Piotr Szumlewicz: Polskie państwo wyznaniowe

Portal lewica.pl [2018-06-18 20:49:26] >>>  http://lewica.pl/?id=31894&tytul=Piotr-Szumlewicz:-Polskie-pa%F1stwo-wyznaniowe

Tekst pochodzi ze 114 numeru kwartalnika „Bez Dogmatu”

*************************************

Przywileje i nadużycia Kościoła katolickiego po ostatnich wyborach parlamentarnych praktycznie przestały być przedmiotem debaty publicznej. Wiele się mówi o zawłaszczaniu kolejnych instytucji przez partię rządzącą, o fatalnie przygotowanych ustawach, autorytaryzmie, niszczeniu praworządności, o ksenofobii i nacjonalizmie, ale klerykalizacja państwa praktycznie znikła z debat telewizyjnych i przekazu czołowych partii. Z przyczyn oczywistych nie mówi o niej PiS, milczy PO i PSL, Nowoczesna też nie ma na ten temat wiele do powiedzenia. Z partii pozaparlamentarnych czasem wspomina o państwie wyznaniowym SLD czy Razem, bez skutku próbują się przebić nieliczne organizacje świeckie i antyklerykalne. Słuchając głosów politycznych i dziennikarskich, mogłoby się wydawać, że rola Kościoła zmniejszyła się i walka z jego nadużyciami nie jest dzisiaj istotną kwestią.
Tymczasem imperium Kościoła rozrasta się, księża otrzymują kolejne przywileje, a Polska coraz wyraźniej staje się krajem wyznaniowym, w którym instytucje państwowe są podporządkowywane ortodoksji katolickiej.

Po ostatnich wyborach parlamentarnych miało miejsce wiele zdarzeń, które w groteskowy wręcz sposób unaoczniają splot władzy politycznej z Kościołem katolickim. 19 listopada 2016 roku w polskich kościołach odczytano specjalny akt, zgodnie z którym Jezus Chrystus został mianowany Królem i Panem Polski, a w uroczystości nadania mu tych tytułów brał udział prezydent Andrzej Duda. Mówiło się wtedy między innymi o tym, że Jezus powinien królować w urzędach, miejscach pracy, miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim.

W Sejmie na rozpatrzenie czeka wniosek grupy posłów, głównie z klubów Kukiz’15 i PiS, aby 14 kwietnia został ogłoszony Świętem Chrztu Polski. Nowe święto państwowe zdaniem ustawodawców miałoby służyć upamiętnieniu chrystianizacji Polski oraz być dniem narodowej refleksji nad sprawami ojczyzny. 

Kilka miesięcy temu Sejm przegłosował uchwałę w sprawie uczczenia setnej rocznicy objawień fatimskich. Czytamy w niej, że „w swoim orędziu Matka Boża objawiła największe wydarzenia XX w., a jego przesłanie jest nadal aktualne. W sposób niezwykle dramatyczny, poprzez przekazanie trzyczęściowej tajemnicy oraz spektakularny cud słońca, Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę, że ludziom do szczęścia tak naprawdę potrzebny jest tylko wszechmocny Bóg, który stworzył nas dla siebie i pragnie podzielić się z nami pełnią szczęścia. Rzadko które wydarzenie religijne odegrało tak ważną rolę w dziejach Kościoła i całego świata, jak objawienia fatimskie. Mają one także istotny wymiar dla naszej Ojczyzny” .

Z miesiąca na miesiąc rośnie liczba pomników Karola Wojtyły: wzbudzający kontrowersje monument papieża z Bretanii, gdyby przenieść go do Polski, byłby tylko jednym z kilkuset jego pomników w naszym kraju. Mamy też setki szkół, przedszkoli, placów i ulic imienia Jana Pawła II, a kilka miesięcy temu miejscowi radni ogłosili, że Jan Paweł II będzie patronem województwa kujawsko-pomorskiego. Aby uzupełnić urzędowy kult papieża Polaka, instytucje kościelne zaapelowały, aby ustanowić 16 października, czyli dzień wyboru Wojtyły na papieża w 1978 roku, świętem narodowym, a także stworzyć nową nagrodę państwową: order Jana Pawła II; zaapelowały także do polskich samorządów, żeby w każdym regionie obecne były „żywe pomniki” poświęcone papieżowi. Warto pamiętać, że już dzisiaj celebrowana jest data objęcia funkcji papieża przez Karola Wojtyłę, data jego urodzin, śmierci, a ponadto, wraz z Jezusem, jest on uznawany za zwierzchnika Polski.

Obok setek pomników katolickich świętych od lat mamy też nieustanny wzrost liczby krzyży w przestrzeni publicznej. Wyrastają one jak grzyby na deszczu w szpitalach, szkołach, urzędach publicznych. Od wielu lat krzyż wisi też w parlamencie, chociaż mało kto pamięta, że zawieszono go z pominięciem jakichkolwiek procedur pod osłoną nocy.

Nowym elementem katolickiej propagandy jest rewolucja w oświacie, której jednym z głównych celów jest narodowo-katolicki zwrot w podstawach programowych. Już teraz szkoła wpaja uczniom dogmaty katolickie na lekcjach religii, a podręczniki do przedmiotów humanistycznych są pełne treści religijnych. PiS chce jednak dokręcić śrubę i głównym celem nauczania języka polskiego, wiedzy o społeczeństwie czy historii ma być wciskanie młodym ludziom do głowy katolickiej ortodoksji.

Przedstawiciele Kościoła katolickiego są też członkami gremiów, które zatwierdzają i opiniują minima programowe oraz podręczniki szkolne. W konsekwencji trudno zaprzeczyć, że polska szkoła ma charakter wyznaniowy. Obecna ekipa jedynie umacnia katolicki charakter edukacji.

Również w mediach publicznych „dobra zmiana” wiąże się z radykalnym umocnieniem propagandy religijnej. Co prawda, już w minionych latach autorytety kościelne nie były w żaden sposób kwestionowane, ale po wyborach w 2015 roku dominuje nachalna, narodowo-katolicka propaganda. Kilka miesięcy temu Telewizja Polska ogłosiła, że wprowadzi pięć dodatkowych programów katolickich. Ale nawet bez nich katolicka propaganda sączy się z większości programów publicystycznych i informacyjnych TVP, a komentatorzy są tak dobierani, aby przekaz dotyczący kleru był jednoznacznie pozytywny.

Trudno się zresztą dziwić uprzywilejowaniu przekazu religijnego w mediach publicznych, skoro jest ono zagwarantowane w ustawie o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. W artykule 4. tejże ustawy czytamy, że „nadawcą społecznym jest nadawca, którego program upowszechnia działalność wychowawczą i edukacyjną, działalność charytatywną, respektuje chrześcijański system wartości za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki oraz zmierza do ugruntowania tożsamości narodowej” . Natomiast z artykułu 18. dowiadujemy się, że „audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości” . Mamy tu więc jawne uprzywilejowanie konkretnej religii. Wreszcie w artykule 21. czytamy, że jednym z zadań publicznej radiofonii i telewizji jest „respektowanie chrześcijańskiego systemu wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki” .

W polskim prawie mamy też kuriozalny zapis o ochronie uczuć religijnych. Zgodnie z 196. artykułem Kodeksu karnego „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” . Warto zwrócić uwagę, że nie chroni się tutaj grup wyznaniowych, lecz bóstwa i miejsca wyznawania kultu. W praktyce paragraf zamyka usta krytycznym artystom i satyrykom. Oczywiście w ustawie nie ma mowy o uczuciach osób niewierzących.

Również wojsko od niedawna jest zawierzone Bogu. Antoni Macierewicz, jako minister obrony narodowej, na spotkaniu z wysokimi przedstawicielami polskiego wojska ogłosił, że „siłę armii stanowi wielka wiara narodu polskiego, najlepiej symbolizowana przez krzyż Jana Pawła II” .

Polska jest też krajem, w którym służba zdrowia coraz częściej podporządkowywana jest fundamentalistycznej, katolickiej prawicy. Coraz więcej lekarzy powołuje się na tzw. klauzulę sumienia, dającą zielone światło fundamentalistom religijnym, którzy stawiają wyżej własne przekonania religijne niż ludzkie życie i zdrowie. Jeżeli lekarz ma prawo odmówić aborcji zgwałconym kobietom, to równie dobrze może odmówić pomocy ateiście, gejowi albo kobiecie skatowanej przez męża. W praktyce klauzula sumienia daje lekarzom prawo do segregacji pacjentów i uzależniania pomocy od ich partykularnego widzimisię.

Klauzula sumienia zaczyna też wkraczać do aptek. Rozrasta się sieć tzw. aptek pro-life, w których aptekarze z przyczyn religijnych odmawiają sprzedaży prezerwatyw. Nie można w takich aptekach kupić ani tabletek dzień po, ani żadnych środków antykoncepcyjnych. Ministerstwo zdrowia nie kwestionuje tych inicjatyw, a wręcz coraz wyraźniej je wspiera.

Duchowni mają możliwość udzielania ślubów konkordatowych, które wiążą się z takimi samymi skutkami prawnymi jak małżeństwa cywilne. To też element państwa wyznaniowego.

Tymczasem wielkim nieobecnym polskiej debaty publicznej wciąż jest kwestia pedofilii księży. W większości krajów europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych państwowe komisje już dawno podjęły temat pedofilii duchownych, a tamtejsze kościoły wypłacają wielomianowe odszkodowania ich ofiarom. W Polsce wciąż jest to temat tabu, a od ostatnich wyborów znikł z debaty publicznej. Charakterystyczny dla polskiego podejścia do pedofilii w Kościele katolickim jest przypadek jednego z pierwszych skandali na tym tle, czyli sprawa proboszcza z Tylawy, oskarżonego o molestowanie. Prokuratura umorzyła sprawę i dopiero po publikacjach prasowych nakazano przeprowadzenie powtórnego śledztwa. Ostatecznie w sprawie o molestowanie sześciu dziewczynek zapadł wyrok skazujący, choć w zawieszeniu, jednak arcybiskup Józef Michalik jeszcze przez rok pozwolił skazanemu księdzu pracować w tej samej parafii. Potem tenże Michalik został przewodniczącym Episkopatu Polski i kilka lat później ogłosił, że dzieci same prowokują księży do dotyku (mowa o jego słynnej teorii o tym, że dzieci „lgną” do księży i ich prowokują). Mimo tych rewelacji arcybiskup pozostał autorytetem.

Kościół katolicki od lat jest uprzywilejowany w ramach systemu podatkowego i składkowego. Księża w naszym kraju nie są opodatkowani na ogólnych zasadach, a od swojej pracy w parafii płacą symboliczne, zryczałtowane podatki, niezależne od wysokości dochodów. Pieniądze zbierane w czasie nabożeństw, zwane tacą, stanowią dużą część dochodów osób duchownych. Jak kilka lat temu przyznawał kardynał Kazimierz Nycz, co roku kler zbiera na tacy 6 mld zł , nie płacąc od tej kwoty podatku. Jeżeli daję bliskiej osobie prezent za kwotę przekraczającą 5 tys. zł, to zgodnie z polskim prawem muszę odprowadzić podatek. Kościół nie musi odprowadzać podatku od darowizny wartej choćby i 10 mln zł. Kościół nie płaci również podatku VAT od świadczonych przez siebie usług takich jak śluby, pogrzeby czy chrzty. Dochody z działalności gospodarczej kościołów są zwolnione od opodatkowania w części, w jakiej zostały przeznaczone na cele związane z kultem. Kościół nie płaci też podatku od tych nieruchomości, które są wykorzystywane na cele kultu. Podatkiem nie są objęte nieruchomości mieszkalne duchownych. Oczywiście te zwolnienia otwierają furtki do obchodzenia prawa przez osoby spoza Kościoła.

To wszystko jednak dla Kościoła mało, bo dodatkowo państwo przyznaje Kościołowi w ramach Funduszu Kościelnego ponad 100 mln zł rocznie. Politycy kłócą się, co zrobić, aby zapewnić społeczeństwu godne emerytury i zarazem nie zadłużyć państwa, a w tym samym czasie księża otrzymują stabilne, wysokie świadczenia, nie musząc płacić praktycznie żadnych składek.

Kolejne dziesiątki milionów złotych idą na Świątynię Opatrzności Bożej, dalsze na podejrzane inwestycje znanego biznesmena, a przy okazji nienawistnego ksenofoba, księdza Tadeusza Rydzyka. Kościół otrzymuje też setki milionów złotych w postaci środków finansowych dla szkolnych katechetów, dla duszpasterzy w instytucjach publicznych, dla uczelni i szkół katolickich. Uprzywilejowanie Kościoła jest widoczne w finansowaniu z budżetu wyższych szkół katolickich takich jak KUL czy UKSW. 

W Polsce Kościół katolicki jest największym posiadaczem ziemskim, bezpośrednio podporządkowanym innemu państwu, czyli Watykanowi. Mimo to nie obejmują go kontrole żadnej instytucji publicznej, w tym Najwyższej Izby Kontroli, a finanse kościelne pozostają bez nadzoru publicznego, choć Kościół obraca miliardami złotych. 
W tym kontekście warto przypomnieć działanie Komisji Majątkowej. Była to funkcjonująca w sposób niejawny instytucja, która zajmowała się przekazywaniem dóbr publicznych klerowi. Połowę Komisji stanowili przedstawiciele strony kościelnej, którzy sami sobie przyznali nieruchomości warte miliardy złotych. Komisja przestała działać, gdy jej funkcjonowaniem zainteresowało się CBA. Ale śledztwo nie miało dalszego ciągu, choć państwo straciło miliardy złotych.

Odkąd rządzi PiS, środowiska katolickie są też uprzywilejowane odnośnie wszelkich grantów i dotacji ministerialnych. Pisma i organizacje katolickie przeżywają obecnie okres prosperity. Pieniądze płyną do nich szerokim strumieniem. Oczywiście wśród beneficjentów bryluje ksiądz Tadeusz Rydzyk, który dostaje od władzy kolejne prezenty, a mimo to wciąż żąda więcej.

Wreszcie niedawno większość parlamentarna przegłosowała nową ustawę o obrocie ziemią rolną, która zakłada, że rolnik praktycznie nie może sprzedać swojej ziemi, ale zakaz handlowania gruntami rolnymi będzie obejmować wszystkich poza… kościołami, którym zezwolono na handel.

Łącznie polskie państwo co roku obdarowuje kler prezentami w wysokości co najmniej kilku miliardów złotych, a za nowej władzy pojawiają się coraz to nowe prezenty dla Kościoła katolickiego.

Mamy więc do czynienia z systemowym uprzywilejowaniem Kościoła katolickiego na wielu obszarach funkcjonowania państwa i społeczeństwa. Tymczasem zgodnie z prawem polskie władze nie powinny udzielać wsparcia żadnemu Kościołowi. Zgodnie z 25. artykułem Konstytucji RP „władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych”. Niestety ten punkt polskiej Konstytucji od lat jest lekceważony przez kolejne władze, a obecny rząd kompletnie się nim nie przejmuje. Polska jest więc krajem wyznaniowym. Na wielu obszarach życia społecznego Kościół katolicki odgrywa uprzywilejowaną rolę i bezpośrednio wpływa na funkcjonowanie instytucji publicznych. Wszelkie postulaty respektowania zasad państwa neutralnego światopoglądowo spotykają się z ostrą reakcją władzy i samego Kościoła i są przedstawiane jako zamach na demokrację. Prawicowi politycy i dziennikarze wraz z księżmi niekiedy wprost bronią państwa wyznaniowego. W ten sposób należy odczytywać często powtarzane w mediach stwierdzenia, że Polacy są w większości katolikami i w związku z tym księża powinni mieć wpływ na stanowienie prawa, a symbole religijne powinny być obecne w przestrzeni publicznej. W świeckim kraju duchowni nie mają wpływu na ustawodawstwo, a prawo równo traktuje wszystkich mieszkańców, niezależnie od wyznania.

Cóż w tej sytuacji powinny zrobić siły liberalne i lewicowe? Zamiast udawać, że patologie kleru to tematy zastępcze, powinny obnażać obłudę Kościoła i demaskować jego przywileje. Pomimo zwycięstwa w ostatnich wyborach parlamentarnych klerykalnej prawicy, Polacy są bowiem coraz bardziej świeccy i konsekwentnie antyklerykalne ugrupowanie ma szansę zdobyć wysokie poparcie społeczne. 

Reklama

Bloger Adnovum o tym jak Mariusz Błaszczak Minister Obrony Narodowej widzi rozwój polskiej armii, a w tym tzw. terytorialsów, czyli sztandarowego płodu Maciarewicza.

Nie w 2019, ale w 2025 roku – minister Mariusz Błaszczak potwierdził to, na co eksperci od dawna zwracali uwagę, bo tworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej i doprowadzenie ich do gotowości wymaga więcej czasu, niż początkowo zakładał MON. Poinformował też, jakie w najbliższym czasie będą priorytety jego resortu. Padły deklaracje o nowej dywizji i modernizacji armii, choć w ważnych sprawach minister unikał podawania konkretów. Błaszczak przemawiał w czwartek (21.06.2018r.) w Warszawie na święcie Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, które nota bene ma zostać rozwiązane. Mówił między innymi o priorytetach MON na najbliższe lata.

