Polska Rzeczpospolita Ludowa, była w bardzo wielu przypadkach racjonalniejsza, mądrzejsza i bardziej wolnościowa niż ta III a zwłaszcza IV pisowska Polska

 

 

Reklama

Bloger Adnovum o tym, że kompradorskie środowiska polityczne PiS chcą zwiększenia w Polsce kontyngentu wojsk USA

**********************

Przedwczoraj amerykański Kongres przegłosował uchwałę nr. 447 skierowaną przeciwko Polsce, a dzień później szef MON Mariusz Błaszczak udał się do Waszyngtonu, aby tam zabiegać o zwiększenie kontyngentu amerykańskich wojsk rozlokowanych w naszym kraju.

Zwiększenie liczby wojsk amerykańskich w Polsce oraz programy związane z modernizacją techniczną sił zbrojnych– to tematy , jakie szef MON będzie poruszał podczas swojej dwudniowej wizyty w Waszyngtonie. Obejmie ona spotkania w Pentagonie, Białym Domu i Kongresie USA.

Na spotkaniu z dziennikarzami przed odlotem do USA, które zorganizowano na Lotnisku Chopina w Warszawie Błaszczak poinformował, że podczas wizyty spotka się w czwartek z doradcą prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Johnem Boltonem oraz następnego dnia z sekretarzem obrony gen. Jamesem Mattisem. Poza tym w planach wizyty jest przewidziane spotkanie z kongresmen Mac Thornberry-przewodniczącym komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów oraz z przedstawicielami podobnej komisji w Senacie.

„Będę przedstawiał nasze propozycje związane ze zwiększeniem liczby żołnierzy Stanów Zjednoczonych służących w Polsce. Deklaracja z naszej strony jest jednoznaczna – jesteśmy gotowi, żeby przyjąć większą liczbę żołnierzy”– powiedział Błaszczak.

Szef MON, dopytywany przez dziennikarzy powiedział, że konkretna liczba żołnierzy jest sprawą do dyskusji. Dodał jednak, że Polska jest gotowa partycypować w kosztach stacjonowania wojsk amerykańskich.

Nie wiem skąd on zamierza na to wziąć pieniądze, ale w świetle ogólnej sytuacji budżetu państwa niemiłosiernie drenowanego na programy socjalne PiS, będzie trudno wysupłać choćby kilka marnych milionów dolarów. Na co dowodem jest np. ujawniony od kilku dni brak środków pieniężnych na pomoc dla dzieci niepełnosprawnych, czy też bankructwo Wojskowego Biura Projektów Budowlanych, które jest spółką należąca do MON od miesięcy nie płacącą wynagrodzeń swoim pracownikom (http://www.gloswielkopolski.pl/wiadomosci/poznan/a/wojskowe-biuro-projektow-budowlanych-upadnie-spolka-nalezaca-do-mon-od-miesiecy-nie-placi-swoim-pracownikom,13124888/).

Pomimo to Błaszczak jadąc do USA przekonywał dziennikarzy, że:

„Kupujemy nowoczesną broń, nawiązuję tu do kontraktu podpisanego 28 marca z rządem Stanów Zjednoczonych i firmami amerykańskimi dotyczącą wyposażenia polskich sił zbrojnych w baterie Patriot. To jest rzeczywiście wydarzenie przełomowe. (…) Trwają rozmowy na temat drugiej fazy programu Wisła, a więc kolejnej partii baterii Patriot, które będziemy kupować”.

I znowu pojawia się pytanie: Za co?

Wojsko nie ma nowoczesnego sprzętu, brakuje umundurowania i podstawowego uzbrojenia. W efekcie szuka się oszczędności gdziekolwiek, w wyniku czego cierpi kluczowy program modernizacji Polskich Sił Zbrojnych, a więc zakup helikopterów, okrętów podwodnych, czołgów i samolotów wojskowych. A jednocześnie Błaszczak, wzorem swojego poprzednika, mami nas zakupem za dziesiątki miliardów dolarów amerykańskiego sprzętu drugiego sortu z demobilu. Na co zresztą nie ma już pieniędzy, bo zostały one roztrwonione.

Nie wiem w jakim celu on to robi, bo żadnego logicznego uzasadnienia taka postawa nie ma, poza oczywiście daniem pokarmu dla PiS-owskiej propagandy sukcesu.

KONFERENCJA :Nowy (nie)porządek starego świata Dynamika konfliktu i bezpieczeństwa w Europie XXI wieku 9 maja (środa) 2018 r., o godzinie 17.00

!cid_image002_jpg@01D3DB13

Tygodnik „Polityka”

i

 

Fundacja im. Friedricha Eberta

zapraszają na konferencję

Nowy (nie)porządek starego świata

Dynamika konfliktu i bezpieczeństwa w Europie XXI wieku

9 maja (środa) 2018 r., o godzinie 17.00

Redakcja tygodnika „Polityka”, Słupecka 6, Warszawa

 

Od annus mirabilis 1989, który zapowiadał koniec konfliktu między Wschodem i Zachodem, jesteśmy świadkami fundamentalnych zmian w porządku bezpieczeństwa Europy: przejście od dwubiegunowości ery zimnej wojny do momentu jednobiegunowego w Stanach Zjednoczonych w latach 90. XX wieku; od wojny z terroryzmem George’a Busha do polityki America First („przede wszystkim Ameryka”) Donalda Trumpa. W Europie i poza nią, zmianom tym towarzyszył koszmar wojen bałkańskich, nasilenie islamistycznego terroryzmu międzynarodowego, konflikty zbrojne w Mołdawii, Gruzji i na Ukrainie, a także (ponowne) wzmocnienie regionalnych mocarstw, takich jak Rosja czy Turcja, którym zdarza się prowadzić w swoich regionach geopolitycznych agresywną politykę zagraniczną, łącznie z użyciem sił zbrojnych. Tymczasem Unia Europejska i jej państwa członkowskie ociągały się z nadaniem kwestii bezpieczeństwa statusu priorytetu w unijnej polityce zagranicznej, zamiast tego polegając głównie na NATO, czyli USA jako gwarancie pokoju i stabilności na starym kontynencie. To dotąd generalnie akceptowane zaangażowanie Ameryki w kwestię bezpieczeństwa w Europie jest od momentu przejęcia władzy przez administrację Trumpa w 2017 roku stale podważane. Skoro istnieją zaś wątpliwości co do wiarygodności USA w roli partnera i obrońcy Europy, to na barkach UE i pojedynczych państw członkowskich spoczywa obowiązek wzięcia na siebie większej odpowiedzialności w kwestii bezpieczeństwa zarówno na kontynencie jak i poza nim.

W świetle tych procesów chcielibyśmy spróbować odpowiedzieć m.in. na następujące pytania:

  • Jaka powinna być reakcja Europy na to, że Rosja nie ustaje w wysiłkach, by zdestabilizować kraje z nią sąsiadujące, w tym Ukrainę, posługując się m.in. wojną informacyjną oraz interwencją zbrojną?
  • Biorąc pod uwagę rosnącą niechęć USA do zapewnienia bezpieczeństwa Europie oraz ograniczony potencjał wojskowy, wywiadowczy i w zakresie cyberbezpieczeństwa EU i państw członkowskich, jakie konkretne kroki trzeba teraz wykonać, żeby wzmocnić odpowiedzialność Europy za stabilność w regionie?
  • Jak kłótnie wewnątrz Europy (np. klincz Polski z instytucjami UE, problemy z reakcją na różnego rodzaju migracje) wpływają na proces kształtowania trwałego europejskiego porządku bezpieczeństwa?

 Program

 17.00 Rejestracja

17.30 Powitanie

Wawrzyniec Smoczyński, Dyrektor zarządzający Polityki Insight

Knut Dethlefsen, Dyrektor polskiego biura Fundacji im. Friedricha Eberta

17.45 Referat wprowadzający

Charles A. Kupchan, Profesor stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Georgetown i Senior Fellow w Council on Foreign Relations, były główny doradca ds. Europy w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Baracka Obamy

18.15 Dyskusja panelowa

Charles A. Kupchan

Bartosz Cichocki, Podsekretarz stanu ds. bezpieczeństwa, konsularnych oraz polityki wschodniej w ministerstwie spraw zagranicznych

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, Dyrektor programu „Otwarta Europa” Fundacji Batorego, była ambasador Polski w Rosji

Moderacja: Wawrzyniec Smoczyński

Organizatorzy zapewniają polsko-angielskie tłumaczenie symultaniczne. Prosimy o potwierdzenie obecności do 7 maja 2018 poprzez wysłanie maila na adres: biuro@feswar.org.pl.

Bloger Adnovum o nowych odlotowych pomysłach PiS i planach wydawania pieniędzy na budowę strzelnic w każdej polskiej gminie

Według resortu obrony „profesjonalizacja armii spowodowała obniżenie poziomu wyszkolenia strzeleckiego”, co ma być pretekstem do wydania kolejnych setek milionów złotych, tym razem na budowę strzelnic w każdej polskiej gminie.

Obecnie istniejące 170 państwowych strzelnic (nie licząc znacznie większej ilości prywatnych), to w tej zdaniem szefostwa MON zdecydowanie za mało.

Dlatego też, wg. planów Ministerstwa Obrony Narodowej konkursy na dofinansowanie budowy nowych strzelnic byłyby organizowane co roku, regulamin procedury miałoby opracować MON, ale ostateczna decyzja należałaby do szefa resortu. W ciągu 10 najbliższych lat MON planuje wydać na budowę strzelnic, aż 440 mln zł, czyli ponad 40 mln zł rocznie.

Rozpatrując wnioski składane przez gminy, MON miałoby brać pod uwagę wysokość środków, jakie konkretny samorząd chciał przeznaczyć na ten cel, rekomendację komisji konkursowej oraz potrzeby armii.

Po zakończeniu wdrażania tego programu, armia mogłaby nieodpłatnie korzystać z tych strzelnic, które zostały wybudowane z środków MN, ale byłyby one dostępne również dla „funkcjonariuszy innych formacji, dzieci, młodzieży i organizacji proobronnych”.

Dofinansowywane z budżetu państwa ma być nie tylko budowanie i remonty ale również i późniejsze utrzymanie obiektów. W rozporządzeniu jednak nie podano jasnych zasad finansowania ich utrzymania. Za każdym razem ma to zostać określone w ogłaszanych konkursach. W efekcie, nie budowa, ale utrzymanie może być potem ciężarem dla samorządów. No, ale cóż….gminy bogate są i będzie je na to też stać.

Nie dość tego, w tym samym projekcie MON, wyodrębnione zostaną środki w formie dotacji z budżetu państwa „na budowę i remonty pomników upamiętniających tradycję, chwałę i sławę oręża polskiego”, co również w myśl uzasadnienia resortu obrony ma podnieść zdolności bojowe polskiego społeczeństwa.

Udzielać tych dotacji będzie mogło MON, korzystając ze środków budżetu państwa wskazanych w ustawie o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu sił zbrojnych. Czyli z tej części polskiego PKB, który jest przeznaczony na obronność.

Tak więc wygląda na to, że rządy PO miały swoje „Orliki”, a obecnie nam panujący PiS- strzelnice.

A my dzięki budowie strzelnic oraz pomników, możemy się czuć jeszcze bardziej bezpieczni, a że drogo to kosztuje, to powiem tak: zapewnienie bezpieczeństwa kraju jest warte każdej ceny. I do tej myśli obecnie musimy się już przyzwyczaić.

https://adnovumteam.wordpress.com/2018/04/19/wojna-domowa-na-ukrainie-19-04-2018r-1147-dzien-od-nowego-rozejmu/

Radosław S. Czarnecki Wrocław KALAMBUR I SYKOFANCI

Dzisiejsze słowo na nadchodzący weekend ponownie jest w jakimś sensie rocznicowe. Otóż 20.04.2018 roku – czyli dziś – mija 60 rocznica pierwszego spektaklu legendarnego Teatru >Kalambur< z Wrocławia.

