Radosław S.  Czarnecki, Wrocław: GARŚĆ  REFLEKSJI  UCZESTNIKA  WARSZAWSKIEJ  DEBATY „Komu służy zamieszanie wokół sądów ? która odbyła się 5 sierpnia 2018

     

Arys­tokrac­ja  się przeżyła: to nie ludzie –  to wid­ma!      Za długo no­siła na so­bie ludzkość te wid­mo­we wszy. Ka­pita­lizm to złośli­wy no­wotwór, który zaczął gnić, zja­dać i gan­gre­nować or­ga­nizm, który go wy­dał – oto dzi­siej­sza społeczna struk­tu­ra.

                                                      WITKACY

         Mój sąd – który wyrażałem jasno, podczas debaty i w swej dotychczasowej publicystyce nie raz – jest taki, iż lewica winna protestować przeciwko łamaniu zasad państwa prawa, protestować mocno i żarliwie (gdyż to co się dzieje w naszym kraju stanowi zalążki quasi-faszystowskich opresji immanentnych państwu kato-narodowemu a’la Włochy Mussoliniego), ale pod swoimi sztandarami, ze swoją retoryką i narracją, ze swoimi wartościami na ustach i obroną dorobku lewicy (en bloc) w globalnej kulturze i cywilizacji. Dlaczego lewica winna zachować wyjątkową – zwłaszcza dziś, przed jakimikolwiek wyborami i decyzjami politycznymi – ostrożność przed zbytnią fraternizacją z tzw. obozem liberalnym (a de facto – neoliberalnym gdyż klasycznych liberałów w naszym kraju szukać należy ze świeczką) ? Z wielu powodów.    

     O odbudowie wpływów lewicy w Polsce, zarówno w wymiarze parlamentarnym jak i narracyjnym, nie ma nawet co wspominać. Ten czas jest bowiem odpowiednim momentem – może jednym z ostatnich w najnowszej historii naszego kraju – aby zaakcentować obecność tej formacji (en bloc, bez wzajemnych swarów, kopania po kostkach, pretensji i złośliwości) w polskim życiu publicznym. Aby powrócić „z przytupem” (czyli z samodzielnym, oryginalnym i nowatorskim – wobec wszechobecności prawicy – modernistycznym programem zmiany sytuacji w Polsce) do nadwiślańskiego życia publicznego. Bo przykładów z politycznej praktyki innych krajów jest aż nadto, iż życie publiczne jest możliwe przez dekady bez lewicy i partii niosących te ideały. Co rodzi określoną sytuację społeczno-polityczno-kulturową.   

     Czołowa i pretendująca do przewodniej siły oporu społecznego siła (sadowiąca się na scenie politycznej w roli hegemona) za jaką chce uchodzić Platforma Obywatelska jest absolutnie niewiarygodna. I to nie tylko dla lewicowych wartości i pomysłów „na Polskę po PiS-ie”. Bo czy ktokolwiek z jej reprezentantów przedstawił konkretne plany reform życia publicznego, państwa, administracji, polityki en bloc  ? A  że są one w bardzo wielu sferach konieczne i muszą być przeprowadzone tego nikt zdroworozsądkowy i odpowiedzialny nie neguje. Czy ktokolwiek z tego obozu zajmuje nie reaktywne, nie doraźne, nie wedle improwizowanych chwilą stanowisko na fakt demolowania przez PiS systemu prawno-konstytucyjnego w Polsce, na jakość ich rządów tak aby społeczeństwo dostało wyraźny sygnał od tzw. elit politycznych będących w opozycji do rządzącej prawicy iż po odsunięciu PiS-u od władzy to i to zostawimy (bo jest pożyteczne, jedynie poprawimy w tym i w tym aspekcie), a to co nie jest zgodne z  konstytucyjnym porządkiem i przeczy zasadom państwa prawa – wyrzucimy do kosza. Z dogłębnym uzasadnieniem dlaczego.  Mniej o karaniu sprawców, więcej o elementach pozytywnego programu. Zwłaszcza w przedmiocie oddania państwa społeczeństwu, wspólnotom lokalnym, grupom obywatelskim itd. I jasny, zdecydowany kurs na świeckość państwa oraz cywilizowanego porządku prawnego.  

