historical Memory of Central and East European Communism, red. A. Mrozik, S. Holubec, New York 2018, s. 192-220.

[11] A. Mrozik, „Crossing Boundaries”, dz. cyt.

[12] A. Mrozik, „Komuniści (nie) mają ojczyzny…” Wanda Wasilewska jako polska (anty)bohaterka narodowa, „Studia Litteraria et Historica” 2013, nr 2, s. 528-554.

[13] M. Foucault, The Courage of Truth (The Government of Self and Others II): Lectures at the Collège de France 1983–1984, przeł. G. Burchell, London 2011, s. 177-190.

[14] O roli kobiet w państwach narodowych i ruchach nacjonalistycznych zob. np. Woman, Nation, State, red. F. Anthias, N. Yuval-Davis, Basingstoke 1989; A. McClintock, Imperial Leather: Race, Gender and Sexuality in the Colonial Contest, New York 1995; N. Yuval-Davis, Gender and Nation, London 1997.

[15] Zob. np. R. Luxemburg, „Writings on Women, 1902–14”, w: The Rosa Luxemburg Reader, red. P. Hudis, K. B. Anderson, New York 2004, s. 232-245.

[16] K. Theweleit, Męskie fantazje, t. 1: Kobiety, przepływy, ciała, historia, przeł. M. Falkowski i M. Herer, Warszawa 2015.

[17] Zob. P. Bourdieu, „The Biographical Illusion”, przeł. Y. Winkin, W. Leeds-Hurwitz, w: Identity: A Reader, red. P. du Gay, J. Evans, P. Redman, London–Thousand Oaks, CA 2000, s. 299-305.

[18] Zob. np. K. Evans, Red Rosa: A Graphic Biography of Rosa Luxemburg, red. P. Buhle, London–Brooklyn, NY 2015

[19] Zob. Gender and Far Right Politics in Europe, red. M. Köttig, R. Bitzan, A. Petö, Basingstoke 2017.

[20] K. Marks, F. Engels, Manifest partii komunistycznej, https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1848/manifest.htm (dostęp 10.09.2018). Zob. też E. Traverso, Left-Wing Melancholia: Marxism, History and Memory, New York 2016.

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/08/03/piotr-ciszewski-ipn-kontra-dabrowszczacyhistoria-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/07/28/bydgoszcz-debata-ipn-inkwizycja-xxi-wieku/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”, Dlaczego mnie nikt nie prześladował choć manifestowałem i podpisałem petycję antyrządową?

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

Thierry Meyssan: Kampania NATO przeciwko wolności słowa

Zródło : “Kampania NATO przeciwko wolności słowa”, Thierry Meyssan, Tłumaczenie Bogusław Jeznach, Grzegorz Grabowski, Sieć Voltaire, 14 grudnia 2018  www.voltairenet.org/article204363.html

Pierwsza publikacja: grudzień 2016

*******************************

To długa historia, która rozciąga się na przestrzeni piętnastu lat. Najpierw NATO próbowało uciszyć tych obywateli, którzy starali się odkryć prawdę o atakach z 11 września 2001. Potem zwróciło się przeciwko tym, którzy kwestionowali oficjalną wersję „arabskiej wiosny” i wojny przeciwko Syrii. Jedno prowadzi do drugiego, więc następnie zaatakowano tych, którzy potępili zamach stanu na Ukrainie. A teraz NATO stoi za oskarżeniami wysuniętymi przez „organizację pozarządową”, jakoby ludzie, którzy agitowali za Donaldem Trumpem byli rosyjskimi agentami.

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 14 GRUDNIA 2018 

 

1_-_1_1_-318-64a55-2-838ad

Logo Centrum Komunikacji Strategicznej NATO

Po atakach z 11 września 2001 roku nastąpił permanentny stan wyjątkowy i seria wojen. Tak jak wtedy napisałem, teoria, że były one kierowane przez grupę dżihadystów z jaskini w Afganistanie nie wytrzymuje rzeczowej analizy. Wręcz przeciwnie, prowadzi ona do wniosku, że atak został zorganizowany przez frakcję [amerykańskiego] kompleksu wojskowo-przemysłowego.

Jeśli ta analiza była poprawna, to dalszy przebieg zdarzeń mógł prowadzić jedynie do represji w Stanach Zjednoczonych i w państwach z nimi sprzymierzonych.

W piętnaście lat później ta rana, którą wtedy otworzono jeszcze się nie zasklepiła, a wręcz przeciwnie – biorąc pod uwagę wydarzenia, które [w międzyczasie] nastąpiły. Do ustawy o walce z terroryzmem (Patriot Act) i wojen naftowych doszła „arabska wiosna”. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych w swej większości nie tylko nie wierzą już w to, co rząd opowiada im o 9/11, ale głosując na Donalda Trumpa wyrazili wolę odrzucenia systemu [wprowadzonego] po 9/11.

Tak się złożyło, że otworzyłem światową debatę na temat 9/11, byłem też członkiem ostatniego rządu libijskiej Dżamahirii, a teraz relacjonuję wojnę przeciwko Syrii, znajdując się na miejscu wydarzeń. Początkowo administracja USA myślała, że zdoła ugasić pożar poprzez oskarżanie mnie o pisanie kontrowersyjnych treści dla pieniędzy i uderzając mnie tam, gdzie – jak myśleli – zaboli mnie najbardziej, czyli po moim portfelu. A jednak moje myśli nigdy nie przestały się rozprzestrzeniać. Gdy w październiku 2004 roku sto amerykańskich osobistości podpisało petycję z żądaniem ponownego otwarcia śledztwa w sprawie ataków 9/11 – Waszyngton zaczął się bać . W 2005 roku zebrałem w Brukseli ponad 150 osobistości z całego świata, w tym gości z Syrii i Rosji – takich jak np. były szef sztabu Sił Zbrojnych Rosji gen. Leonid Iwaszow, aby zdemaskować neokonserwatystów i pokazać, że problem stał się ogólnoświatowym .

O ile za prezydentury Jacquesa Chiraca Pałac Elizejski martwił się o moje bezpieczeństwo, to w 2007 roku administracja Busha poprosiła nowo wybranego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego o fizyczne wyeliminowanie mojej osoby. A gdy zostałem ostrzeżony przez przyjaciela, oficera ze Sztabu Generalnego, że odpowiedź Sarkozy’ego była pozytywna, to pozostało mi tylko jedno wyjście – emigracja. Inni moi przyjaciele – a przez trzynaście lat byłem krajowym sekretarzem francuskiej Partii Radykalnej Lewicy – zaczęli traktować mnie z niedowierzaniem, zaś prasa oskarżyła mnie, że popadłem w paranoję. Nikt nie przyszedł mi publicznie z pomocą. Znalazłem schronienie w Syrii i podróżowałem po świecie poza terytorium NATO, unikając licznych prób fizycznej likwidacji lub porwania mnie. W ciągu ostatnich piętnastu lat odbyłem wiele dyskusji. Kiedy byłem odosobniony w swoich poglądach, to byłem ciągle atakowany, a kiedy moje myśli podchwycili inni, to już tysiące ludzi było i jest prześladowanych za to, że je analizowali i rozwijali.

W tym samym okresie, Cass Sunstein (mąż ambasador USA przy ONZ, Samanthy Power napisał wraz z Adrianem Vermeule memorandum dla uniwersytetów w Chicago i Harvardzie, dotyczące zwalczania „teorii spiskowych” – jak nazwali ruch, który zapoczątkowałem. W imię obrony „wolności” w obliczu ekstremizmu, autorzy ci zdefiniowali program unicestwienia tej opozycji:

„Możemy łatwo wyobrazić sobie szereg możliwych odpowiedzi. 
 1. Rząd mógłby zabronić [rozpowszechniania] teorii spiskowych. 
 2. Rząd mógłby zastosować jakiś rodzaj kary, finansowej lub innej, wobec tych, którzy takie teorie rozpowszechniają. 
 3. Rząd mógłby zainicjować kontrdyskusje w celu zdyskredytowania teorii spiskowych. 
 4. Rząd mógłby zaangażować wiarygodne podmioty prywatne do udziału w kontrdyskusjach. 
 5. Rząd mógłby nawiązać nieformalną łączność z osobami trzecimi i zachęcić je [do zwalczania tych „teorii spiskowych”]” .

Administracja Obamy nie ośmieliła się pójść otwarcie tą drogą. Jednakże, podczas szczytu NATO w Strasburgu w kwietniu 2009 roku zaproponowała utworzenie służby „Komunikacji Strategicznej” [StratCom]. W tymże 2009 roku zwolniono również z Białego Domu Anthony Jonesa, ponieważ ten słynny adwokat jednoznacznie wypowiedział się w tej sprawie .

Projekt NATO-wskiej służby komunikacji strategicznej leżał sobie potem na półce, dopóki nie upomniał się o nią rząd łotewski. Ostatecznie została ona utworzona w Rydze pod kierunkiem Janisa Karklinsa , który był także dyrektorem wykonawczym Światowego Szczytu ONZ ds. Społeczeństwa Informacyjnego i Forum ds. Zarządzania Internetem. Zaprojektowana przez Brytyjczyków, służba ta skupiła uczestników z Niemiec, Estonii, Włoch, Luksemburga, Polski i Wielkiej Brytanii. Początkowo jej działalność ograniczała się do przeprowadzania coraz większej liczby badań.

Wszystko zmieniło się jednak w 2014 roku, kiedy Instytut Rosji Współczesnej w Nowym Jorku – czyli żydowski think tank rodziny Chodorkowskiego  – opublikował analizę dziennikarzy Piotra Pomierancewa i Michaela Weissa . Według ich raportu, Rosja zbudowała za granicą rozległy system propagandy. Jednakże, zamiast przedstawiania siebie w korzystnym świetle – tak jak robiła to w okresie zimnej wojny – Moskwa postanowiła jakoby zalać Zachód „teoriami spiskowymi” w celu stworzenia ogólnego zamieszania. Autorzy ci dodają, że owe „teorie” nie dotyczą już tylko zamachów z 9/11, ale obejmują również wojnę przeciwko Syrii.

Starając się reaktywować antyradzieckie emocje z czasów zimnej wojny, raport ten posłużył pewnemu przewartościowaniu. Do tej pory elita rządząca Stanami Zjednoczonymi starała się jedynie zamaskować zbrodnię 11 września, oskarżając o nią grupkę nic nie znaczących brodaczy [z zakurzonych jaskiń Afganistanu]. Odtąd jednak, celem [„grupy trzymającej władzę” w USA] stało się oskarżenie obcego państwa o rzekomą odpowiedzialność za nowe zbrodnie popełnione przez Waszyngton w Syrii.

We wrześniu 2014 roku rząd brytyjski utworzył 77 brygadę – jednostkę do walki z obcą propagandą. W jej skład weszło 440 żołnierzy i ponad tysiąc cywilów z Foreign Office, w tym MI6 oraz jednostka ds. współpracy i stabilizacji. Nie wiadomo, jakie były jej rzeczywiste cele. Brygada ta współpracowała z 361 brygadą ds. obywatelskich (Civil Affairs Brigade) amerykańskich wojsk lądowych (rozmieszczoną w Niemczech i we Włoszech). Obie te jednostki wykorzystywano do zakłócania tych zachodnich stron internetowych, które próbowały dochodzić prawdy o 11 września, a także o wojnie przeciwko Syrii.