Błaszczak powtórzył wcześniejsze swoje deklaracje, że wojsko ma docelowo liczyć 200 tysięcy żołnierzy, czyli prawie dwa razy więcej niż obecnie. Z jednej strony ma to być efekt formowania Wojsk Obrony Terytorialnej, mających liczyć 53 tysięcy ludzi, a z drugiej strony – utworzenia nowej, czwartej, dywizji wojska zawodowego:

„Ta nowa dywizja jest niezbędna dla naszego bezpieczeństwa, gdyż rząd PO w 2011 roku rozformował 1 Warszawską Dywizję Zmechanizowaną, ignorując rosnące zagrożenie ze wschodu. Trwają prace nad rozmieszczeniem poszczególnych jednostek, wyposażenia ich w sprzęt i uzbrojenie oraz nad planami użycia operacyjnego tej dywizji”– oświadczył Błaszczak.

Kiedy ma pojawić się ta nowa dywizja, tego jednak już nie powiedział. Stwierdził jedynie, że to „bardzo złożony” proces, który „wymaga czasu”. Wiadomo jedynie, że nowa dywizja ma powstać na południowym wschodzie Polski.

Czy jest to realne, zwłaszcza, że stworzenie od podstaw nowej dywizji to koszt dziesiątków miliardów złotych, a budżet MON już teraz jest napięty do granic możliwości ( być może dlatego pisowcy i ipeenowcy tak  dążą do zdjęcia czołgów T-34  z pomników upamiętniających chwałę bojową LWP i Armii Radzieckiej bo brakuje im uzbrojenia  i pieniędzy „Czołgi z czasów Układu Warszawskiego znowu trafią do służby https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/czolgi-t-72,140,0,2409356.html  uwagi K.Mróź)

Natomiast bardziej precyzyjnie Błaszczak wyrażał się tylko wtedy, gdy poruszył temat dotyczący harmonogramu tworzenia WOT.

Poprzedni minister obrony Antoni Macierewicz powtarzał, iż ten nowy rodzaj wojsk będzie gotowy do 2019 roku, kiedy w jego szeregach miałoby się znaleźć 53 tysiące żołnierzy. jednak Błaszczak zweryfikował te bardzo ambitne plany informując, że:

„Do końca 2019 roku będziemy już mieli struktury wszystkich 17 brygad (WOT- dopisek blogera Adnovumj) w całej Polsce”– stwierdził Błaszczak.

Oznacza to, że w przyszłym roku ma być w pełni gotowy tylko szkielet organizacyjny WOT składający się z kadry zawodowej i nielicznych ochotników, który trzeba będzie dopiero wypełnić ludźmi. A to jest praca na długie lata, znając ilość tych, którzy dotychczas zdecydowali się poświęcić za 500+ swoje weekendy na zabawę w wojsko. I tak, np. w tym roku zaprzysięgnięto tylko około 1000 ochotników.

Jednak według słów Błaszczaka, formowanie WOT ma się zakończyć do 2021 roku, kiedy „całkowicie skompletujemy kadrę”. Wówczas to Obrona terytorialna ma mieć docelowe 53 tysiące „terytorialsów”. Pozostanie wówczas jeszcze kwestia ich odpowiedniego przeszkolenia i uzbrojenia. Błaszczak przekonuje, że ma to zająć cztery kolejne lata. „W 2025 roku wszystkie brygady osiągną pełną gotowość do działania”– zapewnił Błaszczak. A więc za 7 lat, jak dobrze pójdzie, będziemy mogli być wreszcie poczuć się w pełni bezpieczni jeśli chodzi o terytorialną całość naszego kraju. WOT to nam zapewni wspomagane oczywiście amerykańską tarczą, która ma u nas powstać za nasze pieniądze.

Błaszczak poruszył też inny kluczowy temat, czyli kwestię modernizacji uzbrojenia wojska. Nie wymienił jednak konkretnej listy priorytetowych programów zbrojeniowych i unikał podawania terminów. Mówił jednak o kilku zakupach, które określał jako „najważniejsze” i „priorytetowe”. Jako pierwszy, wymienił zakup systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Nawiązywał do głośnego zakupu od Amerykanów systemów „Patriot” za prawie 20 miliardów złotych. Wspomniał jednak też o znacznie mniej znanym, ale również bardzo ważnym programie „Narew”, czyli o systemach obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu. MON chce, aby powstał on w znacznej mierze w Polsce, przy pomocy technologii zakupionych od Amerykanów wraz z „Patriotami”. Błaszczak w tym temacie ograniczył się jednak tylko do ogólnych zapowiedzi.

Jako trzeci, wymienił zakup, który jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie był określany jako „priorytetowy”. Chodzi o śmigłowce pokładowe, stacjonujące na okrętach i służące do zwalczania okrętów podwodnych:

„Inspektorat Uzbrojenia przygotowuje już zaproszenia dla potencjalnych wykonawców na składanie ofert ostatecznych”– poinformował o tej sprawie Błaszczak.

Tu jednak również nie podał żadnych terminów. Szef MON przypomniał także o zakupie śmigłowców uderzeniowych o nazwie „Kruk”. Program od lat jest uznawany za priorytetowy, ale mało jest konkretów co do jego realizacji. Teraz Błaszczak stwierdził, że „za kilka miesięcy ogłosimy postępowanie”.

Jednocześnie potwierdził fakt zawieszenia zakupu maszyn transportowych dla Wojsk Specjalnych, choć jeszcze niedawno miał to być program priorytetowy i najbardziej zaawansowany ze wszystkich programów śmigłowcowych. Nie poruszył za to tematu zakupu okrętów. Nie wspomniał o programie „Orka” dotyczącym nabycia okrętów podwodnych, który według poprzedniego kierownictwa MON był bliski finału na początku 2018 roku. Ograniczył się jedynie do dość ogólnego stwierdzenia o „konieczności modernizacji” Marynarki Wojennej. Jeśli zaś chodzi o „Rosomaki”„Raki” i „Kraby”, to konkretne ilości ich zakupu padły jedynie w kontekście dostaw uzbrojenia w roku 2019. Według zapowiedzi ministra Błaszczaka, ma to być między innymi 67 transporterów „Rosomak”, pięć zestawów moździerzy samobieżnych „Rak”, cały dywizjon armatohaubic „Krab”– liczący 24 sztuki oraz 36 zestawów przeciwlotniczych bardzo krótkiego zasięgu „Poprad”. Dostarczone mają być też 72 zmodernizowane czołgi „Leopard 2PL”, które są polsko-niemiecką modernizacją najstarszych „Leopardów 2A4”.

„Pochopne szastanie pieniędzmi, rzucanie datami w celach piarowych, jak robili to moi poprzednicy, byłoby skrajnie nieodpowiedzialne i psułoby negocjacje”– powiedział Błaszczak w odniesieniu do polityki zbrojeniowej swego poprzednika na stanowisku szefa MON. Oczywiście z ostrożności nie wymieniając go z imienia i nazwiska.

Szkoda tylko, że przez dwa lata rządów w resorcie obrony przez Macierewicza Błaszczak nie odważył się nawet na jedno słowo konstruktywnej krytyki. Dziś, gdy wiele miliardów złotych zostało roztrwonione, a modernizacji wojska jak nie było tak dalej i niema, słowa te można traktować jedynie w kontekście wewnętrznej walki politycznej w PiS szykując się do przejęcia schedy po odchodzącym prezesie Kaczyńskim.

Pomimo to, jak na razie nie doszło do rozliczenia z polityką Macierewicza w MON oraz jego obiecanek. Zamiast tego słyszeć można było o stałych bazach dla wojsk USA, zwiększeniu liczebności wojska do 200 tysięcy, budowaniu czwartej dywizji na wschód od Warszawy. Tyle że w temacie amerykańskiej bazy, to „kwestia, która wymaga czasu”, a tworzenie dywizji „to proces złożony i wymaga czasu”. Tak samo nie ma żadnego terminu dwukrotnego powiększenia ilości sił zbrojnych. Żadne obietnice nie padły również w przypadku większości zapowiadanych zakupów zbrojeniowych. Zastąpiła je ogólna deklaracja, że z żadnych programów resort nie rezygnuje i kilka szczegółowych: trwa analiza potrzeb wojska w zakresie śmigłowców, w najbliższym czasie będą wystosowane zapytania ofertowe na śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, za kilka miesięcy ruszyć ma postępowanie na śmigłowce uderzeniowe.

Czyli typowe dla funkcjonariuszy tej formacji politycznej bezsensowne bicie piany, z którego nic tak na prawdę nie wynika. Tym bardziej, że jak sam Błaszczak stwierdził o „pochopnym szastaniu pieniędzmi” przez poprzednie kierownictwo MON. A więc, jeśli on nie będzie pochopnie szastać tymi pieniędzmi, to co w takim razie zrealizuje?

Pewnie po prostu nic nie zrobi, bo sytuacja- jaką zastał w MON po dymisji Macierewicza- prawdopodobnie go przerosła”.

Pełny tekst>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/23/wojna-domowa-na-ukrainie-23-06-2018r-1112-dzien-od-nowego-rozejmu/

 

Uwagi do dyskusji Czytelnika Piotra do mojego artykułu; Krzysztof Mróź : Przyczyny stanu wojennego 1981 r./historia bez IPN/

Szacunek, ciekawy artykuł Pan napisał. To dobra odpowiedź dla oszołoma A.P (podaje tylko inicjały i jest to jedyna korekta w tekst Czytelnika Piotra- uwaga K.Mróź) z 4 czerwca 2018, który się opublikował na Facebooku w grupie dyskusyjnej ZMIANY.
Kilka uwag krytycznych w niczym nie umniejszających wartości tekstu.

*****************

„Dodatkowo, do 1947-1948 roku, różne regiony Polski były dewastowane w ramach wojny domowej, a ludzie, którzy przystąpili do odbudowy Ojczyzny często byli zabijani, m. innymi przez tzw. Żołnierzy Wyklętych, UPA czy Werwolf”. – Nie do końca tak, Werwolf był słaby i nie tak groźny jak Żołnierze Przeklęci i bandyci OUN-UPA.
„za Bolesława Bieruta, jak i Władysława Gomułki, bardzo aktywnie budowano polski przemysł, czy szerzej polską gospodarkę. Rzecz w tym, że pozyskiwano na to środki kosztem znacznego pogorszenia jakości życia polskiego społeczeństwa, co skutkowało buntami i strajkami”. – To nie tak, nie było żadnego „znacznego pogorszenia jakości życia polskiego społeczeństwa”, po prostu nie było dynamicznej poprawy warunków życia w porównaniu do oczekiwań i zapowiedzi rządowych i partyjnych.
„pomimo ujemnej oceny takiego kroku ze strony ZSRR”. – Dlaczego krytyka, Związek Radziecki słusznie przestrzegał Polskę przed zaciąganiem wielkich kredytów.
„Ktoś może zadać pytania jak to możliwe, że ja, człowiek lewicy nie popieram zamieszek w Radomiu?”. – Pretensjonalne pytanie.
„Przypominam Czytelniczkom/Czytelnikom”. – Po co przypochlebianie się „Czytelniczkom” ?
„klasa robotnicza tak protestująca za czasów tej „reżimowej” PZPR, w niecałe 14 lat po wydarzeniach radomskich bez protestów zgodziła się na neoliberalny Plan Balcerowicza”. – Klasa robotnicza nie zgodziła się lecz została zgwałcona przez Drugą Solidarność, Komitety Obywatelskie, KOR, Radio RWE, i do tego nie miała klasowych przywódców, którzy zdradzili.
„Niestety, po dojściu do władzy, działacze Solidarności całkowicie zmienili poglądy, lekceważąc wcześniejsze ustalenia”. – Nie tak, po dojściu do władzy działacze Drugiej Solidarności i Komitetów Obywatelskich nie reprezentowali już robotników, jasno powiedzieli: budujemy społeczeństwo klasowe czyli uprzywilejowaną „klasę średnią” i resztę czyli prekariat.
„Klasa robotnicza doprowadzając do likwidacji PZPR paradoksalnie zlikwidowała jedyną zorganizowaną siłę która, przynajmniej formalnie, szanowała tę klasę społeczno-polityczną. I też się jej bała”. – Tak, dobrze powiedziane.
„Ale prawdziwym szaleństwem politycznym ekipy Edwarda Gierka była zgoda na wizytę Jana Pawła II w Polsce w dniach 2-10 czerwca 1979 roku”. – Łatwo dzisiaj powiedzieć.
„Pisząc o genezie powojennej władzy chcę żeby, zwłaszcza młodzi czytelnicy, zrozumieli jakie były źródła, zwłaszcza obyczajowe, mentalności nomenklatury partyjnej za czasów Gierka”. – A cóż to, czyżby przywódcy Polski Ludowej byli aż tak mało inteligentni, przecież to nonsens, to byli ludzie o wybitnej inteligencji w porównaniu chociażby do obecnych idiotów w Sejmie i Rządzie.
„Po destalinizacji „nastąpił zwrot w państwowej propagandzie. Prasa zaczęła już oficjalnie kojarzyć prace kobiet poza domem z obciążeniem jakim stała się ona dla matek”. – Nie histeryzujmy z tym „zwrotem” i „obciążeniem”, wszyscy ciężko pracowali.
„gdy upadała idea socjalizmu”. – Idea socjalizmu nie upadła, idea socjalizmu została zamordowana.
„odchodzili z niej [SB] praktycznie ludzie, którzy walczyli w okresie wojny domowej w latach 1944-1948 r. i byli związani z Gwardią Ludową a następnie z Armią Ludową”. – Po części również z wojną domową w Hiszpanii.
„wydawnictw niecenzurowanych”. – Powinno się dodać w nawiasie [wydawnictw drugiego obiegu] lub [wydawnictw niezależnych].
„Najwyższy czas, byśmy Sierpień zaczęli odbierać Platformie i PiS. To konieczne, bo inaczej staniemy się niewolnikami przekazów dnia, partyjnych prawd i pustej celebry”19. – Kto ma odbierać, nie ma takich sił i ludzi, klasa robotnicza nie istnieje, dawni działacze Solidarności skorumpowani przywilejami i odznaczeniami, zaś pseudosocjaliści zdemoralizowani zdradą.
„Robert Walenciak”. – Ten człowiek głupoty opowiada, że do „walki o władzę po Gierku stanęły dwie grupy – Babiucha, który kontrolował aparat partyjny i Kani odpowiedzialnego za MSW”, to fantazje oszołoma nie rozumiejącego procesów historycznych i ich konsekwencji.
„Profesor Andrzej Werblan w książce „Modzelewski – Werblan. Polska Ludowa”. – Dwóch nieudaczników i mitomanów, przegranych i zakompleksionych, nonsensy opowiadają po fakcie.
„również sądzi, że lipcowe strajki 1980 roku /poprzedzające te wszystkim znane sierpniowe/ nie mogły być spontaniczne”. – Głupoty mówią, sytuacja po pielgrzymce papieża JP II była tak nabrzmiała, że strajki były nieuniknione.
„A nie muszę chyba rozwodzić się nad tym, że ta DOKP była, niewątpliwie dogłębnie, spenetrowana przez służby polskie i radzieckie. I, jak sądzę, nie tylko cywilne”. – Nonsens, służby w PKP były mundurowe więc musiały być zdyscyplinowane, jeśli zastrajkowały to znaczy, że kielich goryczy się przelał.
„W mojej ocenie, ten cały robotniczy protest był początkowo sterowany. Chodziło tu o skompromitowanie ekipy Edwarda Gierka u towarzyszy radzieckich, tak żeby pozytywnie przyjęli „zamach pałacowy” na szczytach PZPR”. – Nonsens, to infantylna mitomania i filozofia naiwnej „teorii spiskowej”.
„Andrzej Werblan: Toczyła się podskórna walka o sukcesję. Stawało się oczywiste, że Gierek tego kryzysu już nie przetrwa. Karol Modzelewski: On sam sobie zdawał z tego sprawę?”. – Fanaberie dwóch nawiedzonych i zakompleksionych mitomanów, po prostu narastał splot różnych okoliczności, które spowodowały kryzys i strajki sierpniowe, chociażby „zima stulecia”, wybuch Rotundy PKO w W-wie czy straszna katastrowa kolejowa pod Otłoczynem bodajże 20 sierpnia 1980 i gospodarczy regres.
„KM: Westchnienie Kuczyńskiego”. – To kolejny oszołom i megaloman, zaś jego rozmówcy to mitomani i nieudacznicy, przecież mechanizm buntu strajkowego był samonapędzającym się procesem.
„KM: Gra personalna zastępuje myślenie w kategoriach racji stanu ustroju komunistycznego”. – Karol M. mitoman i megaloman, specjalista od politycznego bełkotu.
„kierunek historii Rosji nie był przesądzony, przynajmniej do jesieni 1918 roku”. – Zgodnie z nauką marksistowsko-leninowską procesy historyczne są nieuchronne, tylko w nieznacznym stopniu mogą odbiegać od przewidywań.
„bomba smoleńska”. – Raczej „pancerna brzoza”.
„Dziękujemy, Panie Generale!”. – OK.
„system kapitalistyczny wprowadzany przed 1989 rokiem był kapitalizmem ultraliberalnym (reformy Wilczka) i zapoczątkował powstawanie spółek nomenklaturowych”. – Tak, ale reformy były potrzebne choć spóźnione o 5-6 lat, i nie przesadzajmy z tym ultraliberalizmem, po prostu były to „reformy rynkowe”, które po 1989 zostały zwulgaryzowane przez styropianowych złodziei i łajdaków.
„Również [WJ] jako Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej milczał gdy wprowadzono pakiet ustaw zwany planem Balcerowicza”. – Tak, jeśli to nie było zdradą socjalizmu i sprawiedliwości społecznej to na pewno było kompromitacją dyktowaną strachem i słabością.
„piszący serio o okresie PRL”. – Socjaliści używają określenia: Polska Ludowa nie PRL.
———————-
Dzięki. PZ

 

HISTORIA BEZ  IPN

     /artykuły od najnowszych do najstarszych /    

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”: https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

Bloger Adnovum o tym jak MON wzmacnia obronność Polski, między innymi, za pomocą tzw. ławeczek niepodległości bo jak na razie brak konkretów (będą zamiast kolumn Maciarewicza)

„Jedyną konkretną rzeczą jaką w tym roku chce zrobić MON to ławeczki niepodległości  ( Program zakłada powstanie, jeszcze w tym roku, ponad stu ławek, które będą miały charakter multimedialny. Będą bezpośrednie nawiązania do setnej rocznicy odzyskania niepodległości – zapowiedział w piątek minister Mariusz Błaszczak. MON chciał „stu kolumn na 100-lecie niepodległości”. Program nie wypalił Stulecie… czytaj dalej » „Ławkami niepodległości” zastąpił on pomysł byłego ministra obrony Antoniego Macierewicza, który na sto lat niepodległości chciał wybudować sto kolumn niepodległości. Oficjalnym powodem zmiany jest to, że nowemu ministrowi nie spodobał się żaden z projektów. (http://www.tvn24.pl) przypis K.Mróź.