W Polsce rycerze w polu naprzód się popiszą
A potem w karczmach sobie ciągną trunek
I pić mogą przez całe życie na rachunek:
I gdy im w poprzek jacy przeciwnicy staną, 
Mogą przez całe życie tą krwią nieprzelaną
przez całe życie pluć mospanie, w twarze.
I opinie o tym swoje rozgłaszać w pokoju
Na tym słowie oparci tylko: byłem w boju.
Juliusz SŁOWACKI

Bronisław Łagowski, filozof idei, akademik, publicysta i myśliciel z Krakowa zauważył celnie, iż sykofanci zawsze poniżają demokrację, upadlając obywateli, angażując ich emocjonalnie w oskarżycielskie spektakle ([w]: „Władza sykofantów”, PRZEGLĄD z dn. 02.05.2004). Rola sykofantów w dzisiejszej Polsce, od dekady rządzonej przez POPiS jest przeogromna. Mają do swej dyspozycji potężne środki, nie tylko realną władzę (i rząd dusz): prasę, media elektroniczne, w jakimś sensie portale społecznościowe i Internet (tu nagromadzenie quasi – sykofantów sieciowych jest szczególnie nieznośne i agresywne). Sykofanci POPiS-owscy nadają Polsce wizerunek dogłębnie zafałszowany, karykaturalny, kabotyński. Wnoszą doń przykrą woń zgnilizny etyczno-moralnej, niskie instynkty i złe emocje. I to coraz nędzniej brzmiące kombatanctwo: „byłem w boju” (motto). Jest to tym bardziej szkodliwe gdy taki sykofant podejmuje decyzje ważne, mniej ważne, czy nawet błahe – jakiekolwiek – krzywdząc tego INNEGO, rujnując coś co jest wartością pro bonum commune. Kierują nim bowiem zazwyczaj niespełnione marzenia, pokracznie pojmowana etyka (moje na wierzchu i po mnie choćby potop), zawiść. Przedkłada poglądy polityczne i subiektywne sympatie/antypatie nad racjonalną, realistyczną, pragmatyczną ocenę, widząc świat z perspektywy ropuszej („Ropuch ma zawsze ropuszą wizję piękna” – bajka Braci Grimm pt. >O ropuchu<). 
* * *
Kim są / byli sykofanci ? To w starożytnych Atenach będących laboratorium demokracji i …… teatru (w dzisiejszym europejskim mniemaniu) dobrowolni, samozwańczy oskarżyciele. Potem ta procedura stała się synonimem donosicielstwa, pospolitych knowań uzasadnionych subiektywnymi, złymi emocjami denuncjacji kierowanych niskimi pobudkami, połączona z kłamstwem, oszczerstwem i upodleniem szanowanego człowieka. Najczęściej z zazdrości wobec jego bogactwa, dorobku intelektualnego, pozycji społecznej. Ofiarami takich niecnych poczynań stali się tak wybitni obywatele Aten jak Sokrates, Teramenes czy Temistokles. 
* * *
Oto garść dat i faktów dotyczących zjawiska p/n >Kalambur<, z którego sławne było miasto nad Odrą, stolica Ziem Północnych i Zachodnich jak mawiano w Polsce Ludowej, przez dekady: w roku 1957 powstaje Studencki Teatr >Kalambur<. Jego współzałożycielami są Bogusław Litwiniec oraz Eugeniusz Michaluk. Litwiniec to znany, wieloletni animator, reżyser, a później dyrektor teatru, Michaluk – pierwszy kierownik literacki i autor nazwy teatru >Kalambur<. 20.04.1958 roku ma miejsce pierwszy spektakl >Kalamburu< pt. „Konfiskata gwiazd”. Od 1964 roku >Kalambur< przeprowadza się do własnej, wyremontowanej siłami jego członków, siedziby z własną sceną, w kamienicy przy ulicy Kuźniczej 29a, od 1967. rozpoczyna się cykliczna impreza p/n Międzynarodowy Festiwal Teatrów Studenckich, 1974 – przekształcenie >Kalamburu< w ośrodek kultury o kilku kierunkach pracy programowej, 1975 – V Międzynarodowy Studencki Festiwal Teatru Otwartego, 1979 – >Kalambur< uzyskuje status placówki zawodowej (zmienia jednocześnie nazwę na Ośrodek Teatru Otwartego >Kalambur<), 1983 – inauguracja działalności teatralno-artystycznej kawiarni >Pod Kalamburem< kierowanej przez Halinę Litwiniec, 1994 – brak porozumienia i woli współdziałania pomiędzy władzami samorządowymi Wrocławia, a Zjednoczonymi Przedsiębiorstwami Rozrywkowymi, powoduje rozwiązanie zespołu aktorskiego, wypowiedzenia dostają także pozostali pracownicy OTO >Kalambur<. Tzw. reorganizacja oznaczała faktyczną jego likwidację i zakończenie działalności. W czasie 37 lat istnienia dokonania >Kalamburu< to: 107 premier, 10 festiwali (w których uczestniczyło 177 teatrów z całego świata), 33 wyjazdy zagraniczne. To też ok. 1000 osób współpracujących i współtworzących instytucję p/n >Kalambur<. Osoby zajmujące stanowiska publiczne, a które doprowadziły do likwidacji instytucji tak szacownej, zasłużonej dla polskiej i wrocławskiej kultury, mającej wymiar międzynarodowy o ugruntowanej pozycji, trudno nie porównać do ateńskich sykofantów. Sykofantia i sykofanci zawsze niszczą wszystko co niezależne, co wzniosłe, co niestandardowe i niezgodne z ich ciasnym, „ropuszym” rozumieniem świata i ludzi. 
* * *
Prof. Adam Chmielewski, autor zwycięskiej aplikacji dzięki której Wrocław był w 2016 roku Europejską Stolicą Kultury (którego samorządowe władze Wrocławia zaraz po owym zwycięstwie odwołały po to żeby prestiżowe stanowisko szefa ESK Wrocław 2016 mógł objąć ktoś ze swoich, co też jest przykład sykofanckiego myślenia i działania) w wywiadzie opublikowanym w internetowym wydaniu PRZEGLĄDU (https://www.tygodnikprzeglad.pl/o-wroclawiu-kulturze-esk-20…) oraz na kilku lewicowych portalach (m.in.www.lewica.pl czy WWW.PORTALTRYBUNA.PL) mówi: 
– (pyt): Wrocławska kultura wielu osobom, nie tylko w Polsce, ale w Europie i na świecie, bezsprzecznie kojarzy się z trzema nazwiskami: Grotowski, Tomaszewski, Litwiniec. Kultura wrocławska, jak wszystko w życiu, jest procesem permanentnego tworzenia. W tej materii nic nie zaczyna się nagle, w formie iluminacji. Wrocław, jego specyfika, unikatowość, tworzona była przez bez mała 70 lat pobytu Polaków i Polski na tych ziemiach, a te nazwiska to kamienie milowe owej unikatowości. I ich zabrakło, a może inaczej – nie były wyartykułowane dostatecznie mocno. Takie jest moje zdanie. Co Pan Profesor może o tym powiedzieć?
– (A.Ch.) „….Trzy nazwiska (…) to legendy kultury wrocławskiej. Istnieje Instytut im. Jerzego Grotowskiego i Teatr Pantomimy, kultywujący tradycję twórczości Henryka Tomaszewskiego. W ramach wrocławskiej stolicy kultury zafunkcjonowały one w różnym stopniu. Zupełnie pominięto ważki dorobek Teatru Kalambur i Festiwalu Teatru Otwartego, będący dziełem kolorowej postaci Bogusława Litwińca. Pomysły Litwińca były bliskie ludycznemu, otwartemu ujęciu kultury, ale zarazem były propozycjami z najwyższej półki pod względem intelektualnym i artystycznym, nowatorskie, inspirujące i pamiętane do dzisiaj. Ściągały nad Odrę ludzi sztuki z całego świata. Na jego festiwale przyjeżdżała m.in. Nele Hertling, szefowa >A Soul for Europe<, wiodącej fundacji kulturalnej w Unii Europejskiej. Nele uważa, iż dzieło Teatru Otwartego jest niesłychanie ważnym elementem kultury europejskiej. Dopytywała mnie, czy istnieją i czy są dostępne archiwa Festiwalu Teatru Otwartego. Zaprzyjaźniony profesor z Nowego Jorku, gdy przebył do Wrocławia na wykłady, poprosił, aby zaprowadzić go do Teatru Kalambur, który pamiętał ze swoich wrocławskich wizyt w latach 70. Zabrałem go do teatralnej sali Kalamburu przy ul. Kuźniczej, tak samo czarnej jak kilkadziesiąt lat temu, ale teraz chłodnej, pustej i niemej. Przykre, że ten dorobek, kojarzący się tak mocno z Wrocławiem, nie znalazł dla siebie miejsca we wrocławskiej stolicy kultury”. 
* * *
Cóż można jeszcze w 60-tą rocznicę wystawienia pierwszego spektaklu w >Kalamburze< powiedzieć ? Śmierć przedsięwzięcia >Kalambur<, jak i pominiecie absolutnym milczeniem dorobku oraz postaci Bogusława Litwińca w czasie imprez Europejska Stolica Kultury – Wrocław 2016 jest przykładem tej polskiej małości, miałkości intelektualnej, egzemplifikacją w najlepszym stylu tego naszego „piekiełka” nadwiślańskiego (tu – nadodrzańskiego). Likwidacja w latach 90-tych OTO >Kalambur< jak i pominięcie jego twórcy w czasie tak znaczącego przedsięwzięcia jakim było ESK-Wrocław 2016 mają te same źródła: przekonania polityczne, wynikające stąd sympatie bądź antypatie, kto z kim kiedyś spał na styropianie, kto bardziej eksponował tzw. etos, kto jest „czerwony”, a kto anty-czerwony itd. itp. We Wrocławiu przecież od ponad 25 lat samorządowe władze rekrutują się de facto z tej samej opcji polityczno-towarzyskiej, a różnice i spory sprowadzają się albo do nieistotnych, drugorzędnych kwestii albo do koteryjno-personalnych, zapewniających splendor i dochody roszad w podległych ratuszowi i urzędowi marszałkowskiemu agendach. Bogusław Litwiniec – choć to w rzeczonym przypadku nie może mieć jakiegokolwiek znaczenia w normalnym, cywilizowanym i poważnym systemie politycznym czy w tzw. metodologii sprawowania władzy – nigdy nie krył się ze swoimi lewicowymi, postępowymi, progresywnymi, idącymi w poprzek mentalności tzw. mainstreamu (obojętnie kiedy tworzył i działał) poglądami. Konserwatywna, tradycjonalistyczna, zachowawcza, przaśno-siermiężna władza samorządowa zachowała się jak owi pogardzani w Atenach sykofanci. Otwarcie i jasno nie powiedzieli nigdy co im w duszach gra, bo są niby cywilizowani, niby europejscy, niby otwarci. Dlatego uważam, że Wrocław jest doskonałym tyglem i przykładem tego co nazywam od lat w swej publicystyce tzw. POPiS-em, a czego dowodem jasnym i klarownym jest kandydatura Michała Kazimierza Ujazdowskiego, z rekomendacji Platformy Obywatelskiej, na przyszłego Prezydenta miasta Wrocławia. 
* * *
I jak tu profesorze Hartman nie być „symetrystą” ?

 

Bloger Adnovum o tym, jak PiS systematycznie finansuje amerykański przemysł zbrojeniowy

Proces wasalizacji Polski wobec światowego hegemona pod obecnym rządem PIS nadal się pogłębia.

https://twitter.com/JacekCzarnecki1/status/983996300931805184

Otóż okazuje się, że wielozadaniowe śmigłowce „Black Hawk” produkowane dla armii USA będą służyć w polskiej policji. Nie dość tego Polska negocjuje prócz tego zakup kolejnych dwóch maszyn.

Przypomnę, że na przełomie ubiegłego i obecnego roku pojawiła się informacja, że policja szuka dostawcy trzech śmigłowców. Do udziału w postępowaniu zostały wówczas dopuszczone firmy Bell Helicopter Textron z Fort Worth Inc., Heli sp. z o.o. z Warszawy oraz lubelska fabryka PZL Świdnik.

W międzyczasie poza wszelkimi procedurami przetargowymi MSWiA prowadziło negocjacje na dostawę dwóch większych śmigłowców również na potrzeby Policji. Informacja była ukrywana zarówno przed opinią publiczną jak i przedstawicielami sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Zaś wyszła na jaw po zamieszczeniu przez amerykańskiego producenta śmigłowców Lockheed Martin ogłoszenia o pracę dla serwisanta maszyn UH60/S70 w Polsce.

No i jak to się ma do deklarowanej przez rząd PiS kwestii wspomagania polskich firm, po przez składanie tylko u nich zamówień rządowych na zakup sprzętu?

Pamiętamy wszyscy te głośno rozpropagowane za pośrednictwem wiodących mediów odwiedziny premier Szydło wraz z towarzyszącym jej Macierewiczem w kluczowych zakładach produkujących na potrzeby wojska, kiedy to tak ona jak i szef resortu obrony obiecywali, tak dyrekcjom jak i pracownikom odwiedzanych przez nich zakładów, o tym, że polski rząd od teraz będzie ich wspierał dzięki czemu mogą się one rozwijać mając zapewnioną przyszłość. Oczywiście wszystko to z korzyścią dla Polski i Polaków.

No i co się teraz okazuje?

Otóż, poza wszelkimi procedurami z ubiegania się o kontrakt na zakup nowych śmigłowców dla polskiej policji został wyłączony producent, który jak żaden inny ma doświadczenie w dostawach tego typu śmigłowców. Zdecydowana większość obecnie użytkowanych maszyn przez policję śmigłowców, a więc „Kania” oraz „Sokół” została wyprodukowana w zakładach lotniczych w Świdniku, więc tutejsze zakłady miały niezbędne doświadczenie i kompetencje do realizacji tego kontraktu.

Przy tej okazji wychodzi kolejny raz obłuda liderów rządzącej formacji PiS, którzy co innego obiecują mamiąc Polaków, a co innego de facto robią.

Tym sposobem polski podatnik będzie sponsorował amerykański przemysł zbrojeniowy- podobnie jak już to miało miejsce przy poprzednich podpisanych oraz zrealizowanych dużych kontraktach na zakup sprzętu dla wojska. Kiedy to bez żadnej wyraźnej przyczyny nagle zakupiono dla VIP-ów luksusowe amerykańskie samoloty oraz bardzo przepłacając dwie baterie- za cenę ośmiu, amerykańskich rakiet systemu „Patriot”.