Na początku 2015 roku Anne Applebaum (żona byłego ministra obrony RP, Radosława Sikorskiego) utworzyła w waszyngtońskim Centrum Analiz Polityki Europejskiej (Center for European Policy Analysis, CEPA) jednostkę nazwaną: Inicjatywa Wojny Informacyjnej (Information Warfare Initiative) . Początkowo chodziło tu o przeciwdziałanie rosyjskiej akcji informacyjnej w Europie Środkowej i Wschodniej. Powierzono tę inicjatywę wspomnianemu już Piotrowi Pomierancewowi, a także Edwardowi Lucasowi, jednemu z głównych redaktorów „The Economist”.

I chociaż Pomierancew był zarówno współautorem raportu Instytutu Rosji Współczesnej, jak i wiceprezesem Inicjatywy Wojny Informacyjnej, to nie wspominał już o 9/11, ani nie uważał wojny przeciwko Syrii za temat główny, lecz tylko za powracający motyw, który pozwalał mu oceniać działania Kremla. Pomierancew skoncentrował swoje ataki na dwóch rosyjskich mediach państwowych: kanale telewizyjnym „Russia Today” i agencji informacyjnej „Sputnik”.

W lutym 2015 roku Fundacja Jeana Jauresa, think tank Francuskiej Partii Socjalistycznej, współpracująca z [waszyngtońskim] Narodowym Funduszem na rzecz Demokracji (National Endowment for Democracy, NED) , opublikowała z kolei notatkę „Conspirationnisme, un état des lieux” („Teorie spiskowe – przegląd sytuacji”). Zignorowano w niej wydarzenia dotyczące Rosji i zaczęto debatę od tego miejsca, w którym zatrzymał się Cass Sunstein. Zalecono w niej, aby po prostu zabronić „konspirologom” publicznego wyrażania swoich poglądów. Zaś francuski minister edukacji zorganizował specjalne zajęcia w szkołach dla ostrzeżenia uczniów przed „spiskowcami”.

W dniach 19 i 20 marca 2015 roku Rada Europejska zwróciła się do Wysokiego Przedstawiciela Federiki Mogherini o przygotowanie planu „komunikacji strategicznej” dla przeciwdziałania rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej odnośnie Ukrainy. Rada nie wspomniała ani o zamachach 9/11, ani o wojnie przeciwko Syrii, natomiast zmieniła swoje cele, by skoncentrować się wyłącznie na wydarzeniach na Ukrainie.

W kwietniu 2015 roku, pani Mogherini utworzyła w ramach Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (European External Action Service, EEAS) Jednostkę Komunikacji Strategicznej (Strategic Communications Unit [East Stratcom Team, East StratCom Task Force]) . Kieruje nią agent brytyjskiego MI6, Giles Portman [dyplomata, m.in. sekretarz ambasady Wlk. Brytanii w Pradze]. Dwa razy w tygodniu dostarczała ona bardzo wielu europejskim dziennikarzom takie materiały, które miały udowadniać złą, jakoby, wolę Moskwy. Argumenty, które stawały się następnie obfitą karmą [propagandową] europejskich mediów.

StratCom ēkas atklāšana

NATO-wskie Centrum Komunikacji Strategicznej pod dyrekcją Janisa Sartsa zostało uruchomione w Rydze 20 sierpnia 2015 roku, a w jego otwarciu wziął udział dyrektor oddziału [amerykańskiego] Narodowego Funduszu na rzecz Demokracji John Mccain (na zdjęciu rozmawia z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite).

Zdjęcie: Gatis Diezins

Od momentu swego powstania, NATO-wskie Centrum Komunikacji Strategicznej  wchłonęło też służbę Rady Atlantyckiej: Laboratorium Badawcze Kryminalistyki Cyfrowej (Digital Forensics Research Lab.). NATO opracowało również „Podręcznik komunikacji strategicznej” („Manual of Strategic Communication”). Celem jest koordynacja i wymiana całego poprzedniego systemu w zakresie dyplomacji publicznej (Public Diplomacy), komunikacji społecznej (Public Affairs), wojskowej komunikacji społecznej (Military Public Affairs), operacji w elektronicznych systemach łączności (Information Operations) oraz operacji psychologicznych (Psychological Operations).

Zainspirowana przez NATO, była polska minister spraw zagranicznych, a obecnie europosłanka Anna Fotyga [z d. Kawecka, PiS], przeforsowała 23 listopada 2016 roku rezolucję Parlamentu Europejskiego o „komunikacji strategicznej Unii, mającej na celu zwalczanie propagandy skierowanej przeciwko niej przez osoby trzecie” . Po raz kolejny cel [„grupy trzymającej władzę”] został zmodyfikowany – nie chodziło już o przeciwdziałanie dyskusjom na temat 9/11 (toczącym się od 15 lat), ani też na temat wojny przeciwko Syrii, ale chodziło [teraz] o to, żeby stworzyć twardy stop z kwestionowanych oficjalnych wersji wydarzeń na Ukrainie i w sprawie Daesz [IPIS/ISIS]. Tak więc zatoczono pełne koło: według NATO, ci którzy kwestionowali [oficjalną] wersję o 9/11 – próbowali zrehabilitować Al-Kaidę, a ci, którzy grają w grę Rosji – usiłują zniszczyć Zachód, podobnie jak Daesz. Fakt, że NATO popiera tą że Al-Kaidę we wschodnim Aleppo – nie ma tu znaczenia.

Zainicjowana głośnym artykułem w „The Washington Post” z 24 listopada 2016 r.  tajemnicza grupa o nazwie „Propaganda czy nie?” („Propaganda or Not?”) sporządziła listę 200 stron internetowych (w tym Voltairenet.org), które rzekomo otrzymały od Kremla zadanie rozsiewania propagandy rosyjskiej i odurzenia amerykańskiej opinii publicznej aż do tego stopnia, że poparła ona w wyborach Donalda Trumpa.

Chociaż grupa „Propaganda czy nie?” nie publikuje nazwisk osób odpowiedzialnych [za stworzenie tej „czarnej listy”], to jednak [wiele] wskazuje, że łączy ona w sobie cztery organizacje: Polygraph, „The Interpreter”, Centrum Analiz Polityki Europejskiej i Digital Forensic Research Lab. 
 Polygraph to strona internetowa „Głosu Ameryki”, publicznej amerykańskiej organizacji radiowo-telewizyjnej, kontrolowanej przez Radę Gubernatorów ds. Nadawania (U.S. Broadcasting Board of Governors, BBG – od VIII 2018 pn. U.S. Agency for Global Media, USAGM). 
 „The Interpreter” to czasopismo Instytutu Rosji Współczesnej, obecnie transmitowane przez „Głos Ameryki”. 
 Centrum Analiz Polityki Europejskiej (Center for European Policy Analysis, CEPA), ze Zbigniewem Brzezińskim i Madeleine Albright na czele, jest pseudo-filią Narodowego Funduszu na rzecz Demokracji (National Endowment for Democracy, NED). 
 I wreszcie, Laboratorium Badawcze Kryminalistyki Cyfrowej (Digital Forensic Research Lab.) to projekt Rady Atlantyckiej (Atlantic Council).

W dokumencie rozpowszechnionym przez grupę „Propaganda czy nie?”, owa pseudo-pozarządowa organizacja złożona ze stowarzyszeń finansowanych przez administrację Obamy, wyznacza wroga: Rosję. Oskarża ona Rosję o to, że jest inicjatorką ruchu domagającego się prawdy o wydarzeniach z 9/11, a także stron internetowych wspierających Syrię i rosyjski Krym.

W dniu 2 grudnia 2016 r. Kongres Stanów Zjednoczonych przegłosował ustawę zakazującą wszelkiej współpracy wojskowej między Waszyngtonem a Moskwą. W ten sposób, na przestrzeni kilku lat, NATO  reaktywowało całą doktrynę i system MacCarthy’ego.

 

 

Jerzy Szygiel: Francja, „żółte kamizelki” i lewica. Walka o przełom

Z portalu  Strajk.eu

Z portalu: http://lewica.pl/?id=32004&tytul=Jerzy-Szygiel:-Francja,-%27%BF%F3%B3te-kamizelki%27-i-lewica.-Walka-o-prze%B3om

„Co mówią Francuzi, których spotkałem? Że Macron musi teraz odejść. Że musi odjechać samochodem, motocyklem, na koniu, na hulajnodze, śmigłowcem, byle jak, ale musi odejść zanim sprawi, że nasz kraj oszaleje z wściekłości, musi odejść , by przywrócić pokój społeczny i zgodę narodową” – mówił popularny poseł lewicowej Nieuległej Francji (LFI) François Ruffin, po dwudniowym objeździe blokad i wieców „żółtych kamizelek” w swoim okręgu wyborczym. I właśnie ten postulat numer 1 protestujących wydaje się nie do spełnienia. Ludowy bunt nie traci więc rozpędu a francuska radykalna lewica przestała się wahać i popiera go w całej jego różnorodności.

Ruffin stanął przed Pałacem Elizejskim, by „zdać sprawozdanie ze stanu ducha moich współobywateli: gniew zmienił się we wściekłość”. „Pycha prezydenta Republiki, jego głuchota, upór, brak ustępstw, są maszyną produkującą nienawiść” – mówił swym lekko załamującym się głosem do dziennikarzy i przechodniów. „Przemoc do niczego nie prowadzi, ale to on swoją arogancją rozdziera Francję, to on chce tu ognia i krwi” – mówił. A co mówią ludzie? – zapytali dziennikarze. „’Skończy jak Kennedy’, ‘jak go spotkam, trudno, pójdę potem do więzienia’, ‘widzi pan ten nagrobek, jak dla niego’ – to są słowa pracowników tymczasowych, spokojnych emerytów, zwykłych mieszkańców”.

Emmanuel Macron, po powrocie z Buenos Aires, gdzie uczestniczył w szczycie G-20, postanowił obejrzeć stan Łuku Triumfalnego, który co nieco ucierpiał na skutek sobotnich zamieszek w stolicy, o skali porównywalnej do tych z 1968 r. Był ranek, na obrzeżu Placu Gwiazdy prawie nie było pieszych, ale i tak do jego uszu dotarł krzyk „Macron do dymisji!” skandowany przez przypadkowych przechodniów, którzy dostrzegli go zza szczelnej obstawy. Wtedy pojechał do koszar CRS (oddziały specjalne policji, mniej więcej odpowiednik b. ZOMO), by dziękować za „dzielną postawę” podczas starć z tłumem i obiecać im nadzwyczajne premie finansowe. Gdy wczoraj udał się po cichu do prefektury Górnej Loary podpalonej w sobotę przez manifestantów, część policjantów musiała powiadomić mieszkańców, gdyż w trakcie wyjścia z budynku oprócz tradycyjnych „Macron do dymisji” i „Przyjdziemy po ciebie!” rozległy się głośno mocno wulgarne obelgi.

