Radosław Czarnecki o książce Michała Syski, Antidotum (Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy), Wyd. Ośrodek Myśli Społecznej im. F.Lassale’a

Dziś słowo na nadchodzący weekend ma inny charakter. Odnoszę się w nim do małej, wydanej pod koniec ub. roku książeczki Michała Syski pt. „Antidotum.(Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy)”. Dlaczego akurat do niej? Bo w kontekście ogłoszonego przez nową siłę polityczną na scenie publicznej RP – p/n „Wiosna RB” – programu jest to pozycja bardzo ważna, stanowi bowiem zręby programu tej partii. Lewica winna podjąć konstruktywną debatę z „Wiosną RB” na tematy programowe, zwłaszcza w kontekście najszerzej rozumianych spraw społecznych i politycznych; zachęcam do lektury i refleksji.

MICHAŁ SYSKA I JEGO „ANTIDOTUM”

Michał Syska, prawnik, publicysta, działacz społeczno-polityczny, Dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassale’a we Wrocławiu (lewicowy think tank), bliski współpracownik Roberta Biedronia opublikował ostatnio niepokaźną (tylko 112 stron) książeczkę o źródłach populizmu, królestwie neoliberalizmu i konsekwencjach tego zjawiska w życiu społecznym. Próbuje w niej odpowiedzieć na pytanie co lewica winna uczynić, aby te trendy odwrócić, jakie stanowisko zająć i jakie propozycje przedstawić masom ludowym, prekariuszom, wykluczonym i kolejnym, degradowanym ciągle przez postępującą stratyfikację społeczną. A więc ludziom pracy najemnej, którzy byli zawsze podstawowym elektoratem najszerzej rozumianej lewicy.
Dziś widać po ukonstytuowaniu się „Wiosny Roberta Biedronia” i prezentacji programu nowej partii, iż wiele sugestii zawartych w książce Michała Syski stanowi elementy owego programu. Elementy, ale z bardziej liberalnym czy nawet – neoliberalnym, nachyleniem. Dlatego tym bardziej należy zapoznać się z „Antidotum” Michała Syski, gdyż jest to dobry punkty wyjściowy do kolejnych debat nad kondycją i przyszłością lewicy w Polsce.

Mieć głos to znaczy być człowiekiem.
Mieć coś do powiedzenia to znaczy być osobą.
Carol GILLIGHAM (pisarka)