Natomiast modernizacja polskiej armii, co miało być priorytetem po przejęciu władzy przez PiS, staje się tylko tanim chwytem propagandowym.

Inspektorat Uzbrojenia MON wycofuje się ze składania ofert na zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych, a zaraz potem minister Mariusz Błaszczak stwierdza, że nie rezygnuje z żadnego programu modernizacji wojska i zamierza dokonać zakupu 32 śmigłowców uderzeniowych.

Przypomnę, że koncepcja zakupu samolotów w ciągu ostatnich dwóch lat rządów PiS, zmieniała się jak w kalejdoskopie. A nawet na przełomie roku, dosłownie co kilka dni. Wtedy to były już szef MON Antoni Macierewicz obiecywał nam, że lada chwila wojsko dostanie nowe helikoptery, ale jak na razie, nawet te kilka sztuk, które miały zasilić wojska specjalne już są nieaktualne.

Podobną sytuację mamy jeśli chodzi o modernizację polskiej floty wojennej, a szczególnie w zakresie okrętów podwodnych, które skutecznie miały odstraszać potencjalnego wroga ze Wschodu przed dokonaniem podstępnej agresji na nasz kraj. Jak widać, brak tych okrętów, spowodował, że granice Polski są obecnie szeroko otwarte w przypadku zrealizowania się takiego hipotetycznego i nieprawdopodobnego scenariusza, bo oczywiście nikt z tego kierunku nie zamierza nas napadać.

W efekcie rządów komisarzy PiS w MON mamy jak dotąd tylko chaos zakupowy i sprzeczne zapewnienia, a tak naprawdę to nadal nie wiadomo, kiedy zostaną podpisane umowy na zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych oraz okrętów podwodnych. Jak zapewnia minister Błaszczak, unieważnienie zaproszenia do składania oferta na śmigłowce to efekt tego, że tworzony jest nowy katalog zamówień. Ale konkretów podawać nie chce, zasłaniając się stwierdzeniem, że „biznes lubi ciszę”.

Co może oznaczać, że szef MON chce urealnić program zakupów dla armii, bo może po zakupie amerykańskich wyrzutni rakiet „Patriot” tak się zdarzyć, że nie będzie pieniędzy na kolejne programy modernizacyjne wojska.

W efekcie może dojść do tego, że będziemy posiadaczami mało skutecznej „tarczy”, a nie będziemy mieli oręża do właściwej obrony naszego terytorium.

Jak na razie resort obrony twardo zapewnienia, że obecnie priorytetem dla MON są śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych w wersji pokładowej, na zakup których umowa ma zostać zawarta jeszcze w tym roku. Czyli w ciągu następnych 6 miesięcy Z kolei umowa na śmigłowce uderzeniowe ma zostać zawarta w roku przyszłym. Tylko tu nie jest pewne, czy w ogóle do niej dojdzie, ze względu na brak pieniędzy, a jak już dojdzie, to jakie to będą helikoptery i w jakiej ilości. 

Jak na razie, pomimo zatroskania liderów PiS, o nasze bezpieczeństwo zewnętrzne, jesteśmy totalnie rozbrojeni, zaś WOT i brygada amerykańska oraz kilka niemieckich czołgów z demobilu, a nawet te co jeszcze mogą latać- z samolotów F16 i wspomagająca to wszystko szkolona obecnie jako siły specjalne- Żandarmeria Wojskowa, co najwyżej zapewnią potrzebny czas na bezpieczną ewakuację rządu polskiego nowo zakupionymi samolotami dla VIP, na uchodźstwo. Tylko gdzie tym razem postanowiono znaleźć bezpieczne przytulisko?

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/wszystkie-programy-modernizacyjne-dla-wojska-beda-kontynuowane-o2018-06-14/, „

Czytaj więcej>>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/17/wojna-domowa-na-ukrainie-17-06-2018r-1106-dzien-od-nowego-rozejmu/

KONSTYTUCJA DLA NAUKI I ZŁOŚLIWE SCHADENFREUDE czyli Włodek i Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski odpowiadają na artykuł Tymoteusza Kochana „Nauka English Only”

Tekst Tymoteusza Kochana pod linkiem>>>  https://strajk.eu/nauka-english-only/          

*********************

Jak pamiętamy, a, w przeciwieństwie do Tymoteusza Kochana, pamiętamy PRL, to polscy naukowcy byli permanentnie niezadowoleni z odcięcia ich od zachodniego świata nauki, od dostępu do literatury i możliwości przeflancowywania na polski grunt „jedynie prawdziwej” nauki, nie opartej na skostniałym, dogmatycznym i z gruntu fałszywym marksizmie-leninizmie.

Na zagraniczne konferencje wyjeżdżali tylko posłuszni lokaje-propagandziści reżymu, sprawdzeni pod względem ideologicznym (czyli późniejsi dysydenci, którym zmianę życiowych drogowskazów wyznaczał rytm ewolucji biurokracji). Finansowanie badań było wyznaczone kluczem ideologicznym; odmienne poglądy (w tym marksistowskie – w wydaniu najpierw antystalinowskim, a później antyantykomunistycznym) były zaś powodem wykluczenia ze środowiska naukowego.

Jednym słowem, cała polska nauka wzdychała do światowej, a zwłaszcza amerykańskiej, nauki jako do niedościgłego ideału. Jak do Coca-Coli i dżinsów.

Po transformacji okazało się, że American pie wydaje się słodkie jedynie, kiedy patrzy się na nie przez szybę.

*

Ku przerażeniu polskich naukowców, władze kraju, który stał się „wreszcie własnym domem” – kiedy już „znormalizowały” sytuację w polskiej gospodarce – przeszły do „normalizowania” sytuacji w polskiej nauce. Było to poniekąd wymuszone faktem, że „normalizacja” polskiej gospodarki „znormalizowała” także i budżet państwa, a przez to musiała „znormalizować” również budżet na naukę. Trzeba jednak sprawiedliwie przyznać, że w przeciwieństwie do gospodarki, w której zastosowano terapię szokową tak skutecznie, że nikt nie zdążył nawet pisnąć, reforma nauki trwa od jakichś 20 lat i końca nie widać.

Obserwując mniej więcej od takiego czasu z bliska tortury polskiej nauki, można mieć swoistą schadenfreude z tego, jak zasady nowego, kapitalistycznego wszak społeczeństwa, tak jednoznacznie popierane jako powrót do racjonalności ekonomicznej przez niemal cały kwiat nauki, w tym byłej marksistowsko-leninowskiej, wracają bumerangiem uderzając w czoło swoich propagatorów. Oczywiście, popierane dopóki dotyczyły one roboli i „wsiowych”…

Ale nie śmiejmy się na wyrost, nauka cieszy się podtrzymywanym mniej lub bardziej sztucznie autorytetem z tego prostego powodu, że jest najskuteczniejszym – póki co – narzędziem propagandowym, zamykającym twarz wszystkim, którzy do świata nauki nie należą. Dlatego też w PRL, jak i w kapitalizmie, nauka cieszy się specjalną protekcją państwa, któremu bardzo na naukowo uzasadnionej legitymizacji swoich rządów zależy (z powyższych powodów). Dlatego nauka bezczelnie wykorzystuje tę zależność rządzących przeciągając reformę i zmieniając jej założenia.

Są jednak dwie kwestie, które, choć odkładane w czasie, pozostają nie do przezwyciężenia w dziedzinie reformy nauki, a wynikają z założeń gospodarki kapitalistycznej. Jedna to fakt, że nie jest możliwy model objęcia finansowaniem całej nauki przez budżet państwa, jak to miało miejsce w PRL. Tam rząd czerpał środki bezpośrednio z przedsiębiorstw państwowych i nie musiał się gimnastykować, jak związać koniec z końcem (chyba że na własne życzenie, biorąc zagraniczne kredyty). Dziś – nawet najbardziej antykomunistyczni uczeni wzdychają do systemu finansowania nauki rodem z PRL, tak jak w swoim czasie wzdychali do modelu amerykańskiego, nie bardzo zdając sobie sprawy z tego, jak on funkcjonuje naprawdę.

Nauka – w świetle myśli Karola Marksa – należy do sfery produkcji tylko w tej części, która wiąże się z procesem technicznego opanowywania przyrody. Natomiast humanistyka należy do sfery czasu wolnego, swobodnego rozwoju jednostki itp. wizji, które dziś, przez szanującego się marksistę są pomijane wstydliwym milczeniem. Marksiści, niemarksiści, wszyscy uczeni uważają, że za snucie rozważań filozoficznych należy się miska zupy, bezpłatna literatura przedmiotu oraz wszelkie materiały biurowe, w tym papier, toner i dostęp do wszelkiego sprzętu, a wszystko finansowane przez zatrudniającą instytucję, wyjazdy badawcze finansowane z budżetu państwa (plus wychowanie i wykształcenie dzieci z kilku małżeństw, dom dla siebie i byłych żon, SUV, wczasy na Karaibach, przedostatnia żona młodsza o 25 lat i tym podobne skromne wymagania, bez których spełnienia polski uczony czuje się pariasem w gronie europejskich kolegów).

Fakt, nie wszyscy uczeni potrafią osiągnąć ten poziom, zwłaszcza starsi, przyzwyczajeni do tego, że o zaspokojenie potrzeb się nie walczy, nie rywalizuje z kolegami. Jak zwykle, nierówności w dostępie do przywilejów występują nagminnie i nie są one związane z zasługami merytorycznymi lub ich brakiem, ale z przynależnością do odpowiedniej koterii. Jak w PRL. Rzecz w tym, że środowisko naukowe rządzi się samo (w ramach swojej autonomii, której znaczenia skądinąd totalnie nie rozumie) i te nierówności są efektem gry o przywileje, co nie wyróżnia środowiska na tle innych ani pozytywnie, ani negatywnie. Działa zasada korporacyjnej solidarności środowiska, a jedynym rozwiązaniem byłoby zwiększenie środków, tak aby móc zadowolić wszystkich, w mniejszym kub większym stopniu, tak jak to było za PRL.

Problem w tym, że top uczonych ma dziś aspiracje o wiele wyżej zawieszone niż poprzednio (jacyś niewykształceni pajace w (show)biznesie za byle co mają więcej), a zadowolenie tych na dole wciąż się odkłada na bliżej nieokreśloną przyszłość. Co budzi irytację i uzasadniony niepokój owych dolnych debili, tj. sorry… decyli.

Rozerwanie jedności środowiska uczonych jest nie na rękę władzy, ponieważ mogłoby spowodować kompromitację reputacji uczonego, a co za tym idzie – utratę legitymacji do sprawowania rządów przez dzisiejszych pomazańców, których autorytet opiera się na wątłej podstawie stereotypu o wyższości gospodarki kapitalistycznej nad socjalistyczną, gorliwie uzasadnianego przez kastę dobrze sytuowanych uczonych.

W rozważaniach o kondycji finansowej uczonych nie bierze się pod uwagę faktu, że cieszą się oni PRL-owskim zabezpieczeniem wszelkich potrzeb związanych z wykonywaniem zawodu ze środków publicznych: wspomniane wyżej finansowanie narzędzi pracy (sprzęt i literatura), z których korzystają nie tylko w miejscu pracy, ale i w domu, opłacanie kosztów wyjazdów zagranicznych w celach badawczych lub upowszechniających własny dorobek, finansowanie kosztów publikacji wyników naukowych. Gdy tymczasem pracownikowi fizycznemu potrąca się za ubranie robocze, zaś za szkolenia wybrane swobodnie przez pracownika on sam musi zapłacić.

Głos Tymoteusza Kochana https://strajk.eu/nauka-english-only/ wyraża opinię tych kręgów środowiska, które zdały sobie sprawę z tego, że znajdują się na celowniku władz, zmuszonych ograniczyć liczbę adeptów zawodu. Nie chcąc zrezygnować z jakości posiadanych przywilejów, środowisko dokonuje samoselekcji. Jednak nie może i nie chce otwarcie przyznawać się do tej akcji, ponieważ nie chce dopuścić do precedensu, który mógłby być później wykorzystywany przeciwko pozostałym po pogromie. Dlatego środowisko udaje jedność i deklaruje chęć obrony wszystkich swoich członków, gdy tak naprawdę to trwa zacięta walka o prestiżowe miejsce w świecie nauki, co daje gwarancję, że odsiew obejmie tylko tych, co stoją niżej.

Nic dziwnego, że najostrzej protestują ci, którzy są najbardziej zagrożeni. Głos T. Kochana potwierdza tę prawdę. Minister Gowin nie kłamie, kiedy mówi o szerokich konsultacjach i o poparciu… tych, z którymi się liczy. Środowisko uczonych od lat reformuje naukę, a kształt tej reformy nie jest narzucony przez Jarosława Kaczyńskiego. Konieczność i kształt reformy jest ukształtowany przez transformację ustrojową, której autorami byli liberalni uczeni z Leszkiem Balcerowiczem na czele, popierani w decydującym momencie przez takich socjalistów, jak Jacek Kuroń czy Ryszard Bugaj.

Jeżeli przyjrzeć się enuncjacjom najwybitniejszego spośród polskich marksistów tego czasu, prof. Jarosława Ładosza, to także można zauważyć, że nie było tu oporu, poza kilkoma pobożnymi postulatami, czy raczej prośbą o łaskawe potraktowanie…

Marksistowscy zwolennicy tezy o kapitalizmie państwowym w ogóle nie mieli powodu, aby buntować się przeciwko przekształceniu „nienormalnego” kapitalizmu państwowego w „normalny” kapitalizm, zaś marksiści zaprzeczający problemowi biurokracji z pozycji zdrowego rozsądku filozoficznego ograniczyli swój radykalizm do spraw światopoglądowych, pozostałe pozostawiając modnej postawie agnostycyzmu.

  1. Kochan słusznie rozszyfrowuje zamysł reformy nauki jako chęć autoselekcji środowiska na drodze pobudzanej rywalizacji między naukowcami. W tym zbożnym dziele nie ma większego znaczenia, jakimi kryteriami będziemy się posługiwać – punktami (stary model) czy oceną merytoryczną (propozycje reformy). Z tym, że punkty mają tę kolosalną przewagę dla zatroskanych o budżet państwa, że ucinają pretensje jako „zobiektywizowane” kryterium.

Przy okazji, gdyby ktoś z czytelników miał jednak wątpliwości co do tego, że środowisko nie potrafi się bronić i w takiej sytuacji, to warto przytoczyć fakt, że po kategoryzacji instytucji naukowych, która zakończyła się wraz z I kwartałem 2017 roku, do tej pory trwa rozpatrywanie odwołań ocenianych instytutów. Środowisko nie poddaje się. Od ponad 20 lat trwa coś w rodzaju biernego oporu w nauce. Bierny opór wobec każdej decyzji władz, która uderza w dotychczasowe przywileje nauki. Skuteczny, choć bez palenia opon.

Mechanizmy stosowane przez Ministerstwo nie wymuszają na instytucjach naukowych racjonalizacji polityki kadrowej i naukowej, niemniej wymuszają ograniczanie zatrudnienia, co też jest nie do pogardzenia.

*

W PRL nauka była traktowana zgodnie z całościowym podejściem do problematyki gospodarczej, odmiennym niż w ekonomice burżuazyjnej. Wkład nauki w rozwój gospodarczy kraju miał charakter pośredni. Aksjomatem było, że wartość dodatkową wytwarza dział produkcji przemysłowej, a wartość ta jest niezbędna do utrzymania dobrobytu społeczeństwa na poziomie odpowiadającym osiągnięciom cywilizacyjnym. Te osiągnięcia cywilizacyjne, upowszechnione w społeczeństwie dzięki społecznym funduszom spożycia (edukacja, ochrona zdrowia, mieszkalnictwo, komunikacja, ubezpieczenia socjalne itp.), wpływały na wzrost gospodarczy dzięki coraz lepszej i lepiej wykształconej sile roboczej, co skutkowało wzrostem społecznych funduszy spożycia itd.