Ostrożność radykalnej lewicy

Macrona trafił wielki bumerang, którym rzucał w ludzi od początku swej kadencji. Tak bezczelnie radykalnego przesuwania dochodów z dołu do góry nie dokonał żaden poprzedni prezydent, choć byli wśród nich neoliberałowie. Miliardy, które dzięki jego pomysłom podatkowym popłynęły do prywatnych kieszeni jego sponsorów – miliarderów, wszelkiej maści finansistów i rentierów – chciał odebrać uderzając w miliony najsłabiej uposażonych, tych, którzy każdego miesiąca nie mogą związać końca z końcem. Ten neoliberalny ekstremizm podbity regularnie wyrażaną pogardą dla ubogich prowincjuszy („ludzie, którzy są niczym”) kończy się „gorącą jesienią”, którą zapowiadali nie tylko liczni socjologowie, ale i parlamentarna Nieuległa Francja oraz inne partie lewicy.

Trzeba przyznać, że pozaparlamentarne partie i stowarzyszenia lewicowe z początku podeszły do ruchu „żółtych kamizelek” dość nieufnie, jakby nie wierzyły własnym oczom. Jak dziś próbują się usprawiedliwiać aktywiści np. z ATTACu (Obywatelskiej Inicjatywy Opodatkowania Obrotu Kapitałowego), niektórzy dali się kolejny raz nabrać prorządowym mediom, które klasyfikowały ruch jako „skrajnie prawicowy” i „populistyczny” w nadziei, że przez porównanie do partii Marine Le Pen (Zjednoczenia Narodowego – RN) ludzie przez pewien automatyzm polityczny będą skłonni opowiedzieć się raczej za Macronem, jak w czasie drugiej tury zeszłorocznych wyborów prezydenckich. Dziś zarówno Attac, jak i Nowa Partia Antykapitalistyczna (NPA), która połapała się jednak wcześniej, w pełni popierają „żółte kamizelki” i ich decyzję kontynuacji protestów, mimo wczorajszych, pozornych ustępstw Macrona. Zwyciężyła prosta konstatacja: lewica nie może stać z boku w walce o elementarną sprawiedliwość społeczną.

„Żółte kamizelki” – lewicowe, czy prawicowe?

W tak szerokim ruchu protestu są oczywiście obecne wszystkie poglądy polityczne, ale nie da się tak szybko podać wiarygodnego składu politycznego protestujących, bo na razie robi się klasyczne sondaże na tysiącosobowych grupach, które rozbijają się o pewną prawidłowość: prawie nikt nie chce się dziś przyznać, że głosował na Macrona w wyborach prezydenckich, więc podaje nazwiska innych kandydatów. Łatwiej o określenie składu socjalnego: jeśli wierzyć tym pośpiesznym sondażom, 55 proc. to robotnicy, a reszta to tzw. niższa klasa średnia (jak urzędnicy, nauczyciele, pracownicy nie-fizyczni), bezrobotni i emeryci, większość z prowincji, wsi i małych miasteczek, skąd polityka neoliberalna wyrzuciła kolej, poczty, szkoły i szpitale. Coraz więcej płacić na państwo, które się zewsząd wycofuje – to nie jest idea, która mogła im się spodobać.

Trudność określenia wyraźnego profilu politycznego „żółtych kamizelek” porównuje się do trudności wyłonienia przez nie jakichś reprezentantów, którzy mogliby negocjować z rządem, ale to jednak różne dziedziny. To drugie wynika z bardzo widocznego braku zaufania do demokracji pośredniej (przedstawicielskiej). Poszczególne wiece, grupy blokujące, powstałe sejmiki obywatelskie odrzucają ideę wyboru lub nawet losowania przedstawicieli, którzy „decydowaliby za nas”. Do tej pory nie ma więc żadnych regionalnych ani krajowych reprezentantów, a jedynie kilkunastu zmieniających się „rzeczników”, do występowania w mediach, by przedstawiać uchwalone postulaty lub sytuację mieszkańców.

Mnożą się odezwy jak ta przykładowa powyżej sprzed kilku dni, z typowego, 6-tysięcznego miasteczka we wschodniej Francji, gdzie mieszkańcy ułożyli tekst i wyznaczyli tych, którzy go odczytali. To wezwanie to tworzenia stałych „domów ludowych” niezbędnych do wspólnego radzenia, porozumiewania się i koordynacji na zasadzie równości wszystkich obywateli. „Nie pozwólmy, by ktoś nami kierował, nie dajmy się podzielić!”. „Wzywamy do tworzenia komitetów ludowych, które funkcjonowałyby jako stałe sejmiki. Miejsc, gdzie słowo się wyzwala, gdzie można się wyrazić i wzajemnie sobie pomóc. Jeśli potrzeba delegatów, to jedynie z każdego komitetu ludowego żółtych kamizelek, gdzie pozostają blisko słowa ludowego, z mandatem odwoływalnym i zmieniającym się, w pełnej jawności i z zaufaniem.” Niektórzy rozpoznają w takich apelach „skręt anarchistyczny” lub „model szwajcarski”, który robi „zaskakującą” furorę.

W każdym razie model ten nie przeszkadza koordynacji: po niemal trzech tygodniach udało się stworzyć powszechnie akceptowaną, krajową listę postulatów, z której „wreszcie” można odczytać profil polityczny ruchu. Jakby nie patrzeć, jest on lewicowy. Na liście postulatów można znaleźć kilkadziesiąt poprawek lub projektów ustaw, które wnosili w parlamencie Nieuległa Francja, komuniści i nawet „socjaliści” (pozostała w parlamencie resztka rządzącej do niedawna Partii Socjalistycznej). Wszystkie je oczywiście odrzuciła większość partii prezydenckiej (LREM), ale oto wróciły „od dołu”. Przywrócenie podatku od wielkich fortun, którego domagała się LFI, stało się tak silnym życzeniem „żółtych kamizelek”, że nawet partia Marine Le Pen i gaullistowscy Republikanie musieli je z pewnym ociąganiem poprzeć, nie chcąc wypaść na „niesprawiedliwych” w oczach wyborców.

Rewolucja?

Każdy, kto uważnie czytał programową książkę Emmanuela Macrona Rewolucja (zrobiła ona wrażenie na Robercie Biedroniu), mógł zauważyć, że klasy ludowe nie zajęły w niej w żadnego miejsca. Być może wtedy nie wynikało to jeszcze z pogardy, lecz zwykłej ślepoty klasowej milionera z wyższej burżuazji. Widzieć „rewolucję” w uberyzacji i uśmieciowieniu zatrudnienia, okraszoną sloganami o „start-upach” i abstrakcyjnej „nowoczesności”, która prawa pracownicze cofała do XIX w., mogli jedynie publicyści oligarchicznych mediów.

Jeśli jest w kadencji Macrona coś rewolucyjnego, to ów społeczny ruch, którego postulaty polityczne napędzają prezydenckiej administracji takiego stracha. Symbolem pragnienia zmiany stał się zamiar „pójścia po niego”, do Pałacu Elizejskiego. To się odnosi do deklaracji prezydenta, który po ujawnieniu jego prób stworzenia policji politycznej krzyczał histerycznie „niech przyjdą po mnie!”, arogancko pewien swej „nienaruszalnej” pozycji. Rzeczywiście we francuskim systemie politycznym instytucjonalne obalenie go jest praktycznie niemożliwe i dlatego lewica parlamentarna nawołuje do rozwiązania parlamentu i nowych wyborów, by go pozbawić szkodliwej większości wybranej na fali jego wyboru, która dziś przegrałaby z kretesem. Lewica bardziej radykalna, ta która uważa, że „przemiana ekologiczna w kapitalizmie jest niemożliwa” pójdzie w najbliższą sobotę „do Pałacu” wraz z „żółtymi kamizelkami”.

Determinacja i solidarność

Celem ogłoszonych przez rząd „ustępstw” było przede wszystkim uniknięcie kolejnej soboty zamieszek w Paryżu i reszcie kraju, ale analiza komunikatów „żółtych kamizelek” wskazuje, że determinacja protestujących ani trochę nie osłabła. Wprost przeciwnie: do ruchu dołączają uczniowie, studenci, kierowcy ciężarówek, pielęgniarki i kolejne sektory społeczne. Żaden tłum nie zostanie dopuszczony do Pałacu Elizejskiego, ale sprawy zaszły już tak daleko, rachunek społecznych krzywd tak narósł, że nawet gdyby rządowi udało się stłumić bunt, niedługo się odrodzi, może w gwałtowniejszej formie. Francuzi chcą więcej sprawiedliwości, a nie turbo-kapitalizmu tworzącego społeczne przepaści.

Oczywiście walkę o „rząd dusz” protestujących prowadzi też prawica, w tym ugrupowanie Marine Le Pen, jednak żaden z jej ksenofobicznych postulatów nie został zatwierdzony. Jaki ostateczny kształt przybierze fronda „żółtych kamizelek” zależy nie tylko od postanowień rządu, czy prób przejmowania jej przez prawicę, ale i od pracy społecznej ludzi lewicy, którzy jak na razie spisują się całkiem dobrze: jeżdżą wysłuchiwać ludzi, radzić, wspierać, pomagać. Nikt w zasadzie nie chce przemocy, jednak ciągle wisi ona w powietrzu. Według dzisiejszych sondaży, 78 proc. obywateli uważa „ustępstwa” rządowe za niewystarczające. Historyczny czas, który przeżywa właśnie Francja wcześniej, czy później, odbije się na reszcie naszego kontynentu.

Jerzy Szygiel

 

Radosław S. Czarnecki, Wrocław : LEWICA O EKOLOGICZNYCH ZAGROŻENIACH

We Wrocławiu w dn. 26.11.2018 Fundacja „Naprzód” i Europejska Sieć na Rzecz Alternatywnego Myślenia/trans form!europe zorganizowała konferencję międzynarodową pt. „W cieniu konferencji klimatycznej COP 24 – lewicowe  spojrzenie na wyzwania środowiska”. Debata stanowiła forpocztę Konferencji Narodów Zjednoczonych COP 24, Katowice 3-14.12.2018 ( United Nations Framework Convention on Climate Change24 st Conference of the Parties). Jest to międzynarodowe, odbywane w różnych częściach globu, przedsięwzięcie gdzie debatuje się w sprawie zmian klimatu. W debacie uczestniczyli:

Samy  Mason, brytyjska działaczka związkowa i ekologiczna

Roland Kulke, niemiecki działacz społeczny i koordynator projektu p/n: stosunki przemysłowe, trans form!europe

Małgorzata Tracz, przewodnicząca Partii Zieloni (Polska)

Józef Pinior, nauczyciel akademicki, polityk

Debatę moderował niezależny, lewicowy publicysta  Radosław S. Czarnecki, z wykształcenia przyrodnik, filozof i religioznawca (członek TKŚ), osoba znająca zagadnienia ekologii i problematykę społeczną (najszerzej pojętą).