„Antidotum” Michała Syski ma być w założeniach postępową odpowiedzią na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy. Postęp zawsze był progresywnym, ewolucyjnym, humanistycznym stanowiskiem wobec jednostki i zbiorowości. I to było związane z lewicą oraz klasycznie pojmowanym liberalizmem. Neoliberalizm sprowadzając stosunki społeczne oraz spojrzenie na ekonomię i gospodarkę (a przez to wszystkie dziedziny życia – przede wszystkim najszerzej pojętą kulturę) wyłącznie do zysku i wilczych reguł kapitalizmu zupełnie wypaczył i totalnie zdeprecjonował tak społeczną percepcję terminu liberalizm, jak i samo znaczenie słowa postęp. Neoliberalizm jest hybrydą, toksycznym polipem, hubą na tym czym był i czym jest prąd mentalno-filozoficzny i ruch polityczny z nim związany, rozumiany jako liberalizm.
Nasz kraj też jest przykładem od niemal 3 dziesięcioleci kontr-rewolucji neoliberalnej (w niektórych krajach określa się dlatego ten ruch mianem neokonserwatyzmu). To powszechnie znane i opisane fakty.
Interesującym są jednak propozycje zawierające program pozwalający przełamać paradygmaty neoliberalnej doktryny i zneutralizowanie pochodu prawicowych i ultra-prawicowych populistów. By nie rzec – w niektórych wypadkach – jawnych faszystów. Nie na darmo mówi się w środowiskach lewicy od dawna, iż ortodoksyjnie rozumiane stosunki kapitalistyczne i purytanizm rynkowy prędzej czy później doprowadzają do władzy faszystów.
Ogólnie te propozycje można scharakteryzować jako odnowiony, klasyczny (choć w nowych warunkach) projekt socjaldemokratyczny. Nie widzę w nim „przypudrowanego neoliberalizmu” wedle Blaira i jego trzeciej drogi. I bardzo dobrze gdyż ten trend, te pomysły (oparte m.in. o filozofię i pomysły Anthony Giddensa) tworzące zręby programu „New Labour Party” de facto zadały lewicy ostateczny cios po upadku dwubiegunowego świata i załamania się obozu realnego socjalizmu. Cios z którego po dziś dzień lewica nie może się podnieść.
I tu jest szkopuł tkwiący w pomysłach Michała Syski: czy nie są owe propozycje już z racji daleko posuniętej polaryzacji relacji kapitału i pracy cokolwiek spóźnione. Autor co prawda słusznie zwraca uwagę na fakt, iż tzw. postępowcy oraz nowa lewica zarzucili metody pracy „u podstaw”, odchodząc od inwestycji w think tanki i lewicowych, postępowych intelektualistów na rzecz medialnych kampanii, interwencji w pojedynczych (choć słusznych i potrzebnych) sprawach, najszerzej pojętego „celebryctwa” i brylowania w mainstreamowych mediach. Tu jest też płaszczyzna moim zdaniem na przełamanie dokonanego przez rozejście się „dołów” partyjnych i mentalności potencjalnego, lewicowego elektoratu z lewicowymi elitami coraz bardziej upodabniających się do liberałów. Zwłaszcza tych preferujących i stawiających w polityce na tzw. „lifestyl” oraz traktowania zagadnień ze sfery świadomości, walki o prawa wszelkich mniejszości jako zasadniczego i głównego pola walki politycznej, a sprawy ekonomiczne, relacje kapitał vs praca czy pracodawcy kontra pracobiorcy pozostawiono odłogiem. Uznając za Fukuyamą, że historia walk o lepszą jakość życia, godny i przewidywalny byt już się zakończyła. Jak widzimy nic bardziej mylnego. Dziś owa walka – i to często w radykalnej i alternatywnej do prowadzonych w ciszach gabinetów czy sal parlamentarnych gremiów debat formie – jest nie tylko możliwa, ale i konieczna. I tu lewica musi zająć zdecydowanie bardziej wyraziste stanowisko niż do tej pory miało to miejsce. Walka o kulturową hegemonię przysłoniła lewicy walkę klasową i o prawa człowieka z dziedziny tzw. gwarancji socjalnych.
Język jakim posługuje się współczesna lewica: jest on ezopowym, powielającym narrację neoliberalną. Zawstydzenie i kompleksy z racji porażki jakiej doznał projekt zwany realnym socjalizmem, kolaps ZSRR i obozu skupionego wokół niego, porzucenie tego co dla lewicy jest szczególnie ważkim (najszerzej pojęta tradycja tak „materialna” jak i „duchowa” czyli teoretyczna, filozoficzno-polityczna) jakie lewica dała sobie narzucić przez najszerzej pojęty mainstream – w Polsce to jest narracja wyłącznie prawicowa lub ultra-prawicowa, nacjonalistyczna i szowinistyczna – jest nie tylko porażką w sensie polityki, ale degrengoladą w każdej niemal sferze życia publicznego. I ma to kolosalne znaczenie na to z czym mamy do czynienia dziś w naszym kraju.
