Media i wojna w b. Jugosławii

Artykuł był opublikowany 05-08-2008 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***************

Poniżej przedstawiam list otwarty, z 03.08.2008 r., skierowany do dziennikarzy piszących na temat wydarzeń na Bałkanach po 1990 r.

Jest to apel o wszechstronne, a więc rzetelne, przedstawianie wojny na Bałkanach gdzie zbrodnie popełniały wszystkie strony konfliktu a nie tylko, czy w dużej mierze, Serbowie.
Wydana w 2002 r. książka Michaela Parenti z Uniwersytetu Kalifornii w Berkeley pt. „To kill a nation: The attack on Yugoslawia” ujawnia kłamstwa propagandy NATO oraz wskazuje na trwającą polityczną i gospodarczą destabilizację rejonu b. Jugosławii.
W tym samym duchu jest książka  Jürgena Elsässera „Zbrodnie wojenne: fatalne kłamstwa rządu niemieckiego i ich ofiary w konflikcie kosowskim” wydana przez  Konkret  Verlag w Hamburgu.
Warta polecenia jest również książka Tadeusza Samitowskiego  „Moralna wojna: Jugosławia pod bombami”.

Krzysztof Mróź



Pani Redaktor
Katarzyna Zuchowicz
„Rzeczpospolita”

LIST OTWARTY

Szanowna Pani Redaktor,

jest list otwarty skierowany nie tylko do Pani, lecz również do Jej Koleżanek i Kolegów piszących na temat wydarzeń na Bałkanach po 1990 r.

Jest to apel o wszechstronne, a więc rzetelne, przedstawianie wojny domowej na Bałkanach gdzie zbrodnie popełniały wszystkie strony konfliktu a nie tylko, czy w dużej mierze, Serbowie.

W artykule „Karadżić wreszcie schwytany” ( Rzeczpospolita nr 171 z 23.07.2008 r.) podała Pani, niezgodne ze stanem faktycznym, informacje na temat oblężenia Sarajewa i rzekomej masakry 8 tys. muzułmańskich mężczyzn i chłopców w Srebrenicy. Cytuję „ …To on (Radovan Karadżić – przypis K.M) wydał rozkaz rozpoczęcia oblężenia Sarajewa, które trwało 43 miesiące i kosztowało życie, co najmniej 12 tysięcy Bośniaków. Z jego rozkazu Serbowie strzelali do głodujących i wycieńczonych mieszkańców miasta.  Odpowiada za masakrę Muzułmanów w, Srebrenicy, gdy w lipcu 1995 r. z rąk Serbów zginęło 8 tysięcy mężczyzn i chłopców.”

Ponieważ, jak wynika z artykułu, opierała się Pani na danych ze strony Międzynarodowego Trybunału ds. Zbrodni w b. Jugosławii przedstawię, czym jest, a czym nie, ten Trybunał.
Międzynarodowy Trybunał do spraw Zbrodni Wojennych w b. Jugosławii z siedzibą w Hadze jest instytucją niesamodzielną, powołaną i sponsorowaną przez państwa NATO, w tym USA, i ma na celu usprawiedliwienie zbrodniczego rozbicia Jugosławii i odwrócenia uwagi od prawdziwych sprawców nieszczęść narodów Jugosławii, którymi są: USA, Niemcy, Watykan, Austria, Chorwacja, fundamentaliści islamscy i terroryści z WAK.  Służy do upodlania społeczeństwa serbskiego i zakłamywania tego, co faktycznie wydarzyło się na Bałkanach po 1990 r.
Nie jest celem Trybunału ukaranie zbrodniarzy wywodzących się ze wszystkich stron konfliktu, lecz wyłącznie serbskich. Bezkarni pozostają zbrodniarze i kryminaliści z tzw. Wyzwoleńczej Armii Kosowa, Muzułmanie Bośniaccy i Chorwaci.

Zbrodniczy proces rozbijania Jugosławii przez Stany Zjednoczone, którego finałem była krwawa wojna domowa po 1990 r., rozpoczął się już za prezydentury Ronalda Reagana.
W Przeglądzie Tygodniowym z 14.04.1999 r. prof. Sławomir G. Kozłowski – wykładowca w UMCS w Lublinie i Rutgers University w New Brunswick, New Jersey – omawia ujawnioną w USA w 1990 roku, ocenzurowaną wersję tajnej dyrektywy prezydenta Reagana z 1984 roku zatytułowaną „Polityka Stanów Zjednoczonych wobec Jugosławii”.
Dyrektywa zakładała, pomimo polityki niezaangażowania prowadzonej przez Jugosławię i szerokich kontaktów gospodarczych ze Stanami Zjednoczonymi i Europą Zachodnią, tzw. pokojowe obalenie rządów Związku Komunistów Jugosławii i wprowadzenie tego kraju w orbitę rynku światowego /czytaj: wielkiego kapitału amerykańskiego/. 
W 1989 roku ówczesny premier Jugosławii otrzymał od prezydenta Busha zapewnienie pomocy finansowej w zamian za wyeliminowanie samorządności robotniczej, zamrożenia płac, dewaluacji dinara i drastyczne ograniczenie wydatków budżetu federalnego.
W zatwierdzonej przez Kongres w 1990 roku ustawie o przeznaczeniu operacji zagranicznych /Law 101-513/ przyjęto zabójcze dla Jugosławii ustalenia. Bez wcześniejszych ostrzeżeń wyeliminowano wszelką pomoc, kredyty, handel. Zażądano przeprowadzenia odrębnych wyborów w każdej z sześciu republik wprowadzając wymóg aprobaty wyborów przez amerykański departament stanu, zanim pomoc pojedynczym republikom zostanie przywrócona. Jak pisze Ramsey Clark – działacz antywojenny z USA, z-ca prokuratora generalnego za prezydentury Nixona – z sankcji ekonomicznych były zwolnione republiki, które ogłosiły secesję z Republiki Jugosławii. Oczywiście ustalenia te rozpalały i podsycały płomienie nacjonalizmów. Brak środków zmusił rząd federalny do wyeliminowania pomocy dla republik i prowincji Jugosławii – kierując te środki na obsługę długu zagranicznego – co miało istotny wpływ na dalsze zaostrzenie nastrojów nacjonalistycznych. 
W 1991 r. amerykański sekretarz stanu w gabinecie Busha seniora James Baker wysunął koncepcję utworzenia z terytorium Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii szeregu niepodległych państw o strukturze etnicznej.
Po utworzeniu w 1992 r. tzw. Nowej Jugosławii jej władze próbowały zachować niezależność zarówno od Rosji jak i USA. Paradoksalnie, po zburzeniu muru berlińskiego i tzw. wiośnie ludów okazało się to niemożliwe. Kto nie podporządkował się Nowemu Amerykańskiemu Ładowi, którego zbrojnym ramieniem było i jest NATO zostawał uznany za wroga publicznego i był niszczony.
Należy ubolewać, że przywódcy europejscy, ludzie małego formatu i krótkowzroczni, pozwolili zaprzęgnąć się do rydwanu post – zimnowojennej polityki amerykańskiej. Rozbudzili w Europie nacjonalizm i demony.   I już zbierają tego owoce.

Szanowna Pani Redaktor

Jest wiele zakłamań odnośnie tzw. oblężenia Sarajewa. Nie było ono oblężone w pełnym tego słowa znaczeniu tylko podzielone na cześć serbską i muzułmańską, które walczyły pomiędzy sobą. Serbowie bronili się przed czystkami etnicznymi. Stało się to jasne po układzie z Dayton, gdy Serbowie oddali władzą nad miastem Muzułmanom Bośniackim i ponad 90 tys. Serbów uciekło z miasta ( zgodę na powrót do Sarajewa uzyskało później około 2 tys. Serbów). Przed rozpoczęciem walk strona serbska zaproponowała, aby kobiety i dzieci opuściły miasto, ale muzułmański prezydent Bośni Alija Izetbegovic odmówił. Wojska serbskie, w dobrej woli,  oddały oddziałom ONZ ważną strategicznie górę Igman na strefę zdemilitaryzowaną tymczasem one przekazały ją wojskom muzułmańskim a te, natychmiast, rozpoczęły ostrzał pozycji serbskich.
To siły podległe Aliji Izetbegoviciovi były, w części,  odpowiedzialne za strzelanie w Sarajewie do własnych muzułmańskich pobratymców jak również trzy eksplozje, które spowodowały śmierć wielu osób cywilnych.
Mowa jest tu o masakrach w Sarajewie w latach;  27.05.1992 r. , 05.02.1994 r. i 28.08.1995 r. W kwietniu 1996 r. dziennikarz Le Monde Bernard Volker, który dwa lata wcześniej twierdził, że to muzułmanie byli odpowiedzialni za pierwszą sarajewską masakrę wygrał sprawę przed sądem w Paryżu.  Redaktor naczelny magazynu Le Nouvel Observatuer Jean Daniel, w wydaniu magazynu z 31.08.1995 r., stwierdził w artykule „Koniec kłamstw o Bośni”, że wielu wysokich urzędników rządu francuskiego potwierdziło mu, że wojska muzułmańskich Bośniaków popełniło rzeź na swoich rodakach, żeby zmusić NATO do interwencji. Szczytem cynizmu była eksplozja na sarajewskim rynku w dniu 28.08.1995 r.  Eksplozja nastąpiła dzień po zapowiedzi eskalacji nalotów przez  zastępcę sekretarza stanu  Richarda Holbrooka. Brakowało tylko pretekstu i nagle jest wybuch, w którym giną muzułmanie. Samoloty, z których większość należała do USA, zrzuciły 6 tys. ton bomb mordując serbską ludność cywilną.  Listę celów dostarczył generał Raszim Delica głównodowodzący armią bośniackich Muzułmanów. Tymczasem przeprowadzona przez siły ONZ analiza krateru wykazała, że wybuch spowodowała armia bośniackich Muzułmanów.

Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, że  ludność cywilna,  Serbowie i muzułmanie Bośniaccy, padała ofiarą  żołnierzy przeciwnika. Ale dlaczego oskarża się o te zbrodnie tylko Serbów? 

Szanowna Pani Redaktor

Do zbadania rzekomego ludobójstwa w Srebrenicy ukonstytuowała się niezależna, samofinansująca, grupa naukowa ds. Srebrenicy składająca się z  naukowców, dziennikarzy i byłych pracowników misji ONZ w Bośni. Kierował nią prof.  Ed Herman z Uniwersytetu Pensylwania. Do grupy należeli, bądź z nią współpracowali: Jonathan Rooper dziennikarz BBC, George Szamuely były redaktor New York Press,  George Bogdanich publicysta (The Chicago Tribune, The Nation, The Progressive i inne) i współreżyser i producent kilku filmów  dot. Jugosławii, Michael Mandel, profesor prawa międzynarodowego na Uniwersytecie York w Toronto, dr Philip Hammond z London South Bank University, Tim Fenton badacz i archiwista, David Peterson publikuje na tematy polityki zagranicznej, dr Milan Bulajic adwokat specjalizujący się w prawie międzynarodowym,  wieloletni badacz przestępstw wojennych,  dyrektor Muzeum Ludobójstwa,  Phillip Corwin były koordynator do. spraw cywilnych  ONZ w Bośni ( przygotowywał również przemówienia dla Pereza de Cuellara Sekretarza Generalnego Narodów Zjednoczonych), Carlos Martins Branco pułkownik armii  portugalskiej, wysłannik ONZ ds. mniejszości w Bośni, i zbierający dane od obserwatorów ONZ ze Srebrenicy, Diana Johnstone pisarka, prof. Vera Vratusa, Milivoje Ivanisevic historyk i badacz zbrodni wojennych w Bośni, szanowany, w międzynarodowym środowisku, ekspert sądowy dr. Zoran Stankovic, dr Srboljub Zivanovic sądowy ekspert archeologii i członek Królewskiego Instytutu Antropologicznego. W/w grupa badawcza przedstawiła swoje ustalenia na konferencji prasowej 12.07.2005 r. w Nowym Jorku, jak również w książce Milivoje Ivanisevica „The Srebrenica Identity Card”:

1)W Srebrenicy nie dokonano egzekucji 7-8 tys. muzułmańskich Bośniaków(mężczyzn). Zginęło około 2000 muzułmanów, w większości podczas walk, lecz również zabitych przez paramilitarne grupy złożone z Serbów. Te oddziały brały odwet za wcześniejsze masowe zbrodnie popełniane przez muzułmańskie grupy paramilitarne, na ich rodakach w miejscowościach położonych wokół Srebrenicy.

 2)Kłamstwo o zamordowaniu 7-8 tys. Muzułmanów w Srebrenicy obalają dane
statystyczne i proste działania arytmetyczne. Światowa Organizacja  Zdrowia i muzułmański rząd Bośni zarejestrowali, na początku sierpnia 1995 r.,  35 632 uchodźców ze Srebrenicy. Trzy tysiące muzułmańskich żołnierzy dotarło do swoich linii obronnych, w pobliże Tuzli, lecz następnie, zostali przerzuceni na inne odcinki frontu, bez poinformowania o tym ich rodzin. Ta liczba została potwierdzona przez gen. Enver Hadzihasanovica przed Trybunałem w Hadze. Daje to liczbę przeszło 38 tys. mieszkańców Srebrnicy, którzy przeżyli zajęcie tej miejscowości przez Serbów. Srebrenica przed wojną liczyła około 40 tys. osób.  Zginęło około 2000 muzułmanów, w większości podczas walk, ale również zabitych przez paramilitarne grupy złożone z Serbów. Proste działania arytmetyczne wskazują, że nie ma miejsca na dodatkowe 7-8 tys. mężczyzn muzułmańskich zabitych, rzekomo, przez Serbów.

3)To, co wydarzyło się w Srebrenicy w lipcu 1995 r. nie jest pojedynczą, olbrzymią, masakrą Muzułmanów przez Serbów, lecz wpisuje się w serie wzajemnych krwawych ataków i kontrataków jakie miały miejsce, począwszy od 1992 r., w Srebrenicy i jej okolicy. Należy pamiętać, że muzułmańskie grupy paramilitarne atakowały i zniszczyły, między innym, takie serbskie wsie i miasteczka, dookoła Srebrenicy, jak: Sikirici, Konjevic Polje, Glogova, Zalazje, Fakovici, Kaludra, Loznica, Brezani, Krnica, Zagoni, Orlice, Jezhtica, Bijlaca, Crni, Vhr, Milici, Kamenica, Bjelovac, Kravica, Skelani, Zabkovica. Zginęło około 1500 Serbów, zgwałcono wiele kobiet.

4)W Srebrenica Memorial Complex pochowane zostały osoby, uznane przez Muzułmanów, za zamordowanych przez Serbów, w lipcu 1995 r., w Srebrenicy.
Tymczasem spośród 2.442 nazwisk uwidocznionych w wymienionym cmentarzu-muzeum, aż 914 nazwisk, a wiec 37, 4% znalazło się na listach do głosowania podczas wyborów, które odbyły się w 1996 r. w Bośni.  Listy do glosowania były zatwierdzone i sprawdzone przez OBWE, która nadzorowała wybory. Również ponad 100 muzułmańskich mieszkańców Srebrenicy rzekomo zamordowanych w lipcu 1995 r., zmarło śmiercią naturalną, zarówno przed, jak i po 1995 r. Kilkudziesięciu żołnierzy rzekomo poległych w Srebrenicy zginęło w walkach przed 7.03.1994 r. Okazało się również, że rodzinom kilkunastu żołnierzy z Bośniackiej Armii Muzułmańskiej, którzy są wymienieni jako ofiary zbrodni w Srebrenicy, władze Bośni przyznały, domy i wsparcie finansowe. Zginęli oni przed listopadem 1993 r.

5)Fikcyjna liczba 7-8 tys. zamordowanych Muzułmanów Bośniackich była potrzebna  NATO do odwrócenia uwagi od prawdziwej zbrodni jaką była rozpoczęta, w sierpniu  1995 r.,  operacja wojsk chorwackich pod kryptonimem „Burza”. Cieszyła się ona poparciem USA i Niemiec. Doprowadziła do czystek etnicznych polegających na wypędzeniu z Krajiny, 300 tys. Serbów.  Dopuszczano się przy tym odrażających zbrodni i gwałtów.

6)Srebrenica była formalnie strefa zdemilitaryzowaną, ale faktycznie, stale dozbrajaną przez NATO. Z niej dokonywano stałych ataków na ludność i wojska serbskie. W lipcu 1995 r. stacjonowało tam przynajmniej 5 500 dobrze uzbrojonych, w tym w broń przeciwpancerną, żołnierzy z 28 Dywizji Muzułmanów Bośniackich, które jednak nie wykazały zapału do obrony Srebrenicy przed znacznie słabszymi wojskami Serbskich Bośniaków.
Należy podkreślić, że na kilka dni przed zajęciem Srebrenicy przez Serbów, oddziały 28 Dywizji dokonały prowokacyjnych ataków na wojska serbskie. Przed  Haskim Trybunałem generałowie Halilovic i Hadzihasanovic (Muzułmanie Bośniaccy) zeznali, że ich Sztab Generalny usunął, nagle, 18 wysokich oficerów sprzeciwiających się tego typu prowokacjom. Należy sądzi, że Muzułmanom Bośniackim chodziło o sprowokowanie odwetu paramilitarnych grup serbskich na ludności cywilnej.

7)Wysocy urzędnicy twierdzili, że ich Prezydent Alija Izetbegovic mówił im, o obietnicy prezydenta Clintona, który obiecał interwencję USA, jeżeli Serbowie zabiją, przynajmniej 5.000,  Muzułmanów w Srebrenicy. W swojej książce „Wojownicy Pokoju” Bernard Kouchner (były przewodniczący organizacji Doktorzy bez granic) podaje, że Alija Izetbegovic przyznał się, na łożu śmierci, zarówno jemu jak i Richardowi Holbrookowi (były wysłannik ONZ) do tego, że wyolbrzymiał twierdzenia o przestępstwach Serbów, w tym o „obozach śmierci”, żeby przyśpieszyć interwencję NATO.

Szanowna Pani Redaktor

Zbrodnie popełniały wszystkie strony konfliktu i dlatego należy karać zbrodniarzy każdej ze stron. A nie tylko Serbów.

Z poważaniem
Krzysztof Mróź
– wiceprzewodniczący RACJI Polskiej Lewicy
– członek b. Narodowej Rady ds. Integracji Europejskiej

 

 

Reklama

Srebrenica i jej okolice to wspólny grób Serbów Bośniackich i Muzułmanów Bośniackich

Artykuł był opublikowany 29-07-2009 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

W dniu dzisiejszym wysłałem  do Redaktorów artykułu ” Karadżic kwestionuje masakrę w Srebrenicy” (Rzeczpospolita 25-26.07.2009r. )poniższy list.

krzysztof mróź 

 

Warszawa 2009-07-29

Pani Redaktor Katarzyna Zuchowicz
Pan Redaktor Marcin Szymaniak

 

Szanowni Państwo

W artykule „Karadżić kwestionuje masakrę w Srebrenicy” (Rzeczpospolita z 25-26.07.2009) przedstawiliście Państwo  stanowisko  oskarżonego Karadżića który  twierdzi, że liczba zamordowanych Muzułmanów  Bośniackich jest mniejsza o kilka tysięcy. Odmiennego zdania jest  Jasmina Mameledzija z ICMP, która podtrzymuje liczbę przeszło 8 tys. zamordowanych Muzułmanów Bośniackich.  Profesor Roman Wieruszewski, który w 1996 r. był w Srebrenicy z ramienia Komitetu Praw człowieka ONZ uważa, że rzeczywista liczba ofiar mogła być mniejsza. Jednocześnie zaznacza, że liczby nie maja znaczenia, ponieważ w Srebrenicy odkryto masowe groby i że nie kwestionuje się, że dokonano tam masakry.    

Szanowni Państwo

We wzmiankowanym artykule brakuje mi  informacji, że :

1)muzułmańskie grupy paramilitarne atakowały i zniszczyły, między innym, takie serbskie wsie i miasteczka, dookoła Srebrenicy, jak: Sikirici, Konjevic Polje, Glogova, Zalazje, Fakovici, Kaludra, Loznica, Brezani, Krnica, Zagoni, Orlice, Jezhtica, Bijlaca, Crni, Vhr, Milici, Kamenica, Bjelovac, Kravica, Skelani, Zabkovica. Zginęło około 1500 Serbów. Zgwałcono wiele kobiet.

2)fikcyjna liczba 7-8 tys. zamordowanych Muzułmanów Bośniackich była potrzebna  NATO do odwrócenia uwagi od prawdziwej zbrodni jaką była rozpoczęta, w sierpniu  1995 r.,  operacja wojsk chorwackich pod kryptonimem „Burza”. Cieszyła się ona poparciem USA i Niemiec. Doprowadziła do czystek etnicznych polegających na wypędzeniu z Krajiny, 300 tys. Serbów.  Dopuszczano się przy tym odrażających zbrodni i gwałtów.
3)Srebrenica była formalnie strefa zdemilitaryzowaną, ale faktycznie, stale dozbrajaną przez NATO. Z niej dokonywano stałych ataków na ludność i wojska serbskie. W lipcu 1995 r. stacjonowało tam przynajmniej 5 500 dobrze uzbrojonych, w tym w broń przeciwpancerną, żołnierzy z 28 Dywizji Muzułmanów Bośniackich, które jednak nie wykazały zapału do obrony Srebrenicy przed znacznie słabszymi wojskami Serbskich Bośniaków.
Należy podkreślić, że na kilka dni przed zajęciem Srebrenicy przez Serbów, oddziały 28 Dywizji dokonały prowokacyjnych ataków na wojska serbskie. Przed  Haskim Trybunałem generałowie Halilovic i Hadzihasanovic (Muzułmanie Bośniaccy) zeznali, że ich Sztab Generalny usunął, nagle, 18 wysokich oficerów sprzeciwiających się tego typu prowokacjom. Należy sądzi, że Muzułmanom Bośniackim chodziło o sprowokowanie odwetu paramilitarnych grup serbskich na ludności cywilnej.

W Srebrenica Memorial Complex pochowane zostały osoby, uznane przez Muzułmanów, za zamordowanych przez Serbów, w lipcu 1995 r., w Srebrenicy.
Faktycznie jednak powinien być to Pomnik Pamięci wspólny dla ofiar cywilnych wywodzących się z  Serbów  Bośniackich  i Muzułmanów Bośniackich. 
W Srebrenicy i jej okolicy  zostali zamordowani zarówno Serbowie Bośniaccy jak i Muzułmanie Bośniaccy. Mówienie o mordach i ofiarach  poniesionych tylko przez jedna stronę (Muzułmanie Bośniaccy) jest niezgodne ze stanem faktycznym.

Szanowni Państwo, 
zbrodnie popełniały wszystkie strony konfliktu i dlatego należy karać zbrodniarzy każdej ze stron. A nie tylko Serbów.
Tymczasem, np. w Kosowie, w państwowej administracji, wojsku i policji  służą przestępcy i terroryści z WAK. A tzw. społeczność międzynarodowa uznaje to państewko pod dyktando USA. Jak już pisałem, należy ubolewać, że przywódcy europejscy, ludzie małego formatu i krótkowzroczni, pozwolili zaprzęgnąć się do rydwanu post – zimnowojennej polityki amerykańskiej. Rozbudzili w Europie nacjonalizm i demony.  I już zbierają tego owoce.

Z wyrazami szacunku
Krzysztof Mróź
– wiceprzewodniczący RACJI Polskiej Lewicy
– członek b. Narodowej Rady ds. Integracji Europejskiej

 

Czy obrońcy bandytów kosowskich przejrzeli na oczy?

Artykuł był opublikowany 08-05-2010 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*************

W Rzeczpospolitej z 07.05.2010 w notce pt. „Kosowo: areszt watażki” jest informacja, że  miedzynarodowa  policja działajaca w Kosowie  w ramach  unijnej  misji EULEX aresztowała  w Prisztynie  Sabita Geci który  jest jednym z dowódców Armii Wyzwolenia Kosowa(UCK). Jest także współtwórca  kosowskiej służby bezpieczeństwa.  Geci  jest podejrzewany przez EULEX o dokonywanie  w latach 1998-1999 egzekucji  na uprowadzonych Serbach  w bazie wojskowej UCK w Kulesz na  północy Albanii. Dodatkowo serbska prokuratura  wojskowa prowadzi dochodzenie w sprawie  stworzenia przez Geciego  sieci  handlu organami , które były amputowane serbskim jeńcom.
Przy okazji ujawniono kłamstwo natowskie – że to  Serbowie prześladują  kosowskich Albańczyków. To kłamstwo było podstawą do  zaatakowania  w marcu 1999 r.  Serbii przez wojska  NATO. Pamiętam, jak  większość polskich mediów chwaliła się tym, że jednostka GROMU  uczestniczy w akcjach na Bałkanach realizując  interesy NATO.  Wstyd i hańba.

Należy się Cieszyc, ze aresztowano bandytę. Ale co dalej? Premierem Kosowa jest  Hashim Thaci który był jednym z politycznych przywódców  terrorystycznej i kryminalnej Armii Wyzwolenia Kosowa. Był również powiązany ze zorganizowanym światem  przestępczym.

Niewiele dobrego można również powiedzieć o powołanym ,marionetkowym, realizującym imperialne amerykańskie interesy  Międzynarodowym Trybunale Karnym  ds. Zbrodni w b. Jugosławii.  Ten Trybunał skazał na 2 lata pozbawienia wolności zbrodniarza wojennego Nasera Oricia dowodzącego  paramilitarnymi oddziałami  Muzułmanów Bośniackich którzy zniszczyli kilkadziesiąt miasteczek i wsi dookoła Srebrenicy i wymordowali  ponad 2 tys. Serbów. Masowo gwałcono serbskie kobiety.
Trzeba było uwolnić zbrodniarza wojennego ponieważ rozsypałoby się misternie  przygotowane natowskie kłamstwo  o Srebrenicy które polega m. innymi na tym, że: 

1) W Srebrenicy zginęło tylko około 2 tys. Muzułmanów Bośniackich a wiec tyle samo co zginęło Serbów Bośniackich w wyniku zbójeckich ataków tych pierwszych.
2)  Atak Serbów Bośniackich na Srebrenicę – siedzibę   agresora dokonującego czystek etnicznych  dookoła Srebrenicy – był obroną  pozostałej przy życiu ludności serbskiej , jak również odwetem za wcześniejsze zbrodnie.    
3) Srebrenica była  broniona przez dobrze uzbrojone oddziały regularnych wojsk  z 28 dywizji  Muzułmanów Bośniackich. Zostały one celowo wycofywane przez  kierownictwo polityczne Muzułmanów Bośniackich ponieważ chciało ono dopuścić  do odwetu serbskiego. A następnie wykorzystać go politycznie.

Poświęcanie własnej ludności dla osiągnięcia celów politycznych nie jest żadną nowością dla  tych przestępców. Przetrenowali to już w Sarajewie. To siły podległe Aliji Izetbegoviciovi były, w części,  odpowiedzialne za strzelanie w Sarajewie do własnych muzułmańskich pobratymców jak również trzy eksplozje, które spowodowały śmierć wielu osób cywilnych.  
Mowa jest tu o masakrach w Sarajewie w latach;  27.05.1992 r. , 05.02.1994 r. i 28.08.1995 r. W kwietniu 1996 r. dziennikarz Le Monde Bernard Volker, który dwa lata wcześniej twierdził, że to muzułmanie byli odpowiedzialni za pierwszą sarajewską masakrę wygrał sprawę przed sądem w Paryżu.  Redaktor naczelny magazynu Le Nouvel Observatuer Jean Daniel, w wydaniu magazynu z 31.08.1995 r., stwierdził w artykule „Koniec kłamstw o Bośni”, że wielu wysokich urzędników rządu francuskiego potwierdziło mu, że wojska muzułmańskich Bośniaków popełniło rzeź na swoich rodakach, żeby zmusić NATO do interwencji. Szczytem cynizmu była eksplozja na sarajewskim rynku w dniu 28.08.1995 r.  Eksplozja nastąpiła dzień po zapowiedzi eskalacji nalotów przez  zastępcę sekretarza stanu  Richarda Holbrooka. Brakowało tylko pretekstu i nagle jest wybuch, w którym giną muzułmanie. Samoloty, z których większość należała do USA, zrzuciły 6 tys. ton bomb mordując serbską ludność cywilną.  Listę celów dostarczył generał Raszim Delica głównodowodzący armią bośniackich Muzułmanów. Tymczasem przeprowadzona przez siły ONZ analiza krateru wykazała, że wybuch spowodowała armia bośniackich Muzułmanów.

Ponieważ   w Europie maja jeszcze wpływy  ci którzy  przyczynili się do zbrodniczego rozbicia Jugosławii nie mam zbyt wielkich nadziei, że rozpocznie się  masowe chwytanie zbrodniarzy chorwackim i spośród Muzułmanów Bośniackich . Ale za kilka, kilkanście lat lat? 

List do Polsatu w sprawie wydarzeń w Srebrenicy

Artykuł był opublikowany 06-07-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

Redakcja  Polsatu

Szanowni Państwo,

 

chciałbym sprostować podawane przez Waszą stację informacje dotyczące wydarzeń w Srebrenicy. Być może Państwo nie wiecie, ale do zbadania rzekomego ludobójstwa w Srebrenicy ukonstytuowała się niezależna, samofinansująca, grupa naukowa ds. Srebrenicy składająca się z  naukowców, dziennikarzy i byłych pracowników misji ONZ w Bośni. Kierował nią prof.  Ed Herman z Uniwersytetu Pensylwania. Do grupy należeli, bądź z nią współpracowali: Jonathan Rooper dziennikarz BBC, George Szamuely były redaktor New York Press,  George Bogdanich publicysta (The Chicago Tribune, The Nation, The Progressive i inne) i współreżyser i producent kilku filmów  dot. Jugosławii, Michael Mandel, profesor prawa międzynarodowego na Uniwersytecie York w Toronto, dr Philip Hammond z London South Bank University, Tim Fenton badacz i archiwista, David Peterson publikuje na tematy polityki zagranicznej, dr Milan Bulajic adwokat specjalizujący się w prawie międzynarodowym,  wieloletni badacz przestępstw wojennych,  dyrektor Muzeum Ludobójstwa,  Phillip Corwin były koordynator do. spraw cywilnych  ONZ w Bośni ( przygotowywał również przemówienia dla Pereza de Cuellara Sekretarza Generalnego Narodów Zjednoczonych), Carlos Martins Branco pułkownik armii  portugalskiej, wysłannik ONZ ds. mniejszości w Bośni, i zbierający dane od obserwatorów ONZ ze Srebrenicy, Diana Johnstone pisarka, prof. Vera Vratusa, Milivoje Ivanisevic historyk i badacz zbrodni wojennych w Bośni, szanowany, w międzynarodowym środowisku, ekspert sądowy dr. Zoran Stankovic, dr Srboljub Zivanovic sądowy ekspert archeologii i członek Królewskiego Instytutu Antropologicznego. W/w grupa badawcza przedstawiła swoje ustalenia na konferencji prasowej 12.07.2005 r. w Nowym Jorku, jak również w książce Milivoje Ivanisevica „The Srebrenica Identity Card”.

Niezależna Komisja  ustaliła, miedzy innymi, że Srebrenica jest WSPÓLNYM grobem cywilnych Serbów bośniackich  i Bośniaków albańskich ,  a nie tylko Bośniaków albańskich.  Srebrenica powinna być przestrogą do czego prowadzą  waśnie narodowościowe i religijne  zaostrzane przez ingerencję możnych tego świata. Ponieważ na ustalenia tej Komisji  jest połozona blokada informacyjna, pozwolę sobie, przekazac  Waszej Redakcji najwazniejsze ustalenia, 

1)W Srebrenicy nie dokonano egzekucji 7-8 tys. muzułmańskich Bośniaków(mężczyzn). Zginęło około 2000 muzułmanów, w większości podczas walk, lecz również zabitych przez paramilitarne grupy złożone z Serbów. Te oddziały brały odwet za wcześniejsze masowe zbrodnie popełniane przez muzułmańskie grupy paramilitarne, na ich rodakach w miejscowościach położonych wokół Srebrenicy.

2)Kłamstwo o zamordowaniu 7-8 tys. Muzułmanów w Srebrenicy obalają dane statystyczne i proste działania arytmetyczne. Światowa Organizacja  Zdrowia i muzułmański rząd Bośni zarejestrowali, na początku sierpnia 1995 r.,  35 632 uchodźców ze Srebrenicy. Trzy tysiące muzułmańskich żołnierzy dotarło do swoich linii obronnych, w pobliże Tuzli, lecz następnie, zostali przerzuceni na inne odcinki frontu, bez poinformowania o tym ich rodzin. Ta liczba została potwierdzona przez gen. Enver Hadzihasanovica przed Trybunałem w Hadze. Daje to liczbę przeszło 38 tys. mieszkańców Srebrnicy, którzy przeżyli zajęcie tej miejscowości przez Serbów. Srebrenica przed wojną liczyła około 40 tys. osób.  Zginęło około 2000 muzułmanów, w większości podczas walk, ale również zabitych przez paramilitarne grupy złożone z Serbów. Proste działania arytmetyczne wskazują, że nie ma miejsca na dodatkowe 7-8 tys. mężczyzn muzułmańskich zabitych, rzekomo, przez Serbów.

3)To, co wydarzyło się w Srebrenicy w lipcu 1995 r. nie jest pojedynczą, olbrzymią, masakrą Muzułmanów przez Serbów, lecz wpisuje się w serie wzajemnych krwawych ataków i kontrataków jakie miały miejsce, począwszy od 1992 r., w Srebrenicy i jej okolicy. Należy pamiętać, że muzułmańskie grupy paramilitarne atakowały i zniszczyły, między innym, takie serbskie wsie i miasteczka, dookoła Srebrenicy, jak: Sikirici, Konjevic Polje, Glogova, Zalazje, Fakovici, Kaludra, Loznica, Brezani, Krnica, Zagoni, Orlice, Jezhtica, Bijlaca, Crni, Vhr, Milici, Kamenica, Bjelovac, Kravica, Skelani, Zabkovica. Zginęło około 1500 Serbów, zgwałcono wiele kobiet. 
   