Ponieważ świat stoi na krawędzi katastrofy ekologicznej zagrażającej wielowymiarowo ludzkiej egzystencji podjęto trzy zasadnicze bloki tematyczne mające kolosalny wpływ na te zagrożenia:

– zmiany klimatyczne wywołane działalnością człowieka i postępem cywilizacyjnym. Z tym wiąże się postępujący brak żywności  i wody (klęski głodu obejmują coraz to nowe połacie Ziemi dotykając milionów ludzi). Masowe ginięcie gatunków, skażenie środowiska, efekt cieplarniany, gigantyczne potrzeby rynku żywnościowego przy jednoczesnym marnotrawstwie tych produktów (z racji opłacalności, ceny zapewniającej zyski koncernom, protekcjonizmu w rolnictwie itd.), to były zasadnicze zagadnienia wystąpień panelistów. Mocno zabrzmiały tu głosy przedstawicielek ruchów pro-ekologicznych, Małgorzaty Tracz i Samy Mason. Te zagrożenia i wyraźnie już widoczne symptomy krachu klimatycznego na Ziemi mogą być zatrzymane jedynie przez zdecydowane decyzje polityczne, które jednak stoją w sprzeczności z interesami wielkiego kapitału, zwłaszcza międzynarodowego. 

– problematyka zrównoważonego rozwoju, a konsumeryzm współczesnego świata (B.Barber pisał wręcz o nachalnym „zakupizmie” i stymulowaniu oraz nakręcaniu przez masowość i wszechobecność reklam tego groźnego procederu). Jest to pokłosie m.in. neoliberalnych reform ostatnich 3-4 dekad w całej gospodarce światowej. Biblijny passus (Księga Rodzaju, 1:26) mówiący: „czyńcie sobie Ziemię poddaną” i jej współczesna, literalna interpretacja sprowadza aktualnie ludzkość niezwykle szybko na krawędź katastrofy. Na ten temat Roland Kulke (działacz społeczny) i Józef Pinior (jako polityk i akademik) zajęli konkretne i możliwe do zrealizowania stanowiska-propozycje. Przede wszystkim chodzi o ograniczenie konsumpcji i zmianę paradygmatu o którym pisał wspomniany Barber.  Ale to jest jednocześnie związane z zaprzeczeniem dogmatom neoliberalnym jakie królują nie od roku czy dwóch w przestrzeni publicznej. I dotyczy to zarówno praktyki, teorii naukowych jak i przekazu medialnego. Musiałoby się tu zmienić wszystko.   

– no i problem militaryzacji zarówno świadomości (pro-wojenna propaganda i edukacja) jak i militaryzmu z czym wiąże się szereg wojen wybuchających w różnych miejscach naszego globu przyczyniających się w znacznej części do tych właśnie plag XXI wieku. Wyścig zbrojeń ma wymiar nowej „zimnej wojny”. Zagrożenia są w tej materii niezwykle dramatyczne i realnie nader bliskie. Zwłaszcza kontekst anty-militarystyczny musi być podniesiony mocno w debatach – także (a może przede wszystkim) w najogólniej mówiąc ekologicznych, gdyż to on rodzi m.in. sporo zagrożeń wtórnych: np. wojny, głód, masy uchodźców, katastrofy humanitarne, zniszczenie środowiska bronią chemiczną, a przede wszystkim niebezpieczeństwo konfliktu nuklearnego między mocarstwami. Przecież w ostatnich 2 dekadach Zachód podczas swych „pro-wolnościowych” i mających nieść liberalną demokrację interwencji przynajmniej dwukrotnie użył tzw. brudnego uranu (powoduje on skażenie środowiska co prawda w mniejszym stopniu niż klasycznie użyta bomba jądrowa, ale jest także niezwykle toksyczny i bardzo niebezpieczny dla środowiska naturalnego). Miało to miejsca w rejonie Niszu (Serbia) i Faludży (Irak). W okolicach tych dziś zachorowalność na nowotwory jest kilkanaście razy większa niż gdzie indziej.

Środki przeznaczane dziś na zbrojenia – i to trzeba zawsze przy tego typu konwentyklach i debatach podkreślać – skierowane na ochronę środowiska, opanowanie problematyki głodu i braku wody, zrównoważonego rozwoju świata w ujęciu globalnym itd. na pewno by skuteczniej i lepiej przysłużyły się ludzkości niż pchanie miliardów dolarów w militarne zabawki. No i pro–militarna propaganda medialna (związek sponsorski z koncernami zbrojeniowymi jest naturalny), a nie pro-ekologiczna stojąca w opozycji do owej militaryzacji  umysłów ludzkich, przybliża nas  wszystkich, oswaja z wojną en bloc. Tu lewica polska absolutnie milczy (chodzi o głos środowiska pochodzący z różnych partii i stron tzw. lewicowości) – czasami wręcz przeciwnie, jest pro-militarystyczna.

Moje, jako moderatora tej debaty, stanowisko jest takie, że głos lewicy europejskiej w tych przestrzeniach musi brzmieć wyjątkowo silnie. Zapominanie o kontekście anty-militarystycznym jest potwornym błędem lewicy. To zbrojenia oprócz nadmiernej, rozbuchanej konsumpcji wymuszającej „zakupizm” są głównym zagrożenie bytu ludzkości, a poza tym jak wspomniano generują one głód, biedę, migracje, lokalne wojny (o tych wznieconych w imię wolności, demokracji, liberalizmu wedle zachodnich standardów wojnach czy interwencjach nawet nie ma co wspominać).

Ciekawa i gorąca momentami debata zakończyła się wieczornym „parthy” w pubie gdzie paneliści i organizatorzy kontynuowali do późna dyskusję nad podniesiona podczas oficjalnego spotkania, tematyką. 

Andrzej Górzny: „Biedroń nadchodzi? – część II”

Wstępne liczenie sił i rozstawianie oddziałów przed decydującą batalią o władzę w Polsce, która rozpocznie się już pod koniec lata 2019 roku, rozpoczęte. Na linię frontu o Sejm i Senat, zmierza nowa formacja, wywołując euforię większości mainstreamowych mediów i liberalnych oraz o dziwo, lewicowych komentatorów. Na razie oddziały Biedronia są jeszcze zbyt daleko, spowite kurzem a może jesienną mgłą, więc nie bardzo widać pod jakimi sztandarami maszerują. Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że są to czerwone sztandary lewicy, inni, że tęczowe flagi liberałów spod znaku LBGT, jeszcze inni, że to niebieskie rozgwieżdżone sztandary UE a kolejni, że to biało czerwone chorągwie patriotów, nieco tylko odmiennych od tych, którzy maszerowali przez Warszawę 11 listopada.

Tak więc, jedyne co o niej wiemy, to fakt że to nowa rozśpiewana i rozpromieniona uśmiechami lidera formacja okrągłych słów i pustych deklaracji z których każdy może sobie dopowiedzieć to co jemu osobiście pasuje.

Takie zdefiniowanie a raczej niedookreślenie miejsca na scenie politycznej i programu, jest zgodne z oczekiwaniami polskiego wyborcy, który nie pragnie jakichkolwiek konkretów i idei, ale zwraca baczną uwagę na wizerunek partii i liderów oraz puste i najczęściej kłamliwe hasła.

Wróżę duży sukces Biedroniowi i jego formacji w najbliższych wyborach oraz kolejne rozczarowanie tym, którzy oddadzą na niego swój głos, myśląc, że oto pojawiła się nowa, czysta partia lewicowa.

Entuzjazm liberalnych, z definicji antylewicowych mediów z GW i TVN na czele, dla Biedronia i jego inicjatywy, wynika z czystej politycznej kalkulacji. Takiej samej, która leżała u podstaw powstania przed czterema laty, Nowoczesnej. 
Doświadczenie ostatnich czterech lat, wyraźnie pokazuje, że PO nie jest w stanie, ani samodzielnie, ani z przystawkami w rodzaju PSL, SLD i Nowoczesnej, wygrać wyborów z PiS-em. Jednocześnie obserwatorzy sceny politycznej wyraźnie dostrzegają, że rośnie liczba tych wyborców, którzy nie chcą głosować a ni na PiS, ani na PO i resztę skompromitowanej tzw. „opozycji”. Trudno im także narzucić tezę, że nie ważne kto dojdzie do władzy, ważne aby odsunąć od niej PiS. 

W tej sytuacji koniecznością jest zbudowanie nośnej medialnie i świeżej formacji na którą oddadzą swój głos wahający się oraz przeciwnicy i jednej i drugiej strony obecnego politycznego sporu. Ważne jest także aby nowe ugrupowanie nie określało się zbyt jednoznacznie i było w stanie przyciągnąć do siebie tak wyborców o lewicowych, socjalnych poglądach, jak również skrajnych liberałów i wielkich orędowników „niewidzialnej ręki wolnego rynku”.

Ta maskarada może się udać, ale jej jedynym celem jest wylansowanie nowego, nie skompromitowanego i nie zużytego politycznie, koalicjanta dla PO, PSL i reszty przystawek. Rolą Biedronia jest doholowanie do Władzy Schetyny, Tuska, Sawickiego oraz pozostałej części towarzystwa. Stąd właśnie bierze się klaka mediów i niewiadomego pochodzenia fundusze które płyną do nowej formacji.
Wróżę spektakularny sukces Biedroniowi i jego ludziom oraz powrót do władzy PO na ich karkach a następnie podobny rozkład nowej formacji jaki był udziałem Nowoczesnej…

Andrzej Górzny „Biedroń nadchodzi ?”.

Szum medialny i zamieszanie związane z wyborami samorządowymi, powoli cichnie. Podsyca je jeszcze sprawa radnego Kałuży i przejęcia przez PiS za jego sprawą rządów w woj. śląskim. Tymczasem jednak, powoli podnosi się już fala spekulacji i wstępnych manewrów związanych z przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
To obszerny temat, nie do ogarnięcia w krótkim wpisie, albo artykule, ponieważ wiele się dzieje we wszystkich formacjach politycznych i na wszystkich frontach tej wstępnej konfrontacji. 
Na tym tle niebagatelne znaczenie, zwłaszcza dla dalszych losów lewicy w Polsce, ma pojawienie się na scenie ugrupowania Biedronia. Nie wykluczam wyborczego sukcesu tej formacji, pomimo tego, że ów ruch, niezależnie od wyborczego wyniku, nie dokona w naszym kraju żadnego przełomu i nawet na jotę nie zmieni polityki państwa w żadnej z zasadniczych kwestii – społecznej, ekonomicznej czy polityki zagranicznej. Jedyną wartością jaką może ze sobą wnieść ugrupowanie Biedronia, będą sprawy wizerunkowe. Ma to niebagatelne znaczenie na tle obecnej, pełnej jadu, obelg i nienawiści, konfrontacji obu głównych formacji politycznych. Nowa formacja ma szanse, pod warunkiem uniknięcia jakiś zasadniczych wpadek, na pozyskanie dużej części potężnej grupy wyborców, która nie chce wybierać pomiędzy PiS-em a PO wraz z przystawkami. To może przełożyć się na całkiem pokaźny dwu cyfrowy wynik wyborczy i rolę języczka u wagi, który pozbawi formację Kaczyńskiego władzy w Polsce. Nie wykluczam tego, że podobnie jak setki tysięcy innych wyborców, oddam swój głos na ruch Biedronia, po prostu z braku innej, realnej alternatywy, właśnie z powodu owej wizerunkowej różnicy jaką może on ze sobą przynieść.
Jednocześnie jednak pozostanę z przekonaniem, iż oddany przeze mnie głos, nadal pozostaje głosem zmarnowanym, ponieważ to właśnie owa nowa formacja, szeroko otworzy drzwi do rządów Platformie Obywatelskiej i wszystkim patologiom jakie ona ze sobą przyniesie. Tym samym patologiom, które trzy lata temu legły u podstaw wyborczego sukcesu PiS-u idącego pod fałszywym acz przez większość wyczekiwanym  hasłem „dobrej zmiany”.
Ewentualny sukces Biedronia i jego ludzi, których dziś jeszcze nie znamy, będzie też kolejnym krokiem w kierunku pogrzebu polskiej Lewicy, pomimo tego, że sam ruch będzie definiowany jako lewicowy. W rzeczywistości będzie to typowe, liberalne centrum, w kwestiach polityki społeczno-ekonomicznej nawet na prawo od PiS-u. 
Ruch Biedronia będzie powtarzał błąd, który konsekwentnie popełniał SLD w zasadzie od zarania swojego istnienia a nawet wcześniej od czasów SDRP, błąd polegający na ciągłym przesuwaniu się z lewa w kierunku centrum i rezygnacji po kolei ze wszystkich ideałów które powinny cechować partie i formacje lewicowe. Ruch Biedronia, aby zachować alibi, pozostawi na sztandarach i w programie, jedynie kwestie obyczajowe, będące cecha ruchów liberalnych. To będzie pogrzeb albo głęboki rebranding lewicowości i dalszej perspektywie czasowej, również podstawa erozji nowego ugrupowania, które może podzielić los „Nowoczesnej”.
Czy istnieje jakaś inna alternatywa? Oczywiście tak, ale wątpię czy są w naszym kraju siły zdolne do jej urzeczywistnienia? Ale o tym już w innym poście…