Oczywiście, w PRL warstwy i grupy pośrednie, w tym naukowcy i inteligencja w ogóle, były nieusatysfakcjonowane takim miejscem w gospodarce, albowiem dawało ono do zrozumienia, że nie odgrywają one samoistnej roli w procesie tworzenia dochodu narodowego i ich roszczenia – w tej logice – są wtórne wobec roszczeń bezpośrednich wytwórców. Nawet jeśli w rzeczywistości chwała bezpośredniego wytwórcy sprowadzała się do tego, że miał on zaszczyt być wyzyskiwany nierzadko równie brutalnie, jak w kapitalizmie. W końcu zobowiązania socjalne państwa socjalistycznego były i są kosztowne, a ich adresatem nie jest wyłącznie klasa bezpośrednich wytwórców, a nawet nie przede wszystkim. Z tym, że – w przeciwieństwie do kapitalizmu – społeczeństwo socjalistyczne, a szczególnie segment pozaprodukcyjny, nie odczuwa wdzięczności dla władz, albowiem żaden narzucony z góry sposób podziału nie będzie uważany za satysfakcjonujący, bo zawsze można sobie wyobrazić, że mógłby bardziej uwzględniać potrzeby niezadowolonej grupy społecznej. Kosztem, oczywiście, innych grup, a szczególnie kosztem klasy robotniczej, która „w sposób naturalny” jest uważana za predestynowaną do bycia wyzyskiwaną – bo taka jej karma (m.in. dlatego, że nie chciało się robolom uczyć i studiować, albo że są obciążeni dziedzicznie ułomnością umysłową, która im uniemożliwia korzystanie ze ścieżek awansu indywidualnego).

Jak można zauważyć, w tej kwestii myślenie o klasie robotniczej w II RP nie odbiega od PRL-owskiego stereotypu.

Wracając do środowiska nauki, to stalinowskie korzenie wiedzy o mechanizmach gospodarczych (utrzymane przez luminarzy epoki stalinowskiej jako zgodne z marksizmem, a raczej tym, co oni naprawdę za marksizm uważali przed i po śmierci Genseka) całkowicie zamazały fundamentalne rozróżnienie Marksowskie na pracę produkcyjną, wytwarzającą wartość dodatkową i, jednocześnie, nowe bogactwo, które dopiero (jako bogactwo społeczne, czyli nadwyżka nad konsumpcją bezpośredniego wytwórcy) stanowi podstawę uruchomienia kapitalistycznego (niekoniecznego z punktu widzenia historii ludzkiej) stosunku społecznego, jakim jest wartość (i wartość dodatkowa), w pozostałych sferach gospodarki.

Wedle nauczania Stalina i (post)stalinowskiej ekonomii politycznej socjalizmu, podmiotem jest całe społeczeństwo, którego potrzeby mają być rosnące i zaspokajane. Ta podmiana podmiotu (klasy robotniczej przez społeczeństwo en bloc) sprawiła, że z czasem zaczęto dostrzegać całkowitą nieadekwatność scholastycznie uczonej ekonomii politycznej, gdzie podmiotowość klasy robotniczej miała aksjomatyczne, ale puste znaczenie. Ekonomiści nie mogli nie zauważać, że ekonomia polityczna socjalizmu jest czymś pokracznym w porównaniu z ekonomiką burżuazyjną, gdzie aksjomat traktowania społeczeństwa jako jednorodnej całości, bez wyróżniania sfery produkcyjnej od nieprodukcyjnej, lepiej jest uwzględniany, a sama nauka wydaje się więc o wiele bardziej spójna.

Jeżeli odrzucamy wagę powyższego rozróżnienia, nie ma sensu odmawianie jakiejkolwiek pracy znaczenia dochodotwórczego – w nowej nomenklaturze: wytwarzania produktu krajowego.

Reasumując: biurokratyczna, o stalinowskich korzeniach nauka ekonomii zafałszowała podstawowe rozróżnienie w teorii marksistowskiej. Biorąc pod uwagę spory początku dwudziestego stulecia, niewielu teoretyków marksizmu było świadomych fundamentalnego znaczenia tego elementu myśli Marksa, którego waga nie była zresztą wyrażana explicite (jako coś samooczywistego w tamtym czasie). Jednocześnie, w samym sercu ruchu robotniczego, w Niemczech, rozwinęła się teoria rewizjonistyczna, która dotykała tego problemu, ale nie zostało to również wyrażone explicite jako zanegowanie ważnego elementu, a raczej jako normalne dostosowanie teorii do zmieniających się warunków politycznych i społecznych. To, że Lenin nie spodziewał się zdrady ze strony socjaldemokracji Europy Zachodniej najlepiej świadczy o tym, że zmiana teoretyczna nie wydawała się tak groźna, jak się okazała następnie. Również postawa Róży Luksemburg, oponentki nie tylko Bernsteina, ale i Lenina z okresu sprzed wojny i rewolucji, a która nie wahała się, po której stronie opowiedzieć się w sytuacji rewolucyjnej, świadczy o tym, jakie kryterium teoretyczne decydowało o takiej, a nie innej postawie praktycznej.

Ze Stalinem było mniej więcej tak, jak dziś jest z Koreą Północną i rodziną Kimów, czy z Chinami doby reform – język propagandy, nawet wzmocniony represjami, nie jest w stanie przesłonić bardzo konkretnych ustępstw na rzecz systemu, który ma przewagę. Służy on wyłącznie legitymizacji tej konkretnej władzy, która dąży do poddania się wreszcie systemowi hegemonicznemu, ale chciałaby uzyskać dobre warunki kapitulacji, tzn. gwarancje dla elity panującej.

Alternatywy wobec kapitalizmu te systemy władzy nie są w stanie znaleźć, ponieważ nie mają teoretycznej wiedzy na temat tego, co jest istotą systemu przejściowego do społeczeństwa bezklasowego. Co nie znaczy, że świadomość tej istoty daje gwarancję zwycięstwa. Nie uważał tak i Lenin, ale miał on przynajmniej wyczucie, że należy wycofać się na z góry upatrzone pozycje i w szyku zwartym, pozostawiając sobie możliwość ofensywy w nadarzającej się sytuacji. Bez jasności teoretycznej nie sposób się wycofywać na z góry upatrzone pozycje i nie w rozsypce. Takie nadzieje na to, że zwartość szyku istnieje w przypadku Chin, cechuje do dziś licznych marksistów. Problem w tym, czy mają oni świadomość teoretyczną. Czy też zwarty szyk oznacza jedynie biurokratyczną solidarność. A to jest dopiero pytanie.

Wracając do pierwotnego tematu, czyli do kwestii roli nauki w życiu gospodarczym, przypomnijmy, że burżuazyjna ekonomika daje nauce tę satysfakcję, iż czyni z niej siłę bezpośrednio produkcyjną, jako że wytwarza ona wartość dodaną w produkcie krajowym. Wystarczy bezpodstawnie utożsamić wartość dodaną z dodatkową i już mamy pozornie marksistowską koncepcję teoretyczną, gdzie wartość jest określana po prostu wynagrodzeniem. W ten sposób ucina się te wszystkie niepotrzebne głupoty, jakie wypisywał Marks usiłując bezskutecznie powiązać wartość z ceną, a co jest w oczach dzisiejszych marksistów ciekawostką, a bynajmniej nie czymś istotnym teoretycznie.

Jeżeli tak długo rozpisujemy się o tych kwestiach teoretycznych przy okazji dyskusji o zamachu na naukę polską przy okazji reformy min. J. Gowina, zwanej Konstytucją dla nauki, to dlatego, że nie chcemy poprzestać na zdroworozsądkowym ustosunkowywaniu się do stron owej dyskusji, ale zająć się nią z pozycji marksistowskich właśnie.

Roszczenia świata nauki (i grupy intelektualistów) z okresu PRL o tym, że nauka stanowi siłę bezpośrednio wytwórczą (co się utożsamia z funkcją kreatywną), zostały zaspokojone w III RP. Nauka przestała się postrzegać jako skazana na okruchy z podziału wartości dodatkowej, stała się natomiast grupą, której roszczenia są nie mniej uzasadnione niż roszczenia robotników. W tej kwestii świat nauki znajduje wdzięcznych słuchaczy w osobach kolejnych ministrów nauki i szkolnictwa wyższego (nieważne, jakie nazwy przybierało ministerstwo przez minione lata). Sami ministrowie wywodzą się ze środowiska, więc z natury są całym sercem ze swoimi kolegami, ale…

Ale sposób myślenia zależy od miejsca siedzenia. Chichot historii (i samego Karola Marksa) odbija się głębokim echem w pustych korytarzach ministerstwa. Jeżeli nauka jest czynnikiem tak samo produktywnym, jak każda inna działalność wytwarzająca towary, to podlega ewaluacji ze względu na kryterium efektywności wykorzystania zasobów. I tu zaczynają się schody.

Okazuje się, że podnoszenie wynagrodzeń uczonym jednak nie generuje wartości dodatkowej (vel dodanej) jak sądzono. Założeniem ekonomiki burżuazyjnej było to, że każde wynagrodzenie jest efektem racjonalnej alokacji zasobu. W gospodarce kapitalistycznej, która ewoluowała wedle logiki dostosowującej podaż do zapotrzebowania, powyższa zależność mogła być zasadnie założona. Dopiero później na te podstawowe zależności nakładały się komplikujące i burzące równowagę działania interwencyjne państwa. Tymczasem, w krajach tzw. postkomunistycznych, w warunkach destabilizacji gospodarczej i pauperyzacji jako masowego trendu, równowaga nie była ewolucyjnie burzona, jej w ogóle nie było, została zburzona wraz ze zburzeniem równowagi poPRL-owskiej.

Możliwość rozwoju nauki i szkolnictwa wyższego w krajach kapitalizmu rozwiniętego wynikała z ich przewagi ekonomicznej w dziedzinach tradycyjnej produkcji. Ten rozwój był więc wynikiem nadwyżki wartości dodatkowej nad spożyciem bezpośrednich producentów, co dało możliwość zastosowania nauki (w tym myśli technicznej) do osiągania przewagi nad innymi krajami i możliwością osiągania przez kraj przodujący korzyści nadzwyczajnych. Co powodowało lawinowy przyrost przewagi ekonomicznej nad rywalami.

O ile produkcja dóbr materialnych może dać pewną skuteczność na krótką metę polityce autarkii, o tyle rozwój nauki i czerpanie korzyści z tego rozwoju są możliwe tylko poprzez konkurencję z innymi o przewagę w osiąganiu wartości dodatkowej nadzwyczajnej. Tylko w ten sposób nauka może imitować funkcję siły produkcyjnej – myśl techniczna daje możliwość wyzyskiwania mniej szczęśliwych, tradycyjnych producentów wartości dodatkowej.

Jeżeli odrzucimy koncepcję, że podniesienie poziomu edukacji całego społeczeństwa da nam w przyszłości moc skuteczniejszej produkcji w celu zaspokajania potrzeb tego społeczeństwa i przyjmiemy logikę kapitalizmu, to otrzymamy to, co dziś widzimy: stereotypowe przekonanie, że powszechność średniego i wyższego wykształcenia jest Polakom zbędna. No bo nie przekłada się to na konkurencyjność naszej gospodarki. A w koncepcji Marksowskiej w ten właśnie sposób przejawiała się pośrednio produkcyjna rola nauki. Skoro nauka nie jest potrzebna do tego celu, to pozostaje jedynie wiara w bezpośrednio produkcyjną moc nauki jako takiej. Ale gdzie ta nauka miałaby działać, żeby osiągać wartości finansowe dla naszego społeczeństwa? Rozumie się samo przez się, że na rynku międzynarodowym.

Stąd, pozornie niezrozumiały dla naszych uczonych, pęd ministerstwa do wypchnięcia nauki polskiej do podjęcia konkurencji na rynkach międzynarodowych. Nie mając gospodarki, ani rozwiniętej turystyki, która mogłaby ją zastąpić, rolę gospodarki lub turystyki powinna przejąć może nauka?

Może się to wyrażać niekoniecznie w walucie, ale też w dostępie do ekskluzywnego klubu zwycięzców na światowym rynku, czyli dostępie do grona tych, którzy dzielą między sobą łupy z powszechnej wojny ekonomicznej, bycie w gronie decydentów, choćby i na dalszej pozycji w rankingu. Być wśród tych, którzy ogłaszają sankcje, a nie tych, którzy im podlegają – z dowolnych powodów.

Nie sposób tego dokonać wlokąc za sobą zaściankowe środowisko uczonych, którzy boją się rywalizacji międzynarodowej niczym diabeł święconej wody. Wiadomo bowiem, że z różnych przyczyn, z których niedoinwestowanie nauki polskiej jest najmniej istotnym, taka rywalizacja jest z góry przegrana dla większości rodzimej kadry naukowej. Słusznie pisze T. Kochan, że „Bycie przymusowo przyłączonym do zachodniego rynku oznacza też oczywiście przymusowe dostosowanie do potrzeb Zachodu. Z tamtejszej perspektywy nie wszystkie polskie dyscypliny będą posiadały swą rację bytu, a miejsce dla polskich naukowców będzie okrojone i dostosowane do potrzeb tamtejszych właścicieli środków produkcji. Nimi w tym wypadku stają się zagraniczne czasopisma naukowe podpięte pod zachodni kapitalizm.”

Problem w tym, że komu potrzebne są „polskie dyscypliny” nawet w Polsce? Dlaczego nauka miałaby być inaczej potraktowana niż rodzima kultura wyparta przez anglosaską czy rodzimy przemysł wyparty przez dżinsy i Coca Colę? Skąd pomysł, że naukę powinien czekać los diametralnie przeciwstawny do losu innych dziedzin życia w kraju?

Zalew zachodniej szmiry literackiej nie spowodował, że nie ma autorów polskich uważanych za wartościowych. Jednak rynkiem wydawniczym i światem artystycznym rządzą reguły gry kapitalistyczne, panuje głębokie zróżnicowanie statusów i dochodów, co jest skądinąd zgodne z tym, co istnieje na Zachodzie. W nauce zachodniej także nie jest tak, że wszyscy uczeni żyją na tej samej stopie, co międzynarodowe sławy. I nie zawsze jest to zróżnicowanie sprawiedliwe.

To w PRL-u bycie nawet byle jakim literatem czy uczonym szło w parze z ogromnym uznaniem i poważaniem społecznym. I to niezależnie od faktu, że nie byli oni zaliczani do bezpośrednich producentów, a nawet właśnie dlatego.

Skargi T. Kochana pod adresem reformy nauki mijają się z faktami. Pisze on bowiem:

„Już od kilku lat decyzją kolejnych polskich rządów liczba punktów przyznawana naukowcom za publikacje zagraniczne jest zdecydowanie wyższa od liczby punktów przyznawanych za publikacje w języku polskim. Zupełnie bez znaczenia pozostaje przy tym sama treść czy wartość merytoryczna danego artykułu… Nowa ustawa, a także ogólny kierunek zmian wytyczany już przez poprzednie ekipy rządowe eliminują bowiem Polskę z grona państw inwestujących we własną naukę i własną naukową podmiotowość. […]

Aby wyrównać punkty, które można zdobyć za pojedynczą publikację np. w amerykańskim czasopiśmie punktowanym pracownicy naukowi, a także doktoranci i studenci (w przypadku ubiegania się o różnorodne stypendia) musieliby napisać 3-6 razy więcej artykułów w języku polskim. Pojedynczą publikacją w zachodnim, choćby popularnonaukowym, czasopiśmie możemy więc bez większego trudu nawet kilkukrotnie podbić liczbę punktów oferowaną przez najbardziej nawet prestiżowe polskie czasopisma naukowe z danej dziedziny.”

„Nasz język ojczysty jest więc – zdaniem władz – zasadniczo bezużyteczny i z gruntu nienaukowy, a polski rynek czasopism naukowych i publikacji naukowych powinien po prostu umrzeć śmiercią przyśpieszoną.”

Ministerstwo odparowuje tę skargę następująco:

„Wsparcie dla polskich czasopism

Konstytucja dla Nauki przewiduje również systemowe wsparcie dla polskich czasopism. Konkurs dla czasopism skierowany będzie głównie do naukowców z nauk humanistycznych i społecznych. Wsparcie czasopism i wydawnictw naukowych to także walka z tzw. punktozą. Ustawa wprowadza mechanizmy, które sprawią, że naukowcom będzie się opłacało publikować mniej, ale w lepszych, bardziej prestiżowych miejscach. Nie będzie się już opłacało – tak jak dotychczas – publikowanie wielu artykułów o niskiej wartości naukowej.”

Jasno wynika z tego, że reformatorzy usiłują robić dla humanistyki to, co jest możliwe w danych warunkach gospodarczych. Jednak ratowanie humanistyki może się dokonać jedynie kosztem redukcji jej kadr. System punktów dawał Ministerstwu pewną tarczę, za którą mogło się schować, wskazując, że kryteria (niezbędnej) selekcji są zobiektywizowane. Jak pisaliśmy wyżej, skoro nauka ma być siłą bezpośrednio produkcyjną, to musi spełniać kryterium optymalizacji relacji nakładów do efektów.

Roszczenia uczonych do tego, że są oni wartością samą przez się, nawet bez realizowania prestiżowych badań i grantów, wynikają z ich roli edukatorów społeczeństwa. Jeżeli jednak społeczeństwo jest optymalizowane jako siła robocza i nie potrzeba tak wielu humanistycznie wykształconych obywateli (to byłoby marnotrawstwo środków), to konieczna jest redukcja kadry uczonych w tym segmencie. A wówczas pozostali będą mogli być wynagradzani zgodnie ze swymi aspiracjami.

Dementując ideologię burżuazyjnej ekonomiki, wynagrodzenia tworzące wartość dodaną nie generują zabezpieczenia tych wynagrodzeń w dobrach materialnych wytwarzanych z sferze produkcji. Jak to się zdawało polskim uczonym w okresie PRL. Marks by się uśmiał!

