Koalicja Ateistyczna – wydarzenia 2018 rok

Nadchodzące wydarzenia 

Udostępnij wydarzenia
MAR23
23 marca – 25 marca · 4 znajomych weźmie udział
Zainteresowany(a)
MAR24
sob. 13:00 UTC+01 · 2 znajomych weźmie udział
Zainteresowany(a)
MAR24
sob. 16:30 UTC+01 · Koalicja Ateistyczna
Zainteresowany(a)
MAR24
sob. 18:30 UTC+01 · Koalicja Ateistyczna
Zainteresowany(a)
MAR24
sob. 20:30 UTC+01 · 2 znajomych weźmie udział
Zainteresowany(a)
MAR25
niedz. 12:45 UTC+02 · Andrzej Dominiczak weźmie udział
Zainteresowany(a)
SIE10
10 sierpnia – 12 sierpnia · Darek Cychol weźmie udział
Reklama

Bloger Adnovum pisze o tym, jak tzw. Dobra Zmiana trwoni społeczne pieniądze, zwłaszcza w MON

W sumie blisko ćwierć miliona złotych nagród przyznano w ubiegłym roku wiceministrom Ministerstwa Obrony Narodowej kierowanego przez Antoniego Macierewicza. Sam największy polski „patriota”, jako szef resortu obrony, przydzielił sobie z tego tortu ponad 70 tys. zł.

MON długo zwlekał z odpowiedzią na interpelację poselską posła Krzysztofa Berejzy, który pytał o nagrody dla resortów. Kiedy w końcu ujawnił wysokość przyznanych premii, nie wdawał się w szczegóły.

Z informacji przekazanej przez obecnego wiceministra MON Wojciecha Skurkiewicza, sekretarze stanu otrzymali pulę 102,5 tys. zł. Natomiast podsekretarze musieli podzielić się kwotą 145,7 tys. zł.

Ale nie tylko szef MON miał taką chojną ręką wypłacając sobie i swoim współpracownikom te bardzo wysokie premie, bo pozostałe resorty również nie oszczędzały.

W sumie w ciągu pierwszych dwóch lat rząd PiS wydał na nagrody ponad 200 mln zł. Z tego znaczna część to nagrody dla pracowników Ministerstwa Finansów. Mateusz Morawiecki do najoszczędniejszych nie należał i na premie wydał w podległym mu wtedy resorcie „tylko” 71 mln zł.

Drugie miejsce po rekordziście Morawieckim zajął Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski, który od listopada 2015 rozdał swoim 60 mln zł.

Nie wszystkie ministerstwa chętnie podzieliły się wiedzą o wydatkach na ten cel, np. znacznie więcej czasu na podsumowanie nagród potrzebował resort Kultury podlegający prof. Glińskiemu, który jak dotąd nie podał żadnych danych na ten temat. Może to właśnie on jest rekordzistą i wzt. nie pali się do tego aby o tym fakcie poinformować wyborców będących jednocześnie płatnikami podatków.

Nie wiadomo również dokładnie ile szef MON przeznaczył łącznie pieniędzy na nagrody, ale do sierpnia 2017 kwota nagród od Macierewicza wyniosła już około 12,7 mln zł.

No cóż, zapyta ktoś, co znaczy te kilka milionów złotych wydanych w tą czy w tamtą stronę, przy ogromie zadań jakie stoją przed rządem RP oraz resortem obrony, który dba o zapewnienie nam bezpieczeństwa zewnętrznego.

Dlatego też, w świetle powyższego wzrost o ponad 100% funduszu reprezentacyjnego MON na 2018 rok, jest mało znaczącym faktem.

Za część tych pieniędzy Ministerstwo Obrony Narodowej kupi m.in. albumy, znaczki do klap, długopisy, kalendarze, haftowane obrazki i bombki choinkowe. Tego typu gadżety są kupowane przez ministerstwo co roku.

W sumie na materiały promocyjne resort przeznaczy w tym roku ponad 4 mln zł, czyli prawie dwa razy więcej, niż zakładał plan z zeszłego roku. Same stoiska w krajowych oraz międzynarodowych targach przemysłu zbrojeniowego m.in. w Pakistanie i Indonezji pochłoną około 2 mln zł. Ponadto 300 tys. zł MON wyda na iluminację budynków ministerstwa.

Według ogłoszenia zamieszczonym w Biuletynie Informacji Publicznej MON, w związku z obchodami 100-lecia niepodległości, resort planuje zakup 15 tys. „eleganckich notesów na spirali”, tyle samo zeszytów A5, 10 tys. toreb papierowych, 500 plakiet okolicznościowych z wizerunkiem Józefa Piłsudskiego, 100 medali pamiątkowych, 400 ryngrafów z godłem Polski.

Przypominam, że w zeszłym roku MON zamówił 1200 pluszowych misiów. Pluszaki miały konkretne wytyczne. 600 sztuk miało być w kolorze miodu, pozostałe miały być brązowe. Zamawiane pluszaki mierzyły 30 cm, zaś na ich głowach miały znaleźć się zielone berety. Misie miały być ubrane w mundury z flagą Polski na ramieniu. Rzecznik MON wyjaśniał wówczas, że gadżety przeznaczone są dla dzieci, m.in. tych, które są odwiedzane przez żołnierzy.

MON chciał też kupić kosztujące 80 zł za sztukę „długopisy taktyczne”. Długopisy miały być wykonane z aluminiom lotniczego, mieć latarkę, nożyk, specjalną końcówkę, która służy jako wybijak do szyb oraz wkłady, umożliwiające pisanie pod każdym kątem, na mrozie i w upale. Po nagłośnieniu planowanego zakupu przez media resort obony zrezygnował z długopisów taktycznych.

Poza tym na Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, MON szczodrą ręką ogłosił przetarg na dostawę wybuchowych bombek choinkowych z ładunkiem śliwek w czekoladzie oraz tonę „aromatycznych krówek ciągutek o smaku mlecznym, zawiniętych w podkładkę parafinowaną z nadrukiem zgodnym z wzorem WZ.93”– czyli w opakowaniu o standardowym dla Sił Zbrojnych kamuflażu leśnym.

Resort nabył również 4 tysiące gotowych magazynków z krówkami, według SIWZ „o ciągnącej się konsystencji, smaku mlecznym, zawiniętymi w parafinową owijkę, opatrzoną etykietą w kolorze granatowym i napisem Ministerstwo Obrony Narodowej„. Odcień granatu została uzgodniona z zamawiającym. Parametry krówek w ekskluzywnym, ministerialnym wydaniu nie różniły się zasadniczo od tych w ich wydaniu polowym: waga cukierka to 12,5 g (+/- 1,5 g), wymiary etykiety 70×75 mm, magazynek (kartonowe pudełeczko – sztancowane, bigowane i składane) mieścił ich 14 (+/- 2) sztuk.