Andrzej Górzny

 

Martine Bulard: Dokąd doprowadzi eskalacja? (pogłębiona refleksja na temat skomplikowanych relacji chińsko-amerykańskich z Le Monde diplomatique – przypis K.Mróź)

logo-30_pl6

https://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=1_4 

 W swojej krucjacie przeciwko importowi Donald Trump grozi podwyżką ceł na wszystkie wyroby chińskie. Ma nadzieję stworzyć z Europą wspólny front przeciwko Chinom. Chiny starają się uwolnić od zachodnich wpływów na swoją gospodarkę, przyspieszając modernizację i znajdując nowe rynki zbytu.

Amerykanie i Chińczycy wykopali (handlowe) topory wojenne i nie wydaje się, aby cokolwiek mogło ich powstrzymać. Donald Trump zaczął od gróźb pod adresem tych, którzy „nas okradają” (18 kwietnia 2017 r.), czym ściągnął na siebie ostrzeżenie Xi Jinpinga: „Nikt nie powinien oczekiwać, że Chiny przełkną upokorzenie ze szkodą dla swoich interesów” (18 października 2017 r.) [1]. Od eskalacji werbalnej szybko przeszli do sankcji celnych. W Waszyngtonie podniesiono taryfy (z 10 do 25%) na szereg importowanych z Chin towarów. Chiny ripostowały.

Serial zaczął się wiosną, trwał całe lato i grozi, że będziemy oglądali go jeszcze wiosną przyszłego roku. W końcu sierpnia br. produkty chińskie (stal, aluminium, chemia, tekstylia, elektronika) na sumę 100 mld dolarów obłożono podwyższonym cłem przy wwozie do Stanów Zjednoczonych; posunięcie to szybko spowodowało podniesienie taryf celnych na produkty amerykańskie (soja, wieprzowina, samochody…) wartości 50 mld dolarów. Szykują się kolejne posunięcia represyjne. Ze strony amerykańskiej sporządzono listę 1300 towarów, których wartość może wynosić 200 mld dolarów (wartość całego importu z Chin w 2017 r. wynosiła 505,6 mld dolarów). Po stronie chińskiej sporządzono listę 150 towarów amerykańskich, których wartość może wynosić 60 mld dolarów (wartość całego importu z USA wynosiła w 2017 r. 128 mld dolarów).

Jeśli wierzyć członkom pewnych kół w Pekinie i Hongkongu, którzy powstrzymują się od publicznych wypowiedzi, „wydaje się, że władze w Pekinie zaskoczył blitz protekcjonistyczny Trumpa i nie doceniły one wzrostu nastrojów antychińskich w elicie amerykańskiej” [2]. Cytują oni byłego amerykańskiego doradcę politycznego, który powiedział: „Aby zrozumieć politykę amerykańską, Pekin za bardzo liczy na Wall Street i elitę polityczną”, w tym na Henry’ego Kissingera, który przyczynił się do otwarcia w stosunkach między tymi dwoma państwami, „to znaczy na ludzi, którzy nie wywierają żadnego wpływu na Trumpa.”

Trump zastopował porozumienie

Faktycznie, na to wygląda, ponieważ negocjatorzy chińscy, prowadzeni przez Liu He, męża zaufania prezydenta, myśleli, że w maju br. doszli z Amerykanami do porozumienia, obiecując zwiększyć zakupy energii i produktów rolnych, a ponadto zaoferować przedsiębiorstwom zagranicznym – zwłaszcza, rzecz jasna, amerykańskim – możliwość uzyskania większościowych udziałów w spółkach chińskich. Za mało i za późno. Zdaniem amerykańskiej agencji finansowej Bloomberg „Trump zastopował porozumienie”. Przekonało to władze w Pekinie, że prezydent amerykański „nie zrezygnuje, dopóki nie udaremni wzlotu Chin” [3].

Pogląd ten podziela się na szeroką skalę w elicie chińskiej. Debata (bardzo wyciszona) dotyczy zasadniczo tego, jak postępować z amerykańskimi przyjaciółmi. Niektórzy, jak np. dyrektor Centrum Studiów Amerykańskich na Uniwersytecie Renmin w Pekinie, Shi Yinhong, uważają, że konfrontacja ta „to w dużej mierze wina Chin, które przez wiele lat nic nie zrobiły” [4] i doradzają ostrożność. To fałszywy problem, czytamy na łamach bardzo oficjalnego Global Times. „Na krótką metę Stany Zjednoczone nie zrezygnują ze swoich intencji powstrzymania Chin. [Konfliktu] nie można więc zażegnać wysiłkami z naszej strony polegającymi na tym, że będziemy cicho siedzieć i dopasowywać do tego naszą postawę dyplomatyczną i publiczną” [5]. W dzienniku tym czyni się bezpośrednio aluzję do doktryny ojca reform, Deng Xiaopinga, który zalecał, aby „kryć się ze swoimi talentami i czekać na swój czas”. Przeciwnie, obecny prezydent wybrał afirmację na arenie międzynarodowej jako „wielkiego kraju” numer jeden – to jego własne słowa – z którym Ameryka powinna rozmawiać jak równy z równym.

Dyskusji całkowicie nie przerwano. W końcu sierpnia br. delegacja pod przewodnictwem wiceministra handlu Wang Shouwena udała się do Waszyngtonu. Nikt nie spodziewał się, że wizyta ta odniesie jakiś skutek i nie odniosła. Oficjele amerykańscy nazwali Wanga „handlowym łobuzem”, co do dialogu nie zachęca…

Już nie tylko chodzi o handel

Jednemu z doradców ekonomicznych chińskiej kancelarii prezydenckiej, Yifanowi Dingowi, agresywność amerykańska przypomina ofensywę administracji Ronalda Reagana w latach 80. „przeciwko Japonii, która była wtedy drugą gospodarką świata”. Stany Zjednoczone zaprowadziły wtedy olbrzymie cła (dochodzące do 100% na telewizory i magnetowidy) i doprowadziły do wzrostu japońskich stóp procentowych, toteż Japonia musiała się „ugiąć” i popadła w depresję, z której do dziś nie wydostała się do końca… Jest to scenariusz, którego Chińczycy się nie boją. „Nie chcemy wojny handlowej. Możemy jednak jej sprostać, jeśli do niej dojdzie”, zapewnia Yifan.

Podobnie jak wczoraj władze w Tokio, władze w Pekinie stawiają na eksport, który przez długi czas był motorem wzrostu gospodarczego Chin. Aby wyjść ze stagnacji i zamknięcia się w sobie, które cechowały okres maoistowski, w końcu lat 70. przywódcy chińscy posłużyli się narzędziami, jakie mieli do dyspozycji: liczną, wykwalifikowaną i wykształconą, zdyscyplinowaną i nisko opłacaną siłą roboczą, kapitałami zagranicznymi poszukującymi nowych rynków, instytucjami międzynarodowymi starającymi się odryglować gospodarki starego świata.

„Chiny wahały się, czy przystąpić w 2001 r. do Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO)”, przyznał w styczniu 2017 r. w Davos prezydent Xi. „Doszliśmy jednak do wniosku, że należy odważnie popłynąć w wielkim oceanie rynków światowych i nauczyliśmy się pływać” [6] – tak dobrze i tak szybko, że Chiny wyprzedziły gospodarkę francuską, brytyjską, niemiecką, a następnie japońską. Ich PKB wyniósł w 2016 r. 11 200 mld (11,2 bln) dolarów, a amerykański PKB – 18 569 mld (18,56 bln). Obecnie niektórzy uważają, zwłaszcza w Waszyngtonie, że Chiny mogą wyprzedzić USA.

W swoim dobrze znanym wyszukanym języku Trump oświadczył: „Ci wszyscy imbecyle, którzy skupiają się na Rosji, lepiej zrobiliby, gdyby zajęli się Chinami” [7]. Zdobył punkt uchwaloną (również przez większość demokratów) w sierpniu br. ustawą o obronie narodowej. Czyni ona z Chin i ze „stawienia czoła ich wpływom” „główny priorytet Stanów Zjednoczonych”, który „wymaga zintegrowania rozmaitych elementów, zwłaszcza dyplomatycznych, ekonomicznych, wojskowych i wywiadowczych” [8]. Nie ma już mowy tylko o handlu…

Ameryka gra na zastraszenie

Przewaga amerykańska we wszystkich tych dziedzinach (technologicznej, ekonomicznej, dyplomatycznej i wojskowej) jest niewątpliwa i choć Państwo Środka odnotowuje szybki wzrost gospodarczy, to jego PKB na jednego mieszkańca nie osiąga nawet 15% amerykańskiego. Na razie Ameryka gra na zastraszenie. Natomiast Chiny biją rekord, jeśli chodzi o nadwyżkę handlową: wynosi ona 276 mld dolarów, tzn. 35-40% zagranicznej amerykańskiej faktury handlowej. „Nasz przemysł był od lat, nawet od dziesięcioleci, celem nielojalnych ataków handlowych”, peroruje Trump. „Spowodowało to u nas zamknięcie fabryk, zwolnienia milionów pracowników, zdziesiątkowało nasze społeczności” [9].

Dezindustrializacja zaczęła się wiele lat przed wkroczeniem Chin na scenę światową, ale to nie wywołuje dyskusji. Rozpacz i gniew społeczeństw sprawia, że zwracają się one coraz bardziej ku autorytarnym politykom i prawicowym radykałom, zarówno w USA, jak i w Europie i Azji. Nie należy jednak stawiać błędnej diagnozy. To nie „nielojalne praktyki” są źródłem chińskich sukcesów – choć one mają miejsce, jak o tym świadczą apelacje do WTO.