     Bez takiego przekazu lud odbiera wszelkie protesty, swary, połajanki polityków obu obozów i skupionych wokół nich tzw. obywatelskich gremiów (a de facto będących agendami poszczególnych koterii politycznych) jako chęć powrotu do tego co było przed 2015 rokiem i co przyczyniło się moim zdaniem w lwiej części do zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości.

     Czyli pozytywny program będący autentyczną – nie kosmetyczną, nie przypudrowaną stanu sprzed 2015 roku – alternatywą dla nacjonalistyczno-klerykalnej i neoliberalnej wersji proponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość.   

     Drugi aspekt sporów przejawiających się na tym tle to niedopuszczalna zdaniem zwolenników najszerszego i możliwie najdalej idącego w programowo-ideowym amorfizmie frontu anty-pisowskiego to problem rzekomej krytyki elit (poniekąd swoiście rozumianej arystokracji). Wielu przedstawicieli obozu demo-liberałów sądzi, iż krytyka elit jaką uprawia część lewicy jest anty-społeczna, populistyczna, szkodliwa i krótkowzroczna. Źle służąca perspektywie odsunięcia PiS-u od władzy. Ja uważam coś przeciwnego. Lewica, poważna i programowo dojrzała, krytykuje nie elity jako takie, a tzw. elitaryzm klas uprzywilejowanych w Polsce, uważających się właśnie za elity. Elitaryzm – a priori przeciwstawny egalitaryzmowi który jest jednym z zasadniczych kanonów lewicowości – to pogląd wedle którego pewne jednostki czy grupy społeczne są bardziej wartościowe od innych i przez to predestynowane do zajmowania uprzywilejowanych pozycji w społeczeństwie. Ta predestynacja wynikać może z racji urodzenia (wspomniana w motto „arystokratyczność” i w polskim imaginarium „ziemiańskie tradycje”), z posiadanych lub wrodzonych talentów, wykształcenia, rasy, religii, pochodzenia społecznego, koneksji polityczno-rodzinnych (tzw. nepotyzm), płci etc. Elitaryzm jest poglądem politycznym i etycznym, także praktyką, nie doktryną. Lewica atakując i nie wyrażając zgody na elitaryzm sprzeciwia się tym samym konserwatywnym i opartym o skostniałe tradycje hierarchizujące oraz stratyfikujące społeczeństwo. Sam w sobie on bowiem przeczy pluralizmowi (czyli demokracji), zasadzie równych szans i wspomnianemu egalitaryzmowi. Prowadzi – jeśli bierzemy pod uwagę wykształcenie (a ono jest  bezpośrednio związane z umiejscowieniem człowieka na drabinie społecznej hierarchii co wynika z rozpiętości dochodowych) – do rządów merytokracji co jest sprzeczne nie tylko z paradygmatami lewicowości, ale stoi w opozycji do rozumienia zasadniczych kanonów liberalnej demokracji.

     Dlaczego o tym trzeba przy tych okazjach mówić ? Protesty w naszym kraju – i stwierdzono to jasno podczas debaty – gromadzą dziś znacznie mniej osób niż np. przed rokiem. Dotyczą i dotyczyły przeważnie dużych aglomeracji miejskich oraz środowisk tzw. inteligenckich co wiązać należy z ich poparciem dla opcji neoliberalnej, życia wedle pryncypiów zakreślonych przez rynkowych ortodoksów pojęciem laissez faire. Grup ludzi będących beneficjentami systemu z jakim mieliśmy do czynienia podczas 8-mioletnich rządów poprzedniej koalicji (neoliberałowie czyli PO, klon polityczno-mentalno-doktrynalny dawnej Unii Wolności i jej salonowo-familiarnych hybryd oraz typowa partia konserwatywno-chadecka jaką jawi się PSL) i które zaowocowały ich porażkami wyborczymi. Dziś królują tu żal i zaskoczenie. Świadczą najlepiej o tym wzbierającym rozgoryczeniu i słownej agresji, pretensjach i rozczarowaniu (wynikających z niezrozumienia, ignorancji, braku krytycznej autorefleksji nad poczynaniami polityków obozu demo-neoliberalnego) wypowiedzi części prominentnych reprezentantów tych gremiów takich jak Dorota Wellman, Tomasz Lis, Jan Hartman, Andrzej Celiński, Walter Chełstowski czy Eliza Michalik.