A to wszystko za tylko za prawie 160 tys. złotych- prawie darmo.

Ciekawe co resort obrony, przy tak zwiększonym budżecie reprezentacyjnym dla MON na obecny rok zamówi na Święta i Nowy Rok?

Na zakończenie dodam, że według odpowiedzi MON:

DJH33h_W4AABG9f

I wszystko w tej odpowiedzi MON byłoby ok! gdyby nie to, że i nawet przy tej okazji nie zawahano się aby i tym razem nie dokonać ordynarnej manipulacji, która polega na tym, iż podana liczba krówek i bombek choinkowych dotyczy znacznie dłuższego okresu niż tylko dwa lata rządów Macierewicza w MON. Nie dość tego, jeszcze nie minęło więcej jak dwa miesiące od przejęcia resortu obrony narodowej przez Mariusza Błaszczaka, a suma pieniędzy przeznaczona na zakup tego typu nikomu nie potrzebnych, ale za to bardzo drogich gadżetów wzrosła o ponad dwa razy.

Zresztą jak mało zmieniła się sytuacja w resorcie obrony po przejęciu jego kierownictwa przez Mariusza Błaszczaka, dowód stanowi podobna manipulacja jakiej dokonano w komunikacie centrum operacyjnego na portalu informacyjnym MON.

Otóż, w odpowiedzi na materiał jaki ukazał się w RMF FM na temat dwukrotnego wzrostu wydatków na zakup materiałów promocyjnych przez MON, centrum operacyjne napisało że:

„RMF FM mija się z prawdą informując, że ‚Środki przeznaczone na promocję ministerstwa, to najwyższa kwota w budżecie resortu obrony na ten rok’ „.

Zdanie to, w tekście opublikowanym na portalu informacyjnym radia RMF FM różni się małym, ale za to bardzo istotnym, szczegółem:

„Środki przeznaczone na promocję ministerstwa to najwyższa kwota w budżecie administracyjnym resortu obrony na ten rok”.

A więc w komunikacie centrum operacyjnym MON pominięto z tego zdania następujące słowo: „administracyjnym”, co wypaczyło jego sens. Gdyż budżet administracyjny to nie to samo podany w zdaniu komunikatu centrum operacyjnego „budżet resortu obrony”.

A na tym zmanipulowanym jednym zdaniu opiera się cała dalsza konstrukcja komunikatu centrum operacyjnego MON.

Na tym przykładzie podałem Państwu jedną z metod na jakich oparta jest władza „prawych i sprawiedliwych”.

A co wzt. będzie za rok i do czego oni jeszcze się posuną gdy mocniej uchwycą stery władzy w swoje łapska? A już nie mówiąc w czasie całego bardzo długiego- jak twierdzą- okresu zaplanowanego bycia przez siebie u koryta władzy.

http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/rmf-fm-wprowadza-w-blad-srodki-na-promocje-nie-sa-najwyzsza-kwota-w-budzecie-mon-22018-02-13/,

http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-mon-sie-promuje-beda-znaczki-do-klap-dlugopisy-i-kalendarze,nId,2521726.

CZYTAJ WIĘCEJ :  https://adnovumteam.wordpress.com/2018/02/25/wojna-domowa-na-ukrainie-25-02-2018r-1094-dzien-od-nowego-rozejmu/

Bloger Adnovum opisuje, jak sztucznie podtrzymuje się psychozę ludu smoleńskiego odnośnie rzekomej bomby smoleńskiej

„…..Dlatego też Macierewicz znajdując się pod presją czasu, bo prezes PiS wyraźnie dał mu do zrozumienia, że sprawa ma zostać zakończona odpowiednim raportem na zbliżającą się szybkimi krokami kolejną rocznicę katastrofy, a więc do 10 kwietnia tego roku, nie mając innego wyjścia zaczął ponownie rozpowszechniać te swoje wyssane z palca banialuki. Oczywiście pomocne w tym mu są zaprzyjaźnione z nim media. A raczej jedno medium, które przez pączkowanie przepoczwarzyło się w kilka mediów, usiłując zająć całą przestrzeń medialną w segmencie środowisk prawicowych.

DWfsq2mW4AAvK3B

 

 

Otóż, w ostatnim wydaniu „Gazety Polskiej” w materiale pt. „Ktoś majstrował przy skrzydle Tu-154? Nieznane nagranie z nocy przed katastrofą”, ponownie ukazał się w formie bardzo sensacyjnej tekst, który tym razem przerósł chyba wszystkie poprzednie, bo już nie tylko twierdzi się o wybuchu jaki miał zniszczyć skrzydło samolotu, ale jeszcze dokładnie przedstawia, powołując się na Macierewicza, jego szczegóły:

„Występują tam zniekształcenia w największym stopniu wskazujące na wybuch; to stamtąd został wyrwany i przeleciał kilkadziesiąt metrów do przodu pierwszy dźwigar lewego skrzydła. Kwestia eksplozji w tym miejscu nie ulega wątpliwości”.

Dalej w artykule pisze się, że drzwi samolotu „uderzyły w ziemię z prędkością dziesięciokrotnie przekraczającą prędkość spadającego samolotu”, a zatem, jak on twierdzi, zadziałała na nie „dodatkowa, potężna energia”. Ustalenia te poparte są jakoby symulacją prowadzoną przez National Institute For Aviation, które prowadzi badania nad katastrofą smoleńską na zlecenie podkomisji smoleńskiej powołanej przez Macierewicza.:-)

Nie dość tego, w tekście tym można się dowiedzieć, że dziennikarze „GP” dotarli do nagrań z kamer przemysłowych, które zarejestrowały niepokojące zachowanie niezidentyfikowanych osób tuż przed wylotem Tu-154 z Warszawy do Smoleńska. Oczywiście „GP” udaje, że nie wie co to były za osoby, aby w ten sposób wzmóc w czytelnikach poziom napięcia i emocji.

Dodam, że już w samym tytule tego „demaskatorskiego” artykułu znajdują się dwie manipulacje: po pierwsze słowa „Ktoś majstrował przy skrzydle Tu-154?” sugerują, że coś jest na rzeczy, z tą najnowszą macierewiczową teorią o wybuchu w skrzydle. A po drugie w sformułowaniu „Nieznane nagranie z nocy przed katastrofą”.