4)W Srebrenica Memorial Complex pochowane zostały osoby, uznane przez Muzułmanów, za zamordowanych przez Serbów, w lipcu 1995 r., w Srebrenicy. Tymczasem spośród 2.442 nazwisk uwidocznionych w wymienionym cmentarzu-muzeum, aż 914 nazwisk, a wiec 37, 4% znalazło się na listach do głosowania podczas wyborów, które odbyły się w 1996 r. w Bośni.  Listy do glosowania były zatwierdzone i sprawdzone przez OBWE, która nadzorowała wybory. Również ponad 100 muzułmańskich mieszkańców Srebrenicy rzekomo zamordowanych w lipcu 1995 r., zmarło śmiercią naturalną, zarówno przed, jak i po 1995 r. Kilkudziesięciu żołnierzy rzekomo poległych w Srebrenicy zginęło w walkach przed 7.03.1994 r. Okazało się również, że rodzinom kilkunastu żołnierzy z Bośniackiej Armii Muzułmańskiej, którzy są wymienieni jako ofiary zbrodni w Srebrenicy, władze Bośni przyznały, domy i wsparcie finansowe. Zginęli oni przed listopadem 1993 r.   

5)Fikcyjna liczba 7-8 tys. zamordowanych Muzułmanów Bośniackich była potrzebna  NATO do odwrócenia uwagi od prawdziwej zbrodni jaką była rozpoczęta, w sierpniu  1995 r.,  operacja wojsk chorwackich pod kryptonimem „Burza”. Cieszyła się ona poparciem USA i Niemiec. Doprowadziła do czystek etnicznych polegających na wypędzeniu z Krajiny, 300 tys. Serbów.  Dopuszczano się przy tym odrażających zbrodni i gwałtów.

6)Srebrenica była formalnie strefa zdemilitaryzowaną, ale faktycznie, stale dozbrajaną przez NATO. Z niej dokonywano stałych ataków na ludność i wojska serbskie. W lipcu 1995 r. stacjonowało tam przynajmniej 5 500 dobrze uzbrojonych, w tym w broń przeciwpancerną, żołnierzy z 28 Dywizji Muzułmanów Bośniackich, które jednak nie wykazały zapału do obrony Srebrenicy przed znacznie słabszymi wojskami Serbskich Bośniaków. 

Należy podkreślić, że na kilka dni przed zajęciem Srebrenicy przez Serbów, oddziały 28 Dywizji dokonały prowokacyjnych ataków na wojska serbskie. Przed  Haskim Trybunałem generałowie Halilovic i Hadzihasanovic (Muzułmanie Bośniaccy) zeznali, że ich Sztab Generalny usunął, nagle, 18 wysokich oficerów sprzeciwiających się tego typu prowokacjom. Należy sądzi, że Muzułmanom Bośniackim chodziło o sprowokowanie odwetu paramilitarnych grup serbskich na ludności cywilnej.

7)Wysocy urzędnicy twierdzili, że ich Prezydent Alija Izetbegovic mówił im, o obietnicy prezydenta Clintona, który obiecał interwencję USA, jeżeli Serbowie zabiją, przynajmniej 5.000,  Muzułmanów w Srebrenicy. W swojej książce „Wojownicy Pokoju” Bernard Kouchner (były przewodniczący organizacji Doktorzy bez granic) podaje, że Alija Izetbegovic przyznał się, na łożu śmierci, zarówno jemu jak i Richardowi Holbrookowi (były wysłannik ONZ) do tego, że wyolbrzymiał twierdzenia o przestępstwach Serbów, w tym o „obozach śmierci”, żeby przyśpieszyć interwencję NATO. 

Z wyrazami szacunku

Krzysztof  Mróź, tel. 608 07 07 52

Radosław S. Czarnecki, Wrocław: DROGI DŻIHADU NA STARY KONTYNENT

Artykuł był opublikowany 22-06-2013 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*************

Nie może być pokoju ani współegzystencji

między wiarą islamską a nieislamskimi

wspólnotami i instytucjami politycznymi.

Alija  Izetbegović  (pierwszy Prezydent Bośni)

         

Jak to się stało, że Bałkany (a zwłaszcza niektóre regiony Bośni i Hercegowiny, Sandżaku – czyli pogranicze Serbii i Montenegro oraz Albania i Kosowo) zamieszkałe przez wyznawców islamu stały się bazą dla działań międzynarodówki dżihadystów wspomaganej finansowo przez ultra-konserwatywne kraje arabskie (głównie Arabię Saudyjską) ? Czemu przemiany demokratyczne z końca XX wieku zaszłe w całym Bloku Wschodnim doprowadziły tu do stworzenia nierównowagi politycznej, kulturowej, religijnej, że możliwe stało się powstanie „czarnych dziur”  (bo tak nazywa się kraje „upadłe” jakimi od lat są  Somalia, Liberia, czy Afganistan, a dziś – Libia czy Irak)  tworów quasi-państwowych takich jak Bośnia czy Kosowo. Z tytułu chaosu i rozkładu struktur administracyjnych tych tworów i niemożności przeciwdziałania rozwoju terroryzmu, przemytu na wielką skalę ludzi, broni, narkotyków itd. rośnie możliwość infiltrowania (dziś już całkiem jawnego) i importu na teren Starego Kontynentu ideologii islamistycznej, duchownych szerzących tę ideologię oraz ludzi związanych z międzynarodówką dżihadystów.

Państwa Zachodu podczas rozpadu Jugosławii z tytułu swych sympatii (i antypatii), domniemanych utylitarnych (jak się okazuje dziś – pozornych) korzyści polityczno-gospodarczych, zasad demokratycznych w wersji postmodernistycznej  wspomagając międzynarodówkę terrorystów – tak jak to czyniły podczas wojny w Afganistanie (tam w imię walki z komunizmem) – przyczyniły się do przybycia kilku tysięcy mudżahedinów na Bałkany (z których wielu pozostało jako obywatele Bośni i zajęło się wprowadzaniem zwyczajów oraz obrzędów typowych dla fundamentalistycznych państw muzułmańskich) oraz do przeszkolenia  i wyćwiczenia w wojennym rzemiośle tysięcy muzułmanów urodzonych już w Europie. M.in. dotyczyło to sporej grupy terrorystów –samobójców uczestniczących w zamachu na Word Trade Center we wrześniu 2001 roku.   

Poczynając od wojny w Afganistanie i klęski jaką poniósł tam ZSRR w przestrzeni  świata islamskiego zostało przeszkolonych w rzemiośle wojny partyzanckiej, w technikach terrorystycznych lecz także przy okazji zarażonych religijnym fundamentalizmem szerzonym przez mułłów rekrutujących się głownie z terenów pakistańskiego Pusztun-landu, ponad 30 000 mudżahedinów. Brali oni czynny udział w afgańskiej wojnie przeciwko ZRRR i stanowili  już w początkach ostatniej dekady XX wieku pokaźną i groźna siłę.

Warto w tym miejscu jest zaprezentować tezę  izraelskiego politologa i filozofa prof. Szlomo Avinierego (jeszcze z okresu „zimnej wojny”) wedle której „…Europa widziana z Azji, nie składa się z dwóch zasadniczo różnych światów: świata radzieckiego i świata zachodniego. Stanowi jedną rzeczywistość: rzeczywistość cywilizacji przemysłowej. Społeczeństwa radzieckie i kapitalistyczne są tylko dwiema odmianami tego samego gatunku – albo dwiema wersjami tego samego typu społecznego – postępowego społeczeństwa przemysłowego”. To spostrzeżenie Izraelczyka, znawcy problematyki azjatyckiej w przedmiocie spraw społecznych, religijnych, politycznych itd. (a tym samym i na Bliski Wschodzie) jest o tyle symptomatyczne co znamienne. Pewne problemy i zagrożenia można było bowiem przewidzieć w prezentowanym tu kontekście. Flirt i współpraca z fanatykami religijnymi – jak pisze cytowany Shlomo Avinieri –  musiały jak wielokrotnie to było w historii wydać gorzkie owoce. Nawet koszt upokorzenia komunizmu (który w tym czasie i tak był ideą martwą, a ZSRR – „papierowym tygrysem”) nie był wart – w perspektywie czasowej – takiej ceny jaka dziś płaci cywilizowany świat Zachodu.

Takie postawienie problemu jest wybitnie anty-mainstreamowe: elita polityczna i dziennikarsko-publicystyczna  (zwłaszcza w  Polsce) spowodowały jednostronny, ubogi intelektualnie i wybitnie nieprawdziwy obraz konfliktów na Bałkanach podczas śmierci Jugosławii (będącej pokłosiem upadku bipolarnego podziału świata po 1989 roku). Mechanizmy wokoło konfliktów w Jugosławii nie miały nic z obrazu czarno-białej projekcji prezentowanej czytelnikom w Polsce i na Zachodzie przez media. Oczywiście, nikt nie zamierzał celowo wspierać powstania na terenie byłej Jugosławii enklaw dżihadu, islamizmu czy kolonii rządzonych wg praw szarijatu rodem z Arabii Saudyjskiej czy Pakistanu, z obrzędowością made In Sudan at-Turabiego czy zwyczajami z afgańskiego interioru. Ale efekt bezwarunkowego poparcia udzielonego najbardziej skrajnym elementom bośniackiego orbis terrarium, jednoznaczne opowiedzenie się za muzułmańskim państwem w sercu Bałkanów wydały właśnie takie owoce. Owoce które w wielu gorzkich postaciach będzie Europa musiała konsumować, z którymi będzie się musiała zmagać, które ją będą intrygować i absorbować przez dekady (o ile nie przez wieki).     

Takie stawianie też snuje mnóstwo niepopularnych oraz będących passe sądów (wobec obowiązującego nadal political corectness paradygmatów na temat wojen bałkańskich w końcu XX wieku), pokazuje mechanizmy i konotacje sympatii (i antypatii) wobec problemu jugosłowiańskiego rozpadu. Owe sympatie koncentrowały się na poparciu udzielonego katolickim republikom – Słowenia i Chorwacja uzyskały je od Niemiec i Watykanu w sposób jawny i sprzeczny ze wszystkimi rezolucjami międzynarodowych organizacji – oraz obarczeniu Serbii wszelkimi winami za rozwój sytuacji na Bałkanach (prawosławna republika, związana emocjonalnie, kulturowo i historycznie z Rosją); w późniejszym terminie per analogiam uznano bośniackich muzułmanów za „ofiary serbskiego nacjonalizmu” co spowodowało ścisłą współpracę  tak nieprawdopodobnych sojuszników jak: Zachód (wraz z aktywnym, nie tylko wywiadowczo-logistycznym, zaangażowaniem się w konflikty bałkańskie USA), finansowi krezusi znad Zat. Perskiej oraz fanatycy islamistyczni opierający swe idee na teoriach fundamentalizmu religijno-politycznego (ibn-Tajmijji, Qutba czy Maududiego); to tu mógł działać i być użytecznym jako „sponsor” oraz koordynator tych działań Osama bin Laden. Dzis znanych jest szereg dowodów oraz dokumentów (także z raportów wywiadowczych i kontrwywiadowczych) potwierdzających kilkakrotną obecność bin Ladena w Bośni, Albanii czy Kosowie.  

Znamienną osobą wokół której koncentrowała się ideologia islamizmu w Bośni jawi się bez wątpienia pierwszy prezydent tej republiki Alija Izetbegović. Sielankowy i mityczny obraz tego polityka prezentowany onegdaj w mediach nie wytrzymuje racjonalnej prezentacji. Od dekad był on zaangażowany w szerzenie ideologii tworzącej szowinizm muzułmański w byłej Jugosławii (w skali świata islamskiego był to znany szermierz idei fanatyzmu religijnego, ksenofobii i nacjonalizmu za co był w Jugosławii skazany przez tamtejszy sąd na kilkanaście lat wiezienia – przesiedział ostatecznie tylko kilka lat w odosobnieniu). W swoich założeniach – tzw. Islamska Deklaracja – europejskiego państwa muzułmanów, propagował szarijat jako podstawę prawodawstwa i obyczajów, islamizację życia publicznego, ksenofobię i nacjonalizm. W młodości Izetbegović był aktywnym członkiem organizacji Młodych Muzułmanów współdziałającej z hitlerowcami okupującymi Bałkany i chorwackimi ustaszami Ante Pavelićia (których idee były niesłychanie bliskie Młodym Muzułmanom – oczywiście z perspektywą katolickiej ortodoksji). Laickie skrzydło partii rządzącej od początku państwowości bośniackiej sprzeciwiające się fundamentalizacji kraju (SDA- Stranka Demokratske) zostało przez Izetbegovićia wyeliminowane, a jej członkowie ginęli w niewyjaśnionych przeważnie okolicznościach (zrzucano te fakty najczęściej na bośniackich Serbów) .

    

Służby specjalne państw zachodnich czynnie współdziałały z dżihadystami, którzy masowo przybywali do Bośni. To tu, w trakcie  walk, zaczęto obcinać głowy nie-muzułmanom (o tych licznych faktach nie wspominało się wówczas w mediach), co z kolei spowodowało barbarzyńską kontrreakcję osamotnionych – formalnie i medialnie – Serbów (zamieszkałych w Bośni i w nowej Jugosławii). Także nie wszyscy Bośniacy (islam bośniacki był niesłychanie zlaicyzowaną i zeuropeizowaną formą religii Mahometa, przez lata Jugosławii stając się z jednej strony formą folkloru Sarajewa, Tuzli czy Zenicy, a z drugiej – przykładem ewolucji jakiej podlega w warunkach wielokulturowej Europy także wiara religijna) godzili się na taki rozwój sytuacji, na obskuranckie religianctwo i dewocję rodem z konserwatywnych krajów arabskich – przykładem tego są  m.in. dzieje Fikreta Abdićia.

„Wolna” Bośnia będąca w zasadzie mini-Jugosławią powielała te argumenty, które legły u podstaw rozbicia tego kraju:  jeśli trzy społeczności – Serbowie, Chorwaci i muzułmańscy Bośniacy nie mogli żyć we wspólnym państwie zwanym Jugosławią, to czemu musieli być obywatelami – islamskiej Bośni. Ten paradoks był ukrywany i zaciemniany prze polskie media. Ów paradygmat mainstreamu europejskiego – multi-kulti i prawach człowieka (gwałconych rzekomo jedynie przez Serbów)  – nie wytrzymuje krytyki i zarzutów o stronniczości, politycznym zapotrzebowaniu danej chwili, utylitaryzmie polityczno-gospodarczym etc.

   Zachód padł ofiarą swej krótkowzroczności i politycznego zaślepienia; przede wszystkim anty-komunizmowi przysłaniającemu racjonalny ogląd rzeczywistości i odbierającemu zdolność do analizy oraz przewidywań rozwoju sytuacji. Niech klasycznym tego przejawem, swoistym memento w sprawie flirtów z wszelkiego rodzaju fanatyzmami religijnymi, będzie logistyczne (i nie tylko) wsparcie udzielane przez lata fundamentalistycznemu Hamasowi przez Izrael (za pomocą służb specjalnych), celem osłabienia ruchu na rzecz wyzwolenia Palestyny – al-Fatahu i niezwykle popularnego w swoim czasie Jasera Arafata. Byli to reprezentanci idei powstania nowoczesnego oraz laickiego państwa palestyńskiego (na kształt Iraku Sadama Husajna czy Syrii Assadów).  Ale polityczne zaślepienie nakazywało popieranie religijnych ortodoksów. Efekty – wiadome.  

Dzisiejsze oburzenia i zdziwienie z tytułu, że w miastach Europy czy USA fanatycy islamscy obcinają głowy, podkładają bomby czy  dokonują różnorodnych zamachów jest w związku z taką perspektywą przedstawioną zupełnie niezrozumiałe. Opinia publiczna Zachodu została absolutnie zmanipulowana i otumaniona zarówno w czasie „zimnej wojny”, jak i podczas rozpadu Jugosławii, kraju który mógłby być oporem i alternatywą dla neoliberalnego porządku w Europie, jaki zaordynować chcieli byłemu blokowi państw realnego socjalizmu play-makerzy światowego turbo-kapitalizmu oraz ich „klakierzy” w rodzaju Sachsa, Balcerowicza czy Czubajsa.         

Bałkańskie, postjugosławiańskie, domino jeszcze się nie złożyło do końca. Groźne pomruki kolejnej irredenty dochodzą ostatnio z Sandżaku, pogranicza serbsko-czarnogórskiego (gdzie zamieszkuje ok. 350 tys. wyznawców islamu, zarówno w Serbii jak i Montenegro). W ogóle muzułmanie na Bałkanach poczuli swą moc w oparciu o zaplecze jakie otrzymali niegdyś od NATO i UE, a przede wszystkim – w strugach petrodolarów pompowanych w ten region z Arabii Saudyjskiej i Emiratów leżących nad Zat. Perską. I jest to pomoc przeznaczona wyraźnie dla odłamów wybitnie fundamentalistycznych, nietolerancyjnych, prezentujących ortodoksyjną odmianę islamu. Owa moc przejawia się (na razie) w lokalnej agresji i natarczywości samozwańczych policji religijnych, obrzędach rodem z płw. Arabskiego (kobiety w nikabach, pół oficjalnym wielożeństwie, setkach nowobudowanych meczetów, fanatycznych kazaniach mułłów sprowadzonych z krajów arabskich, zakładanych szkołach koranicznych wahhabickiej proweniencji itd.) czy wyraźnej islamizacji klimatu polityczno-kulturowego kraju. Duch wielokulturowego Sarajewa i takiej Bośni umarł wraz z upadkiem Jugosławii.

Te i inne problemy Bałkanów z okresu rozpadu Jugosławii prezentuje książka niemieckiego dziennikarza, publicysty, sympatyka Die Linke, Juergena Elsaessera pt. „Jak dżihad przybył do Europy ?”. W związku z hipokryzją jaka panuje nadal w naszym kraju w topowych mediach na tematy post-jugosławiańskie ukazanie się tej książki jest niewielkim światełkiem w tunelu manipulacji, przemilczeń i ignorancji jaką narzucono polskiemu odbiorcy w tematach: Bałkany, Jugosławia, Serbia, Kosowo, Bośnia etc. Przykładem tych tendencji niech będą perypetie z wydaniem książki „Rozbicie Jugosławii” prof. Marka Waldenberga (politolog, slawista i filozof z Krakowa). Warto przeczytać książkę Juergena Elsaessera nawet w kontekście wzbudzenia refleksji nad całokształtem zagadnień związanych z upadkiem projektu pod tytułem; JUGOSŁAWIA.       

 

Juergen Elsaesser, Jak dżihad przybył do Europy (wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach), Warszawskie Wyd. Literackie MUZA SA, 2007, ss.296

Sypią sie kłamstwa natowskie w sprawie Jugosławii. Teraz czas odkłamać Srebrenicę

Artykuł był opublikowany 11-07-2013 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*************

Jak podała Rzeczpospolita z 27-05-2013 r. w felietonie ” Kosowscy partyzanci protestują przeciwko aresztowaniom”  EULEX aresztował siedmiu wysokich rangą byłych partyzantów Wyzwoleńczych Armii Kosowa (UCK) pełniących  również obecnie ważne funkcje w życiu politycznym i administracyjnym Kosowa. Należy podkreślić, że aresztowano Hashima Thaciego  byłego dowódcę  UCK, przewodniczącego Demokratycznej Partii Kosowa (PD) i zarazem premiera Kosowa.

Również Rzeczpospolita z 30-05-2013 r. w felietonie   „Współpracownicy Milosevica nie popełnili zbrodni wojennych” podaje, że ONZ-owski trybunał ds. zbrodni wojennych w dawnej Jugosławii uniewinnił dwóch byłych współpracowników zmarłego prezydenta Serbii Slobodana Miloszevicia: szefa serbskich służb bezpieczeństwa z lat 90. Jovicę Staniszicia i jego zastępcę Franko Simatovicia.

 

Komentarz:

1) Od lat niezależni publicyści, w tym ja,  wskazywali, że:

a)   Wyzwoleńcza Armia Kosowa to organizacja terrorystyczna  i kryminalna,  a Hasim Thaci był organizatorem i przywódcą syndykatu przestępczego zwanego „Grupą Drenicką” współpracującą z mafiami albańska i macedońską. Ten kryminalista awansował – ze względów politycznych –  na tzw. bohatera walki wyzwoleńczej w Kosowie.

b) Nie było prześladowania w Kosowie tzw. Kosowarów przez  Serbów-  tylko odwrotnie. To Albańczycy mieszkający w Kosowie wspomagani finansowo przez  Albanię i diasporę albańska w USA i w UE – wykorzystując autonomie – prześladowali zamieszkujących Kosowo Serbów. Co powodowało ich ucieczkę z Kosowa. 

c) Tak naprawdę jedyną „winą” Slobodana Milosevica i jego współpracowników było to, że chcieli, żeby Jugosławia nadal zachowała niezależność zarówno od Rosji jak i USA, a gospodarka Jugosławii nie była, w sposób barbarzyński, prywatyzowana.  

Paradoksalnie, po zburzeniu muru berlińskiego i tzw. wiośnie ludów okazało się to niemożliwe. Kto nie podporządkował się Nowemu Amerykańskiemu Ładowi, którego zbrojnym ramieniem było, i jest, NATO,  zostawał uznany za wroga publicznego i był niszczony. 
Należy ubolewać, że przywódcy europejscy, ludzie małego formatu i krótkowzroczni, pozwolili zaprzęgnąć się do rydwanu post – zimnowojennej polityki amerykańskiej. Rozbudzili w Jugosławii nacjonalizm i konflikty religijne.  A później  te demony podsycali.

 

2) Nadszedł teraz czas, żeby powiedzieć stop natowskim kłamstwom o wydarzeniach w Srebrenicy, a mianowicie:

a)W Srebrenicy nie dokonano egzekucji 7-8 tys. muzułmańskich Bośniaków(mężczyzn). Zginęło około 2 tys.  muzułmanów, w większości podczas walk, lecz również zabitych przez paramilitarne grupy złożone z Serbów. Te oddziały brały odwet za wcześniejsze masowe zbrodnie popełniane przez muzułmańskie grupy paramilitarne, na ich rodakach w miejscowościach położonych wokół Srebrenicy gdzie również zginęło około 1,5 tys.  Serbów Bosniackich. 

b)Do zbadania rzekomego ludobójstwa w Srebrenicy ukonstytuowała się niezależna, samofinansująca, grupa naukowa ds. Srebrenicy składająca się z  naukowców, dziennikarzy i byłych pracowników misji ONZ w Bośni. Kierował nią prof.  Ed Herman z Uniwersytetu Pensylwania. W/w grupa badawcza przedstawiła swoje ustalenia na konferencji prasowej 12.07.2005 r. w Nowym Jorku, jak również w książce Milivoje Ivanisevica „The Srebrenica Identity Card”. Ponieważ  jednak jej ustalenia  zaprzeczają natowskiej  kłamliwej propagandzie, zapadła  wokół nich zmowa milczenia.

 

3)  Jeżeli zabójstwa Muzułmanów Bośniackich w Srebrenicy chce się uznać za ludobójstwo,  to dlaczego inną miarę stosuje się w stosunku do zamordowanych Serbów Bośniackich (z miejscowości  dookoła Srebrenicy ) przez paramilitarne grupy Muzułmanów Bośniackich?

To, co wydarzyło się w Srebrenicy w lipcu 1995 r. nie jest pojedynczą, olbrzymią, masakrą Muzułmanów przez Serbów, lecz wpisuje się w serie wzajemnych krwawych ataków i kontrataków jakie miały miejsce, począwszy od 1992 r., w Srebrenicy i jej okolicy. Należy pamiętać, że muzułmańskie grupy paramilitarne atakowały i zniszczyły, między innym, takie serbskie wsie i miasteczka, dookoła Srebrenicy, jak: Sikirici, Konjevic Polje, Glogova, Zalazje, Fakovici, Kaludra, Loznica, Brezani, Krnica, Zagoni, Orlice, Jezhtica, Bijlaca, Crni, Vhr, Milici, Kamenica, Bjelovac, Kravica, Skelani, Zabkovica. Zginęło ok. 1,5 tys. Serbów, zgwałcono wiele kobiet.

 

4) Srebrenica była formalnie strefa zdemilitaryzowaną, ale faktycznie, stale dozbrajaną przez NATO. Z niej dokonywano stałych ataków na ludność i wojska serbskie. W lipcu 1995 r. stacjonowało tam przynajmniej 5 500 dobrze uzbrojonych, w tym w broń przeciwpancerną, żołnierzy z 28 Dywizji Muzułmanów Bośniackich, które jednak nie wykazały zapału do obrony Srebrenicy przed znacznie słabszymi wojskami Serbskich Bośniaków. 
Należy podkreślić, że na kilka dni przed zajęciem Srebrenicy przez Serbów, oddziały 28 Dywizji dokonały prowokacyjnych ataków na wojska serbskie. Przed  Haskim Trybunałem generałowie Halilovic i Hadzihasanovic (Muzułmanie Bośniaccy) zeznali, że ich Sztab Generalny usunął, nagle, 18 wysokich oficerów sprzeciwiających się tego typu prowokacjom. Należy sądzić, że Muzułmanom Bośniackim chodziło o sprowokowanie odwetu paramilitarnych grup serbskich na ludności cywilnej.

 

5)Wysocy urzędnicy twierdzili, że ich Prezydent Alija Izetbegovic (Muzułmanin Bośniacki)  mówił im, o obietnicy prezydenta Clintona, który obiecał interwencję USA, jeżeli Serbowie zabiją, przynajmniej 5.000,  Muzułmanów w Srebrenicy. W swojej książce „Wojownicy Pokoju” Bernard Kouchner (były przewodniczący organizacji Doktorzy bez granic) podaje, że Alija Izetbegovic przyznał się, na łożu śmierci, zarówno jemu jak i Richardowi Holbrookowi (były wysłannik ONZ) do tego, że wyolbrzymiał twierdzenia o przestępstwach Serbów, w tym o „obozach śmierci”, żeby przyśpieszyć interwencję NATO. 

 

6) Prezydent Alija Izetbegovic (Muzułmanin Bośniacki) od dekad był on zaangażowany w szerzenie ideologii tworzącej szowinizm muzułmański w byłej Jugosławii (w skali świata islamskiego był to znany szermierz idei fanatyzmu religijnego, ksenofobii i nacjonalizmu za co był w Jugosławii skazany przez tamtejszy sąd na kilkanaście lat wiezienia – przesiedział ostatecznie tylko kilka lat w odosobnieniu). W swoich założeniach – tzw. Islamska Deklaracja – europejskiego państwa muzułmanów, propagował szarijat jako podstawę prawodawstwa i obyczajów, islamizację życia publicznego, ksenofobię i nacjonalizm. W młodości Izetbegović był aktywnym członkiem organizacji Młodych Muzułmanów współdziałającej z hitlerowcami okupującymi Bałkany i chorwackimi ustaszami Ante Pavelićia (których idee były niesłychanie bliskie Młodym Muzułmanom – oczywiście z perspektywą katolickiej ortodoksji). Laickie skrzydło partii rządzącej od początku państwowości bośniackiej sprzeciwiające się fundamentalizacji kraju (SDA- Stranka Demokratske) zostało przez Izetbegovićia wyeliminowane, a jej członkowie ginęli w niewyjaśnionych przeważnie okolicznościach (zrzucano te fakty najczęściej na bośniackich Serbów)- czytaj więcej Radosław S. Czarnecki, Wrocław: DROGI DŻIHADU NA STARY KONTYNENT oraz  w „Zderzeniu cywilizacji” Samuela P. Huntingtona.

 

7) Za tym, że wydarzenie w Srebrenicy były prowokacją takich polityków muzułmańskich  jak prezydent Alija Izetbegovic i jego towarzyszy  islamistów przemawia również to, że ekstremiści islamscy w Bośni byli wspierani finansowo między  innymi przez Arabię Saudyjską i Iran. Po stronie Muzułmanów  Bośniackich walczyły jednostki irańskich Strażników Rewolucji i mudżahedini z Afganistanu. Byli również terroryści  z libańskiego Hezbollahu i   Al-Kaidy (USA i UE to wtedy nie przeszkadzało).

Dla takich ludzi, śmierć ludności cywilnej nic nie znaczy jeżeli mogą osiągnąć określony cel polityczny

Jak nieludzko postępowali Muzułmanie Bośniaccy można przekonać się na przykładzie Sarajewa.  Jest wiele zakłamań odnośnie tzw. oblężenia Sarajewa. Nie było ono oblężone w pełnym tego słowa znaczeniu tylko podzielone na cześć serbską i muzułmańską, które walczyły pomiędzy sobą. Serbowie bronili się przed czystkami etnicznymi. Stało się to jasne po układzie z Dayton, gdy Serbowie oddali władzą nad miastem Muzułmanom Bośniackim i ponad 90 tys. Serbów uciekło z miasta ( zgodę na powrót do Sarajewa uzyskało później około 2 tys. Serbów). Przed rozpoczęciem walk strona serbska zaproponowała, aby kobiety i dzieci opuściły miasto, ale muzułmański prezydent Bośni Alija Izetbegovic odmówił. Wojska serbskie, w dobrej woli,  oddały oddziałom ONZ ważną strategicznie górę Igman na strefę zdemilitaryzowaną tymczasem one przekazały ją wojskom muzułmańskim a te, natychmiast, rozpoczęły ostrzał pozycji serbskich.    
To siły podległe Aliji Izetbegoviciovi były, w części,  odpowiedzialne za strzelanie w Sarajewie do własnych muzułmańskich pobratymców jak również trzy eksplozje, które spowodowały śmierć wielu osób cywilnych.  
Mowa jest tu o masakrach w Sarajewie w latach;  27.05.1992 r. , 05.02.1994 r. i 28.08.1995 r. W kwietniu 1996 r. dziennikarz Le Monde Bernard Volker, który dwa lata wcześniej twierdził, że to muzułmanie byli odpowiedzialni za pierwszą sarajewską masakrę wygrał sprawę przed sądem w Paryżu.  Redaktor naczelny magazynu Le Nouvel Observatuer Jean Daniel, w wydaniu magazynu z 31.08.1995 r., stwierdził w artykule „Koniec kłamstw o Bośni”, że wielu wysokich urzędników rządu francuskiego potwierdziło mu, że wojska muzułmańskich Bośniaków popełniło rzeź na swoich rodakach, żeby zmusić NATO do interwencji. Szczytem cynizmu była eksplozja na sarajewskim rynku w dniu 28.08.1995 r.  Eksplozja nastąpiła dzień po zapowiedzi eskalacji nalotów przez  zastępcę sekretarza stanu  Richarda Holbrooka. Brakowało tylko pretekstu i nagle jest wybuch, w którym giną muzułmanie. Samoloty, z których większość należała do USA, zrzuciły 6 tys. ton bomb mordując serbską ludność cywilną.  Listę celów dostarczył generał Raszim Delica głównodowodzący armią bośniackich Muzułmanów. Tymczasem przeprowadzona przez siły ONZ analiza krateru wykazała, że wybuch spowodowała armia bośniackich Muzułmanów.

Ale o tym się w Polsce milczy.

 

Podsumowanie :

Srebrnica i jej okolice to wspólny grób Serbów Bośniackich i Muzułmanów Bośniackich. I tylko wtedy  możemy potraktować  Srebrnicę jako  przestrogę przed krwawymi wojnami narodowościowo – religijnymi.  Nie można  pozwolić na zawłaszczanie Srebrenicy przez  islamistów bośniackich.   

 

Dla zainteresowanych:

1) Krzysztof Mróź  „Media i wojna w b. Jugosławii”  z 5.08.2008 r. Jest to  list otwarty, skierowany do dziennikarzy piszących na temat wydarzeń na Bałkanach po 1990 r. Jest  apelem o wszechstronne, a więc rzetelne, przedstawianie wojny na Bałkanach gdzie zbrodnie popełniały wszystkie strony konfliktu a nie tylko, czy w dużej mierze, Serbowie  Media i wojna w b. Jugosławii

 

2) Krzysztof Mróź  list do Rzeczpospolitej”Srebrenica i jej okolice to wspólny grób Serbów Bośniackich i Muzułmanów Bośniackich  z 29.07.2009 r.

 

3)Jest też list skierowany do redaktorów Polsatu: List do Polsatu w sprawie wydarzeń w Srebrenicy

 

4) Tomasz Formicki  ” Ośmiornica z Kosowa”. Czytaj dalej >>http://www.lewica.pl/?id=26838&tytul=Tomasz-Formicki:-Ośmiornica-z-Kosowa  Artykuł ukazał się na portalu Lewica.pl www.lewica.pl  (Autor jest doradcą i analitykiem w Międzynarodowym Centrum Szkolenia Służb Mundurowych i Cywilnych GRYF. Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Diarium.pl)

 

5) Radosław.S.Czarnecki  ” Drogi dżihadu na stary kontynent” z 22.06.2013 r. Radosław S. Czarnecki, Wrocław: DROGI DŻIHADU NA STARY KONTYNENT

 

Palikot – czyli antyklerykalizm dla zamożnych

Artykuł był opublikowany 22-03-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*************

Na swoim blogu Janusz Palikot w felietonie „ Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę!” omówił wczorajszą debatę pomiędzy Balcerowiczem a Rostowskim – w sprawie OFE. Oczywiście Palikot uważa, że nie powinno się reformować OFE.

Dla Palikota,  Balcerowicz to niezależny autorytet, twórca polskich reform, profesor, który odważnie wyprowadził zrujnowaną polską gospodarkę na prostą. Natomiast Rostowski  to  zakłamany, koniunkturalny polityk, służalczy wobec rządzącej partii, tylko udający profesora.  Palikot zarzuca również Platformie Obywatelskiej, że  nie wprowadziła podatku liniowego.

Postanowiłem przyjrzeć się programowi gospodarczemu  Ruchu Poparcia Palikota. Już na samym początku  programu mamy propozycje, żeby stawki CIT, PIT i VAT były jednolite i wynosiły 18%.

Przypomnę, że  już teraz podstawowa stawka  CIT wynosi 19% , a osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą   mogą, jeżeli jest to dla nich korzystne, skorzystać z podatku liniowego w wysokości 19%. A wiec już teraz są to stawki bardzo zbliżone do proponowanych przez Palikota.  