Na zakończenie dodam, że jest to tylko czubek góry lodowej, tego co robi rząd PiS, a co jest ukryte przed opinią publiczną.

http://www.defence24.pl/policyjne-lotnictwo-wyjdzie-z-zapasci-mswia-planujemy-zakup-czterech-smiglowcow,

http://www.defence24.pl/trzy-nowe-smiglowce-dla-policji.

***

https://adnovumteam.wordpress.com/2018/04/17/wojna-domowa-na-ukrainie-17-04-2018r-1145-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-111338

Syria po agresji trzech państw zachodnich: utrata ośrodka badawczego, zwycięstwo we Wschodniej Gucie

Ze strony Strajk.pl  https://strajk.eu/syria-po-agresji-trzech-panstw-zachodnich-utrata-osrodka-badawczego-zwyciestwo-we-wschodniej-gucie/#comment-164241

****************

Gumowe rękawiczki, maski medyczne, szczątki drobnego sprzętu laboratoryjnego widzieli wczoraj zachodni dziennikarze, którzy wraz z mieszkańcami Damaszku poszli wczoraj obejrzeć zburzony przez amerykańską rakietę trzypiętrowy budynek ośrodka badawczego w dzielnicy Barze. Według amerykańskiego generała Kennetha McKenzie, znajdowało się tu „centrum syryjskiego programu broni chemicznych”. Byli pracownicy ośrodka pukają się w głowę.

AFP_c2c44d1e1611d66d6bddf3cda22f34247439229b-300x200

Ruina „syryjskiego centrum broni chemicznych” w Barze. sana

Z ruiny ośrodka nie unoszą się żadne opary, ni gazy, nic, oprócz woni spalenizny. „To było laboratorium, gdzie testowaliśmy produkty chemiczne używane w artykułach spożywczych, lekach i zabawkach dla dzieci. Oprócz tego, produkowaliśmy tu lekarstwa przeciw rakowi i odtrutki przeciw ukąszeniom skorpionów i węży” – mówił Said Said, inżynier zatrudniony w ośrodku.

Ośrodek był wcześniej szczegółowo sprawdzany przez ekspertów Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznych (OZBC), którzy potwierdzili, że nie produkuje się tam żadnych broni chemicznych. Trzy państwa, które zaatakowały wczoraj Syrię, chciały „ukarać” ten kraj, za domniemane użycie toksycznego gazu we Wschodniej Gucie pod Damaszkiem, okupowanej przez Armię Islamu. Jedynie Francja twierdziła, że ma dowody na zaistnienie tego ataku. Wczoraj szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian wyjaśnił, że prezydent Macron miał na myśli filmik i zdjęcia umieszczone na portalach społecznościowych.

Dżihadystowska Armia Islamu, która liczyła na tradycyjną pomoc NATO, nazwała bombardowanie zachodnie „farsą”. Mohammed Alusz, współzałożyciel Armii Islamu ostro skrytykował akcję trzech państw, która „trwała krócej, niż przemówienie Trumpa”. Oprócz zburzenia ośrodka w Barze, państwa NATO próbowały uszkodzić fabryczkę płynu do zmywania naczyń i opuszczone bazy wojskowe. Syryjczykom udało się zestrzelić 70 proc. pocisków wystrzelonych przez Stany Zjednoczone, Francję i Wielką Brytanię.

Wczoraj wojsko syryjskie ogłosiło całkowite opanowanie Wschodniej Guty, okupowanej przez pronatowskich dżihadystów od pięciu lat. Zgodnie z zawartym w końcu porozumieniem bojownicy Armii Islamu zostali przewiezieni na północ kraju, do prowincji Idlib okupowanej przez Al-Kaidę, w zamian za zaprzestanie artyleryjskiego ostrzału Damaszku, który dręczył mieszkańców od miesięcy.

Wyzwolenie Dumy i Wschodniej Guty umożliwi śledztwo ekspertów OZBC, którzy na zaproszenie rządu syryjskiego zbadają, czy doszło tam do jakiegoś ataku chemicznego.

Thierry Meyssan: Techniki współczesnej propagandy wojskowej

http://www.voltairenet.org/article191808.html

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 17 MAJA 2016 

************************

Propaganda jest zjawiskiem równie starym, co społeczeństwa ludzkie, ale najsilniej rozwinęła się w epoce wielkich skupisk populacyjnych. Odbywa się według ściśle sprecyzowanych reguł. W niniejszym artykule Thierry Meyssan dokonuje przeglądu dziejów tej nauki kłamania i zasad nią rządzących.

ropaganda jest techniką wojskową i jako taka różni się od podstępu, ponieważ jej zadaniem jest oszukanie własnego obozu, aby zapewnić sobie jego poparcie, podczas gdy celem podstępu – którego antycznym archetypem pozostaje koń trojański – jest wyrządzenie za pomocą oszustwa szkody przeciwnikowi. Jak to często bywa z technikami wojskowymi, propaganda w swojej historii znajdowała zastosowanie także w życiu cywilnym – zarówno w sferze handlu, jak i polityki.

O ile we wczesnych ustrojach monarchicznych i oligarchicznych rządy zadowalały się okazywaniem swojej siły poprzez ceremoniał i budowle publiczne, o tyle ustrojom demokratycznym od chwili ich pojawienia się towarzyszyła propaganda. I tak demokracja ateńska stanowiła podatny grunt dla sofistyki, czyli szkoły filozoficznej, sankcjonującej dowód jakiejkolwiek tezy.

W XVI wieku kupiecka rodzina Medici wymyśliła sposób na napisanie własnej historii na nowo i przypisanie sobie pochodzenia patrycjuszowskiego. W tym celu wykorzystała „mecenat” – zatrudniła największych artystów swojego kraju, aby w swoich dziełach nadali jej kłamstwu kształt.

Później, kiedy Europą targały wojny religijne, papież Grzegorz XV powołał ministerstwo („dikasterion”) na rzecz obrony i rozsiewania wiary katolickiej, którego zadaniem było stawienie oporu postępom protestantyzmu – Kongregację Rozkrzewiania Wiary („Congregatio de Propaganda Fide”), od której pochodzi termin „propaganda”.

Propaganda epoki przemysłowej

Era przemysłowa spowodowała masowy odpływ ludności ze wsi i powstanie wielkich skupisk klasy robotniczej w miastach. Kiedy tylko te „masy” włączyły się do życia politycznego, francuski socjolog Gustave le Bon postanowił poświęcić swoje badania „psychologii tłumu”, czyli zdziecinnieniu jednostki w obrębie większej grupy osób. Tym samym sformułował podstawowe założenie nowoczesnej propagandy: aby jednostka stała się podatna na manipulację, wpierw należy ją utopić w tłumie.

Na początku pierwszej wojny światowej, we wrześniu 1914 r., Brytyjczycy utworzyli potajemnie, w ramach ministerstwa spraw zagranicznych Biuro Propagandy Wojennej („Wellington House”). Idąc za wzorem Medyceuszy, Biuro zatrudniło najwybitniejszych pisarzy epoki – takich jak Arthur Conan Doyle, Herbert George Wells, czy Rudyard Kipling – aby opisywali i przypisywali niemieckiemu wrogowi zbrodnie, które nie miały miejsca; do ilustracji tekstów zatrudniono malarzy. Następnie Wellington House zapewnił sobie współpracę kierownictw głównych czasopism codziennych – The Times, Daily Mail, Daily Express, Daily Chronicle – których zadaniem było powtarzanie tych fałszerstw.

Model ten posłużył prezydentowi Woodrowowi Wilsonowi do powołania w kwietniu 1917 r. Komitetu ds. Informacji Publicznej („Committee on Public Information”). Instytucja ta zasłynęła z zatrudnienia tysięcy lokalnych liderów, którym zleciła zadanie głoszenia dobrej nowiny (tzw. Four Minute Men). Komitet zajął się też aspektem wizualnym propagandy, wydzielając specjalny departament ds. afiszy, którego dziełem jest znany „I Want You!”, jak również inny – odpowiedzialny za produkcję filmów. Przede wszystkim jednak Komitet ds. Informacji Publicznej zastąpił wielkich pisarzy zespołem psychologów i dziennikarzy, skupionych wokół Edwarda Bernaysa (siostrzeńca Sigmunda Freuda) i Waltera Lippmanna, którego zadaniem było wymyślanie co dzień nowych historii – niezwykłych, strasznych i budujących – które następnie rozpowszechniano za pośrednictwem wielkich tytułów prasowych. W ten sposób dokonała się zmiana z orientacji, opartej na autorytecie Artystów, na orientację, której podstawę stanowiły powiastki („storytelling”), produkowane systematycznie, zgodnie z wytyczonymi naukowo zasadami.

O ile jednak Anglosasi mieli w zamiarze tylko zawładnięcie wyobraźnią ludzką i uczynienie poparcia dla wojny modnym, o tyle Niemcy postanowili przeprowadzić eksperyment z aktywnym udziałem adresatów propagandy w wymyślonych historiach, które im opowiadano. Upowszechnili uniformy, które pozwalały jednostce odgrywać jakąś rolę i organizowali z wielkim rozmachem inscenizacje – polityczne i sportowe – których celem było okazywanie woli większości. Nie ma żadnej wątpliwości, że w tym momencie tkwi początek „nowoczesnej propagandy” takiej, jaką ją znamy, czyli rozpowszechnianie przekonań, których nie można krytykować i od których nie można się odżegnać. Jednostka, która w czarnym mundurze uczestniczyła w marszach z pochodniami nie może już odżegnać się od swoich przekonań nazistowskich bez zakwestionowania siebie samej i przemyślenia od nowa zarówno przeszłości, jak i swojej wizji przyszłości. Ponadto Joseph Goebbels wprowadził w Ministerstwie Propagandy codzienne odprawy, na których definiował „elementy językowe” których dziennikarze powinni używać. Nie chodziło już bowiem tylko o przekonanie tłumu, ale o zmianę jego punktów odniesienia. Ponadto Niemcy jako pierwsi opanowali nowe środki komunikacji w postaci radia i kinematografii. Wpraszali się nawet do prywatnych domów, instalując tam telewizję.

Dla Goebbelsa sztuka prowadzenia propagandy była sztuką walki z jednostką. Podkreślał wagę powtarzania, „wbijania do głowy” dla przezwyciężania oporu intelektualnego. Problem ten stawał się tym bardziej istotny, że wprowadzenie telewizji oznaczało przejście z powrotem z przekazu masowego na indywidualny.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej Zgromadzenie Ogólne ONZ, za namową ZSRR i Francji przyjęło serię rezolucji (nry 110 [1], 381 [2] i 819 [3]), zakazujących propagandy i gwarantujących dostęp do informacji sprzecznych. Każde z państw-członków wprowadziło sformułowane w tych rezolucjach zasady do własnego prawodawstwa. Ale Państwo nie może angażować się przeciwko działaniom propagandowym, jeśli samo propagandę uprawia. Nic się więc nie zmieniło.

W okresie zimnej wojny propaganda była jedną z domen, w których rywalizowały ze sobą USA i ZSRR. Wbrew powszechnemu mniemaniu Związek Radziecki wprowadził innowacji niewiele, poza pisaniem historii na nowo. Wymazywali więc ten, lub inny nurt, retuszując oficjalne fotografie i organizując zniknięcia przywódców tych tendencji. Za to Stany Zjednoczone powołały do życia radio, którego odbiorcami byli obywatele strefy radzieckiej (Radio Wolna Europa), oraz kino, którego widzami byli Alianci (Hollywood). Jednocześnie wprowadzili kolejną innowację w postaci trwałych tworów – rzekomo finansowanych prywatnie i o charakterze naukowym – których zadaniem było usprawiedliwianie post factum posunięć politycznych. Chodzi tu o „laboratoria myśli” („think tanks”). Jak sama nazwa wskazuje, ich funkcja nie polega na prowadzeniu badań, formułowaniu wniosków i składania propozycji, jak to czynią akademicy, ale na testowaniu argumentacji w sofistycznym znaczeniu tego słowa.

Co ciekawe, kiedy US Army musiała się mierzyć z powstaniami narodowymi w Państwach Trzeciego Świata, także uciekła się do technik propagandowych dla zastraszenia komunistycznych buntowników i utrzymania u władzy reżimów neokolonialnych. Do tamtej pory wojna psychologiczna sprowadzała się do podkopywania wiary nieprzyjaciela w jego dowódców i przekonania go o nieuchronności porażki. Na Filipinach generał Edward Lansdale zainscenizował pojawienie się w lesie mitycznego potwora, który pożera ludzi. W ten sposób odstraszył ludność miejscową od udzielania pomocy partyzantom, którzy właśnie w puszczy mieli kryjówki.

Propaganda epoki satelitarnej i technologii cyfrowych

W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat doszło do połączenia trzech zjawisk: społeczeństwa spektaklu [4], mediów satelitarnych i technologii cyfrowych.

1 – Społeczeństwo spektaklu

Jako że telewizja jest spektaklem, propaganda zakłada przede wszystkim organizację wydarzeń spektakularnych.