Niestety, okazuje się, że te sensacyjne nagrania z kamer przemysłowych z lotniska przed odlotem samolotu do Smoleńska, nie są jakąś wielką i ukrytą tajemnicą, tylko były one znane Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. O czym na swojej stronie na Twitterze poinformował jej były przewodniczący Maciej Lasek, stwierdzając, że:

„Między godzinami 4.00 a 5.40 rano (10 kwietnia 2010 roku- dopisek mój) 6 techników z 36splt wykonywało obsługę bieżącą samolotu Tu-154M. Opisane w raporcie. Oczywiście zapis z kamer przemysłowych był dostępny podczas prac Komisji Millera i zapewne prokuratury też”.

 

 

Poza wspomnianymi wyżej „tajemniczymi” osobami jakie miały się kręcić w pobliżu samolotu, tuż przed jego odlotem, „GP” wskazuje na rzekome uchybienia ze strony Biura Ochrony Rządu, które sprawdzało samolot przed wylotem. Według ustaleń gazety pirotechnicy BOR przebywali zbyt krótko w newralgicznych miejscach w samolocie. Mało tego, według informacji tygodnika specjaliści od materiałów wybuchowych przeszli się jedynie wzdłuż samolotu.

Czyli jak widzimy totalna zmowa, na dokładnie takiej samej zasadzie, ja atakująca rządy PiS: „totalna opozycja”. Czyż takie poczucie spisków otaczających te środowisko nie jest przejawem jakiejś manii prześladowczej?……”

http://www.gazetapolska.pl/15760-kto-majstrowal-przy-skrzydle-tu-154-nieznane-nagranie-z-nocy-przed-katastrofa,

http://niezalezna.pl/217625-kto-majstrowal-przy-skrzydle-tu-154-odpowiadamy-gazecie-wyborczej.

 

Czytaj więcej>>>>https://adnovumteam.wordpress.com/2018/02/22/wojna-domowa-na-ukrainie-22-02-2018r-1091-dzien-od-nowego-rozejmu/

Panel „Ekonomia politycznej dobrej zmiany” -07.03.2018

Pobożny socjalizm, narodowy kapitalizm, a może wciąż to samo za nową fasadą? Ze współautorami „Ekonomii politycznej dobrej zmiany” porozmawiamy o tym, czy obóz władzy faktycznie przestawił zwrotnicę polskiej gospodarki, czy ma nowy pomysł na udział Polski w globalizacji, wreszcie, czy Beata Szydło z Mateuszem Morawieckim odebrali lewicy patent na nowoczesne państwo dobrobytu.

Goście: Ignacy Morawski, prof. Leokadia Oręziak, Rafał Woś
Prowadzenie: Michał Sutowski

Termin 07.03.2018, godz. 18,00, ul. Foksal 16,Warszawa

Radosław S. Czarnecki, Wrocław: MIT DEKOMUNIZACJI

Prof. Jan Szczepański, socjolog i myśliciel, zauważył przed 40 ponad laty, że „Polityka w Polsce ciągle rozgrywa się w sferze emocji i ciągle sądzimy, iż rozwój kraju zależy od postaw patriotycznych, zaangażowania, oddania sprawie, ofiarności etc. i ciągle w wychowaniu i propagandzie kładziemy nacisk na emocje. Jest to z jednej strony nieefektywne, gdyż ludzie żyjący w podnieceniu emocjonalnym zużywają się znacznie szybciej, emocje często przeradzają się w przeciwieństwa, trwają krótko. A zatem jako metoda sterowania długofalowym wynikiem jest nieskuteczna. Z drugiej strony jest to igranie z ogniem, gdyż pobudzenia emocjonalne mogą zawsze przynieść niespodziewane skutki”. Doskonale cytat ów pasuje do problemu tzw. dekomunizacji w Polsce.

Mit – to opowiadanie udramatyzowane, symboliczne, wyrażające ludzkie doświadczenie świata jako rzeczywistości sakralnej. Mity uporządkowane w spójny i logiczny system nazywa się mitologią. I taką jest w większości dysputa w naszym kraju o komunizmie.

W przypadku komunizmu mitologia (i to zarówno wśród prawicy jak i tzw. anty-komunistycznej lewicy) jest w kraju nad Wisłą, Odrą i Bugiem bardzo bogata. Mit zdejmuje z wyznawcy odpowiedzialność za wybory, decyzje, postawy. To bardzo wygodna i psychologicznie uprawniona pozycja. Wiedzie wprost do infantylizmu, dziecinności, niedojrzałości. Mit jest też formą przekazu wykładni dziejów czy interpretacji układów społecznych opartej najczęściej na chwytliwej formule, iż jest to jedyna, niepodważalna i oczywista prawda. Prawda w wersji czarno-białej. Posługujący się nią prawicowi egzegeci (bez względu na odcienie czy polityczną proweniencję) widzą w nim samo zło i szatańską obecność  w realnym świecie. Podobnie czynią tzw. lewicowi antykomuniści.

Przemysław Wielgosz (LE MONDE DIPLOMATIQUE, lipiec 2017) zauważył w tym kontekście, że „……nie ma lewicowego antykomunizmu, a antykomunizm liberałów zawsze wyląduje w sąsiedztwie skrajnej prawicy”. Dziś mówienie o dekomunizacji w 30 lat bez mała po zmianie ustrojowej jest bez sensu. W Polsce de facto rozpoczęła się ona w 1956 roku i powoli acz systematycznie odbywała się jako odchodzenie od totalitaryzmu stalinowskiego. Odsyłam w tej mierze do polskich klasyków, dogłębnych znawców owej tematyki: prof. Andrzeja Walickiego, prof. Bronisława Łagowskiego, prof. Andrzej Werblan  i oczywiście prof. Zygmunta Baumana. 

Więc walka dziś z tzw. komunizmem, którego w Polsce de facto nie było (w latach 1948-56 były pojedyncze elementy radzieckiego modelu sprawowania totalnej władzy przez PZPR) jest depeerelizacją czyli walką z ludźmi zaangażowanymi w tamten ustrój i funkcjonowanie tamtego państwa. Państwa polskiego. Dlaczego mówi się o dekomunizacji, a nie o depeerelizacji. ? Ze sromoty jaką wywoływałaby taka retoryka, a także z oszustwa intelektualnego. Mityczny komunizm jest dla prawicy i antykomunistycznych lewicowców czytelniejszy ich zdaniem dla przekonania społeczeństwa do swoich rozwiązań niźli otwarte zanegowanie Polski Ludowej. Taką mentalność najlepiej egzemplifikuje wojnę z nazwami ulic – zwłaszcza gdy chodzi o Armię Ludową czy Dąbrowszczaków –  prowadzoną przez IPN powołany głosami prawicy polskiej i niektórych posłów z lewej strony sali sejmowej (rok 1999).