Ponadto, śmieszne są argumenty T. Kochana, odwołujące się do „nacjonalizmu naukowego” na wzór „nacjonalizmu gospodarczego”. Akurat w nauce powinno się przekraczać granice państwowe, a możliwość komunikowania się ze środowiskiem międzynarodowym jest bezcenna. Nie wtedy jednak, kiedy pisanie artykułów naukowych służy jako sposób na zarabianie na życie. Wówczas nie ma znaczenia dyskusja naukowa, a nawet nie jest ona wskazana, ponieważ może podważyć autorytet naukowy. Najlepiej, kiedy naukowcy, zamiast spierać się między sobą, powołują się jeden na drugiego, bo wtedy trudno jest coś zakwestionować, skoro można się narazić komuś może potężniejszemu. Dlatego w nauce przeważają spory ideowe, okołopolityczne, natomiast sama nauka jest wolna od zderzenia idei. To tłumaczy parcie uczonych na udział w życiu politycznym, ponieważ w atmosferze gnuśności środowiskowej można zapewne umrzeć z nudów.

Uczeni – także z nudów – usiłują robić z siebie polityków czy poetów, zaś uprawianie nauki jest dla nich tym samym, co szycie butów, czyli sposobem na życie. To ciekawe, twórcze rozwinięcie Marksowskiej wizji komunizmu, w którym w czasie wolnym robi się dopiero coś naprawdę kreatywnego. Uczeni więc politykują lub układają wiersze.

Można by się zastanowić, czemu miałoby służyć publikowanie po polsku prac naukowych, co samo w sobie nie jest niczym zdrożnym. Koledzy-naukowcy muszą posługiwać się przynajmniej angielskim, żeby funkcjonować w życiu naukowym. Czy dotychczasowe publikowanie po polsku służy może masowemu czytelnictwo prac naukowych przez odbiorców spoza środowiska akademickiego? Bardziej temu celowi służy tzw. popularyzacja nauki. Rozumielibyśmy, gdyby argumentem było, że tworzenie naukowe po angielsku zabija rodzime słowotwórstwo, kreowanie nowych, specyficznie polskich terminów i pojęć pewnych nowych zjawisk. Ale przecież zwyczajem naukowców jest wtrącanie do tekstów po polsku specyficznych terminów i pojęć angielskich jako nieprzetłumaczalnych bez zaprzepaszczenia niuansów znaczeniowych i ich funkcjonowanie w obiegu naukowym w kraju w ich oryginalnym, niepolskim brzmieniu. Więc nie udawajmy, że chodzi tu o jakiś patriotyzm językowy.

W przeszłości językiem elit intelektualnych była łacina, dziś to jest angielski. Gdyby w grę wchodził czysty interes rozwoju nauki, nie byłoby dyskusji, że językiem nauki jest jeden język dominujący, nieważne, że to niesprawiedliwe. Przy okazji, ciekawe jest odnotowanie, w jaki konkretny sposób pewne tendencje dziejowe zderzają się z barierami i ograniczeniami, które mogą zmodyfikować lub zmienić bieg głównego nurtu. Jeżeli istnieje żywotny interes reprezentowany przez wystarczająco liczną grupę społeczną, to najprostsza, najoczywistsza droga zamienia się w krętą serpentynę.

Śmieszne poniekąd jest jeszcze to, że w sytuacji drastycznej uniformizacji kultur, utrzymanie różnorodności których miało uzasadnienie, akurat nauka jako coś uniwersalnego ze swej istoty staje się symbolem oporu wobec uniformizacji ze względu na zaangażowane tu interesy ekonomiczne (wynagrodzenia naukowców). Okazuje się, że pozaekonomiczne wartości nie znajdują swoich skutecznych obrońców, a przynajmniej jest o nich trudniej i zazwyczaj nie są to osoby zaangażowane w spontaniczną kreację w tej właśnie zagrożonej dziedzinie. Co daje do myślenia, kiedy zastanawiamy się nad mechanizmami procesów historycznych.

Reforma nauki nie zrezygnuje z wymogu konkurowania polskiej myśli naukowej na świecie, ponieważ to jest wymóg ekonomiczny. Rozwalenie gospodarki odziedziczonej po PRL nie zostanie cofnięte programem reindustrializacji raz-dwa-trzy. Ponadto, konkurowanie na płaszczyźnie myśli technicznej i technologicznej jest elementem naszej rywalizacji gospodarczej. Humanistyka nie przekłada się bezpośrednio na korzyści gospodarcze, ale pośrednio służy temu celowi poprzez utrzymywanie kraju w „klubie dżentelmenów”, co może skutkować zaproszeniem do grona biesiadujących, zwłaszcza jeśli koszt posiłku ponosi jakaś trzecia strona.

  1. Kochan: „W świecie nauki wiele z kolonialnych praktyk przeszło już do porządku dziennego. Większość społeczeństwa nie ma jednak pojęcia o tym, że posługiwanie się językiem polskim jest już dla polskich naukowców zupełnie nieopłacalne. Nie opłaca się stosować go w praktyce naukowej, nie opłaca się posługiwać się nim na konferencjach naukowych i nie opłaca się pisać w nim artykułów.”

Słowo-klucz u T. Kochana, to „nie opłaca się”. Jak to nadmieniliśmy wyżej, nauka nie ma się „opłacać” uczonemu. Wedle marksizmu, ma ona być ogólnie dostępnym sposobem wykorzystywania czasu wolnego dla realizacji pełni swej osobowości twórczej. W socjalizmie praca opłacana, to praca należąca do sfery produkcji materialnych warunków reprodukcji społeczeństwa na poziomie wyznaczonym przez członków tego społeczeństwa. Można spędzić 2-3 godziny dziennie przy pracy, która należy do kategorii znoju, a potem zająć się twórczością. Dopiero takie postawienie sprawy rewolucjonizuje nasze cele społeczne i powoduje przemianę ustrojową, a nie drobiazgowe analizy, jak „sprawiedliwie” opłacać pracę najemną. Czym zajmują się dość bezpłodnie różni uczeni i, co gorsza, różni lewicowcy, podczas, gdy akurat w tej kwestii praktyka jest wymagana od zaraz.

Jednak T. Kochan wie swoje: „Stopniowa zagłada nauki uprawianej w języku polskim to jedno. Szykowana przez Jarosława Gowina reforma idzie jednak znacznie dalej. Najgłębsze przesłanki, na których opiera się cała ‘Konstytucja dla nauki’ są przy tym absolutnie szalone i zwyczajnie głupie.

Oto u samych fundamentów założeń ustawy leży głębokie przekonanie, że dokładnie ci sami naukowcy, którzy już teraz znajdują się na polskich uczelniach – zarabiający wielokrotnie mniej od swoich kolegów z państw Zachodu – będą w stanie rywalizować, a nawet wygrywać konkurencję z zachodnią nauką, i to na łamach zachodnich czasopism i na zachodnich uniwersytetach!”

A co ma do tego wysokość zarobków? Ze słów T. Kochana przebija podświadome przekonanie, że nauka zachodnia jest lepsza, skoro nie można z nią konkurować. Nauka zachodnia jest lepsza, ponieważ jest lepiej finansowana. Argumentacja o tyle śmieszna, że humanistyka nie opiera się na kosztownych badaniach, zaś naukowcy niekoniecznie ponoszą z własnej pensji koszty dostępu do literatury, która stanowi ich główny przedmiot badań.

Natomiast niewystarczające pensje mogą być argumentem tylko w ten sposób, że młody naukowiec musi zajmować się pracą pozanaukową, aby prowadzić normalne, tj. na poziomie, rodzinne życie. W ten sposób, społeczeństwo musi ponosić koszt utrzymania przezeń rodziny. To już model uczonego mnicha-ascety był bardziej ekonomiczny.

Zupełnie inną kwestią, nie mającą nic wspólnego z poziomem zarobków, jest to, że zachodnia nauka nie po to wywalczyła sobie wiodącą pozycję, aby się nią teraz dzielić z jakimiś nuworyszami ze Wschodu. Ponieważ nasza nauka ma, wedle własnego przekonania, opóźnienie co najmniej półwiekowe w stosunku do nauki zachodniej, to może tworzyć tylko przyczynki do wyników nauki zachodniej. Naukowcy zachodni tworzą kryteria oceny, co jest naukowe, a co nie jest, i nie ma to nic wspólnego z poziomem finansowania nauki w Polsce. Można by przeznaczyć na ten cel pół budżetu państwa i byłaby figa. Elita nauki, jak każda inna elita, nie dopuści do tego, żeby się spospolitować. Bo przestałaby być elitą. I nie zmieni tego finansowanie wszystkich potencjalnych genialnych uczonych. System raczej nastawia się na wyłapywanie talentów w systemie edukacji powszechnej i ograniczenie liczebności elity, która będzie miała bardzo dobre finansowanie.

Jest to jednak przywilej nielicznych – większość rzemieślników nauki w USA jest tak samo sfrustrowana, jak ich polscy koledzy. Dopiero porównując poziom bogactwa Polski i USA, należałoby oszacować liczebność potencjalnej elity naukowej w Polsce. Tak czy inaczej, reforma nauki musi zakładać ograniczenie środowiska i zwiększenie zróżnicowania w pozycji materialnej różnych kategorii naukowców. Urawniłowka zbliża się ku końcowi. Nad reformą nauki pracują ci, którzy zapewnili sobie miejsce w owej elicie. W ich interesie leży ograniczenie liczebne samej korporacji.

A więc granie na solidarności korporacyjnej, co usiłuje robić T. Kochan, jest z góry przegrane.

Marksista nie powinien, jak T. Kochan, oburzać się na wykluczenie z grona uprzywilejowanych, bo to ani grzeje, ani ziębi bezpośrednich producentów. Nie powinniśmy też dać się omamić sloganom, że protesty środowiska naukowego są czym innym niż rozpaczą w obliczu wypadnięcia z kasty uprzywilejowanych.

Nauka powinna przestać być zawodem, dochodami z którego ludzie się utrzymują. Inaczej, socjalistyczna frazeologia jest tylko pustym sloganem, podczas gdy praktyka traktowania uprawiania nauki jako sposobu zarobkowania jest jednoznaczna z podtrzymywaniem systemu kapitalistycznego. Podobnie zresztą, jak i pozostałe formy twórczości, które w marksizmie powinny należeć do czasu wolnego, a nie do czasu pracy.

Takie podejście bowiem, utrwalające mentalność burżuazyjną, jest jednocześnie wyrazem wrogości wobec klasy robotniczej czy klasy bezpośrednich wytwórców, ponieważ, petryfikując zarobkowanie na formach spędzania czasu wolnego w przyszłym społeczeństwie bezklasowym, utrwala się na zawsze zniewolenie bezpośrednich wytwórców, którym przypada w udziale całość czasu pracy produkcyjnej.

Na żale T. Kochana: „Dziś zdecydowanej większości doktorantów, a nawet pracowników uniwersyteckich, nie stać nawet na legalny zakup większej ilości zachodnich publikacji naukowych – pojedyncza zagraniczna książka naukowa to bowiem często koszt rzędu 30-40 euro. Temu iluzorycznemu wejściu na zachodnie rynki wcale nie towarzyszy przy tym stosowny wzrost wynagrodzeń, a różnica w statusie majątkowym w porównaniu do standardów zachodnich czyni z polskiego naukowca biedaka” odpowiada następująco min. Gowin:

„3 miliardy w obligacjach dla uczelni i 47 miliardów w systemie

Rządowy projekt przewiduje, że uczelnie publiczne otrzymają dodatkowo 3 mld zł w obligacjach skarbu państwa, które trafią do uczelni w całej Polsce. Będzie to znaczący zastrzyk finansowy, które uczelnie przeznaczą na inwestycje.

Przyszłoroczny budżet przeznaczony na szkolnictwo wyższe zostanie ponadto zwiększony o 700 mln złotych. Po wejściu w życie ustawy środki finansowe będą waloryzowane co roku w całości, a uwzględnienie nowych reguł waloryzacyjnych spowoduje, że w dziesięcioletniej perspektywie do systemu nauki i szkolnictwa wyższego trafi dodatkowo 47,5 mld zł.

Podwyżki dla wykładowców akademickich

1 stycznia 2019 roku planowane jest wejście w życie rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które jest częścią Konstytucji dla Nauki. Dzięki niemu blisko 50 proc. nauczycieli akademickich w uczelniach publicznych otrzyma podwyżki wynagrodzeń. Zgodnie z nowymi przepisami pensje minimalne wzrosną średnio o około 800 złotych. Wzrost wynagrodzeń odczują najbardziej adiunkci, asystenci, lektorzy, instruktorzy i obecni wykładowcy. Jednak to nie koniec zmian. Niezależnie od wzrostu płacy minimalnej w przyszłym roku rząd przewiduje wzrost wynagrodzenia dla wszystkich wykładowców akademickich.

Od początku 2019 r. profesorowie będą zarabiać co najmniej 6410 złotych brutto. To będzie absolutne minimum, jakie otrzymają. Rozporządzenie reguluje jedynie wysokość minimalnego wynagrodzenia zasadniczego. Do pensji podstawowej pracowników naukowych należy doliczyć także między innymi dodatki stażowe czy zadaniowe, a także środki z grantów naukowych.

Wynagrodzenie zasadnicze adiunktów ze stopniem doktora wzrośnie o 860 złotych. Dużą różnicę w portfelu odczują także osoby zatrudnione na stanowiskach asystenta, wykładowcy, lektora i instruktora. Dotychczas ich minimalna pensja kształtowała się na poziomie ok. 2400 złotych. Po zmianach będzie to ponad 3200 złotych – o ok. 800 zł więcej niż obecnie.

Nowe ścieżki kariery akademickiej i zniesienie obowiązku habilitacji

Reforma stworzy równorzędną ścieżkę kariery dla wybitnych dydaktyków. Dotychczas na stanowisku odpowiadającemu stanowisku profesora uczelni – profesora nadzwyczajnego – można było zatrudnić, co do zasady, osobę posiadającą co najmniej stopień naukowy doktora habilitowanego. Konstytucja dla Nauki udrażnia ścieżkę dydaktyczną kariery akademickiej: aby realizować swój awans zawodowy do szczebla profesora uczelni nauczyciel akademicki nie będzie musiał posiadać habilitacji. Nowym rozwiązaniem wprowadzanym przez reformę jest ułatwiony proces uzyskiwania habilitacji dla najwybitniejszych badaczy, którzy uzyskają prestiżowe granty naukowe.

Pod wpływem konsultacji, MNiSW wprowadził przepis, że uprawnienia do habilitacji otrzymają jednostki z kategorią naukową na poziomie co najmniej B+ (a nie jak pierwotnie planowano na poziomie A). Uwzględniono tym samym pewne obawy, które podnosili niektórzy przedstawiciele środowiska akademickiego, dotyczące głównie uczelni regionalnych.”

Na zarzut: „Nowy kolonializm to przymusowa działalność na rynkach prywatnych i zagranicznych. Stworzona na nowo konkurencja między naukowcami jest więc konkurencją dotyczącą przede wszystkim miejsca publikacji, przy jednoczesnej marginalizacji miejscowych jednostek badawczych, czyli zakładów i instytutów. Zindywidualizowani, odcięci i rywalizujący wyłącznie na własny koszt naukowcy upodabniają się tym samym do armii bezdomnych artystów liczących na szczęście i przypadkowe zaistnienie. Zmiany te jedynie pogłębią atomizację i alienację poszczególnych badaczy”

Minister kontrargumentuje:

„Szerokie wsparcie dla uczelni regionalnych

Właśnie z myślą o takich „wyspach doskonałości naukowej”, które rozsiane są po całej Polsce, powstał projekt Regionalnych Inicjatyw Doskonałości. Przewiduje on, że dla danego województwa ministerstwo co roku będzie przeznaczać trzy granty w wysokości do 3 mln zł. Granty przeznaczone będą na badania naukowe w wiodących dla danej uczelni danego regionu obszarach nauki.

To jednak nie wszystko – uczelnie regionalne będą otrzymywać jeszcze większe wsparcie niż planowano to pierwotnie. W związku z tym konkurs Regionalne Inicjatywy (z budżetem na poziomie 100 mln zł rocznie) rozszerzono o Dydaktyczne Inicjatywy Doskonałości. W ramach tej dodatkowej ścieżki finansowania uczelnie zawodowe osiągające najlepsze wyniki monitoringu karier zawodowych absolwentów (zwłaszcza pod kątem potrzeb lokalnego rynku pracy) otrzymają premię finansową. Jej wysokość będzie określana w corocznym komunikacie ministra.”

Racjonalizacja finansowania nauki korzysta z modelu zachodniego, zwłaszcza amerykańskiego. Raczej jest sposobem na poszukiwanie środków lokalnych i prywatnych i włączenie ich w finansowanie nauki. Nie będzie to jednak tak komfortowa sytuacja, jak finansowanie z budżetu państwa, kiedy to w zasadzie nie ma rozliczania poniesionych kosztów. Tak, jak w przypadku gospodarki socjalistycznej, uczeni utrzymywali, że brak prywatnego właściciela powoduje niesłychane marnotrawstwo środków, tak i wedle tej logiki szuka się uzdrawiającej mocy płynącej z prywatnej własności, która wymusza racjonalne wydatkowanie środków. Poza, oczywiście, sytuacją, kiedy na styku prywatne-państwowe, prywatne wysysa państwowe. Szczególnie jest to piętnowane w przypadku nowych gospodarek, które należy utrzymać w ryzach, aby nie stanowiły konkurencji. Wytykana podatność na korupcję jest po cichu podtrzymywana, ponieważ eliminuje z konkurencji.