Na przykład w celu zaprezentowania zjednoczenia Kuwejtu i Iraku jako agresji militarnej (1990) Departament Obrony USA zatrudnił kancelarię PR, Hill & Knowlton, która zainscenizowała relację osoby, przedstawiającej się jako pielęgniarka. Osoba ta zeznała, że widziała, jak żołnierze iraccy kradną z oddziału położniczego inkubatory, skazując tym samym na śmierć 312 noworodków, które się w nich znajdowały.

W 1999 r. przekroczony został kolejny próg: NATO zorganizowało olbrzymich rozmiarów wydarzenie, z którego relacja filmowa, opatrzona odpowiednim komentarzem miała zostać rozprowadzona przez agencje prasowe. W trzy dni 290 000 osób albańskojęzycznych przybyło do Macedonii. Obrazy, które wówczas powstały, pozwoliły na utożsamienie anty-terrorystycznych represji władz Jugosławii przeciwko UÇK z planem eksterminacji muzułmanów (operacją „podkowa” – wymysłem niemieckiego ministra obrony Rudolfa Scharpinga) i – tym samym – na usprawiedliwienie wojny w Kosowie.

Rozmach staje się coraz większy: w 2001 r. dwa samoloty wbijają się w bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku, które następnie się zawalają. To zdarzenie otaczają inne – równie niewytłumaczalne: w biurze wiceprezydenta szaleje pożar, w Pentagonie dochodzi do dwóch wybuchów, a w samym Nowym Jorku zawala się jeszcze trzeci budynek. Niespójność narracji wykorzystana zostaje do rozwiania wszelkich wątpliwości, a władze chronią się za stwierdzeniem, że wszystkie sprzeczności można przypisać nagłości sytuacji. Przez kilka dni stacje telewizyjne nieustannie nadają tylko i wyłącznie zapis wideo obu samolotów, uderzających w WTC, aż do wyczerpania siły krytycyzmu u telewidzów. Wciąż w stanie szoku Kongres uchwala permanentny stan wyjątkowy w postaci Patriot Act. Seria wojen może się zacząć.

Manipulacja wtedy osiąga doskonałość, kiedy najpierw każe długo przyjmować coś do wiadomości, następnie przekonuje widzów do swoich racji, a następnie odkrywa przed nimi, że ich oszukała i zmusza do dalszych kroków, choć wiedzą oni już, że uzasadnieniem jest kłamstwo.

Podobnie było w 2003 r., kiedy świat ujrzał Irakijczyków, obalających pomnik Saddama Husajna. Wówczas prezydent George H. W. Bush skomentował to na żywo, że widok jednego z manifestantów, kruszącego postument, przypomina mu podobne obrazy z burzenia Muru Berlińskiego. Przekaz był taki, że upadek prezydenta Saddama Husajna oznacza wyzwolenie. Po oddaleniu kamery uwidocznił się szerszy plan. Okazało się, ze plac, na którym rozgrywała się akcja, był zamknięty przez armię amerykańską, a demonstranci byli tylko nieliczną grupką aktorów. Mimo to dalsze komentarze w mediach brzmiały tak, jakby nic się nie stało [5].

2 – Satelity

W 1989 r. US Army wykorzystała najnowsze satelity telekomunikacyjne do przekształcenia lokalnej stacji telewizyjnej z Atlanty w pierwszą telewizję „informacji ciągłej” na świecie. Chodziło o wykorzystanie przekazu na żywo dla uwiarygodnienia obrazów, których z braku czasu nie można podrobić. W rzeczywistości jednak przekaz na żywo uniemożliwia także analizę tych obrazów i ich weryfikację [6].

CNN przekonała telewidzów, że zamach stanu premiera Zhao Ziyanga w Chinach był krwawym zdławieniem rewolty ludności na placu Tian’anmen [7]. Rozdmuchała „aksamitną rewolucję” w Czechosłowacji, przekonując, iż policja zabiła jednego z demonstrantów. Telewizja relacjonowała też odkrycie zbiorowego grobu w Timișoarze – zwłok wyniesionych z kostnicy, które przedstawiła jako ciała ofiar policji podczas tłumienia manifestacji, lub ofiar tortur – w celu usprawiedliwienia zamachu stanu Iona Iliescu przeciwko rodzinie Ceaușescu. Itd., itp.

Na podobnych zasadach w 2005 r. emirat Kataru przejął kontrolę nad stacją telewizyjną Al-Dżazira [8], która dotąd poświęcona była dialogowi arabsko-izraelskiemu i uczynił z niej mównicę dla Braci Muzułmanów. W 2011 stacja odegrała kluczową rolę w operacji wiosen arabskich, ale wkrótce podzieliła los CNN: po olbrzymim sukcesie, który zawdzięczała świetnej oprawie gorących tematów, straciła gros widowni, kiedy tylko obnażono jej kłamstwa.

Zasady działania nadawców radiowych o przeznaczeniu zagranicznym zostały udoskonalone w Radio Martí, którego audycje nadawała CIA z samolotu AWACS, krążącego wokół Kuby. W 2012 uruchomiono szeroko zakrojoną operację odcięcia syryjskich stacji telewizyjnych od łączy satelitarnych i zastąpienia ich przez programy sfałszowane, których zadaniem było zapowiedzieć upadek rządu i relacjonować ucieczkę jego przedstawicieli. W tym celu wyprodukowano syntetyczną, fotomontażową sekwencję, ukazującą ucieczkę prezydenta Baszszara al-Asada [9]. Ze względu jednak na reakcję Syrii i Rosji operacji zaniechano, chociaż sygnał, pochodzący z bazy NSA w Australii zdążył już zastąpić na ArabSat sygnał telewizji syryjskiej.

3 – Technologie cyfrowe

W tym okresie postęp technologii cyfrowych, zwłaszcza w domenie rozpowszechniania informacji i internetu, sprawił, że na pierwszy plan znów wysunęła się rola jednostki – choć bez rozpędzania tłumu.

W 2007 r. CIA rozesłała po regionach Kenii, zamieszkanych przez plemię Luo, anonimowe SMS-y oskarżające plemię Kikuju o sfałszowanie wyniku wyborów prezydenckich. Wiadomość zaczęła krążyć, doszło do rozruchów, zginęło ponad tysiąc osób, a 300 000 musiało uciekać. W końcu mediację zaoferowały „organizacje pozarządowe”, które narzuciły krajowi władzę Raili Odingi [10].

W tym samym roku CIA przetestowała wiarygodność anonimowych filmów, kręconych za pomocą telefonów komórkowych. Sekwencje te charakteryzuje wąski kąt, który nie pozwala na pokazanie kontekstu, a ich niejasne pochodzenie nie pozwala stwierdzić, gdzie zostały nagrane. Niemniej jednak wideo, pokazujące dokonujących samospalenia mnichów i represje sił wojskowych podczas „szafranowej rewolucji” w Mjanmie zostały powszechnie uznane za autentyczne. Zostały podchwycone przez stacje telewizyjne i obiegły cały świat.

Koalicja kłamstwa

Techniki propagandowe nie są owocem tylko ostatnich lat, ale ich rozwój został przyśpieszony przez powstanie koalicji na rzecz kłamstwa. Do tamtej pory każde Państwo prowadziło własną politykę informacyjną, ale podczas wojny przeciwko Irakowi w 2002 roku wprowadzono koordynację poczynań ministerstw obrony Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Izraela, a następnie także Kataru i Arabii Saudyjskiej. Koalicja ta najpierw usiłowała zmanipulować inspektorów ONZ w Iraku i przekonać ich do istnienia tamże broni masowego rażenia, a kiedy to się nie udało – truciznę kłamstwa przekazała do międzynarodowych mediów [11].

Ta sama koalicja nagrała w 2011 r. film, nakręcony w studio plenerowym w Katarze, pokazujących wjazd rebeliantów na plac Zielony w Trypolisie [od 21. sierpnia 2011 – plac Męczenników – tłum.]. Obraz jako pierwsza nadała brytyjska stacja Sky News. Pozwolił on na przekonanie Libijczyków, że bitwa już skończona, choć dopiero się zaczynała. Dzięki niemu NATO mogło wziąć miasto bez większych strat własnych (strona libijska straciła 40 000 ludzi). Sajf al-Islam al-Kaddafi musiał osobiście udać się na plac i wystąpić przed wiecem swoich zwolenników, aby zadać kłam temu filmowi, rzekomo nakręconemu poprzedniego dnia w tym samym miejscu przez Sky.

Koalicja kłamstwa nabrała wiatru w żagle podczas wojny przeciwko Syrii, w której na początku wzięło udział 120 Państw i 16 podmiotów międzynarodowych – największa koalicja w Historii.

W październiku 2011 NATO zainscenizowało wydarzenia w wiosce-świadectwie Dżabal az-Zuja na północy kraju. Jednego po drugim dziennikarzy zachodnich na miejsce przywoziły służby informacyjne tureckiego premiera. Ujrzeli oni Wolną Armię Syrii, fetowaną przez miejscową ludność. Operacja ugrzęzła, kiedy jeden z obecnych na miejscu dziennikarzy hiszpańskich rozpoznał szefów tej „syryjskiej” Wolnej Armii – przywódców al-Ka’idy w Libii: Abdelhakima Belhadża i Mahdiego al-Haratiego [12], jednak bez względu na to utrwalił się obraz, że naprawdę istnieje duża armia, złożona z dawnych żołnierzy Syryjskiej Republiki Arabskiej, którzy przeszli na druga stronę.

W 2012 r. świat śledził przez miesiąc los rewolucjonistów z Baba Amr [w Hims – tłum.] [13], obleganych i niemiłosiernie ostrzeliwanych przez wojska reżymu. W rzeczywistości dzielnica ta była oblężona, ale nie bombardowano jej, ponieważ 72 żołnierzy armii syryjskiej znalazło się w niej w okrążeniu w jednym z supermarketów. Dżihadyści wysadzali w powietrze domy chrześcijan, żeby ich ruiny przedstawiać jako skutek działań armii rządowej. Na dachach palono opony, żeby powstał gęsty, czarny dym. France24 i Al-Dżazira odpłatnie zatrudniły w tym czasie, w charakterze „dziennikarzy obywatelskich” członków Trybunału Rewolucyjnego. Zwłoki 150 ofiar, które Trybunał ten skazał na śmierć przez poderżnięcie gardła, zostały następnie zaprezentowane telewidzom jako szczątki ofiar bombardowań [14]. Na miejsce przybył modny pisarz francusko-izraelsko-amerykański Jonathan Littell, który potwierdził, że „rewolucja” jest jak najbardziej prawdziwa. W końcu znalazły się i obrazy i świadectwo pisemne „okrucieństw reżymu”.

W 2013 r. Wielka Brytania stworzyła InCoStrat – firmę komunikacyjną na usługi dla ugrupowań dżihadystycznych. Firma ta projektowała logo, produkowała filmy, kręcone za pomocą telefonu komórkowego i wydawała broszury – wszystko dla ok. setki organizacji islamistycznych, co stwarzało wrażenie, że opozycja ludności wobec Republiki się rozrasta. We współpracy z SAS wyreżyserowała wkroczenie na scenę najważniejszej z tych grup – Armii Islamu (Dżajsz al-Islam). Arabia Saudyjska dostarczyła pojazdów opancerzonych, które dostarczono przez granicę jordańską. Na ceremonię promocji rozdano dżihadystom uszyte w Hiszpanii mundury. Wszystko to zostało zainscenizowane i sfilmowane przez zawodowców, żeby sprawić wrażenie armii, zorganizowanej na sposób jednostek regularnych i zdolnej rywalizować z Syryjską Armią Arabską [15]. Widza nachodziła myśl, że faktycznie jest świadkiem wojny domowej, ale na obrazach obecnych było tylko kilkuset statystów, z którzy większość była obcokrajowcami.

Thierry Meyssan

Tłumaczenie
Euzebiusz Budka

[1] « Mesures à prendre contre la propagande en faveur d’une nouvelle guerre et contre ceux qui y incitent », Réseau Voltaire, 3 novembre 1947.

[2] « Condamnation de la propagande contre la paix », Réseau Voltaire, 17 novembre 1950.

[3] « Renforcement de la paix par la suppression des obstacles au libre échange des informations et des idées », Réseau Voltaire, 14 décembre 1954.

[4] Za tytułem pracy „Społeczeństwo spektaklu” francuskiego myśliciela Guy Deborda – tłum.

[5] « La chute de statue de Saddam Hussein », par Jean-Sébastien Farez, Réseau Voltaire, 15 avril 2003.

[6] « L’effet CNN », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 19 mai 2003.

[7] “Tienanmen 20 anni dopo”, Domenico Losurdo, Rete Voltaire, 9 giugno 2009.

[8] « Wadah Khanfar, Al-Jazeera et le triomphe de la propagande télévisuelle », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 23 septembre 2011.

[9] « L’OTAN prépare une vaste opération d’intoxication », par Thierry Meyssan, Komsomolskaïa Pravda (Russie), Réseau Voltaire, 10 juin 2012.

[10] « Le dessous du prix Nobel de la paix 2009 », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 13 octobre 2009.

[11] « Un réseau militaire d’intoxication », Réseau Voltaire, 8 décembre 2003.

