Krzyż w Sejmie, czyli jak Palikot goni klerykalnego króliczka

Artykuł był opublikowany 26-12-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***********

Jak podała Rzeczpospolita z 17-18 grudnia 2011 r. w artykułach „Zdjęcie krzyża byłoby wyrazem stronniczości’ i „Palikot nie rezygnuje, ale szanse ma niewielkie” opinie czterech ekspertów różnią się argumentami, ale łączy ich konkluzja, że żądanie usunięcia krzyża nie ma podstaw prawnych. Ruch Palikota, ma inne  zdanie w ocenie tych ekspertyz. Według Andrzeja Rozenka opinia prof. Romana Wieruszewskiego, który napisał m. innymi, że obecność krzyża w sejmie nie narusza polskiego prawa, gdy „nie wywiera wpływu na kształt decyzji posłów i nie wpływa na wizerunek Sejmu”, jest korzystna dla Ruchu i teraz będą chcieli udowodnić, że obecność krzyża wpływa na decyzje posłów ( zaznaczenie moje –K.Mróź).

Posłowie Ruchu Palikota zapowiadają, że podejmą kroki prawne w tej sprawie kierując wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, a jak to nie da rezultatów, to odwołają się do Trybunału w Strasburgu.

Jak podaje Rzeczpospolita z 19-12-2011 r, w artykule „W Sejmie pojawiły się nowe krzyże” te krzyże pojawiły się w salach, w których obradują sejmowe komisje.  Nie wiadomo, kto je wiesza.  Ruch Palikota zapowiedział, że nie będzie walczył z każdym kolejnym krzyżem, bo rozstrzygniecie, które będzie dotyczyło krzyża w sali plenarnej Sejmu będzie dotyczyło wszystkich miejsc państwowych, a więc wszystkich sal w parlamencie.

Komentarz

1) Osobiście uważam, że udowadnianie, że obecność krzyża wpływa na decyzje posłów za coś kuriozalnego z tego powodu, że posłowie wchodzący na sale sejmową mają określone poglądy polityczno -światopoglądowe i nie sadzę, żeby informacji/inspiracji  jak głosować w sprawach np. światopoglądowych szukali w krzyżu wiszącym na Sali sejmowej. Są to wcześniejsze uzgodnienia partyjne czy koalicyjne.

Antyklerykał rozumiejący zasady, jakimi powinno kierować się państwo świeckie powinien zaprotestować przeciwko krzyżowi w Sejmie, czy szerzej w przestrzeni publicznej, słowami prof. Tadeusza Bartosia: „..Problemem nie jest krzyż w Sejmie, tylko to, co zaczyna symbolizować – brak autonomii państwa i uległość”( („Dusza biskupa” –Przegląd z 6.11.2011 r.).

Nie ośmieszajmy do końca,  i tak już nieszczęsnego  antyklerykalizmu i nieszczęsnych antyklerykałów

2) Przyznam, że nadzieja posłów  Ruchu Palikota na to, że Trybunał Konstytucyjny postąpi po ich myśli, jest dla mnie dość zabawna, zwłaszcza w świetle dość krytycznych ocen Trybunału przez tygodniki lewicowo-klerykalne, czy np. prof. Senyszyn.

Przypomnę też posłom Ruchu Palikota jak wybiera się sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Otóż, kandydatów na stanowisko sędziego Trybunału przedstawia co najmniej 50 posłów

lub Prezydium Sejmu. Uchwała Sejmu w sprawie wyboru sędziego Trybunału zapada

bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ogólnej liczby posłów. TK składa się z 15 sędziów wybieranych na 9-letnią kadencję. Zwykle to rządząca partia lub koalicja przedstawia kandydatów na sędziów.

Na dzień pisania bloga jest dwóch sędziów rekomendowanych przez SLD ( jeden kończy kadencję w VII 2012 r.), trzech sędziów rekomendowało PiS,  jednego LPR, jednego LPR i Samoobrona,  jednego AWS, jednego PSL a pozostałych sześciu PO.

Przy całym szacunku dla TK i jego sędziów, ale nie mogę przyjąć, że w Trybunale Konstytucyjnych dominują liberałowie światopoglądowi czy obyczajowi i, że zagłosują za usunięciem krzyża z sali sejmowej. Zresztą o tym świadczy przebieg, i rezultat, rozpatrywania wniosku grupy posłów SLD  dot. Komisji Majątkowej.

3) A czy posłowie Ruchu Palikota sądzą, że lepiej im się powiedzie przed Trybunałem w Strasburgu? Gratuluje optymizmu!!!!