Jak napisał celnie Piotr Nowak (Portal STRAJK.EU – 30.06.2017)  tego typu działalność, jak również próba delegalizacji Komunistycznej Partii Polski, to czytelne sygnały dla popierającego PiS antykomunistycznie rozpalonego segmentu społecznego o zagrożeniu czającym się po lewej stronie sceny publicznej. Także skanalizowanie wrogości na konkretne środowiska. To znana metoda wyszukiwania i składania ofiary (tu – na narodowo-katolickim panteonie) z kolejnego „kozła ofiarnego”. Lewica anty-komunistyczna uprawiająca retorykę kompatybilną z narracją prawicy (od PO i .nowoczesnej.pl przez PiS i K’15 po jawnie „brunatne” organizacje ultra-prawicowe) postępuje wypisz wymaluj jak KPD w Niemczech w latach trzydziestych, kiedy to wg dyrektyw Kominternu nie stworzyła z socjaldemokratami wspólnego frontu przeciwko NSDAP. Efekt był …….. wiadomo jaki i m.in. dlatego pastor Martin Niemöller mógł napisać swój słynny bon mott o przychodzących i zabierających oraz biernych i wycofanych do swego subiektywnego świata idei egotystach.  

O tych i jeszcze innych problemach wiązanych z dekomunizacją dyskutować będziemy w dn. 22.02.,2018 r. (czwartek) o godz. 17.30 we Wrocławiu – ul. Zelwerowicza 16 lokal 3 (I piętro).

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

http://portaltrybuna.pl/walcza-obledem-dekomunizacji-propaguja-wiedze-o-historii-ruchu-robotniczego-dzis-oglosili-plany-2018-r/#comment-371375

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/26/geneza-stanu-wojennego-1981_historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/21/solidarnosc-upadek-mitu-historia-bez-ipn/

Bloger Adnovum o tym jak kuglarze od tzw. bomby smoleńskiej pokazują gest Kozakiewicza Prokuraturze Krajowej

Prokuratura Krajowa RP zwróciła się w trybie przewidzianym w ustawie prawo lotnicze, o przekazanie wyników badań Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego, na potrzeby prowadzonego przez siebie śledztwa. Jednak pomimo to, podkomisja do tej pory nie poinformowała prokuratury o swoich ustaleniach dotyczących przyczyn katastrofy, ani nie przekazała żadnych dowodów na poparcie głoszonych przez siebie tez, dotyczących wybuchu w samolocie.

Prokuratura Krajowa zwracała się do podkomisji o wyniki jej badań na mocy prawa lotniczego. Prawo to mówi, że na potrzeby śledztwa prokuratorskiego śledczy mogą żądać m.in. ekspertyz i wyjaśnień świadków.

Zainteresowanie prokuratury wynika z tego, że w ciągu ostatnich kilku tygodni (pierwszy raz następnego dnia po zdymisjonowaniu z funkcji szefa MON Antoniego Macierewicza, który został przeniesiony na przewodniczącego podkomisji smoleńskiej przy MON) podkomisja smoleńska wydała dwa komunikaty.

Pierwszy 10 stycznia br. (http://podkomisjasmolensk.mon.gov.pl/pl/1_34.html), w którym napisano, że:

„1.Lewe skrzydło samolotu TU 154 M zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej.
2.Istniało kilka źródeł eksplozji: w skrzydle, slocie, a także w centropłacie, potwierdzone przez analizę mechanizmu uderzenia drzwi w ziemię.
3. Brzoza nie miała wpływu na pierwotne zniszczenie skrzydła.

Wnioski te zostały przyjęte przez członków Podkomisji i stanowią jedną z kluczowych konkluzji raportu technicznego.”

Oraz drugi komunikat z dnia 2 lutego br. (http://podkomisjasmolensk.mon.gov.pl/pl/1_35.html), w którym już na samym wstępie napisano, że:

„Przełom w sprawie śmierci Prezydenta Polski w Rosji w 2010 r.: Uznany brytyjski ekspert stwierdził, że doszło do wewnętrznej eksplozji.”

Tak więc, komisja już nie używa- jak poprzednio- określeń typu „prawdopodobnie był wybuch” tylko jednoznacznie twierdzi, że „był wybuch”.

Problem jest tylko w tym, że jeśli podkomisja stwierdziła, że „był wybuch”, to powinna na potwierdzenie tego przedstawić twarde dowody i zakończyć swoją pracę, które nota bene polskiego podatnika kosztuje już wiele milionów złotych. Oczywiście przekazując te dowody i swoje wnioski Prokuraturze Krajowej, w celu ustalenia i ukarania winnych.

Niestety, ale tak się nie stało, bo nawet monity ze strony Prokuratury Krajowej nie spowodowały żadnej reakcji ze strony podkomisji.

Czyżby ona nie chciała posiadanych przez siebie dowodów ujawnić?

Jeśli tak, to jest to przestępstwo mataczenia i ukrywania istotnych dowodów w sprawie.

Po takich dwóch komunikatach podkomisji smoleńskiej stwierdzających, że w dniu 10 kwietnia 2010 roku w polskim samolocie rządowym, Tu-154M, w którym zginął Prezydent RP wraz z towarzyszącymi mu 95 osobami na pokładzie, doszło do katastrofy w wyniku zamachu terrorystycznego. Przy innym nadzorze Prokuratury Krajowej osoby rozgłaszające tego typu wieści stały by się obiektem dochodzenia z w/w przeze mnie paragrafów KK.

Niestety, ale w tym konkretnym przypadku, nie ma żadnego odzewu ze strony Prokuratury Krajowej, poza oczywiście wysłanym przez nią do podkomisji smoleńskiej, pismem o udostępnienie jej tych nowych dowodów wskazujących, że katastrofa była spowodowana przez wybuchy wewnątrz samolotu.

W ten sposób podkomisja smoleńska, albo przez ukrywanie dowodów, albo po prostu ich brak, może po pierwsze przedłużać sobie swój żywot, z czego jej poszczególni członkowie odnoszą konkretne korzyści materialne, a sam Antoni Macierewicz, największe. Po drugie zaś, podobnie jak poprzednio teczkami, może ten urodzony inkwizytor grać rzucaniem bezpodstawnych oskarżeń na podstawie sfingowanych dowodów na to jakoby katastrofa smoleńska rządowego samolotu, była spowodowana przez wybuchy wewnątrz niego.