Problem tkwi  w JEDNOLITEJ stawce VAT i JEDNOLITEJ stawce PIT która obejmie także osoby fizyczne.  

Obecnie funkcjonują  stawki VAT : 5%, 8%, 23% . Stawka 0% VAT jest stosowana co do zasady dla obrotu międzynarodowego. I tak  5 %stawka VAT  dot. miedzy innymi: świeżego chleba, nabiału, niektórych przetworów mięsnych, produktów  zbożowych (mąka, kasza, makaron),  soków itp. Utworzenie jednolitej stawki VAT w wysokości 18% spowoduje znaczne podwyższenie kosztów życia której nie zrekompensuje obniżenie najwyższej stawki VAT do 18%.  

Co się tyczy podatku dochodowego od osób fizycznych to są 2 stawki. Pierwsza wynosząca 18% a druga 32%. W pierwszym przypadku o ile dochód wyniesie 85.528,00 zł podatnik płaci 18% dochodu  minus 556,02 zł.  Od kwoty 85.528,00 zł dochodu wzwyż podatnik  płaci  14.839,02 zł + 32% nadwyżki ponad 85.528,00 zł.

Według danych z 2009 r. podatek od osób fizycznych w wysokości 18% płaciło około 95% podatników.

Podsumowanie: ujednolicenie wszystkich stawek VAT na poziomie 18%  bardzo podniesie  koszty życia codziennego. Obniżenie podatku od osób fizycznych jest korzystne tylko dla osób których dochody przekroczyły 85.528,00 zł ( im więcej, tym większa korzyść ). Pozostałe  95% podatników nic nie zyska na obniżeniu podatku od osób fizycznych, bo już z niego korzystają, a będzie dotkniętych skutkami ujednolicenia stawki VAT na poziomie 18%.

Zamożni antyklerykałowie tylko się roześmieją i powiedzą, że znaleźli właściwego lidera. Ale pozostali?

 

 

Robert Gwiazdowski: Kradzież, defraudacja i inżynieria finansowa

Artykuł był opublikowany  05-04-2012 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*********

Zachęcam do przeczytania felietonu Roberta Gwiazdowskiego „Kradzież, defraudacja i inżynieria finansowa” w Rzeczpospolitej z 04-04-2012 r.

Autor jest  profesorem prawa, adwokatem i prezydentem  Centrum im.  Adama Smitha.

Nie ukrywam, że po przeczytaniu felietonu sprawdziłem datę wydania Rzeczpospolite j- czy nie jest to przypadkiem wydanie z 1 kwietnia – bo tak nieprawdopodobne wydały mi się słowa prezydenta  Centrum im.  Adama Smitha. Ale nie, wiec należy to co napisał traktować jako znak czasów i , być może,  jako  początek zmian w myśleniu polskich elit politycznych i ekonomicznych. Również dziennikarzy.    

krzysztof mróź

W szczycie koalicyjnego sporu o emerytury media obiegła triumfalna  wiadomość z sektora  finansowego: OFE zarobiły  dla przyszłych  emerytów  30 proc.!

Jako, że  PR OFE zawsze miały świetny, doprecyzujmy: OFE zarobiły to 30% w ciągu ostatnich  36 miesięcy – czyli od czasu, gdy najwięcej poprzednio straciły.

W 2008 roku stopa zwrotu OFE była ujemna  (prawie -14 proc.)! OFE straciły prawie tyle, ile ZUS im wówczas  przekazał!

Więc  teraz mają większe zyski  – bo liczą je od wcześniejszej straty.

Gdy OFE  poprzednio chwaliły się zyskami za 2010 rok, pytałem, czy  naprawdę ktoś rozsądny może mieć nadzieję, ze taki krach, jaki miał miejsce w 2008 roku, nie powtórzy  się już w przyszłości?

Dziś już wiemy, że się powtórzył w drugiej połowie  roku 2011. OFE znowu straciły  wówczas prawie  wszystko,  co otrzymały z ZUS  w ciągu całego roku.     

Aktywa OFE na koniec 2011 r. wynosiły 224,7 mld zł.  O  3,5 mld złotych (1,6 proc.) więcej niż rok wcześniej.  Szkopuł w tym, że ZUS w tym czasie przekazał  OFE 15,1 mld zł.  A więc OFE gdzieś „zapodziały” 11,6 mld zł. „Zapodziały”  na giełdach pieniądze przyszłych  emerytów.  Za to  dla siebie  zarobiły  600 mln w charakterze  wynagrodzenia za „zarządzanie”.   

Co prawda  na tym zarządzaniu  straciły 11 mld, ale jak w  starych, dobrych  komunistycznych czasach: „czy się stoi, czy się leży, 600 baniek się należy”.   

Oczywiście  to nie wina OFE, że były spadki na giełdach. Zgoda. Byłoby nieuczciwością twierdzić, że jest inaczej. Ale czy to zasługa OFE, kiedy jest wzrost na giełdach?

W bardzo dobrym dla OFE 2006 roku, gdy zaczynał się boom gospodarczy, wartość jednostek rozrachunkowych OFE  wzrosła  o 17 proc. A o ile  wzrósł w roku  2006 WIG? Wzrósł o 42%! Jeżeli „ubezpieczony” mógł na GPW, inwestując samodzielnie w WIG, zarobić 42 proc., a zarobił  za pośrednictwem  OFE 17 proc.,  to znaczy, że on te 17 proc.  zarobił, czy może 25 proc. stracił?

A jakby tego było mało, to w roku 2006 Fundusz Rezerwy Demograficznej  zarządzany  przez ten wstrętny ZUS zarobił…40 proc.!

W zyskach  OFE są też „zyski” z obligacji – czyli z podatków, które  będziemy musieli  zapłacić, żeby minister Rostowski miał w przyszłości  za co wykupić od OFE obligacje, które teraz im sprzedaje.

To znaczy, że dziś płacimy składkę  na emeryturę, a w przyszłości  zapłacimy podatki, żeby było z czego  wypłacić „zyski” od „zgromadzonych” składek.

Prawda, że zabawne? Ale najzabawniejsze jest to, że to wszystko jest legalne. Bo jak  ktoś komuś buchnie  stówę, to się nazywa kradzież. Jak milion – to jest defraudacja. A jak 600 mln, to „ inżynieria finansowa”.  

 

Bój się Pana Boga, Panie Palikot!!!!!!

Artykuł był opublikowany 19-05-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

Na swoim blogu, we wpisie w dniu 17 maja 2011 r. .Janusz  Palikot napisał  w nagłówku „Wielki Apostata –Józef Piłsudski” i dalej „ Ojciec i patron PIS-, LPR-u i wszelkiej konserwy – Józef Piłsudski – wystąpił z kościoła Katolickiego. Dokonał AKTU APOSTAZJI!!! I nie przeszkadzało mu to w pełnieniu najważniejszych funkcji publicznych w II RP. To w ogóle paradoks, ze działacz socjalistyczny jakim był marszałek jest ikoną prawicy! Widać w Polsce nic nie może być normalnie zgodnie z naturą rzeczy. Co się dziwić, że w II RP wszystko było możliwe. Oni mieli swoich Żydów, Cyganów, Białorusinów, Litwinów, a my sami Polacy tylko!”.  

Janusz Palikot  złożył kwiaty pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego w Warszawie.                                                                                                                                  

 

Sądzę, że wielu z Was nie wie czy się  śmiać czy płakać. Dla zdrowia psychicznego proponuję śmiać się.

 

1)Józef Piłsudski nie jest Apostatą, lecz KONWERTYTĄ, ponieważ w maju 1899 r., przeszedł na wyznanie ewangelicko- augsburskie. Wiązało się to z małżeństwem z Marią Juszkiewicz, która była rozwódką. Ślub odbył się w kościele ewangelicko -augsburskim. Następnie w lutym 1916 r., podczas choroby na froncie, miał z powrotem przejść na katolicyzm. W 1921 r. po śmierci pierwszej żony Marii Juszkiewiczowej wziął już ślub katolicki z druga żoną Aleksandrą Szczerbińską. Ale nawet nie idąc już tak daleko, nie ma najmniejszych podstaw, żeby uznać Józefa Piłsudskiego za Apostatę. Był jedynie Konwertytą.

 

2)Przyjmę na chwilę, dla potrzeb niniejszego wywodu, że Józef Piłsudski był jednak Apostatą. Twierdzenie przez Janusza Palikota, że apostazja nie przeszkadzała Piłsudskiemu w pełnieniu najważniejszych funkcji publicznych w II RP woła o przysłowiową pomstę do nieba. Czy Pan Palikot zapomniał, że po quasi – wygnaniu w Sulejówku Piłsudski i jego zwolennicy doszli do władzy w wyniku zbrojnego PRZEWROTU MAJOWEGO w 1926 r.?

 

3)A co do bycia działaczem socjalistycznym, to Józef Piłsudski wysiadł z Czerwonego Tramwaju na Przystanku Niepodległość. Józef Piłsudski zdawał sobie sprawę, że w swojej większości inteligencja, szlachta, słabe, i zróżnicowane narodowościowo mieszczaństwo, czy chłopi, nie są przekonani do walki z caratem. Chłopi zresztą zawdzięczali zniesienie pańszczyzny carowi Aleksandrowi II, a nie polskim panom.  I o tym pamiętali. Piłsudski uznał, że to zorganizowani robotnicy są siłą zdolną walczyć skutecznie z caratem -i to nie tylko o prawa socjalne- lecz i o niepodległą Polskę. Należy jednak pamiętać, że IX Zjazd PPS w Wiedniu (9-25 XI 1906) większością głosów wykluczył z PPS Organizację Bojową z J. Piłsudskim na czele. Z grupą wykluczonych założył PPS Frakcję Rewolucyjną.  Formalnie, do 1914 roku był członkiem PPS.  Później tow. Ziuk jednak się zmienił. Zwłaszcza po przeprowadzeniu zamachu majowego.  W 1929r. dochodzi do porozumienia stronnictw lewicowych i centrum zwana Centrolewem. Jest to opozycja przeciw obozowi piłsudczyków. W skład Centrolewu wchodziło PPS, PSL-Wyzwolenie, PSL-Piast, Stronnictwo Chłopskie oraz Narodowa Partia Robotnicza oraz PSCHD – Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji. W 1930r. odbył się zjazd Centrolewu w Krakowie pod hasłami: poszanowanie prawa i konstytucji. Domagano się również ustąpienia rządów sanacji. W odpowiedzi na działalność Centrolewu stały się represje: – rozwiązanie Sejmu i Senatu;  aresztowanie działaczy Centrolewu, z których  cześć  została   osadzona w twierdzy w Brześciu na Bugiem jak np.: Wincenty Witos PSL   Piast, Herman Lieberman PPS, Stanisław Dubois PPS. W 1931r. odbył się  proces działaczy Centrolewu, którzy otrzymali od 1, 5 do 3 lat więzienia.  W 1934r. powstał obóz w Berezie Kartuskiej.

 

4) To, że Józef Piłsudski był patronem PiS, LPR-u…” nie dziwi, ponieważ był, podobnie jak te partie, zwolennikiem silnego państwa i to państwa uzdrowionego moralnie ( łac. sanatio – uzdrowienie). Dla PiS taką sanacją państwa miała być tzw. IV RP.  Inna sprawa, że wyszło tak jak wyszło. Nie lepiej poszło sanacyjnym pułkownikom.

 

5)Przyznam, że trudno zrozumieć, o co chodzi Palikotowi w zdaniu, „Co się dziwić, że w II RP wszystko było możliwe. Oni mieli swoich Żydów, Cyganów, Białorusinów, Litwinów, a my sami Polacy tylko!”. Jeżeli Palikot sadzi, że II RP była państwem, w którym w miarę harmonijnie współżyły różne narodowości to jest w wielkim błędzie. Nie będę omawiał wystąpień antysemickich, bo to w miarę znane sprawy, ale przypomnę, że korzenie dzisiejszych waśni pomiędzy Polska a Litwą tkwią w okresie międzywojennym.  Pamiętamy tzw. Bunt Żeligowskiewgo i zajęcie Wilna przez polskie wojska, czy słynne słowa Piłsudskiego do prezydenta okrojonej Litwy „Panie Waldemaras, pokój albo wojna”.  A wstydliwie pomijane w obecnej historiografii ekspedycje wojskowo-policyjne przeciwko chłopom białoruskim i ukraińskim. Palenie wsi, gwałty, a także niszczenie cerkiew lub zamienianie ich na katolickie świątynie.

Jak podaje w dniu 19.05.2011  – za Gazetą Wyborczą – portal Wirtualna Polska Janusz Palikot złożył kwiaty  na Wawelu w hołdzie  Józefowi Piłsudskiemu. Ominął kryptę z ciałami Lecha i Marii Kaczyńskich.

„Jak zaznaczył Janusz Palikot pochówek Kaczyńskiego na Wawelu to „kardynalny błąd”. Dodał, że wciąż ma nadzieję, że „na kardynała Dziwisza spłynie łaska błogosławionego Jana Pawła II”(podkreslenie moje – K.Mróź) i Lech Kaczyński nie będzie leżał w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów, a na Powązkach.  Palikot mówił, że jego wizyta nie jest prowokacją i chce złożyć hołd „wielkiemu apostacie” Józefowi Piłsudskiemu”.

Palikot popiera kandydaturę Balcerowicza na szefa MFW

Artykuł był opublikowany 26-05-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***************

Cześć antyklerykałów, ateistów i agnostyków chce koniecznie widzieć  w Januszu Palikocie człowieka lewicy. I mocno w to wierzą.  Jeżeli  już koniecznie  chce się Palikota określać mianem człowieka lewicy, to jedynie w kategoriach lewicy kulturowej. Aczkolwiek najlepszym określeniem  jest tutaj liberalizm obyczajowo- światopoglądowy.

W sprawach gospodarczych, Janusz Palikot nie jest w żadnej mierze człowiekiem lewicy. Zachęcam do przeczytania felietonu „Palikot – czyli antyklerykalizm dla zamożnych”  https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/31/palikot-czyli-antyklerykalizm-dla-zamoznych/

 Dodatkowo, Janusz Palikot ,w dniu 23.05.2011 r., na swoim blogu w zapisie „Gra Balcerowiczem” oburza się na to, że Premier Tusk nie poparł kandydatury Leszka Balcerowicza na szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Sadzę, że każdy z nas zdaje sobie sprawę, że ta kandydatura byłaby niekorzystna również dla Polski.

Janusz Palikot zamieścił na swoim blogu link do strony Stowarzyszenia Ruchu Poparcia  Palikota, gdzie znajduje się w tej sprawie list do Premiera Tuska. Zbierane są również  podpisy poparcia dla tej inicjatywy: www.Balcerowicz-szefem-MFW.pl .

Poniżej pełny tekst listu, aczkolwiek dostosowany do kompozycji bloga

Warszawa, 23 maja 2011 roku

Stowarzyszenie Ruch Poparcia Palikota
ul. Widok 19
00-026 Warszawa

Szanowny Pan Donald Tusk

Prezes Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej
Al. Ujazdowskie 1/3
00-583 Warszawa

Szanowny Panie Premierze,

Z niepokojem przyjęliśmy słowa, w których zapowiedział Pan, że w chwili obecnej Polska nie będzie popierała kandydatury prof. Leszka Balcerowicza na stanowisko Dyrektora Generalnego Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW).

Po rezygnacji z powyższej funkcji, złożonej przez Dominique’a Strauss-Kahna w dniu 19 maja 2011 roku, z wyrażonej przez Pana Premiera opinii wynikało, że prof. Leszek Balcerowicz byłby najlepszym kandydatem w Europie, jednakże pomimo tego, Polska nie będzie wspierała jego kandydatury.

Mając na uwadze zadania Międzynarodowego Funduszu Walutowego, którymi przede wszystkim są: ekonomiczna stabilizacja na świecie, międzynarodowa współpraca walutowa, a także niezmiernie aktualna kwestia pomocy finansowej zadłużonym krajom członkowskim, należy stwierdzić, iż w dobrze pojętym interesie Polski, jak również krajów Unii Europejskiej jest wspieranie na stanowisko Dyrektora Generalnego kandydata pochodzącego z Europy.

Profesor Leszek Balcerowicz jest ekonomistą z odpowiednią wiedzą i doświadczeniem, w szczególności w zakresie reformowania finansów publicznych, co jest kluczowe w kryzysowej sytuacji państw europejskich.

Obecna konfiguracja polityczno-gospodarcza sprzyja kandydaturze Leszka Balcerowicza, między innymi dlatego, iż najważniejsze światowe potęgi toczą spór czy nowy szef MFW powinien być Europejczykiem, czy pochodzić z krajów wschodzących.
Powyższe kryteria spełnia właśnie Leszek Balcerowicz. Jest kompromisowym kandydatem na to stanowisko, który dodatkowo w przeszłości współpracował już z MFW.

Również w ocenie analityków rynków finansowych na świecie dominuje przekonanie, że za sterami MFW powinna stanąć osoba z mniej zamożnego państwa europejskiego. Dotychczas szefami MFW byli wyłącznie kandydaci pochodzący z Europy Zachodniej. Ewentualna wygrana francuskiej minister Christine Lagarde, oznaczałaby, iż kandydat pochodzący z Francji po raz piąty będzie pełnił tę funkcję.

Ponadto nasz kraj ma bardzo słabą reprezentację na szczeblu międzynarodowym, w związku z tym należy promować polskiego kandydata, aby wyrównać te dysproporcje.

Polska ma bardzo dobrego kandydata, teraz musi zrobić wszystko, żeby przekonać do niego resztę zainteresowanych.

Mając powyższe na uwadze wnosimy, aby Pan Premier dołożył wszelkich starań w popieraniu kandydatury prof. Leszka Balcerowicza na stanowisko Dyrektora Generalnego Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW).

Z poważaniem
Janusz Palikot

 

Czy Palikot jest Świętowitem?

Artykuł był opublikowany 10-07-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

Janusz Palikot na swoim blogu, pod datą 11.06.2011 r., napisał   „Dwa, a może trzy miliony polaków stanowi mniejszość seksualną w kraju. Są oni pozbawieni podstawowych praw człowieka; wizyty u chorego w szpitalu, wizyty w kostnicy, ceremonii ślubnej, spadku i wielu innych. Dlaczego tak ma być? Dlaczego z takim lękiem reagujemy na te prawa? Czyżby brakowało nam pewności co do własnej orientacji seksualnej? A może w ogóle wciąż jako obywatele czujemy się słabi w Polsce i pozbawieni tak wielu praw, że szlag nas trafia gdy inni domagają się czegoś dla siebie.  Poczujmy się silni! Inaczej nic się nie zmieni”.

Sądziłem, że Palikot tym wpisem ostatecznie zdystansował się do swoich  wypowiedzi, w których insynuował, że Jarosław Kaczyński czy Ziobro mają odmienne preferencje seksualne:

1)      ….”Czy Jarosław jest Jarosławą?…. Wśród bliźniaków jednojajowych często jedno z nich jest homoseksualistą. Tak przynajmniej twierdzą medycy. Jarosław, w przeciwieństwie do Lecha, nie ma żony, dzieci, z kobietami trudno go spotkać, a mieszka z mamą i kotem…. To jeszcze niczego nie oznacza, ale – jeśli zgodnie z życzeniem jego brata dziś trzeba być „bardziej tough niż soft” – to chyba można by oczekiwać nieco wyraźniejszej informacji na temat stosunku byłego premiera do kobiet i szerzej – o źródłach jego nieangażowania się w związki z kobietami? (fragmenty wpisu  na blogu Janusza Palikota  z 11.01.2009 r.). 

2)      W wywiadzie  dla „Polska the Times’  Palikot stwierdził, że  słabość Jarosława Kaczyńskiego do Zbigniewa Ziobry, ma podłoże homoseksualne. Zacytuję za wydaniem internetowym  Dziennik.pl:   „Powiem coś, co wam się nie spodoba. Ona moim zdaniem ma podłoże homoseksualne (…) Nie wiem, czy wywołuję demony, mówię tylko o tym, co mi się wydaje. Obaj mają takie wyraźne nuty homoseksualne w swoich osobowościach. I niezależnie od swoich bieżących kalkulacji oni się lubią”.

Nie można akceptować  tych wypowiedzi,  lecz  można próbować je zrozumieć  w kontekście zapiekłej walki politycznej jaka Palikot prowadził i prowadzi z Kaczyńskimi/Kaczyńskim. Zresztą, kto jest bez winy niech rzuci kamieniem. Dlatego z przyjemnością odnotowałem  wpis  Palikota z 11 czerwca br. – który przedstawiłem na początku felietonu – traktując to jako cezurę w  jego komentarzach na temat preferencji seksualnych.  Zwłaszcza, że z list Ruchu Palikota mają startować w tegorocznych wyborach parlamentarnych członkowie RACJI Polskiej Lewicy.    

Niestety, Palikot we wpisie na blogu w dniu 8 lipca 2011 r., pisząc o trwającym już rok postępowaniem CBA ws jego  poselskich oświadczeń majątkowych stwierdza, że stoi za tym Roman Giertych i zadaje pytanie … „kto tak sprawnie spina działania CBA, prokuratury, sądów aby między nimi niejako przepływały dokumenty – niezgodnie z prawem swoją drogą!? Czy ma się to jakoś do wieloletniej przyjaźni pomiędzy Schetyną a Giertychem?( podkreślenie moje – K.Mróź)”.

Jeżeli do tego dodamy tytuł wpisu który brzmi „Schetyna mąż Giertycha? ” to widzimy, że Palikot powrócił do praktyki stygmatyzowania swoich przeciwników politycznych, sugerując, że mogą być odmiennej orientacji seksualnej. Wiemy dobrze – jak również Janusz Palikot-  że pomimo postępów w dziedzinie edukacji,  polskie społeczeństwo nadal jest dość konserwatywne obyczajowo. Zwłaszcza w sprawach  homoseksualnych. 

W tej ostatniej sprawie, ta sugestia jest wyrażona dość subtelnie. Bądź co bądź,  Szechtyna jest marszałkiem Sejmu a Roman Giertych- jak podaje prasa – skierował kilka pozwów cywilnych (w różnych sprawach) i  -o ile dobrze pamiętam-  z  pozytywnym skutkiem.  

Pozostają jeszcze pytania:  do jakiego środowiska  Janusz Palikot kieruje  takie stygmatyzujące sugestie?   Jak reagują na nie członkowie Ruchu Palikota?

Na koniec najważniejsze pytanie  – która z twarzy Palikota jest prawdziwa?

 

Palikot negliżuje polskich antyklerykałów

Artykuł był opublikowany 24-10-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*****************

Dużym osiągnięciem środowisk antyklerykalnych  było to, że  nie tylko  media o  zabarwieniu lewicowym, lecz również media głównego nurtu akceptowały kwotę 5 miliardów złotych  jakie państwo  polskie miało wydawać rocznie na  utrzymanie kościoła katolickiego. Lecz to się już skończyło.

Otóż, Janusz Palikot na swoim blogu w komentarzu pt. „Ile pieniędzy otrzymuje kościół katolicki z 20.10.2011 r. napisał: „Wczoraj ukazał się solidny raport portalu Money.pl o dochodach Kościoła katolickiego w Polsce. Zachęcam do lektury!

Pod tym wpisem jest przedstawiony na blogu raport  który omówię. Wynika z niego, że kościół katolicki otrzymuje rocznie od państwa 1 mld 745 mln zła nie jak polscy antyklerykałowie twierdzili (i co praktycznie zaakceptowały media) 5 mld zł. Bardzo jest też ciekawa, zaprezentowana na blogu,  struktura dochodów kościoła katolickiego. Jest tam 5 pozycji, a mianowicie:

1)      1 mld 630 mln zł – środki z budżetu na religię w szkołach oraz dotacje na uczelnie, szkoły i przedszkola prowadzone przez kościół

2)      1 mld 223 mln zł – wpływy od wiernych

3)      100 mln zł – średnie unijne dotacje w roku

4)      21 mln zł – środki z budżetu na wynagrodzenie kapelanów

5)      94 mln zł – Fundusz Kościelny

Łącznie –3 mld 68 mln zł

Już na starcie jest  mniej, a jeżeli od  kwoty 3 mld 68 mln zł  odejmiemy 1mld 223 mln zł wpływów od wiernych i 100 mln kwoty średnich unijnych dotacji w roku ( kk i tak by je otrzymywał nawet gdyby państwo całkowicie zaprzestało finansowania kk)  to wyjdzie nam  kwota 1 mld 745 mln zł, jakie kościół katolicki corocznie otrzymuje od państwa. Co prawda i tą kwotę można byłoby zmniejszyć, ponieważ państwo daje dotacje (znacznie mniejsze niż publicznym)  również prywatnym niekościelnym szkołom podstawowym i średnim. Nie bądźmy jednak nadmiernie drobiazgowi i upierdliwi. Pozostańmy przy kwocie 1 mld 745 mln zł.

W tej chwili niejeden polski antyklerykał zacznie  gęgać, że  to nieprawda, bo kwoty są większe, i może  nawet  podawać zupełnie sensowne przykłady. Otóż, kochane antyklerykałki i antyklerykałowie, rzecz w tym, że nie ma żadnego znaczenia to, co Wy na ten temat sądzicie. Obecnie personifikacją polskiego antyklerykalizmu jest Janusz Palikot i to jego oceny są miarodajne. To jego wpisy na blogu czytają dziennikarze chcący uzyskać informacje  o aktualnych poglądach, na tą czy inną sprawę, lidera Ruchu. Jeżeli więc Palikot stwierdził, że raport portalu  Money.pl o dochodach Kościoła katolickiego w Polsce jest solidny, a z tego raportu wynika, że kościół otrzymuje z kasy państwa tylko 1 mld 745 mln zł,  to ta kwota zaczyna funkcjonować w świadomości dziennikarzy.

Ponieważ   kwota 1 mld 745  robi dość marne wrażenie , zwłaszcza jeżeli się ją zestawi z kwotami wydatków i przychodów z  ustawy  budżetowej  na 2011 r. ( łączna kwotę planowanych przychodów budżetu państwa w wysokości 402.251.517 tys. zł oraz łączną kwotę planowanych rozchodów budżetu państwa w wysokości 346.644.759 tys. zł.  Planowane saldo przychodów i rozchodów budżetu państwa ustala się na kwotę 55.606.758 tys. zł – Ustawa budżetowa na rok 2011 z 20 stycznia 2011 r. – podpisana przez Prezydenta RP w dniu 01.02.2011 r. ; Dz. U. z 9 lutego 2011 r. Nr 29 poz. 150), zacząłem się zastanawiać, dlaczego Janusz Palikot umieścił na swoim blogu taki niekorzystny dla antyklerykałów wpis.

W pierwszej chwili sądziłem (teoria spiskowa), że Janusz Palikot chce przekonać dziennikarzy o swojej niesamowitej skuteczności. Dopiero, co zostali wybrani  a już zmniejszyli dotacje państwa dla kościoła z 5 mld do 1 mld 745 mln zł, czyli blisko  o 2/3.

Skłaniam się jednak do bardziej makiawelicznej teorii. Otóż Janusz Palikot uświadomił sobie, że dotychczasowy polski antyklerykalizm wyjaławia intelektualnie. I postanowił to zmienić odbierając antyklerykałom  samograj w postaci 5 mld zł. Może liczy, że zmusi  ich tym samym do ustawicznego kształcenia się? Tak żeby widzieli sprawy Polski w sposób holistyczny?

Jałowość dotychczasowego polskiego antyklerykalizmu polega, m.innymi,  na tym, że przeciętny polski antyklerykał na pytanie skąd weźmie pieniądze  na sfinansowanie podwyżek, na przykład,  emerytur  bardzo spokojnie odpowiada: „Co roku państwo wydaje na kościół katolicki 5 miliardów złotych  a  my jesteśmy za całkowitym zaprzestaniem  finansowania kościoła”.  I to samo mówi pytany  o sposób  finansowania innych segmentów społeczno-gospodarczych naszego państwa.  I potrafi to załatwić jedynymi 5 mld złotych rocznie.  To, przynajmniej w moim mniemaniu,  bez porównania większy cud niż w Kanie Galilejskiej.

Polski antyklerykał tymi 5 mld nie finansuje jedynie programu polskich lotów na Marsa, bo, jak sądzę, takiego programu nie ma.

Kochany Panie Januszu, jeżeli taki był pański cel to  mogę Panu pogratulować pomysłu i życzyć powodzenia.

Czy Palikot żartuje z polskich antyklerykałów?

Artykuł był opublikowany 09-11-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

Janusz Palikot w wywiadzie udzielonym Przekrojowi („Idziemy  po ostateczne zwycięstwo”- Przekrój z 31.10.2011 r.) uzasadnia swoją zmianę do Kościoła katolickiego w Polsce tym, że ten zaangażował się  po 10 kwietnia po stronie Jarosława Kaczyńskiego. Żeby, bez przekłamań, zaprezentować  drogę przemiany Janusza Palikota z osoby traktującej  Kościół katolicki jako sojusznika w zwalczającego go antyklerykała zacytuje fragmenty wywiadu:„W 2005 nie byłem  antyklerykałem . Składałem tę przysięgę (poselską – przypis K.Mróź) z całym przekonaniem( zakończył ją słowami „Tak mi dopomóż Bóg” – przypis K.Mróź). Od 16. roku życia jestem człowiekiem niewierzącym. Jednak,  jak  większość ludzi w Polsce, zwłaszcza tych wywodzących  się jakoś tam z Solidarności lat 80., żyłem w atmosferze poczucia, że  Kościół jest naszym  sojusznikiem. Ze nam pomaga. Mnie pomógł bardzo konkretnie. Miałem wilczy bilet i nie mogłem  normalnie zdać  na studia, a KUL mnie przygarnął. odnosiłem się do Kościoła z wielkim szacunkiem, bo to była instytucja , która była po stronie ludu. Ale rósł we mnie krytycyzm, zwłaszcza po odejściu  Jana Pawła II. Punktem  zwrotnym  był dla mnie 10 kwietnia. Było dla mnie totalnym szokiem, że Kościół zdecydował się  na pochówek  Lecha Kaczyńskiego na Wawelu……….. Ale potem rozpoczęła się kampania prezydencka i Kościół  po prostu zaangażował się  po stronie Jarosława Kaczyńskiego i to na niebywała skalę. To miało też wymiar osobisty, przecież ja, po pierwsze, byłem szykowany na politycznego zabójcę, Lecha Kaczyńskiego, po drugie, mój bardzo bliski kolega, przyjaciel przez wiele lat, nie polityczny, ale osobisty,  czyli  Bronisław Komorowski, kandydował na Prezydenta. Kościół  opowiadający się  za Kaczyńskim był oczywiście  przeciwko  Komorowskiemu…..A potem ta cała  historia z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, gdzie ani arcybiskup Nycz, ani inni hierarchowie nie mieli odwagi  powiedzieć  wyraźnie i mocno, że nie ma zgody  na upartyjnienie krzyża, nie ma zgody na upartyjnianie  Kościoła. Wtedy zrozumiałem, że skończył  się tamten Kościół,  który  miał taką odskocznię w Tischnerze, w Wojtyle.  Zrozumiałem, że zwyciężyło towarzystwo Rydzyka, Głódzia i Michalika, czyli takie, którego  nie mogłem w żaden sposób zaakceptować”.    

Komentarz:

1)Zaprezentowane, w powyższym wywiadzie  przez Janusza Palikota uzasadnienie dość gwałtownej zmiany światopoglądowej, szczególnie wyraźnej po 10 kwietnia 2010 r., w żaden sposób mnie nie przekonuje. I to, z  przyczyn podanych niżej:

a)Kościół katolicki, nawet w okresie  tzw. pierwszej Solidarności, nie był instytucją, która stała po stronie ludu. Kościół katolicki był instytucja totalitarną, która walczyła z autorytarna PZPR o kontrolę polityczną i obyczajową nad tym ludem. Że tak jest, można się było przekonać po 1989 r., kiedy to za zgodą kościoła katolickiego wprowadzano w Polsce neoliberalne porządki. Pisze o tym prof. Kochan w Przeglądzie z 30.10.2011 r. ”Tylko w Polsce nie dostrzega się ruchu społecznego protestu, bo neoliberalizm i klerykalizm podały sobie s ręce. Bez kościelnego błogosławieństwa dziki polski  kapitalizm by się nie utrzymał”.

Ten temat rozwinę,  kiedy będę pisał na temat ks. Prof. Tischnera, o którym tak pozytywnie mówi sam Palikot.

b)Kościół katolicki po 1989 r.  stale  mieszał się w sprawy polityczne i opowiadał się za prawicą spolegliwą wobec kleru. Czyżby Janusz Palikot o tym nie wiedział, i czy sądzi, że wtedy, gdy żył  ks. prof. Tischner i Jan Paweł II do polityki  wtrącał się jakiś światły kler? Na przykład liberalny obyczajowo? Wolne żarty!!!

Jedynie zasygnalizowałem znany, wszystkim starym antyklerykałom, problem. Nie ma miejsca żeby teraz to dokładniej opisywać. Trzeba zresztą pamiętać, że część kleru popiera PO, a znaczna grupa parlamentarzystów tej partii jeździ na coroczne rekolekcje.  Przecież w zwiazku z tym ukuto powiedzenie o kościele łagiewnickim jako związanym z PO.  Ba, przed wyborami prezydenckimi kard. Dziwisz przyjął na prywatnej audiencji Bronisława Komorowskiego.