Czy można odwrócić ten trend ? Bez zmiany mentalności oraz języka, a także przy braku zdecydowanie lewicowych i jednocześnie topowych ludzi mediów, którzy operowali by takim właśnie językiem raczej jest to mocno wątpliwe.
Współcześnie gdy czegoś, kogoś – dot. to też przekazu, odpowiedniej retoryki i głoszonych prawd oraz idei, preferowanych wartości etc. – nie ma w mediach to nie istnieje to realnie w świadomości społecznej. I aby odwrócić te trendy to najpierw musi nastąpić przeformatowanie świadomości i mentalności samych liderów mieniących się play-makerami lewicy. Niestety tego u Autora „Antidotum” nie znalazłem. Kolejny aspekt to odejście od celebrowania czy fetyszyzacji znaczenia mediów społecznościowych. Autor wspomina o tym zagadnieniu lecz jakby robiąc to „intelektualnymi opłotkami”. A to moim zdaniem jest niesłychanie ważna sprawa. Zwłaszcza w kontekście dekadowych perspektyw, gdyż można przewidywać zmierzch mega-znaczenia tych mediów w dłuższej perspektywie (z różnych zresztą względów).
Kolejne pytanie brzmi – jak to zmienić ? I to w obu zaprezentowanych przed chwilą sferach: makro-, na płaszczyźnie ogólnej, jak i mikro- czyli wewnątrz lewicowego życia i myślenia. To długotrwały proces, taki jak długotrwały okres tracenia swojej „duszy” i zasad przez lewicę. Tylko spojrzenie nie w perspektywie cyklu wyborczego a w dłuższym – może nawet dziesięcioleci – pozwoli lewicy na odbudowanie nie tylko pozycji politycznej lecz przede wszystkim w sferze wartości i utożsamienia się z nią szerokiego spektrum wyborców. „Aby zdobyć władzę, trzeba wpierw zdobyć umysły ludzi” tak twierdził słusznie Antonio Gramsci.
I na pewno nie pomogą lewicy na tej drodze „celebryctwo” czy niczym nie poparte obietnice. Schlebianie nastrojom mas czy tłumów. Ludzie chcą być traktowani poważnie i racjonalnie. Chodzić lewicy przecież winno nie tylko o zdobycie władzy ale o zmianę stosunków społecznych, o zmianę świadomości Polek i Polaków, o pokonanie kolejnego stopnia rozwoju przez nasze społeczeństwo w cywilizowaniu się i poprawianiu jakości życia.
Nie można się zgodzić z konkluzją Autora, że lewicy potrzebny jest przywódca. To znów brnięcie w modne, typowo polskie myślenie od dekad o Mesjaszu, o wodzu na białym koniu, o front-manie który weźmie za rączkę i poprowadzi …… Czyli preferencje dla niesamodzielności, dla bierności, dla indyferentyzmu. Emocje nie załatwią wszystkiego (a de facto – na dłuższą metę nie załatwiają niczego oprócz oklasków i okrzyków poparcia). Afekty szybko się wypalają pozostawiając kolejne popioły zawodu i zniechęcenia. Tak było m.in. z ruchem Occupy Wall Street czy sprzeciwem wobec ACTA, które po chwilowym uniesieniu rozpłynęły się w niebycie. Partia lewicowa – tak, jak najbardziej, ale na jej czele winno być kilku (może nawet kilkunastu) liderów o zbliżonym poziomie wiarygodności i intelektualnym potencjale. Warto też by było, żeby wszelkie lewicowe programy i pomysły na przyszłość jasno i wyraźnie podkreślały swoje anty-militarystyczne i pro-pokojowe wizje Polski, Europy i świata. Czy dzisiejszej polskiej lewicy nie stać na kolejny „plan Rapackiego”, gdyż napięcie międzynarodowe, duch militaryzmu i agresji, wzajemna nieufność i kolejny wyścig zbrojeń są podobne do atmosfery podczas tzw. „kryzysu kubańskiego” ? Świat staje na granicy jądrowej zagłady. W trakcie konfliktu miedzy super-mocarstwami to teren naszego kraj stać się może (w jej wyniku) jądrową pustynią. Polska lewica nie może nie tylko inicjować i prowokować procesów militaryzacji Europy, ale winna działać aktywnie na rzecz obniżenia poziomu zbrojeń i militaryzacji. Na rzecz powrotu do stołu negocjacji i dialogu. A z tym rządy SLD (mieniące się lewicowymi) miały jak wiemy kolosalny problem. Takiej refleksji – choćby w zdawkowym wymiarze – również mi brakuje w „Antidotum” Michała Syski.
„Antidotum” jest na pewno manifestem i ideową deklaracją. Brak mi natomiast jasnej deklaracji jakie decyzje polityczne zostały by podjęte w razie gdyby lewica wedle pomysłów Michała Syski zdobyła władzę i ją zaczęła sprawować. No, ale rozumiem to pytania i dylematy na „inną bajkę”.