     Całe to środowisko, politycy, ich zwolennicy, bezrefleksyjni wyborcy i wielbiciele jedynie słusznej ideologii neoliberalnej mówiącej, że tylko rynek i jego zasady są sprawiedliwe i niezmienne (czyli zysk, rentowność, relacja sprzedający vs kupujący, pracodawca vs pracobiorca – a praca jest towarem – a godnym admiracji jest przede wszystkim właściciel kapitału), ślepi wyborcy PO i „resztówki po Unii Wolności” nie przerobili mimo upływy 3 lat od wyborów AD’2015 bez mała sentencji Arystotelesa mówiącej, iż „……nie poznamy prawdy nie zgłębiając przyczyn”.    

     I to jest kolejny aspekt determinujący brak zaufania lewicy do czystości intencji tzw. obozu liberalno-demokratycznego (a de facto – neoliberalnego), który wielokrotnie w najnowszej historii dawał dowody swej pychy, buty, nieliczenia się z innymi podmiotami życia politycznego, dogmatyzmu i pogardy dla inaczej myślących. Zwłaszcza lewicy. Głosowania sejmowe tego obozu nad zasadniczymi elementami psującymi państwo prawa – IPN, CBA, kult tzw. żołnierzy wyklętych, polityka wschodnia, ukłony w stosunek do Kościoła kat. itd. – jak również brak jakiejkolwiek reakcji na rządy PiS-u 2005-07 (nikt nie został pociągnięty do jakiejkolwiek odpowiedzialności za jawne przekroczenia prawa i porządku konstytucyjnego)  uznawać można za ciche wsparcie dla pomysłów  Prawa i Sprawiedliwości w tej mierze, a braku reakcji na „wyczyny” rządów Partii Prezesa Kaczyńskiego stał się przyzwolenie dla takich działań w przyszłości. Jest to więc partner wiarygodny, poważny, odpowiedzialny ?

     Gdy obok tzw. obywatelskich protestów próbują czołowe miejsca zająć politycy tego obozu, zapalać się winna lewicy „czerwone światełko”. I nie jest tak jak mówią niektórzy zwolennicy amorfizmu politycznego, będącego de facto koalicją „od lasa do Sasa” spajanej tylko anty-pisizmem. Nie jest problem w takim razie np. udział prof. Leszka Balcerowicza w owych demonstracjach (to przykład najbardziej skrajny) i „nie stawania obok niego”. Nie, nie o to chodzi. Mówię o czynnych politykach Platformy Obywatelskiej (oraz .nowoczesnej.pl będącej w zasadzie klonem ideowo-doktrynalnym PO, clou neoliberalnego myślenia o świecie i człowieku) zwłaszcza Grzegorzu Schetynie (i całym kierownictwie tej Partii)  egzemplifikującym wszystkie wady i grzechy rządów koalicji PO-PSL i prezydentury Bronisława Komorowskiego. Ostatecznym dowodem na niewiarygodność tej formacji niech będzie fakt, iż po porażkach wyborczych – a to jest standard cywilizowanych i demokratycznych partii z Zachodu Europy – kierownictwo takiej asocjacji politycznej podaje się do dymisji, sprzyjając  tzw. nowemu otwarciu. Trwanie kierownictwa PO na czele z Grzegorzem Schetyną utwierdza jedynie taki oto społeczny odbiór: nic się nie stało, walczymy o powrót do władzy po to aby było jak było …..  Brak konkretnych programów – o czym pisałem wcześniej – tylko potwierdza takie stwierdzenie i taki odbiór.