Antyklerykał, rozumiejący zasady, jakimi powinno kierować się państwo świeckie powinien twardo przeciwstawiać się ingerencji funkcjonariuszy Kościoła w sprawy publiczne, bez wiązania tego z preferencjami partyjnymi.

c)Mogę się zgodzić z Januszem Palikotem, że przeżył totalny szok, gdy Lech Kaczyńskim został pochowany na Wawelu. Sądzę, że dla pełnego zrozumienia należy przypomnieć atmosferę tamtych dni. Pamiętamy, że medialne oceny Lecha Kaczyńskiego i jego prezydentury zmieniły się o 180%. Na pozytywne. Według badań, politykę Lecha Kaczyńskiego popierało 65% społeczeństwa. Janusz Palikot przestał być zapraszany do mediów. A tu jeszcze Maria i Lech Kaczyński zostali pochowani na Wawelu. Podczas pogrzebu, płakało tysiące ludzi. I to nie dlatego, że byli „moherami”. Dla polityka, który ostro atakował Lecha Kaczyńskiego to wszystko mogło być szokiem. Zresztą, ślady tej traumy można znaleźć, również, w omawianym przeze mnie wywiadzie:…. „To miało też wymiar osobisty, przecież ja, po pierwsze, byłem szykowany na politycznego zabójcę, Lecha Kaczyńskiego…..”

d)Co do upartyjniania krzyża,  to on już został upartyjniony w 1997 r.,gdy został zawieszony w Sejmie przez posłów AWS i przez kilka lat nie przeszkadzał Januszowi Palikotowi (w 2009 r. bronił  krzyża). Starzy antyklerykałowie pamiętają, jak klerykalną formacją, wykorzystującą aktywnie symbole religijne, była Akcja Wyborcza Solidarność.  Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego akurat upartyjnienie krzyża należy wiązać z wykorzystaniem go przez, niektóre, środowiska pisowskie? 

Antyklerykał rozumiejący zasady, jakimi powinno kierować się państwo świeckie powinien zaprotestować przeciwko krzyżowi w Sejmie, czy szerzej w przestrzeni publicznej, słowami prof. Tadeusza Bartosia: „..Problemem nie jest krzyż w Sejmie, tylko to, co zaczyna symbolizować – brak autonomii państwa i uległość”( („Dusza biskupa” –Przegląd z 6.11.2011 r.).

A tak, przy okazji. Wątpię, czy ks. prof. Tischner lub Jan Paweł II, których tak sobie ceni Janusz Palikot, mieliby zrozumienie dla motywacji, którymi się kieruje chcąc usunąć krzyż  z sali posiedzeń sejmu.

Przypuszczam, że  Janusz Palikot rozbudził wielkie nadzieje polskich antyklerykałów  odnośnie  usunięcia krzyża z sejmu i, że nie wystarczy im,  kilkuletnia droga prawna  której finałem być może będzie  Europejski Trybunał Praw Człowieka.  Zwłaszcza, że w III 2011 r. w  swym drugim  wyroku w sprawie Lautsi przeciwko Włochom  Trybunał uznał  prawo Włoch do  regulowania  obecności krzyży w szkołach publicznych zgodnie z własnymi zasadami. Żeby zapobiec ewentualnym zarzutom, śpieszę wyjaśnić, ze mam świadomość, że  to orzeczenie ma wąski zakres i dotyczy tylko  krzyża w szkole państwowej, a nie obecności krzyża  w całej  przestrzeni publicznej.   Mam też świadomość ewentualnego argumentu, że przestrzeń parlamentu jest specyficzna przestrzenia publiczną która może być również  traktowana jako przestrzeń państwowa.   

Odpowiem na to w sposób następujący: czy ktoś – na poważnie – może twierdzic, że w chwili gdy  Unia Europejska trzeszczy w posadach, Trybunał będzie wydawał wojnę światopoglądową polskiemu parlamentowi i bardzo wielu Polakom? Doskonale przecież wiemy, że  sprawiedliwość  ma również konteksty polityczne.  

Znaczna część polskich antyklerykałów może uznać ewentualne oddanie sprawy na drogę prawną, jako  niewywiązanie się z wyborczych obietnic.  Będą chcieli, żeby Janusz Palikot jednak wszedł na drabinę i zdjął krzyż.

2)Przetarłem oczy, jak przeczytałem to co powiedział Janusz Palikot „Wtedy zrozumiałem, że skończył  się tamten Kościół,  który  miał taką odskocznię w Tischnerze, w Wojtyle”.

A jaka to jest odskocznia? Czy ks. prof. Tischner i Jan Paweł II byli przeciwnikami ustawy z 17 maja 1989 r. „O stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego” lub Konkordatu? A może popierali aborcję i związki homoseksualne? Czy protestowali przeciwko religii w polskich szkołach, a przynajmniej żądali zaprzestania finansowania katechetów? Może protestowali przeciwko  funkcjonowaniu Komisji Majątkowej? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE.

Chciałbym przypomnieć lewicowym wyborcom, zwłaszcza tym którzy ciepło piszą i mówią o Ruchu Oburzonych, że ks. prof. Tischner  esejem „Homo sovieticus”  spopularyzował  na  polskim  gruncie   to określenie (autorem sformułowania był A.Zinowiew). Homo sovieticus  to człowiek który był klientem systemu komunistycznego i się od niego uzależnił. Był zniewolony intelektualnie i cechował go brak samodzielnego myślenia i działania. Gdy komunizm przestał realizować jego potrzeby to się przeciwko niemu zbuntował. Lecz w systemie kapitalistycznym też domaga się od klasy kapitalistów, żeby zaspokajali jego potrzeby. Wyzwalając się z jednej niewoli szuka drugiej. I tak dalej.

Neoliberalne media zachwycające się Balcerowiczem codziennie rzucały w twarz milionom Polaków  –  Ty Homo sovieticusie. I oczywiście zachwycały się ks. prof. Tischnerem jako nowoczesnym i liberalnym kapłanem.

Co do Jana Pawła II to przypomnę tylko jedną sprawę, a mianowicie brak woli i konsekwencji (eufemizm) w oczyszczaniu Kościoła katolickiego ze zmory pedofilii. (Więcej o Janie Pawle II w „Liście do Sławomira Odera Postulatora w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II” – 

Zarówno Jan Paweł II jak i ks. prof. Tischner byli ludźmi bardzo dobrze wykształconymi i ze względu na swoja pozycję UŻYWALI JĘZYKA POPRAWNEGO POLITYCZNIE.

Byli jednak, w swej istocie,  nieodrodnymi synami  triumfalistycznego Kościoła  katolickiego. Nie zbuntowali się przeciwko niemu.

 

Krzyż w Sejmie, czyli jak Palikot goni klerykalnego króliczka

Artykuł był opublikowany 26-12-2011 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***********

Jak podała Rzeczpospolita z 17-18 grudnia 2011 r. w artykułach „Zdjęcie krzyża byłoby wyrazem stronniczości’ i „Palikot nie rezygnuje, ale szanse ma niewielkie” opinie czterech ekspertów różnią się argumentami, ale łączy ich konkluzja, że żądanie usunięcia krzyża nie ma podstaw prawnych. Ruch Palikota, ma inne  zdanie w ocenie tych ekspertyz. Według Andrzeja Rozenka opinia prof. Romana Wieruszewskiego, który napisał m. innymi, że obecność krzyża w sejmie nie narusza polskiego prawa, gdy „nie wywiera wpływu na kształt decyzji posłów i nie wpływa na wizerunek Sejmu”, jest korzystna dla Ruchu i teraz będą chcieli udowodnić, że obecność krzyża wpływa na decyzje posłów ( zaznaczenie moje –K.Mróź).

Posłowie Ruchu Palikota zapowiadają, że podejmą kroki prawne w tej sprawie kierując wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, a jak to nie da rezultatów, to odwołają się do Trybunału w Strasburgu.

Jak podaje Rzeczpospolita z 19-12-2011 r, w artykule „W Sejmie pojawiły się nowe krzyże” te krzyże pojawiły się w salach, w których obradują sejmowe komisje.  Nie wiadomo, kto je wiesza.  Ruch Palikota zapowiedział, że nie będzie walczył z każdym kolejnym krzyżem, bo rozstrzygniecie, które będzie dotyczyło krzyża w sali plenarnej Sejmu będzie dotyczyło wszystkich miejsc państwowych, a więc wszystkich sal w parlamencie.

Komentarz

1) Osobiście uważam, że udowadnianie, że obecność krzyża wpływa na decyzje posłów za coś kuriozalnego z tego powodu, że posłowie wchodzący na sale sejmową mają określone poglądy polityczno -światopoglądowe i nie sadzę, żeby informacji/inspiracji  jak głosować w sprawach np. światopoglądowych szukali w krzyżu wiszącym na Sali sejmowej. Są to wcześniejsze uzgodnienia partyjne czy koalicyjne.

Antyklerykał rozumiejący zasady, jakimi powinno kierować się państwo świeckie powinien zaprotestować przeciwko krzyżowi w Sejmie, czy szerzej w przestrzeni publicznej, słowami prof. Tadeusza Bartosia: „..Problemem nie jest krzyż w Sejmie, tylko to, co zaczyna symbolizować – brak autonomii państwa i uległość”( („Dusza biskupa” –Przegląd z 6.11.2011 r.).

Nie ośmieszajmy do końca,  i tak już nieszczęsnego  antyklerykalizmu i nieszczęsnych antyklerykałów

2) Przyznam, że nadzieja posłów  Ruchu Palikota na to, że Trybunał Konstytucyjny postąpi po ich myśli, jest dla mnie dość zabawna, zwłaszcza w świetle dość krytycznych ocen Trybunału przez tygodniki lewicowo-klerykalne, czy np. prof. Senyszyn.

Przypomnę też posłom Ruchu Palikota jak wybiera się sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Otóż, kandydatów na stanowisko sędziego Trybunału przedstawia co najmniej 50 posłów

lub Prezydium Sejmu. Uchwała Sejmu w sprawie wyboru sędziego Trybunału zapada

bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ogólnej liczby posłów. TK składa się z 15 sędziów wybieranych na 9-letnią kadencję. Zwykle to rządząca partia lub koalicja przedstawia kandydatów na sędziów.

Na dzień pisania bloga jest dwóch sędziów rekomendowanych przez SLD ( jeden kończy kadencję w VII 2012 r.), trzech sędziów rekomendowało PiS,  jednego LPR, jednego LPR i Samoobrona,  jednego AWS, jednego PSL a pozostałych sześciu PO.

Przy całym szacunku dla TK i jego sędziów, ale nie mogę przyjąć, że w Trybunale Konstytucyjnych dominują liberałowie światopoglądowi czy obyczajowi i, że zagłosują za usunięciem krzyża z sali sejmowej. Zresztą o tym świadczy przebieg, i rezultat, rozpatrywania wniosku grupy posłów SLD  dot. Komisji Majątkowej.

3) A czy posłowie Ruchu Palikota sądzą, że lepiej im się powiedzie przed Trybunałem w Strasburgu? Gratuluje optymizmu!!!!

Przypomnę,  że w III 2011 r. w  swym drugim  wyroku w sprawie Lautsi przeciwko Włochom  Trybunał uznał  prawo Włoch do  regulowania  obecności krzyży w szkołach publicznych zgodnie z własnymi zasadami. Żeby zapobiec ewentualnym zarzutom, śpieszę wyjaśnić, ze mam świadomość, że  to orzeczenie ma wąski zakres i dotyczy tylko  krzyża w szkole państwowej, a nie obecności krzyża  w całej  przestrzeni publicznej.   Mam też świadomość ewentualnego argumentu, że przestrzeń parlamentu jest specyficzna przestrzenia publiczną która może być również  traktowana jako przestrzeń państwowa.

Odpowiem na to w sposób następujący: czy ktoś – na poważnie – może twierdzić, że w chwili gdy  Unia Europejska trzeszczy w posadach, Trybunał będzie wydawał wojnę światopoglądową polskiemu parlamentowi i bardzo wielu Polakom? Doskonale przecież wiemy, że  sprawiedliwość  ma również konteksty polityczne.  Czy Palikot żartuje z polskich antyklerykałów?

Posłowie Ruchu Palikota nie maja żadnych szans na zdjęcie krzyża z sali sejmowej ani przez wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego ani też za pośrednictwem  Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.  I przypuszczam, ze zdają sobie z tego sprawę, ale gonią przysłowiowego króliczka, żeby nie straci twarzy  przed swoimi wyborcami.

4) Przypuszczam, że Janusz Palikot rozbudził wielkie nadzieje polskich antyklerykałów odnośnie usunięcia krzyża z sejmu i, że nie wystarczy im, kilkuletnia – i bezowocna – droga prawna.

Uważam, że bardzo wiele osób głosowało na kandydatów Ruchu Palikota traktując ich jak tzw. kozaków, którzy nie boja się opinii establishmentu politycznego i, na przykład, w sprawie krzyża w Sejmie podejmą prosta i jasna decyzję. Czyli wejdą na drabinę i go zdejmą.

Polscy klerykałowie wyczuli, że posłowie Ruchu Palikota są mocni w gębie ale słabi w czynach i dlatego  KRZYŻUJĄ BEZKARNIE SEJM.

Proponuję polskim antyklerykałom, żeby zorganizowali pikietę pod biurem poselskim Palikota pod hasłem „Palikot- potrzebne są czyny”(trawestacja hasła z Manif „Dziewczyny – potrzebne są czyny”).  

5) Tym fanom Palikota, którzy twierdzą, że jak SLD rządziło to samo mogło przeciwstawić się kościołowi katolickiemu, odpowiem słowami Leszka Millera z jego wystąpienia podczas debaty panelowej zorganizowanej przez SLD na temat stosunków Państwo – Kościół na Uniwersytecie Warszawskim w dniu 3.12.2011 r. Otóż Leszek Miller podkreślił, że SLD nigdy nie miał większości w Sejmie i nigdy samodzielnie nie rządził.

Zwrócił uwagę, że dwukrotny koalicjant Sojuszu – PSL nigdy nie miał zamiaru poprzeć jakichkolwiek inicjatyw ograniczających wpływy Kościoła poniewaz PSL jest bardzo głęboko osadzone w tradycji polskiej wsi, a ta tradycja jest często rozumiana jako jedność instytucji publicznych i Kościoła.

Przypomniał też kampanię przed referendum akcesyjnym Polski do UE. Stwierdził, że żadnej formalnej współpracy z Kościołem wtedy nie było, ale była tendencja ze strony jego  rządu i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, by nie wywoływać wojny religijnej czy dodatkowych konfliktów w tym delikatnym okresie, kiedy ważyły się losy akcesji.

Wyjaśnił, że  obawiał się nawoływań ze strony księży do bojkotu referendum. Powiedział:  „Jeżeli zatem ktoś mnie zapyta, czy Unia Europejska i Polska w UE warte były mszy, to odpowiem: tak, i to niejednej”.

Leszek Miller podkreślił, że do pełnoprawności referendum akcesyjnego potrzebny był udział przynajmniej połowy uprawnionych do glosowania (a nie połowy tych, którzy by poszli głosować na referendum – jak niektórzy sądzą).  Próg, który dawał pełnoprawność referendum przekroczono zaledwie o 8%  i, co warto pamiętać,  podczas dwudniowego głosowania. Ta granica była bardzo cienka i wystarczył w tym czasie nawet błahy konflikt na linii Państwo- Kościół, żeby referendum akcesyjne było nieważne. To, że JP II popierał  akcesję Polski do Unii  mogło nie wystarczyć, bo niejeden z polskich proboszczów szukał pretekstu, żeby wezwać wiernych do bojkotu referendum. Co i tak się zdarzało.

Palikot: Gowin to katolicka ciota. Czy Palikot jest homofobem?

Artykuł był opublikowany 08-04-2012 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

****************

Jak podaje  Rzeczpospolita z 06-04-2012 w artykule Jarosława Stróżyka „Palikot: Gowin to katolicka ciota”  Palikot na  Twiterze napisał, że Gowin zachowuje się  jak katolicka ciota.

 Sam minister sprawiedliwości nie komentuje ataku Palikota, natomiast politycy  PO  słowa Palikota  określili jako prostactwo. Paweł Olszewski rzecznik Klubu PO stwierdził, że jeżeli ktoś nie ma w głowie, to potrafi jedynie zwracać na siebie  uwagę chamstwem i obraźliwym zachowaniem.

W  obronie Janusza Palikota wystąpił Robert Biedroń -znany poseł Ruchu Palikota  i były lider  Kampanii przeciw Homofobii. Zacytuje za Rzeczpospolitą: „Janusz nie chciał tym sformułowaniem  obrazić homoseksualistów, ale napiętnować  obłudę i zakłamanie takich ludzi jak  minister  Gowin,  którzy coś innego mówią, a co innego robią. Sam dosadniej  bym tego nie ujął – mówi „Rz”. Przekonuje, że w środowiskach homoseksualnych  sformułowanie „ciota” jest często używane. – Sami  w klubach gejowskich  często w ten sposób określamy  osoby, które charakteryzują się zakłamaniem – dodaje”.

Komentarz:

1)Przyjrzyjmy się żałosnej obronie Janusza Palikota przez Roberta Biedronia. Z  wypowiedzi  Biedronia wynika, że homoseksualiści obrzucają się   słowem „Ciota” i , przynajmniej pośrednio, wskazuje, że to określenie jest związane ze środowiskiem homoseksualnym.  Ładne świadectwo wystawia środowisku do którego należy.

2)Zainteresowałem się słowem „Ciota” i zacząłem szukać jego znaczenia. Jest, co najmniej kilkanaście znaczeń tego słowa, ale żadne nie charakteryzuje osoby zakłamanej, obłudnej, czyli takiej, o jakiej mówi Palikot czy Biedroń. Podam niektóre ze znaczeń:

– (Wikipedia) – kobiety zajmujące się u niektórych plemion słowiańskich magią. Lokalnie, na obszarze Wielkopolski, mianem ciot (lub ciotekciotuchen) określano złośliwe demony żeńskie, południce, zmory. „Ciotą” w terminologii ludowej nazywano również zimnicę, względnie demona wywołującego tę chorobę.

– (Słownik  Polszczyzny Potocznej, PWN z 1996) – człowiek często narzekający, nieudacznik, -homoseksualista bierny, -zgrubienie: ciotka.

 – (Słownik  tajemnych gwar przestępczych, PULS, Klemens Stępniak przy współpracy Zbigniewa Podgórzeca) – jest tam 25 znaczeń Ciota/ciotka/ciocia w tym dotyczących homoseksualizmu i onanizowania się. Ciotką określa się również homoseksualistę biernego.

-(Miejski słownik slangu i mowy potocznej- z internetu) – pogardliwe określenie homoseksualisty. W środowisku gejów ciota to także synonim wyzywającego lub mocno zniewieściałego homoseksualisty.

Podsumowanie:

 Ma rację Agata Chaber prezeska Kampanii przeciw Homofobii kiedy  w liście otwartym  zwraca uwagę ” ….że to homofobiczna mowa nienawiści. Określenie „ciota” jest uznawane przez 80 proc. Polaków (wg CBOS) za określenie obraźliwe. I jest drugą po „pedale” inwektywą, która jest stosowana w stosunku do osób homoseksualnych. – Używanie słowa „ciota”, aby zdyskredytować oponenta politycznego, nie może być rozpatrywane w oderwaniu od jego homofobicznego kontekstu i znaczenia…. Publiczne używanie słów potocznie określających osoby homoseksualne w celu obrażenia kogokolwiek bezwzględnie kłóci się z wartościami tolerancji i szacunku dla tej grupy społecznej – dodaje”( „KPH pisze do Palikota: „Ciota” obraża nie tylko homoseksualistów. To mowa nienawiści” z wydania internetowego Gazeta.pl 06-04-2012 ).

 3)Przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r. przestrzegałem środowiska homoseksualne przed poparciem wyborczym Ruchu Palikota, ponieważ uważałem, że to środowisko jest przez niego zmanipulowane.

 Palikot z jednej strony opowiadał się za prawami środowiska homoseksualnego, lecz z drugiej jak chciał kogoś poniżyć w opinii publicznej to przypinał mu łatkę skłonności homoseksualnych.

 Opisałem to w swoim felietonie „Czy Palikot jest Świętowitem?”

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/31/czy-palikot-jest-swietowitem/

 4)Czy członkowie Ruchu Palikota, jako całość, akceptują w polityce ordynarność, prymitywny i zoologiczny antyklerykalizm, homofobię?  Czy może odetną się od takiego sposobu uprawiania polityki?

Bo jeżeli akceptują, to nie ma sensu wchodzić z tym towarzystwem w  jakiekolwiek porozumienia. 

Palikot w owczej skórze

Artykuł był opublikowany 02-05-2012 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*************

Na stronie internetowej Ruchu Palikota  jest wywieszona – jak rozumiem również wysłana –  depesza gratulacyjna Janusza Palikota  do Leszka Millera z okazji Jego wyboru na przewodniczącego SLD.

Janusz Palikot we wzmiankowanej depeszy pisze,  między innymi:

” Głęboko wierzę, że nasza współpraca będzie się układała znacznie lepiej niż dotychczas.

Leszku, w imię interesów polskiej lewicy zapomnijmy o dotychczasowych nieporozumieniach i rozpocznijmy wspólny, skuteczny marsz do lepszej, nowoczesnej Polski.

Naszym głównym celem winno być definitywne odsunięcie od władzy POPiSu, oraz stworzenie silnego lewicowego bloku, który będzie w stanie wziąć odpowiedzialność za losy Polski.

Zbliżające się święto 1 Maja jest znakomitą okazją do refleksji i przypomnienia zasady, która powinna zawsze nam przyświecać: nie ma wroga na lewicy!
Korzystając z okazji, zwracam się do moich Koleżanek i Kolegów z Sojuszu Lewicy Demokratycznej: Ruch Palikota nie jest Waszym wrogiem!  Mamy tak wiele wspólnie do zrobienia, że szkoda czasu na bezproduktywne spory i waśnie……”.

Komentarz:

1) Spory i waśnie rozpoczął Janusz Palikot, kiedy to po klęsce wyborczej SLD w 2011 r. zaczął wieszczyć w mediach, że to już jest koniec SLD, że setki, a nawet tysiące, działaczy tej partii będzie przechodzić do Ruchu Palikota. Oczywiście nic takiego się nie stało. A wręcz przeciwnie.

Przypomnę, jaki show zrobił Palikot w związku z przejściem posła SLD Sławomira Kopycińskiego do KP Ruchu Palikota. Oczywiście takie przekazy medialne uderzały w SLD.

A ostatnie przejście, w dniu 26 kwietnia 2012 r., posła Witolda Klepacza do KP Ruchu Palikota, a wiec na dwa dni przed w/w listem Palikota?

Gdyby rzeczywiście Janusz Palikot myślał poważnie o podjęciu współpracy z SLD to albo nie przyjąłby Witolda Klepacza do swojego klubu poselskiego lub odmówiłby komentarzy mediom. Było wręcz przeciwnie.

Chcę zadać pytanie Czytelniczkom i Czytelnikom.

Czy według Was jest wiarygodna psychologicznie szczera zmiana Janusza Palikota w ciągu dwóch dni?

Osobiście uważam, że jest to próba uaktywnienia grupek eseldowskich działaczy niechętnych przywództwu Leszka Millera i dania im narzędzia walki pn. „Współpraca lewicy”.

2) Przyjmijmy, na chwilę, dla potrzeb niniejszych rozważań, że Janusz Palikot szczerze chce w tej chwili współpracować z SLD. Przyjrzyjmy się temu uważniej.      W ciągu niespełna pół roku Janusz Palikot atakował SLD, chciał organizować wspólnie 1 Maja następnie znowu atakował SLD, czego kulminacją było przejście – w głośnej oprawie medialnej w dniu 26-04-2012 r. – Witolda Klepacza z KP SLD do KP Ruchu Palikota. W dwa dni później Janusz Palikot wysyła depeszę gratulacyjną do Leszka Millera z propozycją współpracy.

Czytelniczki i Czytelnicy,

sądzę, że gdyby przyjąć ten drugi scenariusz to trzeba by zadać pytanie o stabilność zachowań (eufemizm) Janusza Palikota.

A to pytanie jest ważne, bo wyobraźmy sobie, że SLD współpracuje z Ruchem Palikota, na przykład, przy układaniu list wyborczych do przyszłych wyborów. Czy SLD ma gwarancję, że jeżeli jednego dnia zostaną ustalone listy wyborcze to Janusz Palikot drugiego dnia je nie wywróci?

3)Rozczulił mnie Janusz Palikot  tym zwróceniem się  do „Koleżanek  i Kolegów z Sojuszu Lewicy Demokratycznej”.  Przypomnę więc – za Rzeczpospolitą z 02.04.2012 r.  i artykułem Elizy Olczyk – że podczas debaty  nad polityka zagraniczną w Sejmie posłowie  Ruchu Palikota  w czasie wystąpienia Leszka Millera  wykrzykiwali: „Debile”, „PZPR-owskie świnie”.  Obrażając posłów KP SLD obrażono wszystkich członków Sojuszu.

4)Obrazą inteligencji członków SLD, przez zastosowanie siermiężnej socjotechniki, jest zwrot Palikota, że celem SLD i RP powinno być odsuniecie od władzy POPiSu. Chciał prawdopodobnie przez tę zbitkę utożsamić PO z PiS.  Członkowie SLD jednak pamiętają , że te dwa ugrupowania są w bardzo ostrym konflikcie politycznym i, że  Ruch Palikota wspiera PO w antypracowniczych posunięciach.

5) Lewicowość   Janusza Palikota i jego partii.

Hasła antyklerykalne, popieranie praw lesbijek i gejów czy feminizm, nie mówiąc już o paleniu marychy, same w sobie nie świadczą o lewicowości, lecz co najwyżej o liberalizmie światopoglądowymi obyczajowym. Te hasła przejęła lewica i ukuła pojęcie „lewicy kulturowej”. I dobrze, ponieważ uzyskała oręż nośny społecznie.

Należy jednak pamiętać, że w/w hasła mogą głosić zwolennicy rozwiązań neoliberalnych w gospodarce, przeciwnicy energii odnawialnej, zwolennicy wojen imperialnych itp. itd.

Dopiero połączenie haseł lewicy kulturowej z lewicowymi rozwiązaniami społecznymi, w gospodarce, ekologii i polityce zagranicznej tworzą w miarę spójny wzorzec lewicowości.

a) Uważam, na przykład, że Janusz Palikot i jego partia mają problemy ze zrozumieniem zasad funkcjonowania państwa świeckiego i wola raczej sprowadzić problem do happeningów jak to miało miejsce w przypadku krzyża w sejmie. Zapraszam do zapoznania się z felietonem „Krzyż w Sejmie, czyli jak Palikot goni klerykalnego króliczka”  Krzyż w sejmie czyli jak palikot goni antyklerykalnego kroliczka

Co więcej samo zainteresowanie się antyklerykalizmem przez Janusza Palikota wynikało, według mnie, z potrzeby chwili wyborczej a nie z głębokiego przemyślenia tego problemu. Opisuję to w felietonie, „Dlaczego nie ufam antyklerykalizmowi Palikota” , który jest oparty na materiałach sejmowych ze strony www.sejm.gov.pl

http://www.lewica.pl/index.php?id=25227&tytul=Krzysztof-Mr%F3%BC:-Dlaczego-nie-ufam-antyklerykalizmowi-Palikota

 b)A co z  lesbijkami i gejami? Otóż Janusz Palikot jak chce zdezawuować kogoś w przestrzeni publicznej to insynuuje, że ta osoba może być homoseksualistą. Piszę o tym w felietonie   „Palikot: Gowin to katolicka ciota. Czy Palikot jest homofobem?” Palikot: Gowin to katolicka ciota. Czy Palikot jest homofobem?

Jak możemy się przekonać , nawet w sprawach haseł tzw. lewicy kulturowej jest z Januszem Palikotem dość niewyraźnie.

c)Przyjrzyjmy się  działaniom Janusza Palikota w sprawach gospodarczych.

„Lewicowiec Palikot”w dniu 23.05.2011 r., na swoim blogu w zapisie „Gra Balcerowiczem” oburzał się na to, że Premier Tusk nie poparł kandydatury Leszka Balcerowicza na szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dodatkowo zamieścił  na swoim blogu link do strony Stowarzyszenia Ruchu Poparcia  Palikota, gdzie znajdował się w tej sprawie list do Premiera Tuska. Zbierane były również  podpisy poparcia dla tej inicjatywy: Balcerowicz-szefem-MFW.pl

 O tym wszystkim można przeczytać w felietonie ” Palikot popiera kandydaturę       Balcerowicza”  Palikot popiera kandydaturę Balcerowicza na szefa MFW

Janusz Palikot jest wielkim obrońca OFE.  Na swoim blogu Janusz Palikot w felietonie „ Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę!” omówił  debatę pomiędzy Balcerowiczem a Rostowskim – w sprawie OFE. Oczywiście Palikot uważa, że nie powinno się reformować OFE.

Dla Palikota,  Balcerowicz to niezależny autorytet, twórca polskich reform, profesor, który odważnie wyprowadził zrujnowaną polską gospodarkę na prostą. Natomiast Rostowski  to  zakłamany, koniunkturalny polityk, służalczy wobec rządzącej partii, tylko udający profesora.  Palikot zarzucił również Platformie Obywatelskiej, że  nie wprowadziła podatku liniowego. To wszystko opisałem w swoim felietonie z 23 marca 2011 r.

Przy okazji zapoznacie się Państwo z krytycznym omówieniem pomysłu Janusza Palikota podatku liniowego 3 x 18% (PIT, CIT i VAT) prezentowanego przez niego w swoim programie  Nowoczesna Polska

Tymczasem, Robert  Gwiazdowski  profesor  prawa, adwokat  i, co najważniejsze, prezydent  Centrum im.  Adama Smitha w swoim felietonie  „Kradzież, defraudacja  i inżynieria finansowa” w Rzeczpospolitej z 04-04-2012 r. miesza OFE z błotem. A doskonale wiemy, że Robert Gwiazdowski  nie jest żadnym lewicowcem.  Wręcz przeciwnie. Zapraszam do zapoznania się z Jego felietonem: Robert Gwiazdowski: Kradzież, defraudacja i inżynieria finansowa

„lewicowy” Janusz Palikot popiera OFE. A może już mu się coś zmieniło? Rok czasu to szmat czasu. Można w tym czasie kilka razy  zmienić poglądy.

  • Stosunek Janusza Palikota i jego partii np. do podatku od instytucji finansowych.

– W dniu 17-02-2012 r. odbyło się pierwsze czytanie poselskiego projektu ( autorstwa PiS) ustawy o podatku od niektórych instytucji finansowych  i głosowanie nad przyjęciem wniosku o odrzucenie w pierwszym czytaniu poselskiego projektu ustawy  o podatku od niektórych instytucji finansowych, druk 121.

KP Ruchu  Palikota ( 39 posłów przy 2 nie glosujących) wspólnie z PO i PSL   głosował za przyjęciem wniosku o odrzucenie w pierwszym czytaniu w/w projektu.

Inaczej zachował się KP SLD który choć  sam złożył podobny projekt to głosował przeciwko odrzucenie  ustawy w pierwszym czytaniu (za 24 posłów,  2 posłów nie głosowało).

– W dniu 27-04-2012 r.  odbyło się  pierwsze czytanie poselskiego projektu (autorstwa SLD)  ustawy o opodatkowaniu niektórych instytucji finansowych i głosowanie nad przyjęciem wniosku o odrzucenie w pierwszym czytaniu poselskiego projektu ustawy  o podatku od niektórych instytucji finansowych, druk 277.

KP Ruchu Palikota (41 posłów , nie głosowało 2) wspólnie z PO i PSL głosował za przyjęciem wniosku o odrzucenie w pierwszym czytaniu w/w projektu.

  • Stosunek Janusza Palikota i jego partii np. tzw. reformy emerytalnej proponowanej przez rząd Tuska

-W dniu 30-03-2012 r. nastąpiło  rozpatrzenie obywatelskiego wniosku o przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego w sprawie o szczególnym znaczeniu dla państwa i obywateli dotyczącej powszechnego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Głosowano nad przyjęciem wniosku  o przeprowadzenie  referendum ogólnokrajowego w sprawie  o szczególnym znaczeniu dla państwa i obywateli dotyczącej powszechnego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, zawartego w druku nr 254.

KP Ruchu Palikota (42 posłów ) wstrzymał się od głosu, faktycznie  sygnalizując wsparcie dla  pomysłów emerytalnych  Tuska.

W dniu 27-04-2012 r. nastąpiło w  Sejmie pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw, druk 329,   i głosowanie  nad przyjęciem wniosku o odrzucenie w pierwszym czytaniu w/w projektu.

KP Ruchu Palikota głosował w większości (33 posłów przeciwko odrzuceniu, 2 posłów  wstrzymało się od głosowania, 3 posłów nie glosowało a tylko 5 posłów opowiedziało się za odrzuceniem), wspólnie z PO i PSL,  przeciwko odrzuceniu  antypracowniczego projektu zwanej  reformą emerytalną rządu Tuska.

Przyjrzyjmy się jaki jest stosunek Janusza Palikota i jego partii do tzw. uzusowienia umów o dzieło i umów zleceń.

Według informacji pojawiających się w mediach, a zwłaszcza w felietonie Michała Zielińskiego „W poszukiwaniu metalu lżejszego od powietrza” ( dodatek Rzeczpospolitej „ moje pieniądze” 19.04.2012 r.), Janusz Palikot i jego partia planują uzusowienie umów o dzieło i umów zleceń przy równoczesnym obniżeniu składek do ZUS o 30% co, według Janusza Palikota, spowodowałoby wzrost wpływów w ZUS, powiększyłoby zatrudnienie oraz znacząco poprawiłoby sytuacje ludzi niemających stałego etatowego zatrudnienia. Przy okazji ograniczyłoby szarą strefę.

Jeżeli faktycznie, takie propozycje przedstawiłby oficjalnie Ruch Palikota to, jako komentarz,  przytoczę słowa autora w/w felietonu: …”W postulacie uzusowienia umów o dzieło i zleceń można znaleźć odrobinę racjonalności. Bardziej  upatrywałbym jej jednak  w likwidacji  niejednakowego  traktowania pracy (co można uznać za naruszające konstytucję) niż w przeświadczeniu, że może to być lek  na spadek bezrobocia oraz poprawę finansów publicznych. Zacznijmy od tej ostatniej zmiennej. Redukcja  składki    o 30% oznaczałaby ubytek przychodu ZUS o ponad 20 mld zł. Żeby to zrekompensować, potrzebny  byłby wzrost  liczby osób plącących składki nie o 30 proc., lecz co najmniej    o połowę (czyli o 6,5 mln osób), bo przecież nowi etatowcy  na ogół otrzymaliby wynagrodzenie  zbliżone  do minimalnego. Gdyby to było możliwe, byłoby to bardzo piękne, bo oznaczałoby, że  stopa w Polsce jest  ujemna  i pilnie trzeba by zaimportować  ponad 4 mln pracowników”.