[12] «Islamistas libios se desplazan a Siria para „ayudar” a la revolución», por Daniel Iriarte, ABC (España), Red Voltaire , 19 de diciembre de 2011.

[13] « Les journalistes-combattants de Baba Amr », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 3 mars 2012.

[14] “The Burial Brigade of Homs: An Executioner for Syria’s Rebels Tells His Story”, Ulrike Putz, Der Spiegel, March 29th, 2012.

[15] « Comment le Royaume-Uni met en scène les jihadistes », Réseau Voltaire, 13 mai 2016.

 

Thierry Meyssan: Dlaczego Francja chce obalenia Arabskiej Republiki Syrii ?

SIEĆ VOLTAIRE | DAMASZEK (SYRIA) | 14 PAŹDZIERNIKA 2015
http://www.voltairenet.org/article189029.html

**************

Thierry Meyssan powraca do historii francuskiego podboju kolonialnego Syrii i porównuje ją z poczynaniami prezydenta Sarkozy’ego i Hollande’a, udowadniając, że wolą niektórych obecnych przywódców Francji jest rekolonizacja tego kraju. Jest to postawa tyleż anachroniczna, co przestępcza i sprawia, że Francja staje się na świecie krajem coraz bardziej znienawidzonym.

Francja jest dziś główną siłą, nawołującą do obalenia Arabskiej Republiki Syrii. Podczas gdy Biały Dom i Kreml prowadzą potajemnie rokowania, których celem jest pozbycie się dżihadystów, Paryż nadal oskarża „reżim Baszara” (sic!) o stworzenie Daeszu i deklaruje, że po eliminacji Państwa Islamskiego należy obalić „alawicką dyktaturę” (tu znów: sic!). W wypowiedziach tych Francję otwarcie wspiera Turcja i Arabia Saudyjska, a po cichu – także Izrael.

Jak wytłumaczyć taką skazaną – wydawałoby się – na porażkę postawę, skoro Francja nie ma w tej krucjacie żadnego interesu ani gospodarczego, ani politycznego; skoro Stany Zjednoczone zaprzestały szkolenia bojowników przeciwko Republice, a Rosja właśnie spopiela kolejne ugrupowania dżihadystów?

Większość komentatorów słusznie podkreśla osobiste powiązania zarówno prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego z Katarem, sponsorem Braci Muzułmanów, jak i prezydenta François Hollande’a – także z Katarem, a następnie również z Arabią Saudyjską. Obaj korzystali z nielegalnego fundowania swoich kampanii prezydenckich przez te państwa. Ponadto Arabia Saudyjska jest właścicielem niemałej części udziałów w CAC 40, co oznacza, że nagłe jej wycofanie się równałoby się ciężkimi stratami dla gospodarki Francji.

Chciałbym omówić tu jeszcze jedną hipotezę, która mogłaby tłumaczyć tę postawę: interes kolonialny niektórych przywódców Francji. Aby to zrozumieć, trzeba jednak zajrzeć do przeszłości.

Umowa Sykes-Picot

Podczas pierwszej wojny światowej imperia: brytyjskie, francuskie i rosyjskie potajemnie porozumiały się w sprawie podziału kolonii imperiów: austro-węgierskiego, niemieckiego i osmańskiego, kiedy już dojdzie do ich pokonania. Pod koniec tajnych rokowań na Downing Street doradca brytyjskiego Ministra Wojny i zarazem przełożony „Lawrence’a z Arabii”, sir Mark Sykes, oraz wysłannik specjalny Quai d’Orsay, François Georges-Picot postanowili podzielić między siebie turecką prowincję Wielkiej Syrii i poinformowali o tym cara.

Brytyjczycy, których interesy miały głównie charakter ekonomiczny, przywłaszczyli sobie znane wówczas pola naftowe oraz Palestynę jako kolonię, którą zamierzali zasiedlić ludnością żydowską. Ich terytorium rozciągało się od dzisiejszego Państwa palestyńskiego i Izraela, poprzez Jordanię i Irak po Kuwejt. Paryż, który był podzielony na zwolenników i przeciwników kolonizacji, przyjął model ekspansji zarówno gospodarczej, jak i kulturowej i politycznej; przywłaszczył więc sobie tereny Libanu i Syrii Mniejszej (obecnej), których połowę mieszkańców stanowili wówczas chrześcijanie, których „protektorem” Francja postrzegała się od czasów Franciszka I. W końcu miejscom świętym Jerozolimy i Akki miano nadać charakter międzynarodowy. W rzeczywistości jednak nie wprowadzono w życie wszystkich ustaleń z powodu sprzeczności w polityce brytyjskiej, a przede wszystkim ze względu na ich ambicję utworzenia Państwa Żydowskiego jako bazy do dalszej ekspansji kolonialnej.

Nigdy umowa ta nie była przedmiotem publicznej debaty w „demokracji” brytyjskiej i francuskiej, zszokowałaby bowiem narody Wielkiej Brytanii, a naród francuski by ją odrzucił. Szczegółowe jej zapisy ujawnili bolszewicy, którzy odkryli ją w archiwach caratu. Wywołali tym wściekłość Arabów, choć Brytyjczycy i Francuzi nie zareagowali.

Francuska idea kolonialna

Historia kolonializmu francuskiego rozpoczyna się za panowania Karola X wraz z krwawym podbojem Algierii. W inwazji tej chodziło głównie o monarszy prestiż. Francuzi nigdy jej nie zaakceptowali i wyraziło się to m.in. w rewolucji lipcowej 1830r.

Jednak ideologia kolonialna rozkwitła we Francji dopiero po upadku Drugiego Cesarstwa i utracie Alzacji i Lotaryngii. Wobec niemożności odzyskania ziem utraconych na rzecz Rzeszy Niemieckiej, dwóch ludzi lewicy – Léon Gambetta i Jules Ferry – zaproponowało wyruszenie na podbój nowych terytoriów w Afryce i Azji, czym przyciągnęli do siebie interesy gospodarcze prawicy, już eksploatującej Algierię.

Jako że odwrócenie uwagi od własnej niemocy odzyskania utraconych ziem nie jest motywem chwalebnym, przyjaciele Gambetty i Ferry’ego wymyślili coś, co mogłoby naród zmobilizować. Nie miało więc chodzić o zaspokojenie chciwości ekspansjonistycznej i gospodarczej, ale o „oswobodzenie ludów uciśnionych” (sic!) i „emancypację” kultur „niższych” (znów sic!). A to brzmi już o wiele bardziej godnie.

W Zgromadzeniu Narodowym i Senacie zwolennicy kolonizacji stworzyli lobby, które miało bronić ich zachcianek – „partię kolonialną”. Nazwa „partia” jest tu myląca, nie chodzi bowiem o formację polityczną, ale o nurt myślowy o charakterze ponadpartyjnym, który zjednoczył ponad stu parlamentarzystów z prawa i lewa. Zaliczali się do niej i potężni ludzie interesu (biznesmeni) i wojskowi i geografowie, a także wysoko postawieni urzędnicy – tacy jak François Georges-Picot. O ile jednak przed pierwszą wojną światową liczba Francuzów zainteresowanych koloniami była znikoma, o tyle w okresie międzywojennym – czyli już po odzyskaniu Alzacji i Lotaryngii – znacząco wzrosła. Partia kolonialna, która wówczas stała się już stronnictwem ślepego kapitalizmu, umajonego hasłami praw człowieka, dokładała wszelkich starań, żeby do swoich racji przekonać ludność Francji – efektem była sławetna Wystawa Kolonialna 1931r., a apogeum – zwycięstwo wyborcze Frontu Ludowego Léona Bluma w 1936r.

Kolonizacja Syrii Mniejszej

Wraz z zakończeniem Wojny i upadkiem imperium osmańskiego, Husajn ibn Ali, szarif Mekki i Medyny ogłosił niepodległość Arabów. W myśl uzgodnień z „Lawrence’em z Arabii”, przyjął tytuł „króla Arabów”, ale został przywołany do porządku przez „perfidny Albion”.

Także w 1918r. jego syn Fajsal ogłosił utworzenie arabskiego rządu tymczasowego w Damaszku w czasie, gdy Brytyjczycy zajmowali Palestynę, a Francuzi – wybrzeże Morza Śródziemnego. Arabowie próbowali tym samym stworzyć Państwo zjednoczone, wielowyznaniowe, demokratyczne i niezawisłe.

Prezydent USA Woodrow Wilson sprzymierzył swój kraj ze Zjednoczonym Królestwem wokół wspólnego projektu Państwa żydowskiego, ale sprzeciwiał się kolonizacji reszty regionu. Jeszcze przed końcem konferencji wersalskiej, podczas konferencji w San Remo Francja zapewniła sobie mandat Rady Najwyższej Ententy do zarządzania swoją strefą wpływów. Kolonizacja zyskała tym samym alibi prawne: Lewantyńczykom należało pomóc w zorganizowaniu się po upadku Imperium Osmańskiego.

Pierwsze demokratyczne wybory w Syrii odbywają się pod auspicjami arabskiego rządu tymczasowego. Większość w Syryjskim Kongresie Powszechnym zdobywają kacykowie bez wyraźnej afiliacji politycznej, ale Kongres zostaje zdominowany przez mniejszość nacjonalistyczną i przyjmuje konstytucję monarchistyczną, według której parlament będzie dwuizbowy. Po ogłoszeniu francuskiego mandatu dochodzi do powstania narodowego przeciwko emirowi Fajsalowi, który zdecydował się na współpracę z Francuzami i wspierającymi go maronitami z Libanu. Paryż przysyła wojsko pod dowództwem członka „partii kolonialnej”, generała Gouraud. Nacjonaliści syryjscy stają przeciwko niemu w bitwie pod Majsalun i ponoszą klęskę. Kolonizacja zaczyna się.

Najpierw generał Gouraud oddziela Liban, gdzie cieszy się poparciem maronitów, od reszty Syrii, którą stara się rządzić, wykorzystując podziały religijne. Stolica „Syrii” zostaje przeniesiona do Hims – małego miasta sunnickiego – po czym wraca do Damaszku, ale władza kolonialna pozostaje skoncentrowana w Libanie, w Bejrucie. W 1932r. kolonia otrzymuje własną flagę, złożoną z trzech poziomych pasów, przedstawiających trzy dynastie: zielony – Fatymidów, biały – Umajjadów, a czerwony – Abbasydów; pierwszy jest symbolem muzułmanów szyickich, a dwa kolejne – sunnickich. Trzy czerwone gwiazdki przedstawiają trzy mniejszości: chrześcijańską, druzyjską i alawicką.

Francja chce z Libanu uczynić Państwo maronickie, ponieważ chrześcijanie maroniccy uznają zwierzchnictwo papieża, a z Syrii – Państwo muzułmanów. Nie ustaje w zwalczaniu chrześcijan w Syrii Mniejszej, ponieważ są oni w większości wyznania prawosławnego.

W 1936r. we Francji do władzy dochodzi lewica w postaci Frontu Ludowego. Nowy rząd przystaje na rokowania z nacjonalistami arabskimi i obiecuje im niepodległość. Podsekretarzowi Stanu do spraw Magrebu i Mandatów na Bliskim Wschodzie, Pierre’owi Viénotowi udaje się wynegocjować uzyskanie niepodległości przez Liban i Syrię (co nie udało mu się wcześniej w przypadku Tunezji). Traktat zostaje jednogłośnie ratyfikowany przez parlament syryjski, ale Léon Blum – członek „partii kolonialnej” – nigdy nie przedstawi go Senatowi Francji.

W tym samym okresie rząd Frontu Ludowego postanawia oderwać Antiochię Syryjską od Syrii Mniejszej i proponuje przyłączenie miasta do Turcji, do czego ostatecznie dochodzi w 1939r. W ten sposób Léon Blum chce się pozbyć problemu chrześcijan prawosławnych, których zwierzchnikiem jest tytularny patriarcha Antiochii i których Turcy obejmą odpowiednimi represjami.

W końcu jednak kolonizacji kładzie kres podział Francji podczas drugiej wojny światowej. Rząd de iure Philippe’a Pétaina usiłuje utrzymać mandat, podczas gdy prawowity rząd Charles’a de Gaulle’a w 1941r. ogłasza niepodległość i Libanu i Syrii.

Wraz z końcem wojny rząd tymczasowy Republiki wprowadza w życie program Rady Narodowej Francuskiego Ruchu Oporu. Tymczasem „partia kolonialna” nadal sprzeciwia się niepodległości ludów skolonizowanych. 8. maja 1945 objawia się to rzezią w Satifie w Algierii na rozkaz generała Raymonda Duvala, 29. maja dochodzi do masakry w Damaszku na polecenie generała Fernanda Olive’a. Przez dwa dni lotnictwo francuskie bombarduje miasto, niszcząc przy tym znaczną część zabytkowego suku. Bomby uszkadzają również salę posiedzeń Kongresu.

Ambicje kolonialne Francji w Syrii od roku 2011

Na uroczystości 14. lipca 2008 na Polach Elizejskich, podczas których świętować miał swoje postępy w demokratyzacji, prezydent Nicolas Sarkozy zaprosił swojego syryjskiego odpowiednika Baszszara al-Asada. W latach 2009-10 wynegocjował ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią program przekształceń państwowych na „rozszerzonym Bliskim Wschodzie”. Sekretarz stanu Hillary Clinton przekonała go do reanimacji kolonialnego projektu francusko-brytyjskiego pod przewodnictwem USA, co miało być ucieleśnieniem teorii „kierownictwa z tyłu”.