Zresztą, już sam fakt, tego, że wybuchy miałyby mieć miejsce wewnątrz samolotu, wskazuje, że odpowiedzialność za ten domniemany zamach spada na poprzednią ekipę rządową. I nie tylko w takim przypadku, jeśli ona go zorganizowała, ale również w przypadku zaniechania sprawdzenia samolotu pod kontem bezpieczeństwa jego lotu.

Na tym polegają właśnie te gierki jakie uprawia Macierewicz, przy współudziale usłużnych mu i posłusznych ludzi, od samego początku swojej kariery politycznej w „wolnej”Rzeczypospolitej.

Mam cichą nadzieję, że za to całe zło jakie było spowodowane za jego przyczyną w ciągu ostatnich 28 lat, wreszcie on odpowie, właśnie przy okazji mataczenia jako przewodniczący podkomisji smoleńskiej w sprawie przyczyn katastrofy rządowego samolotu pod Smoleńskiem.

Wtedy też dopiero uwierzę w to, że rządzi prawo i sprawiedliwość, a nie jego wykrzywiona i zdeformowana karykatura.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22992823,macierewicz-oglosil-przelom-a-marek-pasionek-narzeka-ze.html,

http://www.mon.gov.pl/,

https://twitter.com/macierewicz_a.

Czytaj więcej>>>> https://adnovumteam.wordpress.com/2018/02/11/wojna-domowa-na-ukrainie-11-02-2018r-1080-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-110992

Jerzy S. Łątka „Zemsta zza grobu Stanisława Pytla” /Historia bez IPN/

Stefania Pytel, widząc podejrzanych osobników zmierzających w stronę jej domu, wzięła na rękę dwumiesięczną córkę. Dlaczego tak zrobiła? – Niemcy nie uderzyliby kobiety z dzieckiem na ręku.

Pytlowa nie została uderzona. Dostała śmiertelną kulę z parabellum z bliskiej odległości. Nie od Niemca. Od mieszkańca tej samej wsi. Ci, którzy podpalili piątkę jej dzieci i zlinczowali najstarszego syna, byli akowcami. Są na listach członków WiN. Dziś uważani są za „żołnierzy wyklętych”.

„Zemsta zza grobu” to wstrząsająca historia tej bestialskiej zbrodni. Opowieść o tym, jak dzisiejsi „żołnierze wyklęci” postanowili „policzyć się” z rodziną Pytlów.

Jerzy S. Łątka sam nazywa się „detektywem historii”, mimo że historii nie ukończył, a nawet nie studiował. Ukończył natomiast na Uniwersytecie Jagiellońskim etnografię i filologię orientalną (turkologię). Jest doktorem nauk humanistycznych tej uczelni. Jako turkolog skupił się na imperium osmańskim.

A jako etnolog w książce „Bohater na nasze czasy?” opisał Józefa Kurasia „Ognia”.

„Zemsta zza grobu” po „Osełce masła” to kolejna pozycja autora wyjaśniająca haniebne zbrodnie na Podhalu.

Możesz kupić:  https://www.tygodnikprzeglad.pl/nasze-ksiazki/

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

 

 

 

 

Bloger Adnovum o opowiesciach nowego kierownictwa MON dot. rakietowego systemu „Patriot”

„Dobre wieści w sprawie programu Wisła. Uzyskaliśmy niższą cenę oraz przyspieszony termin dostawy. Redukcja kosztów nie ogranicza zakładanych zdolności bojowych systemu. Jesteśmy na dobrej drodze, aby podpisać umowę z końcem pierwszego kwartału 2018 roku”– taki lakoniczny wpis kilka dni temu (31 stycznia) zamieścił na swojej stronie na Twitterze szef MON Mariusz Błaszczak.

Tym optymizmem powiało po tym, gdy w ubiegłym tygodniu zakończył się etap procedury uzgadniania warunków umowy (line by line review) pomiędzy polską delegacją, która uzgodniła warunki umowy z rządem USA w ramach systemu FMS.

Podobno zdolności bojowe kupowanego przez Polskę systemu nie zostały ograniczone w porównaniu z notyfikacją amerykańskiego Departamentu Stanu dla Kongresu, która została opublikowana pod koniec 2017 r. Dotyczy to zarówno systemu IBCS, jak i najnowszych rakiet PAC-3 MSE, których ma być 208 oraz 11 przeznaczonych do testów.

Nie dość dobrych wieści, bo termin dostawy ma być szybszy niż wcześniej przyjęte przez MON założenia, gdyż tym razem mowa jest tu o kwartałach, a nie o latach realizacji zakupu amerykańskiego systemu rakietowego „Patriot”.

Przypomnę, że wg. wcześniejszych założeń, w pierwszej fazie do Polski miałyby zostać dostarczone cztery „Firing Units” (FU) patriotów, czyli w polskim ujęciu dwie baterie z ośmiu docelowych (tak przynajmniej dotychczas deklarował MON). Ich dostawy miałyby się zacząć w 2022 roku, choć jeszcze pod koniec marca ubiegłego roku Antoni Macierewicz deklarował przy okazji wysłania do USA oficjalnej prośby o sprzedaż, że ma nadzieję, iż pierwsze pojawią się w polskim wojsku już w 2019 roku. Te dwie pierwsze baterie miałyby przyjechać do Polski w założonej wcześniej „najnowocześniejszej konfiguracji, takiej jakiej używają wojska USA”. Według dokumentu będzie to wersja nazywana „Patriot 3+”z rakietami PAC-3MSE i nowoczesnym systemem dowodzenia IBCS.

Jednak wbrew temu co sugerował wtedy Macierewicza, nie było to jednak czego Polska by oczekiwała. Nie będą miały bowiem radaru nowej generacji mogącego obserwować przestrzeń dookoła w promieniu 360 stopni (teraz na stałe patrzą w określony sektor) oraz tańszych rakiet „SkyCeptor”, które miały powstawać w znacznej części w Polsce. Według optymistycznie przyjętego założenia, dwie pierwsze baterie mają mieć IBCS, dzięki czemu system „Patriot”będzie można zintegrować z resztą systemu przeciwlotniczego kraju, czyli m.in. z projektem „Narew”. Problem w tym, że system jest dopiero opracowywany i opóźniony. Rok 2022, czyli termin pierwszych dostaw, to obecnie deklarowany termin końca prac nad IBCS powstającym na zamówienie armii amerykańskiej. Do niedawna liczono na rok 2019 i prawdopodobnie dlatego pod koniec marca mówił o nim jako o terminie dostaw pierwszych rakiet „Patriot”. Pojawiły się jednak problemy i trzeba było dodać dodatkowe trzy lata na prace.