Z tego, co wiem, SLD jest za uzusowieniem umów zleceń, a OPZZ idzie nawet dalej, bo chce tak zrobić z umowami o dzieło.

Ale ani SLD ani OPZZ nie chcą zmniejszać składek ZUS i „uzdrawiać”, na modłę Janusza Palikota, finansów publicznych.     

6) Podsumowując, można stwierdzić bez większej pomyłki, że Janusz Palikot jest wygodny i użyteczny dla  naszego establishmentu ponieważ swoimi   działaniami odwraca uwagę obywateli  od istotnych problemów społeczno-gospodarczych naszego kraju.

Dlatego też media głównego nurtu z takim zapałem próbują go kreować na guru lewicy.  Jest dla establishmentu nie tylko nieszkodliwy, lecz wręcz pomocny.

W mojej ocenie, nawet sztandarowe działania Janusza Palikota, a wiec działania antyklerykalne, nie prowadzą do zmniejszenia wpływów Kościoła katolickiego.    Wręcz przeciwnie. Ostatnie badania wskazują, że następuje wzrost zaufania do Kościoła katolickiego.  Sadzę, że wynika to z tego, że wiele osób wierzących, lecz krytycznie nastawionych do dotychczasowej ekspansji politycznej i gospodarczej Kościoła w zetknięciu z jarmarcznym i agresywnym antyklerykalizmem (eufemizm) zaczyna z powrotem udzielać poparcia Kościołowi. 

Palikot gwałci intelektualnie polskich ateistów?

Artykuł był opublikowany 01-07-2012 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

**********************

W mediach pojawiły się informacje, że 10 posłów – ateistów z Ruchu Palikota, w tym Janusz Palikot,  zamierza  złożyć pozwy przeciwko Sejmowi o  ochronę ich dóbr osobistych. A te dobra ma  naruszać krzyż wiszący w sali Sejmu RP.

I nie zajmowałbym się  tą sprawę, gdyby nie to, że różne  media podały w jaki sposób to naruszenie, według posłów RP, ma się odbywać. Ponieważ, nie mogłem zapoznać się z treścią pozwów, ale też nie słyszałem, żeby Ruch Palikota protestował przeciwko treści komentarzy medialnych podanych niżej, więc je przytaczam:

1)    „ Dziesięciu posłów RP, w tym Janusz Palikot, zamierza oskarżyć sejm o naruszenie dóbr osobistych. Ponieważ – jak twierdzą – są ateistami, obecność krzyża na sali plenarnej „znacząco wpływa zarówno na podejmowane przez posłów decyzje, jak i na wolność ich sumienia i wyznania” ( Rzeczpospolita 26-06-2012 r. „Słabe  sondaże i struktury, więc Palikot znów wojuje z krzyżem”).

2)    „Są to pozwy o naruszenie dóbr osobistych, w szczególności wolności sumienia i wyznania. W związku z tym żądanie pozwów polega na zaprzestaniu naruszania tych dóbr poprzez wniosek o usunięcie krzyża (z sali obrad)” – powiedziała w poniedziałek PAP sekretarz zarządu krajowego Ruchu Palikota Anna Kubica….. „Posłowie, autorzy wniosków, są ateistami i wykonują swoje obowiązki poselskie, biorą udział w posiedzeniach na sali plenarnej; krzyż, który jest zawieszony nad głową pani marszałek, znacząco wpływa zarówno na podejmowane przez posłów decyzje, jak i na wolność ich sumienia i wyznania” – podkreśliła Kubica. .. „Według Kubicy to, że krzyż wisi w sali obrad jest także niezgodne z konstytucją, Konkordatem oraz ustawą o gwarancjach wolności sumienia i wyznania” ( Wydanie internetowe Gazety Prawnej z 25-06-2012 r. „Posłowie Ruchu Palikota chcą pozwać Sejm za krzyż w sali obrad”).

 3)    „Posłowie RP określają się jako ateiści i twierdzą, że krzyż, wiszący nad głową marszałek Sejmu, znacząco wpływa zarówno na podejmowane przez nich decyzje, jak i na wolność ich sumienia i wyznania. Według posłów, krzyż wisi w sali obrad jest także niezgodne z konstytucją, Konkordatem oraz ustawą o gwarancjach wolności sumienia i wyznania” ( Wydanie internetowe z 26-06-2012 r. Radia Warszawy „Kto nie chce krzyża w Sejmie )

4) „Posłowie, autorzy wniosków, są ateistami i wykonują swoje obowiązki poselskie, biorą udział w posiedzeniach na sali plenarnej; krzyż, który jest zawieszony nad głową pani marszałek znacząco wpływa zarówno na podejmowane przez posłów decyzje, jak i na wolność ich sumienia i wyznania – podkreśliła Kubica…„Według Kubicy to, że krzyż wisi w sali obrad jest także niezgodne z konstytucją, Konkordatem oraz ustawą o gwarancjach wolności sumienia i wyznania (Wydanie internetowe Polska Times z 25-06-2012 r. Posłowie Ruchu Palikota chcą pozwać… Sejm. Za krzyż wiszący na sali plenarnej)

Komentarz:

1)    Posłom ateistom z Ruchu Palikota będzie bardzo trudno udowodnić przed sądem – o ile w ogóle to możliwe – że obecność krzyża w sali Sejmu RP wpływa znacząco zarówno na podejmowane przez posłów decyzje, jak i na wolność ich sumienia.

Przecież, kierując się zdrowym rozsądkiem należy przyjąć, że wcześniej takie czy inne głosowania są omawiane w klubach poselskich i posłowie, zarówno wierzący  jak i ateiści, wchodząc na salę sejmową generalnie wiedzą jak głosować w konkretnym przypadku. A już na pewno nie szukają na sali sejmowej inspiracji w wiszącym krzyżu. Zresztą transmisje z obrad plenarnych Sejmu wyraźnie to pokazują.

2)    Z prawdziwym rozbawieniem będę słuchał, jak przed sądem, posłowie – ateiści z Ruchu Palikota będą uzasadniali, że symbol religijny wiszący na sali Sejmu RP ma wpływ na podejmowane przez nich decyzje czy też ogranicza wolność ich sumienia. Czyżby ateiści przypisywali krzyżowi moc religijną, magiczną, czy jakąś inną sprawczą, wpływającą na ich decyzje?

3)     W art. 23 kodeksu cywilnego wymienione są dobra chronione. Jest tam, m. innymi, wolność sumienia, która ma chronić przed zmuszaniem do przyjęcia określonej wiary lub jej odrzucenia.  W ramach tego dobra ochronie podlega również swoboda bycia ateistą, ale na pewno nie widok symbolu religijnego w sali sejmowej.

4)    Również zapisy obecnej Konstytucji RP nie dają pod tym względem, i w obecnej sytuacji społeczno-politycznej, dużych szans na sukces posłom -ateistom ( z różnych ugrupowań).   przed sądami. Kłania się tu Preambuła i art. 25 ( w zakresie zapewnienia swobody wyrażania poglądów religijnych, światopoglądowych i filozoficznych) oraz art. 53 Konstytucji RP.

5)    Osobiście, jako ateista, zaproponowałbym proste i eleganckie uzasadnienie, dlaczego krzyż nie powinien wisieć w sali SEJMU RP.

Krzyż, dlatego nie powinien wisieć w sali Sejmu RP, ponieważ w tej sali uchwalane są ustawy, które również dotyczą osób i grup społecznych niebędących katolikami. Brak krzyża byłby wyrazistym sygnałem dla  władz publicznych Rzeczpospolitej Polskiej, że powinny zachowywać  bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych. 

Tylko tyle i aż tyle. Ze względu na jasność, racjonalność i równościowy przekaz  uzasadnienia,  jestem przekonany, że poparłoby go również wielu katolików.

Pomimo postępującej  laicyzacji światopoglądowej i obyczajowej a także  wzrastającej  liczby ateistów w Polsce, nasze środowisko   nie jest jeszcze – i dość długo nie będzie –  na tyle liczne i prężne, żeby nie musiało pozyskiwać  dla swoich postulatów rozsądnych i postępowych katolików. Dlatego też ważna jest argumentacja jaka ateiści stosują  promując  takie czy inne rozwiązania prawne.

Nawet gdyby wniosek posłów- ateistów Ruchu Palikota przepadł przed polskimi sądami, to należy pamiętać, że taki ROZSĄDNY, LOGICZNY i RÓWNOŚCIOWY PRZEKAZ byłby wyrazem dojrzałości intelektualnej środowiska ateistycznego w Polsce.

Co natomiast powiedzą ludzie rozgarnięci  o ateistach, jeżeli posłowie –ateiści z Ruchu Palikota będą twierdzili, że krzyż w sali sejmowej ma wpływ (religijny?  magiczny? fluidy?)  na ich decyzje i wolność sumienia?

Zachęcam posłów – ateistów z Ruchu Palikota, jeżeli jeszcze nie napisali i nie wysłali swoich pozwów, do wykorzystania moich uwag.

Zainteresowanym polecam również felieton „Krzyż w Sejmie czyli jak Palikot goni klerykalnego  króliczka” 

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/31/krzyz-w-sejmie-czyli-jak-palikot-goni-klerykalnego-kroliczka/

. Krzysztof Mróź: Sąd postawił posłów Ruchu Palikota do kąta w sprawie krzyża w Sejmie

Artykuł był opublikowany 15-01-2013 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

******************

W dniu 14.01.2013 r.  Sąd Okręgowy w Warszawie oddalili  pozew posłów Ruchu Palikota w sprawie krzyża w Sejmie. Według posłów RP  krzyż wpływa na podejmowane w  Sejmie decyzje.

Już w felietonie „Krzyż w Sejmie,  czyli jak Palikot goni klerykalnego  króliczka”  z 26.11..2011 r. pisałem: „Osobiście uważam, że udowadnianie, że obecność krzyża wpływa na decyzje posłów za coś kuriozalnego z tego powodu, że posłowie wchodzący na sale sejmową mają określone poglądy polityczno -światopoglądowe i nie sadzę, żeby informacji/inspiracji jak głosować w sprawach np. światopoglądowych szukali w krzyżu wiszącym na Sali sejmowej. Są to wcześniejsze uzgodnienia partyjne czy koalicyjne.

Antyklerykał rozumiejący zasady, jakimi powinno kierować się państwo świeckie powinien zaprotestować przeciwko krzyżowi w Sejmie, czy szerzej w przestrzeni publicznej, słowami prof. Tadeusza Bartosia: „..Problemem nie jest krzyż w Sejmie, tylko to, co zaczyna symbolizować – brak autonomii państwa i uległość”( („Dusza biskupa” –Przegląd z 6.11.2011 r.)”.

(Z pełnym tekstem felietonu można zapoznać się tutaj >>> Krzyż w Sejmie, czyli jak Palikot goni klerykalnego króliczka )

Zawsze zastanawiała mnie przemiana emocjonalna  Janusza Palikota który z osoby  finansującej OZON i kończącej, w 2005 r., przysięgę poselską słowami „Tak mi dopomóż Bóg” – przemienił się w latach 2010 r. – 2011 r.   w wielkiego  antyklerykała i przeciwnika krzyża.

Oczywiście ktoś powie, że 5 lat czasu to szmat czasu i  taka zmiana nie powinna dziwić.

Odpowiem tak. Przyjrzałem się  działalności poselskiej  Janusza Palikota od 2005 r. aż do końca 2010 r. Kierując się zdrowym rozsądkiem i logiką można by uznać, że w tym okresie powinna umacniać się antyklerykalna  postawa Janusza Palikota,  co z kolei powinno mieć odzwierciedlenie  w Jego projektach  ustaw,  czy tylko interpelacjach i zapytaniach, o wydźwięku antyklerykalnym.

Zacytuje w tym miejscu fragment  z mojego felietonu „Dlaczego nie ufam antyklerykalizmowi Palikota” z 14.09.2011 r.:

„Przyjrzyjmy się działalności Janusza Palikota w Sejmie V i VI kadencji. Nadmieniam, że opieram się wyłącznie na danych oficjalnych podanych na stronie internetowej Sejmu RP www.sejm.gov.pl

1)V kadencja Sejmu RP zaczęła się 5 listopada 2007 r. a zakończyła 4.11.2007 r. ( kadencja skrócona). W V kadencji Janusz Palikot miał 7 wypowiedzi na posiedzeniach sejmu, 32 interpelacje oraz 17 zapytań. Żadne z nich nie dotyczyło spraw związanych bezpośrednio z kościołem katolickim.

2)VI kadencja Sejmu RP zaczęła się 19 października 2007 r. a Januszowi Palikotowi wygasł mandat poselski 10.01.2011 r. W VI kadencji Janusz Palikot miał 25 wypowiedzi na posiedzeniu sejmu, 24 interpelacje oraz 17 zapytań.

Z tego, tylko jedno zapytanie nr 2997 do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie prowadzenia polityki państwa w dziedzinie regulacji stosunków majątkowych między państwem a Kościołem Katolickim z pokrzywdzeniem osób będących właścicielami mienia, przekazanego nieodpłatnie Kościołowi Katolickiemu w trybie postępowania regulacyjnego określonego w ustawie o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – dotyczyło bezpośrednio kościoła katolickiego. Janusz Palikot, przedsiębiorca i poseł z okręgu lubelskiego wystąpił w obronie pani Łapinkiewicz-Piłat której prawa do przedsiębiorstwa aptecznego przy ul. Krakowskie Przedmieście 3 w Lublinie (przejętego na własność państwa w1951 r. ale bez wydania orzeczenia w tej sprawie przez ministra zdrowia) zostały naruszone przez decyzje Komisji Majątkowej przekazującej rektorowi kościoła Św. Ducha w Lublinie nieodpłatnie prawo własności zabudowanej nieruchomości położonej w Lublinie przy ul. Krakowskie Przedmieście nr 3.

Niestety, to dobre wrażenie Janusz Palikot zepsuł – przynajmniej według mnie – glosując w dniu 23-10-2009 r. (GŁOSOWANIE NR 8, POSIEDZENIE 52) nad przyjęciem w całości projektu ustawy o nadaniu nowej nazwy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz zmianie ustawy o finansowaniu Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie z budżetu państwa, w brzmieniu proponowanym przez Komisję Edukacji, Nauki i Młodzieży”.

(Z pełnym  tekstem felietonu można zapoznać sie tutaj >>>  Czy Palikot żartuje z polskich antyklerykałów?

Janusz Palikot w wywiadzie udzielonym Przekrojowi („Idziemy  po ostateczne zwycięstwo”- Przekrój z 31.10.2011 r.) uzasadnia swoją zmianę do Kościoła katolickiego w Polsce tym, że ten zaangażował się  po 10 kwietnia po stronie Jarosława Kaczyńskiego. Żeby, bez przekłamań, zaprezentować  drogę przemiany  Janusza Palikota (według wersji Janusza Palikota- przypis K.Mróź) z osoby traktującej  Kościół katolicki jako sojusznika w zwalczającego go antyklerykała zacytuje fragmenty wywiadu: „W 2005 nie byłem antyklerykałem . Składałem tę przysięgę (poselską – przypis K.Mróź) z całym przekonaniem( zakończył ją słowami „Tak mi dopomóż Bóg” – przypis K.Mróź). Od 16. roku życia jestem człowiekiem niewierzącym. Jednak, jak większość ludzi w Polsce, zwłaszcza tych wywodzących się jakoś tam z Solidarności lat 80., żyłem w atmosferze poczucia, że Kościół jest naszym sojusznikiem. Ze nam pomaga. Mnie pomógł bardzo konkretnie. Miałem wilczy bilet i nie mogłem normalnie zdać na studia, a KUL mnie przygarnął. odnosiłem się do Kościoła z wielkim szacunkiem, bo to była instytucja , która była po stronie ludu. Ale rósł we mnie krytycyzm, zwłaszcza po odejściu Jana Pawła II. Punktem zwrotnym był dla mnie 10 kwietnia. Było dla mnie totalnym szokiem, że Kościół zdecydował się na pochówek Lecha Kaczyńskiego na Wawelu……….. Ale potem rozpoczęła się kampania prezydencka i Kościół po prostu zaangażował się po stronie Jarosława Kaczyńskiego i to na niebywała skalę. To miało też wymiar osobisty, przecież ja, po pierwsze, byłem szykowany na politycznego zabójcę, Lecha Kaczyńskiego, po drugie, mój bardzo bliski kolega, przyjaciel przez wiele lat, nie polityczny, ale osobisty, czyli Bronisław Komorowski, kandydował na Prezydenta. Kościół opowiadający się za Kaczyńskim był oczywiście przeciwko Komorowskiemu…..A potem ta cała historia z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, gdzie ani arcybiskup Nycz, ani inni hierarchowie nie mieli odwagi powiedzieć wyraźnie i mocno, że nie ma zgody na upartyjnienie krzyża, nie ma zgody na upartyjnianie Kościoła. Wtedy zrozumiałem, że skończył się tamten Kościół, który miał taką odskocznię w Tischnerze, w Wojtyle. Zrozumiałem, że zwyciężyło towarzystwo Rydzyka, Głódzia i Michalika, czyli takie, którego nie mogłem w żaden sposób zaakceptować”.

Ale czy można poważnie potraktować powyższe wyjaśnienia? Według mnie nie.  Przytoczę obecnie fragmenty mojego felietonu ” Czy Palikot żartuje z polskich antyklerykałów” z 09.09.2011 r.  który rozprawia sie z takim rozumowaniem Palikota. (z pełnym tekstem felietonu można zapoznać SIĘ tutaj >> 

1)Zaprezentowane, w powyższym wywiadzie przez Janusza Palikota uzasadnienie dość gwałtownej zmiany światopoglądowej, szczególnie wyraźnej po 10 kwietnia 2010 r., w żaden sposób mnie nie przekonuje. I to, z przyczyn podanych niżej:

a)Kościół katolicki, nawet w okresie tzw. pierwszej Solidarności, nie był instytucją, która stała po stronie ludu. Kościół katolicki był instytucja totalitarną, która walczyła z autorytarna PZPR o kontrolę polityczną i obyczajową nad tym ludem. Że tak jest, można się było przekonać po 1989 r., kiedy to za zgodą kościoła katolickiego wprowadzano w Polsce neoliberalne porządki. Pisze o tym prof. Kochan w Przeglądzie z 30.10.2011 r. ”Tylko w Polsce nie dostrzega się ruchu społecznego protestu, bo neoliberalizm i klerykalizm podały sobie s ręce. Bez kościelnego błogosławieństwa dziki polski kapitalizm by się nie utrzymał”.

Ten temat rozwinę, kiedy będę pisał na temat ks. Prof. Tischnera, o którym tak pozytywnie mówi sam Palikot.

b)Kościół katolicki po 1989 r. stale mieszał się w sprawy polityczne i opowiadał się za prawicą spolegliwą wobec kleru. Czyżby Janusz Palikot o tym nie wiedział, i czy sądzi, że wtedy, gdy żył ks. prof. Tischner i Jan Paweł II do polityki wtrącał się jakiś światły kler? Na przykład liberalny obyczajowo? Wolne żarty!!!

c)Mogę się zgodzić z Januszem Palikotem, że przeżył totalny szok, gdy Lech Kaczyńskim został pochowany na Wawelu. Sądzę, że dla pełnego zrozumienia należy przypomnieć atmosferę tamtych dni. Pamiętamy, że medialne oceny Lecha Kaczyńskiego i jego prezydentury zmieniły się o 180%. Na pozytywne. Według badań, politykę Lecha Kaczyńskiego popierało 65% społeczeństwa. Janusz Palikot przestał być zapraszany do mediów. A tu jeszcze Maria i Lech Kaczyński zostali pochowani na Wawelu. Podczas pogrzebu, płakało tysiące ludzi. I to nie dlatego, że byli „moherami”. Dla polityka, który ostro atakował Lecha Kaczyńskiego to wszystko mogło być szokiem. Zresztą, ślady tej traumy można znaleźć, również, w omawianym przeze mnie wywiadzie:…. „To miało też wymiar osobisty, przecież ja, po pierwsze, byłem szykowany na politycznego zabójcę, Lecha Kaczyńskiego…..”

d) Co do upartyjniania krzyża, to on już został upartyjniony w 1997 r., gdy został zawieszony w Sejmie przez posłów AWS i przez kilka latnie przeszkadzał posłowi Januszowi Palikotowi . Jeszcze w2009 r. bronił krzyża pisząc 6 grudnia 2009 roku  na swoim blogu: „(…) Nie przeszkadzają mi krzyże w szkołach czy innych miejscach publicznych. Krzyż jest w takim samym stopniu w Polsce symbolem religijnym, co narodowym. Jeśli komuś przeszkadza symbol religijny niech odczytuje to w sposób narodowy właśnie. Kościół w Polsce był zawsze bowiem po stronie ludu i po stronie polskości. Dlatego – inaczej niż w Hiszpanii – nie można bezmyślnie walczyć z krzyżem. Są jednak sytuacje gdzie zdecydowana większość jest innego zdania i w tych miejscach powinno dojść do zmiany. Krzyż nie powinien dzielić Polaków”. (za TVN 24 z 11-04-2011 r. i Wirtualną Polską 10-02-2012 r.).

Starzy antyklerykałowie pamiętają, jak klerykalną formacją, wykorzystującą aktywnie symbole religijne, była Akcja Wyborcza Solidarność. Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego akurat upartyjnienie krzyża należy wiązać z wykorzystaniem go przez, niektóre, środowiska pisowskie?

A tak, przy okazji. Wątpię, czy ks. prof. Tischner lub Jan Paweł II, których tak sobie ceni Janusz Palikot, mieliby zrozumienie dla motywacji, którymi się kieruje chcąc usunąć krzyż  z sali posiedzeń sejmu.

2)Przetarłem oczy, jak przeczytałem to co powiedział Janusz Palikot „Wtedy zrozumiałem, że skończył się tamten Kościół, który miał taką odskocznię w Tischnerze, w Wojtyle”.

A jaka to jest odskocznia? Czy ks. prof. Tischner i Jan Paweł II byli przeciwnikami ustawy z 17 maja 1989 r. „O stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego” lub Konkordatu? A może popierali aborcję i związki homoseksualne? Czy protestowali przeciwko religii w polskich szkołach, a przynajmniej żądali zaprzestania finansowania katechetów? Może protestowali przeciwko funkcjonowaniu Komisji Majątkowej? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE.

Chciałbym przypomnieć lewicowym wyborcom, zwłaszcza tym którzy ciepło piszą i mówią o Ruchu Oburzonych, że ks. prof. Tischner esejem „Homo Sovieticus” spopularyzował na polskim gruncie  to określenie (autorem sformułowania był A.Zinowiew). Homo sovieticus to człowiek który był klientem systemu komunistycznego i się od niego uzależnił. Był zniewolony intelektualnie i cechował go brak samodzielnego myślenia i działania. Gdy komunizm przestał realizować jego potrzeby to się przeciwko niemu zbuntował. Lecz w systemie kapitalistycznym też domaga się od klasy kapitalistów, żeby zaspokajali jego potrzeby. Wyzwalając się z jednej niewoli szuka drugiej. I tak dalej.

Neoliberalne media zachwycające się Balcerowiczem codziennie rzucały w twarz milionom Polaków -Ty Homo sovieticusie. I oczywiście zachwycały się ks. prof. Tischnerem jako nowoczesnym i liberalnym kapłanem.

Co do Jana Pawła II to przypomnę tylko jedną sprawę, a mianowicie brak woli i konsekwencji (eufemizm) w oczyszczaniu Kościoła katolickiego ze zmory pedofilii. (Więcej o Janie Pawle II w „Liście do Sławomira Odera Postulatora w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II” – https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/

Zarówno Jan Paweł II jak i ks. prof. Tischner byli ludźmi bardzo dobrze wykształconymi i ze względu na swoja pozycję UŻYWALI JĘZYKA POPRAWNEGO POLITYCZNIE.

Byli jednak, w swej istocie, nieodrodnymi synami triumfalistycznego Kościoła katolickiego. Nie zbuntowali się przeciwko niemu”.

PYTANIA:

Czy Janusz Palikot jest/powinien być wzorem dla polskiej inteligencji, czy osób  uważających się za nowoczesne?

Czy polscy antyklerykałowie mogą uwierzyć Januszowi Palikotowi, że jego intencje są szczere,  a obecny antyklerykalizm to trwała postawa – a nie kolejna moda?

Odpowiedź należy do Was. Ja zadaję jedynie pytania.

 

Wierszyk Juliana Tuwima „Mój dzionek” czyli odtrutka na ipeenowsta „twórczość”/Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 14-11-2013 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

Ledwo słoneczko uderzy
W okno złocistym promykiem,
Budzę się hoży i świeży
Z antypaństwowym okrzykiem.

 

Zanurzam się aż po uszy
W miłej moralnej zgniliźnie
I najserdeczniej uwłaczam
Bogu, ludzkości, ojczyźnie.

 

Komunizuję godzinkę,
Zatruwam ducha, a później
Albo szkaluję troszeczkę,
Albo, gdy święto jest, bluźnię

 

Zaśmiecam język z lubością,
Znieprawiam, do złego kuszę,
Zakusy mam bolszewickie
I sączę jad w młode dusze.

 

Czasem mnie wujcio odwiedza,
Miły, niechlujny staruszek,
Czytamy sobie, czytamy
Talmudzik, Szulchan-Aruszek.

 

Z wujciem, jewrejem brodatym,
Emisariuszem sowietów,
Śpiewamy pierwszą brygadę,
Chodzimy do kabaretów.

 

Od oficerów znajomych
Wyłudzam w czasie kolacji
Sekrecik jakiś sztabowy
Lub planik mobilizacji.

 

Często mam misje specjalne
To w Druskiennikach, to w Kielcach
I wywrotowców werbuję
Na rozkaz Moskwy do Strzelca.

 

Do domu wracam pogodny,
Lekki jak mała ptaszyna,
W cichym mieszkaniu na Chłodnej,
Czeka drukarska maszyna.

 

Odbijam sobie, odbijam
Zielone dolarki śliczne,
Komunistyczną bibułę,
Broszurki pornograficzne.

 

A potem mała orgijka
W ramionach płomiennej Chajki!
(Mam w domu taką sadystkę
Z odesskiej czerezwyczajki.)

 

I choć mam milion rozkoszy
Od Chajki krwawej i ryżej,
To ciężko mi! Nie na sercu,
Lecz wprost przeciwnie i niżej.

 

Niech się ciężarem tym ze mną
Podzieli któryś z rodaków!
Mój Boże ile tam siedzi
Głupich endeckich pismaków.

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Leszek Konarski: Cyrankiewicz nie zabił Pileckiego /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 10-04-2014 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

Polecam artykuł Leszka Konarskiego pt. „Cyrankiewicz nie zabił Pileckiego”, który pokazuje jak prawicowi propagandyści zakłamują historię. Niech to będzie też odtrutką na pisowską histerię smoleńską.

http://www.lewica.pl/?id=29350&tytul=Leszek-Konarski:-Cyrankiewicz-nie-zabił-Pileckiego

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

Piotr Ciszewski: Demokracja na wynos (czyli jak robi się tzw. demokratyczne rewolucje zwane kwiatowymi czy kolorowymi – przypis K.Mróź)

Artykuł był opublikowany 15-03-2014 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***********

http://www.lewica.pl/?id=29253&tytul=Piotr-Ciszewski%3A-Demokracja-na-wynos

Ukraiński Majdan okrzyknięty między innymi w Polsce demokratycznym zrywem to częściowo efekt działania zewnętrznych sił, między innymi z USA. Stanowi przykład, że gdy Waszyngton nie może wysłać marines, sięga po bardziej subtelną politykę, oficjalnie nazywaną „wspieraniem aktywności obywatelskiej” i w ten sposób pośrednio destabilizuje sytuację w niewygodnych państwach. W rozgrywce o strefy wpływów na Ukrainie pionkami Waszyngtonu są nie dywizje pancerne, lecz organizacje pozarządowe.

Dostarczanie demokracji

Strategia tak zwanych „koni trojańskich” czyli organizacji wchodzących do danego kraju z zamiarem jego destabilizacji, sięga pierwszej „kolorowej rewolucji” w Gruzji oraz obalenia Slobodana Miloszevicia w Serbii. Serbia, a wówczas w zasadzie jeszcze Jugosławia, była poligonem doświadczalnym do eksportu amerykańskich wpływów. Niemal z dnia na dzień powstała zrzeszająca głównie studentów organizacja OTPOR. Jej aktywiści przeszli szkolenia organizowane przez think-tanki powiązane z amerykańskimi neokonserwatystami. Radykalna, rewolucyjna symbolika nowego ruchu miała przyciągnąć młodzież, a także pozwolić na wykorzystanie pokładów niezadowolenia, jakie narastały w społeczeństwie. Nagle okazało się, że w starciu z tego typu finansowaną przez zagranicę organizacją, dysponującą sporymi funduszami i środkami, władza jest bezsilna. Miloszević nie docenił zagrożenia, a obalenie jego władzy odbyło się w modelowy, niemal bezkrwawy sposób.

Doświadczenia OTPORu wykorzystano później przy okazji tak zwanej „pomarańczowej rewolucji” w roku 2004. Wówczas przygotowano nową „rewolucyjną” organizację PORA. Jej powstanie było ponownie efektem działania kontrolowanych przez Waszyngton think-tanków i fundacji, tych samych, które pojawiają się przy okazji obecnego kryzysu na Ukrainie.

Główni aktorzy

O tym, że za Majdanem stoją zagraniczne inspiracje świadczy rozmowa między ambasadorem USA w Kijowie, a Victorią Nuland asystentką Sekretarza Stanu, która wyciekła do mediów. Ambasador zdecydowanie mówi, że Kliczko i jego partia Udar są pionkami Unii Europejskiej, a zwłaszcza Niemiec, z kolei Batkiwszczyna, ugrupowanie Julii Tymoszenko to sojusznicy Stanów Zjednoczonych (1).

Do mediów wyciekł również film z wypowiedzią Victorii Nuland podczas konferencji sponsorowanej przez koncern wydobywczy Chevron, zainteresowany złożami gazu łupkowego na zachodniej Ukrainie. Opowiada ona jak dyscyplinowała prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i mówiła, które działania prowadzą kraj do Europy. Wśród tych działań ma być podpisanie porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, czyli danie jeszcze większych przywilejów zagranicznym inwestorom. Jak wynika z wypowiedzi przedstawicielki Sekretarza Stanu to właśnie o dobro inwestorów, czyli wielkich ponadnarodowych korporacji, chodziło w całej rozgrywce. Dodaje, że od roku 1991 Stany Zjednoczone zainwestowały 5 mld dolarów w rozwój „demokratycznych instytucji” na Ukrainie oraz uczynienie tego kraju „europejskim” (2). Nuland, będąca bardzo ważną agentka wpływów USA na Ukrainie podczas swojej wizyty w tym kraju zajmowała się, poza prowadzeniem negocjacji między innymi publicznym rozdawaniem chleba protestującym na Majdanie.

Bezpośrednie zaangażowanie byłoby jednak zbyt widoczne. Dlatego po raz kolejny wykorzystano do tego teoretycznie niezależne think-tanki i fundacje. Nie postawiono jednak na tworzenie jednej organizacji protestu. Tym razem działania „koni trojańskich” były bardziej rozproszone, skierowane bardziej na budowanie sił politycznych niż pozarządowych. PORA po pomarańczowej rewolucji okazała się wydmuszką i bardzo szybko rozpadła na różne zwalczające się frakcje. Gdy doprowadziła do zmiany władz przestała być potrzebna. Powtarzanie sprawdzonego już raz na Ukrainie scenariusza byłoby zbyt łatwe do przejrzenia. Dlatego projekty „koni trojańskich” miały tym razem bardziej zdecentralizowany i zawoalowany charakter.

Jednym z graczy jest Open Society Institute, organizacja założona przez George’a Sorosa, oficjalnie w celu promowania demokracji oraz organizacji pozarządowych na świecie. W rzeczywistości stała się jedną z grup frontowych w amerykańskiej polityce zagranicznej. Na Ukrainie wśród grup opozycyjnych znalazła się Spilna Sprawa, organizacja pozarządowa, której członkowie uczestniczyli między innymi w protestach przeciwko uwięzieniu Julii Tymoszenko. Podczas zajść na Majdanie byli natomiast wśród tych, którzy okupowali budynki rządowe. Organizacja ta jest wymieniona jako jeden z beneficjentów funduszy przekazywanych w roku 2009 przez International Renaissance Foundation, działającą na Ukrainie fundację związaną z OSI. Oficjalnie w raportach IRF jest opisywana jako grupa charytatywna (3). Spilna Sprawa była kreowana na organizacje oddolną, mającą być głosem ludzi na Majdanie. Jej lider Alexander Danilyuk krytykował nawet liderów opozycji za to, że oddalili się od protestujących (4). Spilna Sprawa konkurowała o wpływy na Majdanie z banderowcami z partii Swoboda oraz Prawego Sektora i prawdopodobnie dlatego została przez nich rozbita. Sam Danilyuk uciekł z Ukrainy obawiając się o swoje życie, oficjalnie ze względu na groźby ze strony władz, ale prawdopodobnie zagrożenie atakiem neofaszystowskich bojówek też było jednym z motywów jego wyjazdu.

Innym aktorem jest Międzynarodowy Instytut Republikański (IRI). Teoretycznie pozarządowy think-tank ze Stanów Zjednoczonych, w rzeczywistości powiązany z Partią Republikańską i neokonserwatystami. Wśród celów IRI deklarowanych w ramach „wspierania społeczeństwa obywatelskiego” na Ukrainie otwarcie wymieniono wspieranie budowy partii politycznych. IRI chwali się wspieraniem między innymi młodych liderów i organizowaniem dla nich kursów oraz szkoleń politycznych. Chodzi oczywiście o liderów sił prawicowych, popierających amerykańskich neokonserwatystów (5). Program budowy partii politycznych wdrażano w Czernichowie, a później także między innymi w Iwano-Frankowsku oraz Czerniowcach. W tych miastach podczas ostatnich protestów miały miejsce „niespodziewane” wybuchy niezadowolenia i demonstracje. Zaskoczyły one władze nie spodziewające się akurat w tych miastach tak licznych demonstracji. Na swojej stronie IRI chwali się, że szkolenie kadr partyjnych w wybranych ośrodkach, między innymi za pomocą szkół liderów, przyniosło znaczne sukcesy. Pozwala to podejrzewać, że dzięki tym działaniom Stany Zjednoczone miały swoich ludzi zdolnych umiejętnie zagospodarować i zorganizować niezadowolonych mieszkańców.