Michał Syska, Antidotum (Postępowa odpowiedź na neoliberalną chorobę i jej populistyczne objawy), Wyd. Ośrodek Myśli Społecznej im. F.Lassale’a, ISBN 978-83-63902-11-0, Wrocław 2018, s. 112.

Reklama

Radosław Czarnecki : Zemsta jezuitów/Historia bez IPN/

https://strajk.eu/zemsta-jezuitow/?fbclid=IwAR1rVadEyapA4XbrEe0amSBVExhP4kKTFbdRQsn9YcipRl70KBMS6RJ1C3E

10891674_813249468734627_601413624915567596_n-845x475

Na kanwie rewelacji, jaką stała się w polskich mediach wypowiedź papieża Franciszka dotycząca tuszowania przez Jana Pawła II spraw związanych z pedofilią i całokształtem wydarzeń mających miejsce w Legionie Chrystusa i najnowszej historii Kościoła katolickiego, warto zwrócić uwagę na dwa elementy.

Po pierwsze – to nie są żadne rewelacje. Cywilizowany, nieklerykalny świat mówił i wiedział o tych traumatycznych sprawach od dawna. Tylko w Polsce, gdzie nie rozumie się terminu „wolność słowa”, obowiązuje bałwochwalczy stosunek do pojęcia autorytet, zaś mainstreamowe media hodowały irracjonalny obraz Watykanu pod rządami Karola Wojtyły, prześcigając się w serwilizmie, ta wypowiedź może powodować zaskoczenie. Teraz już jawnie „umiłowany”’ syn Jana Pawła, który o mało co nie trafił na ołtarze świętości Kościoła, założyciel Legionu Chrystusa Marcial Maciel Degollado okazuje się zbrodniarzem-pedofilem, bigamistą, finansowym malwersantem, narkomanem i sadystycznym satrapą. Gwałcił nie tylko masowo podopiecznych sierocińców prowadzonych przez ów zakon, ale i własne dzieci, których miał dokładnie nie wiadomo ile –siedmioro lub ośmioro.

Słowa Franciszka to kolejne potwierdzenie całokształtu klimatu panującego w Kościele. Dotychczas oskarżenia o zaniechanie i jawne ukrywanie przestępstw, wręcz zbrodni, dotyczyły poszczególnych hierarchów. Teraz dopadły głowy Kościoła katolickiego, któremu postawiono tysiące pomników, któremu poświęcono dziesiątki tysięcy panegiryków. W Polsce uznano go za synonim wolności i demokracji, w Kościele kanonizowano, ogłaszając tym samym, że to dla wiernych drogowskaz moralny i etyczny ideał. Kto jeszcze tego nie zrozumiał, teraz ma szansę pojąć, ile to wszystko warte.

Ale ważniejszy jest drugi, mało znany kontekst. Chodzi o konflikt z początku pontyfikatu papieża z Polski, na linii Rzym – zakon jezuitów. Konflikt dwóch osobowości: Karola Wojtyły i Pedra Arrupe, ówczesnego generała zakonu, tzw. „czarnego papieża”, a trzeba dodać od razu, iż szef Towarzystwa Jezusowego był zawsze „szarą eminencją” w całej strukturze kościelnej.

Konflikt rozgorzał na kanwie stosunku do teologii wyzwolenia. Arrupe, Bask, człowiek światowy (do chwili wyboru na generała TJ przebywał głównie na misjach i realizował zadania Towarzystwa w Azji) znał doskonale teologię, która doprowadziła do Vaticanum II. Zakon jezuitów pod jego kierunkiem stał się najbardziej progresywną i zaangażowaną społecznie wspólnotą zakonną. Karol Wojtyła zaś, jak to doskonale pokazał m.in. w swej książce „Ojciec Nie-święty” Piotr Szumlewicz, a także wielu zachodnich autorów i watykanistów, posiadał mentalność prowincjonalnego, anty-modernistycznego, zachowawczego proboszcza z Małopolski czy Podkarpacia. Charakteryzowały go skrajny antykomunizm, purytański i ultraprawicowy, mesjanistyczna wizja Kościoła w archaicznym stylu i ludowo-masowa bezrefleksyjna religijność tak dobrze znana z Polski.

Pacyfikacja teologii wyzwolenia rozpoczęła się od zakonu św. Ignacego Loyoli, gdzie od lat 50. rodziły się wspomniane „wywrotowe” idee, także bazujące na marksizmie i ideach socjalistycznych. Pedro Arrupe oddany był głęboko idei „postępu”, rozwojowi ludzkości i sprawiedliwości społecznej. Gorąco popierał  dialog z marksizmem i współpracę z tzw. „obozem realnego socjalizmu” przeciwko prawicowym dyktaturom, zależnym i kreowanym z Waszyngtonu. Przez papieża Polaka został jawnie zlekceważony. Papież manifestacyjnie pomijał w swych wszystkich enuncjacjach Towarzystwo, a przechodząc lub przejeżdżając obok „czarnego papieża” ostentacyjnie odwracał głowę, aby go nie pozdrowić.  Ze względu na rozległy wylew i paraliż Pedro Arrupe zrezygnował z urzędu  w 1983 r. Pacyfikacja jezuitów w tym momencie dobiegała końca. Kolejni generałowie, narzucani autorytetem biskupa Rzymu konsekwentnie oczyścili zakon z jednostek niezależnych i samodzielnie myślących.

Eksponowane pozycje, jakimi od czasów Ignacego Loyoli czy Dominika Guzmana cieszyli się jezuici bądź dominikanie, zajęły dzięki poparciu Jana Pawła II Opus Dei, Legion Chrystusa czy Ruch Odnowy w Duchu Świętym. Wszystko to miało podłoże w doświadczeniach i korzeniach polskiego konserwatyzmu i klerykalizmu.