     Lewica winna – jak podkreśliłem – protestować, mocno i żarliwie, ale przeciwko łamaniu konstytucyjnego i prawnego porządku przez rządzącą prawicę. Absolutnie nie w obronie konkretnych osób (Małgorzata Gersdorf czy Andrzej Rzepliński), które swoimi poczynaniami – niekonsekwentnymi, chwiejnymi, ułomnymi etycznie i jurydycznie – przyczyniły się do deptania zasad państwa prawa i wielu zapisów konstytucji, stając tym samym jeśli nie w jednym szeregu to na pewno w gronie ludzi sprzyjających zaistniałej obecnej sytuacji. I nie jest istotnym czy były to czyny oraz decyzje świadome bądź wymuszone ważnych publicznie osób, chodzi o efekty i wydźwięk biorąc pod uwagę ich pozycję i rangę sprawowanych urzędów.         

     Na postawione pytanie, mające być leif motivem debaty – >Komu sluży zamieszanie wokół sądów ?< – trzeba odpowiedzieć, iż na pewno PiS-owi. Mobilizuje on wokół tzw. naprawy systemu, hasłom typu oddajemy Polskę Polakom itd. a także dyskontuje (w wyniku braku konkretów programowych ze strony oponentów politycznych czyli wspomniana tu reaktrywność a nie progresywność) bezpłodność tzw. opozycji, sprowadzając debatę do połajanek i wyznaczając swym interlokutorom politycznym własne pole bitwy, na własnych zasadach i wedle pisowskiego pomyslu na nasze państwo. I właśnie w opozycji do takich reguł gry politycznej winna się pozycjonować lewica w trakcie potrzebnych, wymaganych i moralnie uzasadnionych protestów.

 

Reklama

Piotr Szumlewicz: PiS-owski matrix Rafała Wosia

Tekst z portalu lewica pl. http://lewica.pl/?id=31929&tytul=Piotr-Szumlewicz:-PiS-owski-matrix-Rafa%B3a-Wosia   [2018-08-22 23:16:30]      

Tekst ukazał się w kwartalniku „Bez Dogmatu”.

Jednymi z ważnych cech autorytarnej władzy są mechanizmy korumpowania opozycji i rozpowszechniania zachowań konformistycznych. Dla kariery, poklasku, pozycji nawet mądrzy ludzie skutecznie wmawiają sobie, że władza zasługuje na ich poparcie. 

Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy Rafał Woś wspiera Prawo i Sprawiedliwość z niewiedzy, czy z konformizmu. Właściwie nie ma to znaczenia. Liczy się przekaz i konsekwencje. Jako osoba z dużym autorytetem wśród części polskiej lewicy, Woś od wielu miesięcy konsekwentnie przekonuje lewicowych czytelników do PiS-owskiej polityki społeczno-ekonomicznej. Sam siebie tytułuje „czołowym polskim symetrystą”, a tymczasem jego teksty coraz częściej powielają propagandę obozu rządzącego. Dotyczy to zresztą nie tylko Wosia. Osoby tytułujące się symetrystami zazwyczaj ostro i bezkompromisowo atakują największe partie opozycyjne i z umiarem oceniają nawet najbardziej nieudolne i szkodliwe posunięcia rządu.

Osoby znające publicystykę Wosia przywykły, że mnóstwo ważnych zagadnień to dla niego tematy zastępcze, niegodne uwagi: ograniczanie prawa do aborcji, dyskryminacja LGBT, nagonki na uchodźców, wielomilionowe prezenty dla Tadeusza Rydzyka i postępująca klerykalizacja kraju, antykomunizm i odbieranie nabytych praw osobom, które pracowały w PRL-u, wielokrotne złamanie Konstytucji przez obóz rządzący i zawłaszczenie Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa, podporządkowanie władzy służby cywilnej, propaganda w TVP godna reżimów totalitarnych, niszczenie kultury i sztuki, indoktrynacja narodowo-katolicka w szkołach, budowanie bojówek paramilitarnych i wsparcie dla agresywnych ruchów nacjonalistycznych, represje wobec protestujących działaczy opozycyjnych – wszystkie te działania partii rządzącej nie robią na Wosiu wrażenia. Ważne, aby władza dawała ludowi chleb i pracę, a lewica powinna się nią zachwycać.