Na koniec, należy zastanowić się, czy polska humanistyka ma coś do zaoferowania, co byłoby atrakcyjne dla nauki zachodniej. Wydaje się, że atrakcyjność polskiej humanistyki skończyła się z chwila „sukcesu” transformacji. Podobnie jak w gospodarce polskiej dominują montownie, zaś myśl techniczna jest dana, podobnie polska nauka specjalizuje się w studiach przypadków mających dowodzić słuszności metodologii nauk rozwijanych na Zachodzie.

Nawet marksizm uprawiany przez większość polskich, lewicowych intelektualistów jest zapożyczony z Zachodu, od zachodniej Nowej Lewicy, i nie potrafi zaproponować nic własnego. A więc i tu, ogoniarstwo wobec Zachodu nie daje nauce jakiegoś sensownego argumentu, mającego wartość w kapitalistycznej rzeczywistości.

Bloger Adnovum o radosnej działalności PiS w Wojsku Polskim. Historia bez IPN

„Nie mamy nowych helikopterów i okrętów, żołnierzom brak jest nawet umundurowania, ale za to, jak twierdzi szef MON Mariusz Błaszczak mamy Żandarmerię Wojskową, która „należy do najlepszych służb policji wojskowej w NATO”.

Wczoraj (13 czerwca) prezydent Andrzej Duda wraz z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem, wzięli udział w obchodach święta Żandarmerii Wojskowej. Uroczystość odbyła się w na terenie koszar Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej (ŻW) w Mińsku Mazowieckim.

„Wasza służba nie należy do łatwych. Misje wojskowe, ale także akcje antyterrorystyczne – to wszystko Wasz dzień powszedni”– powiedział minister Błaszczak dodając, że żandarmi wspierają także służby porządkowe podczas imprez organizowanych przez wojsko.

Natomiast prezydent Duda ze swej strony dodał, że:

„Jestem tu dziś wraz z ministrem Mariuszem Błaszczakiem po to, aby Wam i Waszym najbliższym nisko się pokłonić w imieniu Rzeczpospolitej. Dziś wolnej, suwerennej i niepodległej, szczycącej się 100-leciem niepodległości, która może być dumna ze swoich dziejów także dzięki waszej służbie – powiedział z kolei prezydent. – Dzięki temu, że byliście i jesteście tacy, jacy jesteście, że niezmiennie sumiennie, z wielkim oddaniem dbacie o bezpieczeństwo Polski, o porządek, o przestrzegania prawa, że czuwacie każdego dnia także nad naszym bezpieczeństwem”.

Przypomnę, że ŻW jest wyodrębnioną i wyspecjalizowaną służbą wchodzącą w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, która wobec żołnierzy realizuje zadania przewidziane dla Policji.

A więc, do najważniejszych zadań Żandarmerii Wojskowej należy zapewnienie przestrzegania dyscypliny wojskowej, ochranianie porządku publicznego na terenach i obiektach jednostek wojskowych oraz w miejscach publicznych, a także życia i zdrowia ludzi oraz mienia wojskowego przed zamachami naruszającymi te dobra. Ponadto Żandarmeria Wojskowa odpowiada za zapobieganie popełnianiu przestępstw i wykroczeń oraz innym zjawiskom patologicznym w Siłach Zbrojnych. Określone w ustawie zadania obejmują wykrywanie przestępstw i wykroczeń, w tym skarbowych, popełnionych przez osoby, ujawnianie i ściganie ich sprawców oraz ujawnianie i zabezpieczanie dowodów. W imieniu Ministra Obrony Narodowej Żandarmeria Wojskowa gromadzi i analizuje oświadczenia o stanie majątkowym żołnierzy zawodowych oraz przedstawia wnioski w tym względzie.

Żandarmi mogą także zwalczać skutki klęsk żywiołowych oraz nadzwyczajnych zagrożeń środowiska naturalnego, a także czynnie uczestniczyć w akcjach poszukiwawczych, ratowniczych i humanitarnych, mających na celu ochronę życia i zdrowia oraz mienia, a ponadto wykonywać inne zadania określone w odrębnych przepisach.

Najważniejsze zaś dla obecnie rządzącej ekipy politycznej to jest to, że dowódcą ŻW i przełożonym wszystkich służących w niej żołnierzy jest Komendant Główny Żandarmerii Wojskowej, który podlega bezpośrednio Ministrowi Obrony Narodowej.

Tak więc z tego tytułu komisarz PiS postawiony na czele MON tak usilnie stara się przejąć kontrolę nad ŻW oraz tworzy również mu podległą prywatną armię partyjną tej formacji politycznej, czyli WOT.

To tam kosztem modernizacji pozostałych rodzajów wojsk są one wyposażane, szkolone i dowartościowywane.

Różnica pomiędzy WOT a ŻW jest tylko taka, że pierwsze z nich budowane jest na okoliczność spodziewanego buntu społecznego, zaś drugie na brany pod uwagę przez szefostwo PiS bunt w wojsku.

Jak widać, wbrew głoszonym propagandowym deklaracjom, liderom PiS wcale nie chodzi o zapewnienie Polsce i Polakom bezpieczeństwa tylko bezpieczeństwa sobie samym. A właściwie zagwarantować swojemu środowisku dożywocie przy korycie władzy, z którego jak już udowodnili bardzo szybko, umieją czerpać pełnymi garściami. I to jakoby im się słusznie należało, ze względu na ich bardzo wysokie morale (szczególnie pewnie chodzi tu o byłą żonę Gosiewskiego, czy też córkę tragicznie zmarłego prezydenta RP?) oraz deklarowany patriotyzm. A jak wiadomo patrioci mogą więcej, więc im się również z racji tego (oczywiście w ich przekonaniu) należy.

Sprawę tą ujawnił, również nie dalej jak wczoraj, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (SGWP), gen. Mieczysław Gocuł, który po Szczycie NATO w Warszawie 4 lipca 2016 roku podał się do dymisji, i to pomimo tego, że jeszcze w kwietniu tego roku przyjął od prezydenta Andrzeja Dudy nominację na drugą kadencję szefa SGWP.

Otóż, poza innymi fobiami Macierewicza na stanowisku szefa MON. gen. Gocuł ujawnił, że najbardziej obawiał się on buntu wojskowych, „mówił, że gdyby pojawiły się sygnały, że ktoś jest nielojalny czy nieposłuszny, to mam mu o tym meldować nawet o północy”.

Gen. Gocuł przyznał również, że szczytem manii prześladowczej Macierewicza było wydane przez niego polecenie dokonania „analizy możliwości zabezpieczenia przez siły zbrojne łączności w przypadku utraty lub braku łączności komercyjnej w kraju”.

A więc na poważnie brał on możliwość wprowadzenia w Polsce czegoś na kształt stanu wojennego i przejęcia przez wojsko kontroli nad krajowymi mediami.

Ten właśnie fakt, gdy gen. Gocuł zrozumiał do czego może doprowadzić Macierewicz, zadecydował, że:

„Wtedy powiedziałem sobie dość. Nie będę tym, który może mieć kiedyś dylemat, czy stanąć po drugiej stronie ulicy Rakowieckiej naprzeciw rodakom. Mówię o tym ku przestrodze nam wojskowym, ale też politykom. Łatwo przekroczyć cienką linię, a Siły Zbrojne to nie jest zabawka jednej, czy drugiej opcji politycznej. Wojsko ma służyć Rzeczpospolitej Polskiej i stać na straży zasad Konstytucji RP”– podsumował gen. Gocuł.

W efekcie ŻW była jedyną formacją Wojska Polskiego, która skorzystała na rządach PiS, która to pod pretekstem zagrożenia dokonania zamachu na szefa MON została rozbudowana do monstrualnych rozmiarów, zaś jej wyszkolenie nijak się ma do obowiązków konstytucyjnych nałożonych na nią. Poza oczywiście tym, że ŻW, jak i WOT, mogą zostać legalnie użyte do działań na terenie kraju, czego nie wolno pozostałym rodzajom wojsk.

W ciągu krótkiej kariery Macierewicza na stanowisku szefa MON, zdążył on trwale zmienić dowództwo ŻW, które obecnie są zdolni do wykonania każdego rozkazu komisarza partyjnego PiS na stanowisku szefa MON. I to bez względu kim on personalnie by nie był.

To jest jeden z przykładów patologi jakie pozostawił po sobie w PSZ Antoni Macierewicz, a czego jak widać z dopieszczenia swoimi osobami żandarmów, tak szefa MON jak i ich zwierzchnika prezydenta Andrzeja Dudy, wczorajszych obchodów święta ŻW w Mińsku Mazowieckim, im to kompletnie nie przeszkadza. A nawet bardzo pasuje.

Jak widać rolą Macierewicza było tylko wziąć na siebie zaprowadzenie PiS-owskich porządków w MON, aby następnie już w ciszy gabinetów, odpowiednio przeorganizowanymi i oczyszczonymi z niewygodnych dowódców móc spokojnie zarządzać Siłami Zbrojnymi w imię interesów partyjnych tej formacji politycznej.

PRL-bis w karykaturalnej formie.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/gen-mieczyslaw-gocul-antoni-macierewicz-bal-sie-buntu-wojskowych-wywiad/qb41q37.          „

***

Tekst z: https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/14/wojna-domowa-na-ukrainie-14-06-2018r-1103-dzien-od-nowego-rozejmu/

Thierry Meyssan; Pokój wokół Izraela?

Chociaż globalne media traktują wydarzenia na Większym Bliskim Wschodzie jako osobne incydenty, Thierry Meyssan interpretuje je jako kolejne ruchy na tej samej szachownicy. Postrzega on konflikty wokół Izreala jako część organicznej całości i zastanawia się, czy prezydent Trump jest w stanie osiągnąć pokój w regionie.

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 1 CZERWCA 2018,                                                         Ze strony >>> http://www.voltairenet.org/article201363.html

 

Bliski Wschód to region, w którym wiele różnych interesów spotyka się i wzajemnie na siebie oddziaływuje. Ruszenie jednego elementu może wywołać reakcję na drugim końcu szachownicy. Tezy Donalda Trumpa, aby zerwać ze strategią admirała Cebrowskiego i uspokoić tę szczególnie pokaleczoną strefę, wywołują jak na razie sprzeczne konsekwencje, które uniemożliwiają mu zamknięcie całej koncepcji.

Nierealne jest podejmowanie prób rozwiązywania problemów tak skomplikowanych pod względem sojuszy i wrogości w czasie, gdy każdy z bohaterów walczy o przetrwanie. Wręcz przeciwnie, musimy wszystkich zrozumieć i o nikim nie zapomnieć.

Podobnie jak jego poprzednicy, Reagan i stary Bush, prezydent Trump interweniuje w Iranie, destabilizując obóz „reformatorów” (jak się ich określa na Zachodzie) na korzyść „konserwatystów” (czyli stronników Imama Chomeiniego). Jednak ci ostatni reagują, zaznaczając punkty w Syrii, Libanie i Strefie Gazy, które z kolei destabilizują wysiłki ich sojuszników z Białego Domu w Palestynie.

Kiedy Donald Trump ogłosił wycofanie się Stanów Zjednoczonych z porozumienia JCPoA, irański prezydent Rouhani (reformator, tj. przeciwnik eksportu rewolucji antyimperialistycznej wobec sąsiadów) zareagował z jednej strony, zwracając się do Europejczyków a z drugiej, grożąc niektórym z nich, że może ujawnić ich zepsucie. Jest jednak mało prawdopodobne, aby Bruksela szanowała swój podpis. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że Unia Europejska będzie działać tak, jak to miało miejsce w 2012 roku, dostosowując się do żądań swojego amerykańskiego pana.

Co się tyczy Gwardii Rewolucyjnej, to zareagowała ona, przekonując swoich syryjskich sojuszników, by poprowadzili operację przeciwko wywiadowi izraelskiemu na okupowanych wzgórzach Golan, a następnie podżegając libański Hezbollah do ogłoszenia, że​​operacja ta oznacza zmianę strategii regionalnej – i wreszcie, naciskając na Hamas, aby zorganizował demonstrację na granicy między Izraelem a Gazą.

Jeśli zachodnia opinia publiczna nie zrozumiała związku między tymi trzema wydarzeniami, to Izrael doszedł do wniosku, że Gwardia Rewolucyjna jest teraz gotowa do zaatakowania go z Syrii, Libanu i strefy Gazy.

Strategia Gwardii Rewolucyjnej przyniosła owoce, ponieważ Arabowie, Persowie i Turcy jednogłośnie potępili represje wobec palestyńskich demonstrantów (ponad 60 zabitych i 1400 rannych). Liga Arabska, której kilku członków, pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej, utrzymuje bliskie acz nieoficjalne stosunki z Tel Awiwem, nagle zaczęła ponownie używać antysyjonistycznej retoryki. Natomiast wewnątrz Iranu, Gwardia Rewolucyjna pokazała, że​​porozumienie JCPoA zawarte przez szejka Hassana Rouhaniego byłoślepym zaułkiem, a tylko ich linia polityczna jest jedyną, która działała – teraz są oni skutecznie rozmieszczani w Iraku, Syrii, Libii i Strefie Gazy, a także w Jemenie, Arabii Saudyjskiej i Bahrajnie. Dlatego Donald Trump nie będzie mógł negocjować pokoju wokół Izraela bez pomocy Gwardii Rewolucyjnej.

Powinniśmy pamiętać, że w ciągu 70 lat konfliktu w Izraelu Stany Zjednoczone były tylko raz w stanie wynegocjować pokój między wszystkimi stronami. Było to w 1991 roku, po operacji «Pustynna burza». W Madrycie prezydent George Bush (ojciec) i jego radziecki odpowiednik Michaił Gorbaczew zjednoczyli Izrael, Palestyńczyków (ale nie tych reprezentowanych przez OWP), Egipt, Jordanię, Liban i Syrię.

Stary Bush wcześniej zgodził się na piśmie, aby powrócić do granic z 1967 roku, aby zagwarantować bezpieczeństwo Izraelowi, zamiast stworzyć niezależne państwo palestyńskie i uznać władzę Palestyńczyków nad Zachodnim Brzegiem i Gazą. Uważał, że możliwe jest przyjęcie tego rozwiązania, zgodnie z rezolucjami Rady Bezpieczeństwa, polegając na autorytecie swojego partnera Hafeza el-Assada. Konferencja w Madrycie zakończyła się sukcesem. Określono proces negocjacji oraz kalendarz stopniowego rozwiązywania licznych sporów. Jednak kolejne spotkania nie powiodły się, ponieważ Likud prowadził kampanię w Stanach Zjednoczonych przeciwko sekretarzowi stanu Jamesowi Bakerowi i udało mu się zapobiec reelekcji starego Busha na prezydenta. W końcu sam Izrael zawarł porozumienia z Oslo tylko z Jasserem Arafatem. Zostały one zaprojektowane w celu rozwiązania tylko problemów palestyńskich. Nigdy nie zostały zaakceptowani przez innych uczestników bliskowschodniego konfliktu, w związku z czym nigdy nie zostały wdrożone. Potem jeszcze prezydent Bill Clinton próbował przeprowadzić dwustronne negocjacje z Syrią, organizując spotkania Barak-Assad. Nie udało im się z powodu zmiany postawy Baraka, ale i tak nie byliby oni w stanie rozwiązać wszystkich problemów przy pominięciu innych stron konfliktu.

Dziś, 27 lat później sytuacja stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Palestyńczycy są podzieleni na dwa obozy – świeckie grupy z Zachodniego Brzegu i islamistów z Gazy. Iran jest nowym uczestnikiem konfliktu, który teraz sponsoruje Hamas. No i Stany Zjednoczone, pod rządami Busha młodszego, uznały osiedla zbudowane na Zachodnim Brzegu przez Israël po 1967 r., łamiąc tym postanowienia rezolucji Rady Bezpieczeństwa. Konflikty wokół Israëla nie mogą więc zostać zredukowane do kwestii palestyńskiej i nie mają nic wspólnego z waśnią (fitna) przeciwstawiającą sunnitów i szyitów.

Plan opracowany przez Jareda Kushnera ma na celu jedynie powstrzymanie rozwoju terytorialnego Izraela, a także poszanowanie prawa międzynarodowego, a tym samym powrót do granic z 1967 roku. Zakłada to, że Arabowie zaakceptują to co stanie się z ich „poprzednimi porażkami”, a to jest mało prawdopodobne.