To jest jedna strona medalu, drugą są koszty pozyskania przez Polskę tego amerykańskiego systemu rakietowego.

Otóż, wg. podpisanego memorandum określona w nim „mapa drogowa” zakupu systemu rakiet „Patriot” , mówi tylko o dwóch bateriach po cztery wyrzutnie, a w założeniu MON mieliśmy nabyć takich baterii osiem, czyli cztery razy tyle, co nam obiecała strona amerykańska. Reszta wyrzutni ma zostać ewentualnie sprzedana Polsce w innym terminie. Nie dość tego, na realizację zakupu zaplanowanego wcześniej przez MON całego systemu wraz z ośmioma bateriami, budżet zarezerwował 30 mld złotych. Okazało się jednak, że zgodnie z w/w memorandum, amerykański Kongres zgodził się na sprzedaż Polsce tych rakiet w dwóch bateriach, ale za kwotę maksymalną 10,5 mld dolarów, a więc o wiele więcej niż MON jest w stanie zapłacić za to co sobie założył i czego oczekuje.

Dzisiaj więc, gdy ogłasza się kolejny sukces, tym razem gdy szefem MON jest Mariusz Błaszczak, podając, że za pierwsze dwie baterie, wraz z rakietami i radarami IBCS, których nota bene jeszcze nie ma i nie wiadomo na dobrą sprawę kiedy będą, kosztować mają tylko 4,5 mld dolarów. A więc kupimy za tą kwotę dwie baterie (z założonych ośmiu) wraz z nieistniejącym obecnie systemem radarowym IBCS.

Czy jest to sukces?

Tak, ale wyłącznie propagandowy, co poruszając wcześniej ten temat przewidywałem.

Tym sposobem, komisarze partyjni desygnowani przez PiS do nadzoru nad MON i wcielaniu tam polityki tej partii, usiłują przekuć jedną ze swoich klęsk w sukces.

Niestety, ale nie można tu mówić o żadnym sukcesie, bo jest to nadużycie.

Wynika to już z samej treści zamieszczonego wyżej memorandum, gdzie jasno pisze, iż rezygnacja z części wymogów w postaci nowego radaru i innych rakiet to efekt tego pośpiechu z jakim chcą pochwalić się swoim sukcesem rządy PiS. Tak więc, rezygnując z części wymogów w pierwszych bateriach uzyskujemy szybsze dostawy. I to właśnie Błaszczak potwierdził w swoim wpisie na Twitterze, bo niemożliwe jest obecnie zakup systemu „Patriot” wraz z radarami IBCS, bo po prostu one jeszcze nie istnieją. Czyli kupujemy szybko najbardziej ubogą jego wersję. A przecież nie tak miało to wyglądać

Po drugie, Amerykanie nie przychylili się do próśb Polski o wypożyczenie lub odsprzedanie obecnie użytkowanych radarów do systemów „Patriot” z US Army. MON chciał otrzymać je możliwie tanio, żeby potem wymienić na znacznie bardziej zaawansowane docelowe radary, kiedy te będą już dostępne.

Jednak Pentagon „nie jest w stanie” tego zrobić. Tak więc strona polska będzie musiała kupić fabrycznie nowe radary w starej wersji i potem próbować je niedrogo modernizować do nowszej wersji lub zostawić dwie baterie w gorszej konfiguracji. Lub też zakupić same wyrzutnie, ale bez radarów.

Nie dość tego, z przytoczonego memorandum jasno wynika, że to na czym tak bardzo MON zależy, czyli przekazaniu polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu nowoczesnych technologii. Otóż jeszcze w marcu ubiegłego roku wiceminister Bartosz Kownacki deklarował, że offset ma sięgnąć 50% całego kontraktu. Co oznacza, że Polska ma w planach m.in. uzyskanie całej technologii produkcji wspomnianych rakiet „SkyCeptor”, dzieła amerykańsko-izraelskiego, które jest oferowane jako tania rakieta do systemu „Patriot”. Miała również uzyskać technologie związane z produkcją radarów opartych o technologie azotku galu, które mają być wykorzystane we wspomnianym radarze nowej generacji zdolnym do obserwacji w promieniu 360 stopni. „Stany Zjednoczone będą zmierzały do przeniesienia (udostępnienia) maksymalnego poziomu technologii, dozwolonej w ramach polityki Stanów Zjednoczonych. […] Obszary te obejmują między innymi technologie związane z nowym radarem i pociskiem SkyCeptor”– zadeklarowano w memorandum.

Warto jednak zwrócić uwagę na zwrot „będą zmierzały”, co nie jest twardym zobowiązaniem. W całym dokumencie nie ma słowa o tym, ile Polska będzie musiała zapłacić. Macierewicz w marcu ubiegłego roku deklarował, że będzie to około 30 miliardów złotych, choć wcześniej bardzo optymistycznie szacowano koszt programu „Wisła” na prawie dwa razy więcej.

Tak więc, dziś Mariusz Błaszczak wchodząc w buty poprzedniego szefa MON, przekuwa porażkę na propagandę sukcesu, chwaląc się tym, że za mniej zapłacimy więcej, i do tego jeszcze mamy być z tego powodu szczęśliwi.

Natomiast bardzo ucieszyła Macierewicza taka postawa Błaszczaka, co widać po wpisie jaki on dokonał na Facebooku:


Antoni Macierewicz
19 godz.

To wielki sukces Polski: #MON potwierdza, że rakiety Patriot będą za 1/2 podanej przez Kongres USA ceny, tak jak przekazałem kierownictwu Państwa 6.01.2018 r. Gratuluję negocjatorom, płk Marciniakowi, ministrowi Kownackiemu i zarządowi #PGZ. Zadanie wykonane.

https://web.facebook.com/macierewiczantoni/?_rdc=1&_rdr

Co dowodzi, że nic tak na prawdę poza przetasowaniami personalnymi na szczytach władzy w rządzie PiS, się nie zmieniło. Nawet retoryka pozostała ta sama.

A żeby było jeszcze ciekawiej, to tak się złożyło, że kilka dni później, po tym jak Błaszczak ogłosił sukces w sprawie pertraktacji dot. zakupu systemu rakiet „Patriot”, okazało się, że Pentagon przeprowadził kolejną już próbę użyciu systemu obrony przeciwrakietowej, i niestety zakończyła się ona fiaskiem, bo nie zdołał on zestrzelić lecącej rakiety testowej.