  1. listopada 2010 – czyli jeszcze przed „wiosną arabską” – Francja i Zjednoczone Królestwo podpisały serię dokumentów, znanych jako Traktat Lancaster House. O ile jednak ta ich część, która została zaprezentowana publicznie, zawiera jedynie deklarację współpracy w zakresie korpusów ekspedycyjnych (czyli wojsk kolonialnych), o tyle część nieujawniona zakłada atak na Libię i Syrię 21. marca 2011r. Wiadomo, że Francja przypuściła atak na Libię dwa dni przed tym terminem, czym rozgniewała Wielką Brytanię, która poczuła się oszukana przez sojusznika. Do napaści na Syrię nigdy nie doszło, ponieważ głównodowodzący – Stany Zjednoczone – zmienił zdanie.

Traktat Lancaster House został ze strony francuskiej wynegocjowany przez Alaina Juppé i generała Benoîta Pugę – zagorzałego zwolennika kolonizacji.

  1. lipca 2011r. Francja utworzyła Wolną Armie Syrii (tzw. „umiarkowanych”). Wbrew oficjalnym komunikatom, płynącym z otoczenia szefa WAS, pułkownika Rijada al-Asada, pierwszymi jej żołnierzami nie byli Syryjczycy, a Libijczycy – członkowie al-Ka’idy. Sam Rijad al-Asad jest tylko listkiem figowym, który ma Armii nadać połysku syryjskości. Został wybrany ze względu na homonimię nazwiska z prezydentem Baszszarem al-Asadem, z którym nie łączą go żadne więzy pokrewieństwa. Tymczasem prasa atlantystowska ignoruje fakt, że oba nazwiska po arabsku zapisuje się zupełnie inaczej i upatruje w pułkowniku oznakę „pierwszego rozłamu w łonie reżimu”.

Wolna Armia Syrii (WAS) została obsadzona oficerami Legii Cudzoziemskiej, których odłączono od jednostek macierzystych i postawiono do dyspozycji Pałacu Elizejskiego i generała Benoîta Pugi – prywatnego szefa Sztabu Generalnego prezydenta Sarkozy’ego. Jako barwy WAS otrzymała sztandar Mandatu Syrii i Libanu.

Obecnie Wolna Armia Syrii nie jest już amią stałą, ale jej markę wykorzystuje się wciąż w operacjach, wymyślanych w Pałacu Elizejskim, a wykonywanych przez najemników z innych grup zbrojnych. Francja nadal rozróżnia dżihadystów „umiarkowanych” od tych innych, czyli „ekstremistów”, tymczasem między obiema tymi kategoriami nie istnieją już żadne różnice – ani jeśli chodzi o skład osobowy, ani jeśli chodzi o zachowanie. To WAS jako pierwsza wprowadziła egzekucje homoseksualistów poprzez zrzucanie ich z dachów wysokościowców; to także WAS rozpowszechniła relację filmową z kanibalistycznej uczty jednego ze swoich przywódców na sercu i wątrobie jednego z żołnierzy syryjskich. Jedyną różnicą jest flaga: z jednej strony kolonizacji francuskiej, z drugiej – dżihadu.

Na początku 2012r. Legia Cudzoziemska eskortuje 3 tys. bojowników WAS do Hims – dawnej francuskiej stolicy kolonialnej – celem ustanowienia tamże „stolicy rewolucji”. Korpus ten okopuje się w nowo wybudowanej dzielnicy Baba Amr i ogłasza powstanie Emiratu islamskiego. Trybunał rewolucyjny skazuje ponad 150. pozostałych w dzielnicy mieszkańców na śmierć poprzez publiczne poderżnięcie gardła. WAS wytrzymuje oblężenie przez miesiąc – dzięki stanowiskom ogniowym przeciwpancernych pocisków rakietowych Milan, dostarczonych jej przez Francję.

Kiedy w lipcu 2012r. prezydent François Hollande wznowił wojnę przeciwko Syrii, ustanowił precedens w historii Francji, zatrzymując na stanowisku zaufanego Szefa Sztabu swojego poprzednika, czyli Benoîta Pugę. Od Nicolasa Sarkozy’ego przejął też retorykę i gestykulację kolonialną, zgodnie z którymi rozgłasza, że Republika Arabska Syrii jest „krwawą dyktaturą” (trzeba więc „oswobodzić uciśniony naród”) i że władza w niej została przywłaszczona przez alawicką mniejszość (trzeba więc „emancypować” Syryjczyków względem tej paskudnej sekty). Wprowadza syryjskim uchodźcom w Europie zakaz udziału w wyborach, które mają miejsce w ich kraju i zarządza za nich, że odtąd Syryjska Rada Narodowa – ciało niewybrane – jest ich prawowitym przedstawicielem. Jego minister spraw zagranicznych, Laurent Fabius oświadcza, że demokratycznie wybrany prezydent, Baszszar al-Asad „nie jest godzien chodzenia po Ziemi”.

Deklaracje Valéry’ego Giscarda d’Etaing

  1. września bieżącego roku były prezydent Francji, Valéry Giscard d’Estaing udzielił całostronicowego wywiadu dziennikowi Le Parisien/Aujourd’hui en France w sprawie uchodźców oraz rosyjskiej interwencji przeciwko terrorystom w Syrii, w którym stwierdził: „Zastanawiam się nad możliwością utworzenia w Syrii terytorium mandatowego ONZ na okres pięciu lat.”

Od początku swojego istnienia ONZ nie udzieliła żadnego „mandatu”. To proste słowo przywołuje wszystkie okropności kolonializmu. Nigdy też żaden francuski przywódca nie odwoływał się publicznie tak otwarcie do francuskich ambicji kolonialnych od czasu odzyskania niepodległości przez Algierię 53 lata temu.

Warto też wspomnieć, że Geneviève – siostra François Georgesa-Picota (tego od umowy Sykes-Picot), wyszła za mąż za senatora Jacquesa Bardoux, członka „partii kolonialnej”. Ich córka, May Bardoux, wyszła z kolei za mąż za prezydenta Towarzystwa Finansowego Francuskiego i Kolonialnego, Edmonda Giscarda d’Estaing – ojca byłego prezydenta Francji.

Rozwiązanie problemu syryjskiego, proponowane przez ciotecznego wnuka człowieka, który wytargował z Brytyjczykami francuski mandat w Syrii, polega więc na rekolonizacji tego kraju.

Tłumaczenie 
Euzebiusz Budka

 

Thierry Meyssan: Czy przejęcie Krymu jest pierwszym z długiej serii?

Tekst z portalu VOLTAIRENET.ORG 26 MARCA 2014   http://www.voltairenet.org/article183939.html

Poza  emfatycznymi okrzykami Zachodu przed wstąpieniem Krymu do Federacji Rosyjskiej [FR], prawdziwym problemem jest to, czy jest to sieroce zdarzenie, czy też zapowiada zwracanie się Europy Wschodniej w kierunku Moskwy. Mając do zaoferowania tylko zniewolenie przez brukselską biurokrację, Bruksela obawia się, że jej obecni klienci mogą dać się przyciągać wolności i pieniądzom Moskwy.

Scena radości w Semferopolu z powodu wstąpienia Krymu do FR1-4347-80a3d-3-19bee-88b6b

Zachód pohukuje krytykując „militarne przejęcie” Krymu przez Rosję. Uważa, że wracając do „doktryny Breżniewa” Moskwa zagraża suwerenności wszystkich państw, które były członkami nie tylko byłego ZSRR, ale także Paktu Warszawskiego, i zamierza dokonać ataku jak w przypadku Węgier w 1956 i Czechosłowacji w 1968.

Czy to prawda? Oczywiście, ten sam Zachód nie jest przekonany co do bliskiego zagrożenia. Mimo że zrównuje „aneksację” Krymu przez Putina do Sudetenland przez Hitlera, to nie uważa by to mogło doprowadzić do III wojny światowej.

Co najwyżej, wprowadził teoretyczne sankcje wobec pewnych rosyjskich liderów — w tym przywódców krymskich – blokując ich konta w przypadku gdyby chcieli otworzyć takie w zachodnich bankach, lub zakazując im podróżowania tam, na wypadek gdyby pragnęli to zrobić. Prawdą jest, że ​​Pentagon wysłał 22 myśliwce do Polski i krajów bałtyckich, ale w tej chwili nie zamierza zrobić więcej.

Co dokładnie się dzieje? Od upadku Muru Berlińskiego 9 listopada 1989, i później spotkania na Malcie 2-3 grudnia, Stany Zjednoczone systematycznie zdobywały poparcie, i pogwałcając swoje obietnice, wchłonęły wszystkie kraje wschodnio-europejskie – oprócz Rosji – do NATO. Proces ten rozpoczął się kilka dni później, w Boże Narodzenie 1989, obaleniem Ceaucescu w Rumunii i zastąpieniem go innym komunistycznym dygnitarzem, nagle nawróconym na liberalizm – Ionem Iliescu. Po raz pierwszy CIA zorganizowała zamach w świetle dnia, inscenizując go jako „rewolucję” dzięki nowemu kanałowi TV, CNN International. To był początek ich długiej serii.

Potem 20 kolejnych celów, często równie oszukańczymi metodami: Albania, Niemcy Wschodnie, Azerbejdżan, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Estonia, Gruzja, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Serbia, Słowacja, Słowenia, Rep. Czeska i Ukraina.

Na spotkaniu maltańskim nie podpisano żadnego dokumentu, ale prezydent Bush Sr, korzystając z rad Condoleezy Rice, zobowiązał się werbalnie, że żaden członek Paktu Warszawskiego nie zostanie przyjęty do NATO. W rzeczywistości, przyjęto Niemcy Wschodnie dzięki prostemu połączeniu z Niemcami Zachodnimi. I trzymając otwarte drzwi, teraz 12 byłych krajów-członków ZSRR i Paktu Warszawskiego już dołączyły, a inne czekają by dołączyć do sojuszu.

Ale „wszystko co dobre się kończy”. Potęga NATO i jego cywilny partner, Unia Europejska, chwieją się na nogach. Choć sojusz nigdy nie był tak liczny, to jego armie są nieskuteczne. Jest bardzo dobry w małych teatrach działań, takich jak Afganistan, ale nie może iść na wojnę z Chinami, czy z Rosją, nie mając pewności że nie przegra, co widzieliśmy latem w Syrii.

I wreszcie Zachód jest zdumiony rosyjską szybkością i skutecznością. Podczas olimpiady w Soczi, Putin ze stoickim spokojem nie wypowiadał się na temat wydarzeń na Majdanie. Ale kiedy miał wolne ręce – zareagował. Każdy mógł zobaczyć kiedy grał w przygotowane przez siebie w czasie długiej ciszy karty. W ciągu kilku godzin prorosyjskie siły zneutralizowały krymskie siły pro-kijowskie, kiedy organizowano rewolucję w Semferopolu by doprowadzić do władzy pro-rosyjski zespół. Nowy rząd zarządził referendum o samostanowieniu, które pokazało ogromną falę pro-rosyjską, łącznie z populacją tatarską. Następnie oficjalne siły rosyjskie przejęły żołnierzy ze sprzętem nadal lojalnych wobec Kijowa. To wszystko odbyło się bez jednego wystrzału, z wyjątkiem pro-NATOwskiego ukraińskiego snajpera, którego aresztowano w Semferopolu po zabiciu jednej osoby z każdej strony.

Dwadzieścia lat temu, ci sami Krymczanie na pewno głosowaliby przeciwko Rosji. Ale dzisiaj, wolność lepiej zapewnia Moskwa niż Kijów, gdzie 1 / 3 rządu wróciła do nazizmu, a 2 / 3 reprezentowały oligarchów. Ponadto ich zbankrutowana gospodarka została natychmiast zagwarantowana przez Bank Rosji, chociaż mimo IMF i pożyczek z USA i UE, Kijów jest skazany na długi okres biedy. Nie trzeba było mówić po rosyjsku by dokonać wyboru, i pomimo zachodniej propagandy, muzułmańscy Tatarzy zrobili to również jako rosyjsko-języczni. Taki był także wybór 88% ukraińskich żołnierzy stacjonujących na Krymie, którzy dogadali się z Moskwą o zamiarze sprowadzenia swoich rodzin i otrzymania rosyjskiego obywatelstwa. Taki był też wybór 82% ukraińskich marynarzy na morzu, bardzo szczęśliwych że stali się Rosjanami, bo dogadali się z Moskwą o statkach bez wymuszania na nich czegokolwiek.

Wolność i dobrobyt które sprzedawali na zachodzie przez prawie 70 lat, zmieniły strony.

To nie znaczy że Rosja jest idealna, ale warto zauważyć, że dla Krymczan i w rzeczywistości dla większości Europejczyków, to jest bardziej atrakcyjne niż obóz zachodni.