Nawet jednak przy tak „subtelnej” wizji lewicowości zdumiewa coraz bardziej bezkrytyczna akceptacja działań rządu przez Wosia. Wszak jeśli sprowadzimy lewicowość do stabilnej pracy i płacy, polityki pełnego zatrudnienia i rozwiniętej polityki społecznej, to również wtedy trudno uznać PiS za partię lewicową. Mimo to kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się od Wosia, że polityka społeczno-gospodarcza rządu jest „nowoczesna”, a opozycja „anachroniczna” (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,22961229,wos-pis-jest-nowoczesny-a-opozycja-anachroniczna-przynajmniej.html). Na czym polega ta „nowoczesność”? Oczywiście na wspaniałym programie Rodzina 500+, a anachroniczność opozycji na tym, że ośmiela się ten program krytykować. Czy faktycznie sprawa jest tak prosta jak konstrukcja cepa? Partia, która daje 500 zł na część dzieci, jest bezdyskusyjnie dobra, a ta, która ma wątpliwości, z automatu zła? A może są inne drogi? W socjaldemokratycznej Szwecji świadczenia pieniężne na dzieci są niskie, a władze stawiają na system usług publicznych i aktywizację zawodową kobiet. PiS zniósł obowiązek edukacji szkolnej dla sześciolatków, obniżył wiek emerytalny dla kobiet, a do opieki instytucjonalnej podchodzi z dystansem. W efekcie szybko spadają wskaźniki aktywności zawodowej kobiet. Co na to Woś? Nie komentuje – najwyraźniej dezaktywizacja kobiet to dla niego temat zastępczy, a wszelka krytyka programu Rodzina 500+ pochodzi od złych neoliberałów. Koniec rozmowy. Co poza 500+? „Państwo próbuje (całkiem po keynesowsku) odgrywać rolę drugiego silnika polskiej gospodarki” – czytamy u Wosia. Co ma na myśli? Nie tłumaczy. Czyżby chodziło o obniżkę podatku CIT dla części firm? A może o wsparcie dla samozatrudnienia w niedzielę? Albo propozycję uczynienia z Polski jednej wielkiej strefy ekonomicznej albo kolejne przywileje dla przedsiębiorców zawarte w Konstytucji Biznesu premiera Mateusza Morawieckiego? Trudno powiedzieć. Może też Wosiowi podoba się, że rząd nie kryje dążenia do ręcznego sterowania gospodarką – tyle, że dokonuje się to nie poprzez mechanizmy większej redystrybucji dochodów, lecz w drodze błyskawicznego obsadzenia swoimi ludźmi wszystkich możliwych spółek i instytucji oraz dążenia do upolitycznienia sektora prywatnego. Faktycznie tego typu działania PiS podejmuje, jednak nie mają one wiele wspólnego z Keynesem, a raczej przypominają politykę gospodarczą generała Franco.

Woś do tego stopnia nie znosi opozycji, że w innym swoim felietonie deklaruje, iż bliższy od polityków opozycyjnych jest mu… Tadeusz Rydzyk. (). „Kaczyński i Rydzyk jądrem polskiego wstecznictwa? To już nieaktualne. Dziś nie ma nad Wisłą większych konserwatystów niż zajadle anty-PiS-owska opozycja?” – mogli przeczytać kilka tygodni temu zdumieni czytelnicy. Można byłoby jeszcze od biedy zrozumieć, gdyby napisał o Tadeuszu Cymańskim, ale o Rydzyku!? Można bardzo nie lubić programu Nowoczesnej czy PO, ale dla każdego myślącego człowieka Kamila Gasiuk-Pihowicz czy Borys Budka są praktycznie pod każdym względem lepsi od nienawistnego ksenofoba, a zarazem roszczeniowego milionera z Torunia. Dlaczego więc Woś broni tak dziwnej tezy? Z tekstu dowiadujemy się po raz kolejny, że prawo do aborcji albo związki partnerskie to tematy zastępcze, którymi żyje opozycja. Kluczowe są sprawiedliwość społeczna, nierówności czy wyzysk pracy przez kapitał, a o tym, jego zdaniem, mówi… PiS. Trudno powiedzieć, w czym przejawia się sprawiedliwość albo walka z nierównościami u Rydzyka, ale Woś jakimś cudem je znalazł. No i znowu słyszymy mantrę o cudownym programie Rodzina 500+. Nieoczekiwanie w tekście Wosia pojawia się też słowo „ksenofobia”. Kto jest ksenofobem? Nie Rydzyk! Nie Błaszczak! Ksenofobem jest każdy, kto krytykuje 500+. Koniec artykułu.