Tłumaczenie
Bogusław Jeznach
Blog 

 

 

Radosław Czarnecki : Makkartyzm po polsku (z tygodnika Przegląd). Historia bez IPN

Tekst w tygodniku Przegląd https://www.tygodnikprzeglad.pl/makkartyzm-po-polsku/?utm_campaign=shareaholic&utm_medium=facebook&utm_source=socialnetwork

******************************************************

Setki tysięcy komunistów nie są
innym gatunkiem ludzi niż my.
Václav Havel

Zawłaszczanie polskiej przestrzeni publicznej przez swoistą, nadwiślańską i postsolidarnościową wersję makkartyzmu jest efektem braku demitologizacji polskiego imaginarium. I to jest jednoznaczna porażka i kompromitacja polskiej transformacji; czyli pozostanie mentalnie w opłotkach dzisiejszego świata, w polskiej, folwarczno-sarmacko-klerykalnej (i wszystkiego, co z tymi terminami jest związane) wersji spojrzenia na ludzi i świat. Jego emanacją jest szerzenie się, w czasie władzy PiS-u, właśnie kolejnej, skompromitowanej wersji makkartyzmu. De factoto szerszy zakres, gdyż PiS jest tylko fragmentem, takim politycznym czyrakiem, szerszej mentalności ugruntowywanej przez pryzmat uprzedzeń, fobii, folwarcznego myślenia, „wsobności”, paternalizmu (głównie wobec Wschodu Europy, szczególnie – Rosji i Rosjan) i związanej z nimi rusofobii. Jak w czasach obłąkanego antykomunizmem senatora McCarthy’ego w Ameryce tak u nas rozpoczynają się – na razie drobne i nieśmiałe – prześladowania inaczej myślących. Szczególnie skuteczne – z racji wszechobecnej rusofobii – będą więc oskarżenia o agenturalność na rzecz Rosji, zarówno w sposób tradycyjny, jak i działania na rzecz jej wpływów, medialne trollowanie w interesie Moskwy etc.

Makkartyzm to ogólna nazwa działań politycznych, pozbawionych skrupułów metod śledczych oraz tworzenia atmosfery strachu i podejrzeń w walce z „wewnętrznym zagrożeniem komunistycznym” (1950-1954 w USA). Jest on rozumiany jako odłam skrajnego konserwatyzmu amerykańskiego, stanowiącego podstawę polityki realizowanej przez senatora Josepha Raymonda McCarthy’ego (1908-57), obsesyjnego antykomunisty. W 1950 r. stanął na czele specjalnej senackiej podkomisji śledczej, a następnie Komisji do Badania Działalności Rządu. Zainicjował kampanię na rzecz badania lojalności pracowników administracji rządowej, szkół wyższych, wojska i innych instytucji życia publicznego oraz przeciwdziałania „infiltracji komunistycznej”. Pierwotny cel akcji, polegającej na zabezpieczeniu instytucji rządowych przed inwigilacją ze strony agentów radzieckich specsłużb, szybko zamienił się w amerykańską, dwudziestowieczną wersję prywatnej inkwizycji senatora. Zatriumfował żywioł, bez jakiejkolwiek kontroli. Na fali histerii i paniki wywołanej propagandą oraz prezentowanym przez usłużne media apokaliptycznym zagrożeniem zakres zainteresowań komisji został rozszerzony przez grupę senatorów skupionych wokół McCarthy’ego na inwigilację wszelkich środowisk opiniotwórczych: aktorów, reżyserów, dziennikarzy, naukowców, osób publicznie znanych itd.

Działania te polegały na przesłuchiwaniu osób z listy sporządzonej na podstawie osobistych i zazwyczaj niczym nie uzasadnionych podejrzeń McCarthy’ego (i jego akolitów). W przypadku odmowy współpracy, w postaci podawania nazwisk kolejnych osób podejrzanych o sprzyjanie lub związki z członkami partii komunistycznej, łamano ich kariery. W przypadku osób zatrudnionych w prywatnych przedsiębiorstwach polegało to na wysyłaniu donosu do ich pracodawców, zaś w przypadku pracowników rządowych na wydawaniu negatywnych opinii o dopuszczeniu do tajemnic państwowych. Tropiono nie tylko prawdziwych i rzekomych komunistów czy (jak to się mówi w dzisiejszej Polsce) „lewaków”, ale i nieobyczajność (czyli alkoholików, narkomanów, gejów, stroje kobiet), promując przy okazji czystość etyczno-moralną jako model dobrego obywatela. Amerykański historyk, Stanley Schultz w „American History 102” napisał: „Na znikomych lub nieistniejących dowodach swoich oskarżeń, McCarthy opierając się często na pomówieniach, donosach i insynuacjach celowo niszczył reputację swoich przeciwników”. W 1954 r. telewizyjna relacja pozwoliła milionom obywateli USA oglądać metody pracy McCarthy’ego. Zostały one uznane powszechnie za cenzurę oraz formę prześladowania ludzi za ich przekonania oraz światopogląd i tym samym ostatecznie skompromitowane. Czynnym i aktywnym delatorem Komisji McCarthy’ego był trzeciorzędny aktor – Ronald Reagan. Najbardziej znane osoby, o światowym wymiarze intelektualnym, prześladowane przez McCarthy’ego to: David Bohm, Charlie Chaplin, Aaron Copland, Dashiell Hammett, Lillian Hellman, Paul Robeson, Waldo Salt, Paul Sweezy, John Garfield, Pete Seeger.

Uosobieniem metod działań McCarthy’ego (i na tym urosła legenda oraz pozycja ówczesnego szefa FBI) stał się „nienaruszalny” potem przez lata – z różnych względów – Edgar Hoover.

Dziś w Polsce policja wchodzi na konferencję naukową poświęconą marksizmowi (z okazji rocznicy urodzin filozofa z Trewiru), odwiedza Społeczne Forum Wymiany Myśli we Wrocławiu przed planowana debatą o Palestynie, spisuje dane personalne osób zadających niewygodne pytania na spotkaniach z przedstawicielami rządzącej Partii lub protestujących przeciwko łamaniu konstytucji przez władzę. Narastająca w mediach obsesja na temat agentury rosyjskiej (mającej pożerać Polskę pod różnymi formami, czyhającej na jej cnotę, niepodległość i wybijanie się na mocarstwowość) owocuje tym, iż fora społecznościowe aż kipią, gotują się od wskazywania, piętnowania, stygmatyzowania „niebłagonadiożnych” i nonkonformistycznych poglądów, których autorzy określani są mianem „ruskich trolli”, szpiegów Putina bądź agentów wpływów Kremla. Niezrównana w swej dociekliwości i obsesyjnej rusofobii redaktor TVPiS (zwanej przez pomyłkę publiczną), Anita Gargas, produkuje iście makiaweliczny paszkwil o „prokremlowskiej ośmiornicy”, mającej jakoby oplatać współczesną Polskę. Wszyscy, którzy nie podzielają pisowskiej narracji na temat Rosji, Rosjan i ich prezydenta (czy mainstreamowej, gdyż w tym aspekcie PO i PiS niewiele się różnią w ocenie stosunków polsko-rosyjskich) są opieczętowani mianem agentury, zdrady, szpiegostwa, kolaboracji i potencjalnych denuncjatorów na rzecz wrogów RP. Bardzo poważne to oskarżenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę upolitycznienie i zhołdowanie sądów przez Zbigniewa Ziobro oraz wzięcie na pisowską smycz mediów (na co się zanosi).

Już nie tylko ci, co piszą niezgodnie z obowiązującym sznytem – czyli totalnie zła Rosja i prymitywni, godni pogardy Rosjanie (my ich musimy nauczyć wszystkiego, ucywilizować i nawrócić na demokrację made in Warszawa) – i polemizujący z rusofobicznymi tekstami autorzy są kwalifikowani do wymienionych kategorii nie-Polaków. W tę czeluść wpadają także np. działacze Stowarzyszenia „Kursk”, opiekujący się pomnikami i obeliskami żołnierzy radzieckich poległych na polskich ziemiach w czasie II Wojny Światowej, uczestnicy wymiany dziennikarzy Polska-Rosja, członkowie takich też stowarzyszeń (np. Polska – Wschód), publicyści związani w jakikolwiek sposób z rosyjskojęzycznymi mediami, protestujący przeciwko zmianom nazw ulic i usuwaniu ww. pomników etc. Paranoja, której patronuje także IPN, zatacza coraz szersze kręgi.

Takich metod oraz form ataku na swoich przeciwników używał żałosny – jak się koniec końców okazało – senator Joseph R. McCarthy, kreujący się przy okazji (to chyba predylekcja wszystkich fundamentalistów różnej proweniencji, fanatyków zaślepionych jakąś chorą i nierealną wizją, obsesjonatów) na wzorzec moralności, uczciwości, niemalże na „metr z Sevres” dobrego, szacownego obywatela Ameryki.

Prawicowi konserwatyści, purytanie i wszelkiej maści ortodoksyjni religianci wszędzie – bez względu na czas i szerokość geograficzną – są podobni. Życie pokazuje zazwyczaj ich hipokryzję, dwulicowość, faryzeizm, jak to ma miejsce w naszym kraju w przypadkach posła Pięty czy senatora Koguta; McCarthy zmarł w wyniku powikłań związanych z chorobą alkoholową, a Hoover okazał się praktykującym gejem, co było tym bardziej niegodziwe, iż był agresywnym homofobem. Czy aby znów gdzieś nie dotykamy naszej polskiej rzeczywistości?

Wytworzenie przez lata powszechnej obsesji, judzenie przeciwko wschodniemu sąsiadowi, bądź co bądź mocarstwu atomowemu i potencjalnemu poważnemu partnerowi handlowemu (trzeba tylko popatrzeć na te relacje pragmatycznie i racjonalnie, a nie ideologiczno-doktrynalnie, z płaszczyzny swoich fobii i rzeczywistych lub wydumanych urazów), permanentne plucie na Moskwę i jej władze dziś owocuje nadwiślańską wersją makkartyzmu. Tak kończy się zazwyczaj wszelkie demonizowanie ludzi, kultur, sytuacji, symboli, zagadnień, doktryn itd.

I na koniec, zwolennicy różnej maści KOD-ów, platform, rusofobicznie nastawieni lewicowcy: nie cieszcie się, nie wykazujcie Schadenfreude, kiedy kogoś będą zatrzymywać, zamykać, piętnować, stawiać pod pręgierzem opinii publicznej, aby go „symbolicznie” i „personalnie” ukamienować. Makkartyzm w nadwiślańskim wydaniu ma to do siebie, że agentem Putina, zdrajcą, sprzedawczykiem, szpiegiem, kremlowskim trollem itp. osobnikiem – nie-Polakiem – może zostać każdy z Was. To jest mechanizm znany od wieków, a zastosowany i doprowadzony do perfekcji przez Świętą Inkwizycję. Wpierw stwarza się atmosferę donosicielstwa i zagrożenia. Demonizując przeciwnika wskazuje się jasno określonego wroga, bazując na społecznych fobiach, niepokojach i lękach. A potem idzie już jak po maśle. Ludzie sami się zadenuncjują. Tak usytuowanej władzy, w takim klimacie społecznym nie chodzi o rzeczywistych agentów, zdrajców, heretyków czy czarownice. To są tylko ozdobniki potrzebne takim elitom dla sprawowania władzy poprzez strach i obsesje, które są jego funkcją. Ozdobniki, dla Was wszystkich wcześniej wymienionych, celem rozgrywania Was wobec siebie samych.

Doskonale Waszą dotychczasową postawę i narrację oddaje słynny – dlatego nie potrzeba go po raz nie wiadomo który przywoływać – szlagwort pastora Martina Niemöllera o komunistach, Żydach, związkowcach i socjaldemokratach. I nie próbujcie mówić, że wiecie na pewno, kto jest agentem, ile bierze i od kogo pieniędzy, kto trolluje za ruble, a kto z czystej głupoty, kto jest agentem wpływu itp. Bo to nie ma żadnego znaczenia. Jak napisano wcześniej – to tylko ozdobniki bazujące na społecznych frustracjach, fobiach, lękach i uprzedzeniach.

Ku choć częściowemu opamiętaniu i krytycznej refleksji.

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /    

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/06/10/padraic-kenney-budowanie-polski-ludowej-robotnicy-a-komunisci-1945-1950-komentarz-czyli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

 

Padraic Kenney: „Budowanie Polski Ludowej. Robotnicy a komuniści 1945-1950”. Komentarz czyli historia bez IPN.

Gorąco polecam  książkę prof. Padraica Kenneya1 „Budowanie Polski Ludowej. Robotnicy a komuniści 1945-1950”2. Jak na polskie  warunki, gdzie polskie społeczeństwo jest ogłupiane przez tzw. naukowców z IPN,  jest książką bardzo wyważona. Ba, nawet sam okres stalinizmu jest przedstawiony, jak pisze Marcin Zaręba,  w sposób zdecydowanie odmienny niż jako dychotomia „socjalistyczne państwo, buntowniczy naród”.

W posłowiu do wydania polskiego wzmiankowanej książki, dr hab. Marcin Zaręba3 napisał m.innymi: „I tu dochodzimy do najważniejszej tezy książki: w powojennej Polsce dokonała sie rewolucja – nie tylko odgórna …..ale i oddolna, stanowiąca odpowiedź na społeczne potrzeby i pragnienia robotników całościowa zmiana strukturalna. Społeczny awans nie został robotnikom ani napływającym  do miast chłopom narzucony. Stanowił dla nich szansę, którą – przynajmniej  w pierwszych dekadach Polski Ludowej – wykorzystali. Przy tym wszystkim  nie pozostawali bierni, nie czekali, aż władza  coś da, aktywnie kształtowali kierunek rewolucyjnych zmian. Ten system upadł, ponieważ zerwano relację (czy wręcz wspólnotę). Komunizm się  zużył , a jego oferta  nabrała cech „drugiej świeżości”, przestała być atrakcyjna  dla większości społeczeństwa.

Dychotomia „socjalistyczne państwo, buntowniczy naród” jest więc w tym ujęciu niewłaściwa. Podobnie jak model totalitarny  bardziej zaciemnia  niż cokolwiek tłumaczy. W pierwszych powojennych  latach fabrykami rządzili  robotnicy. W 1945 roku  przejmowali  zakłady, tworzyli rady, mieli wpływ  na wybór członków dyrekcji swoich fabryk, domagali się kontroli nad płaca i pracą. W ten sposób od dołu system  nabierał  silnych cech korporacjonistycznych. Teza zgoła rewolucyjna, jeśli brać pod uwagę bieżący stan naszej świadomości historycznej  przeludnionej „żołnierzami wyklętymi”. To wszystko jednak nie odbywało się bez walki. W razie potrzeby robotnicy adaptowali się do nowych warunków, ale czasem też stosowali opór bierny i czynny”.

*******************

Doszedłem do wniosku, że najlepiej bedzie jak  przytoczę  obszerne fragmenty książkę prof. Padraica Kenneya „Budowanie Polski Ludowej. Robotnicy a komuniści 1945-1950”, rozdział „Społeczeństwo, państwo, rewolucja stalinowska”. Chcę, żeby Czytelniczki/Czytelnicy  sami przekonali, że  można pisać – językiem nieipeenowskim – nawet o tak bardzo trudnym i skomplikowanym okresie jak stalinowski.

„Celem mojego studium, poświeconego dwom robotniczym społecznościom, łódzkiej i wrocławskiej, jest wskazanie, w jaki sposób można na nowo spojrzeć na doświadczenia komunizmu w Europie wschodniej staram się pokazać, że przekształcenia, do którego doszło w Polsce – ani jego konsekwencji – nie da się zrozumieć w oderwaniu od relacji społecznych, zarówno tych, które komunistyczne państwo odziedziczyło, jak i tych, które stworzyło.

Termin „rewolucja”, użyty do wydarzeń lat 1945 i 1949-1950 w Polsce, wymaga pewnego wyjaśnienia. Zazwyczaj w przypadku Polski rozumie się przez ten termin rewolucje dokonaną odgórnie lub przyniesioną z zewnątrz. Tego typu interpretacje pomijają jednak rolę, jaka odegrało samo społeczeństwo. Stwierdzenie, że robotnicy nadali kształt rewolucjom z lat 1945 i 1949-1950, w żadnym razie nie ma oznaczać obwiniania społeczeństwa polskiego o stalinizm, natomiast zdecydowanie  przywraca robotnikom i robotnicom ich sprawczość. Nie byli bezradnymi ofiarami wszechmocnego państwa i diabelskiej ideologii; byli zaradni, kształtowali własny los, potrafili wykorzystać system dla własnej korzyści i łagodzić jego najokrutniejsze aspekty.

Co to znaczy, że jakieś państwo nazwie sie „stalinowskim”? Klasyczna definicja reżymów komunistycznych (obecnie już mało popularna) wypracowana czterdzieści lat temu przez Carla Friedricha i Zbigniewa Brzezińskiego, odwołuje sie do pojęcia totalitaryzmu4. Definicja ta jednak niezbyt dobrze opisuje doświadczenia komunizmu (oznaczenie -K. Mróź) Oczywiście to, czy państwowi przywódcy starają się , czy też nie , kontrolować każdy aspekt życia społeczeństwa, łącznie z formami społecznej organizacji i środkami określania tożsamości , nie ma znaczenia, Jeszcze ważniejsza wydaje  się jednak odpowiedź  na pytanie, czy państwo  stara się wnikać w społeczeństwo na swoich  zasadach , czy też działania stanowią  reakcję  na naciski , a także – jak społeczeństwo przyjmuje działania państwa. Dynamika  relacji  między robotnikami a państwem w latach 1945-1950 pozwala podać w wątpliwość zdolność państwa  do dyktowania  warunków  tejże relacji , a co za tym idzie  – podważa użyteczność  modelu totalitarnego .

W takim zakresie , w jakim państwo było korporacjonalistyczne , robotnicy mogli wygrywać poszczególne części ciała politycznego (partie, związki, kierownictwo i tak dalej) przeciwko sobie nawzajem.

Model totalitarny redukuje  ideologię do formy kontroli, ignorując to, w jaki  sposób partyjna retoryka starała się mobilizować społeczeństwo, wykorzystując do zdobycia poparcia hasła patriotyczne lub obiecując korzyści materialne………………..Pojęcie „stalinizm” jest historycznie precyzyjniejsze niż „socjalizm państwowy” i mówi więcej niż  rządy autorytarne” czy po prostu „komunizm”.