To dlatego niepodległość Krymu i jego wejście do FR zaznaczyło powrót wahadła. Po raz pierwszy byli sowieccy ludzie z własnej woli zdecydowali się uznać władzę Moskwy. Zachód obawia się, że to wydarzenie jest pod względem skutku porównywalne z upadkiem Muru Berlińskiego, ale w odwrotnym kierunku. Dlaczego mielibyśmy nie zobaczyć pośród państw-członków NATO – jak Grecja – albo po prostu w Unii Europejskiej – jak Cypr – tych którzy pójdą tą samą drogą? Obóz zachodni wtedy się rozpadnie i zatonie w głębokiej recesji – jak Rosja Jelcyna.

Ponadto nieuchronnie pojawi się kwestia przetrwania USA. Ale rozwiązanie ZSRR powinno spowodować to, że jego wróg i mimo to partner, te dwie superpotęgi istniałyby jedynie po to by ścigać się ze sobą. Ale tak się nie stało. Pozbawiony swojego rywala Waszyngton, rozpoczął podbój świata, zglobalizował ekonomię i zainstalował nowy porządek. Rozwiązanie się po upadku Muru Berlińskiego zabrało Związkowi Sowieckiemu 2 lata i 2 miesiące. Czy wkrótce zobaczymy rozwiązanie się USA i UE na kilka bytów, jak teoretyzował Igor Panarin z moskiewskiej Akademii Dyplomatycznej? Ten upadek byłby jeszcze szybszy, skoro Waszyngton zredukował swoje dotacje dla sojuszników i brukselskich Funduszy Strukturalnych.

Nikt nie powinien obawiać się atrakcyjności Rosji, bo jest potęgą imperialną, ale nie imperialistyczną. Jeśli Moskwa ma tendencję do lekceważenia małych krajów które chroni, to nie zamierza rozszerzać swojej hegemonii siłą. Jej strategią wojskową jest „odmowa dostępu” na swoje terytorium. Jej armie są pierwsze na świecie pod względem obrony przeciwlotniczej i morskiej. Mogą zniszczyć floty bombowców i lotniskowców, ale nie są przystosowane do podbicia świata, czy rozmieszczone w bazach zewnętrznych.

Szczególnie dziwne jest kiedy słyszy się, że Zachód potępia przynależność Krymu do Rosji, jako sprzeczne z prawem międzynarodowym i Konstytucją Ukrainy. Czy to nie oni rozczłonkowali ZSRR i Układ Warszawski? Czy to nie oni złamali porządek konstytucyjny w Kijowie?

Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier ubolewa nad rzekomą wolą Rosji „przecięcia Europy na pół”. Ale Rosja pozbyła się sowieckiej dyktatury biurokratycznej i nie zamierza odbudowywać żelaznej kurtyny. To Stany Zjednoczone chcą podzielić Europę na dwie części by uniknąć rozlewu na wschód. Nowa dyktatura biurokratyczna nie jest w Moskwie, ale w Brukseli, i nazywa się Unia Europejska.

Dlatego Waszyngton próbuje zwerbować sojuszników do swojego obozu. Poszerza pokrycie rakietowe na Polskę, Rumunię i Azerbejdżan. Już nie jest żadną tajemnicą to, że jego „tarcza” nigdy nie miała być przeciwko irańskim rakietom, ale do ataku na Rosję. Próbuje również wymóc na europejskich sojusznikach nałożenie sankcji gospodarczych, co sparaliżuje kontynent i zmusi kapitał do ucieczki. . . do Stanów Zjednoczonych.

Wielkość tych zmian jest taka, że Pentagon bada możliwość przerwania swojej „osi na Daleki Wschód”, to znaczy przeniesienia swoich wojsk z Europy i Bliskiego Wschodu, by ulokować je na wojnę z Chinami. W każdym razie, każda zmiana w tej długoterminowej strategii zakłóci jego armie, nawet w krótkim i średnim okresie. Moskwa nie prosiła o tak wiele, i lubieżnie obserwuje reakcje populacji wschodniej Ukrainy, i, dlaczego nie, Naddniestrza.

 

Radosław S. Czarnecki: Marcowe spotkania wrocławskiego SFWM

Z portalu lewica.pl http://www.lewica.pl/?id=31838&tytul=Rados%B3aw-S.-Czarnecki:-Marcowe-spotkania-wroc%B3awskiego-SFWM-

[2018-04-04 10:53:31]

W miesiącu marcu Społeczne Forum Wymiany Myśli z Wrocławia zorganizowało trzy spotkania. Była to debata zatytułowana „Kapitalizm, a ekologia”, spotkanie z Moniką Janas reprezentującą irlandzkie środowiska feministyczne i kampanię „ROSA” lobbującą na rzecz złagodzenia prawa aborcyjnego na Zielonej Wyspie oraz promocja książki Piotra Ciszewskiego – znanego działacza ruchów miejskich ze stolicy – poświęconej Jolancie Brzeskiej pt. „Wszystkich nas nie spalicie”.

Od marca SFWM nawiązało współpracę ze Stowarzyszeniami: „Pokolenia” oraz Polska-Wschód. Reprezentująca we Wrocławiu ww. Stowarzyszenia Bożena Bamwenda uczestniczyć będzie w spotkaniach organizacyjnych Forum. Współpraca ta owocuje udostępnianiem pomieszczenia na spotkania, debaty i dyskusje SFWM. Ponadto przedstawiciel wrocławskiego Forum Wymiany Myśli uczestniczył w pierwszym, inauguracyjnym spotkaniu Bydgoskiego Forum Wymiany Myśli rozpoczynającego swą działalność pod auspicjami miejscowego PPS-u.
W dn. 14.03. spotkanie z Moniką Janas, przedstawicielką irlandzkich środowisk feministycznych i animatorką ruchu na rzecz liberalizacji ustawy dot. przerywania ciąży zgromadziło głównie przedstawicielki i przedstawicieli tych środowisk, które w Polsce zmagają się z tym samym problemem co Irlandki. Wystąpienie Moniki Janas, członkini tamtejszej Partii Socjalistycznej – ponad 60-ciominutowe – dotyczyło, głównie przygotowań do referendum jakie w maju br. ma odbyć się w Irlandii. Pozytywnym echem tego spotkania jest przedstawiony przez Monikę Janas klimat jaki wg niej panuje w Irlandii w tej materii. Jej zdaniem (co poparła wynikami powtarzanych sondaży) ponad 60 % poparcia społecznego daje wielkie szanse na zmianę (podobnie jak w Polsce) opresyjnej ustawy zakazującej de facto przerywania ciąży. W Irlandii ten zakaz jest wpisany do konstytucji.

Warto podkreślić organizację oddolną feministycznych i postępowych środowisk irlandzkich wokół tej inicjatywy oraz stworzenie określonej atmosfery dla złagodzenia zakazu. Opozycję wobec zmian stanowią w Irlandii te same środowiska co w Polsce. No i oczywiście serwilistycznie nastawione wobec Kościoła polityczny mainstream.
Kolejną imprezą organizowaną przez Wrocławskie SFWM była debatą (22.03.2018) zatytułowana „Kapitalizm a ekologia”. Panelistami tej debaty w której uczestniczyło ponad 20 osób byli:
– znana działaczka ruchów ekologicznych , szefowa Partii Zielonych Małgorzata Tracz
– doktorantka W-łu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego Emilia Bamwenda
– Radosław S. Czarnecki, filozof i przyrodnik, jako moderator i przedstawiciel SFWM
Debata dot. de facto politycznych aspektów ochrony środowiska. Moderujący ją przedstawiciel SFWM zwrócił uwagę na nieprzekraczalną de facto antynomię pomiędzy kapitałem, dążącym do maksymalizacji zysku oraz rentowności, a uświadomioną, naturalną postawą pro-ekologiczną. O tych zagrożeniach dla środowiska naturalnego mówi się od wielu lat (powstanie Klubu Rzymskiego i raportu pt. „Granice wzrostu” z 1972 roku). Trend neoliberalny – we wszystkich aspektach, także społecznym i politycznym – od ponad 30 lat jednak narzucił jednak określone, biznesowe, anty-humanistyczne i jedynie zyskowne spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość.
Małgorzata Tracz przedstawiła w swym wystąpieniu zasadnicze zadania ruchów ekologicznych w Polsce i na świecie. Zwróciła uwagę nie tylko na ochronę przyrody i środowiska jako sytuacji wymuszonej (ograniczone zasoby naturalne Ziemi) ale także na jej społeczny wymiar. Niestety – górę biorą związki polityki i biznesu. Wielkie korporacje, które w sposób dziś bezpośredni delegują swych przedstawicieli do wielkiej polityki decydują również o trendach i formach jej uprawiania (w sposób korzystny i zyskowny dla tych korporacji). Przykład Dicka Cheneya z Halliburton jest tu najbardziej klasycznym.

Małgorzata Tracz zaprezentowała całą gamę zjawisk jakimi zajmują się ruchy ekologiczne. To nie tylko ochrona przyrody i zasobów Ziemi, to także najszerzej pojęta „ekologia społeczna” (w tym – feminizm). Tu odwołano się do dorobku Daniela Cohn-Bendita (jego książka pt. „Co robić ?” jest poniekąd manifestem politycznym ruchów ekologicznych Zachodniej Europy)

Stronę naukową reprezentowała Emilia Bamwenda. Przedstawiła zarys aktualnych naukowych zainteresowań politologicznych sprawami tak ochrony przyrody jak i ww. „ekologii społecznej”. Podparła swe wystąpienia licznymi danym statystycznymi oraz opracowaniami naukowymi (zwłaszcza dot. to sytuacji tzw. III Świata).

W dyskusji z udziałem publiczności zwrócono uwagę na następujące kwestie (z racji jej zakresu wybieram tylko zasadnicze, poruszone w niej tematy):
– zagadnienia związane ze smogiem (dwutlenek węgla, ocieplenie klimatu itd.)
– energia atomowa a ochrona przyrody
– problem rynkowości wszystkich zagadnień dot. człowieka na bazie neoliberalizmu
– problemy demograficzne i ich rozwiązywanie
– ochrona zasobów naturalnych Ziemi a sposób prowadzenia reklamy w mediach
– rozdźwięk między chęciami i świadomością ekologiczną (już istniejącą) a wspomnianą zyskownością i rentownością stanowiących o profilu gospodarki neoliberalnej.

Konkluzją tej debaty jest to, iż jeśli nie przełamie się neoliberalnych paradygmatów a media nie zostaną uwolnione „ze smyczy” kapitału korporacyjnego niewiele w skali świata w tej materii da się zrobić (np. koncern Exxon Mobil w dziesięcioleciu 1998-2008 wydał na anty-propagandę w przedmiocie zmian klimatycznych ponad 16 mld $). Nad zmianami świadomości – które przebiegają w wymiarze dekad – muszą bowiem pracować wszyscy a nie jedynie garstka ekologów.

Trzecią imprezą zorganizowaną w marcu przez SFWM (25.03.2018) było spotkanie z Piotrem Ciszewskim, jednym z autorów książki pt. „Wszystkich nas nie spalicie” poświęconej Jolancie Brzeskiej, zamordowanej w 2011 roku działaczce ruchów lokatorskich ze stolicy (de facto od jej protestów i działań ruch ten rozpoczął intensywną działalność w Warszawie rozszerzając się potem na cały kraj). Spotkanie to było poświęcone zarówno tematyce prezentowanej w książce jak i jej promocji.

Autor prezentował w swym zagajającym debatę wystąpieniu problematykę reprywatyzacji mienia komunalnego w Warszawie, pokazał mechanizmy funkcjonujące w urzędach miasta stołecznego Warszawy od lat w tej materii, zwrócił też uwagę na kulisy tych kuriozalnych decyzji urzędniczych, a przede wszystkim podkreślił ponadpartyjną zmowę – tak milczenia jak i działania – w istniejącym procederze tzw. zwrotu mieszkań komunalnych niby-prawowitym właścicielom. Cały system biorący swój początek od prezydentury Pawła Piskorskiego (mający się jak najlepiej rządów za Lecha Kaczyńskiego i osiągający Himalaje hipokryzji, oszustwa i pospolitej mafijności za czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz) sprawia wrażenie doskonale zorganizowanej przestępczości, systemu obejmującego różne środowiska i osoby: tzw. kuratorzy, kancelarie adwokackie i notarialne, wysoko postawieni urzędnicy ratusza i poszczególnych dzielnic, prywatni developerzy, a przede wszystkim „szemrani” reprezentanci lobby reprywatyzacyjnego, oddawane wraz z lokatorami kamienice komunalne, jawne przekręty z plenipotencjami od byłych właścicieli etc. etc. To wszystko są doskonale znane – i opisane w sposób przystępny i klarowny – fakty. Książkę czyta się jak fantastyczny thriller czy kryminał, gdyby tylko nie dotyczyło to wszystko żywych, często steranych życiem, pozostawionych sobie samym, ludzi. Piotr Ciszewski pokrótce przedstawił, obnażając wspomniane mechanizmy (sypiąc przy tym konkretnymi przykładami) tego niecnego, prowadzonego w świetle prawa i dawnych decyzji Trybunału Konstytucyjnego, procederu.