Chiny, które lubią chwalić się swoimi osiągnięciami (takimi jak wyprowadzenie 800 mln Chińczyków ze skrajnego ubóstwa), wykorzystały reguły narzucone przez najpotężniejsze państwa ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Nic jednak nie zmuszało przywódców zachodnich do otwarcia swoich krajów na wszystkie wiatry handlowe, do zachęcania do delokalizacji i do likwidowania po kolei instrumentów interwencjonizmu gospodarczego pod presją przedsiębiorstw wielonarodowych, które rzuciły się na terytorium chińskie. Nawet dziś ponad cztery importowane produkty „chińskie” z dziesięciu (42,6%) to wyroby zainstalowanych w Chinach przedsiębiorstw zagranicznych, które kontrolują całą linię produkcyjną tych wyrobów (od zaprojektowania do sprzedaży) i ciągną maksimum zysków. Najbardziej znany przykład to iPhone Apple’a, montowany w Chinach, ale udział chiński to tylko 3,8% wartości dodanej, natomiast udział amerykański stanowi 28,5% wartości dodanej.

Chiny rozwijają swoje technologie

Oczywiście przywódcy chińscy nakłonili przedsiębiorstwa zagraniczne, aby przeniosły do Chin część swoich technologii i know how. Tak jest zwłaszcza w przypadku przemysłu lotniczego, elektroniki, przemysłu samochodowego, produkcji pociągów szybkobieżnych, energii jądrowej itd. Lecz przedsiębiorstwa wielonarodowe wcale temu się nie opierały, gdyż były zachwycone, że będą wyzyskiwać tanią siłę roboczą i nie będą oglądać się na ekologiczne skutki swojej działalności gospodarczej.

Można narzekać na to, że władze chińskie nie wykazały się gorliwością w sferze ochrony swojego społeczeństwa przed rosnącymi nierównościami i zanieczyszczeniami środowiska, ale jak wiadomo, skargi na to nie figurują w litanii oskarżeń wysuwanych pod ich adresem przez Trumpa i jego przyjaciół. Tym, co ich martwi, jest fakt, że „handel nie oswoił Komunistycznej Partii Chin. Państwo partyjne nadal sprawuje silną kontrolę nad gospodarką chińską”, stwierdza ekonomista Brad W. Setser [10]. Innymi słowy olbrzymy kapitalizmu nie mogą robić tam interesów tak, jak im to się podoba.

Dotyczy to nie tylko tradycyjnych gałęzi przemysłu, takich jak hutnictwo, ale również olbrzymów internetowych, takich jak Google, Amazon czy Facebook. Apple to jedyny z bandy GAFA, który wychodzi z tego obronną ręką. Z Alibabą, Tencentem, Weibo, WeChatem… Chiny potrafiły bowiem rozwinąć swoje technologie. Oczywiście, władze komunistyczne korzystają z nich po to aby cenzurować opozycjonistów, ale 802 mln internautów (57,7% ludności) i ich metadane pozostają w dużej mierze poza zasięgiem GAF, co czyni z Chin jedno z rzadkich miejsc na świecie, które wymyka się spod kontroli.

To dlatego bardzo modna Dolina Krzemowa – bastion demokratów – robi wspólny front z bardzo starym Rust Belt, Pasem Rdzy – twierdzą amerykańskiego prezydenta – i z olbrzymami przemysłu hutniczego. „Pozostają one w ścisłych związkach z wieloma wysokimi urzędnikami” administracji Trumpa, a w tym z reprezentantem Stanów Zjednoczonych do spraw handlu Robertem Lightizerem, który był już obecny w ekipie Reagana w latach 80., o czym przypomniano na łamach New York Times [11]. Chodzi jednak o to, aby bronić interesów akcjonariuszy, a nie gniewnych robotników, nawet jeśli niektórzy z tych ostatnich mogą skorzystać z walki z importem tanich towarów.

Dane nie potwierdzają fanfaronady

Oczywiście wolny handel, który niemal wszyscy – z Xi włącznie – wychwalają, wyrzucił na bruk miliony pracowników najemnych na całym świecie i spowodował bezprecedensowe szkody ekologiczne, lecz uprawiany przez Trumpa protekcjonizm służący w całości ochronie zysków nic nie zmieni na korzyść olbrzymiej większości obywateli amerykańskich. Grozi, że na wojnie handlowej zyska niewielu… a nawet nikt.

Dla naczelnego doradcy gospodarczego Białego Domu, Lawrence’a Kudlowa, nie ulega wątpliwości, że Chiny w końcu ustąpią pod presją prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem gospodarka chińska stoi na skraju eksplozji. „Handel detaliczny i inwestycje się załamują”, stwierdził podczas gabinetowej dyskusji sfilmowanej za zgodą Trumpa przez dziennikarzy amerykańskich [12]. Tymczasem żadne dane nie potwierdzają tej fanfaronady. Import chiński nadal rośnie – od lipca 2017 do lipca 2018 r. wzrósł o 27,3% – co świadczy o dobrze rozkręconej działalności gospodarczej. Jeśli chodzi o eksport, to również nadal rośnie – wolniej, ale w budzącym respekt tempie 12,2% rocznie.

Starcie z pewnością nie będzie dla Chin bezbolesne. Sprzedaż do Stanów Zjednoczonych to 20% ogółu eksportu. Drastyczna redukcja przełoży się siłą rzeczy na spadek produkcji w przemyśle elektronicznym czy włókienniczym, jak również w takich sektorach, jak przemysł hutniczy i chemiczny, w których występuje nadwyżka mocy produkcyjnych. Powinno to przyspieszyć przeprowadzane już restrukturyzacje, kiedy na horyzoncie rośnie widmo ruchów społecznych, czego skutki mogą być nieobliczalne.

Poza tym w końcu sierpnia br. premier Li Keqiang obiecał uruchomić środki pomocowe na sumę 100 mld dolarów dla przedsiębiorstw poszkodowanych przez restrykcje handlowe. Synchronizacja restrukturyzacji z planowanym przez rząd przestawianiem się na bardziej wykwalifikowaną gospodarkę może okazać się groźniejsza niż bezpośredni wpływ tych restrykcji na wzrost gospodarczy, który zgodnie ze studiami amerykańskimi spadnie z tego powodu o 0,1-0,2%.

Chińskie pola manewru

Na razie Chiny afiszują się swoim wzrostem gospodarczym, który w drugim kwartale 2018 r. wyniósł 6,7% – więcej niż oficjalnie przewidywano (6,5%). Te bardzo polityczne dane świadczą przede wszystkim o tym, jaki jest poziom wzrostu, który pozwala wchłaniać siłę roboczą napływającą na rynek pracy i unikać wszelkiego konfliktu społecznego na większą skalę. Tymczasem eksport już od dawna nie służy gospodarce chińskiej za lokomotywę. Zastąpiły go spożycie wewnętrzne i inwestycje (odpowiednio 43,4% i 49% PKB). Jeśli sprawy przybiorą zły obrót, prezydent ma środki na to, aby machinę puścić ponownie w ruch.

Nie może powtórzyć zagrania z 2007-2008 r., kiedy to, w chwili kryzysu, jego poprzednik odkręcił do końca krany budżetowe za cenę przerażającego marnotrawstwa i niepokojących zadłużeń, które władza obecna stara się wchłonąć. Dysponuje jednak polem manewru. W odróżnieniu od Japonii lat 80. „mamy rynek w postaci 1,3 mld mieszkańców, który trudno będzie zniszczyć Trumpowi i jego doradcom”, zaznacza pewien ekonomista chiński.

Xi i jego ekipa dysponują również drugim orężem, które pozwala stawić czoło spowolnieniu wzrostu gospodarczego: planem Made in China 2025, wylansowanym trzy lata temu po to, aby zapewnić rozwój bardziej innowacyjnego przemysłu i uzyskać samodzielność w sześciu sektorach (w tym w teleinformatyce, ale również w robotyce, przemyśle lotniczym i kosmicznym, inżynierii oceanicznej, pojazdach elektrycznych, biomedycynie, nowych materiałach, energii…). Publiczne i prywatne wydatki na badania rozwojowe przekraczają obecnie 2,3% PKB. Oczywiście władze chińskie liczyły na skrócenie terminów uzyskiwania technologii przyszłości poprzez wykupy przedsiębiorstw za granicą. Tymczasem władze amerykańskie to zawetowały, a niektóre rządy europejskie, takie jak niemiecki, wprowadziły na tym polu restrykcje.

Jest jednak dość rezerw finansowych na to, aby można było dokonać tego w samych Chinach. Nie ma żadnych zapowiedzi przy dźwiękach fanfar, ale jak wyjaśnia Yifan, nie uciekając się do żadnej gry słów, „embargo amerykańskie na wyroby elektroniczne było sygnałem dla naszych przywódców, że trzeba założyć słuchawki, ponieważ Chiny to pierwszy rynek chipów amerykańskich. Wkrótce będą je wytwarzać przedsiębiorstwa chińskie… i będą to robić taniej.”

Made in China 2025

Poza ożywieniem swojej własnej gospodarki przywódcy chińscy chcą osiągnąć dwa cele: mieć wolne ręce i pozyskać partnerów na świecie, zwłaszcza w krajach rozwijających się. Wykorzystanie przez Trumpa technologii na licencjach amerykańskich i „olbrzymiego przywileju, jaki stanowi dolar” – jak określił to w 1964 r. Valéry Giscard d’Estaing – do stosowania sankcji wobec przedsiębiorstw współpracujących z Iranem i wymuszania, aby współpracę tę zerwały, musiało w końcu przekonać Chińczyków, że należy wyjść z pułapki zależności. Dali zresztą do zrozumienia, że Chiny nadal będą handlować z Iranem, używając juana, w ramach dwustronnych porozumień finansowych.

„Byłoby to niemożliwe, gdybyśmy nie prowadzili polityki umiędzynarodowienia naszej waluty”, podkreśla pekiński ekonomista specjalizujący się w badaniach stosunków międzynarodowych, który woli zachować anonimowość [13]. Większość wielkich banków chińskich operuje jednak nadal dolarami. Jeśli chodzi o produkty eksportowane do państw, z którymi Stany Zjednoczone mają złe stosunki, to nie mogą one zawierać żadnego komponentu amerykańskiego, gdyż w przeciwnym razie podlegają trumpowskim sankcjom.

Grupa telefoniczna Zhongxing Telecommunication Equipment (ZTE), przez pewien czas zakazana w Stanach Zjednoczonych, ponieważ handlowała z Koreą Północną i Iranem, musiała ustąpić; obecnie władze w Waszyngtonie bardzo jej pilnują [14]. Taka forma ograniczonej suwerenności jest trudna do przełknięcia dla nacjonalistów z Zhongnanhai, gdzie w cieniu Zakazanego Miasta ma siedzibę rząd.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa realizacja planu Made in China 2025 ulegnie przyspieszeniu, choć figurował w katalogu pretensji amerykańskich. Amerykanie upatrują w nim niebezpieczną „wolę samowystarczalności”, twierdzi Elizabeth C. Economy, dyrektorka spraw azjatyckich w nowojorskim Council on Foreign Relations, a nawet „nową rewolucję”, która „zmierza do rzucenia wyzwania promowanym przez Stany Zjednoczone wartościom i normom międzynarodowym” [15].

Potencjał partnerstwa regionalnego

Tu też jesteśmy daleko od zwykłej wojny handlowej. Dyrektor Szkoły Studiów Międzynarodowych na Uniwersytecie Pekińskim, Wang Yon, kontestuje taką wizję. „Argument, że chiński model rozwoju i jego filozofia rzucają wyzwanie Stanom Zjednoczonym, nie ma sensu. Chiny nie szerzą swojej ideologii na zewnątrz i kładą nacisk na prawo każdego kraju do podążania swoją własną drogą rozwoju.”

Chiny faktycznie nie mają żadnych ambicji mesjanicznych i ich model polityczny to nie żadna atrakcja. Nie znaczy to jednak, że godzą się z regułami podyktowanymi nazajutrz po II wojnie światowej pod egidą Stanów Zjednoczonych, Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Prezydent Xi tego nie ukrywa. „Chcemy aktywnie uczestniczyć w reformie sytemu światowego”, oświadczył on kadrom partii komunistycznej na centralnej konferencji poświęconej sprawom pracy dyplomatycznej [16] w czerwcu br. W tym celu Chiny tkają swoją sieć.

Jest to zresztą ich trzeci oręż służący stawieniu czoła amerykańskiemu embargo: należy opierać się na swoich partnerach, a przede wszystkim na sąsiadach. Większość z nich obawia się chińskiej potęgi i apetytów gospodarczych, ale potrzebuje rynków zbytu, a handel wewnątrzazjatycki stanowi 43% handlu krajów regionu [17]. Prezydent amerykański, wymierzając gorączkowo kary, zadarł ze swoimi historycznymi sojusznikami – Japonią i Koreą Południową – również podnosząc im cła (stal, samochody itd.).

Chiny mogą skorzystać z okazji i ożywić Wszechstronne Regionalne Partnerstwo Ekonomiczne (RCEP) – porozumienie o wolnym handlu wymyślone przez Chiny przeciwko Partnerstwu Transpacyficznemu, zainaugurowanemu przez Baracka Obamę z myślą – już wtedy – o powstrzymaniu Chin, a wyrzuconemu do śmieci przez Trumpa. Poza 10 państwami Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) [18] wspomniane partnerstwo obejmuje Japonię, Australię, Nową Zelandię, Indie i Koreę Południową.

Chińskie delokalizacje i jedwabne szlaki

Dyrektor Centrum Badań Australia-Japonia na Australijskim Uniwersytecie Narodowym, Shiro Armstrong, widzi w tym „naturalną okazję, aby przystąpić do budowy koalicji azjatyckiej. (…) Grupa skupia niektóre najważniejsze i najbardziej dynamiczne gospodarki świata.” Cytuje pewne studium australijskie, w którym dowodzi się, że „nawet jeśli cła wzrosłyby na świecie o 15% (jak podczas Wielkiej Depresji), to i tak kraje Wszechstronnego Regionalnego Partnerstwa Ekonomicznego mogłyby kontynuować swoją ekspansję gospodarczą, znosząc cła między sobą.”

Nie ma jednak pewności, że wszystkie byłyby na to gotowe. Na przykład Australia wygnała grupę ZTE, która miała zainstalować technologię mobilną piątej generacji 5G. Toczą się jednak dyskusje. Pekin i Tokio nawiązały dialog. Seul szuka punktów oparcia w swoich rokowaniach z Koreą Północną. Indie starają się zachować równowagę między Pekinem a Waszyngtonem…

Przedsiębiorstwa chińskie zaczęły się delokalizować, aby skorzystać z jeszcze niższych płac – w Bangladeszu, Wietnamie czy Afryce Południowej – oraz aby… obejść embargo i wysokie cła: wyroby zamawiane przez grupy chińskie będą zametkowane made in Bangladeshmade in Vietnammade in South Africa i unikną ceł amerykańskich.

„Chiny ugną się jak Meksyk”

Co więcej osławione „jedwabne szlaki”, które pozwalają dotrzeć drogą lądową do Europy przez państwa środkowoazjatyckie i Rosję lub drogą morską dookoła Afryki, również powinny służyć rynkom zbytu, zwłaszcza przy budowie infrastruktur. Prezydent chiński bardzo zręcznie uczynił z tych mitycznych szlaków wielostronny projekt, tworząc Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB). Ma on 57 założycieli, w tym Niemcy, Wielką Brytanię, Francję, Indie, Koreę Południową. Pozwala to uniknąć izolacji finansowej i dyplomatycznej. Chiny najbardziej obawiają się zamknięcia w dwustronnej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi, do czego dopuścił Związek Radziecki.

Na razie stawiają na represje handlowe w stosunku do wyrobów amerykańskich. Represje te mają pokazać, że Chiny się nie ugną. W Stanach Zjednoczonych posunięcia te godzą w farmerów, którzy w związku z podwyżką ceł doświadczają spadku sprzedaży, zwłaszcza zbóż, wieprzowiny, wołowiny… Trump obiecał im spore środki pomocowe (12 mld dolarów), ale wypłaca się je po kropelce i zdaniem Wall Street Journalnarasta niepokój. „Patriotyzmem nie spłaca się rachunków”, mówi jeden z nich [19]. Władze w Pekinie zniosły przy tym zupełnie cła na soję importowaną z Bangladeszu, Indii i Korei Południowej oraz robią zakupy w Brazylii (zboża i mięso) czy w Australii. Wiadomo zaś, że straconego klienta trudno jest odzyskać.

W Stanach Zjednoczonych krucjata Białego Domu przeciwko chińskiemu najeźdźcy wywołuje raczej zadowolenie. W administracji wielu uważa, że Chiny się ugną, tak jak uczynił to Meksyk, który zgodził się na pewne restrykcje, a przede wszystkim na płacę minimalną w wysokości 16 dolarów (13,60 euro, w porównaniu z 9,88 euro we Francji) w niektórych przedsiębiorstwach eksportujących samochody [20]. Porozumienie o wolnym handlu nigdy nie zawierało klauzuli socjalnej; teraz tak się stało, choć ma ona ograniczone zastosowanie.

Inaczej rzecz ma się z olbrzymami dystrybucji, takimi jak Walmart, który zaopatruje się w 80% po drugiej stronie Pacyfiku, jak również z niektórymi przedsiębiorstwami przemysłowymi. Ich przedstawiciele zebrali się w połowie sierpnia br. w Waszyngtonie i uznali, że „cła te spowodują spustoszenia finansowe w [ich] gałęziach i wyrządzą szkody konsumentom amerykańskim” [21]. Jest to klasyczny argument, gdy chodzi o przeciwstawienie się wszelkiemu protekcjonizmowi, co nie znaczy, że nie jest prawdziwy.

Aby posunięcia te były skuteczne, musiałby towarzyszyć im poważny wzrost siły nabywczej Amerykanów, co, jak się wydaje, nie stoi na porządku dziennym, a przede wszystkim – co jest jeszcze bardziej nieprawdopodobne – przemysł musiałby powrócić na ziemię amerykańską. Zdaniem agencji Bloomberg np. przedsiębiorcy w przemyśle włókienniczym i odzieżowym orientują się już na inne kraje: Wietnam, Kambodżę itd. [21]. Niektóre sektory przemysłowe, jak np. te, które używają stali specjalnej, uzyskały już zwolnienia od ceł i mogą swobodniej importować.

Stracą na tym zwykli obywatele

W Ameryce, podobnie jak w Chinach, z pewnością najbardziej stracą na tym konflikcie zwykli obywatele. O ile otoczenie Trumpa liczy, że Pekin się ugnie, o tyle Xi chce wierzyć, że po wyborach amerykańskich przypadających w połowie kadencji, a zatem w listopadzie br., władze w Waszyngtonie powrócą do stołu rokowań. Tymczasem, jak zauważa An Gang, badacz z chińskiego think-tanku Pangoal Institution, starcie chińsko-amerykańskie wychodzi daleko poza ramy handlu. „Zatarg ma teraz implikacje wojskowe i strategiczne.” Chińskie koła kierownicze obawiają się, aby zatarg ten nie odbił się na sytuacji na Morzu Południowochińskim i na Tajwanie, gdzie napięcia nigdy nie były tak silne jak obecnie.

Jedno jest pewne: model internacjonalizacji i specjalizacji produkcji, który obowiązywał w ostatnich dziesięcioleciach, rozpada się zarówno na Zachodzie, jak i w Chinach. Tymczasem nie widać żadnego zarysu modelu alternatywnego – ani wśród adeptów „komunizmu” na modłę chińską, ani wśród tych, którzy schlebiają kapitalizmowi na modłę amerykańską, nawet zaprawioną protekcjonizmem. Toruje to drogę wszelkim możliwym licytacjom.

tłum. Zbigniew M. Kowalewski

[1] „Texte intégral du rapport de Xi Jinping au 19e Congrès national du PCC”, Xinhua en français, 3 listopada 2017 r., na http://french.xinhuanet.com.

[2] W. Wu, K. Huang, „Did China Think Donald Trump Was Bluffing on Trade? How Beijing Got It Wrong”, South China Morning Post, 27 lipca 2018 r.

[3] „China, Unsure How to Handle Trump, Braces for «New Cold War»”, Bloomberg News, 17 sierpnia 2018 r.

[4] Tamże.

[5] Artykuł wstępny, Global Times, 15 lipca 2018 r.

[6] Przemówienie Xi Jinpinga na Forum Ekonomicznym w Davos, CGTN, 17 stycznia 2017 r.

[7] Twitter, 18 sierpnia 2018 r.

[8] „John S. McCain National Defense Authorization Act for Fiscal Year 2019″, Kongres, Waszyngton, 13 sierpnia 2018 r., na http://www.congress.gov.

[9] Twitter, 1 marca 2018 r.

[10] Cyt.: G. Watts, „China Caught Off Guard As US Trade War Highlights Beijing’s Dilemma”, Asia Times, 31 lipca 2018 r.

[11] J. Tankersley, „Steel Giants With Ties to Trump Officials Block Tariff Relief for Hundreds of Firms”, The New York Times, 5 sierpnia 2018 r.

[12] „Transcript of 8/16 Trump Cabinet Meeting: Economic Policies Matter”, RealClear Politics, 16 sierpnia 2018 r., na http://www.realclearpolitics.com.

[13] Zob. Ding Yifan, „Wkrótce juan w każdej kieszeni?”, Le Monde diplomatique – edycja polska, lipiec 2015 r.

[14] R. Loukil, „L’équipementier chinois ZTE placé sous tutelle américaine”, L’Usine nouvelle, 17 lipca 2018 r.

[15] E.C. Economy, „China’s New Revolution”, Foreign Affairs, maj-czerwiec 2018 r.

[16] „Xi Urges Breaking New Ground in Major Country Diplomacy with Chinese Characteristics”, Xinhua, 24 czerwca 2018 r., na http://www.xinhuanet.com.

[17] „Examen statistique du commerce mondial 2018″, Międzynarodowa Organizacja Handlu, Genewa, na http://www.wto.org.

[18] Birma, Brunei, Indonezja, Kambodża, Laos, Malezja, Filipiny, Singapur, Tajlandia i Wietnam.

[19] J. Newman, H. Haddon, „US To Pay Farmers $4,7 Billion To Offset Trade-Conflict Losses”, The Wall Street Journal, 28 sierpnia 2018 r.

[20] 40% wartości produkcji samochodu musi być wytworzone w przedsiębiorstwach, w których płaca wynosi co najmniej 16 dolarów.

[21] O. Churchill, „US Trade Panel Hears Harsh Criticism of Proposed New Tariffs – and Praise for Chinese Craftsmanship”, South China Morning Post, 21 sierpnia 2018 r.

[22] „Fashion Retailers Turn to Cambodia and Vietnam As Tariffs Hit China”, Bloomberg News, 20 sierpnia 2018 r.

[23] „China, Unsure How to Handle Trump, Braces for «New Cold War»”.

 

 

Andrzej Karpiński : Prawda i kłamstwa o przemyśle (Książka tygodnika Przegląd)

Karpinski 1-228x228.png

Takiej książki jeszcze nikt nie napisał. „Prawda i kłamstwa o przemyśle” adresowana jest do czytelników, którzy chcą wiedzieć, jakimi zakładami dysponowała Polska Ludowa w 1988 roku. Czy prawdą jest, że były to industrialne skanseny? Dlaczego w ostatnich trzydziestu latach zlikwidowano ich tak wiele – najwięcej, obok Wielkiej Brytanii, w Europie? A teraz eksperci nazywają nas półkolonią przemysłową. Dlaczego jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od importu? Szczególnie wyrobów wytwarzanych w najnowocześniejszych technologiach. I dlaczego, gdy tak chwalimy się wzrostem PKB, coraz bardziej odstajemy od Zachodu i dalekiej Azji w przemysłach innowacyjnych? Przemysłach, które decydują o pozycji i znaczeniu państw. Słowem, czy III rewolucja przemysłowa znów nas ominie? Albo może dotrze do Polski z wieloletnim opóźnieniem?

Świat nam ucieknie, jeżeli szybko nie podejmiemy mądrych decyzji. Czy odpowiedzią na wyzwania czasu jest tzw. plan Morawieckiego? I, co najważniejsze, jakie przemysły należy rozwijać, by pierwszego ćwierćwiecza XXI wieku historycy nie określali kiedyś jako epoki „zmarnowanych szans”?

Andrzej Karpiński – prof. nadzw., autor wielu prac ekonomicznych. Zawodowo i naukowo zajmował się polityką gospodarczą państwa (od 1948 r.), a zwłaszcza polityką przemysłową, prognozowaniem i studiami nad przyszłością. Piastował szereg odpowiedzialnych stanowisk, m.in. był wieloletnim sekretarzem naukowym Komitetu Prognoz „Polska 2000 Plus” przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk, zastępcą Przewodniczącego Komisji Planowania przy Radzie Ministrów. Wydał prawie 90 prac książkowych, z których szereg przetłumaczono zagranicą.

 

Radosław S. Czarnecki, Wrocław: PAŹDZIERNIK ’56 (czym był i czym może być dziś dla lewicy w Polsce)- listopadowe Społeczne Forum Wymiany Myśli , Wrocław, dn. 29.11.2018 (czwartek), godz. 18.00, ul. Kołłątaja 31

Listopadowe Społeczne Forum Wymiany Myśli – Wrocław, dn. 29.11.2018 (czwartek), godz.. 18.00, ul. Kołłątaja 31, I Pietro, lokal nr 11.  

SWPS_1956

Magia Października 1956 roku gdzieś uleciała tak jak wszystko co w Polsce (i nie tylko) uznawane za lewicowe, kojarzone z lewicą, z  wartościami przez nią wyznawanymi. Czy przyczyną jest to na co zwracał uwagę Jose Saramago, portugalski pisarz, literat, noblista, do końca swych dni zdecydowany człowiek lewicy tak w formie i w treściach wypowiadanych publicznie czy na kartach swych książek (członek Portugalskiej Partii Komunistycznej): „lewica to ruch który w przeszłości reprezentował jedne z największych nadziei ludzkości, ale z czasem stracił rolę jaką dotąd odgrywał gdyż sprzedał się prawicy”. I czy Październik ’56 był początkiem tego sprzedawania się (jak patrzą nań dziś demo-liberałowie, nacjonaliści i tzw. prawdziwi Polacy-patrioci) czy może stanowił jedynie mało udaną, nieskuteczną de facto, próbę odnowienia, regeneracji i tchnienia nowego ducha w lewicowe idee ? 

Moim zdaniem był  Pażdziertnmik’56  autentycznym protestem klasy robotniczej (jak wówczas określano współczesnych tzw. pracobiorców wedle terminologii marksistowskiej i narracji partyjnej), ówczesnego hegemona, przeciwko pogarszającym się warunkom życia i rozbieżności czynów z medialnym przekazem i partyjną nowo-mową. Tamten październik wykreował autentycznych przywódców ludowych z Lechosławem Goździkiem na czele. On i Władysław Gomułka, działacz PPR i PZPR, więzień stalinowskiej opresji, oskarżany o tzw. odchylenie nacjonalistyczne, byli chyba największymi zwycięzcami tamtych czasów.  Czy to zwycięstwo przekuli w autentyczny sukces – to już zupełnie inna sprawa.

Manifestacja ludu Warszawy, robotników z miejscowych zakładów pracy na pl. Defilad – była to największa spontaniczna manifestacja w Polsce do pielgrzymek papieża (mówi się nawet o ok. 1 mln zebranych) – stanowiła poparcie społeczne jakie uzyskał wówczas Gomułka. Tych ludzi nikt nie zmuszał do uczestnictwa w tym wiecu, nikt ich nie zwoził autobusami jak na słynne miesięcznice czy pielgrzymki korporacyjne do Częstochowy. Ta atmosfera entuzjazmu i nadziei przełożyła się to potem na wyniki wyborów do Sejmu w których „głosowanie bez skreśleń”, wedle list zaproponowanych przez kierownictwo PZPR, poparł w orędziu do narodu prymas Polski kard. Stefan Wyszyński.   

                                                                    *          *          *

Na te tematy (i nie tylko) chcemy zwrócić uwagę w ramach listopadowego spotkania w ramach SFWM we Wrocławiu. Gościem specjalnym i jednym z panelistów naszej debaty o Październiku’56 będzie z-ca Red. Nacz. „Przeglądu” Paweł Dybicz (autor książki nt. temat), eseista, dziennikarz, znany publicysta.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do udział w tej debacie i aktywnym uczestnictwie w dyskusji po wystąpieniach panelistów. Uważamy, iż przypominanie takich właśnie epizodów z historii polskiej lewicy jest m.in. drogą do odzyskiwania przez nią wiarygodności i społecznego poparcia.

Listopadowe Społeczne Forum Wymiany Myśli – Wrocław, dn. 29.11.2018 (czwartek), godz.. 18.00, ul. Kołłątaja 31, I Pietro, lokal nr 11.  

 

 

 

Wybory w Donieckiej Republice Ludowej i Ługańskiej Republice Ludowej w dniu 11.11.2018r.

W dniu 11 listopada 2018 roku w Donieckiej Republice Ludowej (DRL) i Ługańskiej Republice Ludowej (ŁRL) odbyły się wybory przywódców republik i parlamentów (rad ludowych) tych republik.  

W DRL w głosowaniu wzięło udział 80% uprawnionych do głosowania a w ŁRL – 77%.

Denis Piszlin  zwyciężył w wyborach na Szefa Prezydium Rady Najwyższej  Donieckiej Republiki Ludowej uzyskując około 61% głosów a  Leonid Pasiecznik został Przewodniczącym Rady Najwyższej Ługańskiej Republiki Ludowej (około 68% głosów).

W DRL w wyborach parlamentarnych w DRL wygrało ugrupowanie  Republika Doniecka (72% glosów0 a w ŁRL ruch Pokój Ługańszczyżnie (74% głosów)

 

Obie Republiki ogłosiły w maju 2014 roku niepodległość ponieważ ich ludność nie chciała byc mordowana  przez uzbrojone bandy neobanderowców szkolonych za pieniądze USA i przez instruktorów   części państw NATO.

Wyrazili tym samym sprzeciw przeciwko faszyzacji Ukrainy, bo USA wydały większość pieniędzy z ogólnej sumy 5 mld USA nie na szkolenie obrońców praw człowieka, propagowania wiedzy o demokracji – lecz na masowe szkolenie  różnego rodzaju szumowin neobanderowskich i skrajnie nacjonalistycznych.

Ludność Donbasu zbrojnie wywalczyła niepodległość rozbijając , przy pomocy instruktorów  z Rosji,  skorumpowane wojska ukraińskie i banderowców szkolonych przez instruktorów NATO

USA postawiły  na zbrojne obalenie prezydenta Janukowycza, żeby postawić na czele Ukrainy swoje  marionetki.

Chcę w ty miejscu obalić jedno z wielkich kłamstw które  media funkcjonujące na terenie Polski utrwaliły – niestety – w świadomości znacznej części polskiego społeczeństwa.

Ten cały Euromajdan był  przygotowywanym  przez służby natowskie przewrotem mającym odsunąć od władzy prezydenta Janukowycza.

Przeciwnicy Janukowycza byli świetnie uzbrojeni i przeszkoleni, a także finansowani przez cześć państw natowskich.

Podczas gdy siły Berkutu nie używały ostrej broni, to strona neobanderowska bez wahania strzelała do Berkutu oraz  cywilów manifestujących na Majdanie. Potrzebne były ofiary >>>  https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1068304,Kto-kazal-strzelac-snajperowi-na-Majdanie-Wyciekla-rozmowa-dyplomatow

Gdyby prezydent Janukowycz  okazał sie bezwzględny, jak przypisywały mu tzw. obiektywne,  inspirowane przez natowska propagandę, media UE to rządziłby Ukrainą do chwili obecnej.

Ale prezydent Janukowycz zawierzył dyplomatom unijnym którzy naciskali na niego, żeby nie wykazywał zdecydowania w rozpędzeniu tego całego „Majdanu Godności” przy okazji korumpując jego otoczenie polityczne, czy to groźbami czy obietnicami.

Oczywiście dyplomacja unijna była „ślepa” na działania neobanderowców i skrajnie prawicowych szumowin którzy dążyli do fizycznej likwidacji prezydenta Janukowycza – który uciekł z Ukrainy, żeby uratować życie.

Mieszkańcy Donbasu nie byli tak naiwni jak prezydent Janukowycz i z bronią w rękach rozbili bezradne i skorumpowane wojska ukraińskie  oraz zbrodnicze oddziały neobanderowców.

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/08/03/piotr-ciszewski-ipn-kontra-dabrowszczacyhistoria-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/07/28/bydgoszcz-debata-ipn-inkwizycja-xxi-wieku/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

LIST DO POLAKÓW na 100 lecie niepodległości, gdzieś wam zapodziało się 45 lat PRL-u!!!!! (Tekst z ze strony od sanacji do  III RP) https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

. A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”, Dlaczego mnie nikt nie prześladował choć manifestowałem i podpisałem petycję antyrządową?

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

 

.