Próba ta została przeprowadzona z amerykańskiej bazy wojskowej na Hawajach, z której z wyrzutni lądowej AEGIS Ashore został wystrzelony rakietowy pocisk antybalistyczny SM-3 Block IIA, ale nie trafił atrapy innego pocisku rakietowego wystrzelonego z samolotu.

„Na razie nie wiadomo, dlaczego test się nie powiódł, ale sprawa jest analizowana”– powiedział anonimowy urzędnik Pentagonu.

Pocisk, opracowywany przez koncern „Raytheon”, jest wykorzystywany do celowania w pociski średniego zasięgu i jest rozwijany w Japonii.

Amerykańska Agencja Obrony Przeciwrakietowej (MDS) nie skomentowała wyniku testu, ale potwierdziła, że miał on miejsce.

W świetle tego, można zadać sobie pytanie: czy Polska nie usiłuje zakupić za ciężkie pieniądze złudy poczucia bezpieczeństwa, po to tylko, aby zrealizować obietnice wyborcze rządzącej formacji politycznej PiS?

Czy nie bardziej skuteczna, i oczywiście tańsza, jest polityka pokojowego współistnienia i utrzymywania przyjacielskich stosunków ze wszystkimi sąsiadami. I tymi bliższymi jak i dalszymi?

Możemy być wdzięczni losowi, że przy poprzednim układzie geopolitycznym, nasz kraj mógł żyć i dorabiać się w warunkach zagwarantowanego pokoju.

Tylko dlaczego to niezmiernie cenne dobro zostało nam obecnie odebrane?

I jeszcze do tego wymagają od nas, żebyśmy za to jeszcze, słono przepłacali.

Jeśli jakiś szemrany zawodowy patriota sądzi, i nam wmawia, że jesteśmy w stanie wygrać wojnę, to nie tylko nas oszukuje, ale prowadzi prostą drogą w kierunku jeszcze większej tragedii, niż te jakimi kończyły się wcześniej tego typu chore urojenia. Widocznie im ciągle jest mało polskiej krwi.

A to już jest zbrodnią.

https://adnovumteam.wordpress.com/2018/02/02/wojna-domowa-na-ukrainie-2-02-2018r-1070-dzien-od-nowego-rozejmu/

Radosław S. Czarnecki: Debata o faszyzacji (relacja)

W dniu 25 stycznia w lokalu Demokratycznej Unii Kobiet we Wrocławiu odbyła się – w ramach comiesięcznych spotkań Klubu Dyskusyjnego Społeczne Forum Wymiany Myśli – debata na temat faszyzacji życia publicznego w Polsce. Temat „Faszyzacja – mistyfikacja czy realne zagrożenie?” zbiegł się z upublicznieniem przez Superwizjer TVN24 imprezy neonazistów w lasach z okolic Wodzisławia Śląskiego (równolegle z tym media podały informację o skandalu z manifestacją symboliki neonazistowskiej przez jednego z Polaków goszczących na Słowacji). To był zbieg okoliczności, przypadek, gdyż organizatorzy tej debaty przygotowywali się do niej przez ponad trzy tygodnie, jednak medialny szum wokół tych skandali, podgrzanie atmosfery dyskursu publicznego w związku z tymi wydarzeniami, spowodowało, iż debata stała się „gorącym kartoflem”, niezwykle aktualną, na czasie.

W debacie wzięli udział w charakterze panelistów:
– dr Józef Pinior, nauczyciel akademicki, były polityk (senator, europoseł)
– dr hab. Marcin Czerwiński, nauczyciel akademicki, przedstawiciel Stowarzyszenia Nigdy Więcej.
Na sali było obecnych około 30 osób. Całość przedsięwzięcia rejestrowane było prze wrocławska telewizję internetową racjonalista.tv.
Początkowo planowany był udział – jako panelistki – podinspektor Beaty Żelisko-Lorenc (pełnomocniczki Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu ds. Ochrony Praw Człowieka). Jednak informacja, jaką kilka godzin przed debatą uzyskali organizatorzy świadczyła o tym, że z racji nagłych zadań służbowych ww. policjantka nie może przybyć na debatę. Wywołało to określone komentarze i skojarzenia. Krzesło za stołem dla panelistów pozostawało – symbolicznie – przez cały czas trwania dyskusji puste.

Wprowadzenia dokonał dr Józef Pinior. Nakreślił on, na podstawie eseju Umberto Eco pt. „Wieczny faszyzm”, schemat – uniwersalny – funkcjonowania faszyzmu jako zjawiska charakterystycznego dla kultury europejskiej, poprzedzającego wydarzenia jakie nastąpiły w XX wieku na Starym Kontynencie związane z faszyzmem/nazizmem. 14 punktów to według Eco typowe cechy dla „prafaszyzmu” albo „faszyzmu odwiecznego”. Cechy te niepodobna jest wtłoczyć jednoznacznie do jednego systemu, bo wiele z nich wzajemnie się wyklucza – jeśli je rozpatrujemy pojedynczo – ale są one typowe dla różnych despotyzmów czy fanatyzmów. Jednak tworzą one coś na kształt „mgławicy faszystowskiej” i w taki sposób doskonale opisują zjawisko faszyzmu. Panelista podsumował wprowadzenie stwierdzeniem, iż w Polsce mamy już do czynienia z kilkoma (a może i więcej) elementami wymienionymi przez Eco.

Słowo wstępne Marcina Czerwińskiego składało się z przedstawienia czym zajmuje się Stowarzyszenie Nigdy Więcej, jakie są jego doświadczenia w monitorowaniu zachowań rasistowskich, ksenofobicznych czy wręcz – faszystowsko-neonazistowskich oraz zaprezentował jak ta fala przestępstw i zagrożeń narasta w ciągu ostatnich lat (tendencja jest eskalująca; gdy porównujemy lata 2014-16, to wzrost jest dwukrotny). Marcin Czerwiński podkreślił, że są to tylko przestępstwa zgłaszane. Ma on świadomość, że wiele przypadków tych przestępstw (z różnych względów) jest niezgłaszanych lub niekwalifikowanych przez policję jako przestępstwa z tych właśnie kategorii. Tylko szkolenia i uczulanie funkcjonariuszy na te zagadnienia może coś w tej materii zmienić.