Jego użycie może jednak  oznaczać dokonanie z  góry pewnych przesądzeń, w tym przyjęcie założenia , że w umyśle jego patrona  istniał z góry ustalony plan. Gdyby nawet tak było , w przypadku Polski  taka interpretacja  utrudnia dostrzeżenie  jakiegokolwiek sprawstwa polskiego społeczeństwa  i co za tym idzie , sprowadza badanie polskiego społeczeństwa  do jałowego objaśniania  demonicznego planu Stalina. Stalinizm był jednak czymś więcej niż po prostu paskudna dyktaturą , co zdaje się sugerować redukcjonistyczne  użycie tego pojęcia.

Trzeba je zatem ponownie zdefiniować, tak by mogło stać się użyteczną kategorią analityczna.

Stalinizm był systemem autorytarnym, którego twórcy dążyli do tego , by dokonać gospodarczej o politycznej rewolucji, przekształcając społeczeństwo i tworząc nowe formy społeczne (podkreślenie – K. Mróź).

Polscy komuniści, budując nowy system , stawiali sobie podwójne cele gospodarcze  i społeczno – ideowe.

Pierwsze zadanie – stworzenie  nowoczesnego, uprzemysłowionego kraju – wymagało , ze stalinowskiego punktu widzenia, zwrócenie  uwagi , na stworzenie  zmobilizowanego społeczeństwa. Nie osobowość dyktatora czy surowość represji , lecz właśnie wizja  społeczeństwa partycypacyjnego , ale zarazem wolnego od konfliktów stanowi podstawę  kwalifikowania  określonego okresu w historii komunistycznego państwa  jako stalinowskiego  i odróżnianie  go od wcześniejszych  i późniejszych  okresów w historii tego państwa…….Mobilizację i integrację społeczeństwa  rozumieć  należy nie tylko  jako wysiłek  na rzecz przebudowy tego społeczeństwa   wedle określonego  planu ideowego , ale również  jako  środek   zabezpieczenia  pewnego  rodzaju legitymacji…..Poszukiwanie legitymacji ma istotne znaczenie dla zrozumienia okresy komunizmu w Polsce5. Ponieważ terror miał w polskim przypadku ograniczoną skuteczność, pojednanie z polską klasa robotniczą było szczególnie ważne. Wobec braku masowych obozów pracy (które w polskim  systemie zajmowały miejsce marginalne) same represje nie mogły  zwiększyć produkcji , w każdym razie nie do poziomu  wymaganego przez  ambitna reindustrializacje i modernizację stanowiące część stalinowskiego projektu. Narzędziami komunistycznego panowania w okresie wczesnego stalinizmu były dobrobyt, integracja klas, a później także odwołanie się do tradycji (podkreślenie-K.Mróź)……Co to oznaczało  dla polskiej klasy robotniczej? To, że w komunizmie klasa robotnicza zajmuje miejsce szczególne, nie ulega wątpliwości ; honorowe miejsce sprzyjało przy tym rozwojowi świadomości klasowej robotników…………..Te same zjawiska, które były znakami rozpoznawczymi  społecznej epoki stalinizmu  – współzawodnictwo pracy, awans społeczny, masowa edukacja, zorganizowany czas wolny – dla wielu stanowiły  realna szansę; stały się    także podporą „małej stabilizacji” czasów gomułkowskich na początku lat sześćdziesiątych…….Mobilizacja i integracja klasy robotniczej  były z pewnością  obosieczną bronią …….Stalinizm w Polsce  z pewnością nie cieszył się powszechnym uznaniem, a przecież  był produktem  zarówno ideologii, jak i społeczeństwa. Te same siły, które   zamierzali kontrolować, wywierały nań potężny wpływ. Społeczeństwo które stalinizm werbował, by w jego imieniu  przeprowadzało proces industrializacji, zbuntuje się gdy tylko znów stanie się to możliwe i konieczne, Począwszy od 1956 roku , robotnicy i robotnice ponownie zaczną dawać wyraz  swojej solidarności i jeszcze raz potwierdzą swoją tożsamość  jako klasy i wspólnoty”.

Przypisy:

1)Padraic Kenney: historyk , specjalista w zakresie badań nad najnowszą historią Europy – Środkowo-Wschodniej . Od 2007 roku jest profesorem  historii na uniwersytecie Indiana , gdzie do niedawna  był również  dyrektorem Ośrodka Studiów Polskich.Stale współpracuje z tygodnikiem internetowym „Kultura Liberalna”.

2) „Budowanie Polski Ludowej. Robotnicy a komuniści 1945-1950” ,WAB 2015

3) Marcin Zaręba: stopień doktora habilitowanego uzyskał w 2013 na Uniwersytecie Warszawskim na podstawie pracy Wielka Trwoga. Polska 1944–1947.Jest pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych PAN (od 1991) i Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego, autorem wielu artykułów poświęconych najnowszej historii Polski, publikowanych przede wszystkim na łamach „Gazety Wyborczej” i „Polityki” oraz książek poświęconych najnowszej historii Polski, sekretarz jury Nagród Historycznych „Polityki”/WIKIPEDIA/

4) Zbigniew Kurcz, Wzór robotnika i jego przemiany w PRL, Wrocław 1992 Michał Bon ,Stereotyp robotnika w kulturze polskiej na przełomie  lat 40/50-tych , praca doktorska ,Uniwersytet Warszawski 1986

5) Seweryn Bialer, The Question of Legitimacy w States and Societies. Paul Lewis, Legitimacy and the Polish Communist State

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /    

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL” https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

 

Pisowski autorytaryzm walczy z wolnością słowa. Historia bez IPN.

 1.W Pobierowie została zorganizowana przez Uniwersytet Szczeciński konferencja naukowa dotyczącą dorobku Karola Marksa – filozofa, którego 200 rocznicę urodzin obchodził cały świat. I oczywiście na ta konferencję przyszli , na zlecenie prokuratury, funkcjonariusze policji  i oświadczyli, że mają za zadanie stwierdzić, czy obrady konferencji nie są sprzeczne z polskim prawem i konstytucją, a także z tzw. ustawą o IPN.

Dzięki zdecydowanej postawie organizatora konferencji prof. Jerzego Kochana który stanowczo  stwierdził, że badania naukowe są konstytucyjnie wolne i w związku z tym nie mogą być „sprawdzane” przez uzbrojone służby mundurowe, czy naukowcy, mogą badać to, co uważają za warte badania – policjanci zgodzili się z nim i po uprzednim wylegitymowaniu Profesora opuścili teren uniwersyteckiego ośrodka.

Opis wydarzenia i omówienie  tekstu  oświadczenia prof. Jerzego Kochana i oświadczenia Uniwersytetu Szczecińskiego  możemy przeczytać na stronie Sprawy Nauki : http://sprawynauki.edu.pl/3882-kuriozum

1)Pełne oświadczenie prof. Jerzego Kochana: http://www.usz.edu.pl/aktualnosci/1734-oswiadczenie-prof-jerzego-kochana-w-sprawie-naruszania-wolnosci-badan-naukowych

2) Pełne oświadczenie  Uniwersytetu Szczecińskiego:  http://www.usz.edu.pl/aktualnosci/1733-oswiadczenie-w-sprawie-interwencji-policji-na-konferencji-naukowej-w-pobierowie

**************************

2) W dniu 22 maja 2018 roku poseł Janusz Sanocki (poseł niezależny) zwrócił sie z interpelacja do najwyższych, obecnych, władz RP z interpelacją w sprawie cenzury badań naukowych i ingerencji Biura Bezpieczeństwa Naukowego oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w konferencję geopolityczną.

 Zachęcam do przeczytania całego  oryginalnego, listu posła Janusza Sanockiego, bo to pokazuje jak obecna pisowska władza  ingeruje w wolność słowa. Szkoda , że media funkcjonujące na terenie Polski głośno o tym nie mówiły.

***********************

Nysa dnia 22 maja 2018 r.
3969b63b6878ff69eef91c9285595630,14,0

 Prezydent RP
Premier RP
Minister Obrony Narodowej
Minister Sprawiedliwości
Minister ds. Służb Specjalnych

Interpelacja w sprawie cenzury badań naukowych i ingerencji Biura Bezpieczeństwa Naukowego oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w konferencję geopolityczną.

Zwróciła się do mnie grupa polskich naukowców, pracowników wyższych uczelni, zajmujących się geopolityką, w tym założyciel Polskiego Towarzystwa Naukowego dr Leszek Sykulski. W ub. roku zostali poproszeni przez IPN o pomoc w organizacji naukowej konferencji poświęconej polskiej geopolityce XX wieku.
Konferencja miała odbyć się w Rzeszowie.

Dnia 16maja 2018r. pracownik rzeszowskiego IPN poinformował dr Sykulskiego że pięciu uczestników konferencji zostało wykluczonych z przyczyn politycznych na wniosek BBN.
Są to: dr hab. Jarosław Tomasiewicz z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, dr hab. Andrzej Zapałowski z Uniwersytetu Rzeszowskiego, dr Paweł Gotowiecki z Wyższej Szkoły Biznesu i Przedsiębiorczości w Ostrowcu Świętokrzyskim, dr Robert Potocki z Uniwersytetu Zielonogórskiego i dr Leszek Sykulski z Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie.
Nie podano żadnych podstaw prawnych, ani merytorycznych.

Prof. Zapałowski jest odznaczony przez Prezydenta Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności. Dr Sykulski pracował 3 lata w Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego i z Jego nominacji weryfikował WSI. Obaj są oficerami rezerwy.
Dr Sykulski poinformował mnie dzisiaj, że współpracownik ABW, wykładowca w Centrum Szkolenia ABW w Emowie, groził mu w rozmowie telefonicznej przestrzegając przed – jak to określił – „nagłaśnianiem sprawy”.

Szanowny Panie Prezydencie! Panie Premierze! Panowie Ministrowie!

Ingerencja urzędnika BBN w konferencje naukową, żądanie wykluczenia z niej polskich naukowców jest w sposób oczywisty sprzeczna z prawem i narusza Konstytucję RP w szczególności art. 7 nakazujący by organy władzy publicznej działały w granicach prawa. O ile mi wiadomo żaden przepis nie upoważnia, ani BBN ani jakiegoś funkcjonariusza ABW do cenzurowania naukowych wystąpień, ani do określania który naukowiec może wystąpić na konferencji i co może powiedzieć. Jest to brutalne i pozaprawne działanie naruszające art. 54 Konstytucji.

Poza tym powstaje inna kwestia – jaki jest cel takiego działania?

Czego boi się BBN i ABW?
I jakiego rodzaju wnioski z badań naukowców mogą stanowić zagrożenie i dla kogo?
Wątpliwe jest by rzetelne przedstawienie faktów i sytuacji mogło stanowić zagrożenie dla Państwa Polskiego. Wręcz przeciwnie – dla polskiej racji stanu właśnie konieczne jest najbardziej rzeczowe i pełne rozpoznanie zagrożeń płynących z geopolitycznego otoczenia.
Fakt, że instytucja powołana do zapewnienia bezpieczeństwa państwu – BBN , przy pomocy czy na wniosek ABW żąda wykluczenia naukowców z dyskursu publicznego może świadczyć o tym, że po pierwsze instytucje takie jak ABW uzyskały autonomię od ośrodków władzy publicznej i realizują jakieś interesy, które nie zostały ujawnione ani które nie zostały przyjęte i zaaprobowane przez najwyższe władze Rzeczypospolitej w tym Sejm RP.

Może też świadczyć o tym, że BBN i ABW – wbrew misji jaka powinna przyświecać tym instytucjom – nie kierują się nadrzędnym interesem Państwa Polskiego, ale bronią określonej linii politycznej i towarzyszącej jej „narracji”. Co więcej, że ta linia polityczna nie wytrzymuje rzeczowej, naukowej krytyki której wyraźnie przestraszono się – czego efektem jest próba wykluczenia z debaty naukowców zajmujących się tematyką geopolityki.

Proszę o wyjaśnienie, które z wymienionych przeze mnie – przyczyn bezprawnego zachowania BBN i ABW stały za żądaniem wykluczenia z debaty naukowców?

Proszę także o zajęcie stanowiska przez Pana Prezydenta, Pana Premiera i Panów Ministrów wobec zachowania instytucji państwowych naruszających konstytucyjnie zagwarantowane wolności i udzielenie odpowiedzi jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte wobec osób odpowiedzialnych za opisane wyżej działanie?

Janusz Sanocki
Poseł
Nysa dnia 22 maja 2018 r.

http://sanocki.neon24.pl/post/143881,list-do-prezydenta-i-premiera-rp

*******************

UE zaczyna dogadywać sie z Rosją, a kompradorskie środowiska PiS zamierzają wydawać dziesiątki miliardów USD na wspomaganie budżetu obronnego USA zamiast:

a)przeprowadzić szeroką i nowoczesną reindustrializację Polski,

b)podnieść emerytury

c)wspomóc  opiekunów  osób  upośledzonych …….itd.

Na to, nie ma oczywiście pieniędzy. Na pisowskie fobie, w tym smoleńskie psychozy i grabienie pieniedzy pod pretekstem „badań” , oczywiście są.

HISTORIA BEZ  IPN
/artykuły od najnowszych do najstarszych /    

 

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/29/wsa-uchylil-w-ciagu-dwoch-dni-zarzadzenia-zastepcze-wojewody-mazowieckiego-dotyczace-25-zmian-ulic-w-warszawie-historia-bez-ipn/

LIST DO POLAKÓW na 100 lecie niepodległości, gdzieś wam zapodziało się 45 lat PRL-u!!!!! (Tekst z ze strony od sanacji do  III RP) https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/05/13/list-do-polakow-na-100-lecie-niepodleglosci-gdzies-wam-zapodzialo-sie-45-lat-prl-u-tekst-z-ze-strony-od-sanacji-do-iii-rp/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/04/29/polska-rzeczpospolita-ludowa-byla-w-bardzo-wielu-przypadkach-racjonalniejsza-madrzejsza-i-bardziej-wolnosciowa-niz-ta-iii-a-zwlaszcza-iv-pisowska-polska/

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

A tak przy okazji moje wspomnienia z czasów studenckich , czyli jak zetknąłem się ze „strasznym reżimem w PRL”

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

Bloger Adnovum : premier Węgier Viktor Orban ocenił, że zdestabilizowana Ukraina nie jest w stanie wykonywać swoich podstawowych obowiązków

Brak reform połączony z ustawicznymi atakami na prawa mniejszości (…) zrodziły niebezpieczny poziom niestabilności (…) Kijów określił drogę, która prowadzi do pogwałcenia istniejących praw mniejszości”– napisał premier Węgier, Viktor Orban w dokumencie zatytułowanym „Memorandum: Inicjatywa mająca na celu ustalenie nowej polityki NATO wobec Ukrainy”, który został przez niego skierowany do sekretarza NATO Jensa Stoltenberga i szefów państw paktu Atlantyckiego.

W dokumencie tym, Viktor Orban wyraził pogląd, że Ukraina nie jest państwem praworządnym, nie respektuje praw mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu, a także że jest tak słaba, że nie jest w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec organizacji międzynarodowych.

Zawarta została też tam ostra ocena działań ukraińskich władz, która powinna odprowadzić do rewizji polityki Sojuszu wobec Kijowa.

„Mimo niespotykanej w przeszłości rangi politycznej i finansowej pomocy dostarczonej przez NATO, UE, MFW, Bank Światowy i dużą grupę państw, rządowi ukraińskiemu brakuje woli politycznej i zdolności do wykonania podstawowych reform reorganizujących system gospodarczy, polityczny i społeczny wymaganych przez międzynarodowych donatorów” napisano w „Memorandum” Orbana do szefów krajów członkowskich NATO.

Wynika to z tego, że wg. węgierskiego „Memorandum”„ukraińskie państwo osłabło do tego stopnia, że teraz nie jest w stanie wykonywać swoich podstawowych obowiązków, także skierowanych na zapewnienie praworządności i wdrożenie skutecznej kontroli ekonomicznej, społecznej i politycznej”.

Dlatego też Viktor Orban uważa, że Ukraina stała się niebezpieczna dla swoich sąsiadów. Aby temu zaradzić, a więc „w celu zapewnienia stabilności w regionie na wschodniej flance Sojuszu, NATO powinno dostosować politykę wobec Ukrainy do nowych okoliczności”.

„Memorandum: Inicjatywa mająca na celu ustalenie nowej polityki NATO wobec Ukrainy” powstało tuż po powołaniu czwartego rządu Viktora Orbána 18 maja 2018 r. Rząd ujawnił, że pracowano nad nim w pierwszej kolejności, ponieważ władze przywiązują do niego dużą wagę. Tłem całego sporu jest przegłosowana jesienią ubiegłego roku ukraińska ustawa oświatowa i incydenty antywęgierskie, do których następnie doszło na ukraińskim Zakarpaciu.

Nasi politycy natomiast nabrali w tej sprawie wody w usta, i to pomimo tego, że również wobec Polski ukraińskie władze dopuszczają się licznych prowokacji w zakresie negowania prawdy historycznej w stosunkach polsko-ukraińskich, łamiąc także prawa mniejszości polskiej na Ukrainie oraz jawnie gloryfikując ideologię i jej zaślepionych nienawiścią do Polaków, wykonawców, którzy dopuścili się zbrodni ludobójstwa.

Czytaj więcej >>  https://adnovumteam.wordpress.com/2018/06/01/wojna-domowa-na-ukrainie-1-06-2018r-1190-dzien-od-nowego-rozejmu/