Radosław Czarnecki o książce Michała Syski, Antidotum (Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy), Wyd. Ośrodek Myśli Społecznej im. F.Lassale’a

Dziś słowo na nadchodzący weekend ma inny charakter. Odnoszę się w nim do małej, wydanej pod koniec ub. roku książeczki Michała Syski pt. „Antidotum.(Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy)”. Dlaczego akurat do niej? Bo w kontekście ogłoszonego przez nową siłę polityczną na scenie publicznej RP – p/n „Wiosna RB” – programu jest to pozycja bardzo ważna, stanowi bowiem zręby programu tej partii. Lewica winna podjąć konstruktywną debatę z „Wiosną RB” na tematy programowe, zwłaszcza w kontekście najszerzej rozumianych spraw społecznych i politycznych; zachęcam do lektury i refleksji.

MICHAŁ SYSKA I JEGO „ANTIDOTUM”

Michał Syska, prawnik, publicysta, działacz społeczno-polityczny, Dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassale’a we Wrocławiu (lewicowy think tank), bliski współpracownik Roberta Biedronia opublikował ostatnio niepokaźną (tylko 112 stron) książeczkę o źródłach populizmu, królestwie neoliberalizmu i konsekwencjach tego zjawiska w życiu społecznym. Próbuje w niej odpowiedzieć na pytanie co lewica winna uczynić, aby te trendy odwrócić, jakie stanowisko zająć i jakie propozycje przedstawić masom ludowym, prekariuszom, wykluczonym i kolejnym, degradowanym ciągle przez postępującą stratyfikację społeczną. A więc ludziom pracy najemnej, którzy byli zawsze podstawowym elektoratem najszerzej rozumianej lewicy.
Dziś widać po ukonstytuowaniu się „Wiosny Roberta Biedronia” i prezentacji programu nowej partii, iż wiele sugestii zawartych w książce Michała Syski stanowi elementy owego programu. Elementy, ale z bardziej liberalnym czy nawet – neoliberalnym, nachyleniem. Dlatego tym bardziej należy zapoznać się z „Antidotum” Michała Syski, gdyż jest to dobry punkty wyjściowy do kolejnych debat nad kondycją i przyszłością lewicy w Polsce.

Mieć głos to znaczy być człowiekiem.
Mieć coś do powiedzenia to znaczy być osobą.
Carol GILLIGHAM (pisarka)