Najnowszy felieton Wosia zdumiewa może nawet bardziej niż poprzednie (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23151218,wos-nowy-kodeks-pracy-zabije-smieciowki-spodziewajcie-sie.html). Dowiadujemy się bowiem z niego, że „nowy kodeks pracy to osinowy kołek na wampira śmieciowego zatrudnienia”, choć nawet jeden z głównych architektów nowego Kodeksu, minister Rafał Zieleniecki, deklaruje, że jednym z głównych celów nowych rozwiązań jest wzrost… elastyczności na rynku pracy. Trudno zresztą ministrowi odmówić racji, skoro w nowym Kodeksie pojawiło się mnóstwo skrajnie antypracowniczych rozwiązań, w tym nowe formy niestabilnego zatrudnienia, ułatwienia w zwalnianiu pracowników czy możliwości niepłacenia za nadgodziny przez pracodawców. Ale Woś uprzedza krytykę. „Opozycja będzie straszyć, że to kodeks od PiS-u” – przekonuje i ogłasza, że nowy Kodeks jest doskonały, gdyż obok opozycji krytykuje go też część… pracodawców. A że krytykują go też największe centrale związkowe? Najwyraźniej tego Woś nie odnotował.

Rafał Woś jest wykształconym człowiekiem, który wie, o czym mówi. Trudno uwierzyć, że naprawdę uważa nowy Kodeks Pracy za milowy krok na drodze ku poprawie stosunków pracy w Polsce albo że Rydzyka ma za nowoczesnego polityka. Być może zdaniem Wosia te kuriozalne deklaracje sprawią, że zaskarbi sobie sympatię władzy. Może też Woś przekona część wyborców lewicy do zagłosowania na PiS albo sam wystartuje z list Prawa i Sprawiedliwości. Wydaje się to coraz bardziej realne. Tyle tylko, że ani lewica, ani ludzie pracy nic z tego nie będą mieli.

 

 

Piotr Ciszewski: IPN kontra Dąbrowszczacy?historia bez IPN/

 

31923

http://lewica.pl/?id=31923&tytul=Piotr-Ciszewski:-IPN-kontra-D%B1browszczacy

Gdański oddział Instytutu Pamięci Narodowej wytoczył najcięższe działa aby uderzyć w Dąbrowszczaków, polskich ochotników walczących z faszyzmem w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Zorganizował, wspólnie z opanowanym przez “dobrą zmianę” Muzeum Drugiej Wojny Światowej, trzydniową “międzynarodową konferencję naukową”. Okazała się ona jednak niewypałem, pokazując jak niemerytoryczna oraz pełna podstawowych błędów jest IPNowska wersja historii.

Przyczynkiem do organizacji wydarzenia, które odbyło się w dniach 26-28 czerwca był spór o nazewnictwo ulic. Gdański IPN mocno zaangażował się w zmianę ulicy Dąbrowszczaków w tym mieście na ul. Kaczyńskiego. Po zakwestionowaniu decyzji dekomunizacyjnej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny, IPN przystąpił do obrony współczesnej “polityki historycznej”. Zapowiedział więc, że zorganizuje “międzynarodową” konferencję na temat polskich antyfaszystów walczących przeciwko puczowi generała Franco. Wkrótce potem zapowiedź okazała się fałszywa. Trzydniowa konferencja, mimo całego rozmachu, nie spełniła kryteriów stawianych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wydarzeniom międzynarodowym. Z zagranicy przybyło tylko 4 na 37 prelegentów. Mimo reklamowania konferencji „Dąbrowszczacy w trzech odsłonach: wojna domowa, II wojna światowa, PRL” w mediach publicznych oraz szerokiej promocji w internecie, zainteresowanie nią wyrazili głównie prelegenci oraz pracownicy IPN. Wielka sala wykładowa w Muzeum Drugiej Wojny światowej świeciła pustkami tak bardzo, że nawet lokalna TVP nie była w stanie pokazać „tłumnie zgromadzonych” słuchaczy.