W grudniu 2013 roku Prezes IRI, Amerykański senator John Mc Cain odsłonił prawdziwe cele działania instytutu na Ukrainie. Podczas wizyty w tym kraju wypowiadał się na wiecu zwolenników opozycji mówiąc „Jesteśmy tu aby wspierać waszą słuszną sprawę, suwerenne prawo Ukrainy do określenia swojej przyszłości w sposób wolny i niezależny. Przyszłość, której szukacie leży w Europie”. Mc Cain nie spotkał się z przedstawicielami strony rządowej, co pokazuje, że w całym projekcie IRI chodziło o wspieranie tylko jednej części ukraińskiej sceny politycznej. Senator rozmawiał między innymi z córką Julii Tymoszenko, a to partia byłej premier – Batkiwszczyna jest uważana za głównego sojusznika Waszyngtonu na Ukrainie.

Druga z dużych amerykańskich organizacji zaangażowanych na Ukrainie to Narodowy Instytut Demokratyczny (NDI) powiązany z Partią Demokratyczną. Wśród jego programów na Ukrainie znalazło się również budowanie partii politycznych. NDI wspierało opozycję między innymi pod płaszczykiem popierania kobiet w ukraińskiej polityce. Pod wpływem NDI Udar oraz Batkiwszczyna stworzyły nawet swoje organizacje kobiece.

Trzecia, najszerzej chyba zaangażowana amerykańska organizacja to National Endowment for Democracy (NED), kolejny teoretycznie niezależny think-tank, który w rzeczywistości jest zależny od funduszy przekazywanych przez władze. Często działa on w charakterze pośrednika, przekazując pieniądze na projekty realizowane przez NED czy IRI. Lista programów realizowanych przez NED na Ukrainie jest bardzo długa. Obejmuje między innymi tworzenie sieci organizacji młodzieżowych. W ramach tego projektu NED przekazał 25 tysięcy dolarów na przeszkolenie około 15 tysięcy młodych działaczy, oficjalnie organizacji pozarządowych, w rzeczywistości powiązanych z partiami politycznymi. Po kilkadziesiąt tysięcy dolarów przekazywano na tworzenie regionalnych komitetów wyborców, a aż ponad 73 tysiące na Fundację Inicjatyw Demokratycznych, oficjalnie mającą „komunikować politykom poglądy opinii publicznej”(6). W działaniach NED na Ukrainie pojawia się też polski ślad. Amerykański think-tank przekazywał duże kwoty Stowarzyszeniu Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne, organizującemu szkolenia między innymi dla „liderów organizacji pozarządowych” z Ukrainy, odbywające się w Polsce (7).

Zadanie wykonane

Protesty, które wybuchły po odmowie podpisania przez ukraińskie władze umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, miały wszelkie cechy działań planowych. Nie przebiegały one tak spontanicznie, jak chcieliby to przedstawić liderzy opozycji. Do przywiezienia demonstrantów do Kijowa przygotowano znaczną liczbę autobusów. Na miejscu od razu zorganizowano służby medyczne, miasteczka namiotowe, kuchnie polowe, a nawet profesjonalnie przygotowaną scenę dla polityków opozycji. Takie przygotowania musiały pochłonąć znaczne pieniądze, a organizowały je przecież partie, które wcale do masowych nie należą. Skąd pochodziły więc pieniądze na całą infrastrukturę Majdanu?

Ważną rolę odegrało też umiejętne wykorzystanie społecznego niezadowolenia, również nie do końca spontanicznego. Na Ukrainie od „pomarańczowej rewolucji” istniały nawet agencje dostarczające demonstrantów na różne protesty. Największa z nich Easy Work, założona przez dawnego uczestnika „pomarańczowej rewolucji” Władymira Boyko miała bazę kilku tysięcy pracujących dla niej osób, głównie studentów, emerytów i bezrobotnych, które za udział w demonstracjach otrzymywały dniówki (8). Przynajmniej na początku protestów podobne agencje musiały podjąć się zorganizowania tłumów. Ukraina jest krajem biednym, bez większych tradycji spontanicznej aktywności obywatelskiej. Struktury partii politycznych są z kolei, poza głównymi ośrodkami miejskimi, raczej słabe. Wątpliwe aby Ukraińców było stać na masowe udawanie się do Kijowa, a partie wypełniły setki autokarów swoimi członkami.

Protesty były także od początku znakomicie zorganizowane pod względem PRowym. Poza profesjonalnym nagłośnieniem z dnia na dzień do Kijowa udało się ściągnąć większego i mniejszego formatu gwiazdy pop kultury. Nie udało się to, dysponującym wydawałoby się większymi funduszami władzom.

Tworzone od lat środowisko umiejętnie sterowanych organizacji pozarządowych oraz politycznych liderów okazało się bardzo pożyteczną machiną. Umiało wykorzystać nawet spontanicznie pojawiające się przejawy niezadowolenia, wynikające z sytuacji społecznej na Ukrainie. Nawet udział prawicowych bojówkarzy był pod tym względem korzystny dla strategii „koni trojańskich”. Gwarantowali oni, że hasła protestu będą się koncentrowały wokół narodowej dumy oraz pozbycia się obcych, czyli rosyjskich, wpływów. Neofaszyści gwarantowali, że na Majdanie nie przebije się faktycznie antysystemowy, społeczny przekaz. Nie bez powodu atakowali obecnych tam związkowców czy działaczy lewicy. Politycy opozycji umiejętnie wykorzystywali neofaszystów, aby pozbyć się z protestów ludzi zadających niewygodne pytania, między innymi o zewnętrzne finansowanie przywódców i ich ugrupowań.

Działania ukraińskich władz były z kolei bardzo chaotyczne. Okazały się one nieprzygotowane do poradzenia sobie z tak wyreżyserowanym zamachem stanu. Nie zorganizowały ludzi spoza wielkich ośrodków miejskich bojących się zachodnich wpływów. Zamiast tego liczyły na tak zwanych „tituszków”, czyli element kryminalny, działający w charakterze prorządowych bojówkarzy. Nie byli oni jednak ani tak profesjonalnie przygotowani do starcia jak neofaszyści z Prawego Sektora, ani nie mieli wysokiego morale. Ich motywacją były jedynie profity finansowe.

Fabrykowanie przyzwolenia

Wojna o wpływy musi wiązać się z walką propagandową. Fabrykowanie przyzwolenia opiera się na takim wpływaniu na międzynarodową opinię publiczną, aby poparła mniej lub bardziej agresywne działania imperialne. Rozwój nowych środków przekazu i sposobów komunikacji oraz branży public relations daje rządom nowe instrumenty do wykorzystania.

Do opinii publicznej najbardziej przemawiają przekazy bezpośrednie, zdjęcia czy relacje świadków. Do historii manipulacji przeszły na przykład wypowiedzi rzekomej kuwejckiej pielęgniarki, opowiadającej przed Pierwszą Wojną w Zatoce, że była świadkiem tego jak iraccy żołnierze mordowali w szpitalu noworodki. Te rewelacje zostały powtórzone przez wszystkie główne światowe serwisy informacyjne. Zeznania pielęgniarki przez pewien czas nie schodziły z pierwszych stron gazet. Oczywiście mało kto wierzył w dementi wydane przez iracki reżim. Po wyzwoleniu Kuwejtu okazało się, że historia o mordowaniu dzieci została całkowicie sfabrykowana. Nie potwierdziły jej żadne działające na miejscu organizacje broniące praw człowieka, ani świadkowie (9). Sama „pielęgniarka okazała się osobą powiązaną z kuwejckimi władzami, której historię pomagały wypromować agencje Public Relations, prawdopodobnie we współpracy z kuwejcką rodziną panującą oraz CIA.

Podobna kampania ma dziś miejsce w sprawie Wenezueli, gdzie trwają antyrządowe demonstracje, również podsycane za pomocą zagranicznych pieniędzy dla NGOsów. Do mediów społecznościowych trafiła znaczna liczba zdjęć dokumentujących przemoc policji wobec „demokratycznych” demonstrantów. Widać na nich policję strzelającą ostrą amunicją do tłumu i ciała zabitych. Problem polega na tym, że żadne z tych zdjęć nie pochodzi z Wenezueli. Zaczęli zgłaszać się ich autorzy, informując, że zostały wykonane w Brazylii, Syrii, a nawet Singapurze i są wykorzystywane z nie pasującymi do nich podpisami. O ile pomyłki są możliwe co do kilku przypadków, o tyle akcja „ujawniania prawdy” o sytuacji w Wenezueli wydaje się być właśnie elementem tworzenia przyzwolenia na poparcie przewrotu w tym kraju (10).

Przy okazji walk na Majdanie ukazało się wideo „Jestem Ukrainką”, w którym uczestniczka protestów prosi o rozpowszechnianie informacji o tym, że na Ukrainie ludzie walczą ze skorumpowanymi politykami o demokrację. W ciągu kilku godzin wideo miało około 3 miliony wyświetleń na portalu Youtube. Polska telewizja przeprowadziła wywiad z bojowniczką, pełen patosu i wzniosłych deklaracji o solidarności. Od początku zaczęły się jednak pojawiać wątpliwości. Dwuminutowy klip miał być kręcony podczas przerwy w walkach, na pierwszej linii, tuż za barykadami. Jest jednak bardzo dobrze zmontowany technicznie. Bohaterka ma nałożony nienaganny makijaż, tak jakby przed chwilą wyszła z salonu kosmetycznego. Obraz jest przez cały czas ostry, filmowany ze statywu i z profesjonalnym oświetleniem. Tego typu klip, nawet tak krótki, przygotowuje się przez wiele godzin. Wystarczy spojrzeć i porównać go z relacjami kręconymi przez reporterów wojennych, pełnymi zakłóceń, poruszonych kadrów i ludzi wyglądających krańcowo odmiennie od mówiącej o walce Ukrainki. Okazało się, że za klipem stoi ekipa filmowa, która kręciła wcześniej dokument „A Whisper to a Roar” („Od szeptu do ryku”) o walce o „demokrację” w Zimbabwe, Egipcie, Wenezueli i na Ukrainie. Ten film został sfinansowany przez fundację księcia Moulaya Hichama z Maroko, a wyprodukowany z inspiracji Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR), amerykańskiego think-tanku zajmującego się między innymi wspieraniem kolorowych rewolucji(11). W wywiadzie dla Huffington Post reżyser klipu Ben Moses, który reżyserował także film „A Whisper to a Roar”, przyznał, że był on wyreżyserowany, a przygotowania do kręcenia go rozpoczęto jeszcze przed walkami(12). Moses przy okazji wcześniejszej produkcji spotykał się między innymi z Julią Tymoszenko i był bardzo zaangażowany w kreowaniu wizerunku tak zwanej „pomarańczowej rewolucji” (13).

Strategia koni trojańskich jako bardziej subtelna od interwencji zbrojnych okazuje się skuteczna zwłaszcza tam, gdzie niewygodne dla Waszyngtonu władze nie wykształciły popierających ich ruchów społecznych. Janukowycz liczył, że wsparcie oligarchów i rodzimego biznesu oraz Rosji pozwoli mu na utrzymanie się na stanowisku.

O wiele trudniej jest działać koniom trojańskim w Wenezueli, Boliwii czy innych krajach, gdzie istnieją autentyczne, oddolne ruchy społeczne, często nawet krytyczne wobec władz, ale jeszcze bardziej przeciwne obcej ingerencji.

Żyjemy w świecie, gdzie pozarządowość, niezależność czy nawet prawa człowieka lub demokracja stają się sloganami mającymi ukryć rzeczywistą walkę o wpływy. Fałszywi NGOsowcy potrafią być bardziej niebezpieczni niż rakiety i samoloty, ze względu na towarzyszącą im „wolnościową” otoczkę.

Przypisy:
(1) https://www.youtube.com/watch?v=MSxaa-67yGM
(2) http://www.youtube.com/watch?v=2y0y-JUsPTU#t=330
(3) http://www.irf.ua/files/eng/AnnualRep_eng_FINAL_17_06.pdf
(4) Maidan has little to do with opposition – Danilyuk, leader of ‚Spilna Sprava’ movement http://voiceofrussia.com/2014_02_06/Maidan-has-little-to-do-with-opposition-Danilyuk-leader-of-Spilna-Sprava-movement-0995/
(5) http://www.iri.org/countries-and-programs/eurasia/ukraine
(6) http://www.ned.org/where-we-work/eurasia/ukraine
(7) http://www.eedc.org.pl/szkola-aktywnosci-lokalnej-w-poludniowej-ukrainie/
(8) Adam Leszczyński “Lud już tutaj nie rządzi” http://wyborcza.pl/magazyn/1,136738,15504380.html
(9) Alexander Cockburn”Right Staff”, „London Review of Books”, http://www.lrb.co.uk/v13/n03/alexander-cockburn/right-stuff
(10) http://www.policymic.com/articles/82817/these-photos-being-shared-from-venezuela-are-fake
(11) Paul joseph Watson “Exposed: Ukrainian ‘Protesters’ Backed by Kony 2012-Style Scam” http://www.infowars.com/exposed-ukrainian-protesters-backed-by-kony-2012-style-scam/
(12) I Am a Ukrainian: Can You Be Viral and Anonymous?http://www.huffingtonpost.com/deborah-stambler/i-am-a-ukrainian-can-you-_b_4781793.html
(13) http://awhispertoaroar.com/about-the-film/behind-the-scenes/

 

IPN wojuje z Jaruzelskim /historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 06-07-2009 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*************

Kilka dni temu media w Polsce ogłosiły, za Instytutem Pamięci Narodowej (IPN), „sensacyjną” informację, że gen. Wojciech Jaruzelski kazał zestrzelić w 1975 r., nad terytorium Czechosłowacji samolot, którym D. B. ( pilot opolskiego aeroklubu), zamierzał uciec do Austrii.. A wszystko to na podstawie notatki sierżanta Czesława S. dyżurnego wrocławskiej służby bezpieczeństwa, który napisał, że samolot D. B. został zestrzelony na polecenie Ministra Obrony gen W. Jaruzelskiego.
Ponieważ polskie społeczeństwo coraz bardziej się tabloidoizuje, sądzę, że niewielu już przeczytało wypowiedź prof. Antoniego Dudka z IPN, który uważa, że gen. Jaruzelski nie mógł wydać takiego rozkazu pilotowi czechosłowackich sił powietrznych, a tylko wyraził na to zgodę.

A wiec w pierwszej kolejności SENSACJA, którą podchwyciły główne media w Polsce a później, na wszelki wypadek, jej łagodzenie. Cel jasny – uderzenie w lewicę, która w swojej większości sprzeciwia się szykanowaniu gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Przyjmijmy, przez chwilę, że faktycznie gen. Wojciech Jaruzelski wyraził zgodę na zestrzelenie porwanego samolotu, którym uciekał do Austrii pilot D. B. Żeby jednak właściwie ocenić taką decyzję należy wiedzieć znacznie więcej- niż to co podają media – o pilocie  D.B. Dla mnie jest na przykład istotne to, czy miał on dostęp do spraw tajnych specjalnego znaczenia, czy było prowadzone w stosunku do niego rozpracowanie kontrwywiadowcze itp.   
Należy stale pamiętać, że wtedy trwała zimna wojna ze wszystkimi jej tragicznymi, jak np. zestrzelenie wzmiankowanego samolotu, skutkami.

W okresie wojny, czy to zimnej czy gorącej, zdarzają się tragiczne pomyłki i tragiczne decyzje.  I tak amerykański krążownika rakietowego „Vincennes” w lipcu 1988 r. nad Cieśniną Ormuz zestrzelił irański samolot pasażerski z 290 osobami na pokładzie(wszyscy zginęli).
Nie trzeba zresztą zimnej wojny. Wystarczy histeria antyterrorystyczna. Przypominam, że w 2004 r. Sejm RP, prawie jednogłośnie, znowelizował ustawę o ochronie granicy. Szef MON i Dowódca Sił Powietrznych  mogli od tej chwili wydać rozkaz zniszczenia samolotu pasażerskiego, jeśli został porwany przez terrorystów i mógł być użyty do ataku. Wystarczyła decyzja szefa MON lub dowódcy Sił Powietrznych. Istotą tej nowelizacji było to, że dotyczyło to samolotu startującego z polskiego lotniska. Wzbudziło to zastrzeżenia prof. Lecha Gardockiego, prezesa Sądu Najwyższego, który skierował w 2007 r. do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie konstytucyjności.  We wrześniu 2008 r. Trybunał Konstytucyjny uznał tą nowelizację, na szczęście, za niekonstytucyjną.

Mogą pojawić się głosy, że to jest inna sytuacja, ponieważ takie prawo uchwalił wielopartyjny sejm, że samolot musza porwać z terenu Polski terroryści itp.

Po pierwsze – pytam, więc potencjalnych oponentów czy po zaangażowaniu się dyplomatycznym i militarnym Polski, wbrew woli społeczeństwa polskiego, w brudnych i zakłamanych wojnach przeciwko Jugosławii i Irakowi, wielkiej ugodowości polskich polityków w stosunku do USA, mają tak duże zaufanie do władz państwa polskiego po 1989 r. żeby dać im takie olbrzymie uprawnienia w stosunku do własnego i naszego życia?

Po drugie – szczególnie odrażające jest manipulowanie polskim społeczeństwem straszakiem terroryzmu. Najpierw polskie władze (tzw. lewicowe i prawicowe) akceptują udział polskich wojsk w wojnie przeciwko społeczeństwu irackiemu a później zmierzają do ograniczenia praw obywatelskich społeczeństwa polskiego pod pretekstem jego obrony przed terroryzmem. Zresztą, skąd wiemy kogo ONI w danej chwili mogą uznać za terrorystów?

Jeżeli IPN chce faktycznie pokazać, że jest instytucją niezależną i nie prezentuje jednostronnej, prawicowej, wizji historii powojennej Polski to zachęcam żeby zajął się następującym tematem.

Steward Steven w książce „Operation Splinter Factor” opisuje jedną z największych operacji wywiadu amerykańskiego w latach 1947-1949. W wyniku tej operacji nastąpiła fala krwawych represji, której ofiarami stali się czołowi działacze ruchu robotniczego w Europie Wschodniej (wiecej w artykule „Operacja zbrodnicza” Forum Klubowe nr 3/2004)
CIA na podstawie materiałów wywiadowczych uważała, że w kierownictwie partii komunistycznych/robotniczych ścierają się dwie tendencje: „ stalinowska” i „nacjonalistyczna”.  W obawie, że narodowe drogi do socjalizmu mogą sprzyjać umocnieniu tego ustroju w poszczególnych krajach CIA rozpoczęło wielką prowokację wymierzona w tzw. działaczy nacjonalistycznych. CIA wykorzystało do tej prowokacji Józefa Światło, zastępcę dyrektora X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Polsce. Był on jednocześnie agentem wywiadu amerykańskiego. Wzmiankowany departament był powołany do śledzenia działaczy partyjnych i wykrywania potencjalnych spisków. Wywiad amerykański i jego agent Józef Światło, w wyniku różnorakich prowokacji, spowodowali, że wzmiankowani działacze opowiadający się za narodową drogą do socjalizmu zostali uznani przez aparaty bezpieczeństwa państw Europy Wschodniej za współpracujące z wywiadem amerykańskim. Wielu z nich zostało straconych.
Józef Światło po śmierci Stalina i Berii uciekł na swoich mocodawców i w „Wolnej Europie’ opowiadał o zbrodniach stalinizmu, których sam był współsprawcą.
Może by tak IPN, zamiast wojować z  gen. Wojciechem Jaruzelskim, podjąłby działania, żeby wyjaśnić tą sprawę? Zwłaszcza rolę USA w tych zbrodniach?

Opowiadam się za rozliczeniem przestępstw  faktycznych – nie wydumanych – popełnionych w okresie PRL, ale równocześnie jestem zwolennikiem rozliczenia tych, którzy po 1989 r. budują w Polsce przestępcze państwo wyznaniowe. Niech polska prawica nie liczy, że tylko ona, za pośrednictwem IPN, będzie rozliczać lewicę, a sama pozostanie bezkarna.

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

Nie dla beatyfikacji JP II /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 04-10-2008 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

*************

W grudniu 2005 r. napisałem pierwszy list do Sławomira Odera Postulatora w procesie beatyfikacyjnym  Jana Pawła II. Drugi list w styczniu 2007 r. (przedstawię go również, w wersji skróconej, na blogu). Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi od Postulatora i Trybunału Rogatoryjnego. Nawet takiej, że  rozpatrzyli moje zastrzeżenia i się z nimi  nie zgadzają. Nie poinformowano o nich prasy,  choć prasa otrzymywała informacje  kto będzie świadczył  na rzecz świętości  JP II. Ani przez chwile nie byłem naiwny i nie sądziłem, że taką odpowiedź otrzymam. Chciałem jedynie zdobyć dowody, z pierwszej ręki, jak ‚tworzy się świętych” a zwłaszcza świętego JP II . Bo czekają nas procesy o obrazę uczuć religijnych  jeżeli, w przyszłości, krytycznie wypowiemy sie o JP II. Kościół katolicki  będzie stawiał  nowe żądania materialne i polityczne  a jak ktoś się temu sprzeciwi to kościół będzie twierdził, że JP II tak by chciał.  Każdy krytykujący JP II może liczy sie z oskarżeniem o obrazę uczuć religijnych.   

Krzysztof Mróź   

 

 

Warszawa 2005.12.30

Jego Ekscelencja
Ksiądz Prałat
Sławomir Oder
Postulator w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II
Vicariato di Roma
Piazza San Giovani in Laterano 6/A
00184 ROMA


Wyrażam sprzeciw, jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, wobec beatyfikacji Jana Pawła II.

Kościół katolicki w Polsce jest i tak, w mojej ocenie, jednym z czynników destabilizujących słabą polską demokrację. Wskutek jego działalności coraz bardziej oddalamy się od państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego. Kościół aktywnie uczestniczy, i to na wszystkich szczeblach struktur władzy, w życiu politycznym i społecznym, ale rezultatów swojej działalności nie poddaje weryfikacji w demokratycznych procedurach wyborczych.

Stale dąży do objęcia swoich członków totalną kontrolą, od narodzin aż do śmierci, wykorzystując do tego celu bogaty i zróżnicowany zestaw środków socjotechnicznych.
Jest ogarnięty, między innymi, różnymi fobiami związanymi z seksualnością człowieka – z wiadomymi skutkami.

Kościół katolicki wykorzystuje system instytucji państwowych i samorządowych do propagowania nieweryfikowalnych dogmatów, oraz wzbogacania się.

Te negatywne czynniki zostałyby pogłębione po beatyfikacji Jana Pawła II.
Krytyka Kościoła katolickiego byłaby traktowana jako świętokradczy atak na Jana Pawła II, Boga i religię.

Są również i inne czynniki, które powodują, że Jan Paweł II nie zasłużył, w mojej ocenie, na beatyfikację:

1)Jan Paweł II nigdy w sposób wiarygodny nie przeprosił za zbrodnie popełnione przez Kościół katolicki. W swojej homilii dotyczącej wyznania win i prośby o przebaczenie przyznał co prawda, że Kościół katolicki jest współodpowiedzialny za podział chrześcijaństwa, stosowanie przemocy, lecz jednocześnie zaznaczył, że dopuszczano się tego w służbie prawdy. Następnie, w znacznie mocniejszych słowach opisał winy popełnione przeciwko chrześcijanom. Nastąpiło, w mojej ocenie,  zamazanie rzeczywistości, zbanalizowanie zła popełnionego przez instytucję Kościoła katolickiego.

 

2)Wizja Jana Pawła II dotycząca rozwiązania problemów społeczno-politycznych i gospodarczych współczesnego świata była anachroniczna i całkowicie utopijna.
Wyrazem bezradności Jana Pawła II  było jego odwołanie się do Miłosierdzia Bożego jako panaceum na bolączki współczesności. Koncepcja zbawienia świata przez Miłosierdzie Boże wykazała swoją nieskuteczność przed Janem Pawłem II ( żaden  Papież  nie decyduje od kiedy i w jakim zakresie ma funkcjonować Miłosierdzie Boże), jak również w trakcie Jego pontyfikatu. Nie sprawdza się również po Jego śmierci. Była to ucieczka Jana Pawła II w świat złudy.

 

3)Jan Paweł II nie potrafił wyzwolić się z ograniczeń narzuconych przez funkcjonujący, dwubiegunowy, układ zimnowojenny, co przejawiało się w Jego stosunkowo mało krytycznym, o ile nie pobłażliwym, stosunku do różnego rodzaju prawicowych dyktatur. W tym kontekście zakrawa na żart poruszanie przez Jana Pawła II problematyki praw człowieka.

W otoczeniu Papieża byli ludzie, którzy pozytywnie odnosili się do prawicowych dyktatur pod warunkiem, że były życzliwe  dla Kościoła katolickiego.
Należeli do nich miedzy innymi:

 a) kardynał Angelo Sodano, sekretarz stanu, w hierarchii watykańskiej
osoba nr 2, nuncjusz w Chile za czasów dyktatury Pinocheta, z którym utrzymywał przyjazne stosunki oparte na zgodności poglądów politycznych.

b) kardynał chilijski Jorge Medina Estevez, Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i  Dyscypliny, sympatyk Pinocheta. O braku szacunku kardynała do demokracji  i przynajmniej pośredniej, legitymizacji dyktatury świadczy wypowiedź z sierpnia 1990 roku „ Demokracja nie oznacza automatycznie, ze Bóg chce, aby ona była  stosowana w praktyce”.

c) kardynał kolumbijski Alfonso Lopez Trujillo, Przewodniczący Papieskiej Rady ds.
Rodziny która jest bardzo negatywnie nastawiona do antykoncepcji i świadomego macierzyństwa. Kardynał był zaangażowany w zwalczanie teologii wyzwolenia. Nie potępiał, gdy był sekretarzem a następnie przewodniczącym  Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej, krwawych dyktatur na swoim kontynencie.

d) Kardynał włoski Pio Laghi – kiedy był nuncjuszem apostolskim w Buenos Aires  popierał krwawą juntę argentyńską. Kościół argentyński współdziałał aktywnie w stosowaniu represji przez swych kapelanów wojskowych. Organizacja znana pod nazwa Matki z Plaza de May złożyła we włoskim wymiarze sprawiedliwości oskarżenie biskupa o współprace z dyktaturą argentyńską. Nie ma to oczywiście skutków prawnych, ponieważ kardynał sprawujący urząd Prefekta ds. Wychowania  katolickiego, zgodnie z traktatami laterańskimi, korzysta z immunitetu.

Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Chile w październiku 1987 roku, legitymizował, swoimi działaniami dyktatora Pinocheta – udzielił mu komunii, wspólnie, Papież i dyktator, wystąpili na balkonie pałacu La Moneda przed tłumem sympatyków Pinocheta. Wspólnie modlili się w pałacowej kaplicy.

W czasie wizyty Papieża, policja brutalnie tłumiła demonstracje przeciwników dyktatora.
O tej podróży wspomina, kardynał Angelo Sodano w liście prywatnym z 18.02.1993 r. dołączonym do depeszy Jana Pawła II z życzeniami z okazji złotych godów dyktatora.
Informując na wstępie, że jego zadaniem jest przekazanie jego Ekscelencji (Pinochetowi) i jego czcigodnej małżonce odręcznego pisma papieskiego jako dowodu szczególnej życzliwości, stwierdził, że Jego Świątobliwość (Jan Paweł II)
zachowuje pełną wzruszenia pamięć o spotkaniu z członkami jego rodziny z okazji swej niezwykłej wizyty pasterskiej w Chile.

Nic dziwnego, że Watykan zaangażował się w obronę dyktatora, kiedy ten został zatrzymany w 1998 roku w Wielkiej Brytanii, pod zarzutem ludobójstwa.

Jan Paweł II, podczas wizyty w Argentynie w 1987 roku, zamiast prosić o przebaczenie za popieranie przez znaczną część argentyńskiego kościoła katolickiego krwawej junty argentyńskiej i zrobić uczciwy rachunek sumienia, starał się zapobiec wprowadzeniu ustawy zezwalającej na rozwody.

4)Rozsypała się papieska koncepcja ekumenizmu, która by gwarantowała, w dającej się przewidzieć przyszłości, zjednoczenie Kościołów chrześcijańskich. Całkowitą klęskę poniósł Jan Paweł II w kontaktach z Cerkwią Prawosławną.
Polityka zmierzająca do tzw. ewangelizacji ludności na terenie Rosji, Białorusi i Ukrainy prowadziła do nasilającego się konfliktu z Kościołem prawosławnym, zwiększenia nacjonalizmu i w rezultacie do wzrastającej wrogości pomiędzy społeczeństwami.
Dyplomacja watykańska aktywnie włączyła się w dezintegrację Jugosławii. Dodatkowo, Papież podczas swojej pielgrzymki w 1994 r. do Zagrzebia w Chorwacji, wzmocnił nacjonalistów chorwackich, którzy w 1995 roku zaatakowali Serbów w Krajinie, mieszkających tam od wieków, i zmusili setki tysięcy z nich do ucieczki.
Dodać należy, że beatyfikowanie, co najmniej, kontrowersyjnych postaci, takich jak np. Alojzije Stepinac – chorwacki kardynał, który współpracował z ludobójczym reżimem ustaszowskim, potęguje rozdźwięki pomiędzy różnymi wyznaniami.

 

5)Jan Paweł II postrzegał rolę kobiety w Kościele katolickim i społeczeństwie w sposób tradycyjny.  Uważał, że głównym miejscem jej pracy powinien być dom a głównym zajęciem opieka nad dzieckiem, ponieważ „dziewictwo i macierzyństwo to dwa szczególne wymiary spełniania się kobiecej osobowości – List apostolski Mulieris Dignitatem”. Chcąc utrzymać kobiety w domu nawoływał „do uznania i poszanowania  przez wszystkich niezastąpionej wartości pracy kobiety w domu – Adhortacja apostolska Familiaris Consortio”. Kobieta według Papieża jest przede wszystkim „niezastąpionym oparciem i źródłem duchowej siły dla innych – List apostolski Mulieris Dignitatem”. Nie traktował kobiety jako podmiotu twórczego wykraczającego poza ramy rodziny.

6)Jan Paweł II zakazał antykoncepcji odżegnując się tym samym od kierunku zmian planowanych przez swojego poprzednika. Peter Piot, dyrektor ONZ-owskiego programu walki z AIDS (UNAIDS) w wywiadzie udzielonym „Frankfurter Rundschau” stwierdził, że zakaz stosowania prezerwatyw „jest poważnym błędem, który kosztuje ludzkie życie…”.Tragicznie brzmią nauki Carlo Caffary, kierownika Papieskiego Instytutu ds. Małżeństwa i Rodziny, który stwierdza, że jeżeli zainfekowany wirusem HIV małżonek nie jest w stanie zachować dożywotniej „pełnej wstrzemięźliwości” lepiej będzie, jeżeli zainfekuje swa żonę, niżby miał stosować prezerwatywy ponieważ „uszanowanie wartości duchowych, takich jak sakrament małżeństwa, należy przedłożyć nad dobro życia”  – „NIE i AMEN” Uta Ranke-Heineman”. 

7)Zdecydowanie negatywna postawa Papieża wobec homoseksualizmu spychała osoby o tej orientacji seksualnej, nie zamierzających żyć w celibacie, na margines Kościoła katolickiego i powodowała, ze wiele z nich wystąpiło ze wspólnoty  kościelnej.

8)Jan Paweł II nie reagował stanowczo, przez długi czas, wobec skandali pedofilskich w amerykańskim Kościele  katolickim. Już 1985 roku biskupi amerykańscy po  przeprowadzeniu badań, na użytek wewnętrzny Kościoła, zorientowali się, że problem pedofilii jest poważny. Wydali w tej  sprawie dokument „  Iść w świetle”.

 

Tymczasem  Jan Paweł II przyjął bardziej zdecydowane stanowisko wobec tego problemu dopiero po 2000 roku, kiedy to opinia publiczna spowodowała, że w Stanach Zjednoczonych wzięła górę opcja zera tolerancji dla księży pedofilów. Należy głęboko ubolewać, że Jan Paweł  II krytycznie odniósł się do propozycji biskupów amerykańskich, którzy chcieli zawieszać duchownych w pełnionych funkcjach w przypadku wysunięcia w stosunku do nich oskarżeń o pedofilię.

9) Jan Paweł II umacniał centralizm i absolutyzm władzy kościelnej. Jest to sprawa ważna zarówno dla światłego katolika jak i osoby niewierzącej, ponieważ Kościół   katolicki nie ogranicza się do posługi religijnej, lecz prowadzi aktywna działalność  polityczną. Nie jest, więc obojętne czy Kościół katolicki będzie instytucją   demokratyczna czy, co najmniej, autorytarną.

Należy pamiętać, że Jan Paweł II:

a) ogłosił, że przepisy kanoniczne są rozkazami Boga,
b) przyjął praktykę zrównywania papieskich decyzji z mocą samej Biblii,
c) wprowadził wewnętrzna cenzurę w Kościele katolickim za pośrednictwem „Instrukcji dotyczących pewnych aspektów wykorzystywania  społecznych środków przekazu”.

Warto wspomnieć, że nowy Katechizm powszechny traktuje nieakceptowanie niektórych  nauk Papieża jako przestępstwo. Ten punkt został wprowadzony w ostatniej chwili na  życzenie Papieża bez konsultacji z międzynarodową komisją, która opracowała nowy kodeks. Pamiętać również należy, że niepokorni teolodzy  zmuszani byli do   milczenia podczas gdy Jan  Paweł II wyniósł na ołtarze Josemarię Escrivę de Balaguer y Albasa przywódcę integrystycznej organizacji Opus Dei.

Biorąc powyższe pod uwagę wnoszę jak na wstępie.