„Antidotum” Michała Syski ma być w założeniach postępową odpowiedzią na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy. Postęp zawsze był progresywnym, ewolucyjnym, humanistycznym stanowiskiem wobec jednostki i zbiorowości. I to było związane z lewicą oraz klasycznie pojmowanym liberalizmem. Neoliberalizm sprowadzając stosunki społeczne oraz spojrzenie na ekonomię i gospodarkę (a przez to wszystkie dziedziny życia – przede wszystkim najszerzej pojętą kulturę) wyłącznie do zysku i wilczych reguł kapitalizmu zupełnie wypaczył i totalnie zdeprecjonował tak społeczną percepcję terminu liberalizm, jak i samo znaczenie słowa postęp. Neoliberalizm jest hybrydą, toksycznym polipem, hubą na tym czym był i czym jest prąd mentalno-filozoficzny i ruch polityczny z nim związany, rozumiany jako liberalizm.
Nasz kraj też jest przykładem od niemal 3 dziesięcioleci kontr-rewolucji neoliberalnej (w niektórych krajach określa się dlatego ten ruch mianem neokonserwatyzmu). To powszechnie znane i opisane fakty.
Interesującym są jednak propozycje zawierające program pozwalający przełamać paradygmaty neoliberalnej doktryny i zneutralizowanie pochodu prawicowych i ultra-prawicowych populistów. By nie rzec – w niektórych wypadkach – jawnych faszystów. Nie na darmo mówi się w środowiskach lewicy od dawna, iż ortodoksyjnie rozumiane stosunki kapitalistyczne i purytanizm rynkowy prędzej czy później doprowadzają do władzy faszystów.
Ogólnie te propozycje można scharakteryzować jako odnowiony, klasyczny (choć w nowych warunkach) projekt socjaldemokratyczny. Nie widzę w nim „przypudrowanego neoliberalizmu” wedle Blaira i jego trzeciej drogi. I bardzo dobrze gdyż ten trend, te pomysły (oparte m.in. o filozofię i pomysły Anthony Giddensa) tworzące zręby programu „New Labour Party” de facto zadały lewicy ostateczny cios po upadku dwubiegunowego świata i załamania się obozu realnego socjalizmu. Cios z którego po dziś dzień lewica nie może się podnieść.
I tu jest szkopuł tkwiący w pomysłach Michała Syski: czy nie są owe propozycje już z racji daleko posuniętej polaryzacji relacji kapitału i pracy cokolwiek spóźnione. Autor co prawda słusznie zwraca uwagę na fakt, iż tzw. postępowcy oraz nowa lewica zarzucili metody pracy „u podstaw”, odchodząc od inwestycji w think tanki i lewicowych, postępowych intelektualistów na rzecz medialnych kampanii, interwencji w pojedynczych (choć słusznych i potrzebnych) sprawach, najszerzej pojętego „celebryctwa” i brylowania w mainstreamowych mediach. Tu jest też płaszczyzna moim zdaniem na przełamanie dokonanego przez rozejście się „dołów” partyjnych i mentalności potencjalnego, lewicowego elektoratu z lewicowymi elitami coraz bardziej upodabniających się do liberałów. Zwłaszcza tych preferujących i stawiających w polityce na tzw. „lifestyl” oraz traktowania zagadnień ze sfery świadomości, walki o prawa wszelkich mniejszości jako zasadniczego i głównego pola walki politycznej, a sprawy ekonomiczne, relacje kapitał vs praca czy pracodawcy kontra pracobiorcy pozostawiono odłogiem. Uznając za Fukuyamą, że historia walk o lepszą jakość życia, godny i przewidywalny byt już się zakończyła. Jak widzimy nic bardziej mylnego. Dziś owa walka – i to często w radykalnej i alternatywnej do prowadzonych w ciszach gabinetów czy sal parlamentarnych gremiów debat formie – jest nie tylko możliwa, ale i konieczna. I tu lewica musi zająć zdecydowanie bardziej wyraziste stanowisko niż do tej pory miało to miejsce. Walka o kulturową hegemonię przysłoniła lewicy walkę klasową i o prawa człowieka z dziedziny tzw. gwarancji socjalnych.
Język jakim posługuje się współczesna lewica: jest on ezopowym, powielającym narrację neoliberalną. Zawstydzenie i kompleksy z racji porażki jakiej doznał projekt zwany realnym socjalizmem, kolaps ZSRR i obozu skupionego wokół niego, porzucenie tego co dla lewicy jest szczególnie ważkim (najszerzej pojęta tradycja tak „materialna” jak i „duchowa” czyli teoretyczna, filozoficzno-polityczna) jakie lewica dała sobie narzucić przez najszerzej pojęty mainstream – w Polsce to jest narracja wyłącznie prawicowa lub ultra-prawicowa, nacjonalistyczna i szowinistyczna – jest nie tylko porażką w sensie polityki, ale degrengoladą w każdej niemal sferze życia publicznego. I ma to kolosalne znaczenie na to z czym mamy do czynienia dziś w naszym kraju.