W żywej dyskusji poruszono przede wszystkim zagadnienia (ogólnej natury) reprywatyzacji w skali kraju. Pytano o konkrety jakie znalazły się w prezentowanej i promowanej książce.
Tematykę, dramatyczną i tragiczną, śmierci Jolanty Brzeskiej (symbolu walki zwykłych ludzi, pozostawionych samym sobie przez państwo, bezduszny wymiar sprawiedliwości i organy ścigania) pozostawiono bez komentarzy. Moderujący debatę właśnie w ten sposób pokierował dyskusję, aby zachęcić obecnych do nabycia-przeczytania książki. Kilka osób zakupiło „na pniu” tę niezwykle pożyteczną pozycję ukazującą kulisy polskiej transformacji ustrojowej w przedmiocie tzw. reprywatyzacji.

Na kanwie tego co napisali Piotr Ciszewski i Robert Nowak trzeba stwierdzić, że na bazie wielu argumentów- przede wszystkim ogólnoludzkich i humanistycznych – reprywatyzacji w dziesiątki lat po wojnie nie da się przeprowadzić nie tworząc nowych obszarów niesprawiedliwości. Zwłaszcza w Warszawie doszczętnie zniszczonej w czasie wojny i odbudowywanej przez cały kraj wiele, wiele lat, bez udziału dawnych właścicieli. Zupełnie pomijaną sprawą w medialnym szumie jest to, iż wiele nieruchomości do których byli (żyjący jak i rzekomi, fałszywi czy posiadający sfingowane akty własności) właściciele żywią dziś pretensje było w dn.
1.09.1939 roku hipotecznie obciążonych. I to w banku państwowym!
Podsumowaniem tej ciekawej i pouczającej debaty mogą być cisnące się na usta hasła: stop reprywatyzacji, stop oddawania kamienic z lokatorami, stop bezmyślnej propagandy o „nadrzędności prawa własności” nad jakimikolwiek normami współżycia społecznego. Bo jak rzekł swego czasu Abraham Lincoln jeśli „…występuje konflikt między prawami człowieka, a prawami własności prawa człowieka muszą zwyciężyć”.

Bolesław K. Jaszczuk: Polsko-izraelski dialog ślepego z głuchym

Z portalu lewica.pl http://www.lewica.pl/?id=31815&tytul=Boles%B3aw-K.-Jaszczuk:-Polsko-izraelski-dialog-%B6lepego-z-g%B3uchym- data publikacji : 2018-03-14 22:44:22

 

Mimo tego, że upłynął już ponad miesiąc od momentu uchwalenia przez Sejm nowelizacji ustawy o IPN, to w środowisku politycznym i medialnym wciąż wrze. Sama ustawa jak również jej konsekwencje są dyżurnym tematem większości prasowych publikacji i dyskusji telewizyjnych. Skoro tak, to i ja postanowiłem zabrać głos przedstawiając własny punkt widzenia. Przyglądając się bowiem samej ustawie oraz obserwując reakcje polskich, izraelskich a także wielu innych polityków oraz mediów odnoszę wrażenie, że mamy tu do czynienia z jakąś gigantyczną paranoją. W sposób trafnie dosadny ujął to naczelny rabin Polski Michael Schudrich mówiąc na antenie TVN24, iż jest mu smutno, że musi „słuchać takich głupot z dwóch stron”.

Zacznijmy od samej ustawy. Można zrozumieć intencje zapisów mających na celu zwrócenie uwagi na pojawiające się tu i ówdzie kłamliwe wypowiedzi o polskich obozach koncentracyjnych. Co do ich kłamliwości nie powinien mieć wątpliwości każdy, kto ma blade nawet pojęcie na temat II Wojny Światowej i zbrodni popełnianych przez hitlerowców. Natomiast wysoce wątpliwym, jeśli wręcz nie absurdalnym, wydaje się sam pomysł karania za słowa. Skoro nie ma cenzury, to każdy, nawet kompletny idiota, może wygadywać co chce, co też wielu z nich czyni. Uważam, że ze słowem należy walczyć też słowem zwłaszcza, gdy posiada się solidne argumenty. Natomiast stosowanie kar jest cechą państwa represyjnego a mnożenie zakazów to ostatnio modny trend nie tylko w Polsce. 

Przyjmując rzeczoną ustawę polscy parlamentarzyści skopiowali izraelskie prawo nakazujące karanie za negowanie holokaustu. Jednakże skutki tej prawne izraelskiej ustawy były dość mizerne w porównaniu z efektem propagandowym. Ukarano jedynie kilka pomniejszych rybek, które akurat pojawiły się w Izraelu. Bezkarny natomiast pozostał choćby Mahmud Ahmadineżad, który będąc prezydentem Iranu otwarcie i publicznie twierdził, że holokaust jest wymysłem i nigdy nie miał miejsca.

Partactwo jako norma

Przygotowując ustawę obóz rządzący jak zwykle spartolił sprawę i puścił w obieg kolejnego gniota co staje się już jak gdyby polską normą. Otóż Art. 55a. 2. znowelizowanej ustawy mówi, iż „ jeżeli sprawca czynu (…) działa nieumyślnie, podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności” w odróżnieniu od tego, kto działa umyślnie i którego należy obowiązkowo zapuszkować. Ponieważ karanie ma objąć również obywateli innych państw, to oprócz wszczęcia procedury ekstradycji należałoby nająć psychologów, którzy mieliby za zadanie stwierdzić umyślność czy też nieumyślność czynu. Dozwolone będzie natomiast rozpowszechnianie kłamstw nie tylko „w ramach działalności artystycznej” lecz także naukowej. Wygląda na to, że autorom ustawy najzwyczajniej popieprzyło się kłamstwo oświęcimskie z zakazem publicznego obnoszenia się z symboliką faszystowską, której wolno używać w celach artystycznych i naukowych. Tymczasem kłamstwo w postaci pracy naukowej w dodatku opatrzonej podpisem osoby o stosownym naukowym tytule zyskuje większą rangę niż publiczne chlapnięcie jakiegoś dziennikarza z podrzędnego pisemka. W oczach nieoczytanego, wierzącego w naukowe autorytety pospólstwa nadaje mu walor wiarygodności, co w sposób oczywisty ośmiesza sens ustawowego zapisu.

W Rzeczypospolitej Partackiej intelektualnej miałkości obozu rządzącego dorównuje indolentna parlamentarna opozycja. Główny zarzut wysuwany przez kręgi związane z PO jest taki, że ustawa ta doprowadziła do konfliktu z Izraelem, który do tej pory był jednym z nielicznych sojuszników polskiego państwa. Argumenty sprowadzają się do tezy, iż z Izraelem należy współpracować a nie drażnić a tym bardziej krytykować, choć krytykować byłoby za co. Przede wszystkim za rasizm wobec ludności palestyńskiej oraz przymusowe wysiedlanie uchodźców z krajów afrykańskich. Patrząc z czysto racjonalnego punktu widzenia, powinno się utrzymywać poprawne lub w miarę poprawne stosunki z każdym krajem, zwłaszcza gdy w grę wchodzi współpraca gospodarcza czyli mamona. Tak już jest urządzony świat o czym wie każdy racjonalnie myślący polityk. Tak robią Rosjanie i Chińczycy, którzy handlują sobie z Izraelem nie ukrywając jednak różnic zdań choćby w sprawie palestyńskiej czy stosunków z Iranem. Natomiast sytuowanie rasistowskiego Państwa Izrael na pozycji jednego z najważniejszych, strategicznego sojusznika jest niewłaściwe nie tylko z humanitarnego lecz także pragmatycznego punktu widzenia, gdyż w naturalny sposób osłabia pozycję Polski wśród większości świata arabskiego oraz w oczach wspomnianego już odgrywającego coraz większą rolę na Bliskim Wschodzie Iranu.

Izrael – zaplanowana histeria

Zastanawiać może skąd się wzięła tak wściekła reakcja ze strony Izraela. Do tej pory w Tel Awiwie reagowano w sposób histeryczny na każdą krytykę pod jego adresem traktując ją jako przejaw antysemityzmu. Zgodnie z tą logiką antysemitami są również krytycznie odnoszący się do izraelskich poczynań wobec ludności palestyńskiej Żydzi zamieszkali w Izraelu i poza jego granicami. Jednak tym razem komuś kto przeczytał treść ustawy wydaje się być całkowicie niezrozumiałe czegóż to się w tym Izraelu czepiają skoro nie ma tam żadnych antysemickich akcentów. Wszak ustawa wyraźnie mówi o (pisownia oryginalna) „przypisywaniu Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności” za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę. Wskazuje zatem na niedopuszczalność odpowiedzialności zbiorowej całego narodu za pogromy czy poczynania szmalcowników. Ustawa zatem, niezależnie od intencji jej autorów, zezwala na publiczne ujawnianie przypadków haniebnych poczynań niektórych konkretnych Polaków wobec niektórych konkretnych Żydów. 

Jak widać, jednak nie wszyscy umieją czytać tekst ustawy bądż też udają, że nie umieją. Być może otrzymali błędne tłumaczenie, co jest mało prawdopodobne, gdyż w Izraelu jest od groma osób znających biegle język polski. W tym przypadku władze Izraela przyjęły wygodną dla siebie interpretację uznając, iż rzeczona ustawa a priori neguje jakikolwiek udział Polaków w holokauście. A wystarczyło umieścić w treści Art. 55a. 2. wyraźne odniesienie, że chodzi tu o „polskie obozy koncentracyjne” w okresie drugiej wojny (nie mylić z polskim obozem koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej za czasów sanacji). Nie byłoby wówczas argumentów do krytyki ustawowych zapisów. Być może takie wyraźne stwierdzenie otworzyłoby też oczy niektórym choćby Amerykanom uważającym, że wszystko co znajduje się bądź znajdowało na terenie Polski jest polskie. Wnioskując logicznie: polska jest ambasada USA w Warszawie.

Wracając do Izraela. Wydaje się, że w tel Awiwie oczekiwano na stosowny moment aby przywalić Polsce za odradzający się antysemityzm. Najwyraźniej przegapiono takie wydarzenia jak publiczne spalenie kukły Żyda czy prohitlerowskie wygłupy grupki kilku tępaków. Ustawa mająca w mniemaniu Izraela na celu wybielanie tych Polaków, którzy dopuścili się czynów niegodnych stanowiła tu znakomitą okazję odgryzienia się za polskie przejawy antysemityzmu. W izraelskich szkołach już zaczęto wprowadzać lekcje o polskim antysemityzmie choć jest on u nas jednak mniej widoczny w porównaniu z islamofobią czy antyrosyjskością, które to zjawiska zyskują oficjalny glejt ze strony władzy. Wygląda zatem na to, że izraelska histeria była z góry zaplanowana a jej motywów możemy się tylko domyślać. Być może chodzi tu o zwykłą grę przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Jak twierdzi publicysta Krytyki Politycznej Michał Sutowski, aby utrzymać się u władzy premier Binjamin Netanyahu nakręca nacjonalistyczną histerię. Zapewne z dwóch powodów. Po pierwsze, aby zaprezentować się jako jeszcze większy „patriota” niż choćby lider partii Jest Przyszłość Jair Lapid, który oświadczył, iż Polska była współwinna eksterminacji Żydów. Po drugie, po to, by odwrócić uwagę od wysuwanych przeciwko niemu oskarżeń o korupcję. 

Przy okazji warto zwrócić uwagę na aspekt czysto prawny. Otóż Izrael nie ma formalnego prawa do oprotestowywania polskich ustaw ponieważ nie dotyczą one ich obywateli, podobnie jak nie dotyczą Żydów amerykańskich, francuskich, ukraińskich czy marokańskich. Prawem i obowiązkiem każdego państwa jest bowiem obrona własnych obywateli – w przypadku Izraela posiadających jego obywatelstwo Żydów i Arabów. Warto też przypomnieć, że w okresie holokaustu nie istniało jeszcze państwo Izrael a eksterminowani Żydzi byli obywatelami innych krajów. Jednak państwo ze stolicą w Tel Awiwie, a według Trumpa w Jerozolimie, uzurpuje sobie prawo do reprezentowania całej rozsianej po świecie żydowskiej diaspory. Czy reprezentantem mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie ma być RFN? 

Przy odkłamywaniu „polskich obozów koncentracyjnych” znika z pola widzenia jedna bardzo istotna kwestia. Na świecie utrwalana jest bowiem opinia, że to Żydzi byli jedynymi ofiarami eksterminacji i jedynymi więźniami obozów zagłady. Nie mówi się natomiast o tym, że Polacy a także ludzie innych narodowości byli zsyłani do tych obozów. Sprawa ta umyka uwadze polskich władz skoncentrowanych jedynie na odkłamywaniu jednego kłamstwa. W tej sytuacji naprawianiem, jak to się mówi, narracji historycznej zajmują się obcokrajowcy. W tym moja mieszkająca w Stanach Zjednoczonych kuzynka-Mulatka, która będąc w Polsce nakręciła film dokumentalny o polskich i żydowskich więźniarkach i więźniach obozu w Auschwitz, za co w USA otrzymała nawet nagrodę. 

Reasumując: dialog, o ile można to tak nazwać, polsko-izraelski przypomina rozmowę ślepego z głuchym, gdzie strona polska jest ślepa nie widząc skutków przyjmowania nie przemyślanych i niedopracowanych aktów prawnych, zaś strona izraelska jest głucha na wszelkie nie odpowiadające jej argumenty.