Przypomnę,  że w III 2011 r. w  swym drugim  wyroku w sprawie Lautsi przeciwko Włochom  Trybunał uznał  prawo Włoch do  regulowania  obecności krzyży w szkołach publicznych zgodnie z własnymi zasadami. Żeby zapobiec ewentualnym zarzutom, śpieszę wyjaśnić, ze mam świadomość, że  to orzeczenie ma wąski zakres i dotyczy tylko  krzyża w szkole państwowej, a nie obecności krzyża  w całej  przestrzeni publicznej.   Mam też świadomość ewentualnego argumentu, że przestrzeń parlamentu jest specyficzna przestrzenia publiczną która może być również  traktowana jako przestrzeń państwowa.

Odpowiem na to w sposób następujący: czy ktoś – na poważnie – może twierdzić, że w chwili gdy  Unia Europejska trzeszczy w posadach, Trybunał będzie wydawał wojnę światopoglądową polskiemu parlamentowi i bardzo wielu Polakom? Doskonale przecież wiemy, że  sprawiedliwość  ma również konteksty polityczne.  Czy Palikot żartuje z polskich antyklerykałów?

Posłowie Ruchu Palikota nie maja żadnych szans na zdjęcie krzyża z sali sejmowej ani przez wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego ani też za pośrednictwem  Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.  I przypuszczam, ze zdają sobie z tego sprawę, ale gonią przysłowiowego króliczka, żeby nie straci twarzy  przed swoimi wyborcami.

4) Przypuszczam, że Janusz Palikot rozbudził wielkie nadzieje polskich antyklerykałów odnośnie usunięcia krzyża z sejmu i, że nie wystarczy im, kilkuletnia – i bezowocna – droga prawna.

Uważam, że bardzo wiele osób głosowało na kandydatów Ruchu Palikota traktując ich jak tzw. kozaków, którzy nie boja się opinii establishmentu politycznego i, na przykład, w sprawie krzyża w Sejmie podejmą prosta i jasna decyzję. Czyli wejdą na drabinę i go zdejmą.

Polscy klerykałowie wyczuli, że posłowie Ruchu Palikota są mocni w gębie ale słabi w czynach i dlatego  KRZYŻUJĄ BEZKARNIE SEJM.

Proponuję polskim antyklerykałom, żeby zorganizowali pikietę pod biurem poselskim Palikota pod hasłem „Palikot- potrzebne są czyny”(trawestacja hasła z Manif „Dziewczyny – potrzebne są czyny”).  

5) Tym fanom Palikota, którzy twierdzą, że jak SLD rządziło to samo mogło przeciwstawić się kościołowi katolickiemu, odpowiem słowami Leszka Millera z jego wystąpienia podczas debaty panelowej zorganizowanej przez SLD na temat stosunków Państwo – Kościół na Uniwersytecie Warszawskim w dniu 3.12.2011 r. Otóż Leszek Miller podkreślił, że SLD nigdy nie miał większości w Sejmie i nigdy samodzielnie nie rządził.

Zwrócił uwagę, że dwukrotny koalicjant Sojuszu – PSL nigdy nie miał zamiaru poprzeć jakichkolwiek inicjatyw ograniczających wpływy Kościoła poniewaz PSL jest bardzo głęboko osadzone w tradycji polskiej wsi, a ta tradycja jest często rozumiana jako jedność instytucji publicznych i Kościoła.

Przypomniał też kampanię przed referendum akcesyjnym Polski do UE. Stwierdził, że żadnej formalnej współpracy z Kościołem wtedy nie było, ale była tendencja ze strony jego  rządu i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, by nie wywoływać wojny religijnej czy dodatkowych konfliktów w tym delikatnym okresie, kiedy ważyły się losy akcesji.

Wyjaśnił, że  obawiał się nawoływań ze strony księży do bojkotu referendum. Powiedział:  „Jeżeli zatem ktoś mnie zapyta, czy Unia Europejska i Polska w UE warte były mszy, to odpowiem: tak, i to niejednej”.

Leszek Miller podkreślił, że do pełnoprawności referendum akcesyjnego potrzebny był udział przynajmniej połowy uprawnionych do glosowania (a nie połowy tych, którzy by poszli głosować na referendum – jak niektórzy sądzą).  Próg, który dawał pełnoprawność referendum przekroczono zaledwie o 8%  i, co warto pamiętać,  podczas dwudniowego głosowania. Ta granica była bardzo cienka i wystarczył w tym czasie nawet błahy konflikt na linii Państwo- Kościół, żeby referendum akcesyjne było nieważne. To, że JP II popierał  akcesję Polski do Unii  mogło nie wystarczyć, bo niejeden z polskich proboszczów szukał pretekstu, żeby wezwać wiernych do bojkotu referendum. Co i tak się zdarzało.

Reklama