„Losy poszczególnych dąbrowszczaków pokazują, jak zły był ich wkład w budowę powojennej Polski, jak mocno przyczynili się do przeniesienia zła, które funkcjonowało w okresie wojny domowej w Hiszpanii, na ziemie polskie po II wojnie światowej” – zawyrokował w pierwszym wystąpieniu prof. Mirosław Golon, dyrektor gdańskiego IPNu. Doktor Karol Nawrocki, dyrektor Muzeum Drugiej Wojny światowej z PiSowskiego nadania, zakończył wstęp do konferencji stwierdzeniem „a poza tym uważam, że ulice dąbrowszczaków w demokratycznej Polsce należy zlikwidować”, co już pozwoliło zrozumieć jaki poziom prezentowało wydarzenie. 

Przy okazji zapowiedzi twórcy „polityki historycznej” potknęli się po raz pierwszy. „Przedstawione zostaną między innymi zbrodnie popełnione przez przedstawicieli formacji Dąbrowszczaków” pisali w mediach społecznościowych. Byłyby to rzeczywiście przełomowe informacje wpływające na stan współczesnej wiedzy historycznej. Żaden z uznanych historyków nie udowodnił bowiem dotąd rzekomych zbrodni wojennych Dąbrowszczaków. Informacji o nich próżno szukać również w źródłach hiszpańskich. Zapytany, podczas konferencji o dowody na kryminalne działania antyfaszystów, dr Tadeusz Miłkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, powiedział, że nie wyklucza ich udziału w prześladowaniu Kościoła podczas wojny domowej. Wśród zaproszonych do wygłoszenia wykładów „naukowców” znalazł się Adam Wielomski, sympatyk Ruchu Narodowego, wybielający w swoich publikacjach dyktaturę Francisco Franco i usprawiedliwiający bunt hiszpańskich generałów przeciwko legalnym władzom republiki.

Już same zapowiedzi referatów pokazały jak bardzo IPN jest gotów naginać prawdę historyczną podczas swojej konferencji. Sytuację przed Wojną Domową w Hiszpanii przedstawił dr Pablo de la Fuente de Pablo, współpracownik KUL, który jakiś czas temu na łamach „Naszego Dziennika” skarżył się, że uciekł z Hiszpanii do Polski, gdzie „znalazł normalność”. Nie mógł się pogodzić między innymi z „kłamstwami” o „demokratycznych i pacyfistycznych rządach Republikanów w Katalonii w latach 1936-1939” („Nasz Dziennik” 30.03.2013). Zdaniem gościa z Hiszpanii winę za rebelię generałów mieli ponosić… hiszpańscy socjaliści, którzy już w 1933 roku się „zbolszewizowali”. Wcześniej w zapowiedzi jego referatu gdański IPN przypomniał, że „Bunt części armii stanowił ramy dla stworzenia Hiszpanii w 1936 r.”. Tym samym instytut dopuścił się promowania totalitarnych i autorytarnych praktyk. Warto przypomnieć, że w roku 1936 Front Ludowy, którego trzon stanowiła partia socjalistyczna, doszedł do władzy w wyniku legalnych wyborów. „Bolszewizacja” polegała między innymi na dosyć umiarkowanej reformie rolnej i promowaniu świeckiego szkolnictwa. Generałów z kolei nikt nie wybierał, wystąpili przeciwko własnemu społeczeństwu, powodując, już w pierwszych dniach wojny, tysiące cywilnych ofiar.