 

Z poważaniem

Krzysztof Mróź

 

Do wiadomości:

1)Jego Ekscelencja  Ks. Abp. Stanisław Dziwisz, Trybunał Rogatoryjny
2)Jego Ekscelencja Ks. Bp. Tadeusz Pieronek, Trybunał Rogatoryjny

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

1612 rok Prezydenta Lecha Kaczyńskiego /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 17-09-2008 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***********

Rok 2008 jest dla Prezydenta Lecha Kaczyńskiego tym, czym był rok 1612 dla polskiego garnizonu w Moskwie i wschodnich koncepcji politycznych Zygmunta III. Totalną klęską. 

Jak pisze Rzeczpospolita z 15 września 2008 w artykule „Czy Sakaaszwili okłamał Zachód”, a trudno ją podejrzewać o jakąkolwiek sympatię do Rosji, Zachód z coraz większą niechęcią przygląda się działaniom Saakaszwilego. W Waszyngtonie zaczyna się podejrzewać, że Saakaszwili „bezczelnie okłamał Zachód”. O tym, że Saakaszwili planował wojskową operację w celu odzyskania Abchazji i Osetii Południowej mówił były gruziński minister obrony Irakli Okruaszwil i współpracownik Saakaszwilego. Obecnie uchodźca polityczny.
W Gruzji narasta sprzeciw wobec Saakaszwilego, protegowanego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na dzień 7 listopada  br. planowane są demonstracje. Jak podaje portal Lewica.pl również gruzińskie organizacje pozarządowe zaapelowały do Unii Europejskiej, aby nie ograniczała krytyki wyłącznie do Rosji, lecz dostrzegała również naruszanie praw człowieka w Abchazji i Osetii Południowej przez Gruzję. Simon Papuaszwili z Centrum Praw Człowieka (HRIDC) podkreślił, iż chce zwrócić uwagę Europy na naruszanie praw człowieka przez rząd gruziński. Oskarżanie jedynie Rosji określił jako nieodpowiedzialne, ponieważ Europa powinna widzieć sytuację bardziej całościowo. Obecny rząd w Tbilisi nazwał mianem „marionetki USA”.
Przyjaciel Prezydenta L.Kaczynskiego to polityczny trup. Chyba, że utrzyma swój reżim na bagnetach amerykańskich oraz przy pomocy wojska i policji.
W artykule „ Konflikt na Kaukazie poróżnił Grupę Wyszehradzka”  (Rzeczpospolita 15.09.2008 r.) stwierdzono, że podczas szczytu w dniach 13-14.09.2008 r. przywódcy Polski, Czech, Słowacji i Węgier w sprawie konfliktu na Kaukazie zdołali uzgodnić tylko to, że ten konflikt „nie powinien być rozwiązywany siłą” i że trzeba pomóc temu regionowi.

Jeżeli dodać do tego:
a) sytuację na Ukrainie gdzie nastąpił rozpad koalicji, określanej w polskich mediach, jako prozachodnia i ograniczenie kompetencji prezydenta Juszczenki,
b) narastające niezadowolenie ludności rosyjskiej na Łotwie i Estonii, że jest traktowana jako obywatele drugiej kategorii,
to bez przesady można stwierdzić, że Prezydent Lech Kaczyński stracił swoja drużynę przy pomocy, której chciał stworzyć tzw. kordon sanitarny wokół Rosji i, być może, wjechać na Kasztance do Moskwy.
Podobnie jak marzenia Prezydenta L. Kaczyńskiego, nie sprawdziły się prognozy części polskich komentatorów politycznych, twierdzących, że gospodarka Rosji poważnie ucierpiała z powodu interwencji w Gruzji.  Twierdzono, że w sierpniu 2008 r., podczas konfliktu z Gruzją, uciekło z Rosji od 22 do 25 mld USD.   Jeżeli nawet tak było to, podaję za artykułem „Rosja słono płaci za konflikt gruziński?” (Gazeta Finansowa /12.09.2008 r./ONET.pl Biznes), odpłynął w znacznej mierze kapitał spekulacyjny w tym w pierwszej kolejności przeznaczony do spekulacji walutowych, na którym władzom politycznym i gospodarczym Rosji zbytnio nie zależy.
Kierując się tym samym sposobem rozumowania i argumentacji można stwierdzić, że z powodu zaangażowania Prezydenta L. Kaczyńskiego w Gruzji oszczędności Polaków w funduszach inwestycyjnych i emerytalnych zmalały, od lipca 2007 r. do chwili obecnej, o 50 mld złotych(dane z Rzeczpospolitej z 17.09.2008 r.).
Również problemy giełdy rosyjskiej są związane z poważnym światowym kryzysem finansowym a nie z interwencja w Gruzji. Zresztą nie dotknęło to zbyt wielu Rosjan, nawet tych z klasy średniej.
Nie oznacza, że gospodarka rosyjska nie przeżywa problemów związanych, m. innymi, z:
1) przegrzaniem gospodarki,
2) odkładaniem koniecznych cyklicznych zmian w polityce fiskalnej,
3) nierozwiązanymi problemami w zakresie stabilizacji rubla na światowych rynkach,
4) rozwierającymi się nożycami pomiędzy inflacją a przyrostem produktu krajowego brutto.

Rosja powinna w miarę szybko rozwiązać te problemy  po to, żeby była w pełni wartościowym partnerem Unii Europejskiej. Chcę wyraźnie podkreślić, że opowiadam się za ściślejszą współpraca UE z Rosja. Taka współpraca jest obopólnie korzystna.
Oczywiście Stanom Zjednoczonym i jego akolitom w Europie  przeszkadza partnerstwo i współpraca UE z Rosja. Wolą Europę zatomizowaną i uzależnioną od źródeł energii znajdujących się w rekach koncernów amerykańskich. 

 

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

Gen. Wojciech Jaruzelski odpowiada Rafałowi Ziemkiewiczowi /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 12-02-2010 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

************

W Rzeczpospolitej z 12.02.2010 r., w dziale Listy, ukazała się wersja skrócona listu Pana gen. Wojciecha Jaruzelskiego pt. „Generał Jaruzelski: nie pozuję na uciśnioną niewinność” która jest odpowiedzią  na tekst  red.  Rafała Ziemkiewicza „Nie byłem sam, mówi Jaruzelski”.
Pełna wersja listu Pana Gen. Wojciecha Jaruzelskiego pt. „List generała Wojciecha Jaruzelskiego” znajduje się na stronie; www.rp.pl/opinie

Ja dla łatwiejszego  zaprezentowania listu będę przytaczał opinie Rafała Ziemkiewicza z tekstu „Nie byłem sam, mówi Jaruzelski” i  odpowiednie fragmenty listu-odpowiedzi gen. Wojciecha Jaruzelskiego (będą to fragmenty z  pełnej wersji listu).

1) W odpowiedzi na zarzut cynizmu z strony red. Rafała Ziemkiewicza Gen. Wojciech Jaruzelski odpowiada:

…… „Najistotniejszy jednak jest zarzut – jak red. Ziemkiewicz określa – cynizmu, o którym rzekomo świadczą słowa w moim liście do dyrektora I programu TVP SA: „Nie byłem przecież sam”. Już na wstępie manipulacja. Opuszczone zostało całe zdanie, którym poprzedziłem owo stwierdzenie, pisząc: „Nieustannie podkreślam – odpowiedzialność biorę na siebie”. Ponadto, powtarzam wciąż: „ubolewam, żałuję, przepraszam”. Nie jest to po prostu retoryka, słowa.”.

2) W odpowiedzi na stwierdzenie red. Rafała Ziemkiewicza, że  „przez 20 lat wygłoszono wiele mów w obronie Jaruzelskiego, ale mowy oskarżenia wygłosić  dotąd nie było można”, Gen. Wojciech Jaruzelski odpowiada:

„Od 20 lat podlegam różnym formom tzw. rozliczania, zarówno w mediach, jak też w majestacie państwa prawnego. W latach 1991-1996, a więc przez 5 lat, Komisja Odpowiedzialności Konstytucji Sejmu rozpatrywała oskarżenie skierowane przeciwko mnie oraz kilku innym osobom, w związku z wprowadzeniem stanu wojennego. Komisja przesłuchała pod rygorem art. 247 kk kilkudziesięciu świadków, przestudiowała masę dokumentów i materiałów pochodzenia zarówno krajowego, jak i zagranicznego. W rezultacie wystąpiła z wnioskiem orzekającym, iż wprowadzenie stanu wojennego dyktowane było wyższą koniecznością. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustawą z dnia 23 października 1996 roku wniosek ten usankcjonował i sprawę umorzył.
Równolegle – w latach 90. toczyło się postępowanie prokuratorskie w sprawie wydarzeń Grudnia 70 na Wybrzeżu. Prokuratura przesłuchała aż 3516 świadków. Proces rozpoczął się w Gdańsku, a następnie kontynuowany jest w Warszawie. Po odczytaniu aktu oskarżenia, złożyłem w dniach 18 października i 8 listopada 2001 roku obszerne wyjaśnienie, które ze względów proceduralnych powtórzyłem w dniach 12-13 marca 2002 roku i jest ono zawarte w książce pt. „Przed sądem” (Wyd. Adam Marszałek – Toruń). Zeznawali pozostali oskarżeni (w międzyczasie niektórzy z nich zmarli). Przesłuchano dotychczas około 1000 świadków. Z przesłuchania, a właściwie odczytania zeznań pozostałych 2500 – sąd zrezygnował. Obecnie trwa odczytywanie materiałów dowodowych. Na długotrwałość procesu m.in. wpłynęły złożone, czasochłonne kwestie organizacyjno – formalne, ciężkie schorzenia sędziego oraz niektórych oskarżonych. Moje, usprawiedliwione zresztą, absencje były nieliczne. W sumie przesiedziałem na sali sądowej setki godzin, co w moim wieku (wkrótce 87 lat) oraz przy różnych dolegliwościach jest bardzo trudne.
18 października 2004 roku zostało wszczęte śledztwo przez Prokuraturę IPN, w rezultacie którego powstał akt oskarżenia mnie oraz jeszcze kilku osób o „kierowanie (udział) w zorganizowanym związku przestępczym o charakterze zbrojnym” (art. 258 kk – stosowany wobec bossów bandyckich grup i mafii). Po wysłuchaniu aktu oskarżenia, złożyłem wyjaśnienia na rozprawach we wrześniu i październiku 2008 roku. Wyjaśnienia te zostały opublikowane w książce pt. „Być może to ostatnie słowo” (Wyd. Comandor). Proces trwa. Niezawisłe sądy, rozpatrujące bardzo wnikliwie i skrupulatnie wymienione sprawy, nie wydały jeszcze orzeczeń. Jednakże Sejm RP, ustawą z 23 stycznia 2009 roku, wymierzył mnie oraz nielicznym już członkom Wojskowej rady Ocalenia Narodowego faktycznie karę, ograniczającą uprawnienia emerytalne przysługujące wszystkim byłym żołnierzom zawodowym. 
Zarówno w czasie prac Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, jak też w trakcie wspomnianych rozpraw sądowych często uczestniczyli, a następnie składali publiczne relacje przedstawiciele mediów. Dlatego też twierdzenie pana Rafała Ziemkiewicza „że przez 20 lat wygłoszono wiele mów w obronie Jaruzelskiego, ale mowy oskarżenia wygłosić dotąd nie było można” – jest po prostu niegodziwym nadużyciem. Tym bardziej, że „na pełnych obrotach” pracuje potężny IPN. Dociera szerokim frontem do mediów, szkół, bibliotek. Pojawiają się od lat liczne audycje, biuletyny, filmy, książki, publikacje, wystawy, itd., w tym „dyżurne” zdjęcia, przywoływane zwłaszcza wokół kolejnych rocznic. Tu jedynie wspomnę o corocznych demonstracjach przed moim domem w nocy 12/13 grudnia. Biorą w nich udział w zdecydowanej większości ludzie młodzi, wychowani już w demokratycznej Polsce, których w czasie stanu wojennego nie było jeszcze na świecie. Co więcej – w demonstracji grudniowej ub. roku po raz pierwszy pojawiło się hasło „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. W 1981 roku brzmiało to groźnie – dziś nie wiem jak je nazwać. Tym bardziej, iż w tymże tłumie śpiewano również Rotę, a więc „tak nam dopomóż Bóg”. To haniebne zestawienie – Bóg miałby pomagać w wieszaniu komunistów. 
Wreszcie zamach, którego obiektem stałem się w październiku 1994 roku we Wrocławiu. Działacz „Solidarności” RI „wymierzył w ten sposób sprawiedliwość” na mojej osobie z powodu rzekomej niesprawiedliwości, która w latach 80. spotkała go ze strony naczelnika gminy. Zostałem poważnie ranny, było zagrożenie życia. Operacja trwała cztery godziny. W zeznaniu przed prokuratorem z Wrocławia, podejmującym śledztwo z urzędu, prosiłem o niewszczynanie sprawy, oświadczyłem, iż pretensji nie wnoszę, sprawcy wybaczam. Powtórzyłem to przed Prokuraturą w Warszawie. Wreszcie, o uniewinnienie apelowałem w sądzie. W rezultacie wyrok był symboliczny – w zawieszeniu.
Piszę o tych sprawach, ażeby wykazać, iż wbrew temu co twierdzi Rafał Ziemkiewicz, a także różni politycy i publicyści, minione 20 lat nie było dla mnie okresem „rozgrzeszenia”. Nie pozuję przy tym na uciśnioną niewinność. Nie unikam samokrytycznych ocen, ale odrzucam kłamstwa, pomówienia i posądzenia, których w filmie „Towarzysz generał” jest pełno”.

3) W odpowiedzi na stwierdzenie red. Rafała Ziemkiewicza, że  autorzy filmu  „Towarzysz generał” postawili na prostą prezentacje faktów,  Gen. Wojciech Jaruzelski odpowiada:

„Redaktor Rafał Ziemkiewicz pisze, iż autorzy filmu przedstawili fakty. Pamiętam takie żartobliwe powiedzenie „Cytatami z Biblii można napisać Manifest Komunistyczny”. Można też odpowiednio preparować fakty, przedstawić ich karykaturę. Film obfituje w ewidentne konfabulacje, a także fałszywe, często ignoranckie, infantylne interpretacje. Jaskrawie tendencyjny i selektywny jest dobór materiału filmowego. Oczywiste jego „wyczyszczenie” z jakichkolwiek okoliczności i faktów przemawiających na moją korzyść. W tym kontekście znamienne jest pominięcie relacji, licznych kontaktów z władzami Kościoła w staraniach na rzecz porozumienia narodowego, zarówno przed 13 grudnia 1981 roku, jak też do końca lat 80. Inspiratorzy i autorzy filmu sięgnęli też po „brudną broń”. Użyli jako swego rodzaju lidera wodzireja Lecha Kowalskiego. Jego negatywne, merytoryczne i etyczne kwalifikacje obnażam w 407 stronicowym (wraz z załącznikami) materiale, skierowanym w czerwcu 2003 roku do ówczesnego przewodniczącego Kolegium IPN, a także do wielu innych adresatów. Poruszane w filmie wątki były już nie raz wyjaśniane, zarówno w mediach, jak też w innych formach. Zostały kompetentnie merytorycznie naświetlone i ocenione różnego rodzaju okoliczności, a zwłaszcza historyczno – międzynarodowe uwarunkowania. Dla filmu istnieją one tylko w czarno – białym kolorze. Nagminne jest „odgrzewanie” w postaci zbitki, koncentratu oraz jadowitego komentarza – różnych znanych od dawna sytuacji i wydarzeń, rutynowych faktów, wynikających z realiów ówczesnego, podzielonego antagonistycznie świata. Film jest wręcz klinicznym przykładem tendencyjnej realizacji tzw. polityki historycznej, historii pisanej „toporem”. Jeśli mówię to ja, może pojawić się riposta – a jak było kiedyś w tej materii? Tak, było źle, nieraz nawet bardzo źle. Ale teraz miało być inaczej – przejście z krainy fałszu do krainy prawdy. Wolność słowa jest wielką, demokratyczną wartością. Jej koniunkturalne nadużywanie, w celach niegodziwych, jest tej wolności bezwstydną odwrotnością”.

4) W odpowiedzi na stwierdzenie red. Rafała Ziemkiewicza, że „.. miliony Polaków  współtworzyły  PRL lub nie walczyły z nim. Z różnych przyczyn. Bo byli od dzieciństwa indoktrynowani, bo byli sterroryzowani, bo nie mieli nadziei na wolność a musieli  jakoś żyć, utrzymać rodziny”,  Gen. Wojciech Jaruzelski odpowiada:


„Rafał Ziemkiewicz twierdzi, iż miliony Polaków były od dziesięcioleci indoktrynowane i sterroryzowane. Można więc odczytać, iż w rezultacie tej indoktrynacji oraz „terroru” stali się bezmyślni i bezwolni. Są to brednie. Naród, społeczeństwo – nie tylko zresztą nasze – było, jest i będzie zawsze w różny sposób podzielone. Chodzi jedynie o to, ażeby nie były to podziały antagonistyczne, a dziejące się w ramach reguł demokratycznego państwa. To właśnie wspólnymi siłami, zostało zainicjowane przy Okrągłym Stole i jest już przez 20 lat – z różnymi zresztą powodzeniem – realizowane. I tu puenta. Oczywiście ja jestem czołowym obiektem napaści, ale też bardziej lub mniej bezpośrednio dotyczy to bardzo wielu osób i środowisk, a zwłaszcza wojska, jego kadry. Dalekosiężnym jednak celem uderzenia autorów filmu oraz jego rzeczników jest droga kompromisu, porozumienia, w tym zasłużone postacie historycznej „Solidarności”. Jestem przekonany, iż nasze społeczeństwo ma wystarczająco wiele rozsądku, ażeby właściwie ocenić całą perfidię filmu oraz tych kręgów, które widzą w nim „amunicję” dla realizacji swych politycznych celów”.
Na zakończenie Pan Gen. Wojciech Jaruzelski pisze: „Szereg poruszonych w filmie wątków dotyczy różnych etapów mojego życia. Mówiłem, opisywałem je wielokrotnie. Większość z nich film podejmuje tendencyjnie, powierzchownie. Pełne, merytoryczne ustosunkowanie się w tym liście jest niemożliwe. Postaram się uczynić to odrębnie, w stosownym opracowaniu. Nie będzie to materiał przyjemny, a raczej wstydliwy dla twórców i sympatyków filmu”.

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

Rafał Ziemkiewicz kontra Gen. Jaruzelski /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 09-02-2010 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***********

W Rzeczpospolitej z 03.02.2010 r. ukazał się felieton znanego prawicowego publicysty Rafała Ziemkiewicza pt. „Nie byłem sam, mówi Jaruzelski” w którym nawiązał  do filmu „Towarzysz generał” wyemitowanego w dniu 1 lutego 2010 r. w programie  TVP 1.
Rafał Ziemkiewicz szczególnie agresywnie odniósł się do słów Pana gen. Wojciecha Jaruzelskiego, protestującego przeciwko  emisji tego filmu:  „ Nie byłem przecież sam…..Wojsko, partia, stronnictwa polityczne oraz lojalni wobec państwa  bezpartyjni obywatele. To  przez ponad  cztery dziesięciolecia  było wiele  milionów. Autorzy  filmu traktują  ich jak bezwolne manekiny, którymi manipulował Jaruzelski”.
Rafała Ziemkiewicza napisał, że poraża cynizm i niegodziwość tych słów, ponieważ co prawda miliony Polaków współtworzyły PRL lub nie walczyły, ale dlatego, że byli od dzieciństwa indoktrynowani, sterroryzowani, nie mieli nadziei na wolność.  Określa Pana gen. Jaruzelskiego byłym dyktatorem dyrygującym całym niewolących Polaków aparatem indoktrynacji i przemocy, którego nie wybrali w demokratycznych wyborach.

Natomiast mnie – podobnie jak i miliony porządnych i uczciwych Polaków – porażają słowa Rafała Ziemkiewicza skierowane przeciwko Panu gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu.
Czy Pan Rafał Ziemkiewicz- wytrawny publicysta – nie zdaje sobie sprawę, że: 

1) W Polsce, po 1989 r., jest dyktatura kościoła katolickiego i trwa nieustanna indoktrynacja obywateli. Kościół katolicki jest wspierany przez państwo wyznaniowe.

2) W okresie PRL, po 1956 r., opozycjonistów ani ich rodzin, na przykład, nie pozbawiano mieszkań. Teraz zwykli ludzie tracą dorobek całego życia, ponieważ utracili pracę lub wykupili ich kamienicznicy, którzy odcinają im prąd, gaz, wodę.
Biografie polskich opozycjonistów – intelektualistów pokazują, że zdecydowana większość z nich  nie traciła możliwości kontynuowania pracy naukowej.  Zwykli opozycjoniści zakładali prywatne firmy.
Generalnie, w okresie PRL utrata pracy nie stanowiła większego problemu, bo było jej pod dostatkiem. Teraz jest inna sytuacja. Ale rozumiem, że Rafał Ziemkiewicz, b. rzecznik prasowy Unii Polityki Realnej, może w inny sposób niż miliony Polaków,  widzieć sposoby niewolenia społeczeństwa polskiego.

3) Funkcjonującą w Polsce formalna wielopartyjność ma niewiele wspólnego ze społeczeństwem obywatelskim i nie odpowiada potrzebom takiego społeczeństwa.  Służy jedynie do mamienia obywateli, że mogą w obecnym systemie wielopartyjnym wpływać na swój los. Jest to system prawie zamknięty na nowe partie i ugrupowania polityczne z powodu niekorzystnej dla mniejszych partii ordynacji wyborczej i sposobu finansowania.  Ten quasi-demokratyczny system polityczny wspierany przez wielkie koncerny medialne – powiązane z grupami politycznymi i biznesowymi – wręcz uniemożliwia prezentowania poglądów antyklerykalnych, antyneoliberalnych i pro-pracowniczych. Te poglądy nie interesują media tzw. głównego nurtu, które wola zajmować się tematami – często miałkimi – podsuwanymi im przez partie prawicy.
Ludzie przestają chodzić na wybory, ponieważ są przekonani, że partie polityczne, które do tej pory rządziły Polską są na tyle zdegenerowane, że i tak nic nie będą robiły dla zwykłego obywatela. Oczywiście o ile ten obywatel nie jest partyjnym kolesiem.

Panie Generale, miliony Polaków są z Panem.

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

Sprostowanie do artykułu w Newsweeku dot. Gen. W. Jaruzelskiego 17.12.2010 /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 17-12-2010 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

…………………

Nie można zgodzić się z twierdzeniem francuskiego publicysty Guya Sormana, że Pinochet był jak Jaruzelski, ponieważ przekazał władzę dobrowolnie.  Najpierw oddał prezydenturę, potem przestał być dowódca armii, ale zachował fotel senatora.

Są zdecydowane różnice pomiędzy Panem gen. Wojciechem Jaruzelskim a gen. Augusto Pinochetem.

W Chile podczas dyktatury Pinocheta zginęło przeszło 3 tys. osób. Uwzględniając różnice w liczbie ludności Polski i Chile należy stwierdzić, że można by było porównywać generała Jaruzelskiego do Pinocheta pod warunkiem, że od 1980 r. do 1990 r. zostałoby zamordowanych, przez wojsko i Służbę Bezpieczeństwa, około  4.450 osób. Tymczasem w Polsce zginęło i umarło łącznie 56 osób.

Gay Sorman nie powiedział, że fotel senatorski Augusto Pinocheta był dożywotni i miał mu gwarantować również dożywotni immunitet.
Gay Sorman zapomniał wspomnieć, że Pinochet zdefraudował dla siebie i swojej rodziny-podczas swoich rządów – miliony dolarów, które umieścił na kontach w zagranicznych bankach.

Tymczasem Pan gen. Wojciech Jaruzelski nie zadbał o dożywotni immunitet ani też nikt nie może powiedzieć, że zdefraudował jakiekolwiek pieniądze.  Gdyby tak było, to ipeenowscy naukowcy i prokuratorzy ujawniliby to z prawdziwą satysfakcją.

(„Sprawiedliwość interesuje nielicznych”, „Newsweek”  51/2010)
Krzysztof Mróź

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

Geopolityczne WIELKIE NIC Lecha Kaczyńskiego /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 19-05-2010 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***********

W artykule „Na wzór Marszałka” (Rzeczpospolita 14.05.2010) Piotr Zychowicz kreuje zmarłego  prezydenta Lecha Kaczyńskiego na ucznia marszałka Józefa Piłsudskiego.

Podobieństwami, według autora, są, między innymi:

1)dążenie przez Lecha Kaczyńskiego do  realizacja idei  jagiellońskiej dostosowanej – według autora artykułu –  do realiów XXI wieku.

2) stosunek Lecha Kaczyńskiego do historii,  a szczególnie do  powstań. Józef Piłsudski był wychowywany w najwyższym szacunku do  powstania styczniowego a później on sam  kultywował o nim pamięć.  Lech Kaczyńskim zachował pamięć o powstaniu warszawskim 1944 r.  w którym walczył jego ojciec. Jako prezydent Warszawy  przyczynił się do wybudowania  muzeum tego powstania,  a jako  Prezydent RP odznaczył,  jeszcze żyjących, jego   uczestników.

Zastanówmy się, czym jest a czym nie,   ta cała nowoczesna idea jagiellońska Lecha Kaczyńskiego. Początkowo wydaje się, że jest to blok, silnie ze sobą powiązanych,  niezależnych, państw takich jak: Polska, Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia.
Ten blok byłby ściśle sprzymierzony z państwami Kaukazu.  Cóż, pomysł jak pomysł. Można go jednak traktować jako podstawę do krytycznej dyskusji.
Rzecz zaczyna być jednak  bardzo niepokojąca,  gdy w artykule pojawia się pojęcie „wielonarodowej Rzeczpospolitej”.   Jak pisze Piotr Zychowicz, Lech Kaczyńskim wraz z innymi przywódcami żartował na temat restauracji I Rzeczpospolitej podczas lotu  Tupolewem na Kaukaz  w 2008 r.

Ładne żarty. Pierwsza Rzeczpospolita była państwem, na której terytorium żyło, co prawda, kilkanaście narodów, ale  nie ma to nic wspólnego ze związkiem  równoprawnych państw narodowych. Część z tych narodów( grup wyznaniowych)  czuła się obco w tamtej Rzeczpospolitej. Zwłaszcza po zwycięstwie  kontrreformacji. Nic dziwnego, że te „żarty” zbiegły się  z podkreślaniem odrębności narodowej przez Ukraińców, Litwinów i Białorusinów. 
Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko zafundował po tym słynnym locie i żartach Lecha Kaczyńskiego bardzo przykry prezent swojemu mentorowi Lechowi. Zaczął aktywnie honorować banderowców i nadał tytuł Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze.
Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że liczba ofiar nacjonalistów ukraińskich  jest kilkanaście razy większa niż ofiar w Katyniu. Jednak Lech Kaczyńskim głośno krzyczał tylko w tej drugiej sprawie, ponieważ można było zaatakować Rosjan.  Nie potępiał jednak swojego przyjaciela Juszczenki gloryfikującego ukraińskich zbrodniarzy.

Na Litwie, urzędnicy litewscy dyskryminują polska mniejszość zabraniając jej używania polskich nazwisk jak również polskich nazw ich firm. Nie wolno mieć nawet nazw dwujęzycznych. Wcześniej toczyła się wojna o dwujęzyczne nazwy ulic na Wileńszczyźnie.

Na Białorusi prezydent Łukaszenko nie dopuścił do organizowania przez CIA, tzw.  kolorowych i kwiatowych rewolucji. Tym bardziej nie przejmował się mrzonkami Lecha Kaczyńskiego.

Łotwa i Estonia są powiązane gospodarczo, i coraz bardziej politycznie, z państwami skandynawskimi.

Na Kaukazie Lech Kaczyńskim miał tylko wsparcie  w znanym nam   Saakaszwilim,  wspieranym przez USA i Izrael.

Co do powstania warszawskiego to jego pisowska wersja budzi w każdym normalnie myślącym człowieku irytację, ponieważ nie bierze pod uwagę, że wywołanie przez kierownictwo Armii Krajowej powstania, przy koncepcji dwóch wrogów, musiało skończyć się klęską, wyniszczeniem ludności cywilnej i pełnym zniszczeniem miasta. 
Powstanie było skierowane militarnie przeciwko Niemcom ale politycznie przeciwko Rosjanom. Kuriozalnie brzmią, więc wyjaśnienia, że, pomimo takiej postawy, liczono na pomoc wojsk radzieckich. Zresztą, kierownictwo Armii Krajowej wiedziało o fiasku współpracy jej oddziałów z formacjami radzieckimi, na ówczesnych wschodnich terenach Polski. Jeżeli doda się do tego wysłanie w lipcu 1944 r. części uzbrojenia do oddziałów poza Warszawą, niezbyt dobrze przygotowany plan działań powstańczych i rozpoznania sił przeciwnika – co świadczy o lekkomyślności dowództwa – to stanie się oczywiste, że powstanie musiało skończyć się katastrofą.

Powstałe Muzeum Powstania Warszawskiego powinno być przede wszystkim pomnikiem cywilnej ludności Warszawy – w tym dzieci – poległej w powstaniu i stanowić przestrogę przed pochopnym szafowaniem życiem ludzkim i dorobkiem kulturalnym narodu. Dlatego z dużym zdumieniem i smutkiem  czyta się list prof. Lech Kaczyńskiego Prezydenta Warszawy, umieszczony na stronie internetowej Muzeum, w którym nie ma ani jednego słowa o cywilnych ofiarach powstania. Tylko o powstańcach.

To, co pozostawił po sobie Lech Kaczyński,  zwłaszcza w dziedzinie myśli geopolitycznej, to – w mojej ocenie-  WIELKIE NIC. Dlatego też,  NIE  POWINNO SIĘ KONTYNUOWAĆ JEGO „DZIEŁA”.

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

Ks. Popiełuszko nie jest męczennikiem /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 09-06-2010 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

***********

Ks. Jerzy Popiełuszko nie jest męczennikiem, ponieważ nie zginął za wiarę, lecz z powodu swojej działalności politycznej. Był też, prawdopodobnie, ofiarą rozgrywek polityczno-personalnych w ramach ówczesnego aparatu władzy. Jego śmierć była wymierzona w ekipę gen. Jaruzelskiego.

Należy pamiętać, że stan wojenny został zakończony w lipcu 1983 r. i ekipa Generała zaczęła dogadywać się, z co bardziej rozsądną częścią opozycji solidarnościowej. Zacietrzewienie i fala strajkowa opadły. Tragiczna śmierć ks. Popiełuszki, przy odpowiednim jej przedstawieniu, mogła wywołać falę strajków, krwawe starcia uliczne i pogrzebać nadzieje Gen. Jaruzelskiego na pojednanie narodowe. Oczywiście znanemu nam wszystkim środowisku nie przeszkadza to w obsikiwaniu butów Generała i dążeniu do obarczaniu Go wina za śmierć księdza.

Oczywiście, jeżeli Generał Jaruzelski miałby odpowiadać za śmierć ks. Popiełuszki,to – kierując się tą samą logiką – Prymas Glemp powinien ponosić odpowiedzialność za śmierć sierż. Zdzisława Karosa, który w lutym 1982 r. został zaatakowany w drodze do pracy(pracował w ochronie ambasad)  przez dwóch młodych członków organizacji Powstańcza Armia Krajowa – Druga Kadrowa.   Ich opiekunem był ksiądz Sylwester Zych, który przechowywał broń i dawał zabójcom fałszywe alibi.

Sierżant Karos pozostawił żonę i dwoje małych dzieci.

Czytając w Rzeczpospolitej z  07.06.2010 r. przemówienie delegata Benedykta XVI  abp.  Angelo Amato nie można oprzeć się wrażeniu, że próbuje się,  na siłę,  znaleźć powody do beatyfikacji i zrobienia z Popiełuszki męczennika za wiarę. I tak abp. Angelo Amato mówi:    „ Ksiądz Popiełuszko był po prostu wiernym katolickim kapłanem, który  bronił swojej godności  jako sługi Chrystusa i Kościoła oraz wolności tych, którzy, podobnie jak  on, byli ciemiężeni  i upokorzeni. Ale religia, ewangelia, godność  osoby ludzkiej, wolność  nie były  pojęciami  zgodnymi z ideologią marksistowską.  To właśnie dlatego  rozpętał się przeciw niemu niszczący gniew  wielkiego kłamcy, nieprzyjaciela Boga i ciemiężcy ludzkości, tego,  który nienawidzi prawdy i szerzy kłamstwo” („Bronił  godności i wolności” Rz.07.06.2010).

Powiem tak, jeżeli ktoś pamięta ten 1984  rok to doskonale zdaje sobie sprawę, że słowa abp. Angelo Amato nie mają żadnego odniesienia do tamtej rzeczywistości.  
Dodatkowo abp. Angelo Amato próbuje wykorzystać Popiełuszkę do odwrócenia uwagi od przeszłych i obecnych przestępstw tej organizacji. 

Arcybiskupie Angelo Amato, zamiast tracić czas na mydlenie ludziom oczu proszę poświęcić swoją energię na potępienie lobby watykańskiego, które wspierało Pinocheta.
Proszę się zająć tymi, którzy w Watykanie i kościele katolickim chronili, i nadal chronią, kościelnych pedofilów.   

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

 

Panie Prezydencie Kaczyński – tylko wszechstronna wiedza Pana wyzwoli /Historia bez IPN/

Artykuł był opublikowany 01-03-2009 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

****************

Jak podał portal Wirtualna Polska w dniu 28 lutego 2009 r. w informacji pt. „Prezydent: prawda o tragedii nas wyzwoli” Prezydent Kaczyński wraz z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką uczestniczyli w uroczystości 65. rocznicy mordu polskich mieszkańców wsi Huta Pieniacka koło Lwowa.