W czasie dyskusji, burzliwej i poruszającej różnorodne wątki, zwrócono uwagę przede wszystkim na następujące sprawy związane z faszyzmem jako ustrojem, ale też ze sposobem postrzegania świata, z określoną kulturą, formami ekspresji etc.
– Próby oddzielenia totalitaryzmu i autorytaryzmu od istoty faszyzmu nie zostały dostatecznie udowodnione i udokumentowanie. Rozdzielenie tych pojęć jest nie możliwe, gdyż faszyzm ze swej istoty – tradycjonalistyczny, hierarchiczny, narodowy i demagogiczny – musi się wiązać z autorytaryzmem i totalitarnym sposobem sprawowania rządów.
– Autorytaryzm rozpatrywany nie jako forma rządów, ale według tego, co zauważył Erich Fromm – osobowość autorytarna oraz tzw. „ucieczka od wolności” – na pewno musi być atrakcyjnym rozwiązaniem pod każdym względem dla tego typu osobników. Gdy mamy nadto do czynienia z kryzysem ekonomicznym, brakiem poczucia bezpieczeństwa (najszerzej pojętego), grozą otaczającego świata (niezrozumienie procesów w nim zachodzących) poparcie dla takich rozwiązań jest spore i ma tendencje rosnącą.
– Sprawa kultury gloryfikującej siłę i przemoc jako atrakcyjny element przyciągający młodych ludzi wychowanych na grach komputerowych oraz różnych formach agresji gloryfikowanej przez cyberprzestrzeń nie jest też bez znaczenia w obecnej sytuacji. Trzeba zwracać tu uwagę na negatywną rolę mediów, zwłaszcza komercyjnych (choć obecnie w Polsce tzw. media narodowe podsycają klimat nacjonalizmu, nienawiści, ksenofobii, nawet – rasizmu).
– Kult narodu i tradycji narodowych jako najwyższe dobro, przy jednoczesnej niezgodzie na różnorodność świata, jest na pewno czynnikiem wzmacniającym tendencje faszyzujące.
– Niezwykle ciekawym spostrzeżeniem, poruszonym przez kilku mówców, był związek kapitału z faszyzmem. Zwłaszcza widać to na przykładzie Trzeciej Rzeszy. Było ono spowodowane zwycięstwem Rewolucji w Rosji, pochodem komunizmu przez Europę, a także znaczeniem jakie zdobyły sobie partie komunistyczne (zwłaszcza w Niemczech). Dość powszechne mniemanie, iż tylko komunizm może zahamować postępy faszyzmu wywołało strach u właścicieli kapitału i konserwatywnego drobnomieszczaństwa, co przełożyło się na poparcie hitleryzmu przez te kręgi społeczeństwa kapitalistycznych przecież Niemiec.
– Dzielenie polskiego społeczeństwa po 1989 roku na dwa de facto narody: posolidarnościowy i popeerelowski, z których ten drugi był zawsze sekowany, uznawany za gorszy, nie mający pełnych praw nazywania siebie polskim, deprecjacja totalna Polski Ludowej jako państwa polskiego i pogarda tego co sobą niosło (czyli odebranie znacznej części społeczeństwa polskiego godności i szacunku z tytułu tego, co zbudowano przez bez mała 45 lat PRL i w czym ono miało swój zbiorowy i indywidualny – każdy z osobna – udział) leży u źródeł także wzrostu tendencji ultraprawicowych.
– Dwa spojrzenie naukowców: dr Ewa Groszewska (socjolog) zwróciła uwagę na międzynarodowe uwarunkowania – neoliberalizm, postępujące rozwarstwienie, nowy kolonializm i wynikające z niego problemy społeczne, polityczne, kulturowe – które sprzyjają szerzeniu się ideologii faszystowskiej w różnych sferach i formach. Dr Jarosław Klebaniuk (psycholog) podkreślił kwestie psychologii oraz uwarunkowań osobowościowych w połączeniu z sytuacjami kryzysowymi – na podstawie badań i teorii naukowych – z postępami tego typu ideologii oraz przychylności dla takich rozwiązań prawno-społecznych i politycznych.

Podsumowaniem było stwierdzenie, iż w Polsce mamy sytuację, gdzie są obserwowane znaczne postępy faszyzmu. Mówienie o faszyzacji jest więc jak najbardziej uzasadnione. Nie mogą to być zjawiska przypisywane tylko ostatnim dwóm latom rządów PiS, gdyż to zagadnienie było obserwowane od dawna, ale wielu polityków, działaczy społecznych, autorytetów czy topowych dziennikarzy i publicystów stosowało „strusią politykę” wobec tych symptomów, toczącej nasze życie publiczne choroby. Przyczyny takich zachowań są wielorakie i na ten temat można by zorganizować odrębną dyskusję, ale wypada jedynie skonkludować, iż groźba faszyzacji polskiej przestrzeni publicznej jest jak najbardziej realna. Co zauważyli zarówno paneliści, dyskutanci, jak i podsumowujący debatę moderator (red. Radosław S. Czarnecki).

Radosław S. Czarnecki

fot. Piotr Lewandowski

Oficjalne porozumienie republik noworosyjskich o integracji

W Doniecku liderzy republik noworosyjskich podpisali oficjalne porozumienie o rozpoczęciu integracji. Porozumienie przewiduje m.in utworzenia jednolitej przestrzeni celnej pomiędzy Doniecką Republiką Ludową a Ługańską Republiką Ludową, podpisano także szereg umów regulujących kwestie transportu kolejowego oraz drogowego. Jak stwierdził lider republiki Donieckiej Aleksandr Zacharczenko „Podpisanie tych dokumentów rozpoczyna nowy etap w rozwoju naszych republik. Wiele już zostało zrobione, ale mam nadzieję, że po podpisaniu tych dokumentów zrobimy jeszcze więcej. Dzisiejsze [podpisanie] protokołu w sprawie integracji pozwoli nam na bardziej ścisłą współpracę w zakresie gospodarki, a takze pokaże naszym wrogom że jesteśmy zjednoczeni i niepokonani”. Z kolei lider Republiki Ługańskiej Leonid Pasecznik powiedział że dzisiejsze podpisanie protokołu o integracji pomiędzy republikami to ich zbliżenie które pokazuje że są „jednym narodem , jedną ziemia z jednym [wspólnym] zadaniem na [przyszłość]”.

https://dnr-online.ru/aleksandr-zaxarchenko-i-leonid-pasechnik-podpisali-protokol-o-namereniyax-sozdaniya-edinogo-tamozhennogo-prostranstva-mezhdu-dnr-i-lnr-foto/