IPN zapowiadał, że w toku konferencji przedstawi pochodzenie i losy polskich ochotników walczących przeciwko rebelii generała Franco. W programie spotkania nie znalazł się żaden dotyczący tego referat. Maciej Kwiatkowski z Archiwum Archidiecezji Warszawskiej przedstawił za to dokumenty o Dąbrowszczakach pochodzące z Archiwum Akt Nowych, świadczące jakoby większość z nich była komunistami. Manipulacja opierała się na tym, że w AAN nie ma akt osobowych z czasów Wojny Domowej, a jedynie te, które zgromadził działający przez krótki okres po Drugiej Wojnie Światowej Związek Dąbrowszczaków. Nie zrzeszał on nawet wszystkich ochotników, którzy po roku 1945 znaleźli się w Polsce. Archiwa Brygad Międzynarodowych zostały w większości zniszczone. Zachowały się jednak ich fragmenty świadczące, że Dąbrowszczakami byli głównie polscy robotnicy emigranci z Francji i Belgii – deklarujący przynależność do związków zawodowych, ale głównie bezpartyjni. IPN nie wziął też pod uwagę, iż w roku 1936 bycie komunistą nie oznaczało wcale popierania polityki Stalina.

Większą część konferencji poświęcono nie na omówienie konfliktu w Hiszpanii, lecz udowadnianie tezy, iż Dąbrowszczacy stali się jedną z podstaw aparatu bezpieczeństwa Polski Ludowej. W tym celu organizatorzy wydarzenia wybrali sobie kilka pasujących do ich schematu postaci takich jak generał Wacław Komar. Doktor Daniel Czerwiński z gdańskiego IPN wygłosił referat „Dąbrowszczacy w aparacie bezpieczeństwa Polski Ludowej. Próba wstępnego ujęcia zjawiska” przyznając przy tym, że opiera się na jedynie kilkudziesięciu przeanalizowanych biogramach. Dąbrowszczaków, którzy przeżyli Drugą Wojnę światową było z kolei ponad 1000. Tematy „niewygodne” zapowiadano wprawdzie w promującej konferencję broszurze, jednak zabrakło ich na konferencji. Można by do nich zaliczyć na przykład udział Dąbrowszczaków we francuskim ruchu oporu podczas Drugiej Wojny Światowej. Wielu z nich jest do dziś uznawanych nad Sekwaną za bohaterów walki „za wolność waszą i naszą”. „Niewygodne” byłoby z pewnością również opowiedzenie o tych ochotnikach, którzy po roku 1945 włączyli się w odbudowę Polski nie jako funkcjonariusze UB, lecz spółdzielcy czy lekarze.

Całą sesję poświęcono za to Dąbrowszczakom w historiografii PRL, aby wytłumaczyć dlaczego mieszkańcy Gdańska i innych miast pozytywnie odbierają rolę polskich antyfaszystów walczących w Hiszpanii. Z ideologicznym wsparciem śpieszyli tu między innymi przedstawiciele Muzeum Drugiej Wojny Światowej.

Znamienne jest, że organizatorom Konferencji nie udało się pozyskać żadnego znanego historyka, ani z zagranicy, ani nawet z Polski. Brak przedstawicieli hiszpańskiej nauki, na co dzień badających zagadnienia związane z Wojną Domową, był bardzo znaczący. Wydarzenia zorganizowanego przez gdański IPN we współpracy z Muzeum Drugiej Wojny Światowej nie można nazwać naukowym i bezstronnym. Chodziło o udowodnienie z góry założonej tezy, a nie poruszanie „niewygodnych” tematów. Przedstawiciele IPN zachwalali trzydniowe spotkanie w lokalnych mediach. W lokalnej TVP 27 czerwca dr Paweł Libera z IPN odbył debatę z doktorem Maciejem Korkuciem z krakowskiego oddziału IPN. Po zażartej dyskusji obaj zgodzili się, że Dąbrowszczacy jako „realizatorzy polityki Stalina” nie powinni być upamiętniani.

Nie wiadomo ile kosztowała konferencja. Jedno jest pewne – pieniądze na autopromocję pracowników IPN wyłożyli podatnicy, a „naukowe” wydarzenie nie przyczyniło się w żaden sposób do poprawy stanu badań nad historią 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /   

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/12/radoslaw-czarnecki-makkartyzm-po-polsku-z-tygodnika-przeglad-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

LIST DO POLAKÓW na 100 lecie niepodległości, gdzieś wam zapodziało się 45 lat PRL-u!!!!! (Tekst z ze strony od sanacji do  III RP) https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/