Uroczystości poświęcone były pamięci około tysiąca polskich mieszkańców Huty, zamordowanych 28 lutego 1944 r. Według strony polskiej zbrodni dokonali Ukraińcyz SS-Galizien i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

Podczas wizyty na Ukrainie prezydent Lech Kaczyński miał stwierdzić, podaję za portalem Wirtualna Polska, że  tragedia Huty Pieniackiej nie wydarzyłaby się bez przyzwolenia i inspiracji ze strony sił trzecich – dwóch zbrodniczych totalitaryzmów, które doprowadziły do tego, że uciemiężone przez nich narody stanęły przeciw sobie. Dodał, że prawda o tych wydarzeniach, tak jak mówi Ewangelia, „wyzwoli nas”.

 Panie Prezydencie uważam, że Pańska wiedza, i siłą rzeczy prawda, na temat przyczyn wzajemnych niechęci, i w konsekwencji zbrodni, jest, mówiąc delikatnie, niepełna. Zachęcam do zapoznania się z artykułem dr Pawła Boreckiego z Uniwersytetu Warszawskiego „Hańba i wstyd – jak w II RP burzono prawosławne cerkwie”

 

Panie Prezydencie, nie głosowałem na Pana i jestem zdecydowanym przeciwnikiem formacji politycznej, z której się Pan wywodzi. Nie mogę jednak zapomnieć, że jest Pan Prezydentem Polski a wiec mojej ojczyzny. Nie jest mi więc obojętne, jaką reprezentuje Pan wiedzę o otaczającej nas rzeczywistości, historii Europy – a w tym naszego regionu.

Panie Prezydencie, urodziłem się w Przemyślu, mieście gdzie jeszcze wiele lat po II wojnie światowej pamiętano o okrucieństwach UPA a największą obelgą było nazwanie kogoś Ukraińcem.  Rodziny polskie, w tym moją, wywiezione na Wołyń przez Rosjan, uchroniły, kilkakrotnie, przed UPA oddziały wojsk węgierskich, które tam, w tym czasie, stacjonowały.


Nie nalezę również do ludzi, którzy nadstawiają drugi policzek lub łatwo wybaczają. Jestem jednak z wykształcenia historykiem i żyłem przez kilkanaście lat na pograniczu przynajmniej dwóch kultur.  Wiem, do czego prowadzą waśnie narodowe. Jak są groźne mogliśmy się przekonac, i nadal możemy, na przykładzie b. Jugosławii.

Dlatego Panie prezydencie Kaczyński będę się zdecydowanie przeciwstawiał uproszczonej wizji konfliktu pomiędzy częścią społeczeństwa polskiego i ukraińskiego.  
Dodam, że pomimo wywiezienia na Wołyń przez Rosjan części członków mojej rodziny nie reprezentuję postawy antyrosyjskiej.

Krzysztof Mróź     

Hańba i wstyd – jak w II RP burzono prawosławne cerkwie

Akcja burzenia prawosławnych cerkwi na południowym Podlasiu i Chełmszczyźnie wiosną i latem 1938 roku stanowi jedną z najciemniejszych kart w dziejach II Rzeczypospolitej, pomimo tego jest wciąż praktycznie nieznaną opinii publicznej. Ta bezprawna praktyka nie była wydarzeniem incydentalnym. Wyrastała w filozofii polityki wyznaniowej okresu międzywojennego, ściśle powiązanej z polityką narodowościową. Stanowiła konsekwencję konfesyjnego charakteru państwa polskiego w latach 1918-1939 oraz stereotypów prowadzących do utożsamienia religii z narodowością. Znalazła przy tym podatny grunt w konfrontacyjnej postawie Kościoła katolickiego wobec Prawosławia.

I. „Dziedzictwo Hurki i Sołtana”

Odrodzona w 1918 r. Rzeczpospolita Polska była państwem wielonarodowościowym i wielowyznaniowym, w którym zróżnicowanie konfesyjne w znacznym stopniu odpowiadało podziałom narodowościowym. Prawosławie stało się drugim co do wielkości wyznaniem w kraju. W 1921 r. Kościół prawosławny skupiał 3,8 mln. wiernych, w tym 1,5 mln. Ukraińców, 900 tys. Białorusinów i ok. 700 tys. tzw. tutejszych. Składał się z 5 diecezji i ok. 1500 parafii (w 1935 r. – 1304 parafie i ok. 1800 duchownych), położonych głównie na terenie byłego zaboru rosyjskiego. Ponadto istniało 11 monastyrów męskich i 5 żeńskich, spośród nich najważniejszy był monastyr w Poczajowie. W sumie było 180 zakonników i zakonnic. Absolutną większość prawosławni tworzyli na terenie województw: poleskiego – 875 800 (77,4% ludności), wołyńskiego – 1 455 900 (69,8%) i nowogródzkiego – 542 300 (51,3%). W województwie lubelskim zamieszkiwało 210 400 osób tego wyznania, czyli 8,5% populacji. Ale na Chełmszczyźnie było aż 144,3 tys. prawosławnych. W samym powiecie hrubieszowskim ten odsetek wynosił 78%.

Władze odrodzonego państwa polskiego u progu jego istnienia postrzegały Kościół prawosławny jako pozostałość struktur Cesarstwa Rosyjskiego, którą należało przezwyciężyć, a w najlepszym razie ograniczyć. Kiedy mowa o Cerkwi – pisał w owym czasie Wiktor Piotrowicz – niejeden zapewne człowiek uchodzący za kwiat inteligencji, wyrzuca jednym tchem jakże znaną formułę, że Cerkiew prawosławna jest rozsadnikiem rosyjskości, ostoją dawnej carskiej reakcji. Potwierdzał to szczególnie dekret z 16 grudnia 1918 r. w przedmiocie przymusowego zarządu państwowego. Na mocy tego aktu prawnego przejęto w zarząd państwowy, niejako na równi z majątkiem ordynacji książąt warszawskich hrabiów Paskiewiczów Erewańskich, także majątek pocerkiewny oraz stanowiący uposażenie duchowieństwa prawosławnego. Sformułowano zatem czytelną aluzję traktowania przez władze państwowe Kościoła prawosławnego na równi z innymi reliktami instytucji zaborczych.

Pomimo dość liberalnych przepisów wyznaniowych Konstytucji marcowej, państwo polskie w istocie w relacjach z Kościołem prawosławnym „weszło w buty” rosyjskiego zaborcy. Głęboko ingerowało w życie wewnętrzne Cerkwi. Uważano to za rzecz oczywistą, nawet jeśli owa ingerencja nie miała podstaw prawnych. Taką optykę odzwierciedlał zwłaszcza wydany dopiero 18 listopada 1938 r. dekret Prezydenta RP o stosunku Państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Był on najbardziej rygorystyczny i restrykcyjny spośród wszystkich wydanych w okresie międzywojennym przepisów o stosunku państwa do kościołów i związków wyznaniowych. Władze państwowe mogły w szczególności żądać odwołania ze wszystkich stanowisk duchownych i zakonnych a także świeckich pracowników Kancelarii Metropolity i konsystorzy diecezjalnych. Nawet wizytacja parafii przez biskupa wymagała powiadomienia wojewody. Swą represywnością wspomniana regulacja przewyższała osła-wiony dekret Rady Państwa z 10 lutego 1953 r. o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych. Politykę wyznaniową II Rzeczypospolitej cechowała zatem generalnie nieufność wobec prawosławia, jego hierarchii i kleru.

II. Rewindykacje

W okresie międzywojennym w Polsce miały miejsce trzy fale „rewindykacji” prawosławnych świątyń. Pierwsza, w latach 1918-1924, była niejako najbardziej „naturalna”, stanowiła częściowo reakcję Polaków na dziesięciolecia ucisku narodowościowego ze strony prawosławnej carskiej Rosji. Katolicy zajmowali cerkwie na podstawie decyzji władz centralnych czy lokalnych, a często z własnej inicjatywy, za zezwoleniem hierarchii Kościoła Katolickiego. Do 1924 r., według ustaleń prof. Mirosławy Papierzyńskiej-Turek, Kościół katolicki rewindykował w 70% żywiołowo, bez zgody władz, 175 świątyń pounickich i 140 połacińskich, z 640 cerkwi pounickich i 240 połacińskich czynnych w 1914 r. Symbolem tego okresu była rozbiórka, po ponad czteroletnich publicznych dyskusjach, Soboru Aleksandra New-skiego w Warszawie na Placu Saskim, w roku 1923.

Druga fala rewindykacji – w drodze postępowania sądowego została zapoczątkowana, gdy w sierpniu 1929 r. episkopat rzymskokatolicki złożył 755 pozwów do sądów okręgowych w Polsce wschodniej i północno-wschodniej o zwrot 202 obiektów połacińskich oraz 553 pounickich. Roszczenia dotyczyły około połowy posiadanych jeszcze przez prawosławie świątyń i klasztorów. W szczególności domagano się wydania soborów katedralnych w Krzemieńcu, Łucku, Pińsku, klasztorów a nawet Ławry Poczajowskiej czy klasztoru w Jabłecznej. Sąd Najwyższy w wyroku z 23 stycznia 1934 r. uznał jednak drogę sądową za niewłaściwą. Władze obawiały się zapewne rozruchów na tle religijnym oraz skandalu międzynarodowego w związku z nagłośnieniem opisywanej akcji przez środowiska ukraińskie za granicą. W 1929 r. aktualny stał się problem burzenia cerkwi na terenie Lubelszczyzny. Tamtejszy wojewoda Antoni Remiszewski, po ustaleniu prowizorycznej sieci parafii, planował zburzenie 97 „zbędnych” świątyń. Zdołano zniszczyć jedynie 23 ze względu na narastające protesty miejscowej ludności. Pomimo tego, jak podaje Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska, w latach 1918-1933 Kościół prawosławny stracił ok. 500 cerkwi, w tym 346 na Chełmszczyźnie i Podlasiu. Z tej liczby wyświęcono na kościoły katolickie 137 świątyń, 104 zamknięto a 91 zniszczono.
Ostatnia fala „rewindykacji” prawosławnych świątyń i dusz została zapoczątkowana w 1936 r.

III. „Dzieci na semaforach i zwrotnicach”

W drugiej połowie lat trzydziestych polityka państwa wobec prawosławia uległa, w związku z polityką narodowościową, wyraźnemu zaostrzeniu. Wówczas jedną z głównych z głównych instytucji państwowych zaangażowanych w kształtowanie polityki narodowościowej stało się wojsko. Drogą do asymilacji mniejszości narodowych i etnicznych miało być spolszczenie życia religijnego poszczególnych wyznań. Wówczas w znacznym stopniu martwą literą prawa stały się przepisy konstytucji kwiet-niowej z 1935 r. głoszące, że wartością wysiłku i zasług obywatela na rzecz dobra powszechnego mierzone będą jego uprawnienia do wpływania na sprawy publiczne. Ani pochodzenie, ani wyznanie, ani płeć, ani narodowość nie mogą być powodem ograniczenia tych uprawnień.

Na odprawie dowódców Okręgów Korpusów 2 lipca 1936 r. Minister Spraw Wojskowych stwierdził, że państwo polskie musi dążyć do poddanie wyznawców poszczególnych wyznań pod asymilacyjny wpływ kultury polskiej […] a tam gdzie to jest możliwe […] proces spolszczenia się na terenie życia religijno-kościelnego otoczyć wyraźną i zdecydowaną opieką.

Za najlepszą gwarancję polonizacji ówczesne władze uznały przyjęcie katolicyzmu w obrządku łacińskim. W szczególności żywioł polski miał opanować tereny między Wieprzem a Bugiem.

Najbardziej spektakularnym i brutalnym momentem akcji polonizacyjno-rewindykacyjnej stało się burzenie cerkwi latem 1938 r. Państwo Polskie podjęło wówczas otwartą walkę z prawosławiem. Co prawda Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w 1937 r. rozważało wyburzenie cerkwi na Lubelszczyźnie, nie wykazało wszakże większej operatywności w tej dziedzinie. Akcję, pod kierownictwem wojska, zaczęto przygotowywać już wiosną 1938 r. Od połowy marca przystąpiono do zamykania cerkwi. Likwidowano oficjalnie istniejące parafie. Usuwano tzw. duchownych nieetatowych, zabraniano tworzenia stowarzyszeń prawosławnych. Prasa prorządowa pisała o „zagrożeniu ukraiń-skim” na Chełmszczyźnie. Kościół prawosławny był oskarżany o działalność rusyfikacyjną i ukrainizacyjną. Od wiosny 1938 r. rozpoczęto akcję zastraszania prawosławnej ludności ukraińskiej. Coraz częstsze były szykany ze strony administracji. Wywierano szantaż uzależniając dokonanie czynności administracyjnych od przejścia na katolicyzm. Organizowano oficjalne uroczystości przejścia prawosławnych na katolicyzm z udziałem wojska i administracji państwowej. Wobec sprzeciwiających się stosowano groźby i represje.

Proceder burzenia prawosławnych obiektów sakralnych rozpoczął się w maju 1938 r. i zakończył bynajmniej nie w wyniku protestów, lecz osiągnięciem założonych celów 16 lipca 1938 r. Oficjalna argumentacja dla niszczenia cerkwi na Lubelszczyźnie była następująca: w wielu miejscowościach, w których nie ma prawosławnych, znajdują się niepotrzebne, niszczejące cerkwie, pobudowane w celach rusyfikacyjnych w okresie rozbiorowym; należy je zburzyć, by nie przypominały czasów niewoli. Faktycznie u podstaw tej decyzji – jak uważa Małgorzata Papierzyńka-Turek – leżała, podobnie jak w latach 1929-1930, walka z ruchem ukraińskim. Według danych Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie zburzono w 1938 r. 127 świątyń, w tym 91 cerkwi, 10 kaplic, 26 domów modlitw. Jedną cerkiew pozo-stawiono w stanie ruiny. Cztery cerkwie i cztery kaplice przekazano dla Kościoła katolickiego. Na Lubelszczyźnie w użytkowaniu Kościoła prawosławnego pozostało zaledwie 49 cerkwi parafialnych i 5 filialnych oraz jeden klasztor. Omawiana akcja była przy tym aktem bezmyślnego wandalizmu. Burzono zabytki kultury materialnej – najstarsze na terenie ówczesnego Państwa Polskiego pomniki architektury cerkiewnej. Zniszczono świątynie: w Białej Podlaskiej – z 1582 r., w Zamościu – z 1589 r., w Kołnyce – z 1578 r., czy wzniesione przed rokiem 1596 cerkwie w Chełmie, w Jarosławcu i Modrynie. Zrujnowana cerkiew w Szczebrzeszynie pochodziła z roku 1184. Zburzono 20 cerkwi wzniesionych już po zakończeniu I wojny światowej. Czasem zagłada spotykała obiekty sakralne, które na mocy decyzji Komisji Mieszanej z 1937 r. zostały przeznaczone na świątynie parafialne. Nie liczono się przy tym całkowicie z potrzebami religijnymi ludności. Spośród zburzonych czynnych cerkwi tylko pięć znajdowało się w parafiach, które liczyły poniżej tysiąca wiernych, czyli poniżej oficjalnego minimum uprawniającego do utworzenia parafii.

Akcja burzenia cerkwi była dokładnie zaplanowana przynajmniej na szczeblu administracji woje-wództwa lubelskiego. Opinia, prezentowana przez ówczesnego naczelnika wydziału narodowościowego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, Henryka Suchenek-Sucheckiego, że działania te jakoby inspirowała agentura Abwery, ulokowana w Sztabie Generalnym WP, jest być może wygodna dla strony polskiej, lecz nie znajduje potwierdzenia w źródłach historycznych. Akcję nadzorował utworzony już 11 grudnia 1936 r. Komitet Koordynacyjny Dowództwa Okręgu Korpusu II w Lublinie. Na jego czele stał gen. Mieczysław Smorawiński, a jego organem wykonawczym był sztab Samodzielnego Referatu Bez-pieczeństwa Wojennego DOK II pod kierownictwem ppłk. Z. Krogulskiego. Kierownikiem akcji na Chełmszczyznę został dowódca 3 Dywizji Piechoty Legionów gen. Brunon Olbrycht, którego w maju 1938 r. zastąpił na tym stanowisku płk Marian Turkowski. W pracach Komitetu Koordynacyjnego wzięli udział przedstawiciele ponad 20 polskich organizacji społecznych województw: lubelskiego i wołyńskiego, ponadto przedstawiciele władz administracyjnych i profesorowie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W owe przedsięwzięcie zaangażowany był także ówczesny wojewoda lubelski Jerzy A. de Tramencourt. O akcji wiedziały i – przynajmniej milcząco – na nią przyzwalały najwyższe władze II Rzeczypospolitej: Prezes Rady Ministrów, Felicjan Sławoj-Składkowski oraz Generalny Inspektor Sił Zbrojnych, marszałek Edward Rydz-Śmigły. 6 lipca 1938 r. zwierzchnik Kościoła prawosławnego w Polsce, metropolita Dionizy, wysłał bowiem do nich dramatyczny telegram, prosząc bezskutecznie o wstrzymanie akcji niszczenia świątyń. Tego samego dnia poseł ukraiński, dr Stefan Baran, po raz pierwszy zabrał głos na forum Sejmu w sprawie niszczenia cerkwi. Tezę, że najwyższe władze państwowe wiedziały i akceptowały ową przestępczą akcję, potwierdza także fakt, iż w całym kraju cenzura starała się nie dopuścić do publikowania informacji i krytycznych opinii na temat burzenia prawo-sławnych świątyń.

Zarządzenia niszczenia cerkwi wydawały powiatowe komitety koordynacyjne. Samą rozbiórkę organizowały zarządy gminne na polecenie starostów, którzy blisko współpracowali z komitetami koordynacyjnymi. Wykonywały ją oddziały straży pożarnej, wojskowe oddziały saperów, wynajęci robotnicy a nawet więźniowie. Rozbiórki odbywały się pod osłoną wojska i policji. Zdarzały się przypadki bezczeszczenia świątyń i cmentarzy. Czasami, przed wyburzeniem, nie kontaktowano się z prawosławnymi duchownymi i przy rozbiórce niszczono całe wyposażenie świątyń, jednocześnie je profanując. Zarazem w stosunku do ludności, nawet biernie w rozpaczy obserwującej akty wandalizmu wobec miejsc dla niej świętych, stosowano przemoc: bito pałkami, kolbami karabinów, szczuto psami. W kilkunastu przypadkach doszło do czynnych wystąpień wiernych w obronie cerkwi. Wówczas, jak pisał Władysław Pobóg-Malinowski, ludność niepolską broniącą dostępu do świątyń, rozpędzano kolbami, bez śmiertelnych wypadków, ale ze strugami krwi.

Akcja niszczenia cerkwi na południowym Podlasiu i Chełmszczyźnie w 1938 r. była całkowicie bezprawna. Pozostawała w ewidentnej sprzeczności z przepisami konstytucji, gwarantującymi obywatelom m.in. wolność sumienia i wyznania, prawo do publicznego wyznawania wiary, czy zakazującymi dyskryminacji ze względu na religię. Ową bezprawność potwierdziło zwłaszcza orzeczenie Sądu Okręgowego w Zamościu w sprawie chłopów z Chmielek (powiat biłgorajski). Chłopi zostali uniewinnieni od zarzutu sprzeciwu wobec zarządzeń władz, a w uzasadnieniu wyroku sędzia Stanisław Markowski stwierdził, że zamknięcie i zburzenie prawosławnej cerkwi nie miało ani prawnych, ani formalnych podstaw i dlatego nie mogło być sprzeciwu prawnym zarządzeniom władz.

Prezes Prokuratorii Generalnej, prof. Stanisław Bukowiecki, w imieniu skarbu państwa gotów był uznać ewentualne roszczenia majątkowe Kościoła prawosławnego z tytułu zniszczenia jego obiektów sakralnych. Perspektywa wypłaty przez państwo wielomilionowych odszkodowań była jednym z głównych powodów uregulowania w latach 1938-1939 statusu prawnego Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.

Tragiczne wydarzenia w Lubelskiem w 1938 r. nie oznaczały jednak zmiany kierunku polityki pań-stwa na tym terenie. 23 lutego 1939 r. podczas konferencji narodowościowej w lubelskim Urzędzie Wojewódzkim wytyczono nowe kierunki polityki narodowościowej na Podlasiu i Chełmszczyźnie. W programie tym stwierdzono konieczność jak najdalej idącego powiększenia, zwłaszcza w powiatach nadbużańskich, polskiego stanu posiadania i wyklarowania oblicza tamtejszej ludności. Chłop nadbużański, czy kolonista niemiecki musi zdecydowanie odpowiedzieć na pytanie silnej władzy państwowej i zjedno-czone społeczeństwa polskiego, że jest Polakiem wyznania rzym.[sko]katolickiego, albo wrogiem państwowości polskiej, narzędziem polityki państw ościennych. Z wrogiem należy już walczyć, nie czekać wojny, a deklarującego się do narodu polskiego oderwać od wszystkiego, co obce polskości.

Realizację przyjętych założeń planowano poprzez program osadniczo-wysiedleńczy, eliminację osób narodowości niepolskiej z głównych dziedzin życia publicznego i ekonomicznego. W przyjętych założeniach jednoznacznie określono stosunek do Kościoła prawosławnego i jego perspektywy na tym terenie stwierdzając, iż eksterminacja prawosławia przez katolicyzm, związany integralnie z narodowością polską, byłaby najbardziej pożądana z punktu widzenia polskiej racji stanu.

Ocenę polityki ówczesnych decydentów obrazowo wyraził Stanisław Cat-Mackiewicz w skonfiskowanym przez cenzurę artykule pt. „Dzieci na semaforach i zwrotnicach” w wileńskim „Słowie” z 31 lipca 1938 r. Widziałem dzieci, które na szynach kolejowych ustawiały piramidkę z kamieni – pisał Cat. Czy to były bardzo złe, bardzo zepsute dzieci? Nie – były to po prostu dzieci. Aż strach pomyśleć, co by mogły one poczynić, gdyby się dostały do semaforów, do zwrotnic, jaką spowodowały by katastrofę. Otóż takie burzenie świątyń prawosławnych to polityka dzieci, które dostały się do sema-forów i zwrotnic.

IV. „Kamienie wołać będą”

Na łonie społeczeństwa polskiego przeciwko zagładzie prawosławnych obiektów sakralnych wystąpiły środowiska lewicowe, zwłaszcza związany z Polską Partią Socjalistyczną „Głos Ludu”, ale także konserwatyści, skupieni wokół wileńskiego „Słowa”.

Episkopat Rzymskokatolicki oficjalnie nie oponował przeciwko niszczeniu chrześcijańskich świątyń w Lubelskiem. Brak jest dowodów, że hierarchia łacińska podjęła jakiekolwiek praktyczne próby przeciwdziałania tej akcji. Jedynie metropolita unicki Andriej Szeptycki w liście z 20 lipca 1938 r., ogłoszonym 22 sierpnia 1938 r. i skonfiskowanym przez władze, ujął się za prawosławnymi.

Wstrząsające wypadki ostatnich miesięcy na Chełmszczyźnie – pisał Władyka – zmuszają mnie publicznie stanąć w obronie prześladowanych braci niezjednoczonych chrześcijan prawosławnych Wołynia, Chełmszczyzny, Podlasia i Polesia oraz wezwać was do modlitwy za nich i do czynów pokuty, aby wybłagać z nieba miłosierdzie pańskie.

Prasa prorządowa – „Goniec Warszawski” czy umiarkowany „ICK” – potępiała list metropolity Szeptyckiego, sugerowała a nawet pisała wprost, że akcja burzenia cerkwi przeprowadzana została za wiedzą Kościoła Katolickiego. Zarazem burzenia cerkwi bronił wydawany przez pallotynów „Przegląd Katolicki”. Z drugiej strony prasa katolicka post factum dementowała jednak jakikolwiek udział episkopatu katolickiego w całej sprawie. Oficjalnie Katolicka Agencja Prasowa w komunikacie z 30 września 1938 r. twierdziła, że Episkopat zaprzecza, iż akcja niszczenia cerkwi była ustalona między Rządem a Episkopatem Polski i Nuncjuszem. Nie zmienia to jednak faktu, że Kościół katolicki w praktyce okazał się „beneficjentem” wydarzeń z roku 1938.

Akcja z 1938 r. spowodowała negatywne reakcje międzynarodowe. Oburzenie i protest wyraził sobór rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej na emigracji, zebrany w Sremskich Karłowicach. Zwierzchnik Kościoła prawosławnego w Bułgarii odesłał nawet polskie odznaczenia. Drogą dyplomatyczną protestowały państwa tradycyjnie prawosławne. Zaktywizowała się emigracja rosyjska i ukraińska w Europie Zachodniej oraz w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, organizując masowe wiece protestacyjne, a także kształtując negatywny obraz Polski w tamtejszej prasie. Nieprzychylną Polsce atmosferę wykorzystywała także propaganda niemiecka. Świadczą o tym liczne publikacje ukazujące się wówczas w Wolnym Mieście Gdańsku.

V. Brzask łun

Wydarzenia z roku 1938 pogłębiły animozje między Polakami i Ukraińcami. Wpisały się ciąg wzajemnych krzywd sięgający jeszcze epoki Wazów. Zarazem skonsolidowały mniejszość ukraińską w Polsce pomimo różnic wyznaniowych. Rachunek za politykę elit rządzących okresu międzywojennego, generalnie niezdolnych do wykroczenia poza pojmowanie Rzeczypospolitej jako państwa katolickiego w swej masie narodu polskiego, przyszło zapłacić Polakom – mieszkańcom ziem wschodnich – w czasie II wojny światowej. Tadeusz Chrzanowski po czterdziestu trzech latach od tamtych wydarzeń wspominał:
I z tamtego czasu też zachowałem taką kliszę: ojca purpurowego na twarzy i krzyczącego, choć nie wolno było mu się denerwować, bo miał ciężką chorobę serca, ale wtedy to właśnie krzyczał, krzyczał na rząd, na Sławoja i na Mościckiego i nawet na Rydza, chociaż mnie uczono w szkole, że oni są mądrzy i dobrzy, więc przerażony słuchałem, jak przepowiadał, że nas kiedyś Rusini wyrżną, bez cienia litości, że nam tego nigdy nie wybaczą; […] Baby wiejskie zbiegły się w swych sutych spódnicach i chustach i jak kokosze starały się sobą osłonić i tymi chustami, owe drewniane świątynki, piękne, choć bidniutkie, ale wówczas przyjeżdżała straż pożarna i rozpędzała je strumieniami wody. […] Sikawki „fajermanów” przyczyniły się do rozniecenia tysięcy owych „czerwonych kurów”, które rozświetlały ostatnie noce spędzone przeze mnie w rodzinnym domu [w 1943 r.- P. B.].

***

Nie ma wybaczenia tego aktu wandalizmu i prześladowania religijnego – przyznał na emigracji w 1956 r. Jędrzej Giertych. Naród polski przyjmuje ze wstydem, że musi wziąć na siebie odpowiedzialność za ten wstrętny czyn w taki sam sposób w jaki naród niemiecki musi wziąć na siebie odpowiedzialność za czyny Hitlera, a naród hiszpański za spalenie kościołów katolickich przez komunistów hiszpańskich.

Państwo Polskie przeszło jednak do porządku dziennego nad krzywdą, którą wyrządzili w sposób świadomy i zaplanowany jego funkcjonariusze, organy i służby Kościołowi o ponad tysiącletniej tradycji na ziemiach polskich oraz jego wiernym. Wydarzenia z roku 1938 nosiły tymczasem znamiona zbrodni przeciwko ludzkości. Żaden przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej nie przeprosił dotychczas za bezprawne burzenie ortodoksyjnych świątyń w okresie międzywojennym oraz represje wobec obywateli polskich wyznania prawosławnego.

Dr Paweł BORECKI
Uniwersytet Warszawski

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

Literaturoznawcy z IPN (historia bez IPN)

Artykuł był opublikowany 24-05-2009 w serwisie Blog.onet.pl. Obecnie nastąpiła likwidacja tego serwisu blogowego.

**************

  Instytut Pamięci Narodowej domagał się od władz miasteczka Klimontów w województwie świętokrzyskim, żeby zmieniły nazwę jednej z ulic. Dla ipeenowskich  historyków problemem było to, że ulicy patronował poeta Bruno Jasieński – związany z polskim ruchem komunistycznym, w 1937 r. aresztowany, a następnie rozstrzelany w ZSRR, podczas czystek stalinowskich. IPN twierdził, że upamiętnienie pisarza pozostawało formą gloryfikacji polityki Józefa Stalina, zbrodniczej ideologii komunistycznej oraz jej reprezentantów.

Rozpoczęła się społeczna akcja protestacyjna, w którą włączyło się wiele znanych osób. W imieniu RACJI Polskiej Lewicy wyraziłem protest przeciwko działaniom instytucji. Dzięki silnemu sprzeciwowi, społeczna akcja protestacyjna zakończyła się sukcesem! Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka został przymuszony do przeprosin za działania podległej sobie placówki i napisał do wójta Klimontowa następujące słowa: „Na Pańskie ręce wpłynęło pismo sygnowane przez mego Zastępcę, dotyczące zmiany nazwy ulicy Brunona Jasieńskiego. Pismo to było błędem podległych mi pracowników, za co biorę odpowiedzialność. Bruno Jasieński był ważną postacią polskiej kultury, wobec czego uhonorowanie jego imieniem nazwy ulicy jest uzasadnione. Proszę przyjąć przeprosiny za zaistniałą sytuację”.

Mimo przeprosin wójt Klimontowa Ryszard Bień zapowiedział, że wyśle do IPN-u, jak też opublikuje w mediach, list protestacyjny, podkreślając, że instytut nie ma prawa rządzić nazwami ulic.

Z kolei Sygnatariusze listu–protestu, w tym RACJA PL, otrzymali podziękowanie od inicjatorki protestu p. Marii Więckowskiej. Czytamy w nim: „Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy podpisywali petycję, rozsyłali apele, nagłaśniali sprawę w mediach, na blogach i w swoich środowiskach, dzwonili, SMSowali i wspierali nas duchowo. To jest nasz wspólny sukces”.  Uparta walka w obronie wartości lewicowych, jak widać, daje rezultaty.

Ale to nie jedyny sukces lewicy. Na sesji Rady Miasta Stołecznego Warszawy 28 kwietnia podjęto ostateczną decyzję o powrocie pomnika Ludwika Waryńskiego na Wolę.  jak wynika z informacji prasowych  decydujące znaczenie miała postawa radnych SLD. Mieli oni zagrozić, że jeśli Platforma Obywatelska nie poprze ich starań w sprawie pomnika Waryńskiego, zagłosują przeciwko absolutorium budżetowemu dla władz miasta.

Należy jednak walczyć nadal bo ipeenowscy historycy chcą wymazać okres PRL  z pamięci  , zwłaszcza młodego,  pokolenia.
Jak podaje  „POLSKA Głos Wielkopolski” – wydanie internetowe,  Instytut Pamięci Narodowej wysyła pisma do wielkopolskich miast i  gmin żądając zmiany nazw ulic i osiedli, które związane są z PRL.
Przeciw zmianom protestuje m.in. grupa mieszkańców Podkowińskiej Goliny. IPN zażądał zmiany nazwy pięciu ulic: 35-lecia PRL,   40-lecia PRL, 22 lipca, ZWM i gen. Świerczewskiego. Zdaniem IPN ich istnienie jest formą okazywania szacunku dla zbrodniczej ideologii komunistycznej i jej reprezentantów. Jak mówi Lech Kwiatkowski, przewodniczący Rady Miejskiej w Golinie – jest to delikatna sprawa.  Ludzi bardziej od nazw  ulic interesują drogi i oświetlenie. Poza tym mieszkańcy traktują  swoją ulicę z sentymentem, bez względu na to, czy kojarzy się ona z poprzednim ustrojem. Przy wymienionych przez IPN ulicach mieszka ok. 150 osób i większość z nich obawia się zmiany nazw ulic ze względu na związane z tym koszta.

Pani Agata Kubska z Piły która mieszka przy  ulicy Bohaterów Stalingradu stwierdziła, że z pewnością byli bohaterami i ci, którzy zginęli, i ci, którzy przeżyli. I żaden prezes IPN tego nie zmieni.  Takie postawy, coraz częstsze, źle wróża  ipeenowskim  historykom.  

 

HISTORIA BEZ  IPN

/artykuły od najnowszych do najstarszych /

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2018/01/17/krzysztof-podgorski-17-stycznia-1945-dzien-wyzwolenia-warszawy-przez-zolnierzy-zapomnianych-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ksiazka-bronislawa-lagowskiego-polska-chora-na-rosje-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ogien-falszywy-mit-kup-ksiazke-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/27/krzysztof-mroz-demitologizacja-pisowskiej-oceny-polski-sanacyjnej-ukladu-ribbentrop-molotow-z-23-sierpnia-1939-r-i-wejscia-armii-radzieckiej-na-wschodnie-tereny-polski-w-dniu-17-wrzesnia-1939/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/akcja-wisla-czyli-jak-falszuje-sie-historie-po-1989-roku-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/28/krzysztof-mroz-demistyfikacja-pisowskiej-wizji-powstania-warszawskiego-ktora-stanowi-element-skladowy-tzw-iv-rp-aktualizacja-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/leszek-konarski-cyrankiewicz-nie-zabil-pileckiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/wierszyk-juliana-tuwima-moj-dzionek-czyli-odtrutka-na-ipeenowsta-tworczosc-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/stanislaw-pyjas-czyli-jak-ipn-trwoni-nasze-pieniadze-wspomnienia-z-krakowskich-czasow-studenckich-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/sprostowanie-do-artykulu-w-newsweeku-dot-gen-w-jaruzelskiego-17-12-2010-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ks-popieluszko-nie-jest-meczennikiem-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/geopolityczne-wielkie-nic-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/gen-wojciech-jaruzelski-odpowiada-rafalowi-ziemkiewiczowi-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/rafal-ziemkiewicz-kontra-gen-jaruzelski-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/literaturoznawcy-z-ipn-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/ipn-wojuje-z-jaruzelskim-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/panie-prezydencie-kaczynski-tylko-wszechstronna-wiedza-pana-wyzwoli-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/beatyfikacja-piusa-xii-czyli-jak-manipuluje-sie-historia-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/1612-rok-prezydenta-lecha-kaczynskiego-historia-bez-ipn/

https://krzysztofmroz1.wordpress.com/2017/12/30/nie-dla-beatyfikacji-jp-ii-historia-bez-ipn/