Papież Franciszek jest jezuitą. W jego enuncjacji można doszukiwać się przynajmniej symbolicznego triumfu Towarzystwa Jezusowego i (pośmiertnie) Pedro Arrupe nad Janem Pawłem II oraz jego Kościołem. Chociaż całego zmarnowanego potencjału i strat przyniesionych przez pacyfikację teologii wyzwolenia odrobić się już nie da.

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2019/01/05/agnieszka-mrozik-wyklete-komunistki/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/08/03/piotr-ciszewski-ipn-kontra-dabrowszczacyhistoria-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/07/28/bydgoszcz-debata-ipn-inkwizycja-xxi-wieku/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”, Dlaczego mnie nikt nie prześladował choć manifestowałem i podpisałem petycję antyrządową?

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

 

Witold Modzelewski: Bajeczki zamiast historii (Sprawy nauki)

Modzelewski

http://www.sprawynauki.edu.pl/archiwum/dzialy-wyd-elektron/344-felietony-witolda-modzelewskiego/4021-bajeczki-zamiast-historii

 Nasza oficjalna historia ostatniego stulecia jest w dużej części bajeczką, wyznaczającą granice dzisiejszej poprawności. Wciąż nie chcemy rzetelnie zbadać większości istotnych faktów tamtego czasu, mimo uzasadnionych podejrzeń co do wiarygodności ich oficjalnej wersji.

Przypomnę tylko te najważniejsze, mało zbadane fakty o istotnym znaczeniu historycznym. Ktoś powinien kiedyś odpowiedzieć na pytania:

  • jaka była rola dwóch niemieckich cesarstw (niemieckiego i austriackiego) w animowaniu „ruchów niepodległościowych”, a także lewicowych w Polsce do ostatnich dni istnienia tych państw w listopadzie 1918 roku?
  • kto podjął polityczną decyzję w Niemczech o „uwolnieniu” Piłsudskiego z magdeburskiego odosobnienia i jakie były rzeczywiste cele tej decyzji?
  • jaka była skala jawnej i niejawnej współpracy między polskimi i bolszewickimi „socjalistami” w dziele zniszczenia Rosji? Wiemy o poufnych kontaktach trwających aż do śmierci Piłsudskiego (ludzie rządzący wówczas w Warszawie i Moskwie dobrze się znali), o czym w sposób mało zręczny dla obecnych „antykomunistów” wspominają pamiętniki piłsudczyków (i ich żon, np. Jadwigi Beck);
  • czy animatorem zamachu stanu w maju 1926 roku był wywiad brytyjski, który chciał tym samym ograniczyć francuskie wpływy w Warszawie i wzmocnić stronnictwo proniemieckie?
  • jakie były zobowiązania Piłsudskiego wobec niemieckich protektorów w kwestii zachodnich granic Polski i jak wytłumaczyć pasywną postawę władz w Warszawie wobec Powstania Śląskiego i Powstania Wielkopolskiego?
  • dlaczego rząd Jędrzeja Moraczewskiego został uznany tylko przez Berlin?
  • dlaczego niepodległościowi politycy tego okresu nie protestowali przeciw przydzieleniu przez Niemców części Polski „samostijnej” Ukrainie (np. Chełmszczyzny) w Pokoju Brzeskim?

A przede wszystkim, czy bolszewicki przewrót w listopadzie 1917 roku, który zmienił historię świata (i naszą!), był wykonaniem berlińskiego rozkazu obalenia tymczasowego rządu Republiki Rosyjskiej, z którym chciał zawrzeć pokój główny sojusznik, czyli austriacki Wiedeń?
Dziś już wiemy, że pomysł, aby dokonać tego przewrotu właśnie na początku listopada, powstał nagle, a większość bolszewickiego kierownictwa była nim… zaskoczona.

Możemy przyjąć jako pewnik, że prawdy o naszej historii sprzed stu lat należy szukać w archiwach berlińskich i austriackich, gdyż tam, podobnie jak w przypadku bolszewików, był ośrodek decyzyjny tworzący zręby ówczesnej (i współczesnej) Mitteleuropy. I był w swych działaniach bardzo skuteczny.
Gdyby nasz polski wątek sprawdzić równie rzetelnie, co działalność Aleksandra Parvusa, to być może zacząłby (w przenośni i dosłownie) pękać spiż niektórych pomników. I nie bójmy się jednak prawdy. Nie przestaniemy być przez to Polakami. Może zmienimy tylko punkty odniesienia oraz wzorce. Jeżeli są fałszywe, to nie ma czego żałować.