Czy można odwrócić ten trend ? Bez zmiany mentalności oraz języka, a także przy braku zdecydowanie lewicowych i jednocześnie topowych ludzi mediów, którzy operowali by takim właśnie językiem raczej jest to mocno wątpliwe.
Współcześnie gdy czegoś, kogoś – dot. to też przekazu, odpowiedniej retoryki i głoszonych prawd oraz idei, preferowanych wartości etc. – nie ma w mediach to nie istnieje to realnie w świadomości społecznej. I aby odwrócić te trendy to najpierw musi nastąpić przeformatowanie świadomości i mentalności samych liderów mieniących się play-makerami lewicy. Niestety tego u Autora „Antidotum” nie znalazłem. Kolejny aspekt to odejście od celebrowania czy fetyszyzacji znaczenia mediów społecznościowych. Autor wspomina o tym zagadnieniu lecz jakby robiąc to „intelektualnymi opłotkami”. A to moim zdaniem jest niesłychanie ważna sprawa. Zwłaszcza w kontekście dekadowych perspektyw, gdyż można przewidywać zmierzch mega-znaczenia tych mediów w dłuższej perspektywie (z różnych zresztą względów).
Kolejne pytanie brzmi – jak to zmienić ? I to w obu zaprezentowanych przed chwilą sferach: makro-, na płaszczyźnie ogólnej, jak i mikro- czyli wewnątrz lewicowego życia i myślenia. To długotrwały proces, taki jak długotrwały okres tracenia swojej „duszy” i zasad przez lewicę. Tylko spojrzenie nie w perspektywie cyklu wyborczego a w dłuższym – może nawet dziesięcioleci – pozwoli lewicy na odbudowanie nie tylko pozycji politycznej lecz przede wszystkim w sferze wartości i utożsamienia się z nią szerokiego spektrum wyborców. „Aby zdobyć władzę, trzeba wpierw zdobyć umysły ludzi” tak twierdził słusznie Antonio Gramsci.
I na pewno nie pomogą lewicy na tej drodze „celebryctwo” czy niczym nie poparte obietnice. Schlebianie nastrojom mas czy tłumów. Ludzie chcą być traktowani poważnie i racjonalnie. Chodzić lewicy przecież winno nie tylko o zdobycie władzy ale o zmianę stosunków społecznych, o zmianę świadomości Polek i Polaków, o pokonanie kolejnego stopnia rozwoju przez nasze społeczeństwo w cywilizowaniu się i poprawianiu jakości życia.
Nie można się zgodzić z konkluzją Autora, że lewicy potrzebny jest przywódca. To znów brnięcie w modne, typowo polskie myślenie od dekad o Mesjaszu, o wodzu na białym koniu, o front-manie który weźmie za rączkę i poprowadzi …… Czyli preferencje dla niesamodzielności, dla bierności, dla indyferentyzmu. Emocje nie załatwią wszystkiego (a de facto – na dłuższą metę nie załatwiają niczego oprócz oklasków i okrzyków poparcia). Afekty szybko się wypalają pozostawiając kolejne popioły zawodu i zniechęcenia. Tak było m.in. z ruchem Occupy Wall Street czy sprzeciwem wobec ACTA, które po chwilowym uniesieniu rozpłynęły się w niebycie. Partia lewicowa – tak, jak najbardziej, ale na jej czele winno być kilku (może nawet kilkunastu) liderów o zbliżonym poziomie wiarygodności i intelektualnym potencjale. Warto też by było, żeby wszelkie lewicowe programy i pomysły na przyszłość jasno i wyraźnie podkreślały swoje anty-militarystyczne i pro-pokojowe wizje Polski, Europy i świata. Czy dzisiejszej polskiej lewicy nie stać na kolejny „plan Rapackiego”, gdyż napięcie międzynarodowe, duch militaryzmu i agresji, wzajemna nieufność i kolejny wyścig zbrojeń są podobne do atmosfery podczas tzw. „kryzysu kubańskiego” ? Świat staje na granicy jądrowej zagłady. W trakcie konfliktu miedzy super-mocarstwami to teren naszego kraj stać się może (w jej wyniku) jądrową pustynią. Polska lewica nie może nie tylko inicjować i prowokować procesów militaryzacji Europy, ale winna działać aktywnie na rzecz obniżenia poziomu zbrojeń i militaryzacji. Na rzecz powrotu do stołu negocjacji i dialogu. A z tym rządy SLD (mieniące się lewicowymi) miały jak wiemy kolosalny problem. Takiej refleksji – choćby w zdawkowym wymiarze – również mi brakuje w „Antidotum” Michała Syski.
„Antidotum” jest na pewno manifestem i ideową deklaracją. Brak mi natomiast jasnej deklaracji jakie decyzje polityczne zostały by podjęte w razie gdyby lewica wedle pomysłów Michała Syski zdobyła władzę i ją zaczęła sprawować. No, ale rozumiem to pytania i dylematy na „inną bajkę”.

Michał Syska, Antidotum (Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy), Wyd. Ośrodek Myśli Społecznej im. F.Lassale’a, ISBN 978-83-63902-11-0, Wrocław 2018, s. 